Wykop z piątki #10. Jak mogłeś zasilić wroga? Futbolowi zdrajcy.

Wśród najbardziej radykalnych kibiców mówi się o nich różnie. Zdrajcy, judasze, sprzedawczyki. Mowa tu o piłkarzach, którzy na pewnym etapie kariery decydują się opuścić klub, po to, by zasilić swojego wielkiego rywala. Pół biedy jeśli na taki ruch decyduje się ktoś, kogo nazywamy „piłkarskim najemnikiem”, problem pojawia się gdy robi to ktoś, kogo trybuny uważają za jednego ze swoich ludzi. Dziś przyjrzymy się pięciu zawodnikom, którzy zdecydowali się na kontrowersyjny transfer.

Luis Figo, Barcelona-> Real Madryt

Nie będę owijał w bawełnę. Zaczynam od prawdopodobnie najbardziej wstrząsających przenosin w historii piłki. Był lipiec, 2000 roku. Portugalczyk będący prawdziwym idolem Camp Nou zdecydował się opuścić Barcelonę na rzecz śmiertelnego wroga, Realu Madryt. Pięć lat spędzonych na katalońskiej ziemi i mnóstwo świetnych występów w barwach Blaugrany dały Portugalczykowi status idola. Nic więc dziwnego, że wieść o – wtedy rekordowym – wartym 56 milionów dolarów transferze, rozjuszyła miejscowych kibiców.

Jak w ogóle do tego doszło? Otóż gdy piłkarski świat dowiedział się o wstrząsającej transakcji, na Santiago Bernabeu odbywały się wybory na nowego prezydenta Los Blancos. Ówczesny boss w osobie Lorenzo Sanza zdawał się być niekwestionowanym faworytem. Stały za nim sukcesy i dobra kondycja klubu. Po co cokolwiek zmieniać? Jego konkurent Florentino Perez wiedział, że by wygrać, potrzebuje czegoś extra. Asem z rękawa miał być transfer Luisa Figo. Tak więc drugi z kandydatów obwieścił, że jeśli wygra wybory, Portugalczyk trafi do Madrytu. Jeśli natomiast do przeprowadzki nie dojdzie, kibice Los Blancos będą wchodzić na stadion za darmo, przez cały kolejny sezon. Zdeterminowany kandydat mówił, że ma już nawet podpisaną pewną, wstępną umowę z Figo. Sam zainteresowany zaprzeczał wszystkiemu, a Lorenzo Sanz drwił słowami:

 „Może następnym razem Florentino ogłosi, że zakontraktował Claudię Schiffer?”

Deklaracje majętnego Hiszpana wyglądały na zwykłą kiełbasę wyborczą. Pokusa i ciekawość głosujących okazała się jednak nie do powstrzymania. Perez wygrał wybory. Maszyna ruszyła.

Jak się później okazało, kontrkandydat Lorenzo Sanza nie rzucał słów na wiatr. Jeszcze przed rozstrzygnięciem wyborów wprowadził w życie niecny plan. Hiszpan skorzystał z przeciągających się negocjacji kontraktowych na linii Figo-Barcelona. Ówczesna umowa Portugalczyka zawierała klauzulę odstępnego w wysokości około 50 mln dolarów. Oznaczało to tyle, że każdy, kto będzie gotów zapłacić tę kwotę, będzie miał wolną drogę, by sprowadzić Portugalczyka do swojego klubu. Pod warunkiem, że ten się na to zgodzi. Perez zadbał również o to. W odpowiednim momencie dał Portugalczykowi ofertę nie do odrzucenia. Prezes Realu zaoferował agentom Figo ponad 2 mln dolarów za sam fakt, podpisania porozumienia, które zobligowałoby go do przejścia do Los Blancos, tylko wtedy jeśli Perez wygra wybory. Wówczas wydawało się to niemożliwe. Kwota ta miała być łatwym zarobkiem dla Portugalczyka – który dziś twierdzi, że o niczym nie miał pojęcia – i jego agentów. Rzeczywistość okazała się inna. Perez triumfował w wyborach, wpłacił klauzulę i tym samym zmusił Figo do przeprowadzki. Majstersztyk. Czy piłkarz Barcelony miał jakieś wyjście? Tak. Ale tu pojawia się kolejny haczyk. Umowa na linii Perez-Figo zawierała również zapis, w wyniku którego sam piłkarz, lub jego pracodawca może unieważnić dokument. Warunkiem było jednak wpłacenia blisko 30 mln dolarów, jako rekompensatę za zerwanie umowy. Katalońska strona znalazła się pod ścianą. Idol Camp Nou trafił na Santiago Bernabeu. Perez dotrzymał słowa. Ówczesny, wówczas świeżo upieczony prezydent Barcelony, Joan Gaspart wspomina:

