Bohater miesiąca w Hiszpanii?

Każdy zespół potrzebuje goleadora, który w kluczowych momentach przesądzi o losach spotkania. Na kogoś takiego w Realu Sociedad wyrasta młody Szwed. Imponujący wzrost, momentami krnąbrny charakterek oraz instynkt killera sprawiły, że od najmłodszych lat Alexander Isak był porównywany do swojego słynnego rodaka Zlatana Ibrahimovicia. Czy były to porównania na wyrost? Oceńcie sami.

Na Isaku porównywania do Ibry nie robiły wrażenia. Reagował podobnie jak Kamil Stoch na porównania do Adama Małysza. Rozumiał je, ale podkreślał, że nosi inne nazwisko. Isak ma 21-lat, a już zdążył zaliczyć kilka wzlotów i upadków, które można usprawiedliwić wciąż niewielkim doświadczeniem, ale czas pokazuje, że potrafi wyciągać wnioski.

Nigdy nie miał renomy grzecznego chłopca z sąsiedztwa, który każdemu się kłaniał, a złośliwym obrońcą nadstawiał drugą nogę do skopania. Od początku swojej przygody z piłką wiedział, czego oczekuje od życia i nie rzadko zadzierał nosa. W końcówce jednego ze spotkań reprezentacji Szwecji pojawił się na ostatnie minuty i po strzeleniu bramki, spojrzał na swój nadgarstek niczym na Rolexa, stwarzając wokół siebie aurę gwiazdy, która sprawdza, ile zajęło jej rozprawienie się z kolejnym rywalem.

Długo nie musiał czekać na wejście do dorosłego futbolu. Już mając 16 lat, zadebiutował w seniorskiej piłce. Nie miał łatwego życia, przepychając się ze znacznie silniejszymi i bardziej doświadczonymi obrońcami, ale to doświadczenie nauczyło go szybkiego podejmowania decyzji, a dzięki twardej grze bark w bark szybko zmężniał, a jego pseudonim żyrafa szybko uległ przedawnieniu.

Kiedy tak młody piłkarz zbiera regularnie minuty na najwyższym poziomie ligowym w swoim kraju, od razu zjeżdża się grono skautów z największych europejskich klubów. Swego czasu wzbudził zainteresowanie Realu Madryt, ale lepsze na tamten moment warunki rozwoju zaproponowała Borussia Dortmund. W Niemczech Isak zbyt wiele sobie nie pograł. Tuchel wolał stawiać na innych zawodników, wierząc, że czas Isaka dopiero nadejdzie. To oznaczało, że Isak musiał szukać gry gdzieś indziej. Gra w rezerwach w żaden sposób nie rekompensowała mu gry w Bundeslidze, więc nadszedł czas na podjęcie kolejnej decyzji.

Szwed w porozumieniu ze swoimi agentami szukał rozwiązania pośredniego. Ligi, która będzie przetarciem przed Bundesligą, a przy tym będzie dobrą ekspozycją na topowe ligi. Padło na Eredivisie. Willem II przyjęło go z otwartymi ramionami, a on swoimi bramkami odwdzięczył się za szansę, którą otrzymał. Po bardzo dobrym sezonie powrócił do Dortmundu, ale na krótko. Na stole pojawiła się oferta Realu Sociedad, a wraz z nią wizja długofalowego rozwoju zawodnika. W ten sposób zawitał na hiszpańskie boiska.

Pierwsza eksplozja formy Isaka miała miejsce mniej więcej rok temu. Wówczas regularnie zdobywał bramki w rozgrywkach ligowych, a w Pucharze dosłownie się bawił. Na dobrą sprawę passa Szweda zakończyła się po meczu z Realem Madryt, w którym ustrzelił dublet. Czy zahuczało w głowie młodego piłkarza i czy poziom wody sodowej osiągnął stan powodziowy? Można podejrzewać, że do pewnego stopnia ta teza jest prawdziwa, tym bardziej, że pojawiały się takie głosy. Z drugiej strony można zrozumieć chwilowe nadmierne samouwielbienie Isaka, po tym, jak w Dortmundzie był postacią marginalną, a nagle w Hiszpanii jedną nogą wszedł na stopień z napisem gwiazda. Wszyscy chwalili trenera Imanola Alguacila oraz piłkarzy na czele z Odegaardem, Oyarzabalem i Portu, więc mogło zaszumieć.

Później z wiadomych przyczyn liga przestała grać, a Real w wyniku problemów zdrowotnych głównego dyrygenta zespołu znacząco obniżył loty, co przełożyło się też na gorszą grę Isaka. Sezon 20/21 rozpoczął w pierwszym składzie, ale bez oczekiwanych fajerwerków. Jego głównego konkurenta do miejsca w składzie z gry wykluczył pozytywny test, ale pomimo tego, że w ten sposób Isak sztucznie wygrał rywalizację, nie przekonywał. Często przechodził obok spotkań i brakowało mu już słynnego ognia w oczach. William Jose od dłuższego czasu siedział na walizkach, a Jon Bautista przy całym szacunku dla tego zawodnika, nie stanowi realnej konkurencji dla Isaka. W zimowym oknie transferowym Jose w końcu opuścił txuri-urdin i powietrze dla Isaka stało się jakby rzadsze. Złapał niesamowity luz i nawiązał do oczekiwań, jakie z nim wiązano. Nagle wszystko stało się dla niego łatwe i praktycznie każdy kontakt z piłką kończył się strzałem, który lądował w siatce. Dziewięć bramek w ostatnich siedmiu spotkaniach LaLigi mówi samo za siebie.

Bramkostrzelni napastnicy bez względu na sytuację na rynku transferowym zawsze cieszą się dużym zainteresowaniem. Zawsze znajdzie się zespół, który potrzebuje maszyny do zdobywania bramek. Warto pamiętać, że kwota odstępnego za Isaka wynosi 70 milionów euro, ale przy tym należy postawić gwiazdkę. Dortmund oddając Szweda na preferencyjnych warunkach, zastrzegł sobie możliwość odkupienia gracza za 30 milionów euro. O ile sam Isak przebąkiwał, że Dortmund jest dla niego przeszłością, a nie przyszłością, o tyle sytuacja może ulec zmianie w momencie transferu Erlinga Haalanda do jednego z gigantów. Wówczas zwolni się miejsce dla bramkostrzelnego napastnika. Do Haalanda Isakowi nadal daleko, natomiast zna dortmundzkie realia. Przy zachowaniu wszelkich proporcji, Isak ze swoją charakterystyką mógłby godnie zastąpić Norwega, bez większej ingerencji w grę całego zespołu.

Jednak choć ewentualny powrót do BVB jest możliwy, to Isak w Hiszpanii czuje się dobrze. Szybko nauczył się języka i dobrze dogaduje się z pozostałymi piłkarzami Realu. RSSS latem ściągnął Davida Silvę, żeby pokazać takim zawodnikom jak Isak, że sufit klubu jest stale podnoszony, a wraz z klubem mogą też rosnąć piłkarze. Zaplecze Realu San Sebastian jest fenomenalne i nie trudno przekonać młodych zawodników do dołączenia do projektu, tym bardziej że trener Imanol Alguacil potrafi wprowadzać nowe twarze do zespołu bez utraty jakości ogółu. Oczywiście RSSS na miano hiszpańskiego giganta musi jeszcze zapracować, ale stopniowo buduję swoją renomę i stał się atrakcyjnym miejscem dla piłkarzy, którzy chcą stopniowo budować swoją pozycję w europejskiej piłce.

PAWEŁ OŻÓG

O kilku takich, którzy zawodzą w tym sezonie.

W każdym sezonie można znaleźć duże grono piłkarzy, którzy nie spełniają oczekiwań. Oto krótka lista zawodników LaLiga, którzy w tym sezonie nie grają na miarę potencjału. Oczywiście lista zawodników, którzy zawodzą, mogłaby być zdecydowanie dłuższa, ale postanowiłem się skupić na tych, o których się tak często się nie mówi, a oczekiwania wobec nich były zdecydowanie wyższe.

EDER MILITAO

Kiedy zawodnik trafia na Estadio Santiago Bernabeu za kwotę 50 milionów euro, wymaga się od niego przynajmniej gry na przyzwoitym poziomie. Brazylijczyk w zamyśle miał być trzecim środkowym obrońca w hierachii, który będzie naciskał na Rafaela Varane, a w perspektywie czasu może stworzyć z nim duet, jeżeli Sergio Ramos zdecyduje się na opuszczenie klubu. Plany planami, ale Militao przez ponad 18 miesięcy w ekipie Los Blancos nie wyróżnił się niczym szczególnym in plus.

Niestety problem tego zawodnika polega na tym, że często przytrafiają mu się drobne urazy, a kiedy już dostaje szanse od Zinedine’a Zidane, na ogół je marnuje, jak choćby w starciu z Levante, w którym otrzymał czerwoną kartkę już w dziewiątej minucie spotkania.

W poprzednim sezonie wiele mu wybaczana. W końcu trzeba było dać mu czas na aklimatyzację, jednak okres ochronny dobiegł końca, a szczególnej poprawy w grze 23-latka nie widać. Popełnia wiele błędów w ustawieniu, które na poziomie LaLiga nie jest w stanie nadrobić szybkością, która niewątpliwie jest jego atutem. Brazylijczyk jest wciąż dość młodym zawodnikiem, ale jeżeli w niedalekiej przyszłości nie poczyni znaczących postępów, ciężko mu będzie utrzymać się w Realu na dłużej.

CLEMENT LENGLET

Francuz w Barcelonie miewa wzloty i upadki, ale w ostatnich miesiącach tych drugich było zdecydowanie więcej. Mógłby być jednym z najlepszych obrońców, ale kompletnie nie potrafi wykorzystać swojego potencjału. Barcelona zwłaszcza w obecnej sytuacji potrzebuje obrońców, grających odpowiedzialnie. Ciężko liczyć na Umtitiego, który bardzo często zmaga się z urazami, nie ma Pique, a w obwodzie pozostają młodzi piłkarze, którzy potrzebują wsparcia od bardziej doświadczonego kolegi. Niestety Lenglet często ma ze skoordynowaniem swoich boiskowych poczynań, a co dopiero nadzorowaniem mniej doświadczonych kolegów.

Można wspomnień choćby błąd Francuza w meczu z Realem Madryt. Na 30 minut przed końcem podstawowego czasu gry Lenglet pociągnął za koszulkę Sergio Ramosa, przez co sędzia został zmuszony do podyktowania rzutu karnego, który kapitan królewskich wykorzystał z zimną krwią. Lenglet przechodzi trudny czas i musi jak najszybciej wziąć się w garść. Dołączył do Barcelony, by zdobywać trofea niedostępne dla Sevilli, ale do tego potrzebna jest jego stabilna forma.

MIRALEM PJANIĆ

Latem Barcelona wymieniła Arthura na Bośniaka, który miał wnieść do zespołu międzynarodowe doświadczenie i wspomóc proces przebudowy drużyny. Rzeczywistość okazała się brutalna dla Bośniaka. Kiedy już jest na boisku, zazwyczaj wybiera bezpieczne rozwiązania, które nie przyspieszają gry, a wręcz ją hamują. Ma to przełożenie również na jego statystyki. Jak dotąd nie zanotował choćby jednej asysty w LaLiga oraz rozgrywkach Ligi Mistrzów w obecnym sezonie. Nie zdobył również choćby jednej bramki.

Zdecydowanie lepiej od niego prezentuje się w teorii żółtodziób, czyli Pedri, który w przeciwieństwie do byłego piłkarza Juventusu potrafi wziąć grę na siebie. W ostatnim czasie Pjanic udzielił wywiadu w programie Telefoot, podczas którego stwierdził, że nie wie, dlaczego nie występuje regularnie, ale nadal ciężko pracuje. Cóż sama praca nie wystarczy. Riqui Puig w pewnym momencie znajdował się w kolejce do składu nawet za woźnymi, a dziś gra w miarę regularnie, więc pozostaje czekać, aż Bośniak otrzyma swoje kolejne minuty i wówczas będzie miał okazję przekonać do siebie Koemana.

VITOLO

Jeszcze nie tak dawno był ważnym zmiennikiem w zespole Diego Simeone, a w ostatnich miesiącach nie dostaje nawet ogonów. Vitolo po raz ostatni pojawił się na murawie w starciu Copa del Rey przeciwko Cornelli i jak większość zapewne pamięta Atletico odpadło w kompromitujących okolicznościach. W lidze ostatni raz zagrał w grudniu przeciwko Realowi Valladolid, co pokazuje jego pozycję w hierarchii.

Vitolo nie jest już najmłodszym graczem. W tym roku skończy 32 lata. Kiedyś imponował zwinnością i dryblingami, które przy jego warunkach fizycznych wyglądały widowiskowo. Śledziło się losy tego zawodnika z dużą przyjemnością. Co prawda nie zapowiadało się na to, że kiedykolwiek zostanie legendą Atletico, ale w wielu trudnych momentach potrafił dać drużynie oddech. Dziś pozostał cień z tego piłkarza i należy oczekiwać, że Vitolo latem poszuka nowego pracodawcy. W tym sezonie rozegrał tylko 6 spotkań w lidze (zaledwie 225 minut).

RENAN LODI

W gruncie rzeczy Lodi miał trudne wejście do zespołu w rozgrywkach 2019/20. Wielu piłkarzy z Ameryki Południowej przeżywa na początku europejskiej przygody trudne chwile, ale Lodi względnie szybko się odnalazł, pomimo niesprzyjających okoliczności. Atletico przeszło gruntowną przebudowę i potrzebny był czas, by poszczególne ogniwa zaczęły do siebie pasować. W pewnym momencie wydawało się, że Renan Lodi zdążył zbudować dość mocną pozycję w zespole, ale po lockdownie miał problem z powrotem na właściwe tory.

Ten sezon nie rozpoczął najlepiej. Po zmianie taktyki przestał się liczyć w walce o pierwszy skład. Simeone na wahadle woli korzystać zamiennie z Yanicka Carrasco lub Saula, co pokazuje, że Lodi jest dopiero trzeci w kolejce do miejsca w składzie. Ciężko dziś skreślać Brazylijczyka. Sezon jest długi i wiele się może wydarzyć. Swoje minuty na pewno otrzyma. Nie mniej jednak można było spodziewać się więcej po byłym piłkarzu Athletico Paranaense.

KANG-IN LEE

W Valencii od dawna ciężko doszukać się normalności, która sprzyjałaby rozwojowi zawodników. Jest pewna grupa piłkarzy, która miała pociągnąć grę zespołu w erze zachowawczej polityki transferowej Valencii. Do tego grona zaliczano Koreańczyka. Na razie nie daje tyle, ile mógłby dać zespołowi, ponieważ zatrzymał się na etapie piłki juniorskiej. Umiejętności nikt mu nie może odmówić, natomiast ciężko go nazwać piłkarzem uporządkowanym.

Kang-In bardzo wierzy w siebie, ale wiara we własne umiejętności przerodziła się z czasem w pychę i coś w rodzaju samouwielbienia. Tak jak wielu młodym zawodnikom często brakuje pewności siebie, tak Kang-In mógłby obdzielić nią minimum trzech piłkarzy. Na boisku już też nie błyszczy i od dłuższego czasu dochodzą z jego środowiska głosy, że chciałby opuścić ekipę Los Ches. Niewykluczone, że tak się stanie. Latem pozostanie już tylko rok do końca kontraktu utalentowanego gracza i potencjalni pracodawcy będą mieli stosunkowo duże pole do popisu w gestii negocjacji transferu.

DANI PAREJO

Dani Parejo dołączył do Villarreal w ramach projektu, który miał wznieść Villarreal na wyższy poziom. Oprócz niego dołączyło jeszcze kilku innych doświadczonych piłkarzy oraz doskonale znany trener Unai Emery. Zdaniem wielu drużyna w takich kształcie powinna podjąć próbę walki o pierwszą czwórkę, a najważniejszym piłkarzem ma być Parejo. Okazało się jednak, że były piłkarz Valencii nie odgrywa w tym zespole pierwszych skrzypiec, a wręcz momentami na nich rzępoli.

W większości spotkań Villarrealowi brakuje błysku, który miał zapewnić właśnie Parejo. Wiele osób zarzuca mu, że mało biega, natomiast ta teza jest nieprawdziwa. W wielu spotkaniach przebiegł ponad 12 km, ale niewiele z tego wynikało, ponieważ prędkość, z jaką się porusza, często nie przystoi piłce na najwyższym poziomie. Pod tym względem można go porównać do Sergio Busquetsa, któremu również nie można odmówić umiejętności strikte piłkarski, natomiast można się przyczepić do sposobu poruszania po murawie.

Villarreal jest zespołem najczęściej remisującym w lidze. W pewnym stopniu można doszukiwać się usprawiedliwień w liczbie urazów, które często uderzają w ekipę Unaia Emerego, ale po to wzięli Parejo, by w meczach, które są na styku, przesądził o losach spotkania nieszablonowym zagraniem. Tego niestety mu brakuje.

ENES UNAL

Swego czasu był nazywany jednym z największych tureckich talentów, co sprawiło, że Manchester City zdecydował się sprowadzić tego gracza na Etidah. W następnych latach trafiał na liczne wypożyczenia. Zdążył opuścić definitywnie szeregi The Citizens na rzecz Villarreal, z którego był ponownie wypożyczany (dwukrotnie wypożyczany), aż w końcu tego lata zasilił zespół Jose Bordalasa. Getafe zapłaciło za niego aż 9 milionów euro, przez co stał się trzecim najdroższym piłkarzem w historii Los Azulones. Na ten moment wydaje się, że pieniądze zostały zmarnowane.

Unal nie zdobył choćby jednej bramki w LaLiga i zawodzi jak zresztą całe Getafe. Wcześniej podśmiewywano się z Los Azulones, że mają najstarszy atak w całej lidze, ale trzeba szczerze powiedzieć, że wówczas ten zespół miał większą siłę ognia niż obecnie. Unal jest daleki od dorobków strzeleckich, które do niedawna gwarantował choćby Jorge Molina. Nie przepadam za skreślaniem piłkarzy, ale w przypadku Unala mam duże wątpliwości, czy kiedykolwiek wejdzie na najwyższy poziom. Raczej będzie się kręcił w widełkach od 6 do 12 bramek na sezon.

PAWEŁ OŻÓG

Dlaczego Sevilla sięga po Papu Gomeza

Sevilla przyzwyczaiła do wykonywania nieoczywistych ruchów na rynku transferowym i tym razem wybór padł na Argentyńczyka, który w ostatnich kilku latach był jedną z największych gwiazd włoskiej Serie A. Dlaczego Sevilla sięga po Papu? Co może dać zespołowi z Andaluzji? Gdzie czuje się najlepiej? Odpowiedzi znajdziesz poniżej.

Od dawna było wiadomo, że przygoda Papu w Atalancie dobiega końca i tylko kwestią czasu było ogłoszenie oficjalnego odejścia zawodnika. Argentyńczyk nie był w stanie dłużej współpracować z Gian Piero Gasperinim, który o ile jest fantastycznym fachowcem, o tyle miewa problemy z komunikacją i budowaniem pozytywnych relacji zawodnikami. Dopóki piłkarze są mu posłuszni i grzecznie wykonują jego polecenia, sytuacja jest pod kontrolą.

Podczas meczu Atalanty z Midtjylland w Lidze Mistrzów Gomez odmówił wykonania poleceń Gian Piero Gasperiniego, który wściekał się, że Papu schodzi do środka, zamiast trzymać się linii zgodnie z zaleceniami szkoleniowca. Jednak Papu nic sobie z tego nie robił i uznał, że ma już dość nadstawiania policzka. Według doniesień włoskich mediów w przerwie meczu postanowił sprzedać swojemu trenerowi tzw. liścia. Bezpośrednie środki przekazu sprawiły, że w drugiej połowie Gomez już nie zagrał.

Prezydent Antonio Percassi sprawiał wrażenie człowieka, który jest przekonany, że za zamkniętymi drzwiami dojdzie do zażegnania konfliktu. Gomez przeprosił swoich kolegów z drużyny, klub oraz trenera Gasperiniego, ale kwas pozostał. Gasperini po meczu z Ajaxem wyznał, że trener musi mieć pełną swobodę podejmowania decyzji i nie wie, w jaki sposób klub zdecyduje się rozwiązać sprawę. Finał tej historii jest już znany.

ULUBIONY KLUB Z HISZPANII?


Jeszcze przed pandemią oglądałem film na YouTubie, na którym Papu dostał pytanie, który hiszpański klub jest jego ulubionym. Odpowiedział, że Sevilla, więc tym bardziej nie dziwi, że zamienił Lombardię na Andaluzję. Dziś Gómez przybył do Sevilli, aby przejść testy medyczne i podpisać kontrakt aż do 2024 roku, choć wcześniej pojawiały się informacje, że umowa z klubem z Estadio Sanchez Pizjuan będzie obowiązywać do końca sezonu 2022/23.

Zawodnik przyleciał prywatnym samolotem w towarzystwie swojego agenta Giuseppe Riso. Zanim Gomez udał się do Hiszpanii, Monci twardo negocjował warunki transferu. Relacje obu klubów są dobre, czego owocem były transfery Simona Kjaera oraz Luisa Muriela. Atalanta początkowo chciała otrzymać za Argentyńczyka dziesięć milionów euro, ale skończyło się na pięciu milionach euro podstawy plus trzech w zmiennych.

UNIKATOWY STYL

Obserwacja gry Argentyńczyka to prawdziwa przyjemność. Kontrastuje mocno z zawodnikami, działającymi w myśl ideologii futbolu na nie mam zdania. Papu lubi wejść w drybling, puścić piłkę między nogami obrońcy lub kopnąć piłkę obok rywala, by go po prostu obiec. Jak sam przyznaje, zdecydowanie lepiej czuje się, grając w środku, niż z boku boiska. Gra z głębi pola również nie jest mu obca i uczciwie trzeba przyznać, że w Sevilli brakowało takiego profilu piłkarza. Latem szeregi Sevilli opuścił Ever Banega, którego wiele osób słusznie nazywało wirtuozem decydującym o obliczu Sevilli. Jednak o ile to dwaj zupełnie inni piłkarze, o tyle Papu powinien rozwiązać problemy, które pojawiły się po odejściu Banegi. Latem do Sevilli, dołączył Ivan Rakitić, który miał wziąć na swoje barki ciężar kreowania akcji. Jednak forma Chorwata na przestrzeni sezonu 20/21 pozostawia wiele do życzenia. Brak Banegi mocno odczuł Lucas Ocampos, który znacząco obniżył loty. Co prawda gorszą grę Ocamposa rekompensował fanom Sevilli Suso, ale chodzi o to, by obaj grali na bardzo wysokim poziomie i niewykluczone, że Ocampos wróci na właściwe tory dzięki swojemu rodakowi.

Wejście do składu Papu Gomeza wymusi na środkowych pomocnikach przejęcie dodatkowej puli działań defensywnych. Fernando Reges, Ivan Rakitic, Oliver Torres, czy Joan Jordan prawdopodobnie będą mieli mniejszą swobodę działań. Jednak nie będzie to rewolucja, tylko część ewolucji niezbędnej do skutecznej gry na trzech frontach, którą zgodnie z zapowiedziami zarówno Monchiego, Lopeteguiego, jak i Jose Castro Sevilla ma uskuteczniać. Lopetegui wielokrotnie potrafił zaskoczyć swoimi pomysłami, więc nie powinien mieć większych problemów z zastosowaniem kilku modyfikacji w swojej układance.

TANCERZ

Papu tańczy pomiędzy defensorami na boisku, ale również poza boiskiem radzi sobie nie najgorzej. Gli Autogol, wraz z Dj Matrixem, zaproponowali Gomezowi udział w nagraniach do teledysku. Przedsięwzięcie okazało się wielkim sukcesem. Film na platformie YouTube wyświetlono ponad 45 000 000 razy. Piosenka została nagrodzona złotą płytą, a środki wygenerowane dzięki nagraniu zostały przekazane na cele charytatywne.

MAŁY WIELKI CZŁOWIEK

Gomez jest zaprzeczeniem tezy, że do gry na najwyższym poziomie potrzebny jest przynajmniej przeciętny wzrost. Mierzy zaledwie 165 cm i o ile ciężko, by wygrywał pojedynki główkowe, o tyle jego warunki sprzyjają osiąganiu przewagi w innych aspektach takich jak zwinność, czy start do piłki.

O ile jego relacja z Gasperinim pozostawiała wiele do życzenia, o tyle nie ma problemów z nawiązywaniem przyjaźni w szatni. Kiedy trafił do Catanii, niezbyt przejmował się brakiem znajomości języka włoskiego, ponieważ w zespole było dwóch Argentyńczyków, a z pozostałymi piłkarzami był w stanie się jakoś porozumiewać, nie używając przy tym szerokiego wachlarza włoskich słów. Dopiero po dwóch lat zdecydował, że warto rozpocząć naukę języka włoskiego na poważnie.

Kiedy trafił do Atalanty jego znajomość języka włoskiego była już na zadowalającym poziomie. Podczas kilku sezonów spędzonych w Bergamo zaprzyjaźnił się między innymi z Josipem Iliciciem. W 2020 Słoweniec zmagał się z depresją. W walce z tą paskudną chorobą pomagał mu Gomez. Podczas każdego z telewizyjnych wywiadów dawał do zrozumienia przyjacielowi, że może na niego liczyć i czuć się potrzebnym. Z ust Gomeza padły między innymi takie słowa: „Tęsknimy za nim, ale przede wszystkim za Josipem jako człowiekiem. To wspaniały przyjaciel, nieoceniony dla całej szatni”.

ARGENTYŃSKI KOCIOŁEK

Papu uwielbia kontakt z innymi ludźmi. Ze względu na atmosferę panującą w szatni Sevilli oraz andaluzyjski klimat nie powinien mieć problemów z szybką adaptacją. W Sevilli bez problemu znajdzie chętnych na asadas oraz yerbę. Choćby swoich rodaków Lucasa Ocamposa oraz Marcosa Acunię, którzy również gustują w tego typu atrakcjach i znają się dzięki zgrupowaniom reprezentacji Argentyny. Dobre relacje powinny przełożyć się na współpracę boiskową, która powinna zaowocować licznymi wymianami podań.

Otwarcie trzeba przyznać, że Papu nie ma łatwego charakteru. Jest wesołym i życzliwym człowiekiem, jednak bardzo lubi postawić na swoim. Jeżeli Lopetegui w kwestiach pozaboiskowych będzie w stanie nawiązać pozytywną więź, to transfer Papu śmiało będzie można określić mianem strzału w dziesiątkę, którą uwielbia Argentyńczyk miedzy innymi przez to, że właśnie z takim numerem występował jeden z jego idoli Juan Roman Riquelme. Jakością piłkarską z pewnością się obroni, więc pozostaje czekać, aż formalności związane z rejestracją gracza zostaną dopełnione i Papu będzie mógł pojawić się na boiskach LaLiga, którym z pewnością doda kolorytu.

PAWEŁ OŻÓG

Co jest nie tak z Betisem?

Real Betis nie po raz pierwszy zawodzi na całej linii, choć w tym sezonie wystartowali z kopyta. Sześć punktów w dwóch kolejkach zadziałało na wyobraźnię kibiców. Jednak Betis traci gole na potęgę, a co gorsza nie strzela ich tak dużo, jak można się było spodziewać. Stali się ligowym Marcinem Najmanem, na którym rywale poprawiają swój bilans.

Od dłuższego czasu Betis zmaga się z problemem gry na miarę oczekiwań. Szczególnie poprzedni sezon pokazał, że w klubie występuje problem z podejmowaniem właściwych decyzji. Zatrudniono wówczas nieodpowiednią osobę na stanowisko trenera (Rubiego), który kompletnie nie mógł się odnaleźć się w zielono-białej rzeczywistości, po tym jak osiągnął z Espanyolem wynik ponad stan.

PELLEGRINI W OCZACH PIŁKARZY


Na początku pracy Pellegriniego większość opinii piłkarzy, która spływała do mediów mogła napawać optymizmem. „Pellegrini od pierwszych chwil zaproponował swój sposób gry i ważną zmianą jest również nastawienie. To dla nas ważny rok, ale w każdym meczu musimy to pokazywać” – to słowa Cristiana Tello.

„Jest trenerem, który lubi, gdy drużyna ma piłkę. Myślę, że zespół jest do tego stworzony. W tym sezonie gramy bardziej pionowo i to nam dużo daje. Trener przykłada dużą wagę zachowywaniu czystych kont, ponieważ w zeszłym sezonie byliśmy drugim najgorszym zespołem pod względem liczby straconych bramek” – przyznał Sergio Canales.

Niestety w kwestii gry obronnej Verdiblancos nie poczynili postępów. Szybki rzut oka na klasyfikację straconych bramek:

  • Betis – 23,
  • Celta – 20,
  • Granada, Valencia i Huesca – 17.

Anders Guardado po wczorajszym meczu nie gryzł się w język:

„Niestety brakuje nam koncentracji w defensywie. Popełniliśmy wiele indywidualnych błędów, które kosztują gole. Nie gramy w obronie tak, jak powinniśmy. Porażki są coraz cięższe i czas na głęboką samokrytykę, ponieważ grając w ten sposób niczego nie osiągniemy”.

KOMEDIANCI ZAMIAST KOMENDANTÓW


Nie wzięło się znikąd piłkarskie powiedzenie, że zespół buduje się od obrony. W przypadku Betisu ciężko powiedzieć, by ktokolwiek o tym pamiętał. Spotkanie z Eibar obnażyło wszystkie braki Betisu, a należy brać pod uwagę, że Eibar ma w tym sezonie duże problemy ze zdobywaniem bramek. W bloku obronnym drużyny z Estadio Benito Villamarin nie ma piłkarza, który nie zaliczyłby kompromitującej wpadki w tym sezonie. Rolę głównego komedianta w spotkaniu z drużyną J.L. Mendilibara pełnił Marc Bartra. Były gracz Barcelony od dawna prezentuje się fatalnie. Popełnia mnóstwo prostych i głupich błędów bezpośrednio prowadzących do straty gola. Kiedy kilka lat temu został ośmieszony przez Garetha Bale’a wielu twierdziło, że był to tylko wypadek przy pracy. Po latach okazało się, że w/w sytuacja była sygnałem ostrzegawczym, przed tym co dopiero nadejdzie.

Koledzy z bloku obronnego nie wyglądają szczególnie lepiej. Sidnei również często się myli. Victor Ruiz odpowiedzialny jest za stwarzanie niebezpieczeństwa, ale na nieszczęście dla Betisu tylko pod własną bramką, a gra obronna bocznych obrońców nie należy do ich atutów. W pierwszych dwóch spotkaniach tego sezonu w pewnym stopniu grę obronną Betisu spajał defensywny pomocnik Willian Carvalho, ale od samego początku regularność nie jest jego najmocniejszą stroną i przydałaby mu się zmiana otoczenia.

ANONSOWANY JAKO PROROK SUKCESU

Latem Betis podpisał kontrakt z nowym dyrektorem Antonio Cordonem Ruizem. Człowiekiem, który kiedyś na potrzeby Villarreal odkrył między innymi Antonio Valencię i Diego Godina. Zasłynął również z tego, że uznano go za jednego z architektów sukcesu AS Monaco, które zdobyło w sezonie 16/17 mistrzostwo Francji oraz doszło do półfinału Ligi Mistrzów.

