Trener Michał Globisz: – Wracajmy do podstaw! [WYWIAD]

Pojechałem do Wdzydz Kiszewskich, aby spotkać się i porozmawiać z Trenerem Michałem Globiszem. Autorem największych sukcesów młodzieżowych reprezentacji Polski w ciągu ostatnich trzech dekad. Trenerem złotych medalistów Mistrzostw Europy u – 18 z 2001 roku i srebrnych medalistów Mistrzostw Europy u – 16 z 1999 roku. Postacią absolutnie wyjątkową i niedocenianą, inteligentnym rozmówcą, który mimo problemów ze wzrokiem wciąż potrafi korzystać z życia. 

Długi, przekrojowy wywiad. O systemie szkolenia młodzieży, charakterze, fotografiach, wspomnieniach, przyjaźni na całe życie, rosyjskiej literaturze, Nowej Zelandii, zmarłym niedawno Januszu Kupcewiczu i wielu innych tematach, i osobach. Zapraszam.

Panie Trenerze, co powiedziałby Trener początkującemu trenerowi grup młodzieżowych?

Nie szukaj treningów FC Barcelony w internecie. Wracaj do podstaw. Piłka nożna to podanie – przyjęcie. Zwracaj uwagę na detale i nie wstydź się prostych ćwiczeń. Skup się na najprostszych rzeczach, aby chłopcy wykonywali je prawidłowo, a dopiero później powoli przesuwaj skalę trudności.

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku nie posiadaliśmy żadnego przemyślanego systemu szkolenia. Mimo to odnosiliśmy największe sukcesy w historii polskiej piłki nożnej. Czy w tamtym czasie szkoliliśmy lepiej niż dziś?

Nie, nie szkoliliśmy lepiej, ale posiadaliśmy o wiele lepszy materiał ludzki. Powtarzam to setki razy, więc dla niektórych może to być już nudne. Zawodnicy z ekipy „Orłów Górskiego”, czyli Deyna, Gadocha, Lato i inni wychowywali się na podwórkach. Tam zdobywali wszystko, co dzisiaj powinno się robić w klubach, poczynając od sprawności ogólnej. Oni przebywali godzinami na tych zapomnianych podwórkach i tam grali, dryblowali, chodzili po drzewach, bawili się na trzepaku, bili się, chodzili na pachty… Byli zdecydowanie bardziej sprawni niż dzisiejsza młodzież. Dopiero kiedy mieli 12, 13, 14 lat zapisywali się do klubu, gdzie już naturalnie umieli kiwać i rywalizować. Mieli to we krwi. Dzisiaj szkolenie w klubach zaczyna się już w wieku 5 – 6 lat i nikt nie mówi, że to jest złe. Ale trzeba wiedzieć co należy robić z tymi małymi dziećmi, jak z nimi pracować.

Jeszcze jedna rzecz. Pamiętam jak w latach 70. ubiegłego wieku robiłem nabór młodzieży w gdańskiej Lechii. Wystarczyło, że w gazecie pojawiło się krótkie ogłoszenie. W dniu zbiórki pojawiło się tyle młodzieży, że trzeba było ich ustawiać w dwóch rzędach, a i tak stali jeden za drugim od jednej do drugiej bramki. Najlepsza młodzież przyjeżdżała z Nowego Portu, Brzeźna i innych nieciekawych dzielnic. Nie przychodzili w zielonych butach, w pięknych koszulkach z napisem „Messi”, mamusie nie przywoziły ich mercedesami. Nie, stali tam z glutem wychodzącym z nosa…

…czyli charakter jest rzeczą kluczową.

Oczywiście. Charakter jest kluczowy, ale poza tym tamci chłopcy byli już sprawni, niektórzy nieźle umieli grać w piłkę. Było w czym wybierać. Czasy się zmieniły. Dzisiaj młodzież ma inne zainteresowanie, inne potrzeby… i nie ma już podwórek.

Za to dziś w co drugiej dzielnicy jest klub lub szkółka piłkarska.

Zgadza się. Problemem jest, co robi się w takich szkółkach. Nie chce być nazbyt krytyczny, ale często kiedy obserwuje, co niektórzy trenerzy robią na zajęciach szkoleniowych to łapię się za głowę. Jeżeli to dotyczy całej Polski to potem nasi zawodnicy, grając na profesjonalnym poziomie są niedoszkoleni. Piłka im zaczyna przeszkadzać, nie tylko przeciwnik, ale niestety także piłka.

Czyli musimy wracać do najprostszych rzeczy.

Tak, są takie wyświechtane powiedzenia np. „czego Jasiu się nie nauczy, tego Jan nie będzie wiedział”, ale to jest nasza rzeczywistość. Ucząc się matematyki nie opanujesz skomplikowanych zagadnień, jeżeli nie nauczysz się dodawania i odejmowania. Piłka nożna – co to jest? Podanie – przyjęcie, podanie – przyjęcie. Musisz umieć uderzyć prawidłowo i musisz umieć przyjąć tę piłkę.

Często podaje ten przykład. Kiedyś byłem na treningu Joachima Loewa jeszcze zanim trafił do reprezentacji Niemiec. Zawodowcy ustawili się w czwórki i przez dwadzieścia minut podawali do siebie piłkę. Ale jak! Odpowiednia moc podania, prawa, lewa noga, odpowiednie przyjęcie kierunkowe. Podstawowe elementy.

Panie Trenerze, czy w Polsce istnieje system szkolenia młodzieży?

System szkolenia istnieje. PZPN opracował Narodowy Model Gry, w którym napisano jak powinno się pracować z młodzieżą w każdym wieku. Podawane są zasady, wskazówki, wzory ćwiczeń. Wskazania co wolno robić, a czego nie wolno robić. System to – mówiąc krótko – odpowiedź na pytanie „jak mamy szkolić?”. Jednakże warto zaznaczyć, że niektórzy korzystają z propozycji przedstawionej przez PZPN, niektórzy modyfikują ją, zmieniają. Inni pracują źle, wprowadzają rzeczy, których nie powinno robić się w pewnej kategorii wiekowej. W tym przypadku wiele zależy od klubów i od trenerów młodzieży, których kompetencje często są dyskusyjne.

Co Trener sądzi na temat przepisu o młodzieżowcu?

Są podzielone zdania na ten temat. Ja jestem zdecydowanym zwolennikiem. Ten przepis zmusił trenerów, dyrektorów i innych ludzi piłki do refleksji na temat szkolenia młodzieży. Każdy prezes czy dyrektor musi zadać sobie pytanie, skąd wziąć młodzież, której – w ramach tego przepisu – potrzebujemy. Pojawia się pytanie „Jaką mamy młodzież?”, a to już jest krok w dobrym kierunku.

Jeżeli, przykładowo musisz wstawić dwóch młodzieżowców do pierwszego składu, to na ławce rezerwowych ilu musisz mieć jeszcze młodzieżowców?

Przynajmniej 2 – 3.

Ostrożnie licząc. Według mnie 3 – 4. Wtedy masz już szóstkę młodych chłopaków mogących w każdej chwili wejść na boisko. W takiej sytuacji, prezes klubu musi sobie przypomnieć o istnieniu młodzieży. Kierownictwa klubów są zmuszane, aby poświęcić czas i pieniądze na szkolenie.

Inna sprawa, że często kiedy wpuszcza się młodzieżowca na boisko okazuje się, że on spokojnie sobie daje radę. A gdyby taki przepis nie istniał, to taki chłopak najprawdopodobniej nie miałby nawet szansy na grę.

Czy można powiedzieć, że widzimy pewne symptomy poprawy w kwestii szkolenia młodzieży? Mówię o działaniach i nastawieniu PZPN – u i poszczególnych klubów.

Wydaje się, że tak. Sprawa przepisu o młodzieżowcach, stworzenie Centralnych Lig Juniorów, zniesienie ewidencji tabel i wyników do pewnego wieku. To pewne punkty, które wyznaczają odpowiedni kierunek.

Jednakże, zawsze można zrobić więcej. Według mnie powinniśmy wprowadzić licencyjny wymóg utworzenia akademii. Ale akademii PRAWDZIWYCH. Nie takich, jakie są w tej chwili w wielu polskich klubach. Każda akademia musi mieć własne boiska trawiaste i sztuczne, godnie opłacanych trenerów, należycie przeprowadzoną selekcję.

Dobrą rzeczą były Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Najzdolniejsi chłopcy z całego województwa zjeżdżali się i trenowali we własnym gronie. Mieli do dyspozycji internat, boiska, szkołę. Na weekend zjeżdżali do macierzystych klubów i uczestniczyli w rozgrywkach ligowych. To się sprawdzało, wielu chłopców, którzy odnosili sukcesy w moich reprezentacjach młodzieżowych szkoliło się w takich właśnie ośrodkach. SMS – y należałoby przywrócić.  

W Skarbie Kibica z 1986 roku napisano, że szkoleniowiec ówczesnej Lechii Gdańsk, Trener Michał Globisz „w przeciwieństwie do większości trenerów nie był wcześniej piłkarzem. Magister ekonomii.” Podobno trafił Trener do świata piłki nożnej trochę przez zbieg różnych okoliczności.

Właściwie z piłką związany byłem od małego. Jako dziecko grałem na podwórkach niemal cały czas. Później przez krótki okres czasu występowałem w trampkarzach Śląska Wrocław. W trójmieście występowałem w drużynach młodzieżowych Lechii Gdańsk i Arki Gdynia. W momencie, w którym poszedłem na studia dzienne do Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie, grałem w zespole akademickim. W tamtym okresie musiałem podejmować decyzje na temat przyszłości. Wiedziałem, że piłka nożna nie zapewni mi utrzymania. Nie byłem na tyle uzdolniony, aby poradzić sobie w I lub II polskiej lidze.

Przez następne lata pracowałem jako ekonomista. Do świata trenerskiego faktycznie wszedłem nieco przypadkowo. Moja żona przyjaźniła się z koleżanką Wojciecha Łazarka, która podczas jednej z rozmów dowiedziała się o mojej pasji do piłki nożnej. W ten sposób poznałem „Baryłę”, który w tamtym czasie pracował w gdańskim MRKS – sie, a zaraz później w gdańskiej Lechii. To on wziął mnie pod swoje skrzydła i namówił mnie, abym edukował się w kierunku trenerskim, i poświęcił się temu zajęciu.

W latach 80. ubiegłego wieku obejmował Trener I drużynę gdańskiej Lechii. Ponoć zadanie nie należało do łatwych, drużyna była w rozsypce, a Trener dopiero poznawał świat piłki seniorskiej.

Razem z Trenerem Józefem Gładyszem, któremu zaproponowałem posadę mojego asystenta, objęliśmy zespół Lechii Gdańsk, który w tamtym czasie niemal zupełnie się rozpadł. Prawie ¾ zespołu odeszła, więc byliśmy zmuszeni posiłkować się zawodnikami grającymi dotychczas w rezerwach.

Wielkie szczęście, że w zespole został Zdzisław Puszkarz, legenda biało – zielonych, znakomita lewa noga. Zawodnik znany z tego, że nigdy nie chciał opuścić Lechii Gdańsk, w której był na dobre i na złe, mimo licznych propozycji gry w innych klubach. To była postać, która wpływała nie tylko na kolegów z drużyny, ale też na trenerów.

Wiedziałem, że kluczem do sukcesu okaże się dobra relacja z „Dzidkiem”. Dlatego też, razem z Trenerem Gładyszem, poszliśmy do niego na rozmowę. Kupiliśmy jego zaufanie, właśnie dzięki szczerej rozmowie. Na naszych treningach zasuwał najciężej, karnie wykonywał wszystkie powtórzenia. Jego postawa miała wielki wpływ na pracę całego zespołu, który szybko zaakceptował naszą pracę i pomysły na grę. Zdzisław Puszkarz był tak wielką postacią w ówczesnej Lechii.

Zdaje się, że relacje międzyludzkie od zawsze były trenera mocną stroną. Sebastian Mila wspomina, że Trener Michał Globisz – w pewnym sensie – zastępował mu ojca.

Nigdy nie byłem na Wyższej Szkole Pedagogicznej, ukończyłem Wyższą Szkołę Ekonomiczną. To kwestia osobowości, wszystko było naturalne. Prawdopodobnie byłem uzdolniony do pracy z ludźmi. Zawsze potrafiłem dogadać się z drugim człowiekiem.

Czy spokojne usposobienie Trenera nie przeszkodziło w większej karierze na przykład w piłce seniorskiej?

Jeszcze nie słyszałeś mnie w innej roli. (śmiech) Myślisz, że byłem takim trenerem, który mówił tylko spokojnym tonem? Nie, potrafiłem czasami rzucić mocnym słowem, kiedy wchodziłem do szatni, a coś mi się nie podobało.

Na tym też polega cała sztuka, jeżeli mówimy o prowadzeniu zespołu. Z jednej strony umieć pogłaskać, a z drugiej strony trzymać bat. Gdyby człowiek przychodził do szatni i mówił (w tym momencie Trener Globisz puszcza kwiecistą wiązankę wulgaryzmów), to by się szybko znudziło i po krótkim czasie nie dawało żadnego efektu. Podobnie, gdyby człowiek był taki miękki i mówił: „Chłopcy, nic się nie stało, wygrajmy…”. Nie, nie na tym rzecz polega. Trzeba wiedzieć kiedy ryknąć, nawet celowo rzucić mięsem.

Trenerze, jak otrzymał Trener nominację na selekcjonera polskich młodzieżowych reprezentacji?

Zanim dostałem pracę w PZPN odnosiłem spore sukcesy w pracy z młodzieżą na Pomorzu. Prowadziłem młodzieżowe zespoły Lechii Gdańsk. Szybko okazało się, że trudno znaleźć godnych nas rywali. Nieustannie wygrywaliśmy.

Wówczas prezesem PZPN był Marian Dziurowicz, a kierownikiem sekcji młodzieżowych był Wiesław Wika. Obaj doszli do wniosku, że do pracy w reprezentacjach dobrze byłoby zatrudnić trenerów z całej Polski, a nie tylko z Warszawy – jak było dotychczas. Wytypowano trzech trenerów – Antoni Szymanowski z Polski południowej, Krzysztof Paluszek z Polski centralnej i Michał Globisz z Polski północnej. Tak wszystko się zaczęło, dzięki czemu przepracowałem 15 lat w PZPN.

Jaki największy talent przewinął się przez Trenera drużyny?

(chwila ciszy)

Można znaleźć przynajmniej 2 – 3 nazwiska. Na pewno Dawid Janczyk…

…człowiek, którego istnienie stało się pożywką dla mediów. Co jakiś czas słyszy się, że po raz kolejny „Dawid Janczyk szuka klubu”.

Tak, wiem o tym. Dzwonił do mnie, starałem się pomóc, wykonałem wiele telefonów do różnych klubów. Niestety, ale wszędzie słyszałem odpowiedzi odmowne.

Drugim zawodnikiem, o którym muszę wspomnieć to Michał Janota, który zapowiadał się na ekstra piłkarza. Ekstra! Znakomita lewa noga, dostał się do Feyenordu Rotterdam. Niestety w pewnym momencie, Michał się zatrzymał. Muszę przyznać, że nawet chciałem go zabrać na Mistrzostwa Świata w Kanadzie, ale – z zawodników młodszych – ostatecznie wziąłem tylko Wojciecha Szczęsnego i Grzegorza Krychowiaka.

To prawda, że Trener wciąż utrzymuje kontakt z wieloma wychowankami?

Oczywiście, chociaż staram się im nie narzucać. Ostatnio obchodziliśmy okrągłą rocznicę zdobycia Mistrzostwa Europy, a jeden z moich ówczesnych asystentów – Mirek Dawidowski – zorganizował piękną uroczystość, dwudniowy zjazd całej złotej ekipy. Przyjechali wszyscy oprócz jednego zawodnika. To dowód na to jaką stanowili kiedyś drużynę, jak bardzo się lubili, jak wspaniałą tworzyli grupę. Takie ekipy właśnie zdobywają później Mistrzostwo Europy.

Słyszałem, że w każdą kolejną rocznicę złotego medalu, rozsyła Trener esemesy do wszystkich zawodników.

Tak, ale już przestałem. (śmiech) Przestałem, bo pomyślałem sobie, że z każdym rokiem robię się już trochę nudny.

Wspominając tamte mistrzostwa muszę wspomnieć, że Sebastian Mila żartobliwie nazywał mnie „Spielbergem”. Moim zamiłowaniem było robienie zdjęć. Robiłem setki i tysiące zdjęć moim chłopakom. Drużyna do dziś jest mi wdzięczna – te zdjęcia to pamiątki na całe życie.

W końcówce finałowego spotkania kiedy było już jasne, że za chwilę zostaniemy Mistrzami Europy, miałem pod ręką przygotowany aparat. W momencie końcowego gwizdka zapanowała euforia. Wszyscy biegali po murawie stadionu, cieszyli się, a ja strzelałem zdjęcia, mnóstwo świetnych, niepowtarzalnych ujęć.

Podobno Jan Tomaszewski miał o to pretensje. Nie wyobrażał sobie, że selekcjoner może pozwolić sobie na robienie zdjęć.

Jan Tomaszewski nigdy mnie nie lubił – nie wiem dlaczego – być może dlatego, że wcale się nie znamy. W swoim czasie zarzucał mi wszystko, co było możliwe. Kiedyś zwrócił mi uwagę, że tuż przed meczem z Brazylią na Mistrzostwach Świata w Kanadzie, siedząc na ławce rezerwowych, trzymałem aparat, którym wykonałem chłopakom przedmeczowe zdjęcie. Już wtedy wiedziałem, że bez względu na wynik, zrobione w tamtej chwili zdjęcie przejdzie do historii i stanie się znakomitą pamiątką.

Natrafiłem na ciekawą statystykę mówiącą o tym, że tylko dwóch Trenerów w historii polskich reprezentacji wygrało w oficjalnym meczu przeciwko Brazylii – Górski i Globisz.

Nomen omen, strzelcem zwycięskiej bramki w mundialowym spotkaniu z Brazylią był Grzegorz Lato. W mojej reprezentacji bramkę zdobył też Grzegorz, ale Krychowiak. A jeżeli chodzi o trenerów – obaj na „G” – Górski i Globisz.

fot. Gładysz – Sport, od lewej Trener Józef Gładysz, Trener Michał Globisz, Olgierd Bondara, autor wywiadu i śp. Janusz Kupcewicz, rok 2014,

Podczas długiej, piętnastoletniej kariery w PZPN – nie, zwiedził Trener kawał świata. Czy jest miejsce, które szczególnie zapadło w pamięci?

Nowa Zelandia, zdecydowanie. Przepiękny kraj. Zdumiewająca różnorodność. Gdzieniegdzie leży śnieg, za horyzontem widać ocean. Zaraz obok dziewicze lasy, dżungle, wysokie trawy. I co warto podkreślić – niesamowicie czysty kraj. Kiedy przylecieliśmy na lotnisko kontrolowano nas od stóp do głów czy czasem nie przywozimy jakichś nieczystości.

Ponoć, zwiedzając różne zakątki świata dbał Trener o to, żeby każdy podopieczny zobaczył jak najwięcej zabytków, aby choć trochę zapoznać się z kulturą odwiedzanego miejsca.

Tak, zawsze chciałem, aby chłopcy wyjeżdżając do danego państwa dowiedzieli się czegoś na temat tego państwa. Po przyjeździe na miejsce, zaraz po załatwieniu spraw organizacyjnych, pierwszą odprawę poświęcałem na przekazanie skondensowanej wiedzy na temat tego gdzie jesteśmy, co ciekawego można zobaczyć. Oczywiście, nie chciałem zanudzać drużyny. Chłopcy byli zainteresowani odwiedzaniem sklepów, kupowaniem rzeczy, które u nas nie zawsze były dostępne. Natomiast dbałem o to, żeby zobaczyć miejsca, które naprawdę były warte odwiedzenia. Po latach, chłopcy dziękują mi, doceniają, że, grając w piłkę, zobaczyli wiele wartościowych rzeczy.

Podobno na zagranicznych wyjazdach zdarzały się też przypadki drobnych niesubordynacji.

Graliśmy w Mistrzostwach Europy do lat 16. Wyszliśmy ze swojej grupy z drugiego miejsca i trafiliśmy na Portugalię, którą ograliśmy 2:1, co już było sensacją. Następnie mieliśmy zagrać mecz półfinałowy z Czechami, gospodarzami turnieju. W przeddzień meczu złapałem Łukasza Mierzejewskiego i Rafała Grzelaka na złamaniu drużynowych przepisów dyscyplinarnych. Siedzieli w pokojach hotelowych u dziewczyn, które poznali tego samego wieczoru. Wziąłem ich na rozmowę i powiedziałem:

– Słuchajcie, jutro gramy mecz półfinałowy. Jeżeli przegramy, to będzie wasz ostatni mecz w mojej reprezentacji. Jeżeli wygramy, gracie dalej.

Następnego dnia zaczyna się mecz. Tłumy na trybunach. W bramce Czechów stoi Peter Cech, późniejszy bramkarz Chelsea Londyn. Gramy. W pierwszej połowie idzie akcja. Bramkę strzela Mierzejewski! Zaraz potem, jeszcze przed gwizdkiem sędziego na przerwę, idzie kolejna akcja. Gol na 2:0. Zdobywcą bramki – Grzelak! Notabene zaraz po tym jak piłka znalazła się w siatce, widzę Grzelaka biegnącego w moją stronę, zaciskającego pięść w geście tryumfu. Rozpędzony Rafał krzyczy:

– To dla Pana, Panie Trenerze!

Myślałem, że leci, żeby mi przypieprzyć! Mijają kolejne minuty. Gol! 3:0! Mierzejewski! Mecz zakończył się wynikiem 3 do 2. Awansowaliśmy do finału, w którym przegraliśmy z Hiszpanią.

Zobacz, ile znaczy motywacja. Z tego co wiem, obaj – Grzelak i Mierzejewski – przed meczem z Czechami przeprowadzili ze sobą męską rozmowę, wiedząc, że dla nich będzie to mecz ostatniej szansy.

Trener jest powszechnie kojarzony z trójmiastem, mimo że urodził się w Poznaniu, a do Gdańska przeprowadził się dopiero w 1961 roku, w wieku 15 lat.

Tak się złożyło, że mój ojciec był dyrektorem opery, przez co często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Z Poznania, na Wrocław, a następnie do Gdańska. Jako dziecko naturalnie przenosiłem się z miasta do miasta, tam gdzie pracował mój ojciec.

Słyszałem, że Trener po dziś dzień interesuje się światem opery.

Jasne, że tak. Już jako dziecko siedziałem w prywatnej loży, bo rodzice bali się zostawiać mnie samego w domu. Później spodobało mi się, zafascynowałem się tym światem. Niektóre spektakle operowe widziałem po kilkadziesiąt razy.

Właściwie kulturalne horyzonty Trenera są bardzo szerokie. Codzienna lektura książek, fascynacja operą, kino… Zdaje się, że to dość rzadkie wśród ludzi polskiej piłki.

To prawda, że mój wachlarz zainteresowań jest bardzo szeroki. Odkąd problemy ze wzrokiem dały o sobie znać, słucham książek przynajmniej godzinę dziennie… Zacząłem czytać dzieła, z którymi nie zdążyłem zapoznać się w dotychczasowym życiu. Jednakże nie zgodzę się, że jestem jednym z nielicznych trenerów, którzy interesują się wieloma dziedzinami życia. Na pewno jest wielu podobnych… To trochę jak w życiu – są i tacy i inni ludzie.

Jaką literaturę warto polecić?

Hm… nie mam określonego rodzaju ani tematyki książek, które czytam. Staram zapoznawać się z dziełami autorów z różnych epok, moje czytelnicze upodobania są dość szerokie.

Przeczytałem bodaj wszystkie, dostępne w języku polskim, pozycje Remarca, Steinbecka, Faulknera. Mam kilka pozycji Tomasza Manna. Bardzo podobała mi się jego „Czarodziejska góra”. Jest też czas, w którym lubię zapoznać się z współczesnym polskim kryminałem. Generalnie, uważam że dzieła uważane za najważniejsze dla historii światowej literatury przeczytałem w mniej więcej 90%.

Poza tym uwielbiam klimat rosyjskiej literatury. Myślę o Dostojewskim, Gogolu, Czechowie. Uważam że „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego to jedna z najlepszych książek, które kiedykolwiek napisano. Nie mam pewności, czy nie jest najważniejszym dziełem literackim w historii ludzkości.

A jeżeli chodzi o kinematografię?

To zmieniało się wraz z wiekiem. W latach młodości wiadomo, że człowiek lubił westerny. Teraz lubię filmy obyczajowe, psychologiczne, dramaty. Cenię filmy refleksyjne, przy których można się zastanowić, pomyśleć, wzruszyć. Nie oglądam kina science – fiction, nie mówiąc o horrorach. Nie lubię płytkich filmów. Znudziły mi się pościgi, wywracające się samochody, strzelaniny. To nie dla mnie.

Natomiast teraz czekam z niecierpliwością, aby obejrzeć najnowszego „Elvisa”. Jestem wielkim fanem muzyki z lat 60. ubiegłego wieku. Według mnie – na pewno się ze mną nie zgodzisz, bo jesteś młody – ale dla mnie w tamtym okresie tworzono najlepszą muzykę. W tamtym czasie, kiedy powstawały takie zespoły jak „The Beatles”, „The Rolling Stones”, „Led Zeppelin” i inne…

Może Trenera zaskoczę, ale osobiście jestem zakochany w przeszłości, w historii. Przykładowo, wracając do kina, uwielbiam grę aktorską Ala Pacino, który swój szczyt kariery przeżywał na długo przed moim przyjściem na ten świat.

Oczywiście! Świetny aktor. „Zapach kobiety” to cudowny film.

Muszę powiedzieć, że często wracam i kilkakrotnie oglądam niektóre obrazy… W domu mam pewnie kilka tysięcy filmów na DVD. Jako ciekawostkę powiem, że mam specjalną półkę, gdzie leżą płyty z nagraniami absolutnie wszystkich filmów nagrodzonych Oscarem za najlepszy film roku. Od pierwszego do ostatniego. Co roku dokładam następne.

Bardzo często natomiast oglądam stare filmy. Ostatnio oglądałem „Marocco” z Marleną Dietrich. Świetny był również film „Grona Gniewu” na podstawie powieści Steinbecka, ze znakomitym Henrym Fondą. Filmy – rzecz jasna – czarno białe. Uwielbiam do nich wracać.

Trenerze, jak trener się czuje? Dla czytelnika, któremu umknęło: w styczniu 2014 roku u Trenera Michała Globisza zdiagnozowano neuropatię. Trener niemal zupełnie stracił wzrok.

Czas leczy rany. Człowiek się przyzwyczaja z czasem akceptuje zaistniałą sytuację. Szczęście w nieszczęściu, że moja tragedia ze wzrokiem nie stała się w wieku dwudziestu paru lat, ale dokładnie w momencie kiedy miałem 68 lat. Powiedziałem sobie – przeżyłeś wiele pięknych lat, zobaczyłeś kawał świata, poznałeś wielu wspaniałych ludzi, przeżyłeś wiele przygód. Doceń ten piękny czas…

Na początku bardzo źle przeżywałem moją sytuację zdrowotną. Później, po operacji wszczepienia komórek macierzystych w klinice medycznej w Pekinie, ucieszyłem się, że, jednak wciąż mogę korzystać z wielu rzeczy. Codziennie słucham książek, jestem w stanie obejrzeć filmy, mecze w telewizji. Jednak kluczową kwestią było to, że mogę się poruszać. Całkiem swobodnie poruszam się w miejscach, które są mi znane.

Podziwiam jak odważnie można znosić taką tragedię. Trener funkcjonuje niemal normalnie.

Oczywiście, zdarzają się sytuacje niekomfortowe. Nie lubię przebywać w zatłoczonych miejscach. Obawiam się, że kogoś nie poznam, że w towarzystwie popełnię faux pas. Widzę kontury postaci mojego rozmówcy, ale nie dostrzegam szczegółów. Zdarza mi się nie poznawać znajomych kiedy idę ulicą w Gdyni. Ludzie pomagają mi, widząc mnie, dodatkowo się przedstawiają. Radzę sobie. Czas leczy rany.

fot. Gładysz – Sport, na zdjęciu Trener Michał Globisz i śp. Janusz Kupcewicz

Zbliżamy się do końca rozmowy. Niestety muszę nawiązać do smutnych wydarzeń z ostatnich tygodni. Trenerze, w ostatnim czasie zmarł Janusz Kupcewicz, pomnikowa postać dla historii polskiej piłki. Jak wyglądała wasza znajomość?

Przyjaciel. Nie ma o czym mówić. Z Januszem znaliśmy się odkąd przyjechał z Olsztyna do Gdyni jako 19 – letni młodzieniec. Od tamtego czasu, poprzez jego brata, Zbyszka Kupcewicza, bo to on zapoznał mnie ze swoim bratem, byliśmy najbliższymi przyjaciółmi. W ostatnim okresie przed śmiercią, bywałem u Janusza w domu pewnie ze trzy razy w tygodniu. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy ze sobą. Prawdziwy przyjaciel – chyba nie muszę tłumaczyć co to oznacza. Byliśmy najbliższymi przyjaciółmi. Na dobre i na złe.

Wzruszający moment tej rozmowy. Zdaje się, że coraz trudniej o takiego przyjaciela.

Na pewno, na pewno. Prawdziwe przyjaźnie najczęściej rodzą się w młodzieńczych latach. Późniejsze relacje są często bardziej wyrachowane, interesowne, biznesowe.

Rozmawiał Olgierd Bondara

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: