Fatum, los, przeznaczenie. Felieton Football Info.

Bundesliga to takie rozgrywki, gdzie 18 drużyn gra systemem każdy z każdym mecz i rewanż, a na koniec i tak wygrywa Bayern. Zapraszam do prześledzenia Der Klassikera z mojego punktu widzenia.

Wczoraj Bawarczycy pokonali Borussię 1:0 i na 6 kolejek do końca ligi mają już 7 „oczek” przewagi. Nie wierzę, aby mogli wypuścić z rąk tytuł. Zwłaszcza że Bayern punktów praktycznie w ogóle nie traci. We wszystkich 18 ligowych meczach za kadencji Hansiego Flicka stracili ich raptem 8. Teraz tyle samo mieliby stracić w 6 meczach? Niemożliwe.

W mojej ocenie mecz stał na dobrym poziomie. Było wysokie tempo, intensywność i dobre przygotowanie taktyczne. To, czym wygrał Bayern to klasyczne wyrachowanie i pragmatyzm. Coś, co cechuje najlepszych. Wczorajszą grę ekipy Hansiego Flicka można by odwijać i pokazywać innym, jak powinno rozgrywać się „finały”. Nie był to w ich wykonaniu mecz, po którym wszyscy będą się zachwycali. Nie sprawił zapewne, że zagraniczni widzowie, którzy pierwszy raz oglądali mecz, zakochali się w Bayernie od pierwszego wejrzenia. Nie to było jednak wczoraj najważniejsze. Wrażenia artystyczne Bayern pozostawia na słabszych rywali. Kiedy przeciwnik pozwoli, dokręca śrubę i nie pozostawia złudzeń. Dziś musieli postąpić trochę inaczej. Przedefiniować nieco taktykę, tak aby zniwelować atuty Borussii.

Bayern zaczął spokojnie. Nie rzucił się na rywala, nie chciał zepchnąć go do pola karnego, a z premedytacją oddał piłkę. I zamknął środek. Środek, który w meczu Borussii z Schalke był kluczowy. Wyłączył z gry Hazarda i Brandta – dwóch najbardziej kreatywnych graczy – oraz Haalanda – największe zagrożenie i pierwszą strzelbę BVB. Bayern zmusił ekipę Favre’a do gry skrzydłami. A tam byli tylko osamotnieni wahadłowi przeciwko dwóm rywalom. Borussia 46% swoich ataków przeprowadziła prawą stroną, a 32% lewą. Nieprzypadkowo Hakimi zaliczył najwięcej kontaktów z piłką, a Guerreiro wykonał najwięcej dryblingów spośród ekipy gospodarzy. To była zaplanowana sztuczka Flicka.

101151989_172803524169074_5865238542355005440_n

W okolicach 20 minuty Bawarczycy przejęli nieco inicjatywę. Zepchnęli Borussię pod własne pole karne i cierpliwie czekali, aż pojawi się jakaś luka na przyspieszenie akcji. Gospodarze jednak bronili bardzo dobrze. Świetnie spisywał się Hummels i Piszczek, którzy wyłączyli Lewandowskiego z gry. Muller też nie był tym wszechobecnym Mullerem, którego znamy. Bayern posiadał piłkę, ale gdy dochodził do pola karnego rywala, napotykał szczelną ścianę. Aż do końcowych minut pierwszej połowy. Kimmich dostał piłkę nieobstawiony przed polem karnym i popisał się znakomitym lobem. Bramka przepiękna, więc jeśli nie widzieliście, to gorąco polecam odwinąć powtórkę.

Jednak elementem, którym Bayern zrobił na mnie największe wrażenie była reakcja po stracie piłki. Błyskawiczny, zorganizowany pressing całego zespołu i zazwyczaj szybki odbiór. Kiedy to się nie udało, momentalna odbudowa ustawienia lub taktyczny faul. Pracował każdy bez wyjątku. Goście nastawili się na to, aby nie dawać nawet szans Borussii na kontrataki i wypełniali założenia fantastycznie.

Druga połowa to był pokaz wyrachowania i cynizmu w wykonaniu Bayernu. Posiadanie piłki jako narzędzie zapobiegające atakom rywala, zagęszczanie środka pola, podwajanie, odpowiedni moment zakładania pressingu, faule taktyczne. Wykorzystywali wszelkie możliwe środki, aby utrzymać prowadzenie, ale przy tym nie dać się zepchnąć do defensywy. Chcieli cały czas trzymać kontrolę nad meczem i ciężko nie odnieść wrażenia, że im się to udało.

I tu znów zatrzymamy się przy pressingu. O ile w pierwszej połowie Bayern był znakomity w reakcji po stracie piłki, tak w drugiej połowie dołożył również fantastycznie zorganizowany skok pressingowy. Sygnałem do ataku był moment, kiedy piłka znajdowała się pod stopami środkowych obrońców Borussii. Doskakiwał Muller i Lewandowski, za nimi równocześnie kilka kroków w przód robili Kimmich i Goretzka, a cała linia defensywna skracała pole gry. Wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku. Cały proces wysokiego pressingu był tak idealnie zsynchronizowany, jakby to ktoś zza linii bocznej sterował piłkarzami. Bayern zaliczył 15 z 33 odbiorów i popełnił 13 z 15 fauli na połowie przeciwnika. To dobrze pokazuje, jaki plan na ten mecz miał Hansi Flick.

100964422_2600462863548901_9051745027742498816_n

101140353_877174166128927_3170802637549338624_n

O tym, jak świetnie Bayern zagrał w defensywie, niech świadczy fakt, że to był pierwszy mecz Borussii Dortmund, kiedy nie strzeliła bramki od poprzedniego Der Klassikera na Allianz Arenie. Bayern napracował się, jak mało kiedy. Cały zespół przebiegł 121,3 km i zaliczył 257 sprintów. Dystans, który przebiegli jest – jak na Bayern – liczbą wysoką, ale piłkarze Favre’a przebiegli łącznie o 100 metrów więcej. Bawarczycy wybiegali ten mecz, ale – co ważne – nie zajechali się przed końcowym gwizdkiem. Umiejętnie rozdysponowali siły. Kiedy była okazja, przetrzymywali piłkę i „odpoczywali”.

Nie chcę się chwalić, ale kiedy piłkarze schodzili na przerwę, czułem w kościach, że Borussia nie odrobi strat. Mecze o takim ciężarze gatunkowym wygrywa się doświadczeniem, co potwierdził wczoraj zespół Flicka. Oczywiście, Borussia miała swoje szanse, być może została nawet pokrzywdzona ze względu na nieodgwizdany rzut karny w sytuacji z dyskusyjną ręką Boatenga (nie oceniam jednoznacznie, ponieważ nie jestem sędzią). Nie zmienia to jednak faktu, że z przebiegu meczu wynik okazał się sprawiedliwy. Znów wygrał Bayern. Fatum, los, przeznaczenie.

Football Info

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s