Piazza del Calcio #10. Włoska kompromitacja na angielskich boiskach.

Chyba wszyscy znamy historię dzielnych Koreańczyków z Północy, którzy na mistrzostwach światach w Anglii w 1966 roku doszli do ćwierćfinału. Tam prowadzili z Portugalią 3-0 po 25 minutach, aby koniec końców przegrać 3-5 po czterech bramkach Eusebio. Jednak nie wszyscy już pamiętają o jedynym zwycięstwie tej reprezentacji w historii występów na mundialach, które jednocześnie stało się jedną z największych kompromitacji w historii calcio.

Włosi, wspólnie z Anglikami, byli wskazywani jako jeden z największych faworytów do tytułu mistrzowskiego w 1966 roku. Przez eliminacje przeszli bez większych problemów, pokonując w swojej grupie eliminacyjnej Szkocję, Polskę (w Warszawie było 0-0, natomiast w Rzymie Polacy doznali klęski 1-6, honorową bramkę zdobył Włodzimierz Lubański) i Finlandię. W sparingach przed turniejem Italia kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa. Odprawiali z kwitkiem kolejno Bułgarię, Austrię, Argentynę i Meksyk. Międzynarodowa prasa miała duże oczekiwania względem drużyny selekcjonera Edmondo Fabbriego i była zafascynowana indywidualnościami pokroju Gianniego Rivery.

W pierwszym spotkaniu grupowym Włosi mierzyli się z Chile. Zapowiadało się na swego rodzaju rewanż za mecz na poprzednim mundialu, na którym Chilijczycy wygrali 2-0. Był to jednak niezwykle brutalny mecz, w którym dwóch Włochów zostało wyrzuconych z boiska, a na murawie aż cztery razy musiała interweniować policja, aby rozładować napięcie między piłkarzami. W kulturze masowej to spotkanie przeszło do historii jako „bitwa o Santiago”. Rewanż powiódł się i Włosi po bramkach Mazzoli i Barisona wygrali 2-0. W kolejnym meczu Italia przegrała 0-1 ze Związkiem Radzieckim, co spotkało się z dużym rozczarowaniem w kraju i oznaczało, że Włosi nie zajmą pierwszego miejsca w grupie.

W ostatnim spotkaniu fazy grupowej Włochom wystarczał remis do awansu do strefy pucharowej. Co mogło pójść nie tak? Ferruccio Valcareggi, współpracownik Fabbriego, który z czasem został jego następcą, obserwując Koreańczyków, miał ich kompletnie zlekceważyć i opisać jako „Ridolini”. Pod takim pseudonimem we Włoszech znany był aktor filmów niemych, Larry Semon. Jako że najczęściej kojarzony on był z filmami komediowymi, nie trzeba chyba dodawać, że taka opinia o Koreańczykach nie była niczym pozytywnym.

Włosi dobrze weszli w to spotkanie. Co prawda Bulgarelli, który był kapitanem Italii w tym spotkaniu, musiał opuścić boisko po paru minutach z kontuzją kolana, tym samym osłabiając swój zespół do końca pierwszej części, ale to Italia miała inicjatywę. Aż do 42. minuty meczu, gdy Koreańczycy wyszli na prowadzenie. Tak wspomina to Luigi Riva.

„Siedziałem na trybunach Ayresome Park w Middlesbrough razem z Burgnichem. Nasze miejsca były po prawej stronie, na wysokości naszego pola karnego. Centralnie przed nami stał słup, typowa rzecz dla angielskich stadionów w tamtych czasach, ale strzał Pak Doo Ika widzieliśmy bardzo dobrze. Koreańczycy biegali po czterech, po pięciu do jednej piłki, a nasi koledzy byli oszołomieni, bezsilni i przestraszeni. Do tego angielska publiczność szalenie i zaciekle dopingowała Koreańczyków. [angielski komentator w trakcie transmisji powiedział, że na taki doping nie może liczyć grające na tym obiekcie Middlesbrough – przyp. red.] Przez kilka minut po meczu stałem na schodach w niedowierzaniu. Podszedł do mnie jeden z nielicznych włoskich kibiców, imigrant. Był wściekły na mnie tak, jakby to była moja wina. Moją jedyną winą było to, że nie grałem, ale muszę przyznać, że wcale tego nie chciałem. Wszedłem do szatni. Dramat, farsa. Planowano ucieczkę przed powrotem do Włoch. Selekcjoner Edmondo Fabbri chciał wrócić do kraju sam, potajemnie. Nie pozwolono mu na to jednak.”

Gigi Riva był wtedy młodym zawodnikiem, który miał za sobą dopiero kilka występów dla pierwszej reprezentacji. Miał niecałe 22 lata, dzięki jego bramkom Cagliari awansowało do Serie A parę lat wcześniej, a zainteresowane jego usługami były wszystkie największe włoskie kluby. Mimo tego nie znalazł się na liście oficjalnie powołanych graczy na mundial, a do Anglii poleciał jako dodatkowy zawodnik, razem z Mario Bertinim, za specjalną zgodą FIFA.

Reprezentacja wróciła do Włoch razem. Mimo wieczornego lądowania na lotnisku w Genui kibice postanowili nie oszczędzać swoich piłkarzy. Cała kadra została obrzucona pomidorami.

Zaczęto doszukiwać się przyczyn takiej kompromitacji. Rivera miał skłócić się z niektórymi piłkarzami jeszcze podczas powrotu z meczu eliminacyjnego przeciwko Polsce. Do tego Włosi jako swoją bazę w Anglii wybrali szkołę rolniczą w Durham. Budynek miał dwa skrzydła, które niejako odzwierciedlały podział zawodników. W jednym z nich mieszkały gwiazdy calcio lat 60’ z Mazzolą i Riverą na czele. W drugim zawodnicy marginalni. Spotykali się głównie na treningach, gdzie ci teoretycznie słabi próbowali wszystkiego, żeby zwrócić na siebie uwagę. Edmondo Fabbri nie mógł sobie poradzić z tą grupą, mimo początkowych sukcesów i wyolbrzymionych porównań do Vittorio Pozzo. Jednak jego niechęć do Helenio Herrery i Interu, który wówczas dominował we włoskim i europejskim futbolu, powoli nastawiała go przeciwko opinii publicznej. Do tego Fabbri nie miał za dużego doświadczenia trenerskiego. W momencie objęcia włoskiej kadry miał za sobą pracę zaledwie w jednym klubie, bardzo owocną jednak, co warto zaznaczyć. Z Mantovą awansował z 4. ligi do Serie A. Zarzucano mu również, że reprezentację prowadził w zbyt despotyczny sposób.

Odkopując teksty z epoki, doszukałem się artykułu Gianniego Brery, który dzień po meczu z Koreą Północną pisał dla Il Giornale:

„Jedenastu koreańskich chłopców bez wielkich umiejętności, ale z odwagą i wiarą, poniżyło nasze wielkie gwiazdy. (…) Opuszczamy stadion w Middlesbrough pośród szyderczego i obraźliwego śmiechu, na który zasłużyliśmy.”

Epilog: to pokolenie włoskich piłkarzy doczekało się jeszcze wielkich momentów. W 1968 roku zdobyli mistrzostwo Europy. Natomiast na następnym mundialu doszli aż do finału, gdzie przegrali z Brazylią, po drodze rozgrywając „mecz stulecia” w półfinale z Niemcami.

Krzysztof Pierściński

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s