Bogate CV Cordona miało dać gwarancję sukcesu. Oczekiwano, że Betis wejdzie na nowy poziom organizacyjny, którego nie byli w stanie osiągnąć poprzedni dyrektorowie. Cordon na pokład zaprosił kilku swoich starych znajomych w tym Alberto Benito – byłego dyrektora sportowego Almerii z czasów jej świetności.

Efekty pracy Cardona na ten moment są dość mizerne. Latem liczono na sprzedaż zbędnych ogniw oraz tych, których wartość w ostatnim czasie zaczęła gwałtownie spadać. Drobna czystka została dokonana, natomiast co równie ważne, klub nie dokonał realnych wzmocnień, ponieważ nie znalazł na nie środków. Jedynie uzupełniono, co nie spodobało się właśnie Manuelowi Pellegriniemu.

Innym problemem Cordona jest polityka prolongowania umów z piłkarzami. Latem 2021 kończy się kontrakt najlepszemu ze środkowych obrońców Aissie Mandiemu, który może nie jest piłkarzem na miarę Realu, czy Barcelony, ale będąc w pełni sił, zapewnia solidność, w przeciwieństwie do Bartry czy Ruiza.

„Postęp Aissy był największym, jaki widziałem u piłkarza od 40 lat. A wszystko dlatego, że jest odpowiedzialnym, uważnym, poważnie podchodzącym do pracy i zaangażowanym piłkarzem”.
Takimi słowami podsumował Mandiego Quique Setien w 2018.

Ciężko za wszystko winić Cardona, który w klubie pracuje od niedawna. Mógł zrobić więcej, ale nie jego winą jest to, że poprzednicy kiepsko reinwestowali środki pozyskane ze sprzedaży piłkarzy w ramach projektu pt. “Wielki Betis”.

Transfery 20/21:

  • Claudio Bravo – doświadczony golkiper, który jest w stanie grać na wysokim poziomie, ale często spotykają go urazy. Wiek Chilijczyka nie pozwala na to, by liczyć na niego w dłuższym okresie.
  • Victor Ruiz – środkowy obrońca, na którego nie można liczyć. W tym sezonie przeplata występy słabe z żenującymi (samobój i całokształt w meczu z Athleticiem).
  • Martin Montoya – uzupełnienie po odejściu Barragana i w chwili transferu nadzieja na to, że poprawi konkurencję na prawej stronie defensywy.
  • Juan Miranda – mistrz europy do lat 19. Po nieudanym okresie w Schalke miał naciskać na Alexa Moreno, który w obronie gra bardzo słabo.
  • Pozostałe transfery to powroty z wypożyczeń. Między innymi Tony Sanabria i Victor Camarasa.

Pellegrini spodziewał się innych ruchów. Kilkukrotnie w trakcie trwania okna transferowego podkreślał, że potrzebuje wzmocnień. Pomijając efekty pracy trenera widać, że zespół jest kiepsko zbalansowany.

OPIERANIe GRY ZESPOŁU NA PIŁKARZACH NARAŻONYCH NA URAZY


Największym znakiem zapytanie w momencie, gdy Nabil Fekir podpisywał kontrakt z Betisem (jeszcze w czasie poprzedniego rozdania), było jego zdrowie, które zabrało swego czasu transfer do Liverpoolu. O ile Fekir nie najgorzej odnalazł się w andaluzyjskim mieście, o tyle, cały czas w mniejszym bądź większym stopniu zmaga się z urazami. Minuty spędzone na boisku nie do końca odzwierciedlają sytuację piłkarza, który od czasu do czasu musi trenować indywidualnie. Potrafi błyszczeć, ale częściej błyszczał za kadencji Rubiego, a to już powinno niepokoić.

Rewelacją początku tego sezonu był Sergio Canales. Wychodziło mu dosłownie wszystko. Podania, strzały i dryblingi. Nie dziwiło, więc powołanie do reprezentacji Hiszpanii po dłuższej przerwie. Rajski okres Canalesa dobiegł jednak końca. W przeszłości często prześladowały go urazy (dwukrotnie zerwał więzadło krzyżowe) i na nieszczęście dla pomocnika Betisu, ponownie zaliczy dłuższą przerwę od gry. Piłkarz z Santander zgodnie z przewidywaniami powróci do treningów nie wcześniej niż pod koniec stycznia, co mocno komplikuję sprawę trenerowi Pellegriniemu.

Trzecim niezwykle ważnym piłkarzem dla tej ekipy jest Joaquin. I tu pojawia się problem, ponieważ ma już 39 lat na karku. O ile nie można skreślać piłkarza ze względu na wiek – zwłaszcza, gdy mówimy o graczu, który ma parametry jak 30 latek – o tyle ciężko o stworzenie projektu długofalowego w oparciu o piłkarza, który zbliża się wielkimi krokami ku odwieszeniu butów na kołek. Joaquinowi nie można odmówić chęci, ale gdybyśmy stworzyli miernik, na którym po lewej stronie umieścilibyśmy napis KLUCZOWY ZAWODNIK, a po prawej PRZEWODNIK DLA MŁODZIEŻY, to ta wskazówka powinna zmierzać ku prawej stronie, a w Betisie wędruje od prawej do lewej.

Moją uwagę przyciągnęła sytuacja z wczorajszego spotkania, kiedy to Anders Guardado daje jasno do zrozumienia, że Joaquin musi mocniej zaangażować się w grę obronną, co pokazuje, że Joaquin zaczyna odczuwać trudy kariery. Joaquin może chcieć, ale organizm stopniowo go wyhamowuje i ciężko zakładać, że coś się zmieni w tej kwestii.

ZACHŁYŚNIĘCI BARCELONĄ

Wielu piłkarzy, który trafili w ostatnich latach na Estadio Benito Villamarin zaliczyło krótszy, bądź dłuższy epizod w Barcelonie:

  • Cristian Tello,
  • Marc Bartra,
  • Martin Montoya,
  • Emerson,
  • Wilfried Kaptoum,
  • Carles Alena,
  • Claudio Bravo,
  • Alex Moreno,
  • Juan Miranda.

A to tylko lista przygotowana na szybko. Z jednej strony można interpretować obranie takiej strategii jako wyrażenie chęci grania piłką, ale abstrahując od polityki JMB jest też jakiś powód dlaczego tych piłkarzy na Camp Nou pożegnano. W wielu przypadkach bez płaczu. Betisowi brakuje nieoczywistych ruchów. Transakcji w stylu Luis Milli z drugoligowca do Granady. Kimś takim miał być Guido Rodriguez. Argentyńczyk był gwiazdą ligi meksykańskiej, ale jego dotychczasowy okres w Betisie ciężko ocenić wyżej niż na ocenę 3- w sześciostopniowej skali.

Pojawiają się głosy, że w tej drużynie brakuje tożsamości. Kilka lat temu potrafili wyciągnąć ze swojej cantery młodych i zdolnych wychowanków jak np. Daniego Ceballosa czy Fabiana Ruiza. W obecnym kształcie brakuje 19-20 latka, który wprowadziłby do zespołu odrobinę zielono-białego DNA. W tym sezonie epizodycznie na murawie pojawia się 20-letni Rodri, ale ciężko powiedzieć, czy zamieni epizody na pełen etat.

PS Zdaję sobie sprawę, że problemy Betisu nie ograniczają się wyłącznie do wyżej wymienionych, ale postanowiłem zachować pewną część swoich przemyśleń na wypadek zmian w klubie. Wówczas wątek zostanie przeze mnie uzupełniony o kilka innych aspektów.

PAWEŁ OŻÓG

Czy Athletic wstał właśnie z kolan?

Przed spotkaniem Athleticu z Betisem przeważająca część hiszpańskiej prasy sugerowała, że może być to ostatni mecz Gaizki Garitano w roli trenera klubu z Bilbao. Zapowiedzi te miały swoje przesłanki, ale zostały brutalnie zweryfikowane przez zespół z San Mames. Przed starciem z Betisem Garitano siedział na elektrycznym krześle, ale zamiast czekać na wyrok, wstał i sobie na nim zatańczył. Gospodarze wygrali 4:0, nie dając gościom z Andaluzji żadnych szans.

Klub z Kraju Basków od początku sezonu nie rozpieszczał ani kibiców Athleticu, ani widzów postronnych. Wyniki, jak i gra przekonywały mniej więcej tak, jak odpowiedź chyba, w momencie, gdy ktoś zapyta, czy jesteśmy czegoś pewni. Gorszy start w XXI. wieku zaliczył z Athleticiem tylko Jose Luis Mendilibar.

Wyniki Athleticu w tym sezonie:

  • porażka 2:0 z Granadą,
  • wygrana 1:2 z Eibar,
  • porażka 0:1 z Cadiz,
  • porażka 1:0 z Alaves,
  • wygrana 2:0 z Levante,
  • porażka 1:0 z Osasuną,
  • wygrana 2:1 z Sevillą,
  • porażka 2:1 z Realem Valladolid,
  • wygrana 4:0 z Betisem.

W sumie 12 punktów w dziewięciu kolejkach. A przecież od Athleticu wymaga się zdecydowanie lepszych rezultatów, chociażby ze względu na tradycję i co warto dodać wysokie zarobki piłkarzy. Te wynikają z ograniczonej puli zawodników, na którą Athletic skazał się, postępując zgodnie z przyjętymi wcześniej zasadami.

Z tego też względu coraz częściej pojawiają się głosy sugerujące, że być może Athletic powinien pójść drogą Realu Sociedad i wzbogacić kadrę pierwszego zespołu o piłkarzy niemających powiązań z Krajem Basków. Na to jednak nie ma przyzwolenia. Nie można się temu dziwić. Rygorystyczne zasady sprawiają, że Athletic jest klubem wyjątkowym, który poprzez politykę kadrową jest kojarzony na całym świecie i w wielu kręgach kibicowskich szanowana jest wierność tradycji, która w kilku przypadkach została dość mocno naciągnięta.

O jakich odstępstwach mowa? I tu zaskoczenie, bo pojawia się wątek kobiecej piłki. Bibiana Schulze-Solano urodziła się w Niemczech i tam też się wychowywała. W 2019 Aitor Elizegi zdecydował się zakontraktować Niemkę, co nie spodobało się wielu fanom klubu. Prezes próbował uzasadnić swoją decyzję, doszukując się u piłkarki baskijskich korzeni – jej pradziadek pochodził z Kraju Basków – jednak ten argument nie specjalnie przekonał przeciwników. Sprawa z biegiem czasu ucichła, ale odbiła się szerokim echem i pewnie jeszcze nie raz będzie wypominana. W całej historii pojawiło się jeszcze kilka odstępstw w stosunku do kontraktowania piłkarzy spoza Kraju Basków np. Cristian Ganea, ale ten temat poruszę w przyszłości.

O TRANSFERACH CIĄG DALSZY

Transfery gotówkowe Athleticu w ostatnich sezonach:

  • 20/21 – Alex Berenguer 10,5 mln euro z Torino,
  • 19/20 – nikt,
  • 18/19 – Yuri Berchiche 28 mln euro z PSG, Ibai Gomez 4mln euro z Alaves, Ander Capa 3 mln euro z Eibar, Cristian Ganea 1mln euro z Vitorula, Kenan Kodro 900 tys. euro z Kopenhagi,
  • 17/18 – Inigo Martinez 32 mln euro z Realu Sociedad.

Jak można zauważyć na ogół w Athleticu okna transferowe przebiegają dość spokojnie, co nie znaczy, że klub nie posiada w swojej kadrze braków i nie stara się ich uzupełnić. Teraz Athletic ma duże problemy z obsadzeniem pozycji napastnika. Aduriz zakończył karierę, Inaki Williams nie odnajduje się najlepiej na pozycji numer dziewięć i woli poruszać się w innych strefach boiska, a pozostali zawodnicy, jak Asier Villalibre czy Kenan Kodro na ten moment nie są w stanie zagwarantować przyzwoitego dorobku bramkowego. Villalibre w spotkaniu z Betisem zagrał na wysokim poziomie, ale dobrą dyspozycję musi potwierdzić w zbliżających się spotkaniach. W przeszłości 23-latek zapowiadał się na goleadora najwyższej próby, ale podobnie, jak Borja Mayoral po wejściu do świata seniorskiego futbolu mocno spuścił z tonu.

Latem niewiele zabrakło do sprowadzenie Fernando Llorente. Zwolennikami tego pomysłu byli Aitor Elizegi, Rafael Alkorta oraz sami zawodnicy, ale ostatecznie mniejszość komitetu transferowego zawetowała pomysł sprowadzenia Llorente, ponieważ jego odejście do Juventusu do dziś wielu zwolenników Urutii postrzega jako zdradę. Szkoda.

Brak napastnika czystej krwi szczególnie obnażył mecz z Cadiz. Pewnie do dziś kibice z San Mames zastanawiają się, jak można było przegrać to spotkanie, mając prawie 75% posiadania piłki, a co gorsza po bramce samobójczej. Porażka z Osasuną po rzucie karnym i z Alaves po dośrodkowaniu z rzutu rożnego również chluby nie przynoszą.

Teraz chyba też co niektórym łatwiej zrozumieć zapytania o Igora Angulo, a w ostatnim sezonie o Jona Bautistę z Realu Sociedad, za którego ponoć byli gotowi zapłacić ok. 25 milionów euro, a należy wspomnieć, że 25-latek nigdy nie grzeszył skutecznością (6 bramek w 50 meczach w rozgrywkach LaLiga). Brzmi surrealistycznie, ale piłkarz z Kraju Basków stał się dobrem luksusowym. Przynajmniej dla Athleticu.

CO Z TYM GARITANO?

Może i polityka klubu ogranicza trenera, ale z pewnością nie na tyle, by kibice musieli drżeć o utrzymanie. Praca w tym klubie przypomina nieco obowiązki selekcjonera, który podjął się wyzwania zbudowania mocnego zespołu w małym kraju. Ograniczona podaż sprawia, że ciężko o wietrzenie szatni, więc każdy ruch musi być przemyślany.

Sam Garitano do plotek o swoim ewentualnym zwolnieniu podchodzi do sytuacji dość spokojnie.

„Będąc trenerem Athleticu, jesteś narażony na wszelką krytykę. To część mojej pracy i ją akceptuję (…) wszyscy (trenerzy) ryzykujemy naszą pozycję co tydzień. Do mnie należy codzienna praca z zespołem i próby wygrania każdego spotkania”.

A jak podchodzą do tego tematu piłkarze? Na ogół bronią Garitano między innymi Unai Lopez wypowiedział się na temat trenera w następujących słowach:

Dołączam do grupy obrońców Garitano. Jestem zwolennikiem tego, byśmy wszyscy razem kontynuowali pracę i razem nawiązali do wyników z przeszłości (…) Athletic zawsze musi zajmować pozycję dającą możliwość gry w Europie lub przynajmniej w jej okolicach. Mamy duży margines do poprawy i pomysł jest taki, by poprawić grę z przodu, by móc ekscytować ludzi”.

Po stronie Garitano stanął również Javier Clemente legendarny trener Athleticu, a obecnie selekcjoner reprezentacji Kraju Basków podkreśla, że jego zdaniem w pierwszej kolejności w obecnej sytuacji winni są zarządzający klubem, następnie piłkarze, a dopiero na samym końcu trener.


Nie ma sensu wyciągać daleko idących wniosków po spotkaniu z Betisem, którego linia obrony wyszła w zestawieniu elektryków najwyższej próby. Athletic od dłuższego czasu przeżywał duży kryzys, ale na ten moment pozycja Garitano jest stosunkowo bezpieczna, o ile nie przydarzy się seria przegranych spotkań. Obecny trener szczególnie na początku swojej pracy pokazywał, że potrafi podnosić zespół z kolan, więc też nie powinno dziwić zaufanie, jakim go obdarzono, a pięć porażek w pierwszych ośmiu kolejkach nie czyni go nieudacznikiem. Ciekawe jak na postrzeganie Garitano wpłynęłoby ewentualne zwycięstwo w Pucharze Króla, którego finał został przeniesiony na 2021.

PAWEŁ OŻÓG

Jak Negredo stał się ambasadorem Cadiz?

Każdy klub potrzebuje symbolu, z którym postronny kibic będzie kojarzył dany zespół. Podnosi to spontaniczną znajomość marki, przyciąga przed telewizory, a co za tym idzie, w dłuższej perspektywie przynosi również korzyści finansowe. Jednak w piłce nożnej niezbędna jest również klasa sportowa, którą powinien posiadać ambasador danej marki. Dla drużyny Cadiz kimś takim jest Alvaro Negredo, który po kilku latach rozbratu z LaLiga powrócił na hiszpańskie boiska, na których kilka lat miał wykupiony abonament na zdobywanie bramek.

Ojciec Negredo był socio Rayo Vallecano i właśnie w tej ekipie Alvaro stawiał pierwsze kroki w seniorskim futbolu. W tym czasie Rayo grało na poziomie trzeciej ligi i w jednym z sezonów wraz z Negredo dotarli do barażów o Segunda, ale w nich lepszy okazał się Real Union, który swoją drogą kilka lat później skompromitował Real Madryt w rozgrywkach o Puchar Króla.

Dobre występy Negredo zaowocowały transferem do Realu Madryt Castilla. Na drugim szczeblu rozgrywkowym strzelał praktycznie, w co drugim spotkaniu, a to otworzyło mu drogę do grającej w najwyższej lidze Almerii. Tam poznał Unaia Emerego, a ten szybko dał mu okazję do debiutu w LaLiga zwieńczonego golem na El Riazor w starciu z Deportivo. W Almerii Negredo błyszczał, a jego 31 bramek zdobytych w ciągu dwóch sezonów sprawiło, że Real zdecydował się odkupić byłego gracza Castilli. Jednak nie było mu dane stać się gwiazdą „Królewskich”. Ze względu na obecność w zespole Benzemy, Raula i Higuaina byłby tylko piątym kołem u wozu.

Postanowił odejść do Sevilli, w której spędził cztery lata. W międzyczasie wraz z reprezentacją Hiszpanii wygrał EURO2012, ale jego wkład w zdobycie najcenniejszego tytułu na starym kontynencie był marginalny. W 2013 zaliczył pierwsze podejście do Premier League i wraz z Manchesterem City wygrał mistrzostwo Anglii. Skończyło się tylko na jednym sezonie w „The Citizens”, albowiem po jego usługi zgłosiła się Valencia.

W klubie z Mestalla rzadko błyszczał, a w dodatku wiele osób zarządzających klubem mocno uwierała wysoka pensja Hiszpana. Po dwóch dość rozczarowujących dla zawodnika latach odszedł na wypożyczenie do Middlesbrough, ale drugie podejście do Premier League było dla niego kolejnym gorzkim doświadczeniem. Zespół prowadzony przez Karankę spadł do Championship, a następnie Valencia sprzedała napastnika do Turcji. Po rocznym pobycie w Besiktasie dwa kolejne lata spędził w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Czas spędzony w Al-Nasr sprawił, że Negredo zatęsknił za rywalizacją na najwyższym poziomie. Władze Cadiz jeszcze przed zapewnieniem sobie awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej przeprowadziły pierwsze rozmowy z doświadczonym snajperem. Ostatecznie obie strony parafowały roczną umowę z możliwością przedłużenia o kolejny w przypadku utrzymania w LaLiga.

„Od jakiegoś czasu rozmawiałem z zarządem i prezesem. Moim pomysłem było ponowne konkurowanie na najwyższym poziomie, ponieważ moje ciało mnie o to prosiło. Chciałem wrócić do konkurencyjnej ligi. Nie zastanawiałem się długo. Skontaktowali się ze mną na długo przed awansem i końcówkę sezonu śledziłem ze zdenerwowanie. Bycie tutaj jest dla mnie dużym wyzwaniem”.

Transfer Negredo był dla wszystkich jasnym sygnałem, że Cadiz nie zamierza poprzestać na jednym sezonie w LaLiga. Pomijając efekt medialny związany z przybyciem rozpoznawalnego piłkarza, Negredo wniósł do zespołu mnóstwo jakości, której niewątpliwie w swojej układance potrzebował Cervera. Warto zauważyć, że Cadiz awansował do LaLiga, nie mając napastnika, który zdobył dwucyfrową liczbę bramek. Najskuteczniejszym piłkarzem Cervery na zapleczu LaLiga był bowiem pomocnik Alex Fernandez.

W trwającym sezonie piłkarze Cadiz zdobyli 8 bramek, z czego przy pięciu (2 bramki + 3 asysty) bezpośredni udział miał Negredo:

-bramka na 1:0 w spotkaniu z Huescą,

-asysta na otarcie łez w przegranym starciu z Sevillą,

-asysta przy bramce Choco Lozano w starciu z Realem Madryt,

-gol zdobyty głową po wrzutce Espino w starciu z Eibar,

-asysta przy golu Salviego również w starciu z Eibar.

Bramka z Huescą była dla Negredo pierwszym trafieniem na hiszpańskiej ziemi od czterech lat. Wówczas przesądził o losach meczu Valencii z Sevillą, a tym razem otworzył wynik w starciu z innym beniaminkiem oraz stał się autorem pierwszej bramki Kadyksu w Primera od czternastu lat.

Oprócz suchych liczb dochodzą również aspekty wolicjonalne. Negredo angażuje się mocno w grę obronna zespołu. Nie stawia siebie wyżej od reszty i stoi w jednym szeregu z innymi piłkarzami. Jednak ma to również swoja cenę, ponieważ przy tej intensywności nie jest w stanie rozegrać pełnych 90 minut. Wraz z trenerem wypracował kompromis, więc trener rozsądnie gospodaruje siłami Negredo, tak by pomógł drużynie w decydujących momentach. 

Doświadczony gracz stara się podpowiadać swoim boiskowym partnerom również i poza boiskiem. Jakiś czas temu w rozmowie z dziennikarzami AS-a przyznał, że podczas swojego pobytu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich po raz pierwszy przeszła mu przez głowę myśl, że mógłby w przyszłości zostać trenerem. Na razie jednak skupia się na boisku. Ma przecież kawał roboty do wykonania. Cel? Utrzymanie.

PAWEŁ OŻÓG

Nowe oblicze Valencii

Sezon 2020/21 to jedna wielka niewiadoma i na ten moment Javi Gracia ma do dyspozycji jeden wielki plac budowy. Jakie transfery poczynili? Jaki pomysł na drużynę ma Gracia? Jak przebiegały sparingi? Co sądzą kibice Valencii?

Javi Gracia podjął się trudnej misji zbudowania silnej Valencii w mocno okrojonym składzie. Anil Murphy zapytany o to, czy ktoś jeszcze zawita na Mestalla przed startem ligi, odpowiedział tylko, że ma taką nadzieję. Nie powiało optymizmem, więc Gracii pozostaje sprawdzenie graczy, którzy wrócili z wypożyczeń. W sparingach nieźle prezentował się Jason, grając na jednej stronie z Danielem Wassem. Kilka lat temu piłkarz pochodzący z Hiszpanii zapowiadał się na świetnego gracza, ale jego kariera nigdy nie przyspieszyła. Ostatni rok spędził na wypożyczeniu w Getafe, pojawiając się na boiskach LaLiga w 20 spotkaniach, w których zdobył jedną bramkę i dołożył 4 asysty.

Niestety większość przygotowań stracił Carlos Soler, który jest piłkarzem dość uniwersalnym i w zależności od systemu może zagrać zarówno w środku pola, jak i na boku pomocy. Javi Gracia mocno wierzy w Kang-Ina, którego gwiazda w Valencii nadal nie rozbłysła pełnym blaskiem. Choć już kilka razy pokazał, że musi pracować nad swoim charakterem, to pod względem umiejętności należy upatrywać w nim przyszłą gwiazdę. Nowy trener Valencii podczas spotkań przedsezonowych szukał dla niego właściwej pozycji. Testował go między innymi w ustawieniu tuż za Maxim Gomezem. Gracia stara się dać do zrozumienia Koreańczykowi, że bardzo na niego liczy. Kang-In w spotkaniu przeciwko Levante założył opaskę kapitana, ale trzeba mieć na uwadze, to że Valencia przystąpiła do tego meczu z jedenastką, której średnia wieku nieznacznie przekraczała 20 lat.

TRANSFERY? GŁÓWNIE WYCHODZĄCE

Od dłuższego czasu w Valencia jest symbolem nieudolnego zarządzania, które sprawia, że klub popada w przeciętność. Alvaro Negredo – były piłkarz Valencii – w programie El Transistor przyznał wprost, że problemy klubu wynikają z niewłaściwego zarządzania klubem. Podobnego zdania jest Rodrigo, który przed meczem reprezentacji Hiszpanii stwierdził, że choć jest wdzięczny Valencii, to wieczne zmiany, które miały miejsce w tym klubie męczą zawodników.

Anil Murphy przyznał, że najlepiej byłoby pozyskać nowych zawodników tak szybko, jak to możliwe, ale w czasach niepewnej sytuacji ekonomicznej nie jest to łatwe. Tradycyjnie poprosił kibiców Valencii o cierpliwość – od dłuższego czasu ulubione słowo tego działacza – oraz podkreślił, że na rynku transferowym wciąż jest wielu piłkarzy w zasięgu klubu, którzy są zainteresowani grą na Mestalla.

O tym, że w klubie nie ma już Parejo i Ferrana Torresa nie ma sensu się rozpisywać. Obaj skonfliktowani ze sobą gracze opuścili klub, a to dowodzi temu, że ktoś długo zamiatał sprawę pod dywan, a potem sytuacja wymknęła się spod kontroli.

ŚRODKOWY POMOCNIK OD ZARAZ

Klub opuścił również Francis Coquelin, ale coraz częściej przewijają się informacje o możliwym odejściu Geoffreya Kondogbii, które oznaczałoby całkowity demontaż środka pola Valencii.

Klub z Mestalla był bliski wypożyczenia Yangela Herrery z Manchesteru City. Piłkarz zaliczył niezły sezon w Granadzie, a wielkim entuzjastą talentu Herrery jest jego były klubowy kolega David Villa – razem występowali w MLS – bardzo chwalił Wenezuelczyka i uważa, że może stać się graczem topowym. Negocjacje trwały bardzo długo, a krzyż na transferze postawiły kwestie formalne. W kadrze Valencii znajduje się już trójka graczy spoza UE – Gabriel (nadal czeka na hiszpańskie obywatelstwo), Maxi Gomez i Kang-In Lee. Podobno nadal możliwe jest wypożyczenie Matteo Guendouziego, ale czy ostatecznie do niego dojdzie?

POTRZEBA DOŚWIADCZONEGO STOPERA

Jedynym pewniakiem na ten moment wydaje się Gabriel Paulista, który był najsolidniejszym piłkarzem bloku obronnego Los Ches w poprzednim sezonie. Choć Eliaquim Mangala zdaniem wielu był już jedną nogą poza klubem, to Gracia postanowił dać mu szansę i dziś jego sytuacja wydaje się zdecydowanie lepsza, choć nie popisał się przy straconej bramce w sparingu przeciwko Villarreal. A co z Hugo Guilamonem? Nadal brakuje mu doświadczenia i wciąż nie wiadomo, co dalej z młodym obrońcą, ponieważ zdaniem hiszpańskich mediów trener oczekuje transferu Germana Pezzelli z Fiorentiny, który nie tak dawno występował na boiskach LaLiga w barwach Realu Betis. Pezzella jest obecnie kapitanem zespołu z Florencji, a jego klub oczekuje ofert na poziomie 15-20 milionów euro.

Przez moment Valencia była zainteresowana Diogo Leite z FC Porto, ale takiemu ruchowi sprzeciwił się Javi Gracia, ponieważ nie chce kolejnego niedoświadczonego piłkarza. Wszystko sprowadza się do tego, że w przypadku pojawienia się w klubie Pezzelli lub innego doświadczonego gracza, Valencia prawdopodobnie wypożyczy Hugo Guilamona do innego zespołu. Swoją drogą kilka miesięcy temu rozbawiły mnie doniesienia mówiące, że Guilamon prawdopodobnie zostanie odstrzelony z powodu niskiego wzrostu. Cóż. Chyba pion sportowy Valencii nigdy nie widział w akcji Roberto Ayali, który pomimo 176 cm wzrostu przez pewien czas należał do ścisłej czołówki defensorów.

PRZYDA SIĘ NASTĘPCA RODRIGO

Kolejny trudny do ugryzienia temat zważywszy na podejście władz Valencii, którym nie w smak płacenia za nowych zawodników. Chęć gry na Mestalla wyraził Borja Mayoral, ale Real Madryt nie ma zamiaru przyjmować ofert niższych niż 15 milionów euro. Nie można dziwić się drużynie mistrza Hiszpanii, ponieważ Lazio oraz Marsylia są gotowe sprostać ich oczekiwaniom. Mayoral ostatnie dwa sezony spędził w innym klubie z Walencji – Levante – i bardzo spodobało mu się życie w tym mieście. Poprzedni sezon był na ten moment jego najlepszym, ponieważ strzelił 8 bramek w LaLiga, ale nadal nie jest to wynik imponujący.

JAK MA GRAĆ DRUŻYNA GRACII?

Wyniki sparingów

Valencia 1:0 Castellon
Manu Vallejo

Valencia 2:1 Villarreal
Maxi Gomez x2 – Samu Chukwueze

Levante 0:0 Valencia

Valencia 3:1 Cartagena
Kang-In x2 oraz Jason – Gil

Jednym ze słów najczęściej powtarzanych przez piłkarzy oraz trenera Valencii jest intensywność. Takie podejście odpowiada szczególnie Danielowi Wassowi, który świetnie odnajduje się w drużynach, w których należy ciężko harować dla dobra zespołu.

Ponadto w wywiadzie dla klubowych pochwalił trenera za jego metody treningowe:

„Ma dobre pomysły, chce, żebyśmy grali z wielką intensywnością i to jest dla nas dobre. Tak właśnie trenujemy i bardzo mi to odpowiada (…) Trenowaliśmy od ponad dwóch tygodni z nowym sztabem trenerskim i czuję się bardzo dobrze, wszyscy są bardzo zadowoleni z treningów”.

Powracający z wypożyczenia do Osasuny, Toni Lato dodał, że piłkarze szybko polubili trenera i dadzą z siebie wszystko od samego początku. Kondogbia wspomniał o tym, że trener stara się dawać piłkarzom wiele prostych instrukcji, które szybko i łatwo mogą wcielić w życie. Nadal ciężko powiedzieć, w jakim ustawieniu wyjdzie Valencia na pierwsze spotkanie. W sparingach testowano m.in. systemy 4-4-2, 3-5-2 oraz 4-2-3-1.

STRAJK KIBICÓW

Manos LIMpias, czyli czyste ręce. Tak mianowano strajk kibiców Nietoperzy. Musicie przyznać, że jest to świetna gra słów. Zasadniczo wszystko sprowadza się do pogonienia z klubu właściciela, który delikatnie rzecz ujmując, ma w nosie zdanie fanów Los Ches. Z pewnością w poprawie PR-u nie pomogła Limowi jego córka, zamieszczając kilka miesięcy temu wpis o następującej treści:

„Niektórzy kibice tego klubu obrażają i przeklinają moją rodzinę. Czego oni nie rozumieją? To nasz klub i będziemy robić, co tylko chcemy i nikt nie ma prawa nic powiedzieć”.

Jak sami widzicie Lim i jego otoczenie, zamiast szukać kompromisu, cały czas dolewa benzyny do pożaru, który sam wznieca. Nie dziwi zatem, że fani stale bojkotują właściciela i powoli normą staje się stawianie zniczy w okolicach stadionu, co ma symbolizować powolną śmierć klubu wynikającą z postępowania właściciela.

Temat stadionu jest kolejną kością niezgody, ale już nie tylko pomiędzy kibicami a właścicielem, ale również władzami miasta. Lim zobowiązał się do ukończenia budowy Nou Mestalla, którego szkielet od kilku lat niszczeje. By doszło do remontu i oddania nowego stadionu, Lim musi sprzedać grunty, na których znajduje się obecny stadion Valencii, ale odrzuca każdą ofertę, uważając, że znacząco odbiegają od rzeczywistej wartości gruntów. Maksymalny termin oddania Nou Mestalla wyznaczony przez Radę Miasta w ramach Strategii Rozwoju Regionalnego przypada na 2025. Bez pieniędzy ze sprzedaży gruntów obecnego stadionu nie zostanie dokończony nowy, bo na jego remont potrzeba ok. 115 milionów euro.

Nadchodzący sezon będzie bardzo wymagający zwłaszcza dla fanów Los Ches. Klub znajduje się w podobnej kondycji do nowego stadionu. Za każdym razem, gdy może nam się wydawać, że w klub zaczyna zmierzać w dobrą stronę, to za moment przekonujemy się, że to tylko fałszywy alarm, bo przed nadal widnieje tylko betonowy szkielet. Moim zdaniem w obecnym kształcie sukcesem Valencii będzie znalezienie się w pierwszej szóstce na koniec sezonu 2020/21. Nie mam przekonania, że to już końcówka kłopotów tego zasłużonego klubu, ale bardzo bym chciał, by nietoperze nawiązali do sukcesów, które odnosił na Mestalla Rafa Benitez.

PAWEŁ OŻÓG

Co słychać w Realu Madryt?

Zwykle przed startem sezonu LaLiga na Estadio Santiago Bernabeu aż wrze. Tym razem jest znacznie spokojniej, ale nie znaczy to, że nie ma kwestii wartych poruszenia, które w natłoku informacji mogły przejść niezauważone. Dlaczego odwołano sparing? Kto opuścił Real? Co dalej z Ramosem? Jak było z van de Beekiem?

MADRYCKIE PORZĄDKI

Real przyzwyczaił do tego, że przed startem sezonu dokonuje kilku wzmocnień, a dopiero w dalszej kolejności pozbywa się zawodników niepasujących do koncepcji budowania zespołu. Tym razem Real zdecydował się na gromadzenie oszczędności, sprzedając niepotrzebnych lub mniej znaczących graczy za 150 milionów euro. Spora część tej kwoty została już zapewniona dzięki porozumieniom z innymi zespołami.

Z Realu odeszli:
James (25 mln euro do Evertonu),
Hakimi (40 mln euro do Interu),
Oscar (15 mln euro do Sevilli – 75% praw),
Javi Sáncheza (2,5 miliona do Valladolid),
De Frutos (2,5 miliona do Levante – 50% praw),
Dani Gómez (2,5 miliona do Levante – 50% praw).

Pozostaje do rozwiązania kwestia przyszłości czterech innych zawodników.

  1. Jak bumerang powraca temat Garetha Bale’a. Jak wiadomo, jego zarobki są astronomiczne w stosunku do tego, co pokazuje na boisku, a właściwie już nawet nie pokazuje. Dodajmy do tego fakt, że Walijczyk ostatnią bramkę dla Los Blancos zdobył rok temu, a jego podejście odbiega znacząco od reżimu, do którego przyzwyczaił Cristiano Ronaldo. Prawdopodobnie jutro dojdzie do spotkania Walijczyka z Zizou.
  2. Skomplikowana wydaje się kwestia Borjy Mayorala, który ostatnie dwa lata spędził na wypożyczeniu w Levante. Władze Realu były blisko porozumienia z Lazio, ale sam zawodnik widziałby siebie w Valencii, którą kilka dni temu opuścił Rodrigo Moreno.
  3. W nieco innym położeniu jest Sergio Reguilón, który rozegrał sezon życia, ale Zinedine Zidane nigdy nie był wielkim entuzjastą jego talentu. Władze klubu dostrzegają w lewym obrońcy olbrzymi potencjał, ale zainteresowanie graczem ze strony innych zespołów jest ogromne. Szczerze mówiąc, jestem wielkim fanem talentu Reguilona i chciałbym zobaczyć go w zespole, w którym nie będzie żadnego znaku zapytania przy jego nazwisku.
  4. Ostatnim zawodnikiem, o którym należy wspomnieć jest Mariano. Zidane nie widzi dla niego miejsca w składzie, a sam klub chętnie pozbył się z listy płac pensji byłego gracza OL (4,5 miliona euro rocznie + kontrakt do 2023). Real doszedł już nawet do porozumienia z Benficą, ale sam gracz stwierdził, że nie zamierza odchodzić z klubu. Na ten moment nie ma podstaw, by sądzić, że Mariano będzie dostawał swoje szanse, choć on sam jest na tyle pewny swoich umiejętności, że chce podjąć walkę o miejsce w składzie. Karim Benzema będzie nadal pierwszym wyborem trenera, a rolę rezerwowego napastnika w układance Zizou ma pełnić Luka Jovic, więc sytuacja Mariano nie będzie najciekawsza.

OPÓŹNIONY START SEZONU

Już w ten weekend rusza LaLiga, ale Real Madryt rozpocznie rozgrywki ligowe tydzień później, podejmując na Anoeta Real Sociedad (20 września, godz. 21). LaLiga zrobiła ukłon w stronę klubów, które po zakończeniu ligi mierzyły się w europejskich pucharach i każdy z tych zespołów rozpocznie zmagania od drugiej kolejki, a spotkania pierwszej serii spotkań rozegrają w terminie późniejszym. Spotkanie Realu Madryt z Getafe zostało przełożone na 2021.

Wczoraj Królewscy mieli rozegrać sparing z Rayo Vallecano, ale ostatecznie do niego nie doszło. Marca przekazała informacje o tym, że prawdopodobnie jeden z piłkarzy „Vallecas” mógł zostać zarażony koronawirusem i wciąż nie otrzymał wyniku testu. Kluby doszły stwierdziły, że w takich okolicznościach nie ma sensu podejmować ryzyka.

W związku z zamieszaniem Zidane dał graczom dwa dni wolnego, a najbliższy mecz towarzyski Real rozegra 15 września. Rywalem będzie Getafe.

Ze względu na powołania wielu piłkarzy dopiero powróci do Valdebebas. Są to między innymi: Sergio Ramos, Carvajal, Asensio, Reguilón, Courtois, Hazard, Kroos, Bale, Jovic, Varane, Mendy i Lunin.

SERGIO RAMOS USPOKAJA

Real Madryt od jakiegoś czasu prowadzi bardzo zachowawczą politykę przedłużania umów z piłkarzami po trzydziestce. Władze Realu w kilku ostatnich okienkach zabezpieczały przyszłość Los Blancos, sprowadzając młodych piłkarzy, którzy w perspektywie czasu będą stanowić o sile klubu.

Zwykle starsi zawodnicy otrzymują propozycję przedłużenia kontraktu o zaledwie rok. Jednak są piłkarze będący symbolami klubu, którzy zasługują na specjalne traktowanie i otrzymanie preferencyjnych warunków.

Wielu fanów Realu niepokoił fakt, że umowa Sergio Ramosa kończy się w czerwcu 2021. Piłkarz nie krył się z tym, że oczekiwał przynajmniej dwuletniej umowy, zważywszy na swój dorobek i olbrzymi wpływ na zespół. Klub nieco mniej entuzjastycznie podchodził do tematu, ale wszystko wskazuje na to, że obie strony dojdą do porozumienia.

„Jestem w Realu Madryt od wielu lat i nigdy nie myślałem o opuszczeniu zespołu. Jeśli będziemy musieli dojść do porozumienia, nie będzie problemu, teraz skupiam się na grze i chcę mieć dobry sezon z moim klubem i drużyną narodową” – stwierdził sam zainteresowany.

PRZYSZŁOŚĆ LUKI MODRICIA

Luka Modrić, który dziś świętuje 35 urodziny, odniósł się do swojej przyszłości na Estadio Santiago Bernabeu:

„W moim wieku nie masz już wielkich planów. Został mi jeden sezon i chcę dać z siebie wszystko, żeby coś wygrać. Byłoby wspaniale zakończyć karierę w Realu Madryt, ale to nie moja decyzja, tylko Realu Madryt (…) Chcę pokazać, że potrafię nadal grać na wysokim poziomie i jeśli nie będę mógł grać w Madrycie, przyjrzę się innym opcjom”.

Dopytywano go również o jego przyszłość w reprezentacji i udział w nadchodzących wielkich turniejach:

„Nie mogę jeszcze nic powiedzieć o mundialu. Mistrzostwa Europy tak, ale Katar? Zobaczymy”.

SAGA Z VAN DE BEEKIEM WYJAŚNIONA

W poprzednim roku pojawiało się mnóstwo informacji odnoszących się do niedoszłego transferu van de Beeka i wszystko wskazuję na to, że do podpisania umowy zabrakło niewiele. W tej sprawie głos zabrał sam piłkarz:

„Wszystko zostało uzgodnione z Realem Madryt i kluby również się dogadały, ale z jakiegoś powodu transfer nie doszedł do skutku. Zawodnicy, którzy mieli opuścić drużynę, zostali, a Real Madryt się wycofał”.

Powyższa wypowiedź pochodzi De Telegraaf. Nie mając wiedzy insiderskiej, ciężko stwierdzić jednoznacznie, co zadecydowało o fiasko negocjacji. W tym okresie hiszpańska prasa sugerowała, że Zidanowi bardzo zależało na sprowadzeniu swojego rodaka Paula Pogby, ale Francuz ostatecznie pozostał na Old Trafford, a w międzyczasie z bardzo dobrej strony pokazał się Fede Valverde.

ZIDANE DOCENIONY PRZEZ SWOICH GRACZY

Nie każdy w Polsce zdaję sobie sprawę, że w Hiszpanii każde najdrobniejsze niepowodzenie Francuza daje pożywkę do deprecjonowania jego warsztatu trenerskiego. Doświadczeni piłkarze Realu w ostatnim czasie zadbali o ocieplenie wizerunku Zinedine’a Zidane’a.

Luka Modric:

„Doskonale rozumie zawodników i jest jednym z najlepszych trenerów, to na pewno. Niektórzy wciąż mówią, że ma szczęście… To, co z nim osiągnęliśmy, było niewyobrażalne. Nie otrzymuje uznania, na jakie zasługuje, ale tego nie potrzebuje. Jego wyniki mówią za niego ”.

Toni Kroos:

„Pomaga to, że sam był świetnym graczem. Dokładnie wie, co motywuje i co to znaczy być graczem Realu Madryt. Doskonale wykorzystuje tę wiedzę (…) Jest niesamowicie dobry w zarządzaniu grupą gwiazd. Stale obserwuje graczy, angażuje ich i ma wszystko wokół Realu pod kontrolą. Ma bardzo dobry trenerski warsztat. To najlepszy trener, o jakiego można prosić”.

*

Jak sami widzicie w Realu jest dość spokojnie. Ma na to wpływ również fakt, że FC Barcelona przeżywa swoje problemy i nie wywiera znaczącego nacisku na Królewskich. Gdyby nagle Barcelona dokonała kilku wzmocnień z prawdziwego zdarzenia możliwe, że Real również otworzyłby sejf i zdecydował się na gwałtowne ruchy. Sytuacja na świecie sprawia, że kluby funkcjonują w nowej dla siebie rzeczywistości, w czasach niepewności, w których ryzyko nie jest wskazane. Florentino Perez, uzupełniając skład o wielkie talenty, zadbał o to, by klub nie miał stałej potrzeby porywania się na transfery o wartości powyżej 80 milionów euro.

PAWEŁ OŻÓG

Rakitic w Sevilli? Dobry ruch.

Banegi już nie ma.

Odejście Argentyńczyka mogło zasmucić wielu fanów Sevilli. Kiedy odchodzi prawdziwy architekt sukcesu, pojawiają się pytania, co dalej z zespołem. Jak najprościej pozbyć się wątpliwości? Sprowadzając gwiazdę, a kimś takim jest Ivan Rakitic. Ciężko porównać Rakitica do Banegi. Pochodzą z dwóch różnych światów. Rakitic spokojny i ułożony, Banega szalony i niekiedy sprawiający problemy. Natomiast nie da się ukryć, że obaj piłkarze wznosili Sevillę na wyżyny.

Mocno związany z Sevillą.

Przyjechał do Hiszpanii, nie znając choćby jednego słowa w tym języku, ale dzięki swojej obecnej żonie zyskał andaluzyjski akcent. Cała jej rodzina kibicuje Sevilli, z czym wiąże się pewna historia.

„Pewnego dnia spudłowałem rzut karny. Kiedy dotarłem do szatni i spojrzałem w telefon, zobaczyłem, że dostałem wiadomość od teściowej. Wysłała mi zdjęcie mojego psa z informacją, że strzeliłby lepiej niż ja ”.

Kiedy Rakiticowi urodziła się córeczka, od samego początku zaszczepiał w niej miłość do klubu z Estadio Sanchez Pizjuan, śpiewając jej na dobranoc hymn Sevilli. Nigdy nie krył się z przywiązaniem do klubu z Andaluzji. Zawsze wspominał o tym, że życzy Sevilli jak najlepiej i cieszył się jej osiągnięciami. Kilka dni temu, kiedy Sevilla ograła w finale Inter Mediolan, Chorwat wskoczył do basenu, by pokazać, jak bardzo cieszy go sukces drużyny Julena Lopeteguiego.

Sprawdzony i zaprawiony w boju.

Pierwszy okres Rakitica w Sevilli należał do bardzo udanych.  Uzbierał 149 oficjalnych spotkań, w których zdobył 32 bramki i dołożył 41 asyst. Zwłaszcza ostatni sezon był wart zapamiętania. Wówczas pomógł Sevilli w zdobyciu Ligi Europy, a w lidze hiszpańskiej popisał się piłkarskim double-double (12 asyst + 12 bramek).

Były kapitan wraca na pokład.

Niewiele osób pamięta, że Chorwat odgrywał rolę kapitana Sevilli. Unai Emery w jednym z wywiadów dla Estadio Deportivo wspomniał o tym, jak doszło do przekazania opaski kapitańskiej Chorwatowi:

„On zapytał mnie o możliwość zostania kapitanem. To największe zobowiązanie, jakie możesz podjąć. I on chciał to zrobić”.

Warto podkreślić, że Rakitic stał się wówczas pierwszym zagranicznym kapitanem od czasu Diego Maradony.

Szanowany przez fanów.

Kiedy gwiazda opuszcza dany zespół, zdarza się, że kibice nie szczędzą jej cierpkich słów. Chorwat swoją postawą zapracował sobie na to, że kiedy będąc już piłkarzem Barcelony po raz pierwszy zawitał na Estadio Sanchez Pizjuan, mógł podziwiać transparent z napisem:

„To zawsze będzie twój dom. Dziękujemy, kapitanie”.

Odreagowanie po Barcelonie.

Chorwat w ostatnich dwóch latach poddany był dużej krytyce ze względu na niestabilną formę, jaką prezentował. Genezy kiepskiej dyspozycji upatrywałbym w sezonie 17/18. Chorwat zdobył wicemistrzostwo świata, a zarazem był najmocniej eksploatowanym piłkarzem w Europie. Może gdyby na początku sezonu 18/19 Ernesto Valverde nieco inaczej gospodarował jego siłami, nie obserwowalibyśmy takiego zjazdu w wykonaniu Rakitica. Zresztą trzeba brać pod uwagę, że obniżka formy w ostatnich dwóch latach nie tyczyła się wyłącznie Rakitica. Większość piłkarzy Blaugrany obniżyła znacząco loty, ale chyba najbardziej oberwało się właśnie Rakiticowi.

Aspekt finansowy.

Wcześniej pojawiały się doniesienia sugerujące, że transfer zamknie się w kwocie ok. 15-20 milionów euro. Dziś hiszpańskie media podają, że Sevilla zapłaci symboliczną kwotę (1,5 mln euro) z ewentualnymi bonusami dla klubu z Camp Nou. Sam piłkarz podobno zgodził się na dużą obniżkę zarobków w porównaniu do przelewów jakie otrzymywał z FC Barcelony.

Przyszłość.

Ze względu na wiek wielu już postawiło krzyżyk na 32-latku. Tymczasem w tym wieku dalej można z powodzeniem grać na najwyższym poziomie. Jego rodak Luka Modric mając 33-lata, otrzymał Złotą Piłkę. Luca Toni mając 38 lat, zdobył koronę króla strzelców Serie A. Cazorla w wieku 34 lat wygrzebał się z serii kontuzji i prezentował się wręcz fenomenalnie, więc nie zdziwię się, jeśli Rakitic jeszcze przez 2-3 sezony będzie wyróżniał się na poziomie LaLiga, tym bardziej że wraca do miejsca, które uwielbia i w którym jest uwielbiany.

PAWEŁ OŻÓG

Kądzior w Eibar? Zapytaliśmy eksperta, co o tym sądzi.

Wszystko wskazuje na to, że Damian Kądzior zamieni Dinamo Zagrzeb na Eibar. Nasz redakcyjny kolega Paweł Ożóg zapytał Michała, który prowadzi na fanpage @SD_EibarPol o opinię na temat transferu Polaka.

Jaka była twoja pierwsza reakcja na wieść o możliwym transferze Kądziora do Eibar?

Serce od razu zaczęło mocniej bić. Damian może być przecież pierwszym Polakiem w Eibarze! Od razu napisałem do znajomych kibiców Eibaru z zagranicy, którzy dopytywali, jak ostatnio spisywał się Kądzior. Niesamowite uczucie, czuję się jakby miało wydarzyć się coś wielkiego!

Jaką rolę może przewidywać dla niego trener J.L. Mendilibar?

Polak prawdopodobnie będzie występować na skrzydle, gdzie obecnie w kadrze Rusznikarzy są największe braki. Odeszli de Blasis, Orellana, a Pedro Leon w ostatnim czasie formą nie zachwyca. Styl Eibaru w ofensywie opiera się na grze skrzydłami i licznymi centrami w pole karne, dlatego też Kądzior może być niezwykle istotnym zawodnikiem w układance Mendilibara.

Jeżeli chodzi o bocznych pomocników, klub opuścił De Blassis, ale największym osłabieniem jest odejście Fabiana Orellany. Czy Kądzior może wejść w jego buty?

Fabian Orellana to wirtuoz gry w piłkę, wspaniały zawodnik. Kądziorowi ciężko będzie go zastąpić w pełni. Orellana zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko, dodatkowo jest to zawodnik o nieco innej charakterystyce.

W ostatnich latach kilku byłych piłkarzy Eibar wypłynęło na szerokie wody np. Joan Jordan, Florian Lejeune oraz Marc Cucurella. Uważasz, że z Kądziorem może być podobnie, czy spodziewasz się, że osiądzie w klubie na dłużej?

Ciężko stwierdzić. Wszystko tak naprawdę zależy od formy, jaką Polak będzie prezentować w Eibarze, ale też pewnie od tego, czy Rusznikarze zdołają się utrzymać. Osobiście chciałbym, żeby Damian został w Eibarze jak najdłużej i napisał fajną historię na Ipurui. 🙂

Pamiętasz może nazwiska innych piłkarzy z Polski, których łączono z Eibar?

Mówiło się kiedyś o Marcinie Kamińskim czy też o Janie Bednarku, jednak nigdy o transferze Polaka do Eibaru nie było tak głośno, jak dziś.

Transfer jeszcze nie został sfinalizowany, więc mam pytanie odnośnie do niedoszłych transferów. Jakie duże nazwisko było w przeszłości łączone z Eibar, ale ostatecznie transakcja nie doszła do skutku?

Nie przypominam sobie. Eibar nie ściąga raczej znanych zawodników, gdyż zespołu z Ipurua ich na nich po prostu nie stać. Najdroższy transfer Eibaru w historii wynosi tylko 4 mln euro. Rusznikarze częściej sprowadzają piłkarzy z Segunda Division lub odbudowywują zawodników z La Liga.

*

Na początku sierpnia Damian Kądzior udzielił wywiadu Damianowi Gołaszewskiemu, w którym przyznał, że otrzymał oferty klubów z silnych lig:

„Był kontakt z trzech klubów z silnych lig. Jeśli trafię do topowej ligi i będę grał, śmiało powiem, że wycisnąłem maksimum z kariery”.

Wszystko wskazuje na to, że jeśli transfer do Eibar dojdzie do skutku, Damian spełni swoje marzenie, a my będziemy mieli możliwość śledzenia losów Polaka w LaLiga, co w ostatnich latach nie było normą.

Krótko o Eibar:
-czternasta drużyna poprzedniego sezonu,
-styl oparty o grę bardzo wysokim pressingiem,
-najlepszym strzelcem w poprzednim sezonie był Fabian Orellana, który zdobył 8 bramek,
-debiutowali w LaLiga w sezonie 14/15,
-na co dzień grają na stadionie Ipurua, który jest w stanie pomieścić 8164 widzów.

Na koniec chcielibyśmy podziękować Michałowi za krótką rozmowę i jednocześnie zachęcić do obserwowania konta Michała oraz treści znajdujących się na Futbolowej Rebelii.

PAWEŁ OŻÓG

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