Trener Michał Globisz: – Wracajmy do podstaw! [WYWIAD]

Pojechałem do Wdzydz Kiszewskich, aby spotkać się i porozmawiać z Trenerem Michałem Globiszem. Autorem największych sukcesów młodzieżowych reprezentacji Polski w ciągu ostatnich trzech dekad. Trenerem złotych medalistów Mistrzostw Europy u – 18 z 2001 roku i srebrnych medalistów Mistrzostw Europy u – 16 z 1999 roku. Postacią absolutnie wyjątkową i niedocenianą, inteligentnym rozmówcą, który mimo problemów ze wzrokiem wciąż potrafi korzystać z życia. 

Długi, przekrojowy wywiad. O systemie szkolenia młodzieży, charakterze, fotografiach, wspomnieniach, przyjaźni na całe życie, rosyjskiej literaturze, Nowej Zelandii, zmarłym niedawno Januszu Kupcewiczu i wielu innych tematach, i osobach. Zapraszam.

Czytaj dalej „Trener Michał Globisz: – Wracajmy do podstaw! [WYWIAD]”

„Boski Kucyk” w La Scali futbolu, czyli Roberto Baggio w Interze

W chwili, gdy w finale Mistrzostw Świata z 1994 roku przestrzelał rzut karny przesądzający o ostatecznym rezultacie finałowego spotkania, Roberto Baggio bezpowrotnie wszedł na karty piłkarskiej historii. Wszedł tam jako męczennik, przegrany, który rozbudził litość gorących, kibicowskich serc. Il Divin Codino, piłkarz o niewyobrażalnych zdolnościach, myląc się, ukazał swoje ludzkie oblicze.

Czytaj dalej „„Boski Kucyk” w La Scali futbolu, czyli Roberto Baggio w Interze”

Całą noc płakałem, ale już się nie boję. Życie Sinisy Mihajlovicia

Ze słonecznej Italii docierają do nas niepokojące wieści. Sinisa Mihajlović, trener FC Bologny, poinformował, że wiele wskazuje na nawrót białaczki w jego organizmie. Na wczorajszej konferencji prasowej, Serb przekazał, że opiekujący się nim lekarze sygnalizują ponowny atak choroby, z którą Sinisa zmagał się już w niedalekiej przeszłości. Wobec bieżących wydarzeń przypominamy nasz tekst z listopada ubiegłego roku o niezwykłej osobie, jaką bez wątpienia jest Sinisa Mihajlović.

Czytaj dalej „Całą noc płakałem, ale już się nie boję. Życie Sinisy Mihajlovicia”

Deyna, Pele i Francis Kasonde. Mateusz Zgorzyk na tropie autografów (wywiad)

Deyna, Romario, Maradona, Eusebio, Pele, Neymar, Cruyff, Nawałka, Górski… i ponad 11 tysięcy innych nazwisk. Każdy autograf zawiera inną, oryginalną, historię. Wertując olbrzymią ilość albumów wypełnionych podpisami, uświadamiasz sobie, że w sieradzkim mieszkaniu polskiego kolekcjonera, historia futbolu jest wiecznie żywa. Olgierd Bondara w rozmowie z Mateuszem Zgorzykiem, łowcą piłkarskich autografów, który opowiada o swoich monstrualnych zbiorach, niegasnącej pasji i licznych podróżach. Zapraszam.  

Czytaj dalej „Deyna, Pele i Francis Kasonde. Mateusz Zgorzyk na tropie autografów (wywiad)”

Diego Sinagra – gdy sława wyprzedza talent

Jeśli twoim ojcem jest najlepszy piłkarz świata, to z góry wiadomo, że gdy odwiesi już buty na kołku, to właśnie na ciebie spadnie ciężar presji, by w te buty ponownie wskoczyć. Nawet jeśli spadają ci one z nóg i czujesz się w nich jak w kajakach, a na dodatek wspomniany ojciec odżegnuje się od wspólnych więzów krwi. I to pomimo tego, że już dawno udowodniono mu, że się myli, a ty wyglądasz jak jego niemal perfekcyjna kopia z młodości. Mniej więcej tak wyglądała ponad połowa życia Diego Sinagry, znanego jako Diego Maradona jr. Pierworodnego syna śmiertelnego boga futbolu.

Czytaj dalej „Diego Sinagra – gdy sława wyprzedza talent”

Makana FA, czyli jak w czeluściach piekła powstała piłkarska federacja?

W 2007 roku FIFA włączyła w swoje szeregi honorowego gościa. W struktury międzynarodowej federacji piłkarskiej symbolicznie przyjęto Makana FA. Nelsona Mandela zbliżał się właśnie do swoich 90. urodzin. Trzy lata później w RPA miały zostać zorganizowane futbolowe mistrzostwa świata. Wszystko to składało się w jedną całość. Przy okazji rozlosowania grup eliminacyjnych do tegoż mundialu, miał także premierę film o nazwie „More than a games”. Dokument opowiadający historię więźniów politycznych, którzy w czasach głębokiego apartheidu zorganizowali się i stworzyli struktury, przypominające związek piłkarski z prawdziwego zdarzenia, walcząc w ten sposób z codzienną udręką pobytu w więzieniu na Robben Island.

Czytaj dalej „Makana FA, czyli jak w czeluściach piekła powstała piłkarska federacja?”

Jak Jägermeister stał się protoplastą Red Bulla?

Gdy ortodoksyjni fani niemieckich klubów słyszą o sponsorze, który chce wejść do ich klubu i zmienić herb na taki z widniejącym w nim zwierzątkiem, to zapewne czują trwogę i dostają gęsiej skórki. Szczególnie jeśli zwierzaki mają być dwa i są to czerwone byki, zderzające się głowami. Jednak tradycja zmieniania herbów pod wpływem sponsora na rogatą zwierzynę, rozpoczęła się u naszych zachodnich sąsiadów znacznie wcześniej niż w momencie, gdy Dietrich Mateschitz i jego energetyczne korpo, z gracją tarana weszli do zespołu z Lipska. Zresztą posłuchajcie…

O myśliwym, który stworzył likier

Naszą opowieść należy zacząć w 1934 roku. Wówczas to niejaki Curt Mast – gorzelnik i zapalony myśliwy – z miasteczka Wolfenbüttel w Dolnej Saksonii opracował recepturę likieru, w którego skład wchodziło 56 różnorodnych ziół i przypraw korzennych. Z racji wspomnianej pasji, jaką było dla niego łowiectwo, nazwał nowopowstały napój “Jägermeister”. Nazwa ta oznacza “mistrza łowieckiego”. Na etykiecie likieru znalazł się natomiast jeleń ze wplecionym pomiędzy poroże krzyżem, symbolizującym patrona myśliwych – Św. Huberta. Również butelka, w którą rozlewano owy specyfik, otrzymała zielony kolor, mający przywodzić na myśl mundur myśliwego. Co ciekawe kształt butelki, którą wybrał Mast, został dobrany tak, by było ją jak najtrudniej stłuc.

Produkt wypuszczony na rynek przez niemieckiego gorzelnika zyskał na popularności jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej. Mieszkańcy III Rzeszy nadali mu wówczas przydomek „Göring-Schnaps”. Wziął się on oczywiście od nazwiska jednego z przywódców nazistowskich Niemiec Hermanna Göringa, który w mnogości tytułów nadanych mu przez dowództwo NSDAP na czele z Hitlerem, mógł się również pochwalić tytułem Reichsjägermeistra (Mistrza Myśliwskiego Rzeszy).

Jeleń zamiast lwa

No dobra. Ale co likier ziołowy z jeleniem na etykiecie ma wspólnego z futbolem, powiecie? Spieszę z odpowiedzią. W latach 70. Jägermeister miał już całkiem nieźle wyrobioną markę na krajowym rynku. Na czele korporacji stał wówczas bratanek Curta Masta – Gunther. Pewnego wieczora Gunther zorganizował przyjęcie dla udziałowców firmy. W pewnym momencie zauważył, że taras, na którym odbywała się impreza, zaczyna pustoszeć. Wszyscy goście przenosili się do salonu, w którym stał telewizor. Był 29 kwietnia 1972 roku. Reprezentacja Niemiec Zachodnich grała akurat ćwierćfinałowy mecz Mistrzostw Europy z Anglikami na Wembley. RFN zwyciężyła w tym spotkaniu 3-1 po bramkach Gerda Mullera, Guntera Netzera I Uliego Hoeneß. Mast, który w ogóle nie interesował się futbolem, zrozumiał tamtej nocy, jak wielki potencjał marketingowy zaklęty jest w piłce nożnej.

Biznesmen uznał więc, że świetnym miejscem na zareklamowanie Jägermeistra będą piłkarskie koszulki. Mast nie musiał nawet daleko szukać, by znaleźć klub, który mógłby mu zapewnić powierzchnię reklamową. W Dolnej Saksonii, gdzie znajdowała się siedziba firmy, sporą popularnością cieszył się Eintracht z niedalekiego Brunszwiku. Zespół, który był autorem sensacyjnego mistrzostwa Niemiec z 1967 roku. Jednakże kilka lat później targany skandalami, popadł w finansowe tarapaty, co tym bardziej wskazywało na to, że propozycja Masta może działaczom z Brunszwiku przypaść do gustu. Szczególnie że biznesmen oferował pół miliona marek za 5-letnią umowę.

Problem tkwił jednak gdzie indziej. Ówczesne konserwatywne przepisy, zabraniały umieszczania reklam w tak newralgicznych miejscach jak meczowe trykoty. Klubowi działacze i prawnicy reprezentujący firmę Masta musieli więc użyć fortelu, który pozwoliłby wprowadzić ich plan w życie.

Ten natomiast polegał na tym, by zastąpić herb klubowy Eintrachtu logiem Jägermeistra. W ten sposób Lew, który do tej pory był zwierzęciem utożsamianym z ekipą z Brunszwiku, miał zostać zastąpiony jeleniem. Zmianę tę naniesiono nawet w statucie klubu.

24 marca 1973 roku piłkarze Eintrachtu wyszli więc na ligowe spotkanie z Schalke 04 Gelsenkirchen w “odświeżonym” zestawie strojów. Przed pierwszym gwizdkiem arbiter Franz Wengenmayer dokonał pomiaru “herbu” znajdującego się na trykocie Brunszwiku. Przepisy nie zezwalały na to, by miał on większą średnicę niż 14 centymetrów. Gdyby Eintracht nie zmieścił się w tych wytycznych, sędzia miał obowiązek nie dopuścić graczy z Dolnej Saksonii do gry, czego piłkarska centrala DFB nie omieszkała przypomnieć Wengenmayerowi, desygnując go na to spotkanie.

Ostatecznie znak tożsamościowy Eintrachtu zmieścił się w sztywnych ramach zapisanych w regulaminie. Wyprowadzone w pole DFB wkrótce później ustąpiło pola i zezwoliło innym klubom, na umieszczanie nazw sponsora na trykotach od kolejnego sezonu. Decyzja niemieckiego związku okazała się być klockiem domino i uruchomiła szereg podobnych ustępstw w regulaminach innych europejskich lig.

Romans Eintrachtu z Jägermeistrem

Udana akcja Eintrachtu i firmy Masta, niczym w filmie Casablanca, była początkiem pięknej przyjaźni. Zamieszanie, jakie wybuchło wokół całej tej sprawy, było przyczynkiem do zwiększenia popularności napoju wyskokowego i wzrostu jego słupków sprzedaży. Kolejnym ruchem Masta i Brunszwiku był spektakularny transfer ówczesnej gwiazdy niemieckiej piłki Paula Breitnera, którego do zamiany Realu Madryt na Eintrach skusił bajeczny kontrakt, sponsorowany przez firmę z Wolfenbüttel. Mistrz świata z 1974 roku spędził w Dolnej Saksonii jeden sezon. W tym czasie zagrał w 30 ligowych meczach i strzelił 10 goli.

