Nieważne jak zaczynasz, ważne, jak kończysz, czyli o tryplecie, którego nie zdobyto

            Bayer całkiem przyzwoicie zaczął obecny sezon. W trzech meczach zdobyli 7 punktów, mają najlepszy bilans bramek, pod względem transferów również jest to ścisła czołówka Bundesligi. Widać, że trener Gerardo Seoane ma pomysł na tę drużynę. Jednak trzeba to powiedzieć głośno: to dopiero początek sezonu. A po przerwie reprezentacyjnej będą gościć na BayArena Borussię Dortmund i to pokaże ich potencjał. Trzeba też pamiętać, że czeka ich gra na trzech frontach. Tryplet jest raczej niemożliwy, chociaż nigdy nie mów nigdy, bo raz się o nią otarli. Cofnijmy się 20 lat wstecz…

ZANIM ZACZĄŁ SIĘ SEZON

            Aptekarze sezon 2000/01 w Bundeslidze skończyli na 4. miejscu. W Europie nie poszło dobrze. W Lidze Mistrzów trzecie miejsce w grupie, gdzie mierzyli się z Realem Madryt, Sportingiem Lizbona i Spartakiem Moskwa. Ta lokata dała prawo udziału w 3. rundzie Pucharu UEFA, gdzie przegrali w dwumeczu z AEK Ateny i dla nich europejskie puchary skończyły się już w grudniu. Trzeci front też nie wyszedł – odpadli w 1/8 finału z Freiburgiem. Podczas tego sezonu drużynę prowadziło trzech trenerów: Christoph Daum, Rudi Voeller i Berti Vogts.

            Władze postanowiły zatrudnić niejakiego Klausa Toppmoellera. Czy była to postać anonimowa? Niekoniecznie, a przynajmniej nie w VfL Bochum, ponieważ pracował tam w latach 1994-1999, a sezon 1996/97 klub z Zagłębia Ruhry z nim na pokładzie zakończył rywalizację w Bundeslidze jako beniaminek na piątym miejscu – najwyższym w historii klubu. Dzięki temu zagrali w Pucharze UEFA, gdzie odpadli w 1/8 finału z Ajaxem. Poza tym trenerskie CV 50-latka nie powalało: FSV Salmrohr, SSV Ulm, FC Wizmut Aue (obecnie Erzgebirge Aue), Waldhof Mannheim, Eintracht Frankfurt, Saarbruecken. Zatrudnienie go zatem wiązało się z dużym ryzykiem.

            Na okienku transferowym spokojnie. Sprzedali Roberta Kovaca – podstawowego środkowego obrońcę – do Bayernu za 7,5 mln euro. Większość tej kasy – 6 mln – poszła na zakup Zoltana Sebescena z Wolfsburga. W kontekście całego sezonu ważne było kupno Yildiraya Bastuerka – ofensywnego pomocnika z Bochum. Jednak najważniejszy był transfer… za darmo. Wolnym zawodnikiem bowiem stał się bramkarz Hamburga Hans Joerg Butt. To właśnie on – jak się później okaże – nie opuści ani na minutę bramki Aptekarzy.

TAKTYKA I JEJ WYKONAWCY

Ekipa Toppmoellera była elastyczna taktycznie. Najczęściej grali ustawieniem 4-4-2 romb, ale wykorzystywano również formację 3-5-2. Na bramce wspomniany już Butt – jedyny, który rozegrał wszystkie mecze od pierwszej do ostatniej minuty. Na środku obrony grała zazwyczaj para Lucio-Jens Novotny, przy trzech obrońcach dołączał Boris Żivković, nominalny prawy obrońca, który niejednokrotnie wchodził też za któregokolwiek z tej pary w systemie z czterema defensorami. Niezastąpiony na lewej stronie defensywy okazał się Diego Placente, kupiony w zimowym okienku poprzedniego sezonu z River Plate za 7,3 mln euro. Prawą stroną wedle potrzeb można było rotować, gdyż o pierwszy skład walczyła para Żivković-Sebescen. Były mecze, w których grali oni jednocześnie, co wynikało ze stawiania Chorwata w centralnej części.

            W pomocy pełen komfort miał trener Toppmoeller. Zacznijmy od pozycji numer 6. Tam rządził Carsten Ramelow, który łatał czasami dziurę również na środku obrony. Fenomenalnie na bokach drugiej linii spisywali się: po lewej Brazylijczyk Ze Roberto, po prawej reprezentant Niemiec Bernd Schneider. W sezonie wliczając wszystkie rozgrywki, wykonali kolejno 24 i 16 ostatnich podań. A komu dogrywali? Między innymi Michaelowi Ballackowi. To właśnie on był najskuteczniejszym piłkarzem Bayeru – 23 bramki, do tego 12 asyst. Ale nie zawsze tak to wyglądało prawda? Oczywiście, że nie, dlatego byli solidni zmiennicy, jak np. defensywny pomocnik Jurica Vranjes. Miał 36 występów, ale aż 28 z nich było z ławki. Potrafił załatać dziurę na lewej flance i w środku pola. Wiele meczów rozgrywał Bastuerk i nie odstawał od kolegów statystycznie – 4 gole, 14 asyst. Piłkarze z obrony i pomocy charakteryzowali się uniwersalnością – każdy z nich mógł obskoczyć dwie, trzy, a nawet cztery pozycje bez żadnych problemów.

            Na szpicy głównie można było widywać parę Ulf Kirsten-Oliver Neuville. Razem strzeliła ona 40 bramek, a jeszcze byli rezerwowi. Jak Kirsten i Neuville czuli zmęczenie, wstawali z ławki Dimitar Berbatov i Thomas Brdarić. Na palcach można było zliczyć mecze, kiedy ten drugi wychodził w podstawowym składzie, ale do dogrania meczu był idealny. Natomiast Bułgar przy problemach zdrowotnych któregoś z Niemców wchodził w jego miejsce i po prostu strzelał.

WSZYSTKO SIĘ PIĘKNIE UKŁADAŁO…

            Na początek Bundesligi rozgrzewka – 2 mecze, 6 punktów. Najpierw wygrywają z Wolfsburgiem 2:1, potem 3:0 z Hansą Rostock. Jednak przed nimi batalie z kolejno mistrzem i wicemistrzem Niemiec. Kończy się to ostatecznie dwoma „oczkami”. U siebie remisują 1:1 z Bayernem, na wyjeździe rzutem na taśmę Schneider ustala wynik na 3:3 z Schalke. Kolejne dwa mecze to wygrane 1:0 z Borussią Moenchengladbach i 3:1 z St. Pauli. 7. kolejka i już trzeci poważniejszy przeciwnik – Borussia Dortmund. Tracą gola w 7. minucie. Czyżby pierwsza porażka w sezonie? Nie, bo rezerwowi Brdarić i Berba na 11 minut przed końcem wyrównują stan rywalizacji i mecz kończy się wynikiem 1:1. Później zaczyna się passa ligowych zwycięstw Aptekarzy. W 13. serii spotkań podopieczni Toppmoellera notuje 6. glorię z rzędu, pokonując na wyjeździe Koeln 2:1, i wskakuje na pozycję lidera. Dwa tygodnie później Bayer dopiero po raz pierwszy doświadczył smaku porażki – uległ Werderowi w Bremie 1:2. Następnie u siebie pewnie pokonują Nuernberg 4:2, by zakończyć bardzo dobrą drugą połowę roku nieoczekiwanymi dwoma wyjazdowymi porażkami. W stolicy zwyciężyła z nimi Hertha 2:1, a bramkę na wagę 3 punktów strzelił Pal Dardai – obecny trener stołecznego zespołu. W Wolfsburgu świetne zawody rozgrywa Tomislav Marić, aplikując Buttowi 2 gole i notując asystę przy golu Robsona Ponte, a lider przegrywa z nimi 1:3. Aptekarze kończą rok na pierwszym miejscu z dorobkiem 39 punktów, tyle samo co drugie BVB, a trzeci Werder miał 3 „oczka” mniej.

            Rok 2002 dobrze się zaczął. Pewna wygrana z Hansą 2:0 po bramkach Żivkovicia i Ballacka. Niestety, po porażce 0:2 z Bayernem gracze z Leverkusen opuszczają fotel lidera. Do tego dochodzi kolejny mecz bez zdobyczy punktowej – 0:1 u siebie z Schalke. Cztery dni po tym meczu rozpoczęła się kolejna passa bez ligowej przegranej. Pierwsza w tym sezonie trwała aż 14 meczów. Ta, którą Bayer zaczął od pogromu 5:0 z BMG, zatrzymała się na liczbie 10. W 24. kolejce rozgromili u siebie inną Borussię – Dortmund – 4:0 i znów Aptekarze objęli prowadzenie. Po remisie w następnej serii spotkań z Freiburgiem ekipa Toppmoellera zanotowała 5 zwycięstw z rzędu. Stracili punkty dopiero w Hamburgu, na 3 kolejki przed końcem. Wówczas mieli 5 punktów przewagi nad drugą drużyną, a byli to dortmundczycy.

            Zanim opowiem o końcówce tych rozgrywek, zobaczmy, jak sobie radziło w DFB-Pokal. Tam w 1. rundzie trafiają na trzecioligowy Jahn Regensburg, który zostaje pokonany z łatwością 3:0. Następna przeszkoda – drugoligowe VfL Bochum – przysporzyła więcej kłopotów. Na szczęście dla Aptekarzy Berbatov ustrzelił hattricka, a Toppmoeller i spółka pokonuje klub z Zagłębia Ruhry 3:2. Również różnicą jednej bramki została wypunktowana inna drużyna z zaplecza – Hannover 96. Tym razem skończyło się wynikiem 2:1. W kolejnym meczu tych rozgrywek – a to już był ćwierćfinał – znowu daje o sobie znać 20-letni Bułgar. Tym razem kończy mecz z Doppelpackiem, a klub z Leverkusen wygrywa u siebie z TSV 1860 Muenchen 3:0. Najwięcej nerwów kibice zjedli podczas półfinału. Bayer prowadził na BayArena 1:0 z Koeln i grało w przewadze – kwadrans przed końcem meczu Gregori Donkov dostaje czerwoną kartkę. Jednak to nie przeszkodziło, by goście doprowadzili do dogrywki w doliczonym czasie gry. Tam więcej sił zachowali gospodarze. W obu połowach strzelili po bramce i awansowali do finału.

            A jak wyglądali nasi bohaterowie w Europie? Startowali od eliminacji, gdzie musieli pokonać jednego rywala. Trafiło na Crvenę Zvezdę, z którą wygrali w dwumeczu 3:0. W fazie grupowej los przydzielił Niemcom Fenerbahce (dwa razy wygrana 2:1), Barcelonę (przegrana 1:2 i wygrana 2:1) i Olympique Lyon (wygrana 1:0 i przegrana 2:4). Do drugiej fazy grupowej przeszli z drugiego miejsca za Hiszpanami. Tam czekali już: Juventus (0:4, 3:1), Arsenal (1:1, 1:4) i Deportivo La Coruna (3:0, 3:1). Tak się ułożyły wyniki innych meczów, że 10 punktów i bilans 11-11 wystarczyły do awansu z pierwszego miejsca. Czas na ¼ finału, a w niej Liverpool. Pierwszy mecz przegrany na wyjeździe 0:1. Rewanż obfitował w większą liczbę bramek. Ostatecznie po wielu zwrotach akcji to Niemcy cieszyli się z promocji do półfinału, pokonując Anglików 4:2. Los chciał znowu wojnę niemiecko-angielską, tym razem z Manchesterem United. Znowu rywalizacja zaczyna się na Wyspach. Gospodarze dwukrotnie prowadzą, ale za każdym razem Bayer doprowadza do remisu i kończy się spotkanie wynikiem 2:2. Dobry rezultat przed meczem na BayArena. Tradycyjnie to Wyspiarze prowadzą, Niemcy wyrównują i dowożą to do końca. 1:1 w Niemczech, w dwumeczu 3:3 i Aptekarze zameldowali się w finale dzięki bramkom na wyjeździe.

MECZE, KTÓRE ZAWAŻYŁY… O NICZYM

Tak jak wspominałem, po 31 kolejkach drużyna z BayArena miała 5 punktów przewagi nad BVB. Z gabinetów wicelidera wynikało, że nie wierzyli już w mistrzostwo. Na dowód tego przytoczę cytat z książki Uliego Hesse „Borussia Dortmund. Siła Żółtej Ściany:

„Mówi się, że wszystko jest możliwe – zauważył głęboko zawiedziony Sammer – ale teraz musimy się skupić na obronie drugiego miejsca”. Wtórował mu dyrektor finansowy Meier: „Do tej pory próbowaliśmy atakować szczyt. Ale teraz musimy zmienić tor i spojrzeć za siebie. Bayern Monachium, Schalke i Hertha sporo do nas nadrobiły”.

Wyglądało więc na to, że podopieczni Toppmoellera mają autostradę do pierwszego w swojej historii mistrzostwa Bundesligi. Gościli u siebie Werder i od 5. minuty przegrywali po bramce Krisztiana Lisztesa. Po pół godziny gry na 1:1 strzelił Ze Roberto. Jeszcze przed przerwą podyktowano rzut karny dla gospodarzy. Podszedł do niego – jak zawsze – Hans Joerg Butt i… obronił go Frank Rost! W drugiej połowie do siatki trafił Ailton i bremeńczycy wywieźli z trudnego terenu 3 punkty. Tymczasem BVB wygrało z Koeln 2:1 i różnica do Bayeru zmniejszyła się do dwóch „oczek”. Przedostatnia seria spotkań. Aptekarze mierzyli się z drużyną rozpaczliwie broniącą się przed spadkiem – Norymbergą. Czyli łatwa wygrana i można się szykować na następne spotkania prawda? No nie, kolejna przegrana. Tym razem 0:1. W 23. minucie Jacek Krzynówek dośrodkowuje w pole karne, a tam główką strzela bramkę Marek Nikl. Dzięki temu gospodarze wydostali się z strefy spadkowej. W tym samym czasie szalony mecz rozgrywał się w Hamburgu, gdzie miejscowe HSV grało z Borussią Dortmund. Ostatecznie goście pokonują rywali 4:3 i nagle podopieczni Matthiasa Sammera byli na czele tabeli. Mieli o punkt więcej. Na koniec ligowego sezonu klub z Leverkusen po dublecie Ballacka zdobył 3 punkty w meczu z Herthą, ale to nie wystarczyło. Żółto-czarni zrobili to, czego nie dokonali 2 tygodnie wcześniej Aptekarze – pokonali u siebie Werder. Pierwsze trofeum wymknęło się z rąk. A to nie wszystko.

            11 maja 2002 roku. Olympiastadion Berlin. Finał DFB-Pokal. Schalke-Bayer. 70000 widzów czeka na spektakl. I się doczekało. 6 goli, krew, pot i łzy zostawione na boisku. Kanonada zaczęła się w 27. minucie. Wówczas trafił król strzelców tych rozgrywek Berbatov. Jeszcze przed przerwą wyrównał Joerg Boehme. Po zmianie stron to klub z Zagłębia Ruhry doszedł do głosu i strzelił 3 bramki. Najpierw Victor Agali, potem Andreas Moeller i na koniec Ebbe Sand. Podopieczni Klausa Toppmoellera odpowiedzieli tylko golem Kirstena. Warto dodać, że pierwszą połowę w finale zagrał po stronie Schalke Tomasz Hajto, a cale spotkanie rozegrał Tomasz Wałdoch. Bayer przegrywa 2:4 i znowu jest drugi. A za 4 dni ostatni mecz sezonu.

            15 maja 2002 roku. Hampden Park w Glasgow. Bayer znowu gra na Wyspach Brytyjskich. Tym razem rywal nie z Anglii. Po drugiej stronie barykady staje naszpikowany gwiazdami Real Madryt. Ponad 51 tysięcy kibiców na trybunach i miliony przed telewizorami wyczekuje najważniejszego spektaklu piłkarskiego w sezonie. Po 9 minutach fani Realu szaleją z radości. Roberto Carlos wykonuje aut, piłka trafia do Raula, a on pokonuje Butta. 5 minut później, rzut wolny wykonuje Bernd Schneider. Dośrodkowanie na główkę Lucio i jest wyrównanie. Jednak ostateczne uderzenie należało do Hiszpanów. Znowu Roberto Carlos jako asystent. Tym razem zagrywa świecę w pole karne, tam niesamowitym wolejem popisuje się Zinedine Zidane i umieszcza futbolówkę pod poprzeczkę. 2:1. Bayer przez całą drugą połowę próbowało coś wskórać, ale wtedy zaczęła się legenda niespełna 20-letniego Ikera Casillasa, który wszedł w 68. minucie za kontuzjowanego Cesara Sancheza. Real po raz dziewiąty sięga po Puchar Europy. Bayer marzył o tryplecie, a został z niczym. Przepraszam, jednak coś zdobył – przezwisko „Vizerkusen”.

CO STAŁO SIĘ DALEJ?

            Za 15,5 mln euro sprzedano po sezonie do Bayernu dwa filary: Ze Roberto i Michaela Ballacka. Prawie 2 razy więcej wydali na transfery przychodzące. Znalazł się tam również Polak – Radosław Kałużny. Nie przełożyło się to na wyniki a wręcz przeciwnie. Było tak źle, że po 20 kolejkach Bayer wylądował w strefie spadkowej. Tydzień później – po porażce 1:2 z Hansą – zwolniono Klausa Toppmoellera. Ostatecznie do końca walczyli o utrzymanie i się udało – 15. miejsce, ostatnie nad kreską. W Europie odpadli po drugiej fazie grupowej. W niej nie zdobyli ani jednego punktu w grupie z Barcelona, Interem i Newcastle. W DFB-Pokal odpadli w półfinale – przegrali z Bayernem , późniejszym triumfatorem, 1:3.

            Bayer mógł zapisać się złotymi zgłoskami w historii niemieckiej piłki. Mógł być obiektem pożądania, a stał się obiektem drwin. Trochę mi ich szkoda i będę trzymał za nich kciuki w tym sezonie. Tworzy się ciekawy projekt. Czy na miarę tego sprzed 20 lat? Historia zweryfikuje.

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: