Loża rebelianckich szyderców #13. Moja definicja Against Modern Football.

Miałem pisać o piłce, ale temat Bundesligi jest przewałkowany w każdą stronę. Pio siedzi na dupie i to, że wspomnę o tym po raz enty, niczego nie zmieni. Lewy strzelił i każdy o tym wie. Ale dziś opowiem wam ciekawą historię. Historię o tym dlaczego mecz nie kończy się po dziewięćdziesięciu minutach. Dlaczego mam sentyment do sloganu Against Modern Football oraz skąd wzięła się Futbolowa Rebelia. Generalnie dużo sentymentalnego bełkotu. Ale nie zniechęcajcie się…

Chapter 1

Nie będę wam opowiadał historii mojego życia, bo nikogo z was by ona nie obeszła. Streszczę tylko kilka strategicznych momentów. Lubię piłeczkę. Pisać o niej, oglądać, rozmawiać i nawet grać. Chociaż tego ostatniego za bardzo nie umiem. Szczyt moich sukcesów piłkarskich to bramki strzelone w lidze orlika. Zostało mi bycie kibicem. Mieszkam w kujawsko-pomorskim. Najbardziej znanym klubem w tym województwie jest bydgoski Zawisza. Historia tego klubu to w dużej mierze pasmo problemów, po których musi się on wygrzebywać z czeluści piekieł. Obszarów zapomnianych przez bogów futbolu. Było kilka momentów chwały. Ale tylko kilka. Przez większość mojego życia niebiesko-czarni pałętają się po niższych ligach. Nie miałem zbyt wielu okazji, by powąchać futbolu na najwyższym ligowym poziomie. W moim rodzinnym Barcinie jest taki klub jak Dąb. Chodzę na jego mecze od kiedy tylko pamiętam. Przez wiele lat był zabetonowany w A-klasie i zawsze czegoś brakowało do awansu do ligi okręgowej jak polskim klubom w lipcu w europucharach. Kibel, nie? Wolę amerykańskie myślenie. Szklanka jest zawsze do połowy pełna. Kibicowanie klubom ze swojego miasta uczy lokalnego patriotyzmu. W ogóle piłka jest kapitalnym nauczycielem miłości do swojej małej ojczyzny. Czasem szowinistycznej i prostej, ale prawdziwej. Nie znam nikogo, kto by wziął rozwód z ukochanym klubem. Zniesiesz w tej kwestii wszystko.

Chapter 2

Kazik Staszewski powiedział w swoim ostatnim wywiadzie dla Weszło:

Nie jestem w stanie obejrzeć do końca meczu Ligi Mistrzów, gdy gra Barcelona z Realem. Nie interesuje mnie czy multimilionerzy z Madrytu wygrają z multimilionerami z Barcelony. Nie potrafię jak wielu moich kolegów oglądać meczu piłkarskiego dla artyzmu czy wirtuozerii. Sport jest po to, by komuś kibicować.

Nie jestem aż takim radykałem. Radek Rzeźnikiewicz z Kartoflisk powiedział kiedyś, że jeśli szukasz w piłce pasji, to znajdziesz ją w niższych ligach, jeśli atmosfery trybun to w Ekstraklasie, a jeśli pięknej gry to w Lidze Mistrzów. Ja potrzebuję wszystkich tych składników, dlatego kocham futbol na każdym poziomie. Jasne. Wkurwiają mnie absurdalne sumy transferowe. Zniesmaczają mnie piłkarze bez kręgosłupów moralnych. Nienawidzę sprowadzania fanów piłki do roli widza z teatru. Ale nie jestem już tak naiwnym marzycielem jak jeszcze dekadę temu. Wiem, że to proces, który jest nie do odwrócenia. Światem rządzi pieniądz. Jestem sympatykiem Arsenalu. Tak, sympatykiem. Nie nazwę się kibicem, bo nigdy nie byłem na meczu ‚Kanonierów’. Oglądam je co najwyżej w telewizji. Więc nie będę robił z siebie pajaca i strugał wielkiego fana. Wyjazd na Emirates to moje wielkie marzenie i kiedyś je spełnię. Żałuje całym sercem, że nie zobaczę nigdy klimatycznego Highbury. Ale jak na razie koszula bliższa ciału. To za Dębem Barcin jako małolat jeździłem w weekendy do Lubrańca, Aleksandrowa Kujawskiego czy Osięcin, gdzie młody sędzia, niejaki Daniel Stefański niemiłosiernie skręcił moją drużynę. To z piłkarzami Dębu piłem w lokalnym barze. To na trybunach starego barcińskiego obiektu robiliśmy z kumplami grilla w moje osiemnaste urodziny. Więc jak mogę kochać klub z oddalonego o tysiące kilometrów Londynu bardziej niż czerwono-zielonych? Dąb to masa wspomnień nie tylko piłkarskich. To poznani przyjaciele, melanże i palenie wrotek przed miejscowymi w Kowalu czy Łabiszynie. Ale kocham też piękne sztuczki techniczne, pełne stadiony i elegancką grę w piłkę. Uwielbiam dźwięk hymnu Ligi Mistrzów i zajawkę przed meczami Premier League. Dlatego nie będę hipokrytą. Slogan Against Modern Football to sprzeciw wobec pewnych zasad, z którymi się nie zgadzam. Nie kompletny bojkot komercyjnej piłki.

Chapter 3

Gdy miałem naście lat, pokochałem też klimat trybun. Prowadziliśmy doping w stopniu lokalnym na meczach Dębu, ale dopiero na trybunach obiektu przy Gdańskiej w Bydgoszczy, poczułem prawdziwe ciarki na skórze. Dziś staram się być symetrystą. Nie kupuję świata kibicowskiego z całym jego inwentarzem. Jeśli ktoś rzuca racą w sektor rodzinny, to jest dla mnie kretynem. Jeśli zgoda oparta jest o interesy, to nie ma to dla mnie sensu. Ale nie ufam do końca gadającym głową z telewizji, gdy mówią o złych kibolach. Uśmiecham się tylko pod nosem, gdy przez media przetacza się fala oburzenia na policję „źle traktującą” protestujących przedsiębiorców. Bawi mnie zdziwienie oburzonych. Policja jest taka sama jak dziesięć lat temu. Może to wy nie zwracaliście wtedy uwagi na jej zachowanie, bo w mediach mówili wam, że pałują „niebezpieczny element”? Młodzi policjancie, młodzi kibice. Kretyni kontra kretyni. Tak śpiewał Grabaż w kawałku „Moja generacja” Pidżamy Porno. Ten stereotyp niestety wielokrotnie miał przełożenie na życie realne.

Chapter 4

Bieganie po trybunach było kolejny etapem utrwalania mojej miłości do rodzimej piłki. Wahan Geworgian sprzedaje teraz fajki na bazarze w Łodzi. Gdy ładował dwa gole Legii w Bydgoszczy, byłem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Tak samo gdy Benjamin Imeh pieczętował awans Zawiszy na szczebel krajowy w meczu z Czarnymi Żagań. Czułem się jak zbity pies, gdy pojechałem w ciemno, nie mając biletu do Gliwic i przestałem pod stadionem Piasta całe dziewięćdziesiąt minut (część klienteli wbiła na stadion przez okno w kiblu). Nie dlatego, że nie obejrzałem meczu. Dlatego, że Zawisza pogrzebał szanse awansu do Ekstraklasy. Zaliczyłbym dziesięć spotkań pod stadionem w zamian za wygraną. Ech… Kopalnia emocji. Wielokrotnie zdarte gardło. Przemierzanie kolejnych szczebli w drodze na szczyt. Powiedzcie mi – jak do cholery nie mogę kochać rodzimej piłki?

Chapter 5

Dziś już po trybunach nie biegam. Nadal kręci mnie blask rac na stadionie i piłowanie mordy na sektorze, ale z drugiej strony jak słyszę hasło: „Gdyby interesowała nas piłka, to zostalibyśmy piłkarzami”… W życiu nie słyszałem niczego bardziej durnego. Musiałem sobie w pewnym momencie znaleźć kolejną zajawkę. Zawsze lubiłem pisać. Pozwalało mi to wyrzucić z siebie pewne emocje. Założyłem więc bloga. Przez prawie pięć lat pisałem na nim „do szuflady”, bo trafiali na niego tylko ci, którzy zgubili się w internecie. W międzyczasie chłopacy z Retro Futbol pozwolili mi pisać u siebie. Jestem szczęśliwy, bo ten portal jest wyjątkowy. Nie clickbaity, nie jakieś nudne plotki transferowe. Magia, klimat i historia. Wiele się dzięki nim nauczyłem o piłce i o pisaniu. Blog był gdzieś obok. Zaniedbany. Aż pojawił się adalbertAFC ze swoim zapałem i energią i uświadomił mnie, że Futbolowa Rebelia może być czymś więcej niż pamiętniczkiem introwertycznego chłopca. Dzięki Ci kumplu. To dzięki Tobie ten projekt powoli ożywa. Pieprzony koronawirus storpedował nasze spotkanie w Gdańsku na finale Ligi Europy, a w zasadzie to wcześniej storpedował je sam Arsenal swoją ułomnością w dwumeczu z Olympiakosem. Co się odwlecze… Spotkamy się i obejrzymy wspólnie mecz na Emirates. Wierzę.

Paweł, Krzysiek, Football Info, Michał i Oliver. Jak siedmiu samurajów. Jak siedmiu rewolwerowców. Dziś oni razem ze mną i adalbertemAFC walczą o to, by czytał nas ktoś więcej niż nasze matki, żony i dziewczyny… które sami do tego zresztą zmuszamy. Stworzyliśmy sobie swoją niszę. Każdy ma osobną historię i każdy ma korzenie wrośnięte głęboko w żyzną ziemię miłości do futbolu. Każdy wkłada w bloga i teksty swoją pasję. Tą, która u mnie wyrosła z albumów Panini, kapitana Tsubasy, meczów A-klasy i gardła zdartego na trybunach. Against Modern Football? Nieee. Kochamy dobrą piłkę. Wszyscy bez wyjątku. Against Modern Journalists? Jeśli oznacza to bycie przeciwnikiem clickbaitów, przepisywania treści z zagranicznych portali, wyścigu na newsy i trzymania kija w dupie to jak najbardziej. Nie będę wam mydlił oczu. Nie jesteśmy najlepsi. Ale wkładamy w to pasję. My i wiele małych blogów, podcastów i kanałów You Tube takich jak my. Warto dać nam szansę.
P.S.
A gdy poczuję się zmęczony futbolem z najwyższej półki, to pójdę na ukochany Dąb i założę maseczkę z filtrem, która pozwoli mi oddychać romantyczną piłką niższych lig. Tysiąckroć skuteczniejszą niż ta, która ma nas ratować przed koronawirusem. Założę maseczkę, która leczy duszę.

Rafał Gałązka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s