Jerzy Brzęczek: – Zawsze stanę przed lustrem z podniesioną głową [WYWIAD]

Mija dokładnie 30 lat od ostatniego wielkiego sukcesu polskiej piłki – srebrnego medalu Igrzysk Olimpijskich. Prawie sto tysięcy kibiców zgromadziło się na Camp Nou tamtego sierpniowego wieczoru, oglądając trzeci w historii występ reprezentacji Polski w meczu o olimpijskie złoto. Biało-czerwoni najpierw prowadzili do przerwy, a po stracie dwóch goli pokazali charakter, doprowadzając do remisu. Niestety w ostatnich sekundach finału Hiszpania zdobyła zwycięską bramkę. Wraz z byłym kapitanem olimpijskiej reprezentacji wróciliśmy wspomnieniami do tamtego finału, gola Kiko, ale również porozmawialiśmy o niełatwych  momentach w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Nie zabrakło też tematu Wisły Kraków. Serdecznie zapraszam do lektury wywiadu z trenerem Jerzym Brzęczkiem!

Marcin Gala: Mija dokładnie 30 lat od srebrnego medalu Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie, jak Pan wspomina tamtą imprezę?

Jerzy Brzęczek: Rzeczywiście, mija 30 lat od najpiękniejszego wydarzenia w życiu sportowym dla naszego pokolenia, co z perspektywy czasu coraz bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że zrobiliśmy bardzo dobry wynik i był to dla nas niesamowity sukces. Od tego czasu polskiej kadrze nie udało się zakwalifikować na Igrzyska Olimpijskie, tak więc na pewno jest to wielka radość, wyróżnienie, ale również świadomość, że jak na tamte czasy wszystko było perfekcyjnie zorganizowane jeśli chodzi o reprezentację. Była to generacja piłkarzy, którzy mieli świadomość szansy, jaka stała przed nimi. Ten medal otworzył nam drogę do wyjazdu do zachodnich klubów Europy.

Finał przegraliście 3-2, tracąc decydującą bramkę w ostatnich minutach meczu. Co czuł Jerzy Brzęczek, gdy Kiko strzelił zwycięskiego  gola?

W momencie gdy padał gol, stałem jak zawsze przy rzutach rożnych przy słupku i moja pierwsza reakcja to oczywiście rozgoryczenie i świadomość, że zabraknie nam czasu na doprowadzenie do dogrywki oraz że ucieka szansa na złoty medal. Pierwsze momenty na boisku, w szatni ukazały nasze ogromne rozczarowanie, ale wraz z upływającym czasem doceniam, jaki osiągnęliśmy wynik. Musimy wziąć pod uwagę to, z kim przegraliśmy finał i ilu hiszpańskich piłkarzy później zagrało w pierwszej reprezentacji oraz podkreślić fakt, że tacy zawodnicy z tamtej kadry jak Luis Enrique i Pep Guardiola dzisiaj są jednymi z najwybitniejszych trenerów na świecie. To dowód na to, z jakimi osobowościami przegraliśmy ten medal.

Jakim selekcjonerem był Janusz Wójcik?

Śp. Janusz Wójcik to z jednej strony mocno charakterystyczna postać  w świecie piłkarskim, ale na tamten  czas była to najbardziej odpowiednia osoba, która potrafiła tę grupę zmotywować i przygotować. Trener, który w tamtych czasach potrafił odnaleźć się w realiach funkcjonowania polskiej piłki nożnej, tego co się działo w kraju, tych wszystkich przemian politycznych. Tworząc tamtą reprezentację, byliśmy takim po części projektem, który jak na polskie warunki był ponadczasowy, realizowanym na standardach zachodnioeuropejskich.

Pamięta Pan jakąś anegdotkę związana z Januszem Wójcikiem, dotyczącą okresu Igrzysk w Barcelonie?

Jest wiele wspomnień, przeżywaliśmy różne momenty z trenerem. Myślę, że dla mnie jako kapitana tamtej drużyny było wiele niełatwych sytuacji, ale potrafiliśmy to rozwiązać. Nie należę też do osób, które po pewnym czasie będą o tych rzeczach mówić. My wiemy, jakie mieliśmy sytuacje i najważniejszą kwestią było to, by starać się je rozwiązać tak, żeby to służyło drużynie.

Wspominał Pan, że tamte Igrzyska były pewnego rodzaju oknem wystawowym dla waszej generacji. Czy któryś piłkarz z tamtej kadry miał papiery na większą karierę?

Z perspektywy czasu zawsze można dyskutować, czy można było osiągnąć coś więcej. Andrzej Juskowiak, który był królem strzelców Igrzysk, już przed imprezą podpisał kontrakt ze Sportingiem. Wojtek Kowalczyk wyjechał do Hiszpanii, Marek Koźmiński do Włoch, Darek Adamczuk do Niemiec, Tomek Wałdoch później był kapitanem Schalke. Większość z nas grała za granicą. Patrząc z perspektywy czasu, to na pewno znaczna część zawodników po Igrzyskach dalej się rozwijała i wiele osiągnęła. Oczywiście jest to trudne do zbadania, czy ktoś mógł zrobić większą karierę. Może w przypadku Wojtka Kowalczyka, który był naturalnym talentem, ale chyba nie udało mu się w pełni olbrzymiego talentu piłkarskiego wykorzystać. Na pewno miał papiery, by osiągnąć więcej w Primera Division.

A jak Pan wspomina swoją karierę? Czy czuje się Pan spełniony jako piłkarz?

Myślę, że tak, choć rozkładając ją na czynniki pierwsze, to nie zagrałem w ligach TOP 5, pomimo tego, że zaraz po IO miałem ofertę z Udinese, ale mój ówczesny klub – Olimpia Poznań – żądała większej kwoty, niż oferowali Włosi. Rok później przeszedłem do Górnika Zabrze i wtedy interesowała się mną Osasuna. Górnik mnie wtedy też nie puścił, a do Osasuny trafił Rysiu Staniek. Przechodząc do GKSu Katowice miałem poważną ofertę transferu do FC Koeln i praktycznie na ostatniej prostej Niemcy zrezygnowali z mojej osoby, ściągając do klubu Dorinela Munteanu. Tak więc myślę, że taki mały niedosyt jednak pozostaje, bo nie wiem, czy bym się sprawdził, ale znając mój charakter i to, że zawsze potrafiłem walczyć o swoje, można przypuszczać, że byłbym w stanie zaistnieć w jednej z tych lig.

Najlepszy piłkarz, z jakim Pan grał w jednej drużynie?

Wyłączając z tego grona kolegów z reprezentacji, którzy grali w topowych ligach, to takim zawodnikiem był Yossi Benayoun. Izraelski piłkarz, z którym spotkałem się w Maccabi Hajfa. Już jako 18-latek był wielką gwiazdą izraelskiej piłki i później wiele lat grał w Premier League. Patrząc na jego indywidualne umiejętności, to trzeba podkreślić, że był niesamowity. Myślę, że jedynie brakowało mu takiej konsekwencji w pracy nad sobą, jeśli chodzi o kwestie fizyczne. Bo był to genialny drybler o wysokich umiejętnościach technicznych.

W Tirolu Insbruck trenował Pana Joachim Loew, z którym zdobyliście mistrzostwo Austrii. Jak go Pan wspomina?

Patrząc z perspektywy czasu, miałem to szczęście, że na swojej drodze spotkałem wielu dobrych trenerów. Były selekcjoner reprezentacji Niemiec miał niesamowite podejście: otwartość, bardzo dobry kontakt z zawodnikami. Zupełnie inny styl pracy, jeżeli chodzi o szkołę niemiecką tamtego okresu: reżim treningowy, intensywność treningu. Był to okres, kiedy trenowaliśmy inaczej niż szkoła niemiecko-austriacka nas przyzwyczaiła, co było bardzo pozytywnym doświadczeniem. Oczywiście to także wspaniały czas i po latach troszeczkę żal, że pomimo zdobycia trzech z rzędu mistrzostw, klub ogłosił upadłość, w konsekwencji czego nie mogliśmy walczyć w eliminacjach Champions League. Mimo to tamten okres współpracy z Joachimem Loewem wspominam fantastycznie. Później też wielokrotnie mieliśmy okazję spotkać się i powspominać podczas różnych konferencji w okresie, gdy byłem selekcjonerem reprezentacji Polski.

Miałem okazję pracować ze Stanislawem Czerczesowem, z którym grałem w Tirolu, później był moim trenerem, a ostatnio też selekcjonerem kadry Rosji. W Sturmie Graz spotkałem się z Franco Fodą. Będąc zawodnikiem spotkałem także Dusana Uhrina, który był selekcjonerem reprezentacji Czech, zdobywając z nią wicemistrzostwo Europy w 1996 roku. Trenował mnie w Maccabi Hajfa. Jak widać, na mojej piłkarskiej drodze spotkałem wiele takich osób, które później zostały selekcjonerami narodowych reprezentacji.

Ma Pan swój trenerski autorytet, na którym stara się wzorować?

Każdy z trenerów musi mieć swoją filozofię, aczkolwiek człowiek przez lata podpatruje i wyciąga od innych to, co jest najkorzystniejsze dla niego. Debiutowałem w polskiej lidze już jako 17-latek, co oznaczało, że w profesjonalnej piłce spędziłem ponad 20 lat. Grałem w kilku klubach i krajach, przez co poznałem wielu ludzi oraz trenerów o różnych filozofiach, co było bardzo dobrym doświadczeniem dla mnie. Pod koniec swojej piłkarskiej kariery przymierzałem się już do tego, że będę pracował jako trener.

Ma Pan żal do Zbigniewa Bońka za brak otrzymania szansy na to, by móc poprowadzić reprezentację Polski na zeszłorocznym Euro?

Tu nie chodzi o żal. Oczywiście, jeżeli wywiązałeś się z postawionych wcześniej przed tobą zadań, czyli zakwalifikowałeś się na mistrzostwa Europy, zacząłeś przebudowywać drużynę, wprowadzać młodych zawodników i pomimo tego zrealizowałeś wszystkie cele, to oczywiście pozostaje pewien niedosyt. Takie jest życie w piłce – zatrudniają ciebie i też zwalniają, bo to jest naturalne. Jednak patrząc na ten czas po moim zwolnieniu i jakie ta reprezentacja odnosiła wyniki,  to niedosyt i rozczarowanie pozostają. Za naszej kadencji wygraliśmy 50% wszystkich meczów i myślę, że ta średnia mówi sama za siebie. My na mistrzostwach Europy nie wyszliśmy z grupy, ale większość była jednak zadowolona. To pokazuje jak ważna jest pewna narracja. Myślę, że z perspektywy czasu zawsze będę mógł stanąć przed lustrem z podniesioną głową, bo wiem jaką pracę wykonałem. 

Również wielu ekspertów i dziennikarzy dziś na wiele rzeczy patrzy inaczej, odmiennie też to wszystko oceniając po tym, co wydarzyło się na Euro, czy po ostatnich wynikach kadry. Przychodziłem do reprezentacji po nieudanych mistrzostwach świata w Rosji, kiedy minęło pozytywne nastawienie do drużyny narodowej. Był to moment, kiedy trzeba było to wszystko odbudowywać, zmieniać, przebudowywać tę reprezentację, wprowadzać nowych zawodników. Poza tym za mojej kadencji wszystko organizacyjnie się zmieniało. Eliminacje do mistrzostw Europy trwały tylko osiem miesięcy, więc mieliśmy tylko 10 meczów, bez spotkań towarzyskich. Wcześniej też powstała Liga Narodów, wybuchła również pandemia, z którą dotychczas nie mieliśmy styczności, więc to wszystko co się działo wokół, było czymś nowym. Nie była to optymalna sytuacja dla żadnego selekcjonera. My utrzymaliśmy się w Lidze Narodów grając z Włochami, z Holendrami oraz z Bośnią i Hercegowiną. Życzę obecnej reprezentacji, by po jesiennych meczach również pozostała w tej Lidze Narodów.

Uważa Pan, że dziennikarze zbyt krytycznie oceniali pańską pracę z reprezentacją?

Gdy byłem selekcjonerem, dziennikarze mówili, że mamy wspaniałą generację, może nawet najlepszą w historii polskiej piłki nożnej, a półtora roku później przegrywamy 1-6 z Belgią i okazuje się, że jednak nie do końca tak jest. A przecież większość tych piłkarzy to byli zawodnicy, którzy grali w kadrze od lat oraz część piłkarzy, których ja zacząłem wprowadzać do reprezentacji.

Taki przykład… Gdy na lewej obronie zacząłem wystawiać Bartka Bereszyńskiego, to wszyscy się dziwili. W marcu graliśmy mecz ze Szwecją, Bartek zagrał na lewej obronie i wszyscy zaczęli mówić, że to był super ruch. To pokazuje jaki jest obiektywizm i ocena tego, co my robiliśmy. A przecież zakwalifikowaliśmy się do ME na dwie kolejki przed końcem eliminacji. Byliśmy chyba trzecią reprezentacją, która ten awans wywalczyła. Wszyscy twierdzili, że była to słaba grupa, ale z tej grupy trzy reprezentacje zagrały na Euro – Polska, Austria i Macedonia Północna. Macedonia niby taka słaba, a potrafiła wyeliminować Włochów z baraży do mundialu.

Myślę, że mamy jeden problem jako naród, jeśli chodzi o ocenę ludzi i kwestii związanych z wynikami. Brak nam obiektywizmu, realnej oceny. Ciągle odbijamy się od ściany do ściany. Albo coś jest złe, albo cudowne ale za dwa dni już znowu złe. To nie pomaga i w moim odczuciu jest to negatywna cecha naszego społeczeństwa. Będąc selekcjonerem, zdawałem sobie sprawę, że jestem na świeczniku i te sześć razy w roku podczas spotkań reprezentacji staję się „najważniejszą” osobą w kraju, która jest brana pod lupę przez wszystkich.

Życzę  Czesławowi Michniewiczowi oraz każdemu następnemu selekcjonerowi, by wygrał 50% spotkań. Za mojej kadencji kadra zagrała 24 mecze i wygrała 12. Rywalizowaliśmy cztery razy z Włochami, którzy w tamtym okresie nie przegrali 37 spotkań z rzędu, a mieliśmy okazję rozegrać cztery mecze z Italią i dwa zremisowaliśmy. Z Holendrami i z Portugalią, która wówczas była mistrzem Europy, graliśmy po dwa razy. Tak więc 8 z 24 meczów rozegraliśmy z czołówką światową, czyli 1/3 meczów za mojej kadencji. Nie wygraliśmy z nimi, ale patrząc na historię to z Włochami ostatnio wygraliśmy około 20 lat temu.

W listopadzie 2003 roku.

Tak i to był mecz towarzyski. A z Holandią wygraliśmy ostatnio ponad 40 lat temu, więc to nie byli łatwi przeciwnicy. Jestem dumny z tego co razem zrobiliśmy dla tej reprezentacji i polskiej piłki.

Ostatnio głównym tematem w świecie futbolu jest transfer Roberta Lewandowskiego do Barcelony. Jak Pan wspomina współpracę z Robertem?

Oczywiście to też był temat, który w mediach przedstawiany był w nie najlepszym świetle. Szczególnie na koniec mojej pracy z kadrą. Zdarzały się pewnego rodzaju sugestie, manipulacje, że rzekomo mieliśmy konflikt. Powiem szczerze, że najwięcej podróży, spotkań odbywałem tam, gdzie Robert grał swoje mecze, więc byliśmy często w kontakcie. Były też takie, jak ten we Włoszech, gdzie zagraliśmy słabe spotkanie i wszyscy wracali właśnie do tamtej chwili. Później też ta reakcja, czyli 9-sekundowa cisza – to wszystko zostało napompowane. Następnie mecz  z Holandią, gdzie prowadziliśmy 1-0, a Robert zszedł w przerwie meczu i znów pojawiła się pewnego rodzaju manipulacja, mająca na celu pokazanie naszego rzekomego konfliktu.

Robert był kapitanem reprezentacji  i miał swoje prawa, był inaczej traktowany pod względem odpoczynku czy treningu, ale z drugiej strony dla mnie ważna też była pozostała część grupy. Zagraliśmy kilka spotkań bez Roberta i praktycznie z tych meczów przegraliśmy tylko jeden – z Holandią w Amsterdamie. Zremisowaliśmy z Portugalią, wygraliśmy z Finlandią, z Ukrainą, z Bośnią i Hercegowiną, z Izraelem. Robert jest najlepszym napastnikiem na świecie, kapitanem, ale należy pamiętać o tym, by ta drużyna była przygotowana na to, żeby w pewnym momencie wziąć na siebie odpowiedzialność, gdy go zabraknie. Ostatni mecz z Holandią (2-2) w Lidze Narodów pokazał, że można.

Przejdźmy teraz do Wisły Kraków. Trzy mecze, 7 punktów i żadnego straconego gola. Jest pan zadowolony z takiego początku sezonu? (Wywiad został przeprowadzony przed zwycięskim meczem z Odrą Opole – przyp. red.)

Patrząc na zdobycz punktową, nie można narzekać, mając też na uwadze, że przed sezonem  wymieniliśmy ponad 80% drużyny. Dużo młodych zawodników powróciło z wypożyczeń oraz dołączyło trzech młodzieżowców z naszej akademii. Nie zawsze jesteśmy zadowoleni ze stylu gry, ale mamy tę świadomość, że to nie jest takie proste, by zbudować  zespół w ciągu dwóch miesięcy. Nie wszyscy zawodnicy byli obecni od początku przygotowań, bo część z nich przychodziła już w trakcie okresu przygotowawczego. Naszą rolą jest, by wprowadzić ich na taki poziom fizyczny, który umożliwi im rozgrywanie spotkań w pełnym wymiarze czasowym. Zdajemy sobie sprawę, że pierwsza liga jest bardzo trudna, specyficzna.

W moim odczuciu będzie 8-9 drużyn aspirujących do awansu do Ekstraklasy. My po spadku zrobimy wszystko, by walczyć o ten awans, ale mamy świadomość, że nie będzie to takie łatwe. Tym bardziej dla takiego klubu jak Wisła, po tej katastrofie jaka się wydarzyła, po tym rozgoryczeniu. Dla wszystkich ludzi związanych z Wisłą, dla kibiców, sztabu był to potężny cios. Już tego nie odwrócimy i musimy teraz patrzeć pozytywnie na to, co przed nami. Bo tylko w taki sposób możemy się odrodzić i marzyć o tym, by jak najszybciej wrócić do Ekstraklasy.

W tym tygodniu miał pojawić się w klubie nowy napastnik. Czy już coś więcej wiemy na ten temat?

Aktualnie jesteśmy w trakcie rozmów i mamy nadzieję, że szybko uda się to doprowadzić do końca. Dużo padło słów na ten temat, dlatego nie chcę już składać deklaracji, bo widać, jak takie rozmowy bywają trudne i wymagają czasu.

A jaki jest to typ napastnika?

Dobrze wyszkolony technicznie. Typ napastnika, który dobrze odnajduje się w polu karnym. Myślę, że jak się tu zaaklimatyzuje to powinien pomóc tej drużynie, jeśli chodzi o skuteczność.

Podczas jednej z pomeczowych konferencji prasowych w ubiegłym sezonie powiedział Pan, że były dwa kluczowe momenty w walce o utrzymanie. Co bardziej zabolało? Wypuszczenie z rąk zwycięstwa w ostatniej akcji meczu z Lechem, czy bezsensowna ręka Manu w meczu z Wisłą Płock?

Trzeba na to wszystko patrzeć chronologicznie. Zwycięstwo w meczu z Lechem, czyli drużyną, która w tamtym momencie była liderem tabeli, a na koniec sezonu wywalczyła mistrzostwo Polski, na pewno dałoby nam niesamowitego powera. Na wiosnę naszymi problemami były brak skuteczności oraz to, że traciliśmy zbyt dużo bramek w prosty sposób. Sam fakt, że w kilku spotkaniach prowadziliśmy w meczu i udało nam się wygrać tylko jeden z nich, świadczy o tym, że w ostatecznym rozrachunku duży wpływ na to, że spadliśmy z Ekstraklasy miała nasza gra w defensywnie oraz liczba straconych przez nas bramek.

Oprócz napastnika możemy się spodziewać jeszcze jakichś wzmocnień?

Okienko transferowe zamyka się dopiero za miesiąc i patrząc na to, co teraz dzieje się na rynku, widać, że jest coraz większa liczba zawodników, szukających nowych klubów. Jeśli chodzi o transfery, to na pewno nie chcemy tylko napastnika. Niewykluczone, że dokonamy  jeszcze co najmniej jednego lub dwóch transferów. Trzeba jednak podkreślić, że chcemy to zrobić w sposób rozsądny, będąc przekonanym, że będzie to zawodnik dający jakość drużynie.

Jakiej Wisły możemy się spodziewać w dalszej części sezonu?

Chciałbym, żebyśmy grali efektownie, ale przede wszystkim skutecznie. Musimy mieć również troszkę cierpliwości. Zdaje sobie sprawę z tego, jak wymagająca jest publika Wisły Kraków. Jest to klub z tradycjami, który ma na koncie wiele trofeów, ale w piłce nożnej liczy się to, co jest dzisiaj. Pojawia się realna, obiektywna, merytoryczna ocena, której puentą jest to, że niestety jesteśmy na ten moment w pierwszej lidze. Na wiosnę graliśmy wiele bardzo dobrych meczów, ale nie potrafiliśmy ich wygrać. W wielu spotkaniach wychodziliśmy na prowadzenie, ostatecznie je remisując albo przegrywając. Dlatego było wiele zmian, których dokonaliśmy w linii defensywnej, bo sama piękna gra – bez punktów – nam nie wystarczy.  Zdobywanie  punktów jest bardzo ważne, za tym idzie większa pewność siebie. W szczególności, gdy jesteś w takim klubie jak Wisła Kraków. 

Nie możemy zapominać, że tacy piłkarze jak Kacper Duda czy Wiktor Szywacz to są zawodnicy, którzy ostatnio grali na poziomie drugiej ligi. Kacper na dzień dzisiejszy bardzo dobrze sobie radzi, ale to są jego pierwsze kroki i za chwilę też będzie potrzebował odpoczynku, bo to młody zawodnik. Krystian Wachowiak w GKS Tychy, miał różne okresy – raz grał, raz nie. W moim odczuciu zrobił duży krok do przodu. Patrząc na liczbę tych młodych zawodników, która wystąpiła w pierwszym spotkaniu z Sandecją,  to zagraliśmy dwoma 18-latkami i jednym 20-latkiem.  Oni nie zawsze będą w stanie pokazać 100% swoich umiejętności, ale z  drugiej strony, żeby się rozwijali muszą dostawać szansę gry.

Poza wymienionymi przez Pana młodzieżowcami, zwrócił Pan szczególną uwagę na kogoś z akademii, kto mógłby w niedalekiej przyszłości dołączyć do pierwszej drużyny?

W ostatnim okresie trenuje z nami trzech zawodników: Kacper Skrobański, Marcin Bartoń i Dorian Gądek. Ci zawodnicy już byli z Wisłą na zgrupowaniu przed sezonem oraz brali udział w pojedynczych treningach. Cała trójka zrobiła ogromne postępy, szczególnie jeśli chodzi o Skrobańskiego. Jest to bardzo ciekawy zawodnik. Silny, środkowy obrońca, szybko uczący się i nie ukrywam, że przyglądając się jego postępom, jestem bardzo zadowolony. Bartoń, który w meczach towarzyskich zdobył dwie bramki, niestety nabawił się kontuzji i obecnie trenuje indywidualnie, ale myślę że nadal będzie się odpowiednio rozwijał. Jest też Gądek, który ostatnio w sparingu strzelił bardzo ładną bramkę, tak więc zawodnicy z akademii dostają szansę. Mamy oczywiście Piotrka Starzyńskiego, którego już nie traktujemy jako zawodnika z akademii, ponieważ na poziomie Ekstraklasy rozegrał sporą liczbę spotkań, a zdobyte doświadczenie pozwala mu już brać większą odpowiedzialność na siebie.

Praca w reprezentacji czy w Wiśle Kraków kosztowała/kosztuje więcej stresu?

Myślę, że stres jest zawsze taki sam u każdego trenera, bez względu na to, gdzie będziesz trenował. Jeśli chodzi o reprezentacje to jest kilka spotkań w roku i wtedy to natężenie jest potężne, bo stajesz się postacią numer jeden w kraju. Jesteś oceniany. Co zresztą zrozumiałe, bo w większości krajów piłka nożna jest sportem narodowym, wszyscy są trenerami.  Świadomość tej presji, odpowiedzialności jest sporym obciążeniem. Z kolei pracując w tak wielkim klubie jak Wisła Kraków, to taką presję masz na co dzień. Przychodząc na R22 mieliśmy cel uratowania Ekstraklasy. Te emocje, rozczarowanie, które osobiście przeżyłem i świadomość, że Wisła ze mną na ławce trenerskiej spadła z ligi po 26 latach, dodatkowo obciąża. Ale wiem, że zrobiliśmy praktycznie wszystko co możliwe, by się utrzymać. Z punktu widzenia trenerskiego uważam, że nie popełniliśmy żadnego błędu, który miał by wpływ na spadek. Fakty są jednak takie, że spadliśmy, a za mojej kadencji wygraliśmy tylko raz. Trudno więc szukać jakichś wyjaśnień.

Jest szansa, że w tej rundzie zobaczymy na boisku Jakuba Błaszczykowskiego?

Niewykluczone, że go zobaczymy, bo jego stan zdrowia i rehabilitacji wyglądają całkiem dobrze.  Ale na dzień dzisiejszy nie chciałbym stawiać jednoznacznej tezy, że tak będzie. Przede wszystkim będzie to decyzja Kuby po konsultacjach z lekarzem i kwestia jego samopoczucia, przekonania, że wszystko jest ok i nie będzie miał obaw, by wejść w drybling, w starcia z przeciwnikiem. To będzie decydujące.

Czego Futbolowa Rebelia może życzyć trenerowi?

Spokoju, szczęścia i oczywiście takiej liczby punktów, która da nam awans to Ekstraklasy. To jest cel podstawowy, a dla mnie wielkie wyzwanie po tym, co przeżyliśmy w ubiegłym sezonie. Dla mnie jest to kwestia ambicjonalna, ale zdaje sobie sprawę, że jest to bardzo trudne wyzwanie i przede wszystkim musimy koncentrować się na tym najbliższym, kolejnym spotkaniu. Bo dopiero wtedy przyniesie to zamierzony efekt, a myślenie o tym, co będzie w kwietniu czy maju, nie ma sensu. Musimy być maksymalnie przygotowani, skoncentrowani. Bardzo ważną kwestią jest też zdrowie zawodników.

Rozmawiał Marcin Gala

Sprawdź też nasze inne wywiady:

Rozmowa z Pawłem Kapuścińskim – Head of Data w Rakowie Częstochowa

Rozmowa z trenerem Michałem Globiszem

Rozmowa z Piotrem Zabielskim – założycielem strony trojkolorowapilka.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: