Bayer całkiem przyzwoicie zaczął obecny sezon. W trzech meczach zdobyli 7 punktów, mają najlepszy bilans bramek, pod względem transferów również jest to ścisła czołówka Bundesligi. Widać, że trener Gerardo Seoane ma pomysł na tę drużynę. Jednak trzeba to powiedzieć głośno: to dopiero początek sezonu. A po przerwie reprezentacyjnej będą gościć na BayArena Borussię Dortmund i to pokaże ich potencjał. Trzeba też pamiętać, że czeka ich gra na trzech frontach. Tryplet jest raczej niemożliwy, chociaż nigdy nie mów nigdy, bo raz się o nią otarli. Cofnijmy się 20 lat wstecz…
Czytaj dalej „Nieważne jak zaczynasz, ważne, jak kończysz, czyli o tryplecie, którego nie zdobyto”Panie van Bommel, jak mi, żeś Pan zaimponował w tej chwili, czyli 3. kolejka Bundesligi w pigułce.
Na każdym stadionie kibice widzieli bramki. Borussia Dortmund nie bez problemów uporała się z Hoffenheim, szalona połowa w Stuttgarcie i hit dla Wolfsburga – tak między innymi wyglądał zeszły weekend. Zapraszam na podsumowanie 3. kolejki Bundesligi.
Czytaj dalej „Panie van Bommel, jak mi, żeś Pan zaimponował w tej chwili, czyli 3. kolejka Bundesligi w pigułce.”Wściekłe psy Seoane, Powerfussball Baumgarta i amerykańskie starcie trenerów, czyli co się działo w ten weekend w Bundeslidze?
27 goli w dziewięciu meczach zobaczyliśmy na boiskach Bundesligi. Z kompletem punktów został tylko Wolfsburg, zerowy dorobek posiada Hertha. Planowe zwycięstwa odnieśli piłkarze Bayernu i RB Leipzig, Borussia traci punkty we Fryburgu, za to w hicie kolejki Bayer niespodziewanie łatwo uporał się z Borussią Moenchengladbach. Co na pozostałych stadionach?
Czytaj dalej „Wściekłe psy Seoane, Powerfussball Baumgarta i amerykańskie starcie trenerów, czyli co się działo w ten weekend w Bundeslidze?”Lekcja Historii #6: Jak Jägermeister stał się protoplastą Red Bulla?
Gdy ortodoksyjni fani niemieckich klubów słyszą o sponsorze, który chce wejść do ich klubu i zmienić herb na taki z widniejącym w nim zwierzątkiem, to zapewne czują trwogę i dostają gęsiej skórki. Szczególnie jeśli zwierzaki mają być dwa i są to czerwone byki, zderzające się głowami. Jednak tradycja zmieniania herbów pod wpływem sponsora na rogatą zwierzynę, rozpoczęła się u naszych zachodnich sąsiadów znacznie wcześniej niż w momencie, gdy Dietrich Mateschitz i jego energetyczne korpo, z gracją tarana weszli do zespołu z Lipska. Zresztą posłuchajcie…
Czytaj dalej „Lekcja Historii #6: Jak Jägermeister stał się protoplastą Red Bulla?”Orli lot do Ligi Mistrzów – fenomen Eintrachtu Frankfurt
W Bundeslidze z roku na rok pojawia się coraz więcej solidnych drużyn, aspirujących do gry w europejskich pucharach. Mamy, chociażby ambitny Lipsk, Wolfsburg, Borussię Mönchengladbach, czy Bayer Leverkusen, który wciąż potyka się o własne nogi. Gdzieś swoje miejsce w szeregu stara się odnaleźć również Eintracht, który w tym sezonie bezczelnie psuje plany rywali. Coś, co miało się zakończyć wraz z odejściem Kovaca, Rebicia, Jovicia, czy Hallera trwa w najlepsze, nawiązując do pięknej historii z lat 70 i 80. Wówczas Eintracht potrafił wygrać Puchar Niemiec dwa razy z rzędu, a co najważniejsze – zdobyć Puchar UEFA. Dzisiaj drużyna Adiego Hüttera walczy o historyczny awans do Ligi Mistrzów i jest bardzo blisko zrealizowania swojego celu. Statystyki pokazują, że gdyby sezon rozpoczął się wraz z początkiem roku, Eintracht byłby najlepszą drużyną w Niemczech. Jutro natomiast zmierzy się z Bayern Monachium. Z tej okazji warto przypomnieć sobie ich historię.
Czytaj dalej „Orli lot do Ligi Mistrzów – fenomen Eintrachtu Frankfurt”Joshua Kimmich, pilny uczeń i przyszła legenda
„Dla nas trenerów, najważniejszą umiejętnością piłkarza jest jego pasja, właśnie taka, jaką ma w sobie Kimmich. Na treningu jest wiecznie głodny gry, chętny do nauki i do tego, by słuchać. My szkoleniowcy od tego właśnie jesteśmy, a jego postawa sprawia, że myślisz sobie: >>O! To jest właśnie ten pieprzony gość, któremu mogę pomóc w byciu jeszcze lepszym!<<”
Wymowne, prawda?
To laurka, którą Pep Guardiola wystawił Joshua Kimmichowi podczas swojej pracy w Bayernie, gdy ten był jego podopiecznym, w roku 2016. Po kilku latach rozwój niemieckiego zawodnika pokazuje, że w słowach Hiszpana nie było krzty przesady. W końcu mówimy dziś o jednym z najlepszych pomocników na świecie, który jest kluczową postacią zarówno w zespole z Bawarii, jak i w swojej reprezentacji.
Wejście na salony
Zanim jednak Kimmich trafił do Bayernu, przeszedł on szkolenie w akademii VfB Stuttgart, gdzie występował w zespołach dziecięcych i juniorskich, po czym w roku 2013 przeniósł się do RB Lipsk. Właśnie tam 18-letni wówczas Joshua, stawiał pierwsze kroki w seniorskiej piłce. Zespół ze wschodniej części Niemiec wówczas nie był jednak potentatem, a tak naprawdę dopiero zaczynał budować swoją potęgę. Tak więc pierwsze seniorskie szlify naszego bohatera nie miały miejsca na poziomie Bundesligi, a raczej na jej głębokim zapleczu. I tak w sezonie 13/14 młody Niemiec był członkiem zespołu, który wywalczył awans z trzeciej do drugiej Bundesligi, by zaledwie rok później świętować promocję do najsilniejszej ligi piłkarskiej w Niemczech. Tak zaczęła się przygoda Lipska z dużą piłką. Kimmicha również…ale już w innym klubie. Dobre występy – wówczas – defensywnego pomocnika, przykuły uwagę włodarzy Bayernu, którzy sprowadzili go do Bawarii, za 8 mln euro. W tamtym okresie transakcja mogła wydawać się nietypową, ale dziś wiemy, że niemiecki hegemon wyłowił prawdziwą perłę.
Początki w Bayernie
A jak sam Kimmich wspomina pierwsze wrażenia po przybyciu do nowego klubu?
„Pierwsze tygodnie w Bayernie były trudne. W ich trakcie zauważyłem na przykład, że moi nowi koledzy mają perfekcyjne przyjęcie kierunkowe. Ja nie byłem na aż tak zaawansowanym poziomie. Wiedziałem, że muszę to jak najszybciej poprawić. Potrzebowałem czasu, by móc być sobą i stać się pewniejszym siebie. Im więcej dobrych zagrań wykonasz, tym więcej nowych kolegów Cię zaakceptuje. W drugiej połowie mojego pierwszego sezonu u Pepa grałem na środku obrony, gdzie musiałem się nauczyć całkowicie nowych rzeczy. To był moment, w którym czułem się członkiem zespołu, bo koledzy mogli zauważyć jak ciężko nad sobą pracowałem.”
I tu wraca temat wspomnianej przez Guardiolę ambicji i chęci do nauki. Katalończyk był zresztą pierwszym szkoleniowcem Niemca, jeśli chodzi o jego przygodę z Bayernem i kimś, kogo Kimmich wspomina z rozrzewnieniem. Nic dziwnego, gra pod wodzą Pepa to prawdziwe błogosławieństwo dla piłkarzy głodnych wiedzy. Joshua, który występował u swojego ówczesnego trenera zarówno na pozycjach środkowego i prawego obrońcy, jak i defensywnego pomocnika, wyciągnął z tych lekcji absolutne maksimum. Nie dość, że Kimmich przeszedł u Guardioli prawdziwy piłkarski uniwersytet, to jeszcze zapełnił swą gablotę takimi zdobyczami jak Puchar i Mistrzostwo Niemiec. Zresztą, obu panów wiązała specyficzna relacja. Do dziś możemy wspominać pamiętną sytuację po jednym ze starć Bayernu z Borussią, kiedy to po skończonym spotkaniu mistrz wziął swojego ucznia „na stronę” i przez minutę w wymowny sposób dawał mu lekcję na oczach kamer. Wówczas wyglądało to na ostrą reprymendę, ale sam zawodnik dziś mówi:
„To mi się podobało. Gdy ktoś podchodzi do gry tak emocjonalnie, z takim zaangażowaniem, pasją i miłością, to jest to dobre zjawisko. Kiedy go znasz i wiesz jakim typem szkoleniowca jest, to jako jego zawodnik wiesz, że to było w 100% naturalne.”

Pozycja
Uniwersalność Kimmicha długo utrudniała nam jednak zdefiniowanie tego piłkarza. Ustawianie mierzącego 177 centymetrów Niemca na środku obrony, mogło przyjść do głowy chyba tylko Guardioli, ale już jego występy na prawym boku defensywy to takie, które pozwalały nazywać go jednym z najlepszych na swojej pozycji. Sezony 17/18 i 18/19 to przecież kampanie niemal w całości rozegrane przez Niemca w takiej właśnie roli i okraszone liczbami na poziomie (kolejno): 6 goli/17 asyst i 2 gole/19 asyst. Co z tego, skoro Kimmicha zawsze ciągnęło do środka? Spytany przez Four Four Two, jaka jest jego ulubiona pozycja, odpowiada bez wahania:
„Oczywiście defensywny pomocnik. Dorastałem na tej pozycji.”
Skoro więc Joshua czuje się pomocnikiem, to należy poszukać mu miejsca w drugiej linii. Z takiego założenia widać wyszli zarówno jego poprzedni szkoleniowiec – Niko Kovac, jak i obecny – Hansi Flick.
Osobowość
„On jest absolutnym profesjonalistą. To mentalny potwór. Zawsze jest pod grą, nigdy się nie poddaje. Jest jednym z tych, którzy nie unikają starć, ale oczywiście jest też niebywały z piłką przy nodze.”
„Zawsze mam problem kiedy chcę dać mu odpocząć. On jest tak głodny gry, że zawsze chce być na boisku”.
Słowa Flicka potwierdzają to co mówił niegdyś Heynckes:
„Kimmich ma charakter starszych od siebie zawodników. Jest jak Lahm, Schweinsteiger, Mueller czy Neuer.”
Mentalność Kimmicha sprawia, że chce on być wciąż pod grą, brać udział w możliwie największej liczbie pojedynków i być centralną postacią zespołu. Zawodnik ten pokazuje swoją pewność nie tylko na boisku. Swego czasu potrafił skrytykować władze Bayernu za zbyt wąski skład, czy wyrazić swoje niezadowolenie z faktu, że selekcjoner Reprezentacji Niemiec, tak łatwo rezygnuje z powoływania takich piłkarzy jak Boateng, Hummels czy Mueller. Mówiąc krótko, jest on liderem na boisku, a poza nim nie gryzie się w język.
Liczby ofensywne
Jednak mentalność to jedno, a umiejętności drugie. Kimmich to piłkarz kompletny. Wybiegany, agresywny, dobrze czujący się z piłką przy nodze i widzący na boisku absolutnie wszystko. Niemiec perfekcyjnie równoważy grę w obronie z zachowaniami ofensywnymi, co czyni go perfekcyjnym defensywnym pomocnikiem nowej generacji. Jego przegląd pola to coś, co pomogło mu w tamtym sezonie w odnotowaniu współczynnika kluczowych podań na poziomie 2,3 takiego zagrania na mecz (3 wynik w Bundeslidze) oraz zgromadzeniu 0,2 prostopadłego podania na mecz (2 wynik w Bundeslidze). Tego typu gra pozwoliła mu na zaliczenie 7 asyst w całym sezonie. W tym idzie mu jeszcze lepiej, co prawda na ten moment odnotowuje on 1,9 kluczowego podania na mecz, ale za to daje 0,3 prostopadłej piłki (2 wynik w Bundeslidzie) i ma na koncie już aż 6 asyst. I to jeszcze przed półmetkiem sezonu!

Tu znowu warto oddać głos Flickowi:
„Jego podania i stałe fragmenty mają niewiarygodną jakość. To właśnie dlatego gra dla Bayernu Monachium, i to właśnie dlatego odnosimy sukcesy mając go w zespole.”
Piłkarska inteligencja
Gole, asysty czy ogólne stwarzanie szans partnerom to jednak nie wszystko. Klasowy pomocnik to taki, który nie tylko wychodzi na pierwszy plan, ale też potrafi wykonać pracę niezauważalną na pierwszy rzut oka. Kimmich to piłkarz szalenie inteligentny, taki który wie jak odpowiednio regulować tempo. Na koniec zeszłego sezonu Bundesligi był jednym z tych, którzy podawali najdokładniej i najczęściej w całych rozgrywkach (średnia 77 podania na mecz i 90,1% skuteczności w tym elemencie). Jeśli dołożyć do tego odpowiedzialną grę w obronie, czy szeroko pojętą energię, jaką daje zespołowi, to mamy obraz zawodnika, niezbędnego zarówno w układance Flicka jak i Loewa.

Sporo do wygrania
Mówiąc – Kimmich, mamy przed oczami niemal perfekcyjnego piłkarza, który w wieku 25 lat, sięgnął po wszystkie możliwe klubowe trofea. Jego współpraca z Guardiolą na wczesnym etapie kariery dała mu nieocenioną piłkarską wiedzę, a obecna z Flickiem owocuje w kolejne szlify i wielkie zwycięstwa. Dziś nikt nie ma wątpliwości co do tego, że środkowy pomocnik Bayernu to przyszły kapitan klubu jak i Reprezentacji Niemiec. Kimmich jest stworzony do tego by kierować zespołem i wraz z nim wygrywać, a jego naturalne predyspozycje do rozwoju i przyswajania piłkarskiej wiedzy, każą sugerować, że na naszych oczach rośnie legenda niemieckiej piłki, o której będziemy pamiętać latami.
Michał Bakanowicz
Złota dekada Borussii Mönchengladbach
Początek lat 70 był trudnym okresem dla Bundesligi. W niemieckiej piłce rządziła korupcja, a profesjonalna liga była o krok od upadku. Jednak były to złe-miłego początki, a lata 70 będą wspominane jeszcze przez długie lata. Dominacja w tym okresie należała do jednej drużyny – Borussii Mönchengladbach. Źrebaki zdobyli 5-krotnie mistrzostwo Niemiec oraz 2-krotnie Puchar UEFA. Dla kibiców BMG ten czas jest po prostu „złotą dekadą”.
Przydomek „Die Fohlen” (źrebaki) został nadany Borussii na cześć ich ofensywnej i agresywnej gry. Kibice z całych Niemiec pokochali Gladbach za ich styl. Ojcem sukcesu przedsięwzięcia był Hennes Weisweiler, który zbudował zespół z młodych, perspektywicznych chłopaków, wpajając im filozofię nowoczesnej, jak na tamte lata gry. We wcześniejszych sezonach ekipa BMG plasowała się w czołówce, ale brakowało im kropki nad i, żeby sięgnąć po wymarzone mistrzostwo. Wreszcie klub zakontraktował zawodników bardziej doświadczonych, tj. Luggi Müller, czy Klaus-Dieter Sieloff, którzy okazali się brakującymi elementami układanki. Przed sezonem dołączył również pierwszy zagraniczny piłkarz – Ulrik Le Fevre, urodzony w Danii. W sezonie 1969/70 drużyna Weisweilera po raz pierwszy ograła Bayern Monachium (2:1). Już 3 maja 1970 roku, po zwycięstwie 4:3 nad RW Oberhausen, kibice mogli świętować pierwszy w historii tytuł mistrzowski. Najlepszym strzelcem w tamtym sezonie był Herbert Laumen, który zdobył 19 goli. Korona króla strzelców powędrowała w ręce dobrze znanego nam Gerda Müllera, który popisał się aż 38 trafieniami w sezonie.
16 września 1970 roku, drużyna Hennesa Weisweilera rozegrała pierwszy historyczny mecz w europejskich pucharach. Pokonali na własnym stadionie cypryjski zespół EPA Larnaka, a Herbert Laumen był pierwszym zdobywcą bramki w europejskich pucharach dla Borussii Monchengladbach. Był to niesamowity sezon dla Gladbach i Bayernu. Obie drużyny szły łeb w łeb. O mistrzostwie zdecydowało spotkanie między gigantami. Piłkarze Borussii pokonali Bayern na własnym stadionie 3:2. Źrebaki jako pierwsi w historii zdołali obronić tytuł mistrzowski. Był to szalony sezon 1970/71, a najdziwniejsza sytuacja wiązała się z meczem 27. kolejki, w którym BMG, podejmowała Werder Brema. W 88. minucie spotkania do karnego podszedł Herbert Laumen (przy stanie 1:1). Bramkarz Gunter Bernadinto zdołał obronić rzut karny i po dobitce do główki wyskoczył sam wykonawca „11”. Herbert po starciu z golkiperem Werderu wpadł na słupek, łamiąc go. Nikomu nie udało się naprawić bramki, a DFB w konsekwencji uznała walkower dla Werderu 2:0, a zarząd ligi nakazał Borussii wymianę bramek. Obecnie ciężko sobie wyobrazić podobny przebieg wydarzeń.
Następne sezony nie były już tak udane dla Die Fohren. Podczas meczu 2 rundy europejskich pucharów w sezonie 1971/72 grali z Interem Mediolan. Borussia prowadziła na własnym stadionie 7:1 i piłkarze czekali już na końcowy gwizdek spotkania. Pod koniec meczu zawodnik Interu Roberto Boninsegna został trafiony z trybun puszką po piwie. Piłkarza zniesiono z boiska, a mecz anulowano. W nowym terminie spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0. W rewanżu lepsi okazali się Włosi, pokonując na własnym terenie Gladbach 4:2. Borussii udało się już tylko wygrać DFB-Pokal w 1973 roku, pokonując w finale FC Koln (2:1) oraz dotrzeć do finału Pucharu UEFA, który przegrali w dwumeczu z Liverpoolem 3:2 (porażka 3:0 na wyjeździe i zwycięstwo 2:0 u siebie). W sezonie 1973/74 Jupp Heynckes został pierwszym królem strzelców w historii klubu, zdobywając 30 goli.
Sezon 1974/75 stanowił huśtawkę emocjonalną dla kibiców BMG. Drużyna w 17. kolejce wskoczyła na fotel lidera i nie oddała tego miejsca już do końca sezonu. Podczas świętowania upragnionego tytułu ważną informację przekazał trener Hennes Weisweiler. Niemiec dał do wszystkim do zrozumienia, że to koniec jego epoki w tym klubie. Weisweiler przyjął ofertę od FC Barcelony. Kibice źrebaków ze łzami w oczach pożegnali dotychczasowego trenera. Następnie Borussia rozegrała finał Pucharu UEFA z Twente Enschede. Pierwszy mecz zakończył się bezbramkowym remisem, natomiast w rewanżu ekipa z Gladbach pokonała holenderską drużynę aż 5:1, ustanawiając rekord najwyższego zwycięstwa na wyjeździe w finale Pucharu UEFA.
Nowym szkoleniowcem źrebaków został Udo Lattek, który był wstępnie dogadany z Rot-Weiss Essen, ale oferta BMG była lepsza finansowo. Lattek przez pięc sezonów był trenerem ligowego rywala – Bayernu Monachium. Sezon 1975/76 zdominowała Borussia. W 12. kolejce drużyna wskoczyła na fotel lidera i nie oddała go do samego końca. W klubie liczyli na sukces w Pucharze Europy Mistrzów Klubowych (dzisiejsza Liga Mistrzów), ale po dwumeczu z Realem Madryt, piłkarze musieli obejść się smakiem. Hans-Jurgen Wittkamp do dziś twierdzi, że mecz był ustawiony przez przeciwników. W pierwszym spotkaniu na stadionie w Dusseldorfie (tam rozgrywała Borussia spotkania w europejskich pucharach) padł remis 2:2. Rewanż wypadał 3 marca 1976 roku w Środę Popielcową. Duński sędzia Leonardus van der Kroft nie uznał dwóch bramek dla niemieckiej drużynie i mecz zakończył się wynikiem 1:1, który dawał awans Hiszpanom. W 68 minucie nieuznany został gol Henninga Jansena, przez rzekomy faul, a w 83. minucie Wittkampa, ponieważ Kroft odgwizdał spalonego, którego nie było. Sędzia po spotkaniu powołał się na decyzję liniowego, który nie podniósł chorągiewki. Na pocieszenie, królem strzelców został Jupp Heynckes z 6 golami na koncie.
Zespołowi z Monchengladbach udało się dorównać osiągnięciom Bayernu i zdobyli trzy mistrzostwa kraju z rzędu. Udo Lattek w ciagu kilku pierwszych lat dokonał niewielu zmian w składzie, co pozwoliło mu dopiąć pewne schematy na ostatni guzik i nie zejść z tronu przez trzy sezony. Po sezonie 1976/77 złota piłka przyznawana przez Ballon d’Or trafiła w ręce piłkarza Borussii – Duńczyka Allana Simonsena, który w całym sezonie zanotował 14 trafień do siatki rywali. Nie zdołali jednak wygrać Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Borussia Mönchengladbach dotarła do finału, ale tam musiała uznać wyższość Liverpoolu, którzy w dwumeczu wygrali 3:1.
Prawdziwy koszmar i morze łez zostały wylane na koniec następnego sezonu, kiedy drużyna przegrała mistrzostwa bilansem bramek z FC Koln. W ostatniej kolejce Monchengladbach pokonało Borussię Dortmund aż 12:0 (najwyższy wynik w historii Bundesligi), ale rywale z Kolonii pokonali FC St.Pauli 5:0 i to kozły mogły się cieszyć z mistrzostwa, drugiego w historii klubu. Bilans bramek Borussii wynosił +42, natomiast FC Koln +45.
W 1979 roku trafili w finale Pucharu UEFA na Crvene Zvezde i do wyłonienia zwycięzcy potrzebowano aż… trzech meczów. W pierwszym, jak i drugim meczu finałowym padł wynik 1:1, a w tamtym okresie nie rozgrywano dogrywek. Trzecie, decydujące spotkanie rozegrano kilka dni później i BMG pokonało Crvene 1:0, po bramce Allana Simonsena. W 1980 również potrzebowano aż trzech meczów, żeby wyłonić najlepszą drużynę. Tym razem nie poszczęściło się Źrebakom i ponieśli porażkę w starciu z ligowym rywalem Eintrachtem Frankfurt. W dwóch pierwszy spotkaniach padł wynik 3:2, natomiast w decydującym 1:0 dla rywali.
Sezon 1978/79 był ostatnim Udo Lattka w roli trenera Borussii. Z drużyny odszedł późniejszy prezes Rainer Bonhof, a Jupp Heynckes i kapitan Berti Vogts zakończyli kariery. Trener miał problem ze znalezieniem odpowiednich piłkarzy. Klub postanowił małymi kroczkami wciągać Juppa Heynckesa do świata trenerki, więc został wybrany asystentem szkoleniowca. Sezon był bardzo słaby w wykonaniu Borussii, zajęli bowiem 9. miejsce w lidze i zakończyli sezon z ujemnym bilansem bramkowym. Ocenę ogólnej sytuacji nieco poprawił wygrany finał Pucharu UEFA z Crveną Zvezdą.
Po odejściu Lattka nowym trenerem w sezonie 1979/80 został Jupp Heynckes, który ściągnął do zespołu Harelda Nickela z Eintrachtu Braunschweig za rekordową jak na tamte czasy kwotę 1,15 mln DM (marek niemieckich). Do klubu trafił także Lothar Mattheus. Sezon ligowy piłkarze Gladbach zakończyli na siódmym miejscu i przegrali finałowy mecz Pucharu UEFA.
Sir Matt Busby pięknie podsumował drużynę Weisweilera. „Nikt na świecie nie wygrałby dzisiaj z tą ekipą. To był futbol w najwyższej perfekcji”. Najwspanialsza era w historii Mönchengladbach dobiegła końca. Piłkarze źrebaków w następnych latach nie zdołali nawiązać do złotej dekady. Dziś ciężko dotrzymać kroku rozpędzonemu Bayernowi, który niechętnie oddaje tytuł mistrzowski w obce ręce. W wyścigu o mistrzostwo biorą udział również Borussia Dortmund i Lipsk. W tym roku Źrebaki zdołali awansować do Ligi Mistrzów. Wyszli z grupy śmierci z Realem, Szachtarem i Interem i kto wie, jak potoczą się ich losy w fazie play-off.
KACPER KARPOWICZ
Fatum, los, przeznaczenie. Felieton Football Info.
Bundesliga to takie rozgrywki, gdzie 18 drużyn gra systemem każdy z każdym mecz i rewanż, a na koniec i tak wygrywa Bayern. Zapraszam do prześledzenia Der Klassikera z mojego punktu widzenia.
Czytaj dalej „Fatum, los, przeznaczenie. Felieton Football Info.”
Tekst Czytelnika: „Gole potrzebne od zaraz. Krzysztof Piątek w walce o stabilizację w Berlinie.”
Życie w koronawirusowej rzeczywistości powoli zaczyna przypominać czasy przedpandemiczne. Także w futbolu obserwujemy falę powrotów piłkarskich zmagań, które są solą dla piłkarskiego kibica. Po dwóch miesiącach do gry o ligowe punkty wrócili w Niemczech, stając się wyznacznikiem i wzorcem, jak to wszystko „ogarnąć”.