„Żeby przekonać fanów, że umowa z Figo była prawdziwa, Perez obiecał im darmowy wstęp na stadion przez rok, jeśli Figo nie podpisze kontraktu z Realem. W jaki sposób? Finansując to z rekompensaty, którą musielibyśmy wypłacić w imieniu Figo. Jak mógłbym to zrobić?. Jestem nowym prezydentem Barcelony i mam płacić kibicom Realu Madryt, żeby w każdy weekend mogli oglądać swoją drużynę? Umarłbym… umarł!”

Wszyscy doskonale wiemy, co było potem. Już pierwsza wizyta Figo na Camp Nou wiązała się z traumatycznymi momentami dla Portugalczyka. Przeraźliwy hałas, wulgarne epitety, a także latające zewsząd fałszywe banknoty, ozdobione jego wizerunkiem. To jednak nic. Sezon później skrzydłowy nie pojawił się na Camp Nou z powodu kontuzji. Do prawdziwego ekstremum doszło jednak w kolejnych rozgrywkach w roku 2002. To do czego piłkarz zdążył się już przyzwyczaić, było zaledwie zapowiedzią kolejnych absurdów. Wszelakie próby wykonywania rzutów rożnych przez piłkarza Realu kończyły się prawdziwym bombardowaniem z trybun. Na murawę leciały monety, zapalniczki, butelki po whiskey, a nawet… świński łeb. Do dziś nie wiadomo jak to możliwe, że fanatycy dali radę wnieść go na stadion. Jedno jest pewne, żadna inna przeprowadzka, nie zagotowała piłkarskich fanów do tego stopnia.

figo

Luis Enrique, Real Madryt -> Barcelona

Trzeba jednak przyznać, że kibice Blaugrany wykazali się stosunkową krótką pamięcią. W momencie, w którym Luis Figo przeżywał dramat na murawie Camp Nou,  tamtejsze trybuny miały swojego lokalnego idola z przeszłością w… Realu Madryt.

Luis Enrique trafił do Los Blancos ze Sportingu Gijon w roku  1991. Nigdy nie był pierwszoplanową postacią w barwach Królewskich, co nie zmienia faktu, że spędził na Santiago Bernabeu aż pięć lat. Trudno nazywać go ulubieńcem trybun, rola „zapchajdziury” nigdy nie dała mu statusu gwiazdy. Kiedy kontrakt Hiszpana dobiegał końca, zarząd zdawał się nie być zdeterminowanym, by podpisać z nim nową umowę. Niezadowolony z tego faktu zawodnik postanowił zagrać na nosie Królewskim, kiedy to zgłosiła się po niego Barcelona. I tak szokująca przeprowadzka stała się faktem. Enrique mówił prowokacyjnie na łamach Marci:

„Kiedy widzę siebie na naklejkach i w telewizyjnych transmisjach, uważam, że w białym mi nie do twarzy. Purpurowy połączony z niebieski pasują mi znacznie lepiej.”

Co ciekawe, zawodnik dodaje po latach (Four Four Two):

„To nie była trudna decyzja. Podpisałem z Realem kontrakt na pięć lat i tyle też dla nich grałem. Wypełniłem swoje zobowiązanie, nie złamałem umowy”.

Hiszpan początkowo miał problem ze zdobycie uznania w oczach fanów Blaugrany. Nie pomagał mu w tym fakt, że swego czasu zdobył jedną z bramek w El Clasico, w którym to Real rozgromił Barcę aż 5:0. Mocny charakter pomógł jednak Hiszpanowi, który zaliczył dublet w ligowym debiucie i z każdym meczem zyskiwał poparcie trybun, by ostatecznie zostać kapitanem zespołu.

