Redakcyjny wielogłos #2. Czy Czesław Michniewicz powinien zachować stanowisko i kto ewentualnie powinien go zastąpić?

Los Czesława Michniewicza nadal nie jest znany, a opinia publiczna jest podzielona w dyskusji dotyczącej dalszej przyszłości selekcjonera. Co na ten temat uważają redaktorzy Futbolowej Rebelii? Sprawdźcie!

Tomek Siciński

 Na kartach historii polskiego futbolu srebrnymi zgłoskami zapisały się „Orły Górskiego”. Wnioskuję nie tylko o odejście Michniewicza, ale też o wprowadzenie zwrotu „Przepiórki Michniewicza” do piłkarskiej terminologii. Gra polskich kopaczy w meczu z Meksykiem była skryta niczym tryb życia przepiórek, a do ataku zrywali się oni tak jak przepiórki do lotu – jedynie w ostateczności. Napisać porównanie o małych przepiórczych jajkach byłoby krzywdzące dla przepiórek, bo trener, jak i polscy piłkarze cojones pokazywali co najwyżej w trakcie rozmów z dziennikarzami.

Bojkotuję ten durny mundial i pech chciał, że skusiłem się na oglądanie części występów polskiej kadry. Mój bilans: cały mecz z Meksykiem, około 60 minut meczu z Argentyną oraz druga, gorsza połowa 1/8 finału z żandarmerią Deschampsa. Szczęście w nieszczęściu: fani Meksyku uprzyjemnili mi ciężkostrawny pierwszy mecz. Jako fan Juventusu oraz Unionu Berlin uznam się za zaprawionego w bojach z oglądaniem pragmatycznego futbolu. Polacy zaprezentowali murarkę i bezmyślną grę na lagę. Tak, dało to cenny punkt, jednakże takim podejściem do meczu Michniewicz wykastrował świetnych graczy – jak Don Pietro Zieliński i Lewandowski – z ich atutów.

‚Truskawką na torcie (pozdrawiamy Tomka Hajto) było zachowanie szkoleniowca wobec żurnalistów. I to już ruszyło po meczu z Meksykiem, gdy Radosław Przybysz z „Meczyków” usłyszał ciętą i musztardową ripostę na zadane pytanie, a później było to kontynuowane. No i jeszcze ta afera premiowa i wewnętrzne spory w kadrze o srebrniki od Premiera, a fuj! Od dłuższego już czasu odsunąłem się od polskiej kadry, tu mógłbym rzucać kamieniami do ogródka PZPN. Powiem tylko, że humorzasty selekcjoner preferujący antyfutbol dodatkowo zniechęca takie osoby jak ja, do oglądania meczów kadry Polski. Awans z grupy fajna sprawa, ale myślę, iż powiedzieć, że było w tym ‚więcej szczęścia niż rozumu’ żadną kontrowersją nie jest.

Michał Bakanowicz

O tym, że Michniewicz musi odejść, uświadomiłem sobie już po naszym meczu z Meksykiem. Wydaje mi się, że dziś jest już jasnym, że to nie jest typ szkoleniowca, który może rozwijać zespół w ujęciu długofalowym. Przygotować go pod rywala? Jak najbardziej. Zrobić nieoczekiwany wynik? Pewnie, że tak. Wycisnąć maksa z czasu, który ma do dyspozycji? Oczywiście. Ale to wszystko przy całkowitym braku dbałości o styl, wrażenia estetyczne, czy co gorsza, pełnym zaniechaniu zrobienia jakiegokolwiek postępu.

Paradoksalnie, kiedy były trener Legii, otrzymywał angaż w reprezentacji Polski, popierałem ten ruch. Bo to typ „zadaniowca”, który w tym, konkretnym momencie, był nam po prostu potrzebny. Przepchnąć Szwecję, awansować na Mundial, a na nim coś ugrać. No i się udało! Ale na tym powinniśmy tę współpracę zakończyć. Selekcjoner wykonał swoje, bądź co bądź, nietypowe zadanie, osiągnął oczekiwany rezultat, ale moim zdaniem nadszedł czas, by na polską piłkę spojrzeć szerzej. Michniewicz nie sprawi, że zaczniemy grać nowocześnie, nie nada temu zespołowi określonego stylu. To po prostu nie leży w jego naturze. Potwierdza to jego cała dotychczasowa kariera trenerska, łącznie z nie tak dawnym okresem w Legii. A mecz z Francją? Tak, fragmentami wyglądał tak, jak w moim odczuciu, powinna wyglądać gra naszego zespołu. Tyle że ja tej twarzy reprezentacji po prostu nie kupuję i nie wierzę, że jest ona czymś, w co Michniewicz w dalszej perspektywie by poszedł. Po prostu nie dam sobie wcisnąć tego kitu.

Co więc powinniśmy zrobić? Przed nami eliminacje do Euro 2024, które na papierze, wyglądają na łatwe jak nigdy dotąd. I jasne, tu nie chodzi o lekceważenie rywali, ale prawdą jest, że taki, a nie inny układ sił w grupie, sprawia, że mamy przed sobą długi okres, w którym wreszcie moglibyśmy zacząć coś tworzyć, a nie tylko reagować na wydarzenia dziejące się wokół nas. Czas więc zatrudnić selekcjonera pełną gębą, z wyrazistym stylem, przejrzystą filozofią, profilem gry pasującym do zawodników, jakich aktualnie posiadamy, a przede wszystkim takiego, który wniesie do naszej piłki jakąś świeżość. Czy w Polsce kogoś takiego mamy? Nie. Jeśli mamy sięgać po któregoś z rodaków, to już lepiej na stanowisku niech pozostanie Michniewicz. Wybrańca należy szukać za granicą. Ale szukać dobrze, a nie dostawać gęsiej skórki na dźwięk każdego nazwiska, które nam się dobrze kojarzy. Canavarro, Szewczenko? Raczej nie. Prędzej Martinez, czy Bielsa. Od nowego selekcjonera oczekiwałbym nie tylko odpowiedniego doboru piłkarzy, określonej filozofii gry i przyzwoitych wyników, ale też długofalowej pracy w Polskim Związku Piłki Nożnej. Martinez wykonywał taką pracę dla Belgii, będąc stale na miejscu i ingerując we wszystkie szczeble tamtejszej piłkarskiej rzeczywistości. Bielsa zaś, to profesjonalista pełną gębą i o jego zaangażowanie w fundamenty naszej piłki moglibyśmy być spokojni. I nawet jeśli to kandydatury mocno życzeniowe, to tego typu nazwiska można mnożyć. Chodzi mi bardziej o profil trenera niż wskazanie konkretnego kandydata.

Podsumowując, Michniewiczowi powinniśmy za współpracę podziękować, a naszym następnym kandydatem niech będzie kozak z zagranicy. Ale taki prawdziwy kozak, a nie gość, którego kojarzymy głównie z tego, że w młodości fajnie kopał piłkę. Ktoś taki na pewno będzie drogi, ale od lat przecież słyszymy, jak bogatą organizacją jest PZPN. Może czas wreszcie sięgnąć głębiej do portfela i znaleźć kogoś, kto naprawdę może odmienić polską piłkę?

Marcin Gala

Polski futbol bez afer jest niczym Vincent Vega bez Julesa Winnfielda w filmie Pulp Fiction. Duet, który już zawsze będzie kojarzony ze sobą. Zapewne wielu w pamięci ma aferę lwowska za czasów Leo Beenhakkera, czy aferę z Borucem i Michałem Żewłakowem w rolach głównych za kadencji Franciszka Smudy.

Zaledwie tydzień temu reprezentacja grała swój ostatni mecz na mundialu w Katarze i dziś, zamiast rozmawiać o wyniku, o analizie gry Biało- czerwonych podczas turnieju, to Polska pogrążyła się w narodowej debacie dotyczącej kolejnej afery w rodzimej piłce. Postać Czesława Michniewicza wzbudza wiele kontrowersyjnych emocji. Jego powiązania z „Fryzjerem” do dziś nie zostały klarownie wyjaśnione, co też odbiło się szerokim echem w zagranicznych mediach, gdy ten obejmował polską kadrę niecały rok temu.

Mija rok i ciężko jest nam jednoznacznie ocenić jego prace w tej roli. W Lidze Narodów zdarzały się bolesne porażki jak ta z Belgią (1-6), ale też mecze rozegrane w tym kluczowym momencie, jak baraż ze Szwecją bez wątpienia wpisują się pozytywnie w jego bilans. Podobnie było podczas tego mundialu. Słaby występ w meczu otwarcia z Meksykiem, następnie bezbarwny, lecz szczęśliwy występ z Arabią, bo przecież gdyby nie Wojciech Szczęsny to znów swoją przygodę na wielkim turnieju zakończylibyśmy po fazie grupowej. I mecz z Argentyną, która pozbawiła nas argumentów, co do gry w piłkę z rywalem na takim poziomie. Nawet dobra gra z aktualnymi Mistrzami Świata w 1/8 finału została przyćmiona wysokim wynikiem 1-3. Do tego wszystkiego dochodzi styl gry naszej reprezentacji pod wodzą Czesława Michniewicza, a ten – delikatnie mówiąc – najładniejszy nie jest. Mając w kadrze tak wybitne postacie, jak Lewandowski, Zieliński, Szymański czy Kozłowski każdy kibic oczekuje, choć w ułamku takiej gry, z jaką spotykamy się, oglądając ich występy w swoich klubach.

Dziś zadajemy sobie pytania: „Co dalej z naszą reprezentacją? Co dalej z Czesławem Michniewiczem?” Myślę, że dość trafnie warsztat pracy Michniewicza obrazuje jego ostatnia przygoda z Legią Warszawa. Cele krótkoterminowe, jakim były mistrzostwo kraju oraz awans do europejskich pucharów zostały osiągnięte, lecz patrząc na te długoterminowe, czyli miejsce w ligowej tabeli w kolejnym sezonie oraz atmosfera na koniec jego pracy w Legii to zapewne argumenty przeciwko kandydaturze Czesława Michniewicza na stanowisku selekcjonera.

Bartek Jędrzejczak

Niemal rok temu, bo w lutym, pisałem na naszych łamach, że Czesław Michniewicz to dobry wybór Cezarego Kuleszy, który po dezercji Paulo Sousy zmuszony został do zatrudnienia nowego selekcjonera do najważniejszej drużyny piłkarskiej w naszym nadwiślańskim kraju.

Nie chciałbym być posądzany o brak konsekwencji, ale dziś uważam, że ta misja kontrowersyjnego trenera nie ma już sensu i nie zagwarantuje nam odpowiedniej jakości. Trzeba sobie przypomnieć, że prawie dwanaście miesięcy temu byliśmy w momencie absolutnie bezprecedensowym dla polskiej piłki nożnej. Nie zdarzyło się bowiem dotąd w historii PZPN, że selekcjoner opuszczał stanowisko ze względu na propozycję pracy w piłce klubowej. Stanęliśmy niejako pod ścianą, bo mając jeszcze wówczas w perspektywie dwustopniowe baraże, zostaliśmy bez sternika kadry. Mistrzostwa Świata to zbyt duża impreza i presriż dla wszystkich, by myśleć w sposób minimalny. Taki, w którym ktoś narzuciłby narrację, że może warto odważnie zaryzykować i dać czas komuś z zewnątrz, a ewentualne odpadnięcia w barażach potraktować jako poligon doświadczalny dla nowego trenera. Aktualne mistrzostwa pokazują jakie ma znaczenie udział dla poszczególnych krajów i ich reprezentantów to wydarzenie.

Michniewicz na tamten czas był wyborem idealnym. Znał doskonale rodzime środowisko, odnosił sukcesy w Ekstraklasie, Legię Warszawa wprowadził na europejskie salony i zanim w warszawskim klubie rozpoczął się potężny kryzys, to prowadzeni przez Michniewicz Legioniści udanie punktowali w międzynarodowych bojach. Do tego z wieloma piłkarzami z pierwszej reprezentacji pracował w kadrze młodzieżowej, z którą święcił tryumfy. Dobry zadaniowiec. Miałem jednak  przeświadczenie graniczące z pewnością, że my jako kraj potrzebujemy innej opcji w perspektywie długofalowej budowy.

Uważam, że selekcjonerem w takim wypadku powinien zostać trener zza granicy, którzy zaszczepi w naszych kadrowiczach inną ofensywną mentalność. Ktoś, kto ma już doświadczenie z pracą w kadrze gdzieś na świecie, ale jednocześnie nadal jest głodny sukcesów. Nie satysfakcjonuje mnie przecież ten ciągły minimalizm, gdy skupiamy się na głębokiej defensywie, która też oczywiście jest ważna, ale nie powinna ciągle przysłaniać innych aspektów gry. Chciałbym zawsze widzieć taką postawę jak z Francją, z umiejetną obroną, przesuwaniem, doskokiem do rywala, ale też z ofensywnym zacięciem. Czy jest to możliwe z Michniewiczem? Nie z mocnymi rywalami. Może z ekipami zbliżinymi do nas piłkarsko. Dlaczego jednak ciągle namy patrzeć z tej niższej pozycji skazanego na niepowodzenie? Mamy świetnych piłkarzy i nie uważam, byśmy musieli być tłem dla lepszych reprezentacji. To już zadanie dla ofensywnego wizjonera.

Damian Głodzik

Z oceną, czy Czesław Michniewicz nadal powinien być selekcjonerem reprezentacji Polski, jest jak z oceną tego, co Biało-czerwoni osiągnęli na mistrzostwach świata. Krótko mówiąc – trudno o jednoznaczną odpowiedź. Wyjście z grupy na mundialu było dla nas celem minimum. Trudno tu więc mówić o sukcesie, a tak część środowiska piłkarskiego próbuje ten wynik przedstawiać. Jeśli, to co przed mundialem zakładaliśmy jako cel minimum jest dla nas sukcesem, to jest naprawdę źle.

Michniewicz nie miał łatwego życia jako selekcjoner. Przejął reprezentację w ekstremalnych warunkach, a osiągnął z nią wszystkie cele, które postawił przed nim Cezary Kulesza, a nawet kibice. Pod względem wyniku sportowego jego pozostanie w roli selekcjonera nie powinno podlegać dyskusji. Na niekorzyść działa jednak sposób w jaki te cele zostały osiągnięte, a przede wszystkim ten zaprezentowany przez reprezentację w Katarze. Można przytaczać przykład Walida Regraguiego i Maroka. Mówić, że jego przypadek jest zdecydowanie bardziej ekstremalny, ale piłkarsko niestety jesteśmy zdecydowanie bardziej toporni.

Bronić stylu w jakim zagraliśmy na mistrzostwach świata nie mam zamiaru. Był on brzydki, siermiężny, poparty masą szczęścia, a nie taktycznym kunsztem trenera – po prostu rozczarowujący. Piszę o tym, by było jasne, że sposób gry nie jest dla selekcjonera żadnym argumentem. Jest to jeden z warunków, który Cezary Kulesza powinien postawić przed Michniewiczem jeśli zdecyduje się go pozostawić na stanowisku.

O ile rozumiem dlaczego na mistrzostwach świata zagraliśmy z Meksykiem i Argentyną w taki, a nie inny sposób, to kolejny raz tego oglądać nie chcę. Zdaję sobie sprawę, że naszą grę przede wszystkim z Argentyną determinował nie tylko bilans bramek, ale również zasady fair play. W tym meczu nie dało się podjąć dobrej decyzji odnośnie tego, jak powinniśmy grać. Pójście po gola, którego potrzebowaliśmy mogło nas narazić na kontratak, a wtedy byłoby biadolenie, że po co skoro mieliśmy awans. Trzeba było pilnować wyniku. Z kolei odbiór meczu z Meksykiem byłby zupełnie inny, gdyby Robert Lewandowski wykorzystał rzut karny. Michniewicz tego głośno nie powie, ale może mieć spore pretensje do kapitana, również za niewykorzystanie sytuacji z Arabią Saudyjską. Wówczas nasza gra z Argentyną mogłaby być odważniejsza.

Nie znamy zakulisowych wydarzeń w tej drużynie. Jeśli Michniewicz rzeczywiście wmawiał piłkarzom, że ci są pod każdym względem gorsi od swoich przeciwników, to powinien z tą drużyną się pożegnać. Jeśli rzeczywiście sam podjął temat nieszczęsnej premii od premiera Mateusza Morawieckiego i zraził do siebie swych podopiecznych, to Kulesza powinien mu podziękować. Pewności, że tak było my jako obserwatorzy nie mamy. Tu kluczową rolę odegrają piłkarze. Na nich będzie spoczywać duża odpowiedzialność w rozmowach z prezesem PZPN.

Z moich postronnych obserwacji wynika, że Michniewicz powinien zostać, ale z mocnym postanowieniem poprawy, biorąc pod uwagę sposób naszej gry. Z mojej perspektywy przemawia za tym nie tyle wynik sportowy osiągnięty przez Michniewicza, co zmęczenie ciągłą zmianą selekcjonerów i wieczną budową kadry. Dajmy tej drużynie nieco spokoju i wytrąćmy sobie i trenerowi wymówkę, że trwa budowa zespołu i poszukiwanie wykonawców.

Jeśli Cezary Kulesza zdecydowałby się na zmianę szkoleniowca, to niech będzie to ktoś z zagranicy. Zmiana Michniewicza na kogoś z naszej polskiej karuzeli nie ma najmniejszego sensu, chyba że… byłby to Adam Nawałka. Nie oszukujmy się, wszyscy tęsknimy za taką reprezentacją, jaką zbudował były selekcjoner. Natomiast jeśli szukalibyśmy kogoś z zagranicy, to nie bawmy się w przypadki Paulo Sousy (patrz Andrij Szewczenko). Weźmy nazwisko, ale sprawdzone trenersko – pokroju Vladimira Petkovicia – a nie piłkarza jadącego na personaliach.

Łukasz Budziak

Aby zadecydować, czy Czesław Michniewicz rzeczywiście powinien dalej prowadzić polską kadrę, należy sobie odpowiedzieć na jedno ważne pytanie: Czy to, co widzieliśmy w fazie grupowej to jednorazowy plan, aby za wszelką cenę wyjść z grupy, czy taki styl gry będziemy widzieć w naszej kadrze regularnie? Jeżeli przy każdym poważniejszym spotkaniu o stawkę nasza gra ma wyglądać właśnie w taki sposób, to nie widzę, w jaki sposób mamy dalej rozwijać naszą drużynę narodową. Pragmatyzm może dać nam wyniki, ale zamyka nas w czterech ścianach bez drzwi i dalszej drogi do przodu. 

Nie jest tajemnicą, że następne dwa lata będą okresem bardzo newralgicznym dla naszej drużyny. Czeka nas przemiana pokoleniowa, kilka zmian na kluczowych, dotąd ściśle obsadzonych pozycjach. Naturalnym następstwem tego procesu będzie pożegnanie się z kilkoma nazwiskami. Czy Czesław Michniewicz to osoba, która będzie w stanie taką zmianę przeprowadzić? Patrząc na powołania na sam mundial, pokazał, że bardzo ceni sobie sprawdzone opcje, zabierając do Kataru m.in. Artura Jędrzejczyka. Ciężko mi wyobrazić sobie scenariusz, w którym Michniewicz rezygnuje z nazwisk będących w kadrze od lat, na rzecz nowych rozwiązań. Potrzebny nam ktoś, kto podszedłby do tematu antysentymentalnie i niezbyt zachowawczo.

Kim mógłby być potencjalny następca Czesława Michniewicza? Z pewnością ciężko będzie znaleźć taką personę na polskim rynku trenerskim. Ba! Moim skromnym zdaniem ograniczając poszukiwania tylko i wyłącznie do granic naszego kraju, to Czesław Michniewicz wciąż jest najlepszym wyborem. Za nic nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek inny polski trener miał zastąpić obecnego selekcjonera. Niemniej jednak w naszej kadrze potrzebne są zmiany i w pewnym sensie transformacja mentalna. Taką jednak mógłby wprowadzić jedynie trener z dużym europejskim doświadczeniem. Oczywiście można rzucać nazwiskami typu Marcelo Bielsa lub Herve Renard, ale światowy rynek trenerski jest tak ogromny, że ciężko przewidzieć konkretną osobę. Zresztą tutaj chodzi o dany profil, a nie osobą, która mogłaby ją spełnić, bo takich jest wiele.

Czesław Michniewicz wykonał swoje zadanie, ciężko mieć do niego wielkie pretensje, bo nasz występ w Katarze był zwyczajnie w porządku. Jego potencjalne zwolnienie nie mogłoby dotyczyć wyników, a raczej chęci i potrzeby potencjalnego rozwoju, który pod jego batutą… mógłby być nie najlepszy.

Tomek Siciński

Michał Bakanowicz

Marcin Gala

Bartek Jędrzejczak

Damian Głodzik

Łukasz Budziak

fot: commons.wikimedia.org

Jedna myśl na temat “Redakcyjny wielogłos #2. Czy Czesław Michniewicz powinien zachować stanowisko i kto ewentualnie powinien go zastąpić?

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: