Wykop z piątki #15. Ale brama! Gole, które zapamiętamy na zawsze.

Co najbardziej kochamy w piłce? Gole! Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Możesz uwielbiać dryblingi, techniczne sztuczki, czy nowinki taktyczne, ale to wszystko nic w porównaniu z momentem, kiedy piłka trzepocze w siatce. Historia zna przypadki bramek, których nie sposób zapomnieć. Poniżej pięć przykładów tych, które na zawsze zostaną w naszej pamięci.

Denis Bergkamp vs Newcastle (Premier League)

Co robi normalny piłkarz, kiedy odwrócony tyłem do bramki przeciwka, otrzyma piłkę w pobliżu linii pola karnego?
Odegra z klepki to nabiegającego kolegi?
Przyjmie, poczeka i pozwoli podłączyć się do gry partnerom?
Zgasi futbolówkę i postara się z nią odwrócić?
Każde z tych zachowań jest poprawne i mieści się w repertuarze standardowych zagrań. Tyle że Bergkamp nigdy nie był zwykłym piłkarzem. Udowodnił to choćby w 11 minucie ligowe starcia z Newcastle w marcu 2002 roku. Jego trafienie to prawdopodobnie najpiękniejszy gol w historii Premier League. Niebywała inteligencja, niebotyczna technika użytkowa, koordynacja ruchowa i świadomość przestrzeni. Jeśli chcesz rozwiązywać boiskowe problemy, tak jak w tej sytuacji Bergkamp, to musisz mieć to wszystko. Skala trudności tego zagrania to 10/10. Zachowanie totalnie od czapy. Jak on to w ogóle wymyślił?

Co ciekawe Bergkamp początkowo nie zdawał sobie sprawy z wyjątkowości tego gola. Po latach wspomina na łamach magazynu Four Four Two:

„Tydzień po tej bramce, każdy pytał mnie ‘’Serio chciałeś to tak zrobić?’’ (…) Nie mogłem zrozumieć o co chodziło. Nie widziałem tego gola w telewizji, ale tyle ludzi mnie o niego pytało, że uznałem, że muszę sprawdzić co dostrzegali w tej akcji. Obejrzałem ją i wtedy zrozumiałem. (…) Pires zagrał mi za plecy, więc dostosowałem się do sytuacji. Chciałem jednym kontaktem odwrócić się do bramki. Przyjąłem piłkę, ale moje ciało ułożyło się w przeciwnym kierunku niż ona. Dlatego wyglądało to aż tak dobrze!(…)Przy wielu bramkach piłkarze podejmują decyzję w ostatniej chwili. Tak było i tutaj. Cieszę się, że to tak wyglądało i ludzie wciąż o tym mówią”.

A co do powiedzenia na ten temat ma niemiłosiernie ograny w tej akcji Dabizas?

„Jestem dumny z bycia częścią tego. To był akt futbolowego geniuszu!”


Cóż, piękno futbolu zawsze powinno stać na pierwszym miejscu.

Zinedine Zidane vs Bayer Leverkusen (Finał Ligi Mistrzów)

Nie mam wątpliwości co do tego, że bramka Francuza z roku 2002, to najpiękniejszy gol, jaki kiedykolwiek padł w finale Ligi Mistrzów. Magazyn France Football poszedł z tym dalej i uznał strzał Zizou, za najładniejsze trafienie w całej historii rozgrywek.


Nie ma w tym krzty przesady. Piłka spadająca z wysokości piątego piętra, uderzona z półobrotu i to jeszcze słabszą nogą. Piłkarz decydujący się na takie zagranie ryzykuje stanie się memiczną postacią. Można się „machnąć”, można uderzyć w trybuny. Można też zdobyć gola, którego świat okrzyknie arcydziełem. To ostatnie tylko pod warunkiem, że nazywasz się Zidane.


Potwierdza to hiszpański dziennikarz Alvaro Romero, który mówi na łamach Totally Football Show:

„Nie zapominajmy, że Zidane jest prawonożny, a strzał oddał lewą. Kiedy spytasz jakiegokolwiek z piłkarzy o ten wolej, to ten potwierdzi, że to zagranie było obarczone niecodziennym poziomem trudności. (…) ‘’Jak upolować piłkę lecącą z nieba?’’. Zrobienie tego jest niemal niemożliwe. Nawet dla któregokolwiek z profesjonalnych piłkarzy”.

Ralf Honingstein, niemiecki dziennikarz, który komentował spotkanie Realu Madryt z Bayerem Leverksuen, wspomina:

„Tylko oglądając powtórki możesz zdać sobie sprawę z przywileju, jakim jest oglądanie tak majestatycznego momentu piękna. (…) To stało się tak szybko, a ujęcia nie były na tyle dobre, byś w tamtym momencie docenił to, co właśnie zobaczyłeś. Dopiero później mogłeś zdać sobie sprawę, co faktycznie się stało(…)Komentowałem ten mecz i pamiętam jak walczyłem o to, by znaleźć odpowiednie słowa by oddać umiejętności, techniczny kunszt i wielkość Zidane’a. Trzy czy cztery minuty po tym golu mogłeś poczuć, że właśnie stałeś się świadkiem czegoś historycznego. To była wzniosła chwila”.

Nic dodać, nic ująć. Gol legenda.

Ibrahimovic vs Anglia (mecz TOWARZYSKI)


„Jesteś gównianą wersją Andy’ego Carrolla” – dało się słyszeć z trybun w trakcie towarzyskiego spotkania Szwecja-Anglia, w listopadzie 2012 roku. Przyśpiewka była skierowana w stronę Zlatana. Nie znalazłem informacji, czy Szwed faktycznie odnotował to zajście. Nie zmienia to faktu, że w tym dniu, pokazał angielskim fanom, że nie jest on kimś, z kogo można robić sobie jaja. Ibra zakończył mecz z czterema golami, a jego Szwecja wygrała 4-2. To jednak nie wszystko. Bramka zdobyta przez napastnika w 91 minucie spotkania, na stałe przeszła do piłkarskiego kanonu. Po raz pierwszy zobaczyłem ją w Teleexpressie. Już sam ten fakt pokazuje, że gol Zlatana wykraczał mocno poza piłkarską codzienność. Trudno się dziwić. Mówimy w końcu o strzale przewrotką z około 30 metrów od bramki. Jeśli dodamy do tego pułap, z jakiego Szwed „zdjął” piłkę, to mamy futbolowe arcydzieło. Hodgson, który oglądał, to upokorzenie z angielskiej ławki mówił po meczu:

„Oglądanie takich goli jest wspaniałym uczuciem, ale wolałbym go zobaczyć, strzelonego przeciwko komu innemu”.

A jak całą sytuację widział Ibra?

„Hart wyszedł bardzo daleko. Wszystko, co chciałem zrobić to skierować piłkę do bramki. Kiedy zmierzała już w jej kierunku, zobaczyłem, że obrońca stara się wybić ją wślizgiem. Miałem ochotę krzyknąć „Nie!”, ale ona ostatecznie wpadła do siatki”.

I całe szczęście. Gol Ibry to coś, czego nie zapomnimy nigdy. Trafienie Szweda zostało zresztą uhonorowane Nagrodą Puskasa, a więc wyróżnieniem za najładniejszą bramkę roku. Co ciekawe Szwed otrzymał nagrodę z rocznym opóźnieniem. Wszystko dlatego, że gdy Ibra demolował Anglików, lista nominowanych na 2012 została już zamknięta. Komisja w drodze wyjątku zgodziła się, by włączyć jego trafienie do plebiscytu odbywającego się rok później. Z jednej strony kuriozum. Z drugiej, czy dla takiego strzału nie warto nagiąć zasady?

Rooney vs Manchester City (Premier League)

„Rooney! O Matko Boska! Co za bramka! Przecież to jest w ogóle niepojęte!” Andrzej Twarowski
Niecodzienny komentarz. Niecodzienna bramka. Trafienie przewrotką Rooneya było absolutnie wyjątkowe.

Rzecz działa się w lutym, 2011 roku, kiedy to „Czerwone Diabły” podejmowały u siebie zespół „Obywateli”. W spotkaniu utrzymywał się remis. Wtedy do akcji wkroczył Rooney. Niespecjalnie udane dośrodkowanie Naniego, zamieniło się w asystę, za sprawą magicznego uderzenia Anglika. Portugalczyk zagrał koledze typową piłkę „za plecy”. Jedyne co ten mógł zrobić to spróbować ją przyjąć w ekwilibrystyczny sposób lub…uderzyć w kierunku bramki. Zdecydował się na to drugie i zrobił to tak, że piłka zatrzepotała niemal w samym okienku. Joe Hart był bezradny, Vincent Kompany nie dowierzał. Old Trafford eksplodowało.


Rooney dziś mówi, że to było jego najważniejsze trafienie w karierze. Znaczenie tej bramce dodaje fakt, że Manchester nie oddał już prowadzenia i pokonał lokalnego rywala. Napastnik opowiadał o tym w dość mało wyszukany sposób:

„Kiedy piłka zmierzała w pole karne, pomyślałem- „Dlaczego nie?”. Na moje szczęście wyładowała w górnym rogu bramki. (…) 9 razy na 10 prób pewnie poszybowałaby nad poprzeczką, a dziś wpadła w samo okienko”.

Rooney wspominał jeszcze, że ostatni raz coś takiego zdarzyło mu się w czasach szkolnych.
Nie mógł wybrać lepszego momentu na powtórkę.

Ronaldinho vs Anglia (Ćwierćfinał Mistrzostw Świata)

Kiedy Brazylijczyk robił furorę na Mundialu w Korei i Japonii, nie był on jeszcze piłkarzem z pierwszych stron gazet. Skłamałbym, nazywając go postacią całkiem anonimową, ale umówmy się, Rivaldo, Ronaldo czy Roberto Carlos, cieszyli się wówczas większą sławą. Ronaldinho jednak znalazł swój sposób, by być na ustach wszystkich. Był to jego niecodzienny gol w ćwierćfinale z Anglią.


Kiedy piłkarz wykonywał rzut wolny, z prawej strony boiska, wszyscy – włączając Seamana – spodziewali się dośrodkowania. A Ronaldinho postanowił wrzucić bramkarzowi „za kołnierz”! Przynajmniej tak mogło się wówczas wydawać.


No właśnie. Gol, który dał ostateczne zwycięstwo Brazylii (2-1), był później przedmiotem wielu dyskusji. Nie chodziło nawet o jego urodę, a o fakt, czy Ronaldinho, aby na pewno chciał tak uderzyć?
I cóż, sam zainteresowany odpowiada niejednoznacznie:

„Cafu zwrócił mi uwagę, że Seaman często zostawia za swoimi plecami sporo wolnej przestrzeni, gdyż wychodzi wysoko z bramki. (…) Kiedy uderzałem piłkę, moją intencją był strzał. Ale miała ona wpaść nie do końca tam, gdzie ostatecznie się znalazła. Jeśli miałbym być całkowicie szczery, celowałem w przeciwny róg bramki. (…) Uderzyłem po prostu zbyt mocno, przez co piłka poszybowała tak, że wpadła nad bramkarzem”.

A co na to Seaman?

„Nie pamiętam wszystkiego, ale wiem, że to był fartowny rzut wolny. Kiedy DOŚRODKOWAŁ piłkę, wyszedłem z bramki. Potem chciałem wrócić, ale złapał mnie na wykroku i nie mogłem się ruszyć. (…) Ludzie pytają mnie, czy ‘’On naprawdę chciał tak uderzyć?’’, ale to nie ma znaczenia. Mówimy o rzucie wolnym z odległości 40 yardów, to zawsze będzie błąd bramkarza”.

Tak więc prawda leży pośrodku. Z jednej strony fart, z drugiej chytry pomysł. Efekt okazał się jednak piorunujący.


Na tym kończymy dzisiejszy „Wykop”. Selekcja – jak to zwykle bywa – do łatwych nie należała. Bo gdzie „Ręka Boga” Maradony? A może jego rajd? A solowa akcja Messiego w meczu z Getafe? Ronaldo z Compostelą? Ronaldinho z Chelsea? Wymieniać można bez końca. W końcu piłka na co dzień dostarcza nam pięknych trafień. Każde z nich ze swoją własną, często znakomitą historię w tle.

MICHAŁ BAKANOWICZ

Wykop z piątki #14. To nie mogło się udać. Trenerskie wtopy.

Powiedzieć, że praca trenera to wymagające wyzwanie, to nie powiedzieć nic. Dobór taktyki, odpowiednie wytypowanie wyjściowego składu, zarządzanie szatnią, czy wreszcie umiejętność radzenia sobie z presją, to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi stoją szkoleniowcy. Poniżej przykłady pięciu z nich, którzy otrzymali robotę marzeń, ale totalnie zawiedli.

ROY HODGSON (reprezentacja anglii)

Rooney: to jedna z najlepszych reprezentacji Anglii (sport.tvp.pl)

Kojarzycie mema pod tytułem „Jak oni się tam znaleźli”?

Jak oni się tam znaleźli? :D - Obrazek - Obrazkowo - najlepsze obrazki,  demotywatory, motywatory, memy, gify i takie tam.

Roy Hodgson mógłby być jego bohaterem co najmniej dwukrotnie. Po raz pierwszy, gdy objął Liverpool (więcej w „Wykopie” #8), po raz drugi w momencie, gdy trafił do Reprezentacji Anglii.

Szczególnie przypadek numer dwa wydaje się być sytuacją kuriozalną. Bo przecież mogło się wydawać, że menadżer w czasie pracy w The Reds, dostatecznie udowodnił, że nie nadaje się na najwyższy poziom. Włodarze angielskiej federacji byli innego zdania i powierzyli mu chyba najbardziej prestiżową funkcję w całym brytyjskim futbolu. Rzecz działa się w maju 2012 roku, pod koniec eliminacji do Euro, które miały się odbyć w Polsce i Ukrainie. Anglicy pod wodzą Hodgsona zaprezentowali się w turnieju przeciętnie. Co prawda wyszli z „grupy śmierci”, w której to zagrali z Ukrainą, Szwecją i Francją, ale pożegnali się z turniejem już w kolejnej fazie, gdzie ulegli Włochom.

Anglik jednak utrzymał się na stanowisku i przystąpił do walki o kolejny turniej, Mundial w Brazylii. Synowie Albionu przeszli przez eliminacje dość gładko, ale też nie mogło być inaczej, biorąc pod uwagę ich potencjał i fakt, że za przeciwników mieli Polskę, Ukrainę, Czarnogórę, Mołdawię i San Marino.

Schody zaczęły się jednak w trakcie samych mistrzostw. Anglia tym razem nie wyszła z grupy, ugrywając zaledwie jeden punkt w starciach z Włochami, Urugwajem i Kostaryką. O dziwo Hodgson wciąż nie został zwolniony.

Kolejne eliminacje, tym razem do Euro 2016 (Francja), ponownie zakłamały obraz. Piłkarze z Wysp łatwo uporali się z przeciwnikami ze Słowenii, San Marino, Szwajcarii, Estonii i Litwy i uzyskali promocję na turniej.

A tam balonik pękł. Już poszczególne personalne i taktyczne wybory Hodgsona mogły budzić wątpliwości. Będący bez formy Rooney, jako środkowy pomocnik, czy Harry Kane, jako wykonawca rzutów wolnych. Coś ewidentnie było nie tak. Anglicy nie przekonywali już w fazie grupowej, gdzie zremisowali z Rosją oraz Słowacją, a także wymęczyli zwycięstwo z Walią. Do prawdziwej kompromitacji doszło jednak na kolejnym etapie, kiedy to Dumni Synowie Albionu ulegli…Islandii.

Porażka z tą licząca niespełna 400 tysięcy mieszkańców wysepką, to chyba największa kompromitacja w historii angielskiego futbolu. Hodgson nie miał wyjścia. Podał się do dymisji zaraz po meczu, żegnając się słowami:

„Byłoby wspaniale gdybym mógł zostać na kolejne dwa lata ale myślę przyszłościowo i wiem jak mają się sprawy. Mój kontrakt był odnawiany automatycznie po turniejach ale teraz jest czas by ktoś inny zadbał o rozwój tej młodej, głodnej i niesamowicie utalentowanej grupy. Byli fantastyczni i robili wszystko o co ich prosiłem…”.

Szefowie angielskiej federacji również nie sprzeciwili się trenerowi i z ulgą pożegnali szkoleniowca.

Dziś Hodgson pracuje w Crystal Palace, które zdaje się być dla niego idealnym klubem.

Gary neville (valencia)

Gary Neville reveals 'stupid mistakes' he made at Valencia during nightmare  spell as manager in La Liga | The Independent | Independent

W tym mało zaszczytnym gronie znalazło się również miejsce dla asystenta wyżej wspomnianego Hogdsona – Gary’ego Neville’a, który pracował z byłym selekcjonerem, w trakcie jego przygody z kadrą. Kiedy były zawodnik Manchesteru trafiał na trenerską ławkę hiszpańskiego zespołu, znany był z dużej kariery piłkarskiej (między innymi: ośmiokrotny mistrz Anglii i dwukrotny triumfator Ligi Mistrzów), a także z ciętego języka. Ekspert telewizji Sky Sports swoimi – często odważnymi – wypowiedziami, zyskiwał sobie zarówno sympatyków, jak i wrogów. Nic więc dziwnego, że cała piłkarska Anglia przyglądała się z uwagą Neville’owi, kiedy ten został trenerem Valencii.

A tam – delikatnie mówiąc – nie było się czym chwalić. Ciężary pojawiły się już na samym początku. Brak zwycięstwa w 9 kolejnych ligowych meczach nie zwiastował niczego dobrego. Później zespół grał w kratkę, przeplatając wygrane z porażkami. Niestety, przeważały te drugie. Valencia pod wodzą Neville’a rozegrała łącznie 28 spotkań, wygrywając 10, 7-krotnie remisując i zaliczając aż 11 porażek. Anglik i jego ekipa sięgnęli jednak dna w spotkaniu z Barceloną, przy okazji rozgrywek Pucharu Hiszpanii. Nietoperze uległy Blaugranie aż 7-0, a Neville został wystawiony na pośmiewisko.

Włodarze Valencii byli jednak na tyle cierpliwi, że pozwolili pracować Anglikowi przez kilka kolejnych miesięcy. Jego przygodę z hiszpańską piłką zakończyła jednak seria trzech ligowych porażek z rzędu, która zaowocowała zwolnieniem.

Neville wrócił do pracy eksperta stacji Sky Sports, ale haniebny epizod ciągnie się za nim do dziś. Swego czasu dostało mu się od samego Kloppa, który stanął w obronie jednego ze swoich zawodników i zaatakował Anglika słowami:

„Eksperci, a większości byli piłkarze, kompletnie zapomnieli jak czuli się kiedy sami byli krytykowani. A w szczególności bracia Neville. Ten, który był menedżerem zwłaszcza powinien wiedzieć, że krytyka nigdy nie pomaga. Mogę sobie wyobrazić, że on nie jest zainteresowany tym, żeby pomóc zawodnikowi Liverpoolu, ale to wcale nie nadaje jego słowom więcej sensu. Zresztą, pokazał już, że samemu miał problem z odpowiednią oceną potencjału zawodników, więc dlaczego pozwalamy mu wypowiadać się na ten temat w telewizji?”

No cóż, przeszłości nie sposób wymazać.

david moyes (manchester united)

Man manners: the work leaving present dilemma - Telegraph

„Mówili Chosen One, a później że nie wiedzą

Bo nagle coś nie tak, w plecy 7:0

Moje życie to poradnik, jak się potknąć, się nie przejąć

David Moyes – jak przegrać życie w jeden sezon” .

BONSON

No właśnie. Upadek Davida Moyesa był tak spektakularny, że aż doczekał się numeru na swoją „cześć”.

Wątpię, by Szkot znał się na polskim rapie, ale na prowadzeniu dużych klubów też nie.

Kiedy Sir Alex Ferguson ogłosił przejście na emeryturę, namaścił swego następcę. „Będziesz trenerem Manchesteru”, tak miał brzmieć komunikat legendy Czerwonych Diabłów skierowany do Moyesa. Ten nie mógł odmówić. Niestety. Zarówno dla siebie, jak i miejscowych kibiców.

Rzeczywistość szybko zweryfikowała Szkota, który przez 11 lat pracy w Evertonie, zaskarbił sobie szacunek wszystkich obserwatorów Premier League, ale Old Trafford to nie Goodison. Tutaj presja i wymagania są po stokroć większe. Nieudane transfery (z Fellainim na czele) i seria słabych wyników spowodowały, że szkoleniowiec spędził w Manchesterze zaledwie 9 miesięcy.

Ferguson mylił się rzadko, ale tym razem totalnie przestrzelił. Po 35 meczach pod wodzą Moyesa Manchester zajmował dopiero 7 miejsce w tabeli. To stanowczo za nisko.

Szkot stracił pracę pod koniec kwietnia, 2014 roku.

Jaki był jego największy problem? Popularny Chicharito, który pracował zarówno z Fergusonem jak, i Moyesem wspomina w show Rio Ferdinanda:

„Nie miałem żadnych problemów z Moyesem, ale zatrudnienie go było błędem zarządu. Nie chodzi tu nawet o niego samego, to nie był zły menedżer, ale jego pracodawcy myśleli, że szybko przejmie schedę po Fergusonie. To nie było możliwe. (…) Nawet tacy trenerzy jak Guardiola, Mourinho czy Klopp, nie są na tym samym poziomie co wówczas Sir Alex. Ci szkoleniowcy są dopiero na drodze by stać się kimś takim jak on.”

Kolejne lata pokazały, że zastąpienie trenerskiej legendy to zadanie jeszcze trudniejsze, niż się mogło wydawać. Kolejni menedżerowie Manchesteru (Van Gaal, Mourinho) nie byli w stanie nawiązać do sukcesów Fergusona. Nie zmienia to faktu, że namaszczony przez niego kandydat wypadł w tym gronie najgorzej. Kolejne lata kariery Moyesa to jedna wielka próba odbudowanie swej reputacji solidnego rzemieślnika. 

Dziś pracuje w West Hamie. Chyba się udało.

ZBIGNIEW BONIEK (REPREZENTACJA POLSKI)

Boniek debiutował w Szczecinie - jako trener reprezentacji [w meczu z  Belgią]

Popularny „Zibi” to jedna z barwniejszych postaci polskiej piłki. Zawodnik? Wybitny! Prezes? Charyzmatyczny! Trener? No właśnie…

Boniek lubuje się w wypowiedziach typu:

My Polacy lubimy polemikę. U nas każdy na piłce zna się lepiej od Bońka. Znają się lepiej kibice, dziennikarze i eksperci.

Wiadomo. Prezes zawsze wie wszystko najlepiej. I można go za to lubić, bądź nie.

Ale niestety, ma on za sobą okres, w którym to sceptycy, ewidentnie się nie mylili. Wróćmy do roku 2002, kiedy to nasz bohater został selekcjonerem Reprezentacji Polski.

Jakie miał do tego kwalifikacje? W zasadzie żadne. Owszem, trenował wcześniej we Włoszech pierwszoligowe Lecce i Bari, ale oba te kluby…spuścił do Serie B.

Skąd więc pomysł, by powierzyć mu tak odpowiedzialną funkcję? Trudno powiedzieć.

Reprezentacja była w kryzysie. Tuż po fatalnym Mundialu w Korei i Japonii. Boniek miał być kimś, kto nieco rozrusza towarzystwo i pchnie projekt do przodu.

Nie udało się. I to do tego stopnia, że ciężko znaleźć w XXI polską drużynę, która wyglądałaby gorzej niż ta Zibiego. Jego przygoda kadrą trwała niesłychanie krótko. To zaledwie 5 spotkań!

I tak:

1:1 z Belgią (mecz towarzyski, u siebie)

2:0 z San Marino (eliminacje do Euro, wyjazd)

0:1 z Łotwą (eliminacje do Euro, u siebie)

2:0 z Nową Zelandią (mecz towarzyski, u siebie)

0:2 z Danią (mecz towarzyski, wyjazd)

Szczególnie bolesna była porażka z Łotwą, ale to mecz z Danią przechylił czarę goryczy. Boniek zrezygnował! I to w absurdalny sposób.

Ówczesny kierownik techniczny zespołu Wiesław Ignasiewicz wspomina (cytat pochodzący z artykułu Marka Wawrzynowskiego, WP Sportowe Fakty):

„Boniek zostawił drużynę na lotnisku w Kopenhadze. Po prostu się ulotnił. Szukali go piłkarze i przedstawiciele firmy Orange. Świeciłem za niego oczami. Ludziom z Orange tłumaczyłem, że trener musiał pilnie wyjechać, bo ma bardzo ważne sprawy. Dopinałem też wszystkie dziury organizacyjne. Na przykład z własnych pieniędzy kupiłem zawodnikom napoje i jedzenie. Później Michał Listkiewicz przekazał nam, że żona Bońka kazała mu wrócić do Włoch i nie pozwala dalej pracować, ponieważ jest tak znerwicowany”.

W czym leżał problem kadry?

Grający w niej piłkarze otwarcie mówią, że, w drużynie brakowało zespołowości i panował w niej chaos. 40 przetestowanych piłkarzy na przestrzeni 5 zgrupowań daje do myślenia.

Przeszkodą mogła być również…wielkość trenera. Jerzy Dudek otwarcie pisał w swojej biografii, że ego szefa paraliżowało zespół. Brakowało grupy, która zespoliłaby drużynę. Cały autorytet był w rękach selekcjonera.

Cóż, znając charakter Prezesa PZPN, nie sposób w te słowa nie wierzyć.

A co z jego dalszą karierą?

Nigdy później nie usiadł na trenerskiej ławce.

Julen Lopetegui (Real Madryt)

Lopetegui, destituido como entrenador del Real Madrid

Objęcie pracy w Realu, przez Hiszpańskiego szkoleniowca wiązało się z ogromnym skandalem. Lopetegui załatwił sobie angaż w zespole „Królewskich”, będąc wciąż czynnym selekcjonerem reprezentacji. Mało tego, to wszystko działo się zaledwie kilka dni przed startem Mundialu w Rosji. Trener rzecz jasna zamierzał poprowadzić zespół w turnieju, ale zaraz po nim miał czmychnąć do Madrytu. Sprawa wyciekła za sprawą Florentino Pereza, co spowodowało natychmiastowe zwolnienie szkoleniowca przez hiszpański związek. Dzień później był on już zaprezentowany jako nowy pracownik Realu. Lopetegui mówił:

„Wczoraj prawdopodobnie przeżyłem najsmutniejszy dzień od śmierci matki. Dzisiejszy jest z kolei najszczęśliwszym w moim życiu.

Tak więc madrycka przygoda zaczęła się dla Lopeteguiego, jak film Hitchcocka – od trzęsienia ziemi. Później emocji było mniej. Szczególnie tych pozytywnych.

Zespół prowadzony przez Hiszpana nie potrafił wskoczyć na właściwe tory. Zadanie było trudne. Los Blancos zostali ledwo co osieroceni przez Zidane’a oraz Cristiano Ronaldo. Niemniej Lopetegui przyszedł po to, by nadać zespołowi nowy kształt. Nikt przecież nie obiecywał, że będzie łatwo.

Już pierwsze spotkanie Hiszpana w roli szkoleniowca zakończyło się porażką. 4:2 z Atletico w Superpucharze Europy nie zwiastowało niczego dobrego. Później było lepiej. 4 zwycięstwa w 5 ligowych meczach nieco uspokoiły nastroje.

Jak się później okazało, była to tylko cisza przed burzą. Spektakularna porażka z Sevillą (3:0), bezbramkowy remis z Atletico czy plecy z Levante, Alaves, a nawet CSKA Moskwa, postawiły szkoleniowca pod ścianą. Co gorsze, egzekucję miała wykonać Barcelona.

I tak też się stało. Przegrana aż 5:1 z odwiecznym rywalem z Katalonii sprawiła, że Lopetegui został zwolniony. I to zaledwie po 14 spotkaniach! Okres 137 dni w roli trenera Realu to niechlubny rekord. Żaden inny trener nie został w tym klubie odstrzelony tak szybko. Włodarze Realu wyjaśniali w oficjalnym komunikacie, opublikowanym na łamach Marci:

„Ta decyzja ma na celu zmianę sytuacji, w której znalazł się pierwszy zespół, jeszcze w czasie, gdy możliwe jest osiągnięcie wszystkich celów na ten sezon. Dyrekcja jest świadoma, że istnieje ogromna dysproporcja między jakością składu Realu Madryt, w którym znalazło się ośmiu piłkarzy nominowanych do Złotej Piłki, co nie zdarzyło się w klubie nigdy wcześniej, oraz osiąganymi wynikami”

Tak więc rok 2018, był dla Lopeteguiego prawdziwym koszmarem. Szkoleniowiec ten został zwolniony dwa razy na przestrzeni zaledwie 5 miesięcy.

Pewne historie kończą się jednak happy endem. Hiszpan najgorsze czasy ma za sobą. Dziś jest on świeżo upieczonym triumfatorem Ligi Europy i trenerem, który ponownie cieszy się uznaniem. Traumatyczne przeżycia nie złamały szkoleniowca i nie przeszkodziły mu w powrocie na szczyt, na który dotarł wraz z Sevillą.

Tak więc dzisiejszy „Wykop” kończyny pozytywnym akcentem. Ostatni z przykładów może być świetną wskazówką dla trenerów, którzy znaleźli się na zakręcie. Pierwszy na myśl przychodzi świeży przykład Quique Setiena, który sparzył się w Barcy. W tym gronie jest choćby również Unai Emery (Arsenal) czy Thierry Henry (Monaco). Inne – jeszcze bardziej spektakularne – wpadki? Na przykład Giampiero Ventura i jego reprezentacja Włoch.

Nazwiska można mnożyć. W końcu praca trenera do prostych nie należy.

MICHAŁ BAKANOWICZ

Wykop z piątki #13. Jak to możliwe, że nigdy nie wygrał? Piłkarze bez Ligi Mistrzów.

W piłce klubowej nie ma bardziej prestiżowego pucharu, niż ten otrzymywany za triumf w Lidze Mistrzów. Zwycięstwo w tych rozgrywkach to suma umiejętności, determinacji, a także fury szczęścia. Jak wiadomo, to ostatnie to czynnik całkowicie od nas niezależny. Owszem – zgodnie ze znaną maksymą – można mu pomóc, ale czasem to zbyt mało. Dziś przyjrzymy się pięciu wielkim piłkarzom, którym nigdy  nie było dane sięgnąć po najważniejsze wyróżnienie w europejskiej piłce.

Czytaj dalej „Wykop z piątki #13. Jak to możliwe, że nigdy nie wygrał? Piłkarze bez Ligi Mistrzów.”

Wykop z piątki #12. Bohaterowie drugiego planu. Pięciu niedocenianych piłkarzy.

Gole, asysty, techniczne sztuczki. To coś, co najbardziej przyciąga kibiców i sprawia, że mówią o kimś „ale to jest kozak!”. Dziś z pierwszych stron gazet nie schodzą Messi, Cristiano Ronaldo czy Lewandowski. Kiedyś zarezerwowane były one dla takich zawodników jak choćby Ronaldinho, Ronaldo (Nazario) czy Kaka. Piłka nożna to jednak nie tylko bramki i indywidualne popisy. Każdy – chcący się liczyć – zespół musi posiadać w składzie, zarówno pierwszoplanowych aktorów, jak i tych, którzy stanowią dla nich tło. Dziś poświęcimy czas tym drugim, gdyż często są to piłkarze wcale nie mniej istotni niż ci, którzy kradną show.

Czytaj dalej „Wykop z piątki #12. Bohaterowie drugiego planu. Pięciu niedocenianych piłkarzy.”

Wykop z piątki! # 11. Jesteś jednym z nas! Lojalni piłkarze.

W poprzednim odcinku cyklu przyglądaliśmy się „Futbolowym zdrajcom”. Dzisiejszy sport coraz częściej udowadnia, że pociąg do pieniądza, a także głód sukcesów, to często cele nadrzędne. Piłkarscy romantycy mogą być jednak spokojni. W tym pędzącym świecie zawsze znajdzie się ktoś, dla którego przywiązanie do klubowych barw jest życiowym priorytetem. Poniżej pięciu zawodników, dla których lojalność to słowo, które znaczy najwięcej.

Czytaj dalej „Wykop z piątki! # 11. Jesteś jednym z nas! Lojalni piłkarze.”

Wykop z piątki #10. Jak mogłeś zasilić wroga? Futbolowi zdrajcy.

Wśród najbardziej radykalnych kibiców mówi się o nich różnie. Zdrajcy, judasze, sprzedawczyki. Mowa tu o piłkarzach, którzy na pewnym etapie kariery decydują się opuścić klub, po to, by zasilić swojego wielkiego rywala. Pół biedy jeśli na taki ruch decyduje się ktoś, kogo nazywamy „piłkarskim najemnikiem”, problem pojawia się gdy robi to ktoś, kogo trybuny uważają za jednego ze swoich ludzi. Dziś przyjrzymy się pięciu zawodnikom, którzy zdecydowali się na kontrowersyjny transfer.

Czytaj dalej „Wykop z piątki #10. Jak mogłeś zasilić wroga? Futbolowi zdrajcy.”

Wykop z piątki #9. Bramkarz, czyli wariat. Pięciu szalonych golkiperów z mojego dzieciństwa.

W związku z tym, że mój redakcyjny kolega Michał Bakanowicz, który jest autorem cyklu Wykop z piątki , wyjechał na urlop, będę miał dziś zaszczyt gościnnie “dograć zwrotę” do jego projektu. Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań czytelników i mój tekst będzie równie interesujący co cotygodniowe zestawienia Michała. Zabiorę was dziś w kolejną nostalgiczną podróż i wezmę na tapet moją ulubioną pozycję na boisku. Przenieśmy się po raz kolejny do futbolu rodem z lat 90. i prześledźmy świat outsiderów, ekscentryków i boiskowych świrów. Przed wami subiektywna piątka najbardziej szalonych bramkarzy mojego dzieciństwa.

Czytaj dalej „Wykop z piątki #9. Bramkarz, czyli wariat. Pięciu szalonych golkiperów z mojego dzieciństwa.”

Wykop z piątki #7. Wygrał mecz w pojedynkę! Wielkie indywidualne występy.

„Piłka nożna to gra zespołowa!”. Brzmi oklepany frazes. „Sam meczu nie wygrasz!”. Niejednokrotnie słyszeliśmy z trybun. I to wszystko prawda. Na ogół. Są jednak momenty, gdy zawodnik bierze sprawy w swoje ręce i niemal samodzielnie wygrywa spotkanie. Poniżej pięć przypadków, podczas których piłkarz, przeszedł samego siebie i doprowadził zespół do triumfu, praktycznie w pojedynkę.

Czytaj dalej „Wykop z piątki #7. Wygrał mecz w pojedynkę! Wielkie indywidualne występy.”

Wykop z piątki! #6. Jak to możliwe, że nigdy nie wygrał? Wielcy piłkarze bez Ballon d’Or.

Złota Piłka to nagroda, która od lat elektryzuje piłkarski świat. Z biegiem lat coraz częściej słyszy się jednak głosy deprecjonujące to wyróżnienie. Często kojarzone jest one raczej z konkursem popularności, niż faktycznym podsumowaniem piłkarskiej formy. Jednak nie oszukujmy się, Ballon d’Or obchodzi wszystkich! Możesz zarzekać się, że nie interesują Cię głosy niekompetentnej komisji, ale wraz z końcem roku i tak plebiscyt France Football będzie tym, o czym porozmawiasz najczęściej. Nie ważne czy jesteś kibicem, dziennikarzem, czy samym zawodnikiem. Na bank zadasz sobie pytanie: „Dla kogo Złota Piłka?”.

Czytaj dalej „Wykop z piątki! #6. Jak to możliwe, że nigdy nie wygrał? Wielcy piłkarze bez Ballon d’Or.”

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