Pomimo posiadania tak potężnego sponsora u boku, Lwy nadal pogrążały się w długach. W 1983 roku saldo bankowe Eintrachtu wskazywało trzy miliony poniżej kreski. W tym momencie Mast wpadł na kolejny diabelski pomysł, który może nasuwać kolejną analogię do Red Bulla i rewolucji, jaką Dietrich Mateschitz przeprowadził ponad dekadę temu w Lipsku. Biznesmen postanowił, że będzie kandydował na prezesa klubu, a jeśli zostanie wybrany, to ureguluje z własnej kieszeni cały dług ekipy z Dolnej Saksonii. W zamian chciał tylko… zmienić nazwę klubu z Eintracht na Jägermeister. Tym samym po raz kolejny doprowadził do stanu przedzawałowego władze DFB. Związkowi oficjele znów stanęli okoniem i tym razem nie zamierzali się cofnąć ani na krok. Ówczesny prezydent DFB Hermann Neuberger tak komentował całą sprawę:

Jeśli jeden klub zmieni nazwę dla celów reklamowych, to prawdopodobnie przekroczy pewną granicę. Wiele innych klubów pójdzie jego drogą i wkrótce będziemy mieli w lidze Ford Kolonia i Proszek do pieczenia Bielefeld.

Cóż, wiele lat później Mateschitz znalazł alternatywną drogę, by oszukać DFB. Mast nie próbował silić się na podobne fortele i wymyślać cynicznych skrótowców. Co prawda skierował sprawę do Trybunału Sprawiedliwości, który nawet pierwotnie wydał werdykt po myśli przedsiębiorcy. Wtedy jednak do akcji wkroczyły lokalne władze piłkarskie z Dolnej Saksonii i zagroziły, że nie dopuszczą do rozgrywek zespołów młodzieżowych nowego tworu, jeśli będzie on reklamował swoją nazwą napój alkoholowy. Mast ostatecznie został prezesem klubu, ale zniechęcony niepowodzeniem akcji ze zmianą nazwy odszedł ze stanowiska pod koniec 1985 roku. Dwa lata później wycofał się całkowicie ze sponsorowania Eintrachtu, skłócony z jego nowymi władzami.

Być może stwierdził, że Eintracht nie jest mu w stanie zaoferować niczego więcej? Sam przecież nie był żadnym pasjonatem i nie darzył zespołu, któremu wcześniej prezesował jakimś specjalnym uczuciem. Mast tak naprawdę nigdy nie interesował się piłką nożną. Lwy potrzebne mu były jedynie do celów marketingowych, o czym sam otwarcie mówił:

Dla mnie to był wyłącznie środek do celu. Mogę ci powiedzieć kiedy jest gol, ale nie wyjaśnię ci, na czym polega spalony. W czasie swojej prezesury obejrzałem tylko dwa mecze Eintrachtu.

Marketingowa ekspansja

Przytoczona w tym artykule historia to nie jest jedyny epizod Jägermeistra związany z inwestowaniem w sport. Producenci likieru nadal używają różnorakich dyscyplin jako trampoliny marketingowej dla swojego brandu, nie ograniczając się jedynie do futbolu. Od lat 70. marka związana jest ze sponsoringiem rozmaitych sportów samochodowych. Szczególnie długa tradycja, łączy Jägermeistra z BMW i Porsche.

Ciekawym epizodem w dziejach firmy jest sponsorowanie… tenisa stołowego. Oficjele związani z tą dyscypliną sportu, byli bardziej elastyczni niż władze piłkarskie, w związku z czym w niemieckiej Bundeslidze tenisowej przez wiele lat występował zespół TTC Jägermeister Calw. Firma z Dolnej Saksonii wspierała również indywidualnie jugosłowiańskiego tenisistę Dragutina Šurbeka. Dwukrotnego mistrza świata w deblu.

Jednakże nie samym sportem człowiek żyje. Firma założona przez Curta Masta wielokrotnie nawiązywała współpracę z gwiazdami sceny muzycznej. Duża w tym zasługa niejakiego Sidneya Franka, który wypromował markę za oceanem, reklamując jej sztandarowy produkt jako napój idealny na młodzieżowe imprezy, dzięki czemu poszerzył grono smakoszy likieru. Powiązał też jej nazwę z wieloma artystami, związanymi głównie z nurtem heavy metalu i rocka, stając się sponsorem ich tras koncertowych oraz festiwali muzycznych. Z zieloną butelką ozdobioną jeleniem, widywani byli m.in. muzycy Metallicy, Slayera czy Mötley Crüe.

Reklamy Jägermeistra nadal oczywiście widać na meczach Bundesligi. Od nie dawna można je także ujrzeć w czasie meczów hokejowej ligi NHL.

James Hetfield. Jak widać za kołnierz Jägerka nie wylewał.

Jeleń ojcem byków?

Jak sami widzicie, Red Bull nie był pierwszą marką, która chciała wejść do klubu piłkarskiego, nie biorąc przy okazji jeńców i zasadzając się na tak sakralne dla wielu fanów symbole jak nazwa i herb. Gdy Mast postanowił na stałe opuścić ekipę z Brunszwiku, a lew ponownie zastąpił jelenia jako symbol klubu, ten szybko stoczył się na trzeci poziom rozgrywkowy. Do Bundesligi Lwy wróciły tylko raz. W sezonie 2013/2014 Eintracht nie był jednak w stanie nawiązać równorzędnej walki z najlepszymi ekipami w kraju i zleciał szczebel niżej już po jednej kampanii.

Ciekawe co się stanie z zespołami z Salzburga czy Lipska, jeśli Mateschitzowi znudzi się kiedyś inwestowanie w piłkę nożną… Wszak nie daleko pada Jägermeister od Red Bulla. Podobno obydwa napoje bardzo dobrze wspólnie się komponują. Likier najlepiej schłodzić do -18 stopni, jak informuje producent…

Rafał Gałązka

This Is England #11. Paolo Di Canio i jego one man show

Paolo Di Canio to jedna z najbarwniejszych postaci, która przewinęła się przez Premier League. Przez ponad dwadzieścia lat swojej kariery kontrowersyjny Włoch szokował, oburzał, ale też zapierał dech w piersi swoją efektowną grą. Przez ten czas Di Canio wykreował kilka momentów, które przeszły do historii światowego futbolu. Spotkanie z Bradford, które West Ham rozegrał w lutym 2000 roku, było chyba tym, które najlepiej zaprezentowało wszystkie cechy, sprawiające, że wychowanek Lazio był najlepszym showmanem, jaki kiedykolwiek pojawił się na Wyspach Brytyjskich.

Czytaj dalej „This Is England #11. Paolo Di Canio i jego one man show”

Henry’ego Kissingera związki z futbolem

Gdy w 1973 roku Henry Kissinger otrzymywał wraz z Wietnamczykiem Lê Đức Thọ pokojową Nagrodę Nobla, wzbudziło to nie lada kontrowersje. Dwóch członków komitetu przyznającego to wyróżnienie, zrezygnowało z dalszego zasiadania w tym elitarnym gremium. Kissingera ciężko było uznawać za człowieka kryształowo czystego, gołąbka pokoju niosącego światu powszechny dobrostan. Przez lwią część opinii publicznej był uważany raczej za anioła śmierci lub co najmniej jego asystenta. Obwiniano go, chociażby o udział w obaleniu demokratycznego rządu Salvadora Allende w konsekwencji czego w Chile zaczął rządzić Augusto Pinochet. Poza brudną polityczną grą Kissinger miał jeszcze jedną pasję. Od najmłodszych lat był fanem piłki nożnej. Prześledźmy sobie powiązania Amerykanina z naszym ukochanym sportem.

Czytaj dalej „Henry’ego Kissingera związki z futbolem”

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