Kiedy nastanie sezon BVB?

Jest rok 2007. 21-letni Jakub Błaszczykowski opuszcza Wisłę Kraków na rzecz Borussii Dortmund za nieco ponad 3 mln euro. Wtedy się zaczęła moja sympatia drużyny z Zagłębia Ruhry. Obserwowanie wyników Bundesligi na telegazecie i w gazecie codziennej „Fakt”. Trzymałem kciuki, żeby nie spadli. I faktycznie, udało im się. Zajęli 13. miejsce w pierwszym sezonie mojego kibicowania. Przychodzi Juergen Klopp z Mainz, zaczyna się wspinaczka na szczyt. Swoje apogeum osiąga w latach 2011-2013. Dwa mistrzostwa kraju, DFB-Pokal, finał Ligi Mistrzów. Ale potem to wszystko nie wygląda już tak pięknie. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest to, że Bayern mknie po raz dziesiąty z rzędu po paterę bez specjalnego przemęczania się, bo rywale sami sobie podkładają kłody pod nogi. Dlaczego tak długo kibice BVB muszą czekać na ten wymarzony sezon? Czy dane będzie im ujrzeć piłkarzy unoszących nagrodę za mistrzostwo Bundesligi?

Początek końca Borussii Dortmund

Do końca życia zapamiętam moment, w którym Arjen Robben strzela gola na 2:1 dla Bayernu w finale Ligi Mistrzów. Ten komentarz Pana Dariusza Szpakowskiego: „Robben, Robben, Robben…”. Najsmutniejsza chwila w moim kibicowskim życiu. Nie mogłem w to uwierzyć. Wiedziałem, że taka okazja może nigdy się nie powtórzyć. I miałem, póki co rację. Do teraz co sezon mówię: „Znowu się nie udało pokonać Bayernu.” Ale wróćmy do roku 2013.

Właśnie do tego czasu wrócił Łukasz Piszczek we wrześniu zeszłego roku, gdy został zaproszony do podcastu „Kicker meets DAZN”. Wówczas powiedział o momencie, który spowodował największy kryzys w drużynie Kloppa:

Odejście Mario Goetze doprowadziło do największego rozłamu w drużynie, bo to pokazało nam, że nie będziemy wiecznie grali razem. To był szok, bo wtedy wszyscy zastanawiali się, co byśmy osiągnęli, gdybyśmy dalej tak grali.

Wspomniany Niemiec – wychowanek BVB, który zawsze się utożsamiał z tym klubem – po sezonie okraszonym finałem UCL przeszedł do triumfatora tych rozgrywek i największego rywala żółto-czarnych, czyli Bayernu, za 37 mln euro. Ledwo co się wszyscy otrząsnęli po tym transferze, a w połowie sezonu kolejny cios. W eter leci info, że do mistrza Niemiec po sezonie za darmo przechodzi najskuteczniejszy zawodnik Borussii od sezonu 11/12 – Robert Lewandowski. Lewy pożegnał się z kibicami tytułem króla strzelców Bundesligi. BVB w lidze zajęło 2. miejsce z 19 punktami straty do Bayernu. DFB-Pokal też zgarnął Bayern po wygranej po dogrywce właśnie z klubem z Zagłębia Ruhry, a w Lidze Mistrzów dortmundczycy odpadli z Realem Madryt. Rok 2014 skończył się dla zespołu tragicznie, bo niespodziewanie Klopp i spółka znaleźli się w pewnym momencie… w strefie spadkowej! Wiosną jednak wzięli się mocno za odrabianie strat i nie dość, że wyszli z opałów, to jeszcze załapali się do europejskich pucharów, gdyż zajęli ostatecznie siódme miejsce. Mimo tej huśtawki nastrojów mieli szanse jeszcze na powiększenie zdobyczy w gablocie, ale znowu przegrali w finale Pucharu Niemiec. Tym razem pogromcą okazał się Wolfsburg. Wcześniej już było wiadomo, że nastanie nowy rozdział dla tego klubu.

NOWY TRENER – NOWE NADZIEJE

W trakcie tego zwariowanego sezonu Juergen Klopp ogłosił, że po jego zakończeniu odchodzi. Poczuł, że jego formuła się już wyczerpała. Władze Borussii zajrzały zatem na znajome tereny – w Moguncji bowiem filozofię Kloppa kontynuował Thomas Tuchel i właśnie jego wytypowano jako następcę Kloppa w BVB. Początek pracy? Znakomity! Spokojne wejście do Ligi Europy, 15 punktów w 5 meczach Bundesligi, ale jak przyszło do meczu z Bayernem, to tradycyjnie żółto-czarni dostali łomot. 1:5 na Allianz musiało boleć. Przed tym meczem tradycyjnie wicemistrzowie Niemiec musieli złapać zadyszkę – przyszły potknięcia z Hoffenheim i Darmstadt. Bayern oczywiście jak już objął prowadzenie, to nie opuścił go aż do końca rozgrywek i wygrał ligę z 88 punktami. 10 więcej niż klub z Dortmundu. Tuchel zgromadził jednak najwięcej punktów od sezonu 11/12, kiedy 81 „oczek” ekipy Kloppa wystarczyło do drugiego z rzędu mistrzostwa. Jednak był jeszcze jeden mecz, który spędza sen z powiek niektórym do dziś…

14 kwietnia 2016 roku miał miejsce niezwykły spektakl na Anfield Road. Rewanżowe starcie ćwierćfinału LE. W pierwszym meczu był remis 1:1, więc Liverpool był w nieco lepszej sytuacji. Ale ona trwała krótko. Piąta minuta 0:1, strzelił Henrikh Mkhitaryan. Cztery minuty później podwyższa Pierre-Emerick Aubameyang. Wydaje się, że wszystko układa się po myśli gości. Po przerwie Divock Origi daje nadzieję The Reds, ale wszystkich fanatyków BVB uspokaja Marco Reus i ładuje na 1:3. Miejscowi musieli nadrobić trzy bramki no i… niesamowite, ale to zrobili za sprawą Philippe Coutinho, Mamadou Sakho i Dejana Lovrena! To jest coś, co podsumowuje najnowszą historię Borussii – za każdym razem, kiedy ma coś na wyciągnięcie ręki, to robi wszystko, by tego nie zdobyć. Późniejsze historie to potwierdzą.

Następny sezon był dość specyficzny. Na scenę bundesligową bowiem wszedł nowy gracz, taki najbardziej znienawidzony przez społeczność niemiecką – pompowany przez potężny koncern Red Bulla RasenBallsport Leipzig. To on właśnie przez pewien czas szedł łeb w łeb z Bayernem, a Tuchel i spółka zostawali w tyle. Oczywiście sezon kończy się tak samo jak poprzednie – mistrzowie Niemiec odstają od rywali na długość dwucyfrowej liczby punktów – nad beniaminkiem z Lipska Bayern miał 15, a nad Borussią 18 „oczek” przewagi. Ale za to BVB zrobiło to, co rzadko się zdarzało za czasów panowania innych trenerów – dwukrotnie w sezonie pokonali w bezpośrednim meczu Bawarczyków. W 11. kolejce na Signal Iduna Park wygrali 1:0, a w półfinale DFB-Pokal 75000 kibiców na Allianz Arena widziało, jak ich pupile przegrywają 2:3 z późniejszym triumfatorem tych rozgrywek. Tak, po 5 latach odzyskano Puchar Niemiec, bo finał został wygrany przez klub z Zagłębia Ruhry 2:1, a rywalem był Eintracht Frankfurt. Trzy dni po tym spektaklu Thomasa Tuchela już nie było w zespole. Spowodował to konflikt na linii trener-władze. To samo stanie się później z Niemcem w PSG . A BVB musiało kontynuować projekt już z innym sternikiem.

DECYZJE TAKIE, ŻE O BOSZ…

Nowy rozdział miał otworzyć Peter Bosz, który przychodził z Ajaxu. W sumie wszystko się zgadzało – polityka stawiania na młodych podobna do tej z Holandii, drużyna grająca ofensywnie, która grała w finale Ligi Europy, gdzie przegrali z Manchesterem United 0:2. Były więc podstawy do optymizmu. Zwłaszcza że zdobył na początku sezonu 19 punktów w siedmiu meczach! Ale cykl BVB u nowego trenera zawsze jest taki sam: najpierw świetny początek, potem potkanie się o własne nogi i strata kilkunastopunktowa do mistrza na koniec sezonu. Tutaj wszystko zaczęło się psuć zaskakująco szybko. Pierwsza przegrana przyszła w spotkaniu z Lipskiem (2:3) i po niej dortmundczycy wygrali tylko raz we wszystkich rozgrywkach – z Magdeburgiem w Pucharze Niemiec 5:0. Zdążyli zdobyć zaledwie 2 punkty w grupie LM z APOELem. W pozostałych meczach z Realem i Tottenhamem same przegrane. Reszta to straty punktów. A idealnym podsumowaniem jest Revierderby u siebie. Po 25 minutach podopieczni Bosza prowadzili 4:0, by w doliczonym czasie gry Naldo strzelił na 4:4. Comeback niczym Newcastle-Arsenal z 2011 roku, a jakże bolesny… Holendra w grudniu już nie było w klubie, a jako koło ratunkowe przyszedł Peter Stoeger, który tydzień wcześniej został zwolniony z ostatniego w tabeli Koeln. Jak to w ogóle absurdalnie brzmi… No cóż, nie było innych kandydatów, a trzeba było ratować chociaż Bundesligę. Już nie walczono o mistrza, tylko chociaż o awans do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Ostatecznie się udało zająć 4. miejsce, na które spadli w ostatniej kolejce po porażce z Hoffenheim 1:3. To co, czas na kolejnego szkoleniowca? A jakże!

(NIE) JAK W SZWAJCARSKIM ZEGARKU

Nadchodzi czas trenera, który sprawił, że Łukasz Piszczek gra do teraz na prawej obronie. Tak, to Lucien Favre w Hercie zmienił mu pozycję z napastnika na defensywę. I chwała mu za to! Zrobił duży pożytek dla reprezentacji Polski i BVB. Czy podobnie można Szwajcara chwalić za pobyt w Dortmundzie? No początek był fenomenalny! W lidze pierwsza przegrana przytrafiła się dopiero w 16. kolejce z Fortuną Duesseldorf (1:2). Ale jak to, z Bayernem wygrali? Otóż tak, przy pełnych trybunach pokonali mistrzów 3:2, a decydującą bramkę strzelił Paco Alcacer. Jeden z najlepszych meczów BVB, jakie oglądałem. Wreszcie poczułem, że to ten sezon, ale oczywiście runda rewanżowa nie wyszła. A to trzy remisy z rzędu, a to jakaś wpadka z Augsburgiem no i wreszcie dwa gwoździe do trumny. Pierwszy na Allianz – bęcki od Bayernu 0:5. Jakby tego było mało, to u siebie przegrane derby z Schalke w dramatycznych okolicznościach. Dortmundczycy kończyli ten mecz w dziewiątkę! Na koniec ile zabrakło do Bayernu? Dwóch punktów. Jedna wpadka mniej, góra dwie i byłby mistrz. Ale to dawało nadzieję na lepsze jutro. Działacze ostro wzięli się do roboty.

Przed sezonem 19/20 porządnie wzmocniono kadrę. Za ponad 130 mln euro kupiono Matsa Hummelsa (powrót z Bayernu), świetnie spisującego się w BMG Thorgana Hazarda, najlepszego wówczas lewego obrońcę w Bundeslidze Nico Schulza, młodego Juliana Brandta i poszedł wykup Alcacera. Wydawało się, że ten zespół ma wszystko, żeby zdetronizować Bayern. I co? I już na początku rozgrywek przegrana z Unionem Berlin, wpadki z Freiburgiem, Eintrachtem, Werderem no i tradycyjny pogrom w spotkaniu z Bayernem, a później na Signal Paderborn prowadzi do przerwy 3:0! Co prawda w ostatniej chwili żółto-czarni doprowadzili do remisu, ale to był beniaminek skazany na pożarcie na litość boską! Rundę kończą na 4. miejscu i przychodzi on – Erling Braut Haaland rozpędzony strzelaniem w Lidze Mistrzów i austriackiej Bundeslidze w barwach Salzburga. Pierwszy mecz i już ratuje z opresji Borussię hattrickiem. Do przerwania rozgrywek tylko jedna porażka – z Bayerem na wyjeździe 3:4. Jak już wrócono do grania, to maszyny Hansiego Flicka nie dało się zatrzymać, a i potknięcia się zdarzały, więc 13 punktów straty do Bayernu stało się faktem.

Zeszły sezon to już w ogóle szkoda gadać. Dobrze, że Favre’a tak szybko zdecydowano się zwolnić. 1:5 u siebie ze Stuttgartem to było za dużo. Tam nic już nie grało u Szwajcara. Mentalność sypała się na łeb na szyję. Ten cały rozgardiasz musiał ogarniać Edin Terzić. Jak mu wyszło? Całkiem dobrze, wręcz fenomenalnie, gdyż nie miałem już żadnych oczekiwań. Nawet nie wierzyłem w awans do LM. W pewnym momencie praktycznie nie było na to szans. Ale zaczęły się gierki z trenerami. Nagle podczas sezonu ogłoszono, że w nowym sezonie trenerem BVB będzie Marco Rose, ówczesny szkoleniowiec BMG. Źrebaki po tym wpadli w dołek. Później to Gladbach ogłosiło, co postanawia – zabiera ze sobą trenera Eintrachtu Adiego Huettera i Orły obniżyły loty na tyle, że wypadli poza strefę LM. W Wolfsburgu tarcia pomiędzy Joergiem Schmadtke a Oliverem Glasnerem, które kończą się zatrudnieniem tego drugiego w klubie z Frankfurtu. Dzięki temu drzwi do UCL zostały na oścież otwarte dla klubu z Zagłębia Ruhry. Całe szczęście, bo to oznaczało nadzieję na pozostanie Haalanda. Norweg nadal biega w żółtej koszulce, co jest największym sukcesem władz BVB w mijającym okienku. A no właśnie, przechodzimy do teraźniejszości

NIEOCZEKIWANA ZMIANA

Musiał przyjść dzień, w którym Jadon Sancho będzie sprzedany. Manchester United zakupił angielską perełkę, a ona nie za bardzo sobie radzi na Old Trafford. Szkoda. W jego miejsce wzięto Donyella Malena z PSV. Wreszcie postarano się również o bramkarza – cały czas na Romanie Burkim nie można polegać. Przyszedł więc ze Stuttgartu Gregor Kobel. Nadal jednak nie zatamowano największej bolączki tej drużyny – defensywy. Manuel Akanji must have, tak samo zresztą Hummels mimo swoich niecodziennych wylewów. Dobrze się rozwinija Dan-Axel Zagadou. I to było wszystko z nominalnych obrońców. Od biedy może tam pójść Emre Can, a w ostateczności Axel Witsel, chociaż tego bym nie chciał widzieć nigdy. Co postanowiono? Wziąć na wypożyczenie Marina Pongracicia – rezerwowego obrońcę z Wolfsburga! Co mogło pójść nie tak? A to jest pierwszy sezon mojego kibicowania BVB kiedy nie ma Polaka w składzie – Piszczek zawodową karierę już skończył. Trudno było mi to przełknąć. Przed startem sezonu mi się to udało.

Pierwszy mecz i od razu wesoło – 5:2 z Eintrachtem. Ale co się dziwić, skoro na PO zagrał… Felix Passlack. Ale no dobra, wygrana, postrzelali sobie chłopaki. Ale już z Freiburgiem porażka 1:2. Gdyby nie Haaland, to zwycięstwo z Hoffenheim też było wypuszczone z rąk. Na BayArena pokazano akurat charakter – przegrywali aż trzy razy, za każdym razem szli na remis, by na koniec widniał wynik 3:4 dla BVB. Z Unionem też wesoło – 4:2 dla dortmundczyków. Przyszedł czas, by poradzić sobie bez Norwega no i w derbach Borussii lepsza imienniczka z Gladbach 1:0. Wtedy było zupełne zero pomysłu na gola. Jednak później o dziwo wyniki i liczba punktów się zgadzały. Nadal deptali po piętach Bayernowi. Miałem wrażenie, że oglądam anty-BVB. Zazwyczaj grali widowiskowo, a potem jakieś niepotrzebne straty punktów i przedwczesne wypisywanie się z walki o mistrza. A tutaj? To nie były jakieś niezwykłe spektakle, ale najważniejsze, że komplet dopisany. Do tego Rose zaczął odbudowywać Brandta, który o wcześniejszym pobycie w Dortmundzie widocznie już zapomniał, i Thomasa Meuniera, co jest naprawdę graniczące z cudem. Chociaż tutaj bym się wstrzymał z hurraoptymizmem, bo Belg zazwyczaj lepiej gra gdy nie czuje konkurencji. A do treningów przecież powoli wraca Mateu Morey, więc ciekawie się zapowiada rywalizacja.

No dobra, ale trzeba wrócić do zeszłego roku. Bo to nie jest tak, że BVB czegoś nie odwaliło w tym sezonie. To jest w końcu Borussia Dortmund, wywalanie się ma we krwi. No i zaczęło się tradycyjnie od Der Klassikera. Sam mecz był dobry w wykonaniu klubu z Zagłębia Ruhry, ale niestety u siebie przegrali po raz pierwszy w ligowym sezonie. Wynik 2:3 został przyćmiony niestety przez Felixa Zwayera – arbitra, który podejmował dziwne decyzje. Ale trudno, jeszcze zostały trzy mecze do końca roku. Fajnie byłoby je wygrać prawda? Zwłaszcza, że chodziło tu o VfL Bochum, Greuther Fuerth i beznadziejną Herthę. I co? Nie było 9 punktów, tylko 4: remis na Vonovia Ruhrstadion 1:1, wygrana z beniaminkiem 3:0 – dopiero drugie (!) i obecnie ostatnie (!!) czyste konto w lidze – i przegrana z Herthą 2:3… Matko jedyna jak to brzmi: PRZEGRAĆ Z HERTHĄ? Serio? I już na półmetku -9 do Bayernu. Po prostu cudownie, można już koronować Bawarczyków. Co prawda na ten moment zmniejszono stratę do 6 „oczek”, ale to nadal bezpieczna przewaga mistrzów Niemiec. Bezpośredni pojedynek nie zmieni lidera. Zresztą, nie ma nawet do tego składu…

TRANSFERY ZIMĄ? A NA CO TO KOMU?

No właśnie, przeanalizujmy sobie skład Żółto-Czarnych. O bramkę nie muszę się martwić. Kobel spisuje się znakomicie, jako rezerwowy solidny jest Marwin Hitz, niech też się rozwija młody Luca Unbehaun. Panu Burkiemu już podziękuję. Już wystarczająco napsuł mi krwi w poprzednich sezonach. O obronie już mówiłem, ale coś od siebie jeszcze dodam: Akanji to szef defensywy, nie do ruszenia z pierwszego składu, w Zagadou naprawdę bardzo mocno wierzę. Z nim na boisku czuję stabilizację z tyłu. Hummels… no jednak doświadczenie w drużynie jest potrzebne, ale jak on czasami się odpali, to strach się bać wtedy. Pongracic to nieporozumienie, że on tu w ogóle przyszedł. Takimi piłkarzami nie można poszerzać składu, bo są po prostu za słabi! Potrzebny jest tutaj obrońca pokroju Nico Schlotterbecka. Boki obrony – zacznę od prawej. Meunier zaskakuje swoją formą szczególnie w ofensywie. Jego dośrodkowania są idealne, pod nos kolegi. Z obroną gorzej, ale nie ma tam tragedii też, więc jeszcze niech nad tym aspektem popracuje. Wróci Morey i serio ta prawa strona nie będzie aż tak zła. Dla Passlacka nie ma już miejsca, przykro mi. Gorzej jest po drugiej stronie. Już nie wierzę w odrodzenie Nico Schulza. Z czego jego forma wynika? Nie, wiem, może zbyt duży przeskok, bo jednak Hoffenheim nie jest kolosalnym klubem. No i martwię się też o Raphaela Guerreiro. Nie daje czegoś ekstra w ataku, z czego wcześniej był znany, wręcz znakiem rozpoznawczym. A w obronie również więcej można powiedzieć złego niż dobrego. Twierdzę, że jest to przestrzeń, nad którą trzeba się poważnie zastanowić.

Środek pola to najmocniejszy punkt tego zespołu. Można go ustawić w przeróżnych konfiguracjach i nie wyjdzie to na minus. Jest jednak jeden zawodnik, którego się pozbyć trzeba i jest to Witsel. Na żadnej pozycji nie daje gwarancji spokoju w jego strefie. A za niego warto wziąć Denisa Zakarię i będę ukontentowany. Cana bym jeszcze zostawił, bo jest pożyteczny w awaryjnych sytuacjach i w większości meczów nie zawodzi. Na ten moment obowiązkowo w jedenastce musi się znaleźć miejsce dla Brandta i Jude’a Bellinghama. Dośrodkowania Niemca są ostatnio nieziemskie, a do tego potrafi pokazywać się do grania. Motor napędowy akcji ofensywnych odbudowany przez Rose. Anglik natomiast nie dość, że potrafi skutecznie powstrzymać próby ofensywne przeciwników, to jak pokaże swój cały wachlarz umiejętności, to nie ma już co zbierać z boiska. Dalej jest Mahmoud Dahoud, który zachwycił mnie na początku tego roku. Dał zwycięstwo przeciwko Eintrachtowi, strzelił również z Freiburgiem. Jego przegląd pola jest niesamowity. Kolejny plus przy trenerze. Nie trzeba chyba mówić, jak ważną rolę pełni w drużynie Marco Reus. Cieszę się, że (odpukać!) nie łapią go kontuzję. Ostatnio zauważam u niego obniżkę formy, ale kto się odbuduje jak nie on? A jeszcze jest Gio Reina. Czekam na niego z niecierpliwością. Reinier miło było, ale proszę wrócić do Realu i pokazać się Ancelottiemu. Tutaj nie jesteś potrzebny.

Czas na szpicę i skrzydła. Coraz lepiej czuje się Malen. Nie mógł się odnaleźć, ale ostatnio fajnie szarpie, drybluje, dogrywa. Będą na pewno w przyszłości z niego ludzie, głęboko w niego wierzę. Hazard według mnie balansuje pomiędzy pierwszym składem a głównym zmiennikiem w razie potrzeby. Przydatny w kadrze skrzydłowy, a czasami jest też wakat na wahadle, to Belg się tym zajmie. Czy ja muszę mówić o Haalandzie? To goleador zawsze przyczajony na piłkę. Martwi mnie jednak jego zachowanie ostatnio. Jest jakiś taki naburmuszony na placu, a przed kamerami spięty. Czy wytrzyma presję, którą dają władze Borussii? Jest dwóch zmienników Norwega. Youssouffa Moukoko 17 lat – niech się dalej rozwija i powoli wprowadza w seniorską piłkę. A taki Steffen Tigges jak najbardziej niech będzie. Przy negatywnym wyniku dla BVB rosły napastnik zawsze jest wskazany zwłaszcza, jak się ma takich pomocników, którzy potrafią go obsłużyć. Do tego zadaniowiec, czyli Marius Wolf. Złego słowa o nim nie powiem. Pracuś, potrafi pressować rywala. Lecz twierdzę, że graczy nacechowanych ofensywnie brakuje w Dortmundzie. Przydałby się 1-2 skrzydłowych.

Ta kadra nie jest zbyt szeroka, by walczyć o najwyższe cele. Przed nimi gra na dwa fronty: Bundesliga i faza pucharowa Ligi Europy. Jednak działacze jak widać wiedzą lepiej, bo już powiedziano, że żadnych transferów zimą nie będzie. Mawiają, że zasób ludzki ma wystarczającą jakość. Sorry, ale na kilku pozycjach ich po prostu nie widzę. Może jestem ślepy? Nie mam pojęcia.

WERDYKT

Z takim podejściem władz BVB świata, a nawet Bundesligi nie zawojują. Już skończyła się ich przygoda w Pucharze Niemiec i Lidze Mistrzów. Pozostaje tylko puchar pocieszenia – Liga Europy, ale o niego będzie piekielnie ciężko. Chrapkę na to trofeum będą miały Napoli, Barcelona, Atalanta, ale też niemieckie drużyny – RB Leipzig, Bayer i Eintracht. Czego może zabraknąć do zdobycia czegokolwiek? Nie tylko szerokiej ławki, ale odpowiedniego nastawienia do słabszego rywala. Ostanie lata pokazują, że mogą się zmobilizować na wielki mecz, a tydzień później stracić punkty z drużyną ze środka, a nawet dołu tabeli. Bo mistrza poznaje się wtedy, kiedy potrafi odpowiednio rozłożyć siły. Interwałami nie wygrasz maratonu.

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: