Panie van Bommel, jak mi, żeś Pan zaimponował w tej chwili, czyli 3. kolejka Bundesligi w pigułce.

Na każdym stadionie kibice widzieli bramki. Borussia Dortmund nie bez problemów uporała się z Hoffenheim, szalona połowa w Stuttgarcie i hit dla Wolfsburga – tak między innymi wyglądał zeszły weekend. Zapraszam na podsumowanie 3. kolejki Bundesligi.

            Trzecią serię spotkań zaczęliśmy na Signal Iduna Park. BVB mierzył się z Hoffenheim, który już po pierwszych minutach mógł prowadzić. Andrej Kramarić z główki trafił jednak w słupek. Większość pierwszej połowy przebiegała spokojnie. Przewagę miała Borussia, ale goście potrafili odpowiedzieć dobrą akcją. Ogólnie dużo niedokładności po obu stronach i do przerwy bez bramek. Druga połowa natomiast nie zawiodła. 49. minuta, pierwsza szybka akcja gospodarzy zakończona precyzyjnym strzałem Giovanniego Reiny, który wylądował w siatce. Klub z Sinsheim po 12 minutach wyrównał po świetnym prostopadłym podaniu Dennisa Geigera i wykończeniu Christopha Baumgantnera. Po chwili znów stadion cieszył się z prowadzenia. Nieudane wybicie obrońcy wykorzystał Jude Bellingham strzelając po ziemi w długi róg bramki Olivera Baumanna. Obie drużyny miały chrapkę na kolejne gole. Gregor Kobel i Baumann fantastycznie się jednak spisywali. 90. minuta i rzut rożny dla Hoffenheim. Dośrodkowanie Sebastiana Rudego przedłuża Kevin Akpoguma, piłka trafia do niepilnowanego Munasa Dabbura i jest 2:2. A mecz nie skończył się remisem, bo minutę później odpowiedziało BVB! Ogromne zamieszanie w polu karnym, Baumann obronił strzały Mariusa Wolfa i Youssouffy Moukoko, ale przy dobitce Erlinga Brauta Haalanda nie miał już szans. Gospodarze wygrywają u siebie z Hoffenheim w Bundeslidze po raz pierwszy od sezonu 2017/18.

            Masę goli widzieliśmy w sobotę. Ich opis zacznę od meczu Augsburg-Bayer. 3. minuta i gdy wydaje się, że gospodarze spokojnie powstrzymali akcję, Iago postanawia… przelobować bramkarza! I tak padła pierwsza bramka w meczu. Kwadrans meczu nie minął, a już 2:0. Kerem Demirbay dośrodkował z prawej strony, a głową piłkę umieścił w siatce… Florian Niederlechner! Tak, klub z Bawarii przegrywał dwoma bramkami po samobójach. Mało dziwnych sytuacji? To Bayer też coś przygotował dla widzów. Iago podaje w pole karne, Mitchel Bakker przyjmuje futbolówkę, chce wybić, ale w nią nie trafia, wślizgiem strzela Niederlechner i nagle 1:2. Po przerwie jedna i druga drużyna miała swoje okazje, ale gola zobaczyliśmy dopiero na kwadrans przed końcem. Zabójczą kontrę Aptekarzy wyprowadził Florian Wirtz, przekazał piłkę Patrikowi Schickowi, który strzelił z linii „szesnastki” w okienko. 6 minut później było już 1:4. Demirbay posyła dalekie podanie do Wirtza, ten mija wychodzącego z bramki Rafała Gikiewicza i strzela z ostrego kąta, ustalając wynik spotkania. Podopieczni Gerardo Seoane zdążyli jeszcze strzelić w poprzeczkę i słupek przed końcem meczu. 7 punktów Bayeru i efektowna gra może się podobać. Natomiast Markus Weinzierl może drżeć o posadę. 1 punkt, bilans 1:8, gra beznadziejna – nie wróżę nic dobrego temu trenerowi.

            Goli nie brakowało również w Stuttgarcie. Tam zmierzyły się dwa młode zespoły: VfB i Freiburg. Nie minęło 10 minut, a goście prowadzili 2:0. Najpierw Woo-Yeong Jeong wykorzystał dośrodkowanie Christiana Guentera, potem Koreańczyk po piąstkowaniu bramkarza strzelił nie do obrony. Gospodarze atakowali, prym wiódł w tym Mateo Klimowicz, jednak zamiast bramki kontaktowej dostali trzecią bramkę. Świetne dośrodkowanie Rolanda Sallaia wykończył Lucas Hoeller. 0:3 w 30 minut – wiele drużyn czekałoby na przerwę. A na koniec pierwszej połowy schodzono z wynikiem 2:3. Jak to możliwe? Sygnał do ataku dał Konstantinos Mavropanos, który z impetem wszedł w pole karne, wymienił się podaniem z Hamadim Al Ghaddiouim i strzelił na 1:3. Niebawem Marokańczyk miał również gola. Dobre dośrodkowanie Wataru Endo trafiło na jego głowę i tak padł gol kontaktowy. Po zmianie stron tempo gry mocno spadło. Klub z Fryburga kontrolował mecz, Stuttgart miał kilka zrywów, lecz niestety pełny comeback nie miał miejsca. Trzeba przyznać, że mecze z udziałem podopiecznych Pellegrino Matarazzo są wesołe. Bilans, z jakim się identyfikują, to 7:8, ale dało to tylko 3 punkty. Christian Streich natomiast musi być bardzo zadowolony. 7 punktów w 3 meczach to pokaźny kapitał.

            O punkt mniej od klubu z Fryburga mają piłkarze Mainz, którzy w tej kolejce podejmowali u siebie Greuther. Goście niespodziewanie ruszyli do ataku, ale ich animusz został zgaszony po pierwszej bramce. Wówczas nieoczekiwanie grający od pierwszej minuty Anderson-Lenda Lucoqui strzelił pod nogami bramkarza i mieliśmy 1:0. Zaledwie 3 minuty później dośrodkowanie Silvana Widmera wykorzystał Adam Szalai. Gospodarze mogli ze spokojem rozgrywać akcje, pressować przeciwników tak, że nie mogli wyjść z własnej połowy. Klub z Fuerth nie miał zupełnie pomysłu, by sforsować defensywę rywali, którą umiejętnie kierował Moussa Niakhate. Reszta spotkania przebiegała w spokojnej atmosferze na boisku. Trybuny dały o sobie znać swoim dopingiem, co wywołało u mnie radość, że stadion żyje meczem. Na koniec dobrym utrzymaniem się przy futbolówce wykazał się Karim Onisiwo, który dograł do Kevina Stoegera, a ten ustalił wynik spotkania na 3:0. Beniaminek był tylko tłem dla Mainz i w większości meczów Greutheru tak będzie. Grają apatycznie, bezzębnie, bez żadnego pomysłu na grę. W opozycji do tego jest Bo Svensson, który pokazuje duży talent w doborze kadry i strategii na mecz.

            To samo można powiedzieć o Steffenie Baumgarcie. Jego Koeln na własnym obiekcie mierzył się z VfL Bochum. Szczerze mówiąc, patrząc na przebieg spotkania, niesprawiedliwy byłby, chociaż punkt dla gości, a długo tablica pokazywała taki wynik. Gospodarze wręcz nękali klub z Zagłębia Ruhry ciągłymi atakami. Tym razem bez zdobyczy bramkowej Anthony Modeste, a miał na przykład 2 słupki. Nie wykorzystywał swoich akcji Sebastian Andersson, a aktywni cały czas byli Florian Kainz, Dejan Ljubicić, a z prawego skrzydła dośrodkowaniami zaskakiwał Benno Schmitz. Miejscowi dopięli swego dopiero w 82. minucie. Świetne podanie Kainza z lewej strony wykorzystał Louis Schaub. W doliczonym czasie gry dobili przeciwnika. Znowu dogranie z lewej strony, tym razem Tomasa Ostraka, a piłkę do bramki wbił Tim Lemperle. Nic nie dał kontaktowy gol Simona Zollera. Rhein Energie Stadion mógł być zadowolony z postawy swoich podopiecznych. Na przerwę reprezentacyjną przystępują z sześcioma punktami i pozostawionym dobrym wrażeniem. W Bochum z kolei zdobyto o trzy oczka mniej, co nie jest złym wynikiem.

            Nie może tego powiedzieć o sobie Eintracht, który pojechał na SchuecoArena walczyć o punkty z miejscową Arminią. Sam mecz był strasznie nudny, apatyczny, brakowało dokładności, szybkości w akcjach. Goście zrobili to raz i wyszła piękna okazja w 22. minucie, którą skończył golem Jens Petter Hauge. Norweg jest jednym z nielicznych pozytywów początku sezonu klubu z Frankfurtu. Za to Rafael Santos Borre zupełnie nie może się odblokować na niemieckich boiskach, czego nie można powiedzieć o rezerwowym klubu z Bielefeld Patricku Wimmerze. To on właśnie w 86. minucie ustalił wynik spotkania na 1:1 po bardzo precyzyjnym strzale z dystansu. Po tej bramce gospodarze mieli nawet chrapkę na zwycięstwo, a prym wiódł tam właśnie Wimmer. Nic się jednak nie zmieniło i podzielono się punktami. Obie drużyny nadal bez wygranej w tym sezonie.

            Jeszcze gorszą sytuację mamy do czynienia w biało-niebieskiej części Berlina. Hertha gościła w Monachium i grała przez pierwsze 5 minut. Potem była tylko tłem dla gospodarzy. W 6. minucie Thomas Mueller rozwiązał worek z bramkami. Następnie Robert Lewandowski zdążył 3 razy pokonać bramkarza, gola strzelił również Jamal Musiala i mistrzowie Niemiec wygrali z „czerwoną latarnią” rozgrywek 5:0. Mecz bez historii: Bawarczycy spokojnie kontrolowali mecz, raz po raz atakując bramkę strzeżoną przez Alexandra Schwolowa. Goście coś próbowali, ale zupełnie nic nie wychodziło. Są w fatalnej formie. 0 punktów, pierwsza drużyna z dwucyfrową liczbą straconych goli. Ile jeszcze Pal Dardai będzie na stołku? Zobaczymy, co pokażą z Bochum i Greutherem, rywalami w walce o utrzymanie. A Bayern ze spokojem może przygotować się do hitu najbliższej kolejki, w której zmierzą się z Lipskiem.

            Było o Hercie, to jak tam sytuacja w Unionie? Pod Starą Leśniczówką dobrze się zaprezentował przeciwko Borussii Moenchengladbach. W 22. minucie odbiór Maxa Kruse, podanie do Genki Haraguchiego, ten dośrodkował, a tam główką akcję wykończył Niko Giesselmann. To drugi mecz Niemca ze strzeloną bramką, co jest złą wiadomością dla Tymoteusza Puchacza. To, co zrobiła dwójka Kruse-Taiwo Awoniyi przy golu na 2:0, to było piękno w czystej postaci. Tylko ta dwójka poszła do kontry po rzucie rożnym gości. Nigeryjczyk podał do Niemca i od razu wbiegał do prostopadłego dogrania. Później minął Yanna Sommera i skierował piłkę „na pustaka”. Dużo akcji zaczepnych nie zostało zrobionych, co było powodem do wysłuchania fenomenalnego dopingu, jaki niósł się na stadionie drużyny ze wschodniej części stolicy. BMG próbowało coś zmienić w swojej grze, ale nie mogli się przedrzeć przez świetnie spisującą się defensywę, którą dowodził Robin Knoche. Ta maszyna dobrze funkcjonowała do doliczonego czasu gry. Wówczas Laszlo Benes strzelał, Andreas Luthe obronił, ale dobitki Jonasa Hofmanna już nie dał rady odbić. Union szczęśliwie dowiózł wynik 2:1, chociaż gdyby byli skuteczniejsi, to nie byłoby nerwówki na końcu. Po trzech meczach mają 5 punktów – bardzo dobry wynik patrząc na to, z kim się mierzyli. Goście natomiast mają tylko jedno „oczko”, i to zdobyte przeciwko Bayernowi na inaugurację.

            Na koniec hit tej kolejki: Wolfsburg kontra Lipsk. I ktoś, kto oglądał ten mecz, może się zdziwić, ale mi się ten mecz podobał. Nawet w pierwszej połowie, chociaż okazji było jak na lekarstwo. Dlaczego? Bo lubię takie wojny psychologiczne. To było badanie psychiki rywali, ale też tego, na ile sędzia pozwoli. Defensywa gospodarzy lepiej ogarnęła teren i w 52. minucie oddała cios – jak się później okazało – ostateczny. Świetne rozegranie akcji na lewą stronę, skąd Renato Steffen dośrodkował w pole karne, odbił je Peter Gulacsi, ale do piłki dopadł… Jerome Roussillon i strzelił bramkę. Nagle w akcji pozycyjnej znalazł się lewy obrońca na 11. metrze i zachował się niczym rasowa dziewiątka. Genialny występ również Xavera Schlagera, który był idealny w odbiorze i dograniach. Goście próbowali coś zdziałać, ale defensywa była na nich bardzo dobrze przygotowana. Ostatecznie Wolfsburg z kompletem punktów po 3 meczach przewodzi tabeli Bundesligi. RB z kolei tylko jedno zwycięstwo. Już piąta wyjazdowa porażka z rzędu!

            Teraz niestety przerwa reprezentacyjna, a po niej dwa hity: Bayer u siebie zagra z Borussią Dortmund, a w Lipsku RB podejmie mistrzów Niemiec Bayern. Oj będzie się działo między 10 a 12 września!

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: