Wywiad z Aleksandrem Kowalczykiem. Polskim trenerem pracującym w Hiszpanii.

Wywiad z Aleksandrem Kowalczykiem. Polskim trenerem pracującym w Hiszpanii. Wywiad z Aleksandrem Kowalczykiem. Polskim trenerem pracującym w Hiszpanii. Moim rozmówcą był polski trener z licencją UEFA PRO (kurs ukończony w Hiszpańskiej Federacji – przyp. red.) pracujący w Hiszpanii, który w pewnym momencie postanowił zaryzykować i po namowie wielu osób zamienić Warszawę na Bilbao. Doświadczenie zbierał podczas stażów prowadzonych przez trenerów klubów LaLiga m.in. José Luisa Mendilibara, Gaizki Garitano i Diego Martíneza. Porozmawialiśmy o szkoleniu młodych piłkarzy na Półwyspie Iberyjskim oraz o trendach we współczesnej piłce. Panie i Panowie poznajcie Aleksandra Kowalczyka, którego historia pokazuje, że warto podążać własnymi ścieżkami.

FR: Na wstępie chciałbym zapytać jak zdrowie?

AK: Wszystko w porządku. Co prawda w Hiszpanii jestem teraz sam, ale cały czas miałem styczność z piłką. Starałem się dobrze wykorzystać ten czas. Poprzez moją stronę (futbolespanol.pl – przyp. red.) prowadziłem rozmowy z różnymi trenerami, biorę udział w szkoleniach online, a także organizuję własne, w których biorą udział trenerzy z Polski. Od poniedziałku powinno być lepiej, ponieważ wkraczamy w fazę drugą, w której będzie można wychodzić o każdej porze, zachowując wszelkie środki bezpieczeństwa.

Jak wygląda kwestia treningów twojego zespołu?

Nie trenujemy, a rozgrywki juniorskie zostały zakończone. Ekipy Primera i Segunda trenują w grupach, bo mają środki na testy. W Segunda B i Tercera indywidualnie i czekają na fazę play-off. Niższe ligi nie trenują wcale. W kuluarach mówi się o możliwym powrocie do treningów już w sierpniu. Mamy okres, w którym czas możemy spożytkować w inny sposób. Swoim piłkarzom regularnie wysyłam materiały wideo z analizą ich boiskowych zachowań oraz staram się z nimi dużo rozmawiać.

A jak wyglądają kwestie rozstrzygnięć?

Na szczęście nie anulowano wyników i dzięki temu moja drużyna awansowała drugi rok z rzędu. Terminarz zakładał 30 kolejek, a my zdołaliśmy rozegrać 23 spotkania, więc dobrze się stało, że wyniki nie zostały anulowane. Byłoby ciężko wytłumaczyć ambitnym i młodym chłopakom, że ich wysiłek poszedł na marne. Anulowanie byłoby najgorsze. Co prawda spadków nie ma, ale wciąż obowiązują awanse. Moja drużyna (Askartza – przyp. red.) zajęła drugie miejsce, które daje nam awans do wyższej ligi. Początek sezonu był wymagający. W sparingach szło nam bardzo dobrze, ale w pierwszym spotkaniu ligowym ulegliśmy 0:3. Czasami tak niestety bywa. Koniec końców zdołaliśmy się szybko otrząsnąć i jako beniaminek sezon zakończyliśmy na drugim miejscu, mając serię 10 zwycięstw z rzędu.

Należysz do wąskiego grona polskich szkoleniowców, którzy zdobyli uprawnienia do prowadzenia drużyn z najwyższej kategorii w Hiszpanii. Jak to się stało, że trafiłeś akurat na Półwysep Iberyjski?

W Polsce trenowałem zespoły Varsovii. W pewnym momencie postanowiłem, że potrzebuję zrobić krok do przodu i wyjść ze swojej strefy komfortu. Tak się złożyło, że wyjechałem na Erasmusa do Hiszpanii. Miałem do wyboru Madryt i Barcelonę, a trafiłem do Bilbao. Spędziłem tam pół roku i wykorzystałem ten czas na poznanie ludzi związanych z baskijską piłką. Tak mi się tam spodobało, że uznałem, że fajnie byłoby tam wrócić. Skończyłem studia SGH i AWF i zdecydowałem się wrócić do Hiszpanii.
Wyjazd wyszedł od tego, że kiedyś zapytałem Kibu Vicuñi (były szkoleniowiec Wisły Płock oraz wieloletni asystent Jana Urbana – przyp. red.), co zrobić, aby zostać dobrym trenerem, a on podpowiedział mi, żebym wyjechał do Hiszpanii. Zaryzykowałem i wyjechałem. Ludzie mówią, że jak to się stało, że wyjechałem za granicę i właśnie tam uzyskałem najwyższe uprawnienia trenerskie. Nikt nikomu nie zabronił wyjazdu do innego kraju, nauki języka i startowania od zera. Teraz poświęcam czas tylko na piłkę.

Czy po powrocie do Hiszpanii ciężko było znaleźć punkt zaczepienia?

Wcześniej poznałem japońskiego trenera Atsushiego Okazaki, który pozwolił mi dołączyć do swojego sztabu w drużynie U16, a już miesiąc później dostałem swoją drużynę U10. Po jednym sezonie dostałem propozycję z Askartzy, w której pracuję od dwóch lat. Teraz prawdopodobnie zrobię kolejny krok do przodu.

Nie miałeś obaw, że w Kraju Basków możesz mieć problemy z komunikacją ze względu na barierę językową i bardzo wymagający język baskijski?

Też tak najpierw myślałem, ale pierwszym językiem jest tam język hiszpański. W szkole średniej miałem nie po drodze z nauczycielką od hiszpańskiego, która postawiła mi dwójkę na koniec, a maturę napisałem na 100%. (śmiech) Uważam się za samouka, który nauczył się hiszpańskiego, oglądając wywiady i czytając książki. Miałem to szczęście, że wyjazd na Erasmusa sprawił, że nabrałem pewności w posługiwaniu się hiszpańskim. Prawda jest taka, że znajomość języka to konieczność. W przeciwnym razie nie jest możliwe przeprowadzanie odpraw i korygowanie zawodników.

Jakie były pierwsze zwroty typowo piłkarskie, jakie opanowałeś już w Hiszpanii?

Dużo jest takich zwrotów, ponieważ hiszpańskie słownictwo odnoszące się do piłki jest znacznie bogatsze niż polskie i nie wszystko da się przetłumaczyć.

Nawet nazwy pozycji nie do końca pokrywają się z polskimi odpowiednikami.

Dokładnie, jest tak, jak mówisz. W Hiszpanii masz Pivote, Mediapunta, Volante, Falso Extremo, czyli taki fałszywy skrzydłowy, które nie gra tak szeroko, ale może schodzić do środka po piłkę, albo wyjść na wolne pole. Dużo jest tego wszystkiego i moglibyśmy rozmawiać o tym godzinami.

Jestem na etapie kończenia pracy licencjackiej i chciałbym cię zapytać, ile czasu zajęło ci przygotowanie twojej pracy dyplomowej odnośnie do pressingu zespołu Eibar?

Myślę, że około pół roku. Nie chciałem podejść do tego na zasadzie, że obejrzę sobie jakąś drużynę w telewizji. Stadion Eibar jest godzinę drogi od mojego miejsca zamieszkania. Chciałem poznać drużynę od środka. Jeździłem na treningi i spotkania LaLiga. Identyfikuję się z tą drużyną poprzez wartości, jakie ten klub wyznaje takie jak pokora i praca. Imponuje mi budowanie drużyny nie poprzez budżet, ale przez odwagę w grze i mądrą politykę. Podoba mi się ich filozofia, którą widać potem na boisku. Grają bardzo bezpośrednio, ale z drugiej strony wyróżnia ich bardzo duże posiadanie piłki na połowie przeciwnika. Praktycznie każdą akcje starają się kończyć dośrodkowaniami.

Ich styl poniekąd wynika też z tego, jacy piłkarze grają na skrzydłach. Orellana czy Pedro Leon nie są typami sprinterów.

Dla Mendilibara nie ma tak dużego znaczenia szybkość piłkarza, ale to jak szybko podejmuje decyzje na boisku. Orellana czy Pedro Leon to świetni zawodnicy pod kątem podejmowania decyzji. Cała drużyna jest doskonale zorganizowana, począwszy od obrońców po napastników.

Brałeś udział w wielu stażach (m.in. Osasuna, Granada, Athletic, Real Sociedad – przyp. red.) i chciałbym się dowiedzieć, który trener wywarł na tobie największe wrażenie.

