Trzy odcienie szarości – problemy dziennikarstwa sportowego w Polsce

Jest godzina trzecia w nocy, leniwie otwieram notatnik i zaczynam pisać o problemach zawodu, w którym jeszcze nic nie osiągnąłem. To żenujące, ale czułem, że poprzednich kilka godzin nie przespałem właśnie z tego powodu. Kilka oczywistych błędów dręczyło mnie od środka. Musicie wiedzieć, że nie uważam się za osobę wystarczająco kompetentną do stawiania osądów, no ale skoro nikt wcześniej się za to nie wziął, teraz branżowy “nikt” musi się za to wziąć. Taka jest już kolej rzeczy.

Kończąc ten przydługi wstęp, zachęcam was do aktywnego czytania tekstu – z odpowiednimi przerwami na własne przemyślenia. To dziennikarz ma za zadanie dostosować się do odbiorcy, a nie na odwrót. Jeżeli któryś z wymienionych problemów faktycznie działa wam na nerwy, warto coś z tym zrobić.

Beton

Pierwsze zagadnienie dotyczy stricte dziennikarstwa telewizyjnego. Od dobrych kilku lat, jesteśmy świadkami pewnego paradoksu – najlepsze rozgrywki w Europie są opakowane w najgorszy możliwy sposób. Jak to możliwe?

Zacznijmy od początku. Po pierwsze, statusu eksperta nie wyznacza już wiedza, a rozpoznawalność, znajomości i wcześniejsze dokonania danej osoby. Po co zapraszać do studia byłego selekcjonera reprezentacji Polski, skoro nie ma on absolutnie nic ciekawego do powiedzenia? Dlaczego ktoś, kto nie ogląda regularnie zagranicznej piłki, ma wypowiadać się (dla przykładu) na temat spotkania Real – Liverpool? Czy taka osoba posiada jakikolwiek punkt odniesienia? Marnujemy czas antenowy na błahe, populistyczne rozmowy. Więcej merytoryki wnosiło już nawet przedmeczowe gotowanie.

To wyjątkowo smutne, gdyż zarządcy wiadomej stacji od lat lekceważą potrzeby konsumentów. Nawet gdy do studia Ligi Mistrzów zapraszany jest (dla odmiany) ktoś ciekawy, otaczający go byli piłkarze/trenerzy skutecznie obniżają poziom dyskusji, wygłaszając opinie poparte subiektywnymi odczuciami, a nie faktami czy (daj Boże!) statystykami.

Mam jednak dobrą wiadomość – poziom dyskusji o piłce w pozostałych stacjach komercyjnych jest znacznie wyższy. Problemem dla przeciętnego widza może być drobiazgowy podział praw do transmisji, natomiast jest już to temat na zupełnie inną rozmowę.

Domki z kart, zamki z piasku

Szeroko pojęta telewizja jest jednak bardzo hermetycznym środowiskiem, a o jej wadach możemy opowiadać jedynie sprzed ekranu. Co innego, w przypadku mediów internetowych… Jeżeli chodzi o dziennikarstwo online, problemy nasuwają się same i można je wymienić tak naprawdę jednym ciągiem:

Redakcje wyśmiewają bezpłatne staże wśród klubów Ekstraklasy, samemu proponując śmieszne wynagrodzenia. Wiele działów takich jak marketing czy social media zatrudnia zdecydowanie zbyt mało osób, przez co pracownicy są mniej produktywni. Koledzy z branży często traktują siebie samych jako potencjalną konkurencję, a dziennikarze piszący dla zajawki przestają widzieć dalsze perspektywy do rozwoju.

Z taką rzeczywistością zderza się niestety wiele ambitnych osób. Co gorsza, w branży praktycznie nie ma przewiewu, a środowiskowe afery zazwyczaj nie prowadzą do zmian personalnych. Geneza problemu sięga jednak jeszcze dalej.

Granica wstydu

Tym razem będzie krótko i na temat – coraz częściej odnoszę wrażenie, że osoby medialne nie ponoszą odpowiedzialności za swoje czyny (nawet gdy działają na niekorzyść własnego pracodawcy).

Spójrzmy tylko na czwartkowy wieczór. W środku tygodnia doświadczyliśmy prawdziwej kumulacji alko-tweetów dziennikarzy/ekspertów sportowych. Jedni wyzywają się z anonimami na Twitterze (swoją drogą, pretensje o anonimowość w internecie stają się coraz śmieszniejsze), a inni bezpodstawnie obrażają piłkarzy i prowokują się nawzajem. Najlepsze jest jednak to, że dokładnie te same osoby chcą później walczyć z hejtem w sieci. Jeżeli naprawdę chcecie coś zmienić, zacznijcie od samych siebie (szczególnie, że dla wielu osób jesteście przykładem).

Czasami warto zastosować się do rady Kuby Wojewódzkiego – piję, więc wyłączam telefon. To tylko jeden ruch ręką. Nauczmy się wreszcie odpowiedzialności za własne zasięgi. W dzisiejszych czasach jest to absolutnie kluczowa kwestia.

Nie zrozumcie mnie źle, ale coraz częściej zadaję sobie pytanie – co musi zrobić dziennikarz/ekspert/celebryta, aby zostać wykluczonym z przestrzeni publicznej – wsiąść za kółko pod wpływem? Normalizować działania zbrojne federacji rosyjskiej? Odebrać komuś życie? Nie, ta bariera została już dawno przekroczona…

Dlaczego tak naprawdę napisałem ten felieton? Skoro doszliście na sam koniec mojej grafomanii, zasługujecie na całkowitą szczerość – jest to tekst napisany z bólu dupy. Z bólu dupy o to, jak bardzo niedowartościowane są niektóre działy w naszych mediach. Z bólu dupy o wszystkich młodych chłopaków, którzy od lat pracują na swoją markę, a nie zarobili jeszcze ani jednej złotówki. Aż wreszcie, z bólu dupy o totalny brak zmian oraz wyciągniętych wniosków przez osoby zajmujące się szeroko pojętym dziennikarstwem sportowym.

Od lat kisimy się we własnym sosie, akceptując mniejsze czy większe afery wizerunkowe (w natłoku informacji, o większości już dawno zapomniano), gafy i niedopatrzenia. W pewnym momencie zapomnieliśmy, że prawdziwą kontrolę nad mediami ma grono odbiorców, a nie poszczególny dziennikarz, redakcja czy stacja telewizyjna. Apeluję – wyciągnijmy wnioski i zacznijmy zmieniać świat mediów na lepsze.

Maciej Szełęga

Przeczytajcie też nasze inne teksty:

Portret Maurizio Sarriego

Wywiad z trenerem Jerzym Brzęczkiem

Wywiad z Pawłem Kapuścińskim, Head of Data Rakowa Częstochowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: