Charakterniak, artysta środka pola i miłośnik nocnych klubów. Nainggolan opuszcza Italię

Piłka nożna jest magnesem wielkich osobowości. Niemal każdy sport generuje niezliczoną ilość niezwykłych opowieści, ale piłka jest najpowszechniejsza. Piłkarzami zostają pracoholicy, ułożeni chłopcy, ale też kolorowe ptaki, charyzmatyczne i barwne osobowości. Radja Nainggolan, który po szesnastu latach opuszcza Półwysep Apeniński, należy do tych ostatnich. Potrafiących elektryzować na boisku i poza nim. Italia żegna bohatera wielu pamiętnych meczów, największego awanturnika ligi i pogromcę wielu dyskotekowych parkietów.

Dwa razy miałem przyjemność podziwiać jego grę na żywo. Parę lat temu, był mroźny wieczór w Bergamo, a na archaiczny, jeszcze przed wykonaną już modernizacją stadion, przyjechała ekipa AS Romy. Ledwie pamiętam wynik, był to mój pierwszy kontakt z wielkim futbolem, ale w pamięć zapadł mi Nainggolan operujący piłką z niemałą swobodą. Na małej, boiskowej przestrzeni był absolutnym mistrzem, od ręki potrafił znaleźć rozwiązanie popychające akcję całej drużyny ku bramce rywala. Poza tym dysponował fenomenalnym przerzutem. Drugi raz natknąłem się na niego w Reggio Emilia. Ninja ledwie dołączył do zespołu Cagliari Calcio. Na rozgrzewce, gdy przyszedł czas oddawania strzałów, kiedy chybił, a piłka wylądowała na trybunach, moc uderzenia rozbiła jedno z siedzeń w drzazgi. Nie będę ukrywać – do mieściny położonej w północnych Włoszech przyjechałem specjalnie dla niego.

Nainggolan spędził na włoskich boiskach niemal całość swojego dorosłego życia. Przemierzył Półwysep Apeniński – od urokliwej Piacenzy, poprzez słoneczną Sardynię, Wieczne Miasto aż do słynnej stolicy mody. Włochy dały mu bardzo wiele. Rozwój od boiskowego zabijaki do charakternego artysty środka pola i szacunek na niemal każdym stadionie Serie A. Lecz, co najważniejsze: zaakceptowały jego niesforną osobowość. Tylko tam, będąc zawodowym piłkarzem, mógł wypalać paczkę papierosów dziennie i nadużywać alkoholu. Owszem, miewał problemy ze względu na swoją nieokiełznaną naturę. Bywały skandale, afery, chwile kiedy dawał pożywkę lokalnym tabloidom. Jednak dopóki trzymał wysoki poziom na boisku, jego nocne życie było jedynie ciekawostką. Bowiem kiedy wychodził na trening, harował najciężej ze wszystkich.

„Lubię się napić i wiem, jakie łatki mi ludzie przypinają. Nie zmienię tego. Szczerze mówiąc w piłce najbardziej, lubię samą grę, reszty nie cierpię. Nie zostanę komentatorem po karierze, nie będę oceniał kolegów po fachu. Nie zwiążę się z futbolem. To brudny, zakłamany i pozorancki świat.”

Radja Nainggolan

***

Historia drogi Radji do Włoch jest ze wszech miar godna uwagi. Zanim dorósł, rodzinę opuścił jego ojciec z Indonezji. Matka, belgijka harowała po kilkanaście godzin dziennie, aby wyżywić dwójkę dzieci i spłacić długi pozostawione przez ojca. Na życie trójki osób pozostawało 500 euro miesięcznie. Nainggolan pomagał matce i grywał na osiedlu jednej z biedniejszych dzielnic Antwerpii. Na ulicy wypatrzył go Allesandro Beltrami, początkujący agent, który jeździł zdezelowanym samochodem po Europie w poszukiwaniu dobrze rokujących talentów. Wyciągnął Radję z ulicy, dofinansował jego rodzinę i wytransferował go do Piacenzy, gdzie wszystko się zaczęło.  

„Jestem pazerny na życie. Kocham je i chcę żyć jak najdłużej. Moja żona dała mi spokój i dwójkę wspaniałych dzieci. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by pokonała chorobę i była z nami jeszcze bardzo, bardzo długo.”

Radja Nainggolan
Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby

W wywiadzie dla Diletty Leotty powiedział, że kiedy decydował się na transfer do AS Romy, myślał kategoriami klubu, w którym spotka Daniele de Rossiego i Francesco Tottiego. Nie zawiódł się, bo ci zawodnicy okazali się być kompletnym przeciwieństwem wszystkiego, co złe w piłce. Trenując pod okiem wielkich mistrzów, Radja sam wszedł na wyżyny swoich możliwości. Kampania 2017/18, podczas której Giallorssi zameldowali się w półfinale Ligi Mistrzów, była niczym piękny sen. Sam Nainggolan był jak buldożer. W pamiętnym, półfinałowym rewanżu na rzymskim Stadio Olimpico podczas szaleńczej pogoni za odrobieniem niekorzystnego wyniku dwukrotnie trafiał do bramki. W 86 minucie strzelił zza pola karnego prostym podbiciem stopy, a futbolówka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Tuż przed zakończeniem spotkania podszedł do rzutu karnego i huknął tak, że nieomal zerwała się siatka. Mimo fatalnego błędu z pierwszej połowy, po końcowym gwizdku schodził z boiska niczym król. 

W Mediolanie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Kibicom podobało się jego zachowanie kiedy mówił, że dałby sobie uciąć jaja, jeżeli to pomogłoby wygrać z Juventusem – odwiecznym rywalem Nerrazurich. W dalszym ciągu nie miał jednak zamiaru porzucać swojego zabawowego trybu życia, który w końcu stał się realnym problemem. Przeciążony organizm Nainggolana stał się podatny na kontuzje. Dodatkowo raz spóźnił się na trening, przez co został zawieszony przez klub. Oliwy do ognia dolewały filmy przedstawiające Ninję krążącego po omacku w jednym z klubów nocnych. Odkręcił się dopiero na koniec sezonu, można powiedzieć w samą porę. W rywalizacji ze Starą Damą potężnie uderzył z dystansu, zostawiając w pamięci kibiców, chociaż jedno miłe wspomnienie.

***

Nie chcę każdej nocy spędzać w mieszkaniu, tak jak pozostali piłkarze. Dom – boisko – dom – boisko – dom – boisko. Myślę, że w odpowiednich chwilach trzeba cieszyć się życiem, czasami trochę go roztrwonić.”

Radja Nainggolan

Ze zdumieniem patrzę jak coraz więcej kibiców kręci piłka ze ścisłego mainstreamu. Kluby zadłużające się bez opamiętania, faszerowane petrodolarami, tworzące dream teamy, psujące rynek absurdalnymi kwotami niech istnieją gdzieś na uboczu mojej, piłkarskiej świadomości. Nie umiem się tym pasjonować. Mój futbol jest inny. Nieco bardziej niszowy. Kiedy w ostatnich sezonach Ninja trafiał na Sardynię i co rusz przebierał się w koszulkę lokalnego klubu, siadałem z przyjemnością przed telewizorem, żeby obejrzeć mecz drużyn z drugiej połowy tabeli ligi włoskiej. Kręci mnie rywalizacja, radość z gry w piłkę. Co tydzień czekałem na kawałek magii, który – mimo pogarszającej się kondycji fizycznej – Nainggolan wciąż miał do zaoferowania. Może właśnie, dlatego cały wczorajszy wieczór spędziłem, oglądając składanki najlepszych zagrań Belga.

Dla mnie kończy się pewna epoka. Arrivederci Ninja!

Olgierd Bondara

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s