Jędrzejczak z kontry, czyli piłkarski pragmatyzm na niełatwy czas

W poniedziałek zakończyła się saga, która była już męcząca dla wszystkich, którym na sercu leży dobro polskiej piłki. Po tym, jak portugalski dezerter Paulo Sousa opuścił szeregi kadry, ponad miesiąc sternik krajowej federacji Cezary Kulesza szukał odpowiedniego zastępcy. W zasadzie od początku jednymi z głównych kandydatów na to zaszczytne stanowisko byli faworyci opinii publicznej – Adam Nawałka oraz Czesław Michniewicz.  Ostateczne to ten drugi wygrał w wyścigu o to stanowisko. Dlaczego zatem cały proces wyboru selekcjonera tak się przeciągał? Mam swoją optykę na ten temat i o tym właśnie opowiem w dalszej części tego tekstu.

Rozpoczęta zaledwie w sierpniu ubiegłego roku prezesura Cezarego Kuleszy była dotąd bardzo pozytywnie odbierana. Mimo stosunkowo krótkiego czasu urzędowania Kulesza konsekwentnie podejmował suwerenne i trafne decyzje oraz inicjatywy związane z kierowaniem PZPN-em. Obrona Kamila Glika i postawienie się za nim murem w sprawie idiotycznych zrzutów rasistowskich wobec Gliksona po meczu z Anglią, ostra postawa po odejściu Sousy i inne pomniejsze sytuacje pokazały skuteczność jego działań. Sam Kulesza ma jednak świadomość, że jego prezesura będzie w głównym stopniu odbierana przez pryzmat wyboru selekcjonera, a przez to także poprzez wyniki osiągane przez drużynę narodową. Nic dziwnego, że dał sobie na to trochę czasu. Ryzyko pomyłki jest przecież bardzo duże, więc bez pośpiechu starał się jak najdokładniej wszystko przeanalizować.

W ciągu ostatniego miesiąca co i rusz karmieni byliśmy różnymi nazwiskami kandydatów z całego świata. Nazwiska Fabio Cannavaro, Andrija Szewczenki, Marcela Kollera, Slavena Bilicia i innych potencjalnych selekcjonerów działały na wyobraźnię przeciętnego kibica. Przyznam zupełnie szczerze, że już po nieudanym dla nas mundialu w Rosji uważałem, że selekcjonerem kadry po Adamie Nawałce powinien zostać trener zza granicy. Nie widziałem bowiem wówczas odpowiedniego szkoleniowca z Polski, który mógłby przynajmniej nawiązać do poprzednika (pomijam oczywiście nieszczęsny rosyjski czempionat). Dalej twierdzę, że w kontekście długofalowego prowadzenia reprezentacji dobry obcokrajowiec byłyby najlepszą opcją. Biorąc pod uwagę jednak czas, w którym się znaleźliśmy i fakt, że już 24 marca na Łużnikach w Moskwie stoczymy pierwszą batalię o katarskie przepustki, nie był to moment na tego typu eksperyment.

Osobiście skłaniałem się ku Adamowi Nawałce. Uważałem, że świetnie zna zawodników, z większością współpracował w kadrze. Jest z nimi w regularnym kontakcie. Przez pięć lat pracy kadra Nawałki dawała nam sporo radości. Na pamiętnym EURO 2016 we Francji doszliśmy przecież do ćwierćfinału, a przy odrobinie szczęścia mogliśmy i dalej. W półfinale tego pamiętnego turnieju czekała przecież Walia… Zawsze gdy wracam pamięcią do tego turnieju, myślę o tym, że finał był tak blisko. Dwa lata później w Rosji jego drużyna zawiodła, nie dojechała fizycznie. Wierzyłem, że wyciągnięto odpowiednie wnioski i miałem cichą nadzieję, że sentymentalny powrót stanie się faktem.

Finalnie jak wiemy, selekcjonerem został Czesław Michniewicz. Szkoleniowiec, który w poprzednim roku wygrał ligę z Legią Warszawa i wprowadził ją do Ligi Europejskiej, w trzech meczach zdobywając sześć punktów w bataliach ze Spartakiem Moskwa i Leicester, a wcześniej udanie prowadził kadrę U-21. Michniewiczowi nie można zatem zarzucić, że nie ma doświadczenia, nie zna realiów i że nie zna się na swojej robocie. Jest dokładnie odwrotnie. Jestem przekonany, że taktycznie Sborna będzie doskonale rozpracowana, że wszelkie detale zostaną przekazane naszym zawodnikom. Czy piłkarze je zrealizują? Nie wiem. Wiem jednak, że selekcjoner wywiąże się doskonale ze swoich zadań. Widać bowiem, że to człowiek z własną wizją, doskonałym rozeznaniem i charyzmą. Patrząc na to jak wypowiada się o piłce i o życiu nie sposób nie stwierdzić, że Michniewicz to równy, serdeczny facet, który jest mądrym gościem potrafiącym twardo i konsekwentnie, ale jednocześnie po ojcowsku poukładać sobie stosunki z piłkarzami. Relacje wewnątrz tak hermetycznego miejsca, jakim jest bez wątpienia piłkarska szatnia to jeden z kluczy do finalnego sukcesu. Uważam zatem, że Michniewicz to taki zdrowy rozsądek na ten moment. Mam nadzieję, że ten rok jego pracy będzie udany i nie mam nic przeciwko, by był selekcjonerem na lata, bo to oznaczać będzie korzystne wyniki kadry, a to przecież najważniejsze.

Na koniec odnosząc się do mocno grzanego tematu 711 połączeń z Ryszardem Forbrichem, napiszę krótko. Skoro sąd i prokuratura nigdy nie postawiły zarzutów, a co za tym idzie, nie skazano Czesława Michniewicza prawomocnym wyrokiem za udział w aferze korupcyjnej, to nie rozumiem odgrzewania wątków sprzed osiemnastu lat. Za chwilę grać będziemy o prestiż, zaszczytne miejsce w gronie czołowych reprezentacji świata, o duże pieniądze, o postrzeganie poziomu polskiej piłki, respekt i szacunek milionów kibiców. W listopadzie nie przesiądziemy się do wehikułu czasu, który zaprowadzi nas do roku 2004. W tym czasie możemy słuchać polskiego hymnu, oglądać polską flagę i przeżywać emocje Mistrzostw Świata. Apeluję zatem do wszystkich, którzy czytają ten tekst, by nie dawać się wciągnąć w tę wewnątrzkrajową wojenkę, która nic nie wnosi i donikąd nie prowadzi.

Bartłomiej Jędrzejczak

Przeczytaj też inne nasze teksty:

Kiedy nastanie sezon BVB?

Wywiad z Radosławem Bellą

Gdy życie staje się ciężarem, czyli piłkarskie Blue Monday. O depresji w futbolu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: