Przystanek La Liga #11: Kapsuła Czasu Santiego Cazorli.

Przychodził do Villarreal po dwuletniej przerwie spowodowanej przewlekłymi urazami. W tym czasie przeszedł osiem operacji, wiele chwil zwątpień, ale nigdy się nie poddał. Panie i Panowie pora na podsumowanie ostatnich dwóch sezonów Santiego Cazorli.

Jego przyjście do Villarreal odbywało się na szczególnych warunkach. Piłkarz wraz z prezydentem klubu Fernando Roigem ustalił specjalny okres próbny, po którym zdecydują, czy dojdzie do podpisania kontraktu. Dla obu stron był to uczciwy układ. Cazorla mógł ocenić, czy zdrowie pozwoli mu na występy w drużynie Primera Division, a klub minimalizował ryzyko zakontraktowania piłkarza niezdolnego do gry.

Okres próbny trwał mniej więcej półtora miesiąca, a po nim nastąpiło uroczyste przywitanie piłkarza na Estadio de la Ceramica. Na potrzeby przedsięwzięcia zorganizowano show, podczas którego iluzjonista na oczach 4500 kibiców Żółtej Łodzi Podwodnej sprawił, że w specjalnej kapsule pojawił się zawodnik z ósemką na plecach.

Po prezentacji Cazorla zapewnił, że choć wciąż zdarza mu się odczuwać bóle, zgłasza gotowość do gry. Ponadto dodał:

„Jestem nieco starszy i mogę wnieść dużo do gry młodszych zawodników. Klub rozrósł się na dobre. Pod względem piłkarskim adaptacja przebiegła bez problemów. Wszyscy bardzo dobrze mnie przyjęli, co znacznie ułatwiło sprawę”.

Villarreal kiepsko wszedł w sezon i choć zdobywali regularnie bramki, to bramki stracone sprawiały, że dorobek punktowy był mizerny. Cazorla rozkręcał się z meczu na mecz i dość długo czekał na swoją pierwszą bramkę po powrocie do Primera Division. Zazwyczaj nie grał od pierwszej do ostatniej minuty i od czasu do czasu pojawiał się z ławki.

Presja rosła. Villarreal zawodził. Cały czas zespół oscylował w granicach od 12 do 18 miejsca. W grudniu pożegnano Calleję, który poprzez wieloletnią pracę z drużynami juniorów oraz rezerwami znał każdy kąt w klubie, a w jego miejsce zatrudniono Luisa Garcia. Pod wodzą doświadczonego szkoleniowca dochodzi do spotkania z Realem Madryt. „Królewscy” również mają swoje problemy. Z klubu pogoniono już Lopeteguiego, a jego następca Santiago Solari otrzymuje długą listę zadań do wykonania. Musi poukładać zespół, w którym nie ma już Cristiano Ronaldo oraz gospodarować siłami w taki sposób, by móc walczyć na kilku frontach i w międzyczasie godnie reprezentować Europę w Klubowych Mistrzostwach Świata.

Od samego początku obie drużyny ruszyły odważnie do ataku. Już w czwartej minucie Chukwueze zdecydował się na rajd, po którym wystawił piłkę Cazorli, a ten strzałem pasówką umieścił piłkę w siatce. Real już po trzech minutach wyrównał za sprawą Benzemy, a następnie w 20 minucie piłkarze Solariego wyszli na prowadzenie. Doskonałe dośrodkowanie Toniego Kroosa znalazło adresata w postaci Rafeala Varane’a, który nie miał problemu z umieszczeniem piłki w siatce. Kiedy już wydawało się, że Real dowiezie zwycięstwo do końca, na indywidualną akcję zdecydował się Pablo Fornals, który dośrodkował piłkę na głowę Cazorli, a ten dokonał czegoś niewiarygodnego. Uderzył piłkę w taki sposób, że przeleciała między nogami Thibaut Courtoisa i tym samym kompromitując pewnego siebie Belga.

