Wykop z piątki #9. Bramkarz, czyli wariat. Pięciu szalonych golkiperów z mojego dzieciństwa.

W związku z tym, że mój redakcyjny kolega Michał Bakanowicz, który jest autorem cyklu Wykop z piątki , wyjechał na urlop, będę miał dziś zaszczyt gościnnie “dograć zwrotę” do jego projektu. Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań czytelników i mój tekst będzie równie interesujący co cotygodniowe zestawienia Michała. Zabiorę was dziś w kolejną nostalgiczną podróż i wezmę na tapet moją ulubioną pozycję na boisku. Przenieśmy się po raz kolejny do futbolu rodem z lat 90. i prześledźmy świat outsiderów, ekscentryków i boiskowych świrów. Przed wami subiektywna piątka najbardziej szalonych bramkarzy mojego dzieciństwa.

Większość dzieciaków kopiących piłkę w szarej rzeczywistości lat 90., pomiędzy blokami z wielkiej płyty, gdzie trzepak służyła za bramkę lub na nierównych trawnikach, na których za słupki służyły dwa tornistry, marzyło, by w przyszłości zdobywać taśmowo gole na największych stadionach świata. Jak zawsze istniała jednak pewna grupka odmieńców, która bardziej niż wbijanie kolejnych goli miłowała przeszkadzanie klasowym gwiazdeczkom w ich zdobywaniu. Na bramce zazwyczaj ustawiało się zahukanych okularników bądź niezdarnych grubasków. Był też pewien promil wariatów, którzy nie robili tego z musu tylko z czystej, nieskrywanej przyjemności. Świrów, którzy zawsze byli klasowymi odmieńcami lubującymi się w spuszczaniu odpalonej petardy w szkolnej toalecie lub dosypaniu środka przeczyszczającego do kawy znienawidzonego belfra uczącego fizyki. W końcu stereotyp o tym, że największymi świrami w drużynie muszą być bramkarz i lewy pomocnik skądś musiał się wziąć. Zawodowy futbol od zawsze był pełen przykładów potwierdzających tę tezę. Moglibyśmy ułożyć cały poczet ekscentryków, którzy na przestrzeni lat strzegli dostępu do bramek rozmaitych drużyn. Te najjaskrawsze przykłady pochodzą moim zdaniem z lat 90., gdy futbol nie był jeszcze tak sprofesjonalizowany, piłkarze nie dbali aż tak bardzo o wizerunek grzecznych chłopców, a pomiędzy słupkami królowała moda na pstrokate bluzy. Wybrałem więc pięciu golkiperów, którzy moim zdaniem najlepiej będą się nadawali na ambasadorów tamtych czasów.

Jorge Campos

Kolorowego ptaka meksykańskiej piłki nie może zabraknąć w żadnym zestawieniu największych bramkarskich szaleńców w historii futbolu. Wyróżniał się wszystkim. Grywał w ataku, nosił multikolorowe bluzy, które zresztą sam projektował, a do tego miał niespełna 170 cm wzrostu. Gdy reprezentacja Meksyku ustawiała się do zdjęć drużynowych, Campos stawał na piłce, by na fotografii wydawać się wyższym. W czasie meczu łapał się poprzeczki, by parować wysokie uderzenia. W reprezentacji El Tri zagrał 130 razy. Gola w niej jednak nigdy nie zdobył. To dziwne, biorąc pod uwagę, że w całej karierze sieknął ich blisko 60 (w oficjalnych meczach 35). Zresztą jeszcze na początku kariery regularnie występował na pozycji napastnika. Jak wcześniej wspomniałem, uwielbiał nosić bluzy mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. Były one inspirowane strojami noszonymi przez surferów. Pochodzący z Acapulco golkiper sam zresztą uwielbiał pokonywać fale oceanu, mając pod nogami deskę. Była to dla niego miłość porównywalna z futbolem. Twierdził, że jego ekscentryczne stroje mają za zadanie rozpraszać napastników. Oponenci odpowiadali, że snajperom łatwiej wtedy zauważyć jak jest ustawiony. Nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć jak gra w klubie z Europy. Być może bardziej konserwatywny piłkarsko Stary Kontynent nie był gotowy na jego nieobliczalny styl. Problem mógł stanowić również jego niski wzrost. Zresztą sam Brody (pseudonim z dzieciństwa oznaczający „brata” ) nie lubił za bardzo oddalać się od rodzinnego domu. Był mocno przywiązany do swojej familii. Prawdziwą traumę przeżył w 1999 roku, gdy lewicowa guerilla o nazwie Ludowa Armia Rewolucyjna porwał dla okupu jego ojca. Na szczęście cała historia miała happy end i Alvaro Campos wrócił cały i zdrowy do domu. W latach 90. Campos był jednym z powodów, dla których z utęsknieniem czekałem na światowe czempionaty. Marzyłem, by obejrzeć w akcji tego małego, szalonego bramkarza, który podobno jest też napastnikiem. Meksykanie standardowo odpadali w 1/8 finału Mundialu, ale ja byłem ukontentowany, widząc w tych kilku meczach niewysokiego golkipera. Jego kolorowe kostiumy dziś są dla mnie czymś w rodzaju futbolowej relikwii z mojego dzieciństwa. Jorge pracuje obecnie jako ekspert telewizyjny ESPN i ma własną sieć fast foodów. Jego bluzy regularnie są wybierane do rankingów najbardziej obciachowych strojów piłkarskich w historii futbolu. Campos kwituje to jednoznacznie:

Oni nadal nie zrozumieli mojego stylu!

original

Santiago Canizares

Mój największy bramkarski idol z dzieciństwa. Ufarbowane na blond włosy i dzikie spojrzenie, którym mroził krew w żyłach napastników, to był jego znak rozpoznawczy. Chociaż dziś większość kibiców słysząc jego nazwisko, ma przed oczami kuriozalną kontuzję, której nabawił się, spuszczając sobie na stopę flakonik z wodą kolońską, a która to pozbawiła go szansy wyjazdu na Mundial w 2002 roku, to dla mnie nadal mieni się jako bohater moich beztroskich dni. Polscy fani usłyszeli o nim po raz pierwszy w 1992 roku, gdy wraz z kolegami z kadry olimpijskiej zwyciężał drużynę Janusza Wójcika w finale igrzysk w Barcelonie. Rok później grając w barwach Celty Vigo, zgarnął wespół z Francisco Liano z Deportivo La Coruna Trofeo Zamora dla najlepszego bramkarza LaLiga. Wychowanek Realu Madryt, w którym przez lata starał się bezskutecznie zostać numerem jeden. Dopiero po transferze do Valencii jego kariera ruszyła pełną parą. Wraz z Nietoperzami dwukrotnie dochodził do finału Ligi Mistrzów. Mecz z 2001 roku, gdy Los Che mierzyli się z Bayernem, był prawdziwym pojedynkiem bramkarskich gladiatorów. Canizares i Oliver Kahn zrobili wówczas istne show. Hiszpan obronił rzuty karne wykonywane przez Mehmeta Scholla w regulaminowym czasie gry i Patrika Andersona podczas konkursu jedenastek. Niemiec okazał się wówczas jeszcze lepszy i zastopował trzy uderzenia graczy Valencii. Po meczu pocieszał podłamanego kolegę po fachu, a obrazek ten przeszedł do historii futbolu. Bramki Nietoperzy strzegł niemal przez dekadę. Zagrał dla ekipy z Mestalla grubo ponad 400 razy. Nie dał się wygryźć z „klatki” nawet wtedy, gdy do Valencii przywędrował niemiecki supertalent Timo Hildebrandt. Po zakończeniu kariery komentuje mecze i amatorsko startuje w rajdach samochodowych. Lubi też od czasu do czasu wywołać jakiś pomniejszy skandal, jak wtedy, gdy w ostrych słowach skomentował śmierć Jose Antonio Reyesa, którego obarczył winą za wypadek, czy wówczas kiedy wrzucał na swojego twittera zdjęcia żony… zrobione pod prysznicem.

unnamed

 

Jose Luis Chilavert

Kolejny fachowiec rodem z Ameryki Południowej. Golkiper, który obrósł legendą nie mniejszą niż Jorge Campos. Przez wielu ekspertów uznawany za najlepszego bramkarza w historii kontynentu. Do tego ekspert od wykonywania rzutów wolnych i karnych. Niemal dekadę spędził w argentyńskim Velez Sarsfield, z którym trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Kraju Tanga, Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny. W odróżnieniu od Meksykanina spróbował swoich sił w Europie. Najpierw na przełomie lat 80. i 90. grał w hiszpańskiej Zaragozie, natomiast w latach 2000-2002 we francuskim Strasbourgu, z którym sięgnął po krajowy Puchar. Jednak to gra w Argentynie przyniosła mu największy splendor. W barwach Velez zdobył 48 ligowych goli. Jest pierwszym bramkarzem, który zaliczył hat-tricka w najwyższej klasie rozgrywkowej. Kolejne osiem trafień dołożył jako reprezentant Paragwaju. Z utęsknieniem śledziliśmy mecze jego reprezentacji na Mundialu czy Copa America i liczyliśmy, że rywale sfaulują któregoś z Paragwajczyków na tyle blisko własnej bramki, by misiowaty Chilavert przybiegł wykonać rzut wolny. Nosił boiskowy przydomek „Bulldog” i często występował na boisku w bluzie z wizerunkiem tego sympatycznego psa. W dodatku prezentował pewność siebie i ego nie mniejsze od Zlatana Ibrahimovicia:

Nigdy nie bałem się łamać stereotypów. To wyróżniało mnie spośród innych zawodników. Gdyby porównać bramkarzy do samochodów, to moi konkurenci byliby Fiatami, a ja najnowszym modelem Mercedesa

Na boisku potrafił opluć Roberto Carlosa i przyznać w wywiadzie, że gdyby musiał, to uczyniłby to raz jeszcze. Bił się z przeciwnikami. Obrażał innych bramkarzy. W szatni natomiast miał tak dużo do powiedzenia, że potrafił mówić trenerom, kogo mają powołać na następne spotkanie.

Bez wątpienia był jednym z najlepszych bramkarzy lat 90. Nie bez powodu IFFHS trzykrotnie wybierało go bramkarzem roku. Łączył w sobie pierwiastek szaleństwa i olbrzymi talent. Mocno zapadł również w pamięci Grzegorzowi Szamotulskiemu, który tak opisywał styczność z nim w swojej autobiografii:

Raz jeden, pamiętam, dostałem cztery sztuki w Paragwaju. Końcówka meczu, rzut wolny, nagle cały stadion zaczyna krzyczeć: „Chilavert, Chilavert!”. Co jest grane? Jaki, do diabła, Chilavert? Patrzę z przerażeniem, bo ten wielki niedźwiedź biegnie przez całe boisko, żeby upokorzyć mnie doszczętnie. Rzadko się modlę na boisku, ale wtedy się pomodliłem: „Dobry Boże, niech się dzieje co chce, ale niech ten grubas mi nie strzeli. Mogę jutro skończyć karierę, ale nie w taki sposób”. Gorąco jak w piekle. Pogoda w sam raz, by spalić się ze wstydu. Chilavert – szalony bramkarz drużyny przeciwnej – podszedł do piłki, sapiąc jak wielki zwierz. Spojrzał na mnie bez cienia współczucia. I kopnął. Centymetr obok słupka, na szczęście z niewłaściwej stro​ny. Mo​dli​twy zo​sta​ły wy​słu​cha​ne.

chila10momentos85

Oliver Kahn

W czasie kariery był jednym z najbardziej znienawidzonych piłkarzy na świecie. Zasłużył sobie na to miano zarówno licznymi boiskowymi odpałami, jak i specyficzną aparycją, która raczej nie pozwalała nazywać niemieckiego golkipera chłopcem z plakatów. Przez lata stanowił również czołówkę graczy obsadzających tę newralgiczną pozycję. Podobnie jak Chilavert, trzy razy został uznany przez Międzynarodową Federację Historyków i Statystyków Futbolu golkiperem roku. Ośmiokrotnie wygrywał Bundesligę z Bayernem. W 2002 roku był najlepszym piłkarzem reprezentacji Niemiec, która zdobyła wicemistrzostwo świata, chociaż to jego błąd w meczu finałowym z Brazylią był jedną z przyczyn porażki ekipy Rudiego Vollera. Obsesyjny profesjonalista, niemal na poziomie Michaela Jordana. Gdy już po karierze wziął udział w charytatywnej zbiórce, w której czasie dziewięcioletnie dzieci strzelały mu rzuty karne, nie pozwolił żadnemu z nich się pokonać. Na usprawiedliwienie dodam, że następnie z własnej kieszeni wpłacił znaczną darowiznę na sierociniec.

Kibice rywali obrzucali go bananami, które następnie Oli zjadał w czasie meczu. Słabe zachowanie ze strony fanów ale Kahn sam wielokrotnie zachowywał się na placu gry, jakby brakowało mu piątej klepki. Gdy sędzia gwizdał po raz pierwszy w meczu, ograniał go bitewny szał niczym mitycznego berserka. Wygrażał Miroslavowi Klose, chwytał za kark Thomasa Brdaricia i próbował ugryźć Heiko Herrlicha. Szarpał nawet za koszulkę Andreasa Herzoga, który… grał z nim wtedy w jednej drużynie. Austriak widząc zachowanie kolegi z zespołu, popukał się tylko wymownie palcem w czoło. I chyba wielu z nas często miało ochotę uczynić ten sam gest, oglądając wariactwa Oliego. Jeszcze częściej podziwialiśmy jego fenomenalną grę między słupkami. Raz jeszcze przytoczę tutaj finał Ligi Mistrzów z 2001 roku, gdy obaj z Santiago Canizaresem czarowali piłkę niczym bramkarscy szamani. Wielu z nas cieszyło się jednak, gdy przydarzały mu się kuriozalne błędy, jak wtedy, gdy w meczu z Borussią, złapał piłkę w ręce kilkanaście metrów za polem karnym. Nie zmienia to faktu, że Oliver Kahn był jednym z najlepszych bramkarskich fachowców przełomu wieków, a jego szaleństwa dodawały tylko kolorytu aurze panującej wokół 86-krotnego reprezentant Niemiec.

Wut

Rene Higuita

Kolumbijski bramkarz najbardziej jest kojarzony z szaloną paradą bramkarską, nazywaną Skorpionem. Jeśli ktoś z was nie wie o co chodzi, to prezentuję i objaśniam:

To już chyba wystarczający powód, by ochrzcić Higuitę przydomkiem El Loco, czyli „szaleniec”? A to dopiero początek… Latynoski bramkarz to kolejny wariat, który poza bronieniem dostępu do własnej bramki uwielbiał strzelać gole. Zdobył ich w karierze ponad czterdzieści, w tym trzy dla kadry Los Cafeteros. Rene często wychodził z bramki, kiwał się z napastnikami, był ostatnim obrońcą i pierwszym rozgrywającym. Sweeper-Keeper w pełnej krasie. Heatmapy z jego występów wprawiałyby dziś z pewnością w osłupienie fanów piłki. Taki styl gry miał oczywiście skutki uboczne. Na Mundialu w 1990 roku kolumbijski portero dał się okiwać Rogerowi Milla i ostatecznie przekreślił szanse awansu swojej drużyny do ćwierćfinału.

Żył w Kolumbii czasów Escobara, ogarniętej wojnami karteli narkotykowych i wszechobecnej korupcji. Zbrodniczy system odcisnął piętno również na nim. W pierwszej połowie lat 90. został oskarżony o przyjęcie łapówki za pomoc w negocjacjach przy uwolnieniu porwanej dziewczynki – prywatnie córki barona kokainowego Carlosa Molliny. Tak naprawdę pieniądze dostaje od rodziców młodocianej zakładniczki wbrew własnej woli. Po tamtym zdarzeniu trafił na krótki czas do aresztu. Nie jest jednak niewinnym aniołkiem. Odwiedzał Escobara w prywatnym więzieniu La Catedral, gdy El Patron na własnych zasadach spędzał tam wyrok. Zresztą niespecjalnie krył się ze swoją sympatią do legendarnego narkobossa, którego uważał za żywe wcielenie Robin Hooda.

Przez problemy z prawem opuszcza wiele meczów kadry. M.in. nie jedzie na mistrzostwa świata do USA. Również z tego powodu jego europejska kariera ogranicza się do zaledwie 15 spotkań w barwach Realu Valladolid. Z czasem bardziej niż profesjonalnym bramkarze zostaje celebrytą. Przechodzi operację plastyczną, bierze udział w reality show, a z powodu swojej widowiskowej gry często jest zapraszany do wzięcia udziału w meczach pokazowych. W tych ostatnich bierze zresztą udział po dziś dzień. Zajmuje się również szkoleniem bramkarzy. Pracował m.in. w saudyjskim Al-Nassr i rodzimym Atletico Medellin. Przyjaźni się także z Diego Maradoną.

Rafał Gałązka

Jedna myśl w temacie “Wykop z piątki #9. Bramkarz, czyli wariat. Pięciu szalonych golkiperów z mojego dzieciństwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s