Ballada o grubasie, hawajskiej koszuli i dominacji. Przygody Mino Raioli

Mówią, że do pracy jest mu potrzebny jedynie naładowany telefon, prawnik i przekąski w zasięgu ręki. Mino Raiola, który dla większości kibiców znany jest jako zachłanny pasibrzuch, od niespełna dwóch dekad trzęsie rynkiem transferowym i dyktuje na nim warunki. Kiedy zasiada do stołu negocjacyjnego walczy niczym lew o dobro własne i klientów, których zwykł traktować jak własne dzieci. Podróżując po świecie odziany w ekstrawagancką, hawajską koszulę wywołuje skrajne emocje. Nikomu się nie kłania, dzięki czemu niejednokrotnie rzucał na kolana najpotężniejszych ludzi w piłkarskim biznesie.

Co do ubioru Raioli krążą rozmaite legendy. Pewnego razu, dziennikarz angielskiego „The Telegraph” spytał Mino czemu właściwie nie nosi się bardziej elegancko, skoro jest jednym z potężniejszych piłkarskich agentów, a w codziennej pracy zazwyczaj ma kontakt z ludźmi noszącymi się pod krawatem. Ten odrzekł spokojnie: „Odkryłem, że kiedy nie nosisz garnituru, to nie doceniają cię jeszcze bardziej. Poza tym źle wyglądam w garniturze.” Mino twierdzi, że kiedy biznesowi przeciwnicy go lekceważą, sam zyskuje tym przewagę. Najczęściej widzimy go w bluzie z kapturem i z nieodłącznym telefonem w ręku. Uwielbia wygodne, krótkie spodenki, wzorzyste koszule i niedbałe, pogniecione T – shirty, które nie intencjonalnie podkreślają jego ogromny brzuch. Ubiór to część jego stylu, manifest jego rogatej duszy, a może osobista taktyka obliczona na zwiększenie rozgłosu wokół jego działań.

Swego czasu, Zlatan Ibrahimović, klient korpulentnego agenta, w swojej autobiografii przytoczył znaczącą w tym kontekście anegdotę. Było upalne lato 2004 roku, a Raiola dopiero, co przejął interesy szwedzkiego napastnika, który w tamtym czasie nie był jeszcze topowym graczem. Otwierało się okno transferowe. Ibra wspominał:

„Co do mnie, zainteresowanie ze strony wielu klubów ostygło. Jedynie Moggi (ówczesny dyrektor sportowy Juventusu F.C  – przyp. Red. O.B) był poważnie podekscytowany. Jednak zaproszenie mnie do Turynu nie było takie proste. Moggi nie miał dla nas zbyt wiele czasu. Zdołaliśmy spotkać się z nim na pół godziny w Monte Carlo podczas Grand Prix Monaco Formuły 1. Przypuszczam, że był tam w interesach. Mieliśmy zobaczyć się z nim w salce VIP na lotnisku, ale był okropny korek, więc nie posuwaliśmy się nawet o metr. Zostaliśmy zmuszeni, by wysiąść z samochodu i biec, a Mino nie jest wcale wielkim sportowcem. To grubas. Dyszał i zlał się potem. Nie był zbyt stosownie ubrany jak na takie spotkanie: miał na sobie hawajskie szorty, koszulkę Nike’a i buty do joggingu bez skarpetek, a teraz był jeszcze kompletnie mokry. Dotarliśmy do wskazanej salki VIP na lotnisku, a w środku było pełno dymu. Luciano Moggi, w bardzo eleganckim garniturze, palił wielkie cygaro. Natychmiast można było zdać sobie sprawę, że to wpływowa postać. Był przyzwyczajony do tego, że ludzie robią tak, jak on mówi. Popatrzył na Mino: „Ale jak ty się ubrałeś?”. „Jesteś tutaj, żeby zajmować się moim wyglądem czy rozmawiać o interesach?” syknął Mino, i wszystko się zaczęło.”

Istotne w tej opowieści jest również tło. Siedemnaście lat temu Raiola nie był największym, piłkarskim menadżerem globu. Za to Luciano Moggi, piastując już wcześniej wysokie stanowiska, był u szczytu swojej potęgi. Trząsł europejskim rynkiem transferowym, trzymał w garści wielu pośredników, a także jak się później okazało – w skutek niechlubnej afery Calciopoli – kontrolował wielu więcej ludzi piłkarskich Włoch. Cała władza Luciano Moggiego, nie robiła na Raioli większego wrażenia. Słynna jest historia mówiąca o tym, jak Mino sprzedawał Pavla Nedveda do Juventusu FC. Umówił się z Moggim na spotkanie, na które dyrektor sportowy bianconerich się spóźniał. W pewnym momencie, Raiola wyszedł ze spotkania, a kiedy dodzwonił się do potężnego Luciano, zbeształ go i pouczył, żeby zaczął szanować czas innych ludzi. 

To, co zbudowało Raiolę i pozwoliło mu wejść na sam szczyt to unikatowy charakter. Nigdy nikomu się nie kłaniał. Wierzył we własną pracę i we własne poczucie wartości. W wieku niespełna dwudziestu lat pozwał holenderską federację piłkarską. W młodości, kiedy jego znajomi chodzili na imprezy, on poświęcał wolny czas na naukę języków obcych, bo wiedział, że musi być najlepszy w każdym calu. Był głodny sukcesów i pierwszych wielkich pieniędzy, dlatego zakładał firmy, uczęszczał na kursy prawnicze, a po godzinach zmywał naczynia w rodzinnej restauracji. Mino to walczak.

Od kelnera do milionera

Don Vito Corleone, fikcyjny bohater „Ojca Chrzestnego” autorstwa Mario Puzo, kierując interesami swojej nowojorskiej, mafijnej organizacji, zwykł przy wielu okazjach dzielić się ze swoim otoczeniem licznymi powiedzeniami i mądrościami życiowymi. Mawiał, że „wielcy ludzie nie rodzą się wielkimi, tylko się nimi stają”. Jednakże ciekawsze w odniesieniu do bohatera tego tekstu wydają się słowa mówiące o tym, że „każdy człowiek ma jedno przeznaczenie.” Co oznacza, że każdy z nas ma jedno powołanie, prowadzące nas jedną, życiową ścieżką.

Mino zadecydował o swoim, kiedy będąc nastolatkiem po raz pierwszy zaangażował się w rodzinny, restauracyjny biznes. Miał zaledwie 12 lat i chciał częściej widywać się ze swoim ojcem, który pochłonięty był nieustanną pracą. Po tym jak rodzina Raiolów, rok po narodzinach przyszłego menadżera, wyemigrowała z Neapolu do niderlandzkiego Haarlemu, ojciec Mino założył włoską restaurację i bez reszty poświęcił się rodzinnemu biznesowi. Pracował po osiemnaście godzin dziennie, żeby on i jego rodzina przetrwali w nowych warunkach. Młody Mino, gdy przyszedł do pracy wykonywał najprostsze czynności: zmywał naczynia, zamiatał podłogi i zbierał zamówienia od klientów. Z czasem przejmował rachunkowość i odbierał telefony.

Uwielbiał zagadywać ludzi stołujących się w rodzinnej knajpie. Poprawiał humor, rozwiązywał drobne problemy, służył przysługą. W wieku 17 lat założył firmę maklerską „Spa Intermezzo”, dzięki czemu pomagał włoskim przedsiębiorcom odnaleźć się na holenderskim rynku. Dwa lata później, za zgromadzone pieniądze kupił podupadający, lokalny McDonald i sprzedał go deweloperowi z ogromnym zyskiem. Warto to spostrzec: kiedy rówieśnicy Mino zawzięcie uczyli się, żeby podejść do egzaminu dojrzałości, on zarabiał pierwsze większe pieniądze, które wkrótce zainwestuje w swoją agencję menadżerską.

***

Najważniejszą osobą jego dorastania była jego babcia. Skromna kobiecina, analfabetka, która miała odwagę porzucić swoje dotychczasowe życie i poświęcić się dla rodziny. Dla niej najważniejsza była przyszłość potomków, ciężka praca i dobro ludzi wokół niej. Po latach Mino wspominał:

 „Przychodziła z pracy bardzo późno, wstawałem rano do szkoły, a ona była już na nogach i zapraszała wszystkich na śniadanie. Była to najszlachetniejsza osoba, jaką w życiu poznałem. A poznałem tysiące. Od zwykłych, szarych, po wielkich, znanych na całym świecie, zarządzających gigantycznymi fortunami.”

Brał z niej wzór. Potem, często pytany o sekret swojej wielkiej kariery odpowiadał, że rzetelna praca polega na służeniu innym osobom. Mówił też, że kolosalne pieniądze, które zarabia to jedynie efekt dobrze wykonanej roboty, podczas gdy ludzie myślą, że jest chciwy i pazerny.

***

W międzyczasie przydarzył się epizod, który zaważył na całym jego życiu. Po tym jak wywiązywał się z licznych obowiązków, często przychodził do rodzinnej restauracji obsłużyć ostatnich klientów. Raiola wspominał:

„W każdy piątek w naszej pizzerii jadał prezydent HFC Haarlem. Zawsze zagadywałem go i mówiłem mu, że nie ma pojęcia o futbolu. To go irytowało. Pewnego dnia powiedział mi, że jak jestem taki mądry, to da mi szansę spróbować”.

W ten sposób Mino został dyrektorem sportowym lokalnego klubu. Mimo, że nie dysponował wielkimi zasobami finansowymi, próbował działać – w swoim stylu – spektakularnie. O mały włos, a na prowincję udałoby się ściągnąć Dennisa Bergkampa, zanim ten wyjechał do Włoch i wypłynął na szerokie, piłkarskie wody. Niedługo potem, Mino odszedł ze stanowiska, jednak zebrał olbrzymie doświadczenie i zrozumiał, że w branży piłkarskiej czekają na niego ogromne pieniądze.

W tamtym czasie wytransferował Bryana Roya na Półwysep Apeniński, pomagając mu wcześniej malować mieszkanie. Błyskawicznie porozumiał się z ówczesnym trenerem Foggi, legendarnym Zdenkiem Zemanem i zaczął przerzucać pierwszych zawodników do Włoch. Pomagało mu to, że już wtedy znał aż pięć języków obcych. Wiele lat później, dziennikarz Edwin Struss pracujący wówczas w lokalnej gazecie wspominał częste spotkania z „pulchnym, niskim nastolatkiem, który już wtedy mówił jakby rządził światem”.

Mentalność drapieżnika i rodzinna atmosfera

„Nasze biuro menedżerskie zawsze było i nadal jest jedyną, prawdziwą rodzinną agencją w piłce nożnej, uznaną za prekursora we wszystkich aspektach związanych z zarządzaniem sportowcami. Nikt na świecie nie jest taki jak my. Stworzyłem własny zespół doskonałości. Dziś ta agencja ma wyjątkowe i zwycięskie DNA, podobnie jak duże marki, na przykład Ferrari. Naszą ambicją, tak jak zawodników, którzy nam zaufali, jest ciągłe podnoszenie poprzeczki”

Mino Raiola w wywiadzie dla włoskiego „Tuttosport”

Raiola jest wszędzie. Nieustannie podróżuje, dzwoni, dyskutuje, sporządza obszerne raporty. Bada i analizuje rynek jak nikt inny. Nieżyczliwi mogą stwierdzić, że Mino jest jak mityczny potwór o siedmiu głowach, które po ścięciu ponownie odrastały. Zanim młody talent wpadnie w oko kibica, można przypuszczać, że Raiola już zdążył spenetrować otoczenie takiego piłkarza. Jest jak legendarny Shaquille O’Neal w polu trzech sekund podczas swojej przygody w Los Angeles – całkowicie dominuje branżę, w której funkcjonuje od lat.

Bodaj najlepsze w historii Mino było lato 2016 roku. W Manchesterze United umieścił trzech swoich najlepszych graczy i zgarnął absurdalne prowizje. Dość powiedzieć, że podczas transferu Paula Pogby reprezentował trzy strony (oba kluby i zawodnika), dzięki czemu zarobił nieco ponad 41 milionów euro. Następnie do Anglii przenieśli się Zlatan Ibrahimović i Henrich Mychitarian, co również było zasługą korpulentnego potomka włoskich emigrantów. Niedługo po skończonej pracy udał się na wczasy i postanowił kupić luksusową rezydencję na obrzeżach Miami, która niegdyś należała do Ala Capone.

Mino jest ze wszech miar wyjątkowy. Dociera do ludzi o monstrualnym ego, jest otwarty i życzliwy. Jednocześnie potrafi być bezpośredni, niekiedy wulgarny. Na pierwszym spotkaniu ze Zlatanem, po tym jak pochłonął niewyobrażalną furę jedzenia, stwierdził, że statystyki strzeleckie szwedzkiego talentu napawają go wstrętem. Zmusił swojego klienta do sprzedaży drogocennych aut i zegarków, motywując go do cięższej pracy nad sobą. Odkąd razem współpracują, Zlatan zwiedził największe kluby Starego Kontynentu, a Raiola zbił niemałą fortunę. Mino jest dostępny, magnetyzujący, dzięki czemu wielokrotnie potrafił odmienić bieg karier wielu swoich podopiecznych.

***

„Nigdy nie jestem usatysfakcjonowany. Kiedy odchodzę od stołu często sobie myślę: kurczę, za łatwo powiedzieli „tak”. I wracam z nową ofertą”.

Mino Raiola o swoim podejściu do negocjacji

Moja żona czasem mówi: „odłóż ten telefon!” Ale ja nie mogę go odłożyć. Nie dlatego, że nie jestem w stanie. Nie chcę! Lubię, kiedy do mnie dzwonią. Martwię się, jeśli telefon milczy. „Ku*** mać, coś jest nie tak!” Nie chodzi o negocjacje, ale czynniki socjalne i psychologiczne.

Mino Raiola

***

Kierowanie karierą zawodnika to nie tylko spieniężanie jego karty zawodniczej, negocjowanie pensji i kwoty odstępnego. Prawdziwi mistrzowie w tej branży skupiają się na wyciągnięcie najlepszego, co może zaoferować piłkarz. Skupiają się na rozwinięciu jego umiejętności i zmianie jego mentalności. Raiola wymaga, żeby każde boiskowe osiągnięcie poprzedzić ciężką pracą. Bodaj jedynym zawodnikiem, którego nie udało mu się okiełznać jest Mario Balotelli.

***

 „Nikt mnie nie zdominuje. Nie obchodzi mnie kim jesteś. Być może mogą to zrobić moi synowie i mógłbym na to pozwolić z powodu miłości. Jestem prostym facetem. Zostaw mnie w spokoju, to ja dam spokój tobie. Jeśli mnie jednak prowokujesz, ja zaczynam zbierać środki.”

Mino Raiola w wywiadzie dla angielskiego „The Telegraph”

„Raiola może mieć wszystkie najgorsze cechy na świecie, ale to wspaniały menedżer. Jest niesamowicie trudnym kontrahentem. Zawsze walczy o jak najlepsze warunki dla swoich piłkarzy.”

Julien Fournie, były dyrektor sportowy Nicea OGC

***

W wywiadzie udzielonym na początku 2020 roku, dla „The Telegraph”, Raiola odsłonił część swoich tajemnic. Angielskich dziennikarzy przyjął w eleganckim biurze położonym blisko centrum Monte Carlo. Mino rozsiadł się w głębokim fotelu, wziął do ręki dwie kartki papieru i zaczął tłumaczyć: – Różnica pomiędzy najlepszymi piłkarzami i całą resztą jest bardzo prosta – powiedział, po czym narysował w centrum kartki, odręcznie, jeden duży okrąg i parę mniejszych wokoło. Kontynuował – centrum życia najlepszego piłkarza stanowi piłka nożna. To co teraz powiem nie jest miłe i ludzie tego nie lubią, ale żona, dzieci, samochody, hobby, dom, znajdują się dookoła tego. Każda decyzja zostaje więc podjęta z myślą o piłce nożnej. „Co jest najlepsze dla mojej kariery?” Nie – „gdzie moje dziecko będzie miało najlepszą szkołę?” Nie – „gdzie chce mieszkać moja żona?” – Na drugiej kartce narysował podobny schemat. W największym kole pośrodku figurował napis „normalni piłkarze”. Na mniejszych kółkach, kolejno: „Gdzie chce mieszkać moja żona?”, „W jakie miejsce warto zwiedzić”, „gdzie będzie najlepsza szkoła dla mojego dziecka”. Mino kończy rysowanie i porównuje obie kartki. Mówi, że najlepsi zawodnicy mają wyjątkową mentalność, a piłka nożna jest centrum ich funkcjonowania. Najlepsi nigdy się nie zadowalają, bo mają mentalność zwycięzcy. „Normalni piłkarze” deprymują się wieloma, innymi sprawami, przez co ich kariera dużo traci.

Podopieczni Mino muszą mieć wyjątkową mentalność.

Chcesz kupić Rolls – Royce czy nie?

„Kontuzja była dla Zlatana trudnym doświadczeniem. Mówiłem mu, że udaje – że gdyby naprawdę było tak źle, powinno go znacznie bardziej boleć. Starałem się sprawić, żeby o tym zapomniał, i nie okazywać, jak bardzo się martwię. „Odpierdol się” – mówił. – Jesteś gruby. Jeśli kiedykolwiek nakręcą film o moim życiu, ciebie zagra Danny DeVito”. Odpowiadałem mu wtedy, że sam ma się odpierdolić, i tak zaczynał się każdy kolejny dzień.”

Mino Raiola o współpracy z „Ibracadabrą”

Jeżeli kiedykolwiek zdecyduje się na spisanie obszernych wspomnień w formie autobiografii, ta najpewniej z miejsca stanie się najbardziej poczytną, piłkarską lekturą wszechczasów. Raiola to bez wątpienia jedna z bardziej barwnych postaci w tym biznesie. Na arcyważne spotkania potrafił przybyć odziany w hawajską koszulę. Swego czasu, powiedział, że Johan Cruyff jest obłąkany. Zdarzyło mu publicznie wytykać nieudolność Pepa Guardioli i poważnie zadrzeć z samym Sir Alexem Fergusonem. O Jurgenie Kloppie, który śmiał zesłać jego klienta do rezerw drużyny, powiedział, że „zachował się jak kawałek gówna”. Właściciel SSC Napoli, Aurelio de Laurentis bez ogródek stwierdził, że Raiola jest niczym „wrzód na dupie”. Wielu uważa, że Mino kocha rozgłos. To nieodłączna część jego stylu. Element czegoś nietuzinkowego, barwnego, w świecie wykreowanym przez agencję PR.

Przeglądając komentarze pod artykułami traktującymi o Raioli odnoszę wrażenie, że wielu ludzi niewiele wie czym właściwie zajmują się agencje sportowe. Mino wcale nie jest negatywnym bohaterem układanki, która nazywa się rynkiem piłkarskim. Owszem, być może jest zachłanny i pazerny na pieniądz, ale przy tym kapitalnie chroni interesy swoich klientów. Ten, kto uważa, że ludzie pokroju Raioli nie są potrzebni w piłkarskim biznesie, musi być potwornie naiwny. Świat rynków transferowych przypomina dżunglę, w którym zawodnik potrzebuje przewodnika. Kariera piłkarza jest – na ogół – krótka, a Mino stara się w jak najkrótszym czasie popchnąć swojego gracza na szczyty i zapewnić mu finansową stabilizację.

Raiola uwielbia uczyć, wyjaśniać i mędrkować. To po części element jego pracy. Dlatego też, kiedy do swojej siedziby zaprasza dziennikarzy, media przez długi czas mają pożywkę, a czytelnicy okazje żeby skonfrontować swoje poglądy. Mino nie żyje w bańce, wie jaką ma opinię wśród kibiców, jak ludzie postrzegają jego prace i kolosalne pieniądze, które z niej wynikają. W jednej wypowiedzi otwarcie odniósł się do coraz większych kwot, które funkcjonują w piłkarskim świecie i sztuce wyceniania piłkarzy:

„Wiesz, Rolls-Royce miał przez lata takie podejście, że jeśli klient wchodził i pytał o cenę samochodu, to oznaczało, że go na to nie stać. Nie chodzi o pieniądze. Chcesz Rollsa czy nie? Jeśli chcesz, to go kupisz. Znam wartość swoich piłkarzy na rynku i gdybym był szalony, to nikt by ich nie kupował. Ja nie odpowiadam za rynek. Jeśli Jeff Koons (amerykański rzeźbiarz) wykonuje dwumetrową replikę i sprzedaje ją za 200 milionów, to on jest szalony, czy rynek się myli? To kwestia rynku, nie moja. Mówię, że Pogba jest tyle warty, bo znam rynek i wiem czego potrzebują kluby. Nie, chcą. Potrzebują. Jeśli odmawiają, to może ja jestem szalony. Jednak dlaczego mi nie odmawiają? Bo wiedzą, że to co mówię jest prawdą, a najlepsi piłkarze sami ustanawiają swój rynek.”

***

Przyszłość Mino Raioli nie jest w żaden sposób zagrożona. Nie tylko ze względu na jego potęgę, ale przed wszystkim etykę pracy i osobowość. Mimo, że nigdy nie wybiegł na boisko jako zawodowy piłkarz, jest jedną z bardziej barwnych postaci piłkarskiego świata. Wciąż przyciąga do siebie najlepszych, budzi szacunek, a ludzie ciekawi są jego zdania. Przy tym nie starzeje się, nadal potrafi być bezwzględny, stawiać na swoim. Ostatnio ku oburzeniu czerwono – czarnej części Mediolanu umieścił Gigio Donnarummę w Paryżu. Tymczasem był to dosyć przemyślany ruch. Mino zna rynek, tempo w jakim pieniądz potrafi cyrkulować w tym biznesie i wartość swojego klienta, który za parę lat może być bezwzględnie najlepszy w swoim fachu na świecie. Parę tygodni temu jego klient, Romelu Lukaku, przeniósł się na Wyspy Brytyjskie za astronomiczną sumę ponad 115 milionów euro. Za jakiś czas, Raiola wytransferuje Erlinga Haalanda i zapewne zgarnie rekordową prowizję, która rozwścieczy wszystkich futbolowych obrońców moralności. Nic sobie z tego nie robiący Mino znów zbierze swoje siły, przygotuje się jak nikt inny i zmotywuje się do ciężkiej pracy. I znowu będzie najlepszy!

Minie jeszcze wiele lat zanim ktokolwiek go zdominuje.  

Olgierd Bondara

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s