Wściekłe psy Seoane, Powerfussball Baumgarta i amerykańskie starcie trenerów, czyli co się działo w ten weekend w Bundeslidze?

      27 goli w dziewięciu meczach zobaczyliśmy na boiskach Bundesligi. Z kompletem punktów został tylko Wolfsburg, zerowy dorobek posiada Hertha. Planowe zwycięstwa odnieśli piłkarze Bayernu i RB Leipzig, Borussia traci punkty we Fryburgu, za to w hicie kolejki Bayer niespodziewanie łatwo uporał się z Borussią Moenchengladbach. Co na pozostałych stadionach?

            Piątkowe starcie popularnych Byków ze Stuttgartem otwierające drugą kolejkę było pierwszym w historii Bundesligi, w którym starło się dwóch trenerów pochodzących z USA. Już od pierwszych minut Lipsk założył tak wysoki pressing, że goście mieli problem z rozgrywaniem piłki od tyłu. Po raz pierwszy w lidze w podstawowym składzie zagrał Dominik Szoboszlai i to właśnie on w 38. minucie pięknym strzałem z dystansu otworzył wynik spotkania. Wicemistrzowie Niemiec schodzili do szatni z jednobramkową zaliczką. Już kilkanaście sekund po przerwie było 2:0. Christopher Nkunku dogrywa do Andre Silvy, ten z pierwszej piłki piętą obsłużył Forsberga, który pokonał stojącego w bramce Floriana Muellera. Sześć minut później znakomitym centrostrzałem popisał się Szoboszlai i na tablicy wyników widniał wynik 3:0. Ledwo minęło kolejne 10 minut, a sędzia Florian Badstubner podyktował rzut karny dla RB. Marc-Oliver Kempf zagrywał ręką. Jedenastkę na bramkę zamienił Silva. Przez cały mecz piłkarze spod szyldu Red Bulla mieli pełną kontrolę nad meczem. Raz po raz swoimi kombinacyjnymi akcjami zaskakiwała defensywę przyjezdnych. Stuttgart dostał porządną lekcję futbolu, która być może zaowocuje już w następnej kolejce, kiedy zmierzy się z Freiburgiem.

            A jeżeli już mówimy o podopiecznych Christiana Streicha, to mieli trudne zadanie w ten weekend. Do Fryburga przyjechała Borussia Dortmund podrażniona porażką w Superpucharze z Bayernem. I po 6 minutach przegrywali, gdyż fantastyczny strzał z rzutu wolnego oddał Vincenzo Grifo. Goście momentalnie rzucili się do ataku, lecz wszystkie ich ataki paliły na panewce. Gospodarze nie zadowalali się wynikiem 1:0. Chcieli zaskakiwać BVB szybkimi kontrami. Jedna z nich zamieniła się w gola. Roland Sallai dostał z głębi pola świetną piłkę i podał do biegnącego po lewej stronie Jeonga. Ten od razu dośrodkował na głowę Lucasa Hoellera, który dograł do Sallaia i ten niepilnowany wpakował piłkę do siatki. Na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać. W 59. minucie Felix Passlack zagrał w pole karne, tam Yannik Keitel niefortunnie interweniował i strzelił samobójczą bramkę. Żadna z drużyn nie pokazała już nic specjalnego w ataku, więc niespodzianka stała się faktem. Klub z Zagłębia Ruhry potyka się już na drugiej przeszkodzie.

            W tym samym czasie – w sobotę o 15:30 – swój mecz rozgrywał Eintracht z Augsburgiem. W całym meczu przeważała drużyna z Frankfurtu. Najaktywniejszym zawodnikiem był wypożyczony z Milanu Jens Petter Hauge. Jednak za każdym razem albo Rafał Gikiewicz stał na posterunku, albo ratował sytuację Reece Oxford. Równie dobrze wyglądał Robert Gumny, chociaż grał tym razem na półprawym stoperze. O ile dobrze wyglądała obrona gości, o tyle atak nic nie oferował. Dość powiedzieć, że zespół z Bawarii nie oddał ani jednego celnego strzału. Jest jedyną drużyną, która w tym sezonie jeszcze nie strzeliła gola. Na Commerzbank Arena bez bramek.

            Bramki za to były w najnudniejszym meczu tej serii spotkań. W Fuerth miejscowy Greuther podejmował Arminię. Dłużej przy piłce byli gospodarze, próbowali grać atakiem pozycyjnym, ale wyglądało to tragicznie. Mozolnie rozgrywali piłkę na własnej połowie. Jak już nawet dochodzili do sytuacji, to albo nie trafiali w bramkę – jak Dickson Abiama w akcji sam na sam – albo bez problemów bronił to Stefan Ortega. Ich jedyny gol w sobotę padł w drugiej połowie z rzutu karnego wykorzystanego przez Branimira Hrgotę. Jedenastka podyktowana została po zagraniu ręką Manuela Prietla i analizie VAR. Przyjezdni natomiast jeszcze przed przerwą objęli prowadzenie. Świetne dośrodkowanie Cedrica Brunnera wykorzystał Fabian Klos. Ataki gości opierały się głównie na tego typu wrzutkach. Drużyna z Bielefeldu kończyła ten mecz w dziesięciu, gdyż w 68. minucie drugą żółtą kartkę otrzymał Alessandro Schoepf. Tego też Greuther nie potrafił wykorzystać i zespoły podzieliły się punktami.

            Drugi z beniaminków gościł na własnym stadionie Mainz podbudowane zwycięstwem na inaugurację z RB Leipzig. Ponad 12 tysięcy kibiców w 21. minucie wybuchnęło radością, gdy znakomitym rajdem popisał się Gerrit Holtmann. Zaczął drybling na połowie boiska, minął czterech rywali i umieścił piłkę w bramce. Drużyna z Moguncji próbowała wyrównać, ale ze świetnej strony w bramce pokazywał się Manuel Riemann. 10 minut po golu piłka znowu zatrzepotała w siatce gości. Autorem trafienia był rozgrywający kapitalne zawody Simon Zoller po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Gol jednak po analizie VAR nie został uznany, gdyż Niemiec pomagał sobie ręką. W przerwie Bo Svensson dokonał aż potrójnej zmiany. Nic to nie dało. Nie minął kwadrans drugiej połowy, a gospodarze wygrywali 2:0. Z prawej strony dośrodkował Zoller, w polu karnym był Sebastian Polter, Jeremiah St. Juste nawet nie próbował mu przeszkodzić i napastnik mógł wraz z kolegami cieszyć się z dwubramkowej zaliczki. Mainz próbowało, chociaż zmniejszyć rozmiary porażki, ale dobrze zorganizowana obrona i wspomniany Riemann ostatecznie zachowali czyste konto.

            Na Olimpiastadion Hertha podejmowała Wolfsburg. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando przyjezdnych, ale nie znaleźli drugi do bramki Alexandra Schwolowa. Gospodarze natomiast nie mieli pomysłu jak przedrzeć się przez szczelną obronę rywali. Opierali się na bardzo nieudanych dryblingach Dodiego Lukebakio. Do przerwy bez bramek. Druga część rywalizacji przyniosła większe emocje. Niespodziewanie to berlińczycy wyszli na prowadzenie w 60. minucie. W polu karnym przewracał się wspomniany Belg, po analizie VAR sędzia wskazał na „wapno”, a sam poszkodowany zamienił go na gola. 13 minut później goście zdołali wyrównać. Fantastycznym podaniem z głębi pola popisał się Xaver Schlager, co skrzętnie wykorzystał Ridle Baku. Czwarta drużyna poprzedniego sezonu Bundesligi dalej naciskała na rywali i w 88. minucie dopięła swego. Kevin Mbabu daleko wyrzucił piłkę z autu, przedłużył ją głową Wout Weghorst, ta trafiła na Josipa Brekalo, który zgrał do niepilnowanego Lukasa Nmechy i za jego sprawą futbolówka znalazła się w bramce. Warto wspomnieć, że zarówno asystent, jak i strzelec decydującej bramki zostali wprowadzeni na plac gry w 70. minucie, co pokazuje, jak dobrego nosa przy zmianach miał Mark van Bommel. Stołeczny klub po raz drugi w sezonie traci prowadzenie i ostatecznie przegrywa. Pal Dardai ma nad czym myśleć przed następnym spotkaniem.

            Powody do zmartwień ma również Adi Huetter. Podczas wyjazdowego meczu z Bayerem boisko z kontuzjami opuścili Marcus Thuram, Stefan Lainer i Matthias Ginter. Sam mecz to był koncert drużyny z BayArena. Po 10 minutach wygrywali już 2:0. Najpierw strzelał z dystansu Mitchel Bakker, piłka odbiła się od słupka, nogi Yanna Sommera i przekroczyła linię bramkową. 5 minut później prawą stroną pognał Moussa Diaby, podał do Patrika Schicka, a ten po długim rogu znalazł drogę do bramki. Gospodarze niczym bohaterowie filmu Wściekłe psy Quentina Tarantino ruszali do rywali, dręcząc wysokim pressingiem defensywę BMG. Nie znaczy to, że gospodarze nie mieli okazji. Ba! Po faulu Bakkera na Lainerze Deniz Aytekin podyktował jedenastkę. Karnego wykonywanego przez Larsa Stindla odbił jednak Lukas Hradecky. Po zmianie stron nie zmienił się obraz gry, ale zmienił się wynik w 10. minucie drugiej połowy. Lewą stroną gnał fantastyczny w tym meczu Bakker, dośrodkował do niepilnowanego Diaby’ego, który po rykoszecie podwyższył wynik spotkania. Zanim Nadiem Amiri ustalił wynik spotkania po kolejnej świetnej zespołowej akcji, w dogodnej sytuacji Schick trafił w słupek, a Hradecky zatrzymał strzał Jonasa Hofmanna. Trener Seoane pokazał, jak powinno się tłamsić przeciwnika pressingiem.

            W niedzielę Hoffenheim gościło na własnym boisku Union. Sam mecz nie był zbyt porywający. Dużo niedokładności po obu stronach barykady. Mimo wszystko na PreZero Arena kibice widzieli aż cztery bramki, w tym trzy w pierwszych dwóch kwadransach. Zaczęło się od dośrodkowania Juliana Ryersona, strzału Niko Giesselmanna, odbitej piłki przez Olivera Baumanna  przed siebie i Giesselmann mógł bez problemów trafić do siatki. Goście cieszyli się z prowadzenia ledwie 4 minuty, gry Andrej Kramarić podał na prawą stronę do Angelo Stillera, a ten obsłużył niepilnowanego w polu karnym Kevina Akpogumę i był remis. W 30. minucie Kramarić dograł prostopadłą piłkę do Jakoba Bruuna Larsena, a ten stanął oko w oko z Andreasem Luthe i Hoffenheim już prowadziło. Krótko po rozpoczęciu drugiej połowy Taiwo Awoniyi strzelał na bramkę, obronił ją Baumann, nie wybił jej Akpoguma, co skrzętnie wykorzystał Nigeryjczyk i strzelił już drugą bramkę w sezonie. Więcej szans na decudującą bramkę mieli przyjezdni, ale bramkarz klubu z Sinsheim pokazywał się za każdym razem z dobrej strony. Ostatecznie zespół ze Starej Leśniczówki wywozi punkt z trudnym rywalem.

            Steffen Baumgart przed meczem z Bayernem zakomunikował, że nie będzie zmieniał strategii na ten mecz, ponieważ chce, aby zespół cały czas się rozwijał. Parząc na to, jak grali z mistrzami Niemiec, można stwierdzić, że nie rzucał słów na wiatr. Monachijczycy mieli ogromne problemy z wyprowadzaniem piłki od defensywy. Gospodarze w pierwszej odsłonie zagrali przeciętnie, czego symbolem była masa nieudanych zagrań Leroya Sane. Nic dziwnego, że w przerwie Niemiec został zmieniony. Jego miejsce zajął Jamal Musiala, który już po 5 minutach miał na koncie asystę. Przeprowadził rajd lewą stroną, po czym dograł do Roberta Lewandowskiego, który dopełnił tylko formalności. To był 12. mecz z rzędu Polaka ze zdobyczą bramkową. 9 minut później było już 2:0. Lewandowski na prawą stronę do Thomasa Muellera, ten dogrywa w pole karne, mija się z piłką Jorge Mere, a Serge Gnabry zamyka akcję golem. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a tu w ciągu dwóch minut z 2:0 zrobiło się 2:2! Wystarczyły dwa dośrodkowania: najpierw z lewej strony Jonas Hector obsłużył Anthony’ego Modeste’a, potem  drugą stroną pędził Kingsley Ehizibue, a jego podanie wykorzystał Mark Uth. Mistrzowie Niemiec w szoku, bili przez następne 10 minut głową w mur, aż Gnabry kropnął pod poprzeczkę i Bayern znów był na prowadzeniu. Ostatnie minuty to nerwówka na Allianz. Koeln dominowało, nie pozwalało na kontrataki, ale niestety wynik się nie zmienił. Niestety, bo zespół z Kolonii zasłużył na wielkie brawa. To był mecz kolejki-bez dwóch zdań.

            A już w piątek kolejne emocje z Bundesligą. Zaczynamy meczem Borussii Dortmund z Hoffenheim. Inne ciekawe mecze to konfrontacje Kolonii z VfL Bochum, Bayernu z Herthą no i hit kolejki: VfL Wolfsburg kontra RB Leipzig. Będzie gorąco jeszcze przed przerwą reprezentacyjną!

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s