Orli lot do Ligi Mistrzów – fenomen Eintrachtu Frankfurt

W Bundeslidze z roku na rok pojawia się coraz więcej solidnych drużyn, aspirujących do gry w europejskich pucharach. Mamy, chociażby ambitny Lipsk, Wolfsburg, Borussię Mönchengladbach, czy Bayer Leverkusen, który wciąż potyka się o własne nogi. Gdzieś swoje miejsce w szeregu stara się odnaleźć również Eintracht, który w tym sezonie bezczelnie psuje plany rywali. Coś, co miało się zakończyć wraz z odejściem Kovaca, Rebicia, Jovicia, czy Hallera trwa w najlepsze, nawiązując do pięknej historii z lat 70 i 80. Wówczas Eintracht potrafił wygrać Puchar Niemiec dwa razy z rzędu, a co najważniejsze – zdobyć Puchar UEFA. Dzisiaj drużyna Adiego Hüttera walczy o historyczny awans do Ligi Mistrzów i jest bardzo blisko zrealizowania swojego celu. Statystyki pokazują, że gdyby sezon rozpoczął się wraz z początkiem roku, Eintracht byłby najlepszą drużyną w Niemczech. Jutro natomiast zmierzy się z Bayern Monachium. Z tej okazji warto przypomnieć sobie ich historię.

NOWY ROZDZIAŁ

Na przestrzeni ostatnich dekad, monopol na wygrywanie przywłaszczyło sobie kilka futbolowych gigantów, które co roku dokładają kolejne trofea do gabloty. Wydawałoby się, że w piłce nie ma więc miejsca na przypadek, a jednak w ciągu kilkunastu lat do świata wielkiej piłki zdołało się przebić sporo drużyn z drugiego szeregu. Doskonale pamiętamy przecież Montpellier z sezonu 2012/13, Monaco 16/17, Leicester 15/16, czy Wolfsburg 08/09. Podobną drużyną jest Eintracht, ale w ich przypadku sukces nie ma rocznika. Wygrali co prawda Puchar Niemiec w sezonie 17/18, ale jestem pewien, że największe osiągnięcia są dopiero przed nimi, a to wszystko za sprawą pewnego austriackiego szkoleniowca. Adi Hütter był solidnym piłkarzem. Na swoim koncie ma trzy mistrzostwa Austrii oraz 14 występów w reprezentacji narodowej. Grał w środku pola, miał dobrą wizję gry i zmysł taktyczny. Nic dziwnego, że po zakończeniu kariery został świetnym trenerem. Szczególnie że karierę szkoleniowca rozpoczynał w najlepszym możliwym miejscu, czyli akademii RB Salzburg. Po kilku latach zbierania cennych doświadczeń postanowił w końcu wkroczyć do dorosłego futbolu. Trenował SCR Altach, a następnie SV Grödig. Z tym drugim awansując nawet do najwyższej klasy rozgrywkowej w Austrii. Zdał egzamin, mógł wrócić do Salzburga. Tym razem już jako trener pierwszej drużyny. Reszta jest już historią. Hütter w swoim jedynym sezonie jako trener „Byków” zdobył dublet, po czym trafił do Szwajcarii, gdzie zaczął budować potęgę Young Boysów. Dzięki niemu tytuł mistrza Szwajcarii zawitał do Berna po 32 latach przerwy, a on znowu mógł wyruszyć na poszukiwanie kolejnych wyzwań. Wylądował we Frankfurcie, choć wcale się tego nie spodziewał. Eintracht prowadził z nim negocjacje, ale Adi zawsze uważał, że jest drugą, zapasową opcją. Jak sam mówił:

„Kiedy zadzwonił do mnie Fredi Bobic (dyrektor sportowy Eintrachtu) byłem przekonany, że powie coś w stylu »Sorry Adi, znaleźliśmy innego trenera«”.

Przez słuchawkę usłyszał jednak coś zupełnie innego, a mianowicie propozycję 3-letniego kontraktu, który w zeszłym roku został przedłużony o kolejne 3 lata. Jego początki z drużyną „Orłów” nie były jednak łatwe. Hütter został wrzucony na głęboką wodę. Trafił do drużyny, która właśnie osiągnęła swój największy sukces od końcówki lat 80. Za sprawą Niko Kovaca do Frankfurtu powędrował przecież Puchar Niemiec, a sam Kovac trzymał już w ręce bilet w jedną stronę do Monachium. Wraz z nim drużynę opuściło paru kluczowych zawodników, takich jak Omar Mascarell, czy Kevin-Prince Boateng. Czasu było mało, a luki w zespole spore (tak jak oczekiwania). Tymczasem wielkimi krokami zbliżały się pierwsze spotkania Bundesligi, pierwsza runda pucharu oraz mecz z Bayernem Monachium w Superpucharze Niemiec. To nie mogło skończyć się dobrze. Eintracht zaliczył falstart na wszystkich trzech frontach. Superpuchar przegrał aż 5:0, w Bundeslidze zdobył tylko 4 punkty w pierwszych 5 meczach, a z Pucharu Niemiec odpadł już w pierwszej rundzie (2:1 z SSV Ulm). Wydawało się, że Austriak jest pierwszy do odstrzału, tymczasem zarząd klubu zachował zimną krew i pozostawił Hüttera na stanowisku, co już wkrótce okazało się znakomitą decyzją. Finalnie Eintracht zajął bezpieczne 9 miejsce w Bundeslidze, a w Lidze Europy doszedł aż do półfinału, odpadając dopiero po karnych z rozpędzoną Chelsea. W tym sezonie sytuacja wygląda jeszcze lepiej. Po 21 kolejkach Orły zajmują 3 miejsce w lidze i niewątpliwie są jedną z rewelacji rozgrywek (obok takich zespołów jak Wolfsburg, Freiburg, czy Union). W samym 2021 roku rozegrały 8 spotkań, w których zdobyły 22 na 24 możliwe punkty. Kosmos. Eintracht wszedł w nowy rok najlepiej ze wszystkich drużyn grających w Bundeslidze, co jest wielką zasługą ich trenera, ale również kilku bardzo ciekawych zawodników. Razem tworzą jeden organizm, który potrafi postawić się dosłownie każdemu.

NOGI – ANDRE SILVA

Mistrz pierwszego wrażenia. W swoim debiucie w Lidze Europy zdobył hat-tricka przeciwko Austrii Wiedeń. Wyczyn ten powtórzył w swoim debiucie w Sevilli przeciwko Rayo Vallecano. Mimo to, dopiero w Eintrachtcie udało mu się ustabilizować formę. 18 bramek i 2 asysty w 20 spotkaniach mówią same za siebie. Wyszedł ze swojej strefy komfortu i coraz bardziej przypomina Roberta Lewandowskiego. Swoją drogą, gdyby nie Polak, Andre miałby duże szanse na zdobycie tytułu króla strzelców Bundesligi.

PŁUCA – FILIP KOSTIĆ

Początek sezonu był w jego wykonaniu kompletnie do zapomnienia. Wszystko zmienił jednak powrót… Luki Jovicia. Przed pojawieniem się rodaka zaliczył w lidze tylko jedną asystę, teraz ma na swoim koncie 9 asyst oraz 2 bramki. Jeden z najlepszych wahadłowych w Bundeslidze, wciąż lojalny wobec klubu, w którym się wypromował.

MÓZG – DAICHI KAMADA

W mojej opinii najbardziej niedoceniany gracz Eintrachtu Frankfurt. W grze Japończyka najbardziej imponuje mi jego spryt i boiskowa inteligencja. Jeżeli akcja Eintrachtu rozgrywa się na skrzydle, można spokojnie obstawiać, że napędza ją Kostić, jeżeli natomiast idzie środkiem boiska, możemy być pewni, że bierze w niej udział Kamada. W tym sezonie Bundesligi, Daichi zdobył dwie bramki i zaliczył 7 asyst. Jest w ligowej czołówce zawodników z największą ilością kluczowych podań oraz wykreowanych sytuacji.

SERCE – MAKOTO HASEBE

Zawodnik, który w przeciwieństwie do swojego rodaka – Daichiego Kamady nie ma liczb, którymi mógłby się pochwalić. Aby zauważyć jego wpływ na grę drużyny, trzeba obejrzeć mecz Eintrachtu, albo poszperać głębiej w statystykach. Nie bez powodu Japończyk ma najwyższą średnią podań w zespole i zawłaszcza sobie piłkę przez znaczną część spotkania. Hasebe potrafi bowiem znakomicie regulować tempo gry, będąc tym samym przedłużeniem ręki Adiego Hüttera. Kapitan, pracuś, znakomity piłkarz. Jednym słowem serce drużyny.

PLECY – MARTIN HINTEREGGER

Pewny w defensywie, zabójczo skuteczny w ofensywie. Każdy wykonawca stałych fragmentów gry chciałby mieć w swojej drużynie Martina Hintereggera. W poprzednim sezonie Austriak był jednym z najskuteczniejszych obrońców w Europie. W tym roku ma trochę mniej szczęścia, co jest zrozumiałe – od zadań ofensywnych odciąża go przecież niesamowicie silna ofensywa i nieprzewidywalna druga linia.

Od 2018 roku w meczach między Bayernem Monachium, a Eintrachtem Frankfurt zawsze padają co najmniej 3 bramki i nic nie wskazuje na to, aby ta sytuacja miała jutro ulec zmianie. To będzie prawdziwe widowisko, gratka dla miłośników taktyki. Naprzeciw siebie staną przecież dwie (aktualnie) najlepsze drużyny w Niemczech.

Maciej Szełęga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s