Podcast Ribelli d’Italia #1

Z przyjemnością informujemy was, że właśnie w eter trafił debiutancki podcast stworzony przez stajnię Futbolowa Rebelia! Audycja dedykowana jest fanom Calcio, a jej autorami są nasi redakcyjni specjaliści od Serie A – Olgierd Bondara i Kacper Karpowicz! Poza YouTube znajdziecie nas także na Spotify! Oba linki znajdziecie poniżej:

Walec bawarski, Wolfsburg zwycięski, problemy frankfurckie – Bundesligo, dobrze, że jesteś!

            Kluby wróciły na boiska po przerwie reprezentacyjnej. Na niemieckich stadionach nie brakowało emocji i dobrych widowisk. Dość powiedzieć, że padło 28 bramek, a więc niecałe 3,5 gola na mecz. Jak się potoczyły losy poszczególnych drużyn? Czas na podsumowanie czwartej serii spotkań.

Czytaj dalej „Walec bawarski, Wolfsburg zwycięski, problemy frankfurckie – Bundesligo, dobrze, że jesteś!”

Panie van Bommel, jak mi, żeś Pan zaimponował w tej chwili, czyli 3. kolejka Bundesligi w pigułce.

Na każdym stadionie kibice widzieli bramki. Borussia Dortmund nie bez problemów uporała się z Hoffenheim, szalona połowa w Stuttgarcie i hit dla Wolfsburga – tak między innymi wyglądał zeszły weekend. Zapraszam na podsumowanie 3. kolejki Bundesligi.

Czytaj dalej „Panie van Bommel, jak mi, żeś Pan zaimponował w tej chwili, czyli 3. kolejka Bundesligi w pigułce.”

Hiszpańska budowa na katarski grunt.

Luis Enrique to człowiek, którego życie osobiste uległo zawaleniu w związku z sytuacją rodzinną. Choć nie musiał, to chciał podjąć się ponownie prowadzenie reprezentacji Hiszpanii i pomimo krytyki, której doświadczał od co najmniej kilku miesięcy, może stanąć przed lustrem i powiedzieć do siebie „dobra robota”.

Pewne wydarzenia zmieniają postrzeganie świata. Przed serią jedenastek w meczu ze Szwajcarią, Luis Enrique był niezwykle spokojny. Po meczu przyznał, że podczas karnych nie odczuwał strachu. Po pewnych przejściach człowiek nieco spokojniej podchodzi do niektórych kwestii. Pokornie. Nią zarażał zespół, choć nie obyło się bez buńczucznych zapowiedzi Ferrana Torres w stosunku do Roberta Lewandowskie, za które ostatecznie piłkarz przeprosił. Luis Enrique mocno się zmienił. Stał się dla swoich piłkarzy kimś w rodzaju przewodnika po życiu. Każdy piłkarz tej reprezentacji chwalił sobie współpracę z Lucho i nawet między wierszami nie można było znaleźć słów krytyki pod jego adresem.

OCZEKIWANIA I PRZYGOTOWANIA

Przed turniejem Luis Enrique określił się, że celem nadrzędny reprezentacji jest znalezienie się w gronie ośmiu najlepszych zespołów. Cel został zrealizowany z nawiązką. Hiszpanie osiągnęli półfinał i niewiele brakowało, by w niedzielę, to oni stawili czoła Anglikom. Zanim rozpoczęły się Mistrzostwa Europy, wiele osób podchodziło do reprezentacji Hiszpanii z dużym dystansem, natomiast okazało się, że kadra Lucho, pomimo napotkanych trudności, może zaliczyć je do udanych. Potrzebowali jednak czasu. Lucho przed turniejem często rotował. Na dobrą sprawę, jeśli panowała jakaś hierarchia (poza Simonem), to głównie w głowie Hiszpana. Media często zarzucały jego drużynie jedno wymiarowość, brak planu B i rozważenia gry w innym systemie. Nie można też dziwić się stawianym przez dziennikarzy pytaniom. W wielu spotkaniach przed mistrzostwami, Hiszpanie bardzo siermiężnie budowali akcje, przez co byli łatwi do rozczytania. Selekcjoner chłodno odpowiadał, że woli mieć jeden, ale dobry plan, niż tysiąc, ale niedopracowanych.

Z pewnością mógł martwić brak prawdziwego lidera w zespole, którego średnia wieku nie przekraczała 26 lat. W ramach ciekawostki można dodać, że identyczną średnią wieku miała reprezentacja Hiszpanii, która w 2010 zdobyła Mistrzostwo Świata. Fabian Ruiz zapytany, czy brak Ramosa, oznacza brak lidera z prawdziwego zdarzenia, przyznał, że mają Jordiego Albę i Sergio Busquetsa. Z całym szacunkiem dla tej dwójki porównywanie ich zdolności przywódczych do legendy Realu Madryt jest niczym porównanie Bambi do Króla Lwa.

Optymistów poza otoczeniem piłkarzy i sztabu brakowało. Przygotowania zostały zaburzone przez przypadki koronawirusa w zespole. Hiszpanie nie rozegrali ostatniego meczu kontrolnego z Litwą w optymalnym zestawieniu. Z konieczności w tym meczu wystąpiła kadra młodzieżowa, która godnie zastąpiła hiszpański pierwszy garnitur i rozbiła rywali znad Bałtyku. Przed startem mistrzostw można było, więc oczekiwać, że pierwsze mecze będą służyły jako kontynuacja przygotowań do turnieju, który na dobrą sprawę dla Hiszpanów miał się rozpocząć od 1/8 finału.

PRZEBIEG MISTRZOSTW

Fazę grupową rozpoczęli dość słabo od remisów ze Szwecją oraz z Polską, natomiast w meczu ze Słowacją nastąpił przełom. Wygrali 5:0 i pewnie awansowali do następnej fazy. Tam czekała już na nich Chorwacja. Z Chorwatami rozegrali bardzo dobrą pierwszą połowę, na której widnieje cierń w postaci niewytłumaczalnej sytuacji, która doprowadziła do utraty bramki. Pedri zagrał piłkę w światło bramki Unaia Simona, który nie zdołał jej opanować. Piłka znalazła się w siatce i Hiszpanie musieli odrabiać straty. Pomimo błędu piłkarze Luisa Enrique nie zwiesili głów i grali swoje. Najpierw wyrównali, a następnie wypracowali dwubramkowe prowadzenie. Nieoczekiwanie w końcówce spotkania Chorwaci zdołali doprowadzić do wyrównania. Na początku dogrywki Hiszpanie przeżywali mały kryzys. Chorwaci mieli co najmniej dwie dobre sytuacje, natomiast Hiszpanie przetrwali próbę sił. Ponadto zdołali zwyciężyć w tym spotkaniu 5:3.

W kolejnej fazie Hiszpanie mierzyli się ze Szwajcarią. Wyszli na prowadzenie po próbie Jordiego Alby. Piłka nieszczęśliwie odbiła się od Zakarii i wpadła do bramki Sommera. W tym meczu oba zespoły nieco zawiodły. Wielu spodziewało się, że na fali zwycięstw po ekscytujących meczach stworzą spektakl, natomiast tak się nie stało. Przed meczem selekcjoner reprezentacji Hiszpanii dość optymistycznie ocenił grę swojego zespołu twierdząc, że na tych mistrzostwach nie widział lepszej reprezentacji niż ta prowadzona przez niego. Czy było to zagranie pod publiczkę, czy nie, mecz z Helwetami okazał się kubłem zimnej wody dla jego podopiecznych. Szwajcarzy doprowadzili do wyrównania i pomimo faktu, że od 70 minuty grali w osłabieniu, Hiszpanie nie byli w stanie wykorzystać przewagi liczebnej i wygrać w 90 minutach, ani nawet w dogrywce. O wszystkim miały zdecydować rzuty karne. Na boisku pojawił się między innymi Rodri, który zawiódł, marnując strzał z wapna. Jednakże nawet to nie przeszkodziło Hiszpanii w wywalczeniu awansu do następnej rundy.

W półfinale czekało ich najtrudniejsze starcie. Mecz z Włochami, którzy fantastycznie weszli w turniej i zdaniem wielu byli faworytami w tym pojedynku. Choć to Hiszpanie przeważali, to Włosi za sprawą Federico Chiesy wyszli na prowadzenie w 60 minucie. Skrzydłowy wykorzystał niefrasobliwość Aymerica Laporte, który przy próbie wybicia piłki wślizgiem nabił Erica Garcię. W meczu ze Szwajcarami w nieco innej sytuacji Aymeric nabił Pau Torresa, ale efekt był podobny.

Włosi nie zdołali utrzymać prowadzenia. Bramkę dla Hiszpanii na wagę remisu zdobył Alvaro Morata, który kilka minut wcześniej pojawił się na murawie. W dogrywce wynik nie uległ zmianie, a to oznaczało, że Hiszpanie po raz kolejny walczyli o awans w rzutach karnych. Te lepiej wykonywali Włosi i to oni awansowali do finału.

WNIOSKI

Przed mistrzostwami kwestionowano pozycję Unaia Simona. Niektórzy domagali się wystawienia w bramce debiutanta Roberta Sancheza, jednak na Lucho naciski medialne oraz kibicowskie nie zrobiły wrażenia i autorytarnie postawił na Baska. Na uwagę zasługuje fakt, że pomimo popełnienia dużego błędu w meczu z Chorwacją, Unai Simon zdołał się pozbierać i nie można mieć do niego większych pretensji. Zaliczył kilka kluczowych interwencji, ponadto zaimponował w rzutach karnych w meczu ze Szwajcarią i mimo wszystko przy jego nazwisku można zapisać plus.

Również Jordi Alba rozegrał bardzo dobry turniej. Tylko w meczu z Chorwacją nie wyszedł od pierwszej minut. Jego zmiennik, Jose Luis Gaya również pokazał, że nie znalazł się w tej kadrze przez przypadek.

Jeżeli chodzi o środkowych obrońców, to tylko Diego Llorente nie zagrał choćby minuty. Grali na zmianę Torres, Laporte i Garcia. Najsolidniej z nich w obronie prezentował się Garcia, ale jemu również zdarzały się słabsze chwile, co nie powinno dziwić, zważywszy na niewielką liczbę minut rozegranych w tym sezonie. Lekko złośliwie o obrońcach La Roja wypowiedział się Santiago Canizares, który jest zdania, że mimo wszystko lepiej wyprowadzają piłkę niż bronią.

Lekkim rozczarowaniem jest Marcos Llorente. Do pewnego stopnia słabszą dyspozycję piłkarza Atletico Madryt można usprawiedliwiać tym, że Luis Enrique wystawiał go w pierwszych spotkaniach na prawej obronie, gdzie jego atuty są nieco mniej eksponowane, niż gdy gra wyżej. Od trzeciego meczu grupowego stracił miejsce w składzie na rzecz Cesara Azpilicueta i ta decyzja się wybroniła. Sam Llorente w wielu wywiadach wspominał o tym, że cieszy go sama możliwość gry w pierwszym składzie bez względu na to, czy gra w środku pola, czy na skrzydle lub prawej obronie. Znacznie lepiej zaprezentował się Cesar Azpilicueta, ale wobec niego nie było stawianych tak wysokich oczekiwań.

Nie można przejść obojętnie obok Pedriego. W ostatnich kolejkach sezonu było widać po nim zmęczenie, które zjadało jego kreatywność, jednakże na Mistrzostwach Europy spisywał się bez zarzutów. Był jednym z najlepszych zawodników reprezentacji Hiszpanii, choć jeszcze w 2020 występował na poziomie drugiej ligi hiszpańskiej. Przeskok ze starć zespołami pokroju Fuenlabrady do piłki na najwyższym poziomie w jego przypadku nie był widoczny. Przebiegł najwięcej kilometrów spośród wszystkich piłkarzy, którzy wystąpili na europejskim czempionacie (do półfinału włącznie). Ponadto podaniami z głębi pola potrafił wypracować przewagę, która przekładała się na sytuacje bramkowe Hiszpanów.

Kontynuując wątek Pedriego, Lucho uporządkował kwestię pierwszych wyborów w strefie centralnej boiska. Wcześniej rotował nadmiernie tercetem i ciężko było się połapać, kto jest tak naprawdę pierwszym wyborem. Teraz jest już jasne. Rywalizację wygrała trójka Pedri-Busquets-Koke i zdała egzamin na co najmniej czwórkę w pięciostopniowej skali. Doskonale się uzupełniali, przez co każdy z tych piłkarzy miał momenty chwały. Busquets przydarzały się błędy, ale grał naprawdę dobrze. Koke ciężko harował i trzeba być nieco ślepym, by tego nie docenić. Rodri i Fabian Ruiz przegrali rywalizację, a Thiago został wręcz zdeklasowany. Kiedy pojawiał się na boisku, nie wnosił nic szczególnego do gry. Można wręcz rzec, że prezentował się niczym oldboy, który odwiedził młodszych kolegów, by rozruszać stawy. Widać, że smog liverpoolski mu nie służy i powinien zastanowić się, czy przypadkiem nie warto zmienić otoczenia, by nieco rozruszać nie tak wcale stare kości.

Błysnął Dani Olmo, któremu do pełni szczęścia zabrakło zimnej krwi pod bramką rywali. Strzelał najczęściej spośród wszystkich piłkarzy reprezentacji, natomiast nie zdobył choćby jednej bramki. Jego wkład w grę zespołu był naprawdę duży. Doskonale poruszał się między liniami, stwarzał przewagę w poszczególnych sektorach i jeśli nadal będzie się tak rozwijał, to niewykluczone, że kiedyś wskoczy na szczebel światowego TOP10. Ferran Torres zaprezentował się solidnie. Turniej opuszcza z podniesioną głową z dwiema bramkami i asystą. Adama Traore był tylko bohaterem epizodycznym.

Z doskonałej strony pokazał się Pablo Sarabia. Szukał szybkiego rozegrania akcji, doskonale kręcił obrońcami drużyn przeciwnych oraz strzelał ważne bramki, a także dokładał asysty. W ostatnim meczu turnieju nie mógł wystąpić z powodu urazu jednakże, ciężko nie docenić występu gracza, który był zaskoczony powołaniem i grał zdecydowanie lepiej niż w barwach PSG. Jeszcze kilka lat temu poważnie zastanawiał się nad swoją karierą, kiedy wraz z Getafe spadał z ligi. Wówczas rękę do niego wyciągnęła Sevilla i od tego momentu znajduje się na odpowiednich torach.

Przed startem Mistrzostw Europy podkreślałem, że reprezentacja Hiszpanii byłaby stawiana w nieco innym świetle, gdyby w jej szeregach znalazł się napastnik pokroju Fernando Torresa lub Davida Villi. Morata nie jest złym napastnikiem, natomiast często brakuje mu zimnej głowy i wyczucia linii. Jest podatny na krytykę, która pada w jego kierunku w nadmiarze, o czym w trakcie Mistrzostw każdy mógł się przekonać, gdyż przerodziła się w hejt w najgorszym wydaniu. Pod adresem jego rodziny padały groźby. Takim zachowaniom należy mówić stanowcze NIE. Część gróźb pod adresem Alvaro Morata trafiła do odpowiednich służb. Na tych mistrzostwach zdobył trzy bramki, choć mógł zdobyć ich więcej. Braki nadrabiał walką i pracą na rzecz drużyny, a jego postawa zwłaszcza w meczu z Polską zasługuje na szacunek.

Zawiódł Mikel Oyarzabal. Gdyby był bardziej skuteczny w meczu z Włochami, to Hiszpanie zagraliby w finale. Już w końcówce sezonu prezentował się nieco słabiej i niestety brak formy w ostatnich kolejkach przełożył się na jego występy na Mistrzostwach Europy. Gerard Moreno z pewnością też nie pokazał pełni potencjału, ale miał swoje momenty i pewnie jego występ byłby lepiej odbierany, gdyby wykorzystał rzut karny w meczu z Polską.

Z tych mistrzostw należy wyciągnąć wnioski na przyszłość i rzec można, że pewne fundamenty zostały położone pod katarski mundial. W obecnej kadrze znajduje się wielu piłkarzy klasy europejskiej, natomiast brakuje piłkarzy klasy światowej. Być może kilku z nich w przyszłości osiągnie ten poziom, natomiast na tym etapie kariery jeszcze brakuje im do poprzedników, którzy święcili największe triumfy. Niektóre tryby zaczęły do siebie pasować, a Luis Enrique nie spalił za nikim mostów, więc w przypadku dobrej dyspozycji niektórych piłkarzy droga do kadry pozostaje otwarta. Z pewnością nie był to zmarnowany czas. Zarówno dla trenera, który miał okazję na zebranie doświadczenia selekcjonera w warunkach bojowych, jak i dla piłkarzy, którzy mogli się obyć na wielkim turnieju u boku doświadczonego życiowo trenera.

PAWEŁ OŻÓG

To musiało się tak skończyć. Kamil Grosicki poza kadrą na EURO 2020

W ostatni poniedziałek podano do informacji publicznej nazwiska reprezentantów Polski, którzy znaleźli się w kadrze na zbliżające się Mistrzostwa Europy. Tego typu nominacje to jak wiemy zawsze dobra okazja do dywagacji. Czas, w którym poddajemy pod wątpliwość obecność lub jej brak piłkarzy naszej narodowej kadry. Po decyzjach Paulo Sousy mówi się najwięcej w kontekście Kamila Grosickiego. Popularny „Grosik’ europejski czempionat zobaczy najprawdopodobniej w telewizji, bo choć formalnie znalazł się wśród rezerwowych, to trudno zakładać, że portugalski opiekun naszej kadry sięgnie akurat po Kamila, kiedy uraz wykluczy któregoś ze szczęśliwych wybrańców.

Moim zdaniem w kryzysowej sytuacji to raczej Sebastian Szymański jest bliżej zastąpienia teoretycznego pechowca.  W kraju rozgorzała żarliwa dyskusja wśród kibiców, zwolenników talentu wychowanka Pogoni Szczecin, którzy za nic w świecie nie mogli zrozumieć decyzji o pominięciu zawodnika, który był jednym z symboli kadry Adama Nawałki. To fakt, że pięć lat temu piłkarze z ówczesnej kadry przeżywali fantastyczną przygodę we Francji zakończoną dość brutalnie w Marsylii, gdzie żegnaliśmy się z EURO 2016 po nieszczęsnych rzutach karnych z reprezentacją Portugalii. To fakt, że Grosicki dla reprezentacji zrobił wiele, to wreszcie fakt, że to nadal klasowy zawodnik. Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie nie spełnia podstawowego kryterium odnośnie powołań. Grosicki nie gra w klubie i nie gra w nim niemal w ogóle w tym sezonie.

Latem, kiedy jego West Bromwich Albion awansowało do Premier League, Polak na swoich mediach społecznościowych zamieścił wymowny wpis pokazujący, że zamierza zwojować ligę, o której marzył i do której zawsze dążył. Owszem, zimą 2017 roku zasilił barwy Hull City, ale zaledwie po pół roku The Tigers spadli do Championship. West Brom miał być zatem szansą na dokończenie przerwanej misji, ale nią jednak nie był. Ówczesny menager The Baggies Slaven Bilić konsekwentnie pomijał Polaka przy wyborze składu. Beniaminek notował do tego słabe wyniki i postanowiono zatrudnić Sama Allardyce’a. Wyglądało na to, że pod wodzą Big Sama Grosicki zacznie częściej pojawiać się na murawie i faktycznie tak było, bo nasz rodak zaliczył kilka spotkań w barwach swojego klubu. Dziś wiadomo, że była to próba pokazania go światu i pozbycia się w okienku transferowym podbijając jedynie cenę ewentualnej transakcji. Grosicki wiedział zatem na co się pisze, a mimo ofert z zagranicy wolał zostać na The Hawthorns.

Spekulowano o kilku klubach takich jak choćby Schalke 04 Gelsenkirchen lub grający szczebel niżej od West Bromu Nottingham Forrest. Polak wolał zatem kasować około czterdzieści tysięcy funtów tygodniówki, niż regularnie grać w meczach o stawkę. Czy miał do tego prawo? Oczywiście, że miał. Taką podjął decyzję licząc pewnie po cichu, że na EURO to on i tak pojedzie, bo selekcjoner nie odważy się na tak radykalny ruch. Stało się inaczej i ja decyzję Sousy w pełni popieram i akceptuję. Nie można w kontekście gry w kadrze narodowej rozpatrywać zawodnika wyłącznie pod kątem jego zasług oraz sentymentu.

Szwedzki model z powołaniem wiekowego Andreasa Granqvista do kadry naszych grupowych rywali do mnie zupełnie nie trafia i nie widzę tego u nas.  Jeżeli kierować się faktycznie sentymentalnymi przesłankami, to moglibyśmy także w kadrze na EURO zobaczyć choćby Artura Boruca czy Jakuba Błaszczykowskiego, którzy ciągle są przecież czynnymi zawodnikami w Legii Warszawa i Wiśle Kraków. Paulo Sousa zdecydował się na ruch, który pokazał jego niezależność i to, że w miejscu jego pracy nie będzie świętych krów. Przykład Grosickiego powinien być także inspiracją dla innych kadrowiczów, także młodych piłkarzy, uważających, że coś im się należy. To nie do końca prawda, bo i w sporcie i w życiu powinniśmy przecież ponosić konsekwencje swoich wyborów.

Bartłomiej Jędrzejczak

Deleu dla Rebelii: Od dziecka kibicowałem Flamengo!

Luiz Carlos Santos, bliżej znany jako Deleu, zgodził się odpowiedzieć na kilka przygotowanych przez nas pytań. Były piłkarz m.in. Lechii i Cracovii, dla których rozegrał łącznie ponad 200 meczów na boiskach Ekstraklasy, opowiedział nam o początkach kariery, ojczyźnie, idolach z dzieciństwa, miłości do Polski i planach na przyszłość.

Rozegrałeś ponad 200 meczów w Ekstraklasie, jednak odkąd odszedłeś z Cracovii, zniknąłeś nieco z radarów sympatyków Ekstraklasy. Powiedz, proszę, czym się dzisiaj zajmujesz?

Nadal gram w piłkę, obecnie jestem piłkarzem Jaguara Gdańsk. Oprócz tego zacząłem pracę jako trener grup młodzieżowych w tym samym klubie.

Jak to się stało, że trafiłeś akurat do Jaguara? Jakie są aspiracje tej drużyny? Grasz tam zawodowo, czy traktujesz to raczej jako formę rekreacji?

Skontaktował się ze mną trener Marek Szutowicz, z którym miałem przyjemność pracować wcześniej w Lechii i zaproponował ponowną współpracę. Bardzo mnie to ucieszyło, więc nie zwlekałem zbyt długo z odpowiedzią. Naszym celem jest awans do III ligi. Mamy największą akademię piłkarską w województwie pomorskim. Oczywiście, w klubie gram zawodowo, podobnie z resztą podchodzę do pracy z dziećmi.

Jakie jest zaplecze klubu pod względem infrastruktury?

Wszystko w klubie zorganizowane jest na bardzo wysokim poziomie. Mamy kilka boisk treningowych, a klub nadal rozwija się we właściwym kierunku.

Patrząc na Twoje CV, jesteś zdecydowanie największą gwiazdą drużyny. Czy popularność jakkolwiek przeszkadza Ci w życiu codziennym?

Tak, masz rację. Jestem najbardziej doświadczonym piłkarzem w drużynie i staram się dzięki temu pomagać młodszym kolegom. Popularność zupełnie mi nie przeszkadza. Przez lata gry w Esktraklasie zdążyłem do tego przywyknąć.

Jak często odwiedzasz ojczyznę? Czego brakuje Ci w Polsce najbardziej? Czy jest coś, za czym szczególnie tęsknisz?

W Brazylii jestem coraz rzadziej. W Polsce niczego mi nie brakuje. Najbardziej tęsknię za rodziną, ale mamy ze sobą stały kontakt.

Kibice w Polsce wyobrażają sobie Brazylię jako miejsce, gdzie na każdym podwórku dzieciaki uganiają się całymi dniami za piłką. U nas, mimo wybudowania nowych boisk i inwestycji w orliki, dzieci i młodzież coraz bardziej pochłonięte są mediami społecznościowymi i E-Sportem. Jak wygląda to w Brazylii?

Tak, w Brazylii każde dziecko spędza większość czasu na podwórku, grając w piłkę, lub po prostu bawiąc się w coś innego. Prawda jest taka, że w wielu domach nie ma jeszcze komputerów ani telefonów komórkowych, tak więc zabawa na świeżym powietrzu to wciąż jedyna możliwa forma rekreacji.

Gdzie stawiałeś swoje pierwsze kroki w świecie futbolu?

Przygodę z piłką rozpocząłem w szkole, miałem wtedy 11 lat. Graliśmy turniej międzyszkolny, a ja zauważony zostałem przez jednego z właścicieli akademii piłkarskiej. Zostałem zaproszony na trening i okazało się, że jestem na tyle dobry, by związać się z drużyną na dłużej.

Na jakiej pozycji byłeś wystawiany, gdy zaczynałeś profesjonalną karierę?

Grałem głównie jako defensywny pomocnik, z czasem przesunięty zostałem na prawą stronę obrony.

Kto był Twoim idolem z dzieciństwa?

Ciężko jednoznacznie powiedzieć. Nie miałem raczej jednego idola. Bardzo lubiłem Romario, który strzelał wówczas mnóstwo bramek, a reprezentację Brazylii doprowadził do wygranej na Mistrzostwach Świata w 1994 roku. To samo mogę powiedzieć o Ronaldo.

Największa gwiazda, z jaką kiedykolwiek dzieliłeś szatnię?

Kilka lat temu, podczas meczu charytatywnego rozgrywanego w Brazylii, miałem przyjemność występować na boisku razem z Martą, najlepszą zawodniczką kobiecej piłki nożnej na świecie. W drużynie przeciwnej grał wtedy Ronaldinho Gaucho.

Kto spośród Twoich kolegów z Brazylii, z którymi nadal masz kontakt, zrobił największą karierę?

Na pewno jest to Marinho, napastnik Santos, który wybrany został m.in. najlepszym piłkarzem Copa Libertadores w 2020 roku.

Zdarza się, że zawodowi piłkarze, w życiu prywatnym zupełnie nie interesują się piłką. Jak jest w Twoim przypadku? Czy masz jakiś ulubiony klub?

Oczywiście, że interesuję się futbolem. Nie jest to tylko mój zawód, ale przede wszystkim pasja. Codziennie sprawdzam wyniki, na bieżąco śledzę wszystkie najciekawsze informacje. Jeśli chodzi o ulubiony klub, to od dziecka trzymam kciuki za Flamengo.

Jak oceniasz szanse Canarinhos na zbliżającym się Mundialu w Katarze? Co sądzisz o pomyśle FIFA, by organizować tak prestiżowy turniej w zimie?

Brazylia, ze swoim potencjałem i indywidualnymi umiejętnościami pojedynczych zawodników, zawsze stawiana będzie w roli jednego z faworytów. Gdyby mistrzostwa odbyły się latem, piłkarzom byłoby bardzo ciężko, ze względu na panujący tam klimat i wysokie temperatury.

Na którym polskim stadionie grało Ci się najlepiej?

Stary stadion Lechii Gdańsk przy Traugutta. Atmosfera na tym stadionie była zdecydowanie najlepsza, dzięki dopingowi i wsparciu gdańskich kibiców.

Najtrudniejszy ligowy rywal?

Chyba jednak Legia Warszawa. Przeciwko nim grało się najtrudniej. Mieli pełne trybuny, które podgrzewały atmosferę, do tego zawsze byli dobrze przygotowani i uznawani za faworytów.

Czy uważasz, że w pełni wykorzystałeś swój potencjał?

Myślę, że zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy, by być dzisiaj tym, kim jestem. Zawsze dawałem z siebie maksimum, niezależnie od okoliczności.

Jakie są Twoje plany na przyszłość? Zamierzasz wrócić do ojczyzny, czy na dobre zapuściłeś korzenie w Polsce?

W najbliższej przyszłości chciałbym się poświęcić pracy z dziećmi i młodzieżą. Zawsze chciałem uczyć gry w piłkę i wierzę, że doświadczenie zdobyte na boisku ułatwi mi to zadanie. Staram się cały czas rozwijać w tym kierunku. Jeśli chodzi o powrót do Brazylii, to jest to zamknięty rozdział w moim życiu. Teraz moją ojczyzną jest Polska, a ja czuję się Polakiem. Mam tutaj rodzinę i jestem szczęśliwy. Polska przez te wszystkie lata stała się moim drugim domem.

Karol Koczta

Steve Clarke stawia na doświadczenie

Do rozpoczęcia Mistrzostw Europy zostało nieco ponad sześć tygodni. UEFA planuje, by kadry zespołów biorących udział w EURO2020 rozszerzone zostały do 26 zawodników. Dla wielu piłkarzy jest to doskonała okazja, by w ostatniej chwili wskoczyć do reprezentacji i zostać w niej na dłużej. Przyjrzyjmy się więc, jak wygląda to w przypadku Szkotów.

Bramkarze

Selekcjoner reprezentacji Szkocji Steve Clarke to typ menedżera, który ceni sobie przede wszystkim doświadczenie. Nie dziwi więc fakt, że średnia wieku w prowadzonym przez niego zespole wynosi 28,3. Najstarszymi zawodnikami kadry są bramkarze. David Marshall z Derby ma 36 lat, o dwa lata starszy jest Craig Gordon. We wrześniu 34 lata skończy Jon McLaughlin, rezerwowy bramkarz Rangers. O ile dwóch pierwszych gra w klubach od deski do deski, tak McLaughlin musi zadowolić się rolą zmiennika. Może warto zatem byłoby wprowadzić do reprezentacji kogoś, kto w przyszłości mógłby odegrać dużo bardziej znaczącą rolę? Kandydatów, gotowych wskoczyć do kadry Clarke’a nie ma jednak wielu. Scott Bain, który nie zawsze w tym sezonie był podstawowym bramkarzem Celticu, ma już 29 lat, a jednocześnie tylko trzykrotnie reprezentował swój kraj na arenie międzynarodowej. Liam Kelly, wypożyczony do Motherwell z Queens Park Rangers, nigdy nie dostąpił tego zaszczytu. Podobnie Zander Clark, który jest solidnym ligowym golkiperem, ale pewnego poziomu nigdy już nie przeskoczy. Najlepszy w tym momencie szkocki bramkarz – Alan McGregor z Rangers, zakończył reprezentacyjną karierę w marcu 2019 roku. Kwestia powołań wydaje się zatem jasna, jeśli chodzi o piłkarzy pierwszej linii.

Obrońcy

W defensywie wygląda to zupełnie inaczej. Pewniakami w reprezentacji Szkocji pozostają przede wszystkim Grant Hanley, Andy Robertson i Kieran Tierney. Pierwszy z nich to lider angielskiego Norwich, z którym niedawno mógł świętować awans do Premier League. Hanley rozegrał łącznie 32 mecze w barwach The Tartan Army i jest pod tym względem najbardziej doświadczonym środkowym obrońcą w drużynie Steve’a Clarke’a. Nieco gorzej wygląda to w przypadku pozostałych kilku zawodników. Scott McKenna, który do tej pory rozegrał w kadrze 19 meczów, całkiem nieźle radzi sobie w Nottingham Forest. Alternatywę dla niego należy upatrywać w 30-letnim Declanie Gallagherze z Motherwell. Kapitan dziewiątej drużyny szkockiej Premiership zanotował jednak tylko 7 występów w narodowych barwach, a jego doświadczenie na arenie międzynarodowej jest minimalne. Jeszcze słabiej wygląda to w przypadku Andy Considine’a z Aberdeen. Weteran szkockich boisk i legenda Premiership ma w dorobku tylko 3 mecze dla reprezentacji. Charlie Mulgrew, znany dobrze polskim kibicom z występów w Celtic, był w pewnym momencie etatowym środkowym obrońcą kadry, ale jego nierówna forma w Fleetwood plus tragiczna postawa w eliminacjach przeciwko Belgii i Rosji sprawiły, że odstawiony został na boczny tor. Coraz lepsze recenzje zbiera w Jupiler League Jack Hendry, który wypożyczony jest z Celtiku do KV Oostende. 25-latek do tej pory pięciokrotnie grywał dla reprezentacji Szkocji. Jeden mecz mniej w kadrze zanotował Liam Cooper z Leeds, ale w Premier League grywa dosyć regularnie, więc jest realna szansa, że znajdzie się wśród piłkarzy zgłoszonych na EURO. 21-letni Stephen Welsh, który niedawno podpisał nowy kontrakt z Celtic, a który coraz lepiej radzi sobie w meczach ligowych, również po cichu może liczyć na powołanie. W notatniku selekcjonera widnieje z pewnością także jeszcze jedno nazwisko. Ryan Porteous rozgrywa bardzo udany sezon w Hibernian, powoli stając się liderem zespołu z Easter Road. Był już z resztą powoływany na mecze kadry, ale poczynania kolegów oglądał jak dotychczas tylko z ławki rezerwowych. Całkiem nieźle wyglądają boki obrony, szczególnie lewa strona. Tu absolutnym liderem i gwiazdą jest Andy Robertson z Liverpoolu. Powoli poziomem dorównuje mu Kieran Tierney. Piłkarz Arsenalu leczy kontuzję kolana, ale są duże szanse, że zdąży wykurować się tuż przed rozpoczęciem turnieju. Okazje do gry w reprezentacji miewał także Greg Taylor z Celtic, któremu wróżono w pewnym momencie całkiem udaną karierę. W obecnym sezonie Taylor rozegrał 21 meczów w Premiership, ale w ostatnim czasie stracił miejsce w zespole na rzecz Diego Laxalta. Jeśli chodzi o prawą stronę defensywy, coraz częsciej powoływany jest Stephen O’Donnell z Motherwell, a jego naturalnym zmiennikiem pozostaje Liam Palmer z Sheffield United. Na prawej obronie grać może także Ross McCrorie z Aberdeen FC. Nie jest to jednak jego optymalna pozycja, a wychowanek Rangers najlepiej czuje się w roli defensywnego pomocnika. 23-latek, który rozegrał w tym sezonie 27 meczów w Premiership dla zespołu z Pittodrie, grywał dla reprezentacji Szkocji tylko w drużynach młodzieżowych. Wydaje się, że dużo większe szanse na udział w EURO ma Nathan Patterson z Rangers, który niedawno debiutował w ekipie prowadzonej przez Stevena Gerrarda. 19-latek robi jak dotąd bardzo dobre wrażenie i tylko kwestią czasu wydaje się być jego debiut w dorosłej reprezentacji. Gdyby nie dwie poważne kontuzje, wśród wyżej wymienionych piłkarzy prawdopodobnie padłoby także nazwisko Johna Souttara z Heart of Midlothian. Kilka lat temu był jednym z najlepiej rokujących młodych szkockich piłkarzy. Niestety, urazy i wiążące się z nimi operacje spowodowały, że środkowy obrońca JamTarts pauzować musiał przez ponad 300 dni, a na boisko wrócił zaledwie trzy tygodnie temu.

POMOC

Najsilniejsza i najbardziej wyrównana pod względem umiejętności formacja. Tu kluczową rolę odgrywa zdecydowanie John McGinn, najlepszy strzelec eliminacji w szkockim zespole. Pomocnik Aston Villi ma za sobą świetny sezon, a jego rola w układance Steve’a Clarke’a jest niepodważalna. Równie stabilną pozycję ma Scott McTominay, który jest podstawowym wyborem Ole Gunnara Solskjaera w Manchesterze United. Agresja, przewidywanie i wola walki to kluczowe atuty 24-latka z Old Trafford. Warto zauważyć, że McTominay, mimo osobistego rekordu bramek dla klubu zdobytych w jednym sezonie, w reprezentacji grywa także jako środkowy obrońca. Pewniakami w kadrze Szkocji są także Stuart Armstrong z Southampton i Callum McGregor z Celtic. Obaj zaliczyli po kilkadziesiąt występów dla swojego kraju, a gdy przebywają na boisku, dobrze wywiązują się z powierzonych im zadań. Kenny MacLean z Norwich również nie powinien mieć obaw, czy znajdzie się dla niego miejsce. Nieco inaczej wygląda to w przypadku Johna Flecka z Sheffield United. Piłkarz, który w wieku 20 lat wyjeżdżał z Glasgow z opinią „Wonderkida”, mógł osiągnąć zdecydowanie więcej, ale jego rozwój w pewnym momencie przyhamował. Filigranowy pomocnik ma na swoim koncie 5 występów w kadrze Szkocji. Mimo słabej postawy Celtiku na przestrzeni całego sezonu coraz lepsze noty za swoje występy dostaje Ryan Christie. Tylko w lidze, w 29 meczach zdobył 4 bramki i dołożył aż 10 asyst. Tyle samo trafień zaliczył z resztą w 18 dotychczasowych występach kadry. Na EURO nie zobaczymy na pewno Ryana Jacka z Rangers, który z powodu kontuzji łydki pauzować będzie musiał około trzech miesięcy. Jego imiennik, Ryan Fraser z Newcastle, nie zdobył jeszcze bramki w tym sezonie Premier League, ale udało mu się tego dokonać w ostatnim meczu eliminacji do Mistrzostw Świata przeciwko Wyspom Owczym. Jego zadziorność, szybkość i determinacja mogą przydać się reprezentacji. Założyć więc możemy, że i on dostanie szansę pokazania swoich umiejętności podczas zbliżającego się turnieju. James Forrest, który należy do najbardziej doświadczonych piłkarzy reprezentacji, podobnie jak wspomniany wcześniej Souttar także wraca po ciężkiej kontuzji. Pytanie, czy uda mu się załapać rytm meczowy, a jeśli nawet tak, to w jakiej będzie formie? Zatrzymując się na chwilę w szkockiej Premiership, warto zwrócić uwagę na kilka nazwisk. David Turnbull, mimo niezłego sezonu w Celtic, a wcześniej udanych występach w Motherwell, nigdy nie zadebiutował w reprezentacji. Podobnie jego były klubowy kolega Allan Campbell, który jest solidnym ligowcem, a który zagrał 24 mecze w drużynie U-21. Campbell ma tylko 22 lata, charakteryzuje się niezłym przeglądem pola, pracowitością w defensywie i niezłym strzałem z dystansu. Jednym z najbardziej wyróżniających się piłkarzy krajowych jest z pewnością Lewis Ferguson. 21-letni pomocnik Aberdeen to przyszłość szkockiej piłki. W tym sezonie tylko w meczach ligowych zdobył 9 bramek, a jest przecież zawodnikiem drugiej linii. Zaangażowany, probujący szukać prostopadłych zagrań do napastników, wykonujący regularnie rzuty karne. Kolejnym piłkarzem, którego nie wolno skreślać w kontekście gry na EURO, jest Ryan Gauld z Farense. Filigranowy pomocnik, świetnie radzący sobie w lidze portugalskiej, w klasyfikacji kanadyjskiej Primeira Liga zdobył łącznie 14 punktów! W seniorskim zespole jeszcze jednak nie zadebiutował. Jednym z największych obecnie talentów szkockiej piłki jest Billy Gilmour z Chelsea. W tym sezonie grywa głównie w zespole U-23, ale zdążył już pokazać się także na boiskach Premier League. Przed młodym pomocnikiem Chelsea świetlana przyszłość, ale by dostać się do 26-osobowej kadry, może być jednak za wcześnie.

NAPASTNICY

Zdecydowanie najsłabiej obsadzona pozycja reprezentacji. Leigh Griffiths najlepsze lata ma już za sobą, a w podstawowym składzie Cetliku nie wybiegł od końca stycznia. W prasie pojawia się na jego temat coraz więcej informacji o trudnościach z trzymaniem wagi i problemach natury osobistej. Lewis Shankland, któremu średnio wiedzie się w Dundee United, jest piłkarzem mocno ograniczonym, a w kadrze może liczyć jedynie na rolę głębokiego rezerwowego. Johny Russell z Kansas City jest bliżej niż dalej zakończenia kariery, a jego ostatnie mecze w reprezentacji Szkocji nie były zbyt przekonujące. Wydaje się, że pewniakiem w kadrze Clarke’a jest Lyndon Dykes. Pochodzący z Australii napastnik po bardzo dobrym poprzednim sezonie, w lecie przeniósł się z Livingston do QPR. W 40 meczach Championship strzelił 13 bramek, dwa trafienia dorzucił dla reprezentacji Szkocji. Solidny piłkarz, potrafiący zachować się w polu karnym przeciwnika. W marcowym meczu przeciwko Wyspom Owczym na ostatnie 22 minuty wprowadzony został Kevin Nisbet. Bramki co prawda nie strzelił, ale zrobił całkiem niezłe wrażenie, jak na debiutanta. Nisbet to jeden z najlepszych piłkarzy Hibernian, notujący dobrą, ustabilizowaną formę. Regularnie gra w lidze, co pozwoliło mu 14 razy pokonać bramkarzy rywala. Jeśli po drodze nie wydarzy się nic złego i ominą go kontuzje, i on powinien otrzymać powołanie na Mistrzostwa Europy. Tylko jedną bramkę dla Sheffield United strzelił w tym sezonie Oliver Burke, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że cała drużyna The Blades spisywała się w tym sezonie znacznie poniżej oczekiwań. Jego dorobek strzelecki w reprezentacji jest dokładnie taki sam. Zaledwie jeden gol w trzynastu występach. Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku jego klubowego kolegi, Oliviera McBurniego. Rosły napastnik jeszcze nigdy nie zdobył bramki w na arenie międzynarodowej, a na swoim koncie ma już 17 występów. Kontuzja, jakiej nabawił się podczas meczu Premier League, wyklucza go z udziału w EURO. Nie jest to jednak ogromna strata, patrząc na jego dotychczasowe dokonania w reprezentacji. Odpowiedzią na problemy ze skutecznością ma być naturalizowanie Che Adamsa, na co dzień zawodnika Southampton. Już w debiucie Adams pokazał się z dobrej strony, umiejętnie ściągając na siebie uwagę obrońców i pokazując się do gry. Jeszcze lepiej było w dwóch kolejnych meczach, w których 25-latek zdobył bramkę i asystę. Jego doświadczenie, przebojowość i nie najgorsza skuteczność mogą okazać się kluczowe w kontekście walki o wyjście z grupy podczas zbliżających się mistrzostw Starego Kontynentu.

Karol Koczta

Anglia-Polska 2:1. Pomeczowe noty.

Niestety, znowu się nie udało. Podopieczni Sousy po bezbarwnym meczu ulegli Anglikom, którzy – umówmy się – również nie zagrali wielkiego spotkania. Mimo wszystko nasi Reprezentanci nie stanęli na wysokości zadania.  Owszem, mieliśmy kilka momentów, ale to zaledwie kropla w morzu potrzeb. Na pozytywną notę zasłużyło naprawdę niewielu.

Skala ocen: 1-10 (5 jako nota wyjściowa)

Wojciech Szczęsny

Przy bramkach bez szans. Gdyby udało mu się obronić strzał Maguire’a, to byłaby to jedna z bardziej spektakularnych interwencji w jego życiu. Niestety, tak się nie stało. Wyłapał to co miał wyłapać, plus dorzucił do tego 2-3 naprawdę dobre interwencje. Poza tym pewny w grze nogami.

6/10

Jan Bednarek

Najjaśniejszy punkt defensywy. W pierwszej połowie zaliczył dwie super-interwencje, kiedy to był naszą ostatnią instancją, kasującą rajdy Sterlinga. Niezamieszany w żadną ze straconych przez nas bramek.

7/10

Kamil Glik

Nieco mniej zauważalny niż Bednarek, ale mimo wszystko na solidnym poziomie. Podobnie jak w przypadku swojego młodszego kolegi, ustrzegł się rażących błędów, które prowadziłyby bezpośrednio do utraty bramki.

6/10

Michał Helik

Główny winowajca przy golu numer jeden. Idiotyczna decyzja o wślizgu, zakończona faulem na Sterlingu i rzutem karnym. Trudno tu znaleźć jakiekolwiek usprawiedliwienie, gdyż skrzydłowy Manchesteru City nie byłby w stanie z tej akcji już czegokolwiek wykrzesać. Dodatkowy minus za brak asekuracji dla Bereszyńskiego w co najmniej kilku sytuacjach.

3/10

Maciej Rybus

W defensywie poprawny, w ofensywie mizerny. Nijaki występ, którego symbolem był wykonywany przez niego rzut wolny z 22 minuty. Kiedy grasz z Anglikami każdy stały fragment jest na wagę złota. Tak po prostu nie można.

4/10

Jakub Moder

Nie jestem przekonany czy w pierwszej połowie…pojawił się na placu. W drugiej zdobył bramkę dzięki, której przejdzie do historii. Nie dość, że oddał strzał, to jeszcze wcześniej wyłuskał piłkę Stonesowi. Te dwa zagrania, a także fakt, że po strzelonym golu nieco się ożywił, mocno podnoszą jego ocenę.

6/10

Grzegorz Krychowiak

Wyszedł na to spotkanie niesamowicie naładowany i jako jeden z niewielu dźwignął je pod względem mentalnym. Dużo pracował, rozgrywał, potrafił „podostrzyć”, kiedy było to potrzebne. Owszem, był nieco zamieszany w gola numer dwa, kiedy to pozwolił Stonesowi na zgranie piłki, ale nabiegający na nią Anglik był w uprzywilejowanej pozycji. Niech więc będzie to okoliczność łagodząca.

6/10

Bartosz Bereszyński

Miał ogromne problemy ze Sterlingiem. Im dalej w las, tym radził sobie z nim lepiej, ale nie zmienia to faktu, że początkowe fragmenty były dla niego dramatyczne. Owszem, wyżej wspomniany Helik nie pomagał mu w uporządkowaniu gry obronnej, ale z drugiej strony w ataku Bereszyński też wiele nam nie dał. Poza jedną akcją z końcówki spotkania. To trochę za mało.

4/10 

Piotr Zieliński

Niechlujny występ, którego największą skazą jest strata z 17 minuty, która to rozpoczęła falę nieszczęść, która spadła na naszą Reprezentację. Do tego, że Zielu czasem „znika”, już się chyba przyzwyczailiśmy. Ale do tego, że notorycznie gubi piłkę już nie. A wczoraj zdarzyło mu się to aż 14 razy! Nie udźwignął spotkania.

3/10

Karol Świderski

Jedyne co warto zapamiętać to akcja, po której wywalczył rzut wolny w 21 minucie (zmarnowany przez Rybusa). Poza tym nie zrobił w zasadzie nic.

3/10

Krzysztof Piątek

Nie zagroził bramce rywala, ale nie pomogli mu w tym też koledzy, którzy nie byli w stanie dostarczyć mu piłki. Był pracowity i zaliczył kilka udanych powrotów, to jednak nie do końca to czego byśmy od niego oczekiwali. Na plus zgranie głową do Milika, po którym ten niecelnie uderzał. Niemniej, raczej mizerny występ.

4/10

Arkadiusz Milik (od 45’)

Minimalna poprawa naszej gry, może mieć związek z wejściem jego, oraz Jóźwiaka. Nieco zdynamizował nasze poczynania, kilka razy szarpnął, a przede wszystkim zaliczył asystę przy golu Modera. No ale też fatalnie chybił po strzale głową, złapał głupią żółtą kartkę, a także nie przeszkodził Maguire’owi w strzeleniu braki. Mieszane odczucia.

5/10

Kamil Jóźwiak (od 54’)

Najjaśniejszy punkt naszej ofensywny. Odważny, niekalkulujący, chętnie wchodzący w pojedynki. Powiew świeżości w naszym ataku.

6/10

Rafał Augustyniak 

W ostatniej minucie spotkania nie potrafił zrobić tego, co kilka minut wcześniej udało się Maguire’owi. Oprócz tego raczej mało widoczny.

4/10

Kamil Grosicki i Arkadiusz Reca 

bez oceny

Rozmowa z piłkarskim obieżyświatem. Yudai Miyamoto.

Dziś rozmowa z wyjątkowym gościem. Zrezygnował ze studiów w Jokohamie, by zostać zawodowym piłkarzem. Próbował swoich sił w ponad 10 krajach, a od ponad roku przebywa w Polsce. Ostatnio podpisał kontrakt z Bronią Radom. Co myśli o Polsce? Który japoński piłkarz jest jego zdaniem najlepszy? Najlepsza rzecz, która przydarzyła mu się w Polsce?

Czytaj dalej „Rozmowa z piłkarskim obieżyświatem. Yudai Miyamoto.”

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