Punktem kulminacyjnym w porozumieniu między piłkarzem a kibicami Blaugrany był jego gol w bezpośrednim starciu Realu z Barceloną, w roku 1997. Duma Katalonii pokonała rywali 3:2, a jedną z bramek zdobył Enrique. Piłkarz nie miał zamiaru tonować emocji. Szalona radość i eksponowanie herbu to coś, co musiało rozwścieczyć sympatyków Los Blancos. Gdy obecny selekcjoner reprezentacji Hiszpanii wspomina tę chwilę w podcaście Colgados del Aro, mówi:

„Jeśli się strzela gola, to należy go celebrować…”

Piłkarz spędził w Barcelonie 8 lat, zdobywając w tym czasie dwa Mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Zdobywców Pucharu, Superpuchar Europy, a także trzy inne, krajowe trofea.

enrique

Robin Van Persie, Arsenal -> Manchester United

Kiedy Holender pojawił się na Highbury w 2004 roku, angielscy kibice nie wiedzieli o nim zbyt wiele. Zanim piłkarz zaczął świecić pełnym blaskiem, fani Kanonierów musieli wykazać się sporą cierpliwością. Oczywiście, od samego początku przygody Van Persiego w Londynie, widać było, że jest to piłkarz z ogromnym potencjałem. Mimo wszystko nauka gry na pozycji napastnika (wcześniej grał jako skrzydłowy), zmiana otoczenia, a także niedające mu spokoju kontuzje sprawiały, że piłkarz miał spory problem, by pokazać pełną klasę. Wenger obdarzył jednak swojego podopiecznego sporym zaufaniem i pozwalał mu na harmonijny rozwój. Holender spędzał w stolicy Anglii kolejne lata, stając się coraz bardziej istotną postacią zespołu.

Przełomowymi rozgrywkami zdaje się być sezon 2010/2011, kiedy to Holender 18-krotnie trafił do siatki ligowych rywali i powoli wyrastał na topowego napastnika. Regularna forma, a także cechy przywódcze, coraz bardziej doświadczonego piłkarza,  zaowocowały jeszcze większym uznaniem ze strony Wengera. Francuz wręczył Van Persiemu opaskę kapitańską na kolejny sezon. Szybko okazało się, że ta decyzja to strzał w dziesiątkę. Zaufanie menedżera popchnęło Holendra do najlepszego indywidualnego sezonu w życiu. I tak w kampanii 2011/2012 napastnik strzelił zawrotną liczbę 30 ligowych goli, dokładając do tego aż 14 asyst. Taka forma musiała zaowocować nagrodą piłkarza sezonu Premier League, a także jeszcze większymi oczekiwania kibiców i menedżera, którzy wierzyli, że w kolejnych miesiącach Holender popchnie zespół do sukcesów.

No właśnie. Trofea to coś, co może zakręcić w głowie piłkarza, nawet bardziej niż pieniądze. Tak było w przypadku Van Persiego, który ogłosił, że nie podpisze nowego kontraktu z klubem. Arsenal nie był gwarantem zwycięstw. Fani byli zdruzgotani. Sympatycy The Gunners nie mogli pojąć jak – bądź co bądź – świeżo upieczony kapitan, może ich opuścić, po swoim najlepszym sezonie w życiu. To nie miało tak wyglądać! Rozgoryczenie było tym większe gdy okazało się, że Van Persie trafi do… Manchesteru United. Czy mogło być gorzej? Tak, tylko jeśli zdecydowałby się na transfer do Tottenhamu. To byłby jednak absurd. Niemniej rywalizacji na linii Kanonierów i Czerwonych Diabłów, którzy to wspólnie zdominowali rozgrywki w latach 1992-2004, była czymś, co tworzyło między tymi klubami silny antagonizm. Chęć wygrywania była jednak dla Van Persiego zbyt wielka, by patrzeć na sentymenty. Sam piłkarz uważa, również, że Kanonierzy pokpili sprawę nowego kontraktu (BT Sports):

„Moją przygodę z Arsenalem możecie porównywać do małżeństwa. Ja i moja żona – Arsenal – byliśmy w związku przez 8 lat. Możliwe, że po ośmiu latach moja żona się trochę mną zmęczyła. Takie są fakty. (…)Faktem jest to, że nie zaproponowano mi przedłużenia kontraktu. Musiałem się rozejrzeć wokół. Byłem ambitny. Wciąż chciałem wygrać ligę. Takie jest życie. Miałem do wyboru trzy opcje. Jedna zagraniczna opcja szybko stała się nieaktualna. W grze pozostał Manchester City i Manchester United.”

Mimo wszystko trudno dziś uwierzyć, że Arsenal nie chciał zatrzymać w klubie swojego najlepszego piłkarza. Niemniej, trafił on na Old Trafford, za około 30 mln euro, gdzie z miejsca spełnił swoje marzenie, jakim był triumf w rozgrywkach Premier League w sezonie 2012/2013. Wydatnie się zresztą do niego przyczynił, strzelając 26 goli i sięgając po drugą z rzędu Koronę Króla Strzelców. Dziś sam Holender twierdzi, że było warto.

van persie

Sol Campbell, Tottenham -> Arsenal

Wenger nie powinien mieć jednak pretensji zarówno do swojego napastnika, jak i Sir Alexa Fergusona. Około dekadę wcześniej sam przeprowadził manewr, którym rozwścieczył fanów rywala.

Animozje kibiców Tottenhamu i Arsenalu są stare jak świat. Zarówno dla jednych, jak i drugich Derby północnego Londynu to najważniejsze spotkania sezonu. Rywalizacja Kanonierów i Kogutów to całe lata złośliwości i niechęci jaką serwują sobie kibice tych zespołów.

Nic więc dziwnego, że kiedy w lipcu, 2001 roku, Sol Campbell zdecydował się zamienić White Harte Lane na Highbury, cała piłkarska Anglia zadrżała.

Ale od początku. Pomiędzy sezonami 2000/2001 a 2001/2002 ten potężnie zbudowany, środkowy obrońca Kogutów oznajmił, że nie ma zamiaru przedłużać kontraktu z klubem. Kibice Tottenhamu byli niepocieszeni. Campbell był symbolem klubu, wychowankiem i jednym z lepszych obrońców w lidze. Fani zastanawiali się gdzie powędruje ich lider. Bezgotówkowy transfer związany z wygasającą umową otwierał wiele kierunków. Warunki finansowe przedstawione przez działaczy Spurs były rzekomo nie do przyjęcia, a z defensorem łączono Liverpool, Chelsea, Barcelonę czy Real. Każda z tych opcji byłaby łatwiejszą do przełknięcia dla społeczności z White Harte Lane, niż ta, którą wybrał sam piłkarz. Wieść spadła jak grom z jasnego nieba. Campbell zostanie Kanonierem! Szok był tym większy, że całość negocjacji udało się sfinalizować z dala od medialnego zgiełku. Wenger wspomina z satysfakcją:

„Osiągnęliśmy porozumienie, które nie wyszło do prasy. Pamiętam jego konferencję prasową, która odbyła się w ośrodku treningowym. Zjawiło się zaledwie dwóch dziennikarzy i nigdy nie zapomnę ich min, gdy na salę wszedł Sol. „Sol Campbell z Tottenhamu”, nie mogli w to uwierzyć! (…) Sol wiedział, że do nas dołączy na tydzień przed wygaśnięciem jego kontraktu, a przynajmniej złożył nam taką obietnicę. Uświadomiłem sobie jak ważne to było, gdy graliśmy pierwszy wyjazdowy mecz z Tottenhamem, ale to jest facet, który nie boi się odważnych decyzji.”

Wyżej wspomniany mecz nie był dla Campbella bułką z masłem. Przeraźliwie gwiżdżący tłum, a także transparenty z napisem „Judas” były tym co przywitało Anglika na starych śmieciach. Defensor do dziś zmaga się z łatką jednego z największych zdrajców w historii futbolu. Dziennik Daily Mail umieścił go swego czasu na szczycie takiego rankingu. Sam piłkarz, który spędził na Highbury pięć lat, mówił w 2014 roku, na łamach Sky Sports:

„Przykro mi z powodu tego jak moje przenosiny wyglądały w oczach kibiców. Nie zamierzam jednak za to przepraszać, gdyż moja przeprowadzka do Arsenalu dała mi wiele sukcesów”.

Cóż, dwa triumfy w Premier League, trzy Puchary Anglii, a także udział w finale Ligi Mistrzów, sprawiają że trudno się z Campbellem nie zgodzić.

campbell

Manuel Neuer, Schalke -> Bayern

Obecny bramkarz reprezentacji Niemiec to żywa legenda, zarówno drużyny narodowej jak i Bayernu Monachium. Neuer gra w Bawarii od 2011 roku, co sprawia, że jest mocno z tym klubem utożsamiany. Do tego stopnia, że niektórzy z kibiców mogą nie pamiętać o tym, że bramkarz ten zaczynał swoją karierę w Schalke 04, a więc w zespole, którego kibice wprost nienawidzą swoich wyżej wspomnianych rywali.

Mało tego. Reprezentant Niemiec w swoich młodzieńczych latach był zagorzałym fanem klubu z Arena AufSchalke. Młody Neuer był regularnie widywany na stadionie Królewsko-Niebieskich, gdzie wraz z najzagorzalszymi fanami wspierał swoich miejscowych bohaterów. To naprawdę był chłopak z Gelsenkrichen!

Nic dziwnego, że letni transfer rozwścieczył miejscowych fanów, którzy nie potrafili wybaczyć piłkarzowi tej zdrady. Nie pomógł nawet triumf w Pucharze Niemiec. Kiedy Schalke sięgało po to wyróżnienie, po pokonaniu MSV Duisburg, w meczu finałowym, spekulowano już o tym, że Neuer od nowego sezonu zagra w Bayernie. Bramkarz mógł myśleć, że triumf w prestiżowych rozgrywkach pomoże mu w godnym pożegnaniu się z fanami w trakcie fety. Nic bardziej mylnego. Podczas uroczystości jeden z fanów jasno dał do zrozumienia Neuerowi, co myśli o jego przeprowadzce. Miejscowy kibic spoliczkował piłkarza na oczach tysięcy mieszkańców miasta. Video z tego zdarzenia jest do znalezienia w internecie po dziś dzień.

Tak czy inaczej transfer stał się faktem. Neuer zasilił Bayern za kwotę blisko 30 mln euro i od tamtego czasu regularnie broni bramki zespołu z Bawarii. Sam zawodnik wówczas mówił:

„Wiem, że część kibiców traktuje mnie jak Judasza, ale Schalke zawsze zostanie częścią mnie.”

Nie sądzę by te słowo zmieniły cokolwiek w optyce kibiców z Gelsekirchen. Faktem jest jednak, że ta przeprowadzka, pozwoliła Neuerowi  na wygranie takich trofeów jak: ośmiokrotne Mistrzostwo Niemiec, dziewięć krajowych pucharów a także Ligę Mistrzów oraz Superpuchar Europy. Niestety dla fanów z Królewsko-Niebieskich, w ich klubie nie byłoby to możliwe.

neuer

Powyższe przykłady futbolowych „zdrajców” nie wyczerpują oczywiście tematu. Wszystkie przypadki to bezpośrednie przeprowadzki z jednej strony barykady na drugą. Spokojnie mogłoby się tu znaleźć również miejsce dla takich zawodników jak Bernd Schuster (z Barcelony do Realu), Michael Laudrup (ten sam przypadek), Mario Goetze (z Borussii do Bayernu) czy Ashley Cole (z Arsenalu do Chelsea). Istnieje również grupa piłkarzy, która podpadła fanom z powodu samego faktu gry dla zwaśnionych ze sobą klubów, mimo że pomiędzy tymi epizodami, decydowali się na przygody w zupełnie innych zakątkach świata. Możemy mieć tu na myśli Ronaldo (Barcelona, Inter, Real, Milan), Mo Johnstona ( Celtic, Rangers) czy Michaela Owena (Liverpool, Manchester United).

Są tacy, którzy rozumieją, że piłka nożna dla części zawodników, jest niczym innym jak pracą- idziesz tam, skąd masz ofertę. Pozostali twierdzą, że futbol to jednak coś więcej, a szacunek dla fanów to rzecz nadrzędna. Jeśli chodzi o mnie, stoję gdzieś po środku. Z jednej strony razi mnie transfer Luisa Figo bo widzę w nim chęć zarobku i brak poszanowania tradycji, z drugiej rozumiem posunięcie Manuela Neuera, gdyż jest ono tożsame z pragnieniem rozwoju. Klubowe waśnie i transferowe sagi to jednak zawsze tematy złożone, w których nie ma prostych odpowiedzi.

Michał Bakanowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s