Po 39 dniach na ławkę „El Submarino Amarillo” powrócił Javi Calleja. Villarreal nadal łączył grę w lidze z rozgrywkami LE. Bez większego udziału Cazorli zdołali wyeliminować Sporting Lizbona, a następnie Zenit. W końcu trafili na pogromcę, którym okazała się Valencia. Chwil pełnych goryczy w tym czasie nie brakowało. W 31. kolejce Villarreal podejmował Betis. Mecz nie układał się po myśli gospodarzy. W końcówce przegrywali 1:2 i w 90 minucie Santi Cazorla stanął przed szansą na wyrównanie wyniku spotkania, ale piłka po jego strzale nie znalazła drogi do siatki. Cazorla bardzo przeżywał swą pomyłkę, czego dowodem jest nagranie, na którym widać załamanego Cazorlę, zdegustowanego zmarnowaną przez siebie okazją. Porażka w tym spotkaniu oznaczała dla klubu znalezienie się w strefie spadkowej.

Po tej porażce nadeszła jednak seria trzech zwycięstw z rzędu i już do końca sezonu zespół Callejy zajmował miejsca dające utrzymanie.

Powroty do reprezentacji są zawsze czymś wyjątkowym. W przypadku Cazorli należałoby zastosować specjalną skalę. Konkurencja w reprezentacji “La Furia Roja” jest niemała, więc tym bardziej nie dziwi, że jego powrót do kadry po 1302 dniach stał się głośnym tematem w hiszpańskich mediach. Cazorla nie poprzestał na powołaniu. Walczył zaciekle o miejsce w pierwszym składzie i już przy pierwszej okazji wystąpił w meczu o punkty. Hiszpanie gładko ograli Wyspy Owcze i co warte podkreślenia, Sergio Ramos opuszczając boisko, przekazał opaskę kapitana bohaterowi dzisiejszego artykułu. Pewnie nawet Cazorla nie zakładał takiego zakończenia sezonu.

Następne rozgrywki Villarreal rozpoczął zdecydowanie w lepszym stylu. Pod koniec września nadeszła seria trzech spotkań w przeciągu sześciu dni. Kolejno z Realem Valladolid, Barceloną i Betisem. W każdym z tych spotkań Cazorla strzelił bramkę, a co ważniejsze bramka z rzutu karnego w meczu przeciwko ekipie z Sevilli oznaczała pobicie klubowego rekordu pod względem liczby zdobytych bramek przez pomocnika, który należał do J.R. Riquelme. Łącznie Cazorla zdobył 57 bramek dla Villarreal.

Pomimo listopadowej zadyszki Villarreal nie schodził poniżej pewnego poziomu. Od 30. kolejki na stałe zameldowali się w strefie, dającej przepustkę do gry w europejskich pucharach. Ostatni mecz w sezonie miał być już tylko puentą. Było też wiadomo, że będzie to ostatnie spotkanie Santiego Cazorli w koszulce Villarreal. Przed tym meczem miał na koncie 11 bramek i 8 asyst w kampanii ligowej 2019/20. Brakowało mu tylko dwóch asyst, by zakończyć rozgrywki 19/20 z double-double. Mecz z Eibar wcale nie należał do łatwych. Długo utrzymał się wynik 0:0, aż sprawy w swoje ręce wziął piłkarz z numerem osiem. W 71. minucie Cazorla wypieścił podanie, do Zambo-Anguissy, a ten w swoim stylu minął dryblingiem Sergio Alvareza i wpakował piłkę do bramki Yoela Rodrigueza. Dzięki piorunującej końcówce spotkanie zakończyło się wynikiem 4:0.

Cazorla opuścił boisko w końcówce meczu i tym samym zakończyła się pewna wyjątkowa era. Era gracza, który jak sam przyznał, z medycznego punktu widzenia nie miał prawa powrotu do uprawiania zawodowego sportu:

„Lekarze powiedzieli mi, że powinienem być usatysfakcjonowany, jeżeli będę mógł przejść się z synem po ogrodzie”.

Cazorla dziś jest już piłkarzem Al-Sadd, którego trenerem jest Xavi. Dla wielu decyzja pomocnika o wyjeździe do Kataru była przedwczesna ze względu na to, że tym transferem poniekąd zabiera sobie możliwość występów na Mistrzostwach Europy w 2021 roku. Ja do tego podchodzę nieco inaczej. Santiago jest piłkarzem bardzo inteligentnym, który poprzez kontuzje poznał swoje ciało na tyle, że zna kres jego wytrzymałości. Sądzę, że mógł stwierdzić, że czas jego prime’u dobiegł końca wraz z zakończeniem przedłużającego się sezonu, w związku z czym postanowił opuścić Primera Division w chwale. Choć kto wie. Może kiedyś będzie mi dane go o to zapytać…

Paweł Ożóg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s