Staram się czerpać od każdego to, co najlepsze. Kiedy wyjeżdżałem z Polski, to miałem podejście bardziej ofensywne i oczekiwałem utrzymywanie się przy piłce. W Hiszpanii moja wiedza została zweryfikowana i wielu rzeczy musiałem nauczyć się od zera. Przez ten okres stałem się, można powiedzieć trenerem z bardziej defensywnym podejściem. Być może ze względu na osoby, z którymi miałem do czynienia. Bardzo dużo pomógł mi Mikel Etxarri (mentor wielu trenerów np. Unaia Emery’ego i Pepa Guardioli oraz osoba odpowiedzialna za wyszkolenie takich graczy jak Xabi Alonso – przyp. red.) Ukształtował mnie nie tylko jako trenera, ale i osobę. Mendilibar imponuje pod względem klarownej wizji i przekazania jej swoim piłkarzom. Oprócz tego Gaizka Garitano, z którym mam bardzo dobry kontakt. Ma świetne podejście do zawodników i potrafi wykrzesać z nich maksimum potencjału. Objął ich, gdy znajdowali się w strefie spadkowej, a w tym sezonie dotarli do finału Copa del Rey. Od niego można czerpać mnóstwo, jeśli chodzi o obserwację mikro-relacji pomiędzy piłkarzami. Moim zdaniem topowym trenerem jest również Diego Martinez (trener Granady – przyp. red.). Sposób, w jaki wykorzystuje poszczególne ćwiczenia, jest nieprawdopodobny. Wszystko jest bardzo dopracowane. Ja to porównuję do pracy kucharza. Możesz skopiować jakieś ćwiczenie, ale to od ciebie zależy, w jaki sposób je doprawisz. Staram się podchodzić do tego tematu podobnie. Nie ilość treningów jest ważna, ale ich jakość. Często lepiej trenować mniej, ale postawić na efektywność. To jest słowo klucz. Należy zwracać uwagę na detale, zamiast skupiać się wyłącznie na akumulacji jednostek treningowych.

kowalczyk2
Aleksander Kowalczyk wraz z Diego Martinezem. źródło: futbolespanola – strona Aleksandra Kowalczyka

Mieszkasz na północy Hiszpanii i mam wrażenie, że w tej części kraju gra się w sposób bardziej bezpośredni niż np. na Wyspach Kanaryjskich czy w Sevilli.

Hiszpania kojarzy się wszystkim z tiki-taką. Tak jak mówisz. Piłka na północy Hiszpanii wygląda zupełnie inaczej niż na południu. Nawet jak popatrzysz na styl piłkarzy z południa takich jak Ceballos czy Asensio i porównasz do graczy z północy np. Javiego Martineza, Raula Garcii to ci drudzy są bardziej fizyczni. Drużyny z Kraju Basków stawiają na większą intensywność i grę na połowie przeciwnika. Nieco inaczej jest w przypadku Realu Sociedad. Można powiedzieć, że grają bardziej ofensywnie, a wynika to z tego, że mają piłkarzy sprowadzonych z zagranicy. Z drugiej strony pamiętam spotkanie z Mirandes, w którym zagrali inaczej. Kluczowa umiejętność to przystosowanie się do warunków meczu. Czasami trzeba zagrać inaczej by wejść na wyższy poziom.

To jest chyba problem FC Barcelony, która gra w sposób dość jednostajny.

Nie do końca jestem fanem obecnej Barcelony. Ok, może i utrzymują się dużo przy piłce, ale brakuje w tym gry w wolne strefy boiska i moim zdaniem wszystko jest grane wszerz. Generalnie piłka zmierza w kierunku szybkości. Odbiór na połowie przeciwnika i szybkie wykorzystanie dezorganizacji rywala. Liverpool jest świetny pod tym względem. Grają bardzo wertykalnie i wszystko przebiega błyskawicznie. Nie skupiają się na samym utrzymaniu przy piłce, tylko na właściwej reakcji, bo ta jest gwarancją stworzenia sobie sytuacji bramkowej.

Wracając do tematu juniorów, jaka jest różnica między juniorami z Polski a z Hiszpanii?

W Polsce mówi się, że wynik jest nieważny, a w Hiszpanii od najmłodszych lat występuje presja. Każdy młody zawodnik jest jej poddawany. Kluczowym zwrotem jest „competir”, czyli rywalizacja. Oni potrafią odróżnić rywalizację od zabawy. Nawet aspekt gry od tyłu. A co się stanie jak przeciwnik podejdzie? Jak wówczas należy się zachować? W Hiszpanii starają się grać „corto para largo”, czyli z wykorzystaniem wolnych przestrzeni. Chodzi o to, by nauczyć piłkarzy wykorzystania całego boiska, a nie tylko mówienia o tym. Od najmłodszych lat mają zaszczepioną mentalność zwycięzców. Mecze są po to, żeby je wygrywać. Do U14 nie ma spadków, ale to nie znaczy, że nie ma presji wyniku, Jest też przepis mówiący, że zawodnicy muszą grać podobną liczbę minut. Mogę wyjaśnić to na przykładzie rozgrywek U13. W tych spotkaniach połowa trwa 35 minut i jeśli piłkarz nie pojawił się w pierwszej połowie, to obligatoryjnie wychodzi na drugą część spotkania i trener nie może go zdjąć wcześniej niż po 20 minutach. Nie ma czegoś takiego, że ktoś gra po 5 minut, bo trener ma swoich ulubionych zawodników.

kowalczyk1
Zdjęcie Aleksandra Kowalczyka ze swoim mentorem Mikelem Etxarrim. Źródło: futbolespanol.pl – strona Aleksandra Kowalczyka

A jak wyglądają kolejne szczeble rozgrywek juniorskich?

Od U15 zaczynają się dłuższe wyjazdy. Fajnie jest to, że np. Bilbao mając drużynę w odpowiedniku CLJ, stara się najstarszych piłkarzy przenosić do trzeciej drużyny i dzięki czemu są już wdrażani do piłki seniorskiej. Ścieżka od „CLJ” przez trzecią i drugą drużynę zapewnia płynne przejście do pierwszego zespołu.

W Polsce często panuje przekonanie, że piłkarz mający 17-18 lat musi nauczyć się boiskowego myślenia.

Hiszpanie mają inną mentalność. Dla nich piłka jest wszystkim. Oprócz treningów grają też dla frajdy. W tym wieku mają już za sobą wystarczającą liczbę wartościowych jednostek treningowych oraz spotkań, że pewne rzeczy stały się automatyzmami. Na wcześniejszych poziomach szkolenia trenerzy skorygowali kluczowe mankamenty, co ma przełożenie na szybkość podejmowanych decyzji.

Casus Daniego Parejo

Byłem na meczu Logroñés z Valencią. Są szczegóły, których nie jesteśmy w stanie dostrzec oglądając transmisję. Kiedy obserwujesz Daniego Parejo ze stadionu, masz możliwość zwrócenia uwagi na to, jak doskonale potrafi przyspieszyć i spowolnić akcje. A spójrz na niego. Nie jest specjalnie silny, ale dobrze się zastawia i świetnie przewiduje. Mam do niego słabość, bo pomimo tego, że fizycznie nie imponuje, to jest w stanie grać na najwyższym poziomie. Dużo też zależy od kwestii rodzinnych i innych spraw poza boiskowych. Taki Mikel Merino radzi sobie świetnie w Realu Sociedad, a w Borussii i Newcastle nie poszło mu szczególnie dobrze. Kto wie, czy jakby teraz Parejo wyjechał do Anglii, czy nadal by tak dobrze funkcjonował.

Masz może w swojej drużynie jakąś perełkę, która za moment zrobi wielką karierę?

Wiesz… W Kraju Basków jest olbrzymia konkurencja. Zwróć uwagę na to, że często piłkarze przychodzący z Segunda B do Ekstraklasy z miejsca wskakują do pierwszego składu. Różne są ścieżki piłkarzy. Podobnie jest z trenerami. Fakt, że trener jest młody i prezentuje wysoki poziom, nie zwalnia go z ciężkiej pracy. W tym zawodzie trzeba się stale dokształcać.

A jakie jest twoje trenerskie marzenie?

Staram się postępować w myśl hiszpańskiego „disfrutar el camino”. Staram się cieszyć swoją ścieżką i cały czas się rozwijać. Zmierzam do tego, że jeśli kiedyś dotrę na poziom profesjonalny, to chciałbym zachować jak najwięcej dobrych wspomnień. Nie stawiam przed sobą celów pokroju wygrania Ligi Mistrzów, czy LaLiga. Chciałbym z roku na rok prowadzić coraz mocniejsze zespoły stając się coraz lepszym szkoleniowcem. Wychodzę z założenia, że takie podejście kiedyś zaprocentuje. Wiem, że podchodząc profesjonalnie do swoich obowiązków, można osiągnąć bardzo dużo.

Rozmawiał Paweł Ożóg

Zdjęcie główne pochodzi ze strony futbolespanola.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s