Moda na Czarownice. Benevento.

Czarownice dzięki filmom i bajkom na ogół są kojarzone ze złem, ale rozpatrywanie przydomka tegorocznego beniaminka Serie A w tym kontekście jest pomysłem nietrafionym. W trwającym sezonie Benevento pracuje na miano Kopciuszka, który rozgrywa dopiero swój drugi sezon w Serie A. Ewentualnie Robinem Hoodem, który z miłą chęcią będzie psuł wyżej notowanym drużynom i rozdawał pozostałym.

Benevento w sezonie 19/20 w cuglach wygrało Serie B. Ponieśli tylko cztery porażki, kończąc rozgrywki z dorobkiem 86 punktów, co było najlepszym wynikiem w historii zaplecza Serie A. W lipcu 2019 roku klub przejął Filippo Inzaghi i już w swoim pierwszym spotkaniu wywołał ogromną burzę, ponieważ przegrał w Coppa Italia z niżej notowaną Monzą. Kibice czarownic uznali, że starszy z braci Inzaghich nie sprosta wymogom prowadzenia drużyny na najwyższym poziomie we Włoszech. Duży dylemat miał zarząd Benevento, który poważnie zastanawiał się, czy popularny „Pippo” jest w stanie udźwignąć presję. Sprawy potoczyły się idealnie dla wszystkich związanych z Benevento. Już w styczniu kibice mrozili szampany, żeby pod koniec lipca móc je otworzyć i świętować sukces.

Poprzedni pobyt w najwyższej lidze był dla stregonich beznadziejny. Klub stał się pośmiewiskiem, a stronniczy kibice głośno mówili, że nie chcą już nigdy oglądać Benevento w Serie A. Nie można się temu dziwić. W sezonie 2017/18 Benevento z hukiem spadało z ligi ze stratą 17 punktów do bezpiecznego miejsca. Ich bilans bramkowy -51, był najgorszy w całej 93-letniej historii Serie A. Benevento swoje pierwsze punkty wywalczyło dopiero w 15. kolejce. Zremisowali na własnym stadionie z Milanem, a bramkę w doliczonym czasie gry zdobył bramkarz Alberto Brignoli. Na Milanie się zaczęło i na rossonerich się skończyło. Ostatnim pięknym momentem w tamtym sezonie dla kibiców czarownic było zwycięstwo na San Siro z Milanem. Największym wygranym tamtego sezonu okazał się Roberto De Zerbi, który objął drużynę pod koniec października i wprowadził ofensywny, radosny futbol. Po zakończeniu sezonu objął Sassuolo i prowadzi ich do dziś z wyśmienitym skutkiem.

Prezydent Oreste Vigorito nie chciał powtórki z sezonu 2017/18 i krótko po awansie zabrał się do roboty. Do zespołu trafili: Gianluca Lapadula, Kamil Glik, Gianluca Caprari, Bryan Dabo, Artur Ionita, czy Iago Falque. Przed sezonem eksperci uważali, że taki skład powinien dać im spokojne utrzymanie. Po 14 kolejkach możemy powiedzieć, że czarownice wykonują swoją pracę na czwórkę z plusem. Mieli swoje wzloty i upadki, ale nowy rok rozpoczną z pozycji numer 10. Początek sezonu nie należał do najlepszych i trener Filippo Inzaghi znów znalazł się na celowniku ekspertów. Przepowiadano mu szybkie zwolnienie. Momentem zwrotnym w tym sezonie była porażka na własnym stadionie ze Spezią, innym beniaminkiem, aż 0:3. W idealnym momencie trafiła się przerwa na reprezentację. Po powrocie Benevento pokonało Fiorentinę (1:0), Genoę (2:0) i Udinese (2:0) oraz potrafili zremisować z Juventusem (1:1) Parmą (0:0) i Lazio (1:1). Drużyna stregonich prezentuje odmienny styl gry, bazujący na dość ciekawym ustawieniu, który w akcjach ofensywnych zagęszcza środkową strefę boiska, często odpuszczając skrzydła, robiąc miejsca bocznym obrońcom. W nowym roku pierwszy mecz rozegrają z Milanem. W całej historii drużyny rozegrały ze sobą tylko dwa spotkania, tym samym Benevento nie poniosło nigdy porażki z drużyną rossonerich. Drużyna Inzaghiego powinna spokojnie się utrzymać, a ich gra z kolejki na kolejkę wygląda coraz lepiej.

Na tym etapie sezonu ciężko wybrać najlepszego piłkarza czarownic. Jednak na uwagę zasługuje pewne nazwisko. Gaetano Letizia w przeszłości już grał na poziomie Serie A (w Carpi), ale dopiero w wieku 30 lat prawy obrońca jest w życiowej formie, Ma na swoim koncie już trzy bramki, będąc drugim najlepszym strzelcem drużyny. Kamil Glik już dwa razy w tym sezonie zakładał opaskę kapitana, a jest to jego pierwszy sezon w tej drużynie. Partner Glika – Luca Caldirola – stwierdził, że Polak jest liderem w szatni i na boisku. Kamil miał ciężkie początki, ale z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej, a jego forma pod koniec roku była wręcz doskonała. Przekazał jasny sygnał światu, że nie powinno się go skreślać ze względu na wiek. Jeżeli Kamila nie dotknie nagła obniżka formy, to kibice reprezentacji mogą być spokojni o jego formę na EURO2021.

Pasquale Schiattarella to doświadczony 33-letni środkowy pomocnik i kapitan. Kibice zastanawiali się, czy Pasquale jest w stanie godnie reprezentować klub na boiskach Serie A, ale swoimi występami Włoch pokazuje, że dobrą decyzją było danie mu szansy. Raz został wybrany najlepszym graczem kolejki (w głosowaniu, które wspólnie z Futbolową Rebelią organizuję na Twitterze).

Benevento zyskało w tym sezonie wielu fanów, a ich wyróżniający styl gry sprawia, że ich spotkania śledzi się z przyjemnością. Prezydent Oreste Vigorito chce, żeby jego klub na stałe zagościł w Serie A, a projekt o nazwie Benevento & Inzaghi rósł z sezonu na sezon. Wymarzonym rezultatem byłoby utrzymanie dziesiątej pozycji, ale przed czarownicami jeszcze wiele spotkań do końca sezonu. Z utrzymaniem nie powinni mieć najmniejszego problemu. Logika podpowiada, że są w stanie zakończyć sezon w okolicach początku drugiej dziesiątki.

KACPER KARPOWICZ

Cracovię da się lubić?

Czym Cracovia zraża do siebie postronnych widzów? Czy Wdowiak to jedyny piłkarz, któremu było nie po drodze z tym klubem? Czy Cracovia spełnia oczekiwania? Czego brakuje drużynie Probierza? Na którego piłkarza można liczyć? Jaka szansa przechodzi im przez palce? Dlaczego warto mieć napastnika? O tym, a także o innych sprawach związanych z Cracovią w dzisiejszym tekście.

Zwłaszcza w tym sezonie Cracovia nie dostarcza zbyt wielu pozytywnych wrażeń postronnym widzom. Na dobrą sprawę, klub zamiast stale nad poprawą swojego wizerunku działa w kierunku przeciwnym zniechęcając do siebie. W ostatnich latach Pasy były przede wszystkim kojarzone z nijaką drużyną, złożoną z wątpliwej jakości obcokrajowców wzbogaconą o kilku Polaków, którzy również okazywali się niewypałami jak Matusiak czy Grzelak. Rzecz jasna zdarzały się również wyjątki od tej reguły i choćby za sterami trenera Jacka Zielińskiego Cracovia potrafiła grać atrakcyjny futbol.

Przyjście Michała Probierza miało być momentem przełomowym i manifestem budowy projektu wielkiej Cracovii. Trener Probierz czekał na ofertę ze stabilnego klubu, w którym będzie mógł wreszcie wprowadzać w życie głoszone przez siebie ideały, a klub Janusza Filipiaka był i jest w stanie mu to zapewnić. Jednak w dłuższej perspektywie okazało się, że trener i wiceprezes w jednej osobie musi również odgrywać rolę Moniki Zamachowskiej (dawniej Richardson) w produkcji programu „Cracovia da się lubić”. Zabrakło co prawda Conrado Moreno i Paolo Cozzy, ale znalazło się miejsce dla wielu innych obcokrajowców, którzy przybyli do Krakowa. Odsyłam do Quizu.

SHOW PREZESA

Zadaniem każdego prezesa jest godne reprezentowanie interesów swojej jednostki gospodarczej. Profesor Janusz Filipiak podobnie jak jego piłkarze nie miał najlepszej rundy jesiennej. Wiązanka uprzejmości pod adresem sędziego Stefańskiego nie jest nawet godna cytowania.

Jak mawia klasyk, mecz nie kończy się na ostatnim gwizdku i również w myśl tej zasady postanowiła zadziałać Cracovia. Na stronie klubowej pojawiło się już słynne oświadczenie, które sugerowało krzywdy wyrządzone względem Cracovii. Jest to o tyle niesmacznego, że swego czasu to Cracovia umyślnie wpływała na decyzje sędziów, za co została ukarana punktami karnymi oraz grzywną. Szczerze mówiąc kluby, które swego czasu zostały skręcone przez krakowski klub, powinny wydać własne oświadczenia z wykazaniem strat, które poniosły w związku z działalnością Cracovii.

W kontekście ogólnej poprawności warto też wspomnieć, że swego czasu zatrudniono Jablonskiego, który już tylko czekał na dyskwalifikację w związku z działaniami korupcyjnymi. Każdy ma prawo zbłądzić w życiu, ale trochę się to wszystko gryzie.

CZARNA LISTA

Osoby zarządzające tym klubem często wspominają o wrogim nastawieniu względem Cracovii równocześnie dostarczając pożywki dla hejterów i sceptyków. Najświeższym przypadkiem jest sprawa z Mateuszem Wdowiakiem.

W pewnym momencie negocjacje z 24-latkiem stanęły w martwym punkcie. Stwierdzono, że piłkarz nie jest wystarczająco skupiony na grze w piłkę i zrzucono go do rezerw, choć jego dyspozycja nie mogła budzić zastrzeżeń. Tym bardziej, że gdyby nie Wdowiak, to Cracovii byłoby ciężko wywalczyć Puchar Polski. Boiskowa forma Wdowiaka nie spadała, ta w gabinetach również, więc klub zadziałał instynktownie.

Jest to kolejny kamyczek do ogródka. Podejście klubu względem 24-latka raczej nie skłoni innych młodych i perspektywicznych piłkarzy do złożenia podpisu pod umową z klubem. Takie sytuacje raczej odstraszają i sprawiają, że piłkarze oraz ich doradcy chętnie wysłuchają ponownie ofert ze strony innych drużyn. Na co również warto zwrócić uwagę, Wdowiak nie jest jedynym zawodnikiem, który nie będzie najlepiej wspominał swoich ostatnich miesięcy spędzonych w klubie.

Damian Dąbrowski po odpadnięciu Cracovii z Dunajską Stredą w 2019 stał się ofiarą przepisu młodzieżowca. Przynajmniej tak tłumaczono chęć pozbycia się piłkarza, który przez wiele lat występował na stadionie przy Kałuży. Podkreślano, że trzeba pozbyć się Dąbrowskiego, by zrobić miejsce dla młodzieżowca Sylwestra Lusiusza. Z czasem Lusiusza liga zweryfikowała. W tym sezonie na boiskach Ekstraklasy nie uzbierał choćby minuty.

Wcześniej głośną sprawą był konflikt klubu z Miroslavem Covilo. Były kapitan odszedł w 2018 roku, w delikatnie ujmując, gęstej atmosferze. Klub nie chciał zgodzić się na transfer, co skłoniło pomocnika do wypowiedzenia umowy i podpisania kontraktu z Lugano. Covilo był zdania, że władze Cracovii przez długi czas go zwodziły, a sprawa trafiła do FIFA. Ostatecznie FIFA stanęła po stronie piłkarza.

W 2020 dużo mówiło się o przypadku Janusza Gola, który ostatecznie pożegnał się z klubem. „Jako Kapitan nie mogłem zgodzić się na propozycję władz Klubu dotyczącą obniżenia naszego wynagrodzenia o 50 proc., bo początkowo wszyscy zawodnicy odrzucili takie rozwiązanie. Nie mogę pogodzić się z tym, że zarzucono mi, niesprawiedliwie i niezgodnie z prawdą, że kieruję się egoistycznymi pobudkami”.

STYL GRY

O ile o Cracovii ciężko powiedzieć, by była ekstraklasowym ambasadorem joga bonito, o tyle ich siermiężny styl gry jest dość efektywny. Zawsze jak ktoś zarzuci Michałowi Probierzowi, że od oglądania jego zespołu bolą zęby i posuwają się procesy starzenia, to Probierz może złapać krytyka za ramię, wskazać palcem w kierunku klubowych trofeów i powiedzieć „to pa tera”.

Cracovia nawet ta Michała Probierza miewała okresy, w których potrafiła pozytywnie zaskoczyć np. w czasach gdy brylował Airam Cabrera i Javi Hernandez. Jednak stopniowo zabijano w tym zespole kreatywności i rezygnowano z fajerwerków na rzecz torpedowanie rywali dośrodkowaniami. Obrana strategia zapewnia Cracovii stabilne, choć dość przeciętne wyniki.

W tym momencie warto się zastanowić, czy pierwotny plan zakładał budowanie drużyny, która jest tylko poprawna? Probierz cieszy się dużym zaufaniem prezesa Filipiaka od momentu zatrudnienia w 2017. Po takim czasie pracy poważanego w środowisku trenera drużyna mogłaby częściej przejmować inicjatywę, a w konsekwencji dominować rywali. Jednak Probierz woli uprzykrzać życie rywalom.

Kwintesencją stylu drużyny Probierza był mecz o Superpuchar z Legią. Oba zespoły zaprezentowały się żenująco i każdy śledzący to spotkanie odczuwał ulgę w momencie, gdy komentatorzy przypominali, że regulamin nie przewiduje rozegrania dogrywki tego dżemiku. Cracovia wygrała, ale widzowie powinni mieć za to widowisko wypłacone szkodliwe.

PLUSY I ROKOWANIA

Latem sprowadzono Karola Niemczyckiego, który poprzedni sezon rozegrał na poziomie 1. ligi, reprezentując barwy Puszczy Niepołomice. Niemczycki nie dość, że nie okazał się gorszy od Lukasa Hrosso i Michala Peskovica, ale również uratował Cracovii przynajmniej kilka punktów. Dziś można śmiało powiedzieć, że był najlepszym letnim transferem Pasów i nikogo nie powinny dziwić w przyszłości zapytania innych klubów o tego piłkarza.

Przyglądając się nieco bliżej młodzieżowcom Cracovii, ciężko o optymizm. Gdyby z jakiegokolwiek powodu ze składu wypadł Niemczycki, to wówczas trener Probierz miałby nie lada zagwozdkę. Nikt z grona Pik, Zaucha, czy Gut przynajmniej na ten moment nie jest w stanie rywalizować na poziomie Ekstraklasy. Nie jest to mój wymysł, tylko taką narrację zbudował w tym sezonie ich czas spędzony na boiskach Ekstraklasy.

Cały czas stabilną formę prezentuje próbowany jesienią na kilku pozycjach Pelle van Amersfoort. Można słusznie powątpiewać w to, że krakowska młodzież wiesza nad łóżkiem plakaty z wizerunkiem Holendra, ale nie zmienia to faktu, że na tle kolegów z zespołu potrafi błysnąć. Podobnie wygląda sytuacja z Sergiu Hancą. Co do reszty zawodników jest wiele znaków zapytania. Można było spodziewać się zdecydowanie więcej po Fiolicu, który w 2018 zamienił Dinamo Zagrzeb na Genk i w Cracovii miał się odbudować. Florian Loshaj również nie błyszczy, podobnie jak Dimun. Wszystko sprowadza się do tego, że ci piłkarze mają problem z wyjściem poza przeciętność.

NOWE OTWARCIE, KTÓRE NIE NADESZŁO

Latem przewietrzono po raz kolejny szatnię i postawiono na nowe nazwiska. Jednak, żeby móc rzetelnie ocenić skuteczność ofensywnych działań Cracovii w letnim oknie transferowym, należy przedstawić listę zawodników, którzy zostali sprowadzeni.

Oto lista letnich transferów:

  • Marcos Alvarez
  • Karol Niemczycki
  • Matej Rodin
  • Damir Sadikovic
  • Ivan Marquez
  • Rivaldinho
  • Michael Gardawski
  • Dawid Szymonowicz

Marcos Alvarez początkowo sprawiał wrażenie gościa, który może stać się reformatorem stylu Cracovii. Wszędzie było go pełno, ciągle domagał się piłki, a kiedy była taka możliwość, podchodził do stałych fragmentów gry. Jednak zachwyty nad Niemcem nie trwały długo, gdyż szybko popadł w ligową przeciętność. Możliwe, że wiosną się odbuduję, ale nie zmienia to faktu, że oczekiwano od niego zdecydowanie lepszej gry.

Ciekawym przypadkiem jest Rivaldinho, który nie przypomina pod względem poziomu sportowego swojego ojca Rivaldo ani żadnego wartościowego Brazylijczyka z przydomkiem kończącym się na -inho. Dodatkowo pojawiają się głosy, że syn słynnego ojca ma problemy z pewnością siebie. Tworząć drużynę badziewiaków rundy jesiennej należałoby się spodziewać przynajmniej powołania dla Brazylijczyka.

Po odejściu Helika sprowadzono Mateja Rodina, który nadal pozostaje zagadką. Miewał momenty lepsze i gorsze. Coś tam potrafi, ale dziś ciężko powiedzieć, że będzie topowym stoperem tej ligi. Możliwe, że warunki fizyczne (195 cm) sprawią, że będzie zdobywał bramki po stałych fragmentach.

Pozostali piłkarze przychodzili raczej w charakterze uzupełnień. Pozytywnie zaskoczył Szymonowicz, choć i jemu przytrafiały się błędy. Sadikovic? Przeciętniak, jakich pełno w tej lidze. Ivan Marquez? Daleki od swojej najlepszej formy z Korony. Gardawski? Zasłynął idiotycznym zagraniem ręką w spotkaniu z Górnikiem, kiedy prawdopodobnie pomylił dyscypliny.

Letnie okno transferowe Cracovii można ocenić na 3/10. Nielicząć Niemczyckiego, żaden z nowych zawodników nie stał się kluczowym piłkarzem, więc ciężko znaleźć przesłanki ku wyższej nocie.

NA WOJNĘ BEZ STRZELBY

Od momentu, w którym piłka raczkowała, liczyło się strzelanie bramek, a co za tym idzie posiadanie w zespole goleadora z krwi i kości. Pierwsze co rzuca się w oczy w Cracovii, to brak napastnika z prawdziwego zdarzenia. Gdyby Cracovia posiadała w swoim składzie bramkostrzelnego napastnika, to wówczas nie dyskutowano by tyle o ich stylu, bo mieliby kilka punktów więcej.

Najlepsi strzelcy Cracovii:

4 – Pelle van Amersfoort,

2 – Sergiu Hanca, Florian Loshaj, Tomas Vestenicky.

Rivaldinho nikogo nie oczarował. Alvarez wypalił się, zanim na dobre odpalił. Vestenicky nigdy nie potrafił zagrać trzech dobrych spotkań z rzędu. Filip Piszczek próbuje odgrywać rolę napastnika. Walczy, wychodzi na pozycję, ale to tyle. Ta sytuacja powinna uwierać pion sportowy klubu. Jeszcze nie tak dawno barwy Cracovii reprezentowali kolejno Piątek, Airam Cabrera oraz Rafa Lopes. Nie trzeba się specjalnie znać na piłce, by zauważyć coroczną gradację napastników pod względem potencjału i umiejętności.

POST SCRIPTUM

Cracovia jest trochę jak ten sezon. Przeciętna i niestawiająca kolejnych kroków ku lepszej przyszłości. Biorąc pod uwagę, że Wisła od lat przeżywa swoje problemy, to można pokusić się o stwierdzenie, że Cracovia otrzymała od losu szansę skorzystania na nieszczęściu rywali zza miedzy. Gdyby wszystko w tym klubie się zgadzało, to byłaby możliwość powiększenie bazy kibicowskiej. Niestety wiele działań Cracovii odstrasza i odstraszało potencjalnych zainteresowanych.

Jakiś czas temu rzucił mi się w oczy tweet, w którym autor rzucił stwierdzeniem, że za każdym razem, kiedy odpala mecz Cracovii, to widzi nowego obcokrajowca. Trzeba przyznać, że ktoś, kto to napisał, nie jest z dala od prawdy, ponieważ normą dla Cracovii stało się wystawianie 8-9 obcokrajowców w pierwszej XI.

W obecnym zespole brakuje piłkarzy symboli, a nawet jak ktoś aspiruje do tego miana, to aura wokół piłkarza zaczyna gęstnieć i dzieją się rzeczy dziwne, o czym świadczy odejście Covilo, zamieszanie z Januszem Golem, wypchnięcie Dąbrowskiego i obecna sytuacja Mateusza Wdowiaka. Trener pracuje w klubie od ponad trzech lat, a fundamenty drużyny wciąż są dość cienkie i nie ma gwarancji na to, że znów się coś nie wydarzy.

PAWEŁ OŻÓG

Terzić odpowiedzią na tęsknotę za Kloppem.

Pochettino? Rose? Nie! Bierzemy swojego! Przynajmniej na ten moment. Były asystent, dobry duch, człowiek emocjonalnie związany z BVB. Kimś takim jest właśnie Terzić. Trener na lata, czy tylko zadaniowiec?

DUCH KLOPPA

Czy komuś się to podoba, czy nie w BVB każdy trener, który, choć odrobinę nie przypomina Kloppa, jest skazany na porażkę. Przekonał się o tym Lucien Favre, który o ile ma bardzo bogaty bagaż doświadczeń oraz umiejętności trenerskich, o tyle często gubił się w swoich działaniach. Brakowało mu szaleństwa, którego potężne dawki latami dostarczał Klopp. Kiedy gra Borussi pozostawiała wiele do życzenia, to Favre krzywił się, a jego mowa ciała była dość neutralna. Kloppa w analogicznej sytuacji roznosiła energia, a podłoże było stale ugniatane przez podeszwy jego butów. Każda stykowa sytuacja, która została orzeczona na niekorzyść Dortmundu, prowokowała Kloppa do agresywnych reakcji, a mowa ciała Niemca wskazywała chęć odpłacenia sędziemu za krzywdy wyrządzone jego ekipie. Jednak po meczu potrafił zapanować nad ciśnieniem.

W kontaktach z piłkarzami Favre był dość chłodny. Szwajcar jest człowiekiem raczej zdystansowanym. Nie lubi przekraczać granicy relacji trener-zawodnik. Terzić stara się ten dystans skracać. Jest człowiekiem, który tworzy wokół siebie aurę osoby wiarygodnej, której można powierzyć swoje sekrety lub po ludzku się wygadać. Klopp potrafił przekraczać wspomniana wcześniej granicę. Zdarzało mu się nawet na niej czasem zatańczyć, a kiedy zaszła taka, potrzeba wycofywał się i pokazywał, kto tak naprawdę rządzi.

Na Signal Iduna Park zatęskniono za takim stylem pracy i całkiem możliwe, że Terzić przynajmniej częściowo wypełni tęsknotę po trenerze Liverpoolu. Został jednak rzucony na dość głęboką wodę, będąca zarazem szansą, która mogłaby się już nigdy nie przytrafić.

DEBIUTANT NA SKOCZNI


Można porównać jego sytuację do skoczka narciarskiego, który debiutuje w dość loteryjnym konkursie, ale to jemu przypadły neutralne warunki i tylko od niego zależy, czy je wykorzysta. Dortmund nadal gra na trzech frontach. W Pucharze Niemiec czeka ich starcie z Eintrachtem Brunszwik, a w Lidze Mistrzów z BVB. Umówmy się, że można było trafić gorzej, więc dużo zależy od niego samego. O jego losach powinna zdecydować postawa drużyny w lidze. Musem jest zagwarantowanie sobie możliwości występów w europejskich pucharach. Ewentualna roczna separacja BVB z Ligą Mistrzów oznaczałaby nie tylko rozczarowanie, ale i wyrwę finansową.

CZARNO-ŻÓŁTA KREW

Terzić w latach 2010-13 był asystentem Kloppa. Pomimo szczerej sympatii do klubu w pewnym momencie opuścił szeregi BVB. Otrzymał szansę pracy u boku Slavena Bilicia, po tym jak wcześniej pełnił funkcję doradczą w reprezentacji Chorwacji. Współpracę zakończyli w 2018. Terzić zatęsknił za BVB i powrócił do klubu, który jest bliski jego sercu. Nie kryje się z tym, że kibicuje Dortmundowi. W sztabie Favre’a to on odpowiadał za stronę emocjonalną. Lepiej rozumiał młode pokolenie. Świat Instagrama, Facebooka i innych mediów społecznościowych. W obecnej piłce jest bardzo ważne, by rozumieć sferę społecznościową. Szczególnie kiedy w zespole znajduje się tak wielu młodych piłkarzy. Nawet Jose Mourinho, który kiedyś był sceptycznie nastawiony do życia przed ekranem telefonów, teraz stara się lepiej zrozumieć ten świat i jest aktywny choćby na Instagramie, działając w myśl zasady mówiącej, że aby coś dobrze zrozumieć, trzeba tego spróbować.

W Niemczech krążą opinie, że Terzić i Favre mieli często inny punkt widzenia na dane sprawy. Teraz 38-latek może pokazać, że w wielu kwestiach to on miał rację. Znalezienie się w ogniu krytyki w najbliższym czasie raczej mu nie grozi, ale Borussia musi pokazać siłę.

POKEROWE ZAGRANIE


Po sukcesie Hansiego Flicka każdy niemiecki klub chciałby, żeby asystent przejmujący zespół po zwolnieniu pierwszego trenera przynajmniej zbliżył się do osiągnięć trenera Bawarczyków. Pozbywając się Favre’a na tym etapie sezonu, władze klubu przemycają po cichu informację, że latem popełnili błąd. Szwajcar już wcześniej bywał krytykowany i ważyły się jego losy. Przylgnęła do niego łatka trenera, którego drużyny grają ładną piłkę, piłkarze się rozwijają, ale niestety brakuje im DNA zwycięzców.

Rynek trenerski w tym momencie jest dość ubogi. Teoretycznie wolnym agentem jest Mauricio Pochettino. Choć Argentyńczyk sam o tym głośno nie mówi, to czeka, aż zwolni się stołek w klubie, w którym będzie oceniany przede wszystkim za wyniki i co równie ważne dostanie pełną swobodę wyboru nowych zawodników. W Dortmundzie musiałby się liczyć z odejściami ważnych piłkarzy, co musiałby zaakceptować pomimo wewnętrznej frustracji. W Tottenhamie miał ograniczone pole manewru. Walczył z tym, ale nie udało mu się wygrać tej potyczki.

Niemieckie ptaszki ćwierkają, że latem do Dortmundu może trafić Marco Rose. Trener Borussii Monchengladbach na podstawie zapisów kontraktowych może opuścić klub z Borussia-Park już latem. W przypadku takiego rozwiązania Terzić zostałby zdegradowany do roli Petera Stogera, który swego czasu miał tylko dokończyć sezon i czekać na to, aż przyjdzie trener dedykowany do pracy w Dortmundzie w dłuższym okresie.

Operacja Terzić może się jednak okazać sukcesem i wówczas władze BVB będą musiały podjąć trudną decyzję, Jeżeli rzeczywiście planują zatrudnić Rose i są tego w 100 procentach pewni, to najlepszym zrządzeniem losu byłyby stabilne wyniki Dortmundu dające przepustkę do Ligi Mistrzów, ale bez błysku, który wzbudziłby kontrowersje. Pozostanie wówczas furtka do podziękowania Terziciovi i podania ręki Rose.

PAWEŁ OŻÓG

Największe ciamajdy włoskiej Serie A.

W Serie A jak w każdej lidze znajdziemy wielu ananasów, którzy doprowadzają do śmiechu, wielu pechowców, którzy budzą się rano i są źli, wiele klubów, które cały rok mierzą się z oczekiwaniami fanów i problemami. Może to nie są historie na taką skalę, jaką przeżył Polski żużlowiec Sebastian Niedźwiedź, który schodząc po schodach, zerwał więzadła w kolanie, ale ich sytuacje nie należą do najciekawszych. Przedstawiamy najciekawsze i najsmutniejsze historie z tego sezonu włoskiej ligi.

Gianluca Caprari oddał w ostatnim spotkaniu z Sassuolo 10 strzałów. Ze wszystkich prób jedna tylko trafiła w światło bramkę, a reszta strzałów została zablokowana przez obronę neroverdich. Gianluca, kiedy tylko miał piłkę, nie rozglądał się, aby oddać piłkę partnerom, tylko spoglądał na bramkę i próbował zamienić sytuację na bramkę. Na podwórku nazwalibyśmy go typowym „napaleńcem”, który musi strzelić gola. Caprari sprawił, że koledzy z drużyny byli źli, gdyż mecz zakończyli porażką, grając długi czas w przewadze zawodnika.

Torino i Giampaolo to duet, który sprawia, że śmiejesz się do rozpuchu. Ich już nie można nazwać pechowcami, oni są przeklęci. Sam Urbano Cairo prezes granaty żartował, że ściągnie do szatni egzorcystę. Stracili już w tym sezonie 19 punktów, będąc na prowadzeniu i kończąc spotkanie bez trzech punktów. Dziś Torino jest na miejscu spadkowym. Kibice Calcio nie domagają się zwolnienia Marco Giampaolo. Chcą, aby trener w dalszym ciągu ich prowadził, ponieważ w każdym meczu mamy sytuację, które doprowadzają do frajdy postronnych widzów. Dziś mówisz Torino i nie jesteś zażenowany ich położeniem, ale roześmiany.

Jak mówimy o Torino, to warto wymienić kilka zdań o tegorocznej Fiorentinie. Rocco Commisso popełnił ogromny błąd, zostawiając na stanowisku trenera od początku sezonu Beppe Iachiniego. Każdy kto interesuje się Serie A, był pewny, że nie dotrwa ten trener do końca roku i mieli rację. Viola zagrała w tym sezonie tylko jeden dobry mecz i do tego przegrany z Interem (4:3). Drużynę objął Cesare Prandelli, ale po kilku tygodniach w drużynie widzimy tylko zmianę ustawienia, a wyniki pozostają są takie same – beznadziejne. Dodatkowo w klubie wybuchł konflikt z Patrickiem Cutrone w roli głównej. Od początku sezonu pewne miejsce w składzie ma Dusan Vlahović, napastnik, który po 11 kolejkach ma tylko 1 bramkę na koncie. Stały bywalec badziewiaków kolejki. Zimą klub znów musi ruszyć na łowy, aby zasilić kadrę.

W tym roku, jeśli mówisz o obroniej Bolońskiej to trudno kogoś wyróżnić z tragicznego poziomu. Nawet utalentowany Japończyk Takehiro Tomiyasu zniżył się do beznadziejnego szczebla defensywy rossoblu. Niedawno po 41 spotkaniach czyste konto zanotował Łukasz Skorupski. Ta statystyka mówi prawdę, Sinisa Mihajlović w swojej drużynie ma beznadziejnych obrońców. W tym sezonie stracili już 22 bramki, a ile po indywidualnych farfoclach? Pewnie większość. Trudno w tej sytuacji winić Łukasza Skorupskiego, ale też ciężko jest chwalić. Polski bramkarz potrafi popisać się znakomitą interwencją, ale potrafi też popełnić prosty błąd. Jeśli zimą prezes Joey Saputo nie sypnie groszem i nie ściągnie do klubu obrońcy, który będzie w stanie poukładać bałagan, to będziemy dalej się śmiać, patrząc na tyły drużyny.

Bryan Dabo to typowy piłkarz, który jest za słaby na tę ligę, ale nie wiedzieć czemu, dalej w niej gra. Urodzony w Marsylii pomocnik jeszcze grając dla Fiorentiny, potrafił zrobić coś wyjątkowego, ale zdecydowanie częściej mu wychodziły kiksy. Po transferze do Spal miał stać się liderem środka pola, a stał się beznadziejny jak cała Spal. Od nowego sezonu występuje w Benevento, ku zdziwieniu kibiców, Filippo Inzaghi widział go w pierwszym składzie swojej drużyny, ale jak można było przewidzieć, szybko stracił je. Wchodząc jako rezerwowy na boisko, ma często zadanie uspokoić środek pola, a Bryan co robi? Wprowadza taki chaos, że ręce opadają nawet postronnym kibicom. Nawet grając w Serie A, nie jest pewniakiem w składzie swojego kraju Burkina Faso.

Amir Rrahmani był w ubiegłym sezonie liderem defensywy Hellasu Verona. Sam trener Ivan Jurić powtarzał, że po transferze do Napoli od razu wskoczy do podstawowej jedenastki. Jest tak wielkim pechowcem, że już trzy razy był zakażony koronawirusem. Dodatkowo od początku sezonu łapie tak często urazy, że to jest aż smutne. Kosowianin jeszcze wróci do formy z ubiegłego sezonu, ale aż żal czytać o nim nowe przykre informacje we Włoskich mediach.

Widzisz ławkę Lazio i co? Ten widok nazwisk piłkarzy już nikogo nie dziwi. Claudio Lotito jest na tyle oszczędny, że nawet po awansie do Ligi Mistrzów nie szastał forsą na transfery. Prawdopodobnie jeszcze będzie mniej wydawał na transfery, gdyż kolejny „drogi” transfer okazał się do tej pory niewypałem. Vedad Muriqi, kiedy przebywa na boisku nie może odnaleźć się w armii Simone Inzaghiego, a na domiar złego ostatnio zmaga się z kontuzją. Kiedy zaczyna się natłok spotkań, od razu podstawowi zawodnicy łapią urazy i od pierwszych minut muszą wybiegać tacy „bomberzy” jak Akpa Akpro, Mohammed Fares, czy doświadczony Marco Parolo, który w tym sezonie zagrał już na 5 różnych pozycjach. Lazio jest cichą rewelacją tegorocznej Ligi Mistrzów, ale kiedy z gry wypadnie na dłużej jeden z liderów, to biancocelesti wyglądają na boisku jak ich transfery i ławka rezerwowych.

Pośmiane z Lazio, pośmiane z defensywy Bolonii, to teraz pośmiejemy się trochę z Romy. Co w tym klubie jeszcze robi Juan Jesus, Davide Santon i Bruno Peres? Kiedy oni są na placu boju, to kibic Romy od razu wie, że wydarzy się katastrofa w roli głównej z jednym z tych panów. Można ich nazwać sabotażystami. To tak naprawdę jeden minus Romy w tym sezonie, że klub nie ściągnął na ławkę zmienników obrońców, a dalej pozostają w drużynie z Rzymu takie urwiski. Fonseca wymaga agresywnego i fizycznego stylu gry od piłkarzy i często zdarzają się kontuzję, dlatego panowie wyżej wymienieni sobie jeszcze pograją w tym sezonie.

Bądź na mundialu, pokłóć się, że nie grasz, wróć do domu obrażony i zostań vice-mistrzem świata. Śmialiśmy się 2 lata temu z Nikoli Kalinica, ale śmiejemy się z niego dalej. Chyba jedyna taka postać w Serie A, od której kibice wymagają, tylko żeby się nie skompromitował. Porządny rywal dla Dusana Vlahovica w walce o miejsce w składzie badziewiaków. Był we Fiorentinie i coś tam nastrzelał, był w Milanie i zawiódł, był w Atletico i skompromitował się, był w Romie i ośmieszył się, jest w Hellasie i kibice gialloblu chcą, żeby tylko nie grał. Co prawda trener Ivan Jurić nie lubi mieć typowej „9” na boisku, więc Kalinić podobnie jak w ubiegłym sezonie Mariusz Stępiński, będzie miał problem z minutami.

W końcu możemy pochwalić pierwszego pomocnika w Juventusie. Weston McKennie gra ostatnio bardzo dobrze, ale jego koledzy? Czy to Adrien Rabiot, czy Rodrigo Bentancur, czy Aaron Ramsey, oni wszyscy grają łagodnie mówiąc źle. Andrea Pirlo wymaga od swoich zawodników ciężkiej pracy, a w tym sezonie pomoc Juve wygląda jakby im się nic nie chciało, a momentami wygląda to tak, jakby grali w grę „piłka parzy”. Juventus powoli wchodzi na właściwe tory, ale baaaaardzo mała w tym zasługa zawodników środka pola.

Lorenzo Tonelli to jest istny fenomen. Śmieją się kibice, że on lepiej gra głową niż nogami. Zdecydowanie będąc z piłką przy nodze były piłkarz Napoli, czuje się nieswojo. Jednak można chwalić Włocha. W tym sezonie ma pewne miejsce w składzie Sampdorii i do tego jest czołowym obrońcą Europy, jeśli chodzi o grę w powietrzu. Ta statystyka może dziwić, ale taka jest prawda. Jeśli jest piłka w powietrzu w polu karnym Genoi i do piłki skacze Tonelli, to bądź pewny, że sytuacja jest pod kontrolą.

Na sam koniec zatrzymamy się przy Crotone. To nic, że w sobotę wygrali ze Spezią 4:1. Ta drużyna na 95% spadnie z ligi. Ciężko wyróżnić jakiegokolwiek piłkarza, który może na stałe przebić się tym sezonem do Serie A. Może jest to duet napastników Junior Messias i Simy, którzy harują przez 90 minut jak woły, żeby mieć chociaż jedną sytuację w meczu. Pomoc wygląda, jakby została wyjęta ze średniaka Serie B, a o obronie nawet nie ma co pisać. Może poza wahadłowymi, którzy spisują się nieźle. Arek Reca jest pewnym punktem Giovanniego Stroppy i ostatnio popisał się piękną bramką, za to Pedro Pereira jest na tyle dobrym piłkarzem, że trener próbował go nawet wystawiać w środku pola. Nie zachwyca nas beniaminek Crotone i raczej nie zachwyci nas w tym sezonie.

Świat nie jest idealny, jakby taki był, nie mielibyśmy rywalizacji. Nie można być najlepszym na świecie, nie można być Ronaldo czy Dybalą niektórzy, chociaż próbują naśladować ich z negatywnym skutkiem. Historii takich jak wyżej mieliśmy przez wiele sezonów jeszcze więcej, ale po 11 kolejkach staraliśmy się wyciągnąć te najbardziej pechowe, najbardziej zadziwiające i najbardziej żałosne.

KACPER KARPOWICZ

Ból w kostce i chrześcijański hip-hop – historia upadku Jacksona Martineza

W poniedziałek Jackson Martinez opublikował na Instagramie post, w którym ogłosił zakończenie kariery piłkarskiej. Przygoda Kolumbijczyka z piłką była względnie udana. Oprócz gry dla Atletico Madryt, czy FC Porto może pochwalić się zdobyciem mistrzostwa Portugalii, Chin oraz Kolumbii. Wielu trenerów, czy kolegów z boiska twierdzi jednak, że miał potencjał, aby osiągnąć znacznie więcej. Każdy, kto widział grę Kolumbijczyka za jego najlepszych lat, musi się z tą tezą zgodzić.

„Chciałbym podzielić się z wami ważną informacją. Postanowiłem zakończyć swoją karierę piłkarską. To była bardzo trudna, ale przemyślana i rozsądna decyzja. Od momentu urazu, którego doznałem w sezonie 2015/2016, walczyłem o powrót do właściwej dyspozycji. Dawałem z siebie wszystko, abym mógł wrócić na odpowiedni poziom. Po powrocie trudno było mi jednak grać tak, jak chciałem”.

PUSZKI, KAMIENIE I BUTELKI

Historia Jacksona Martineza od samego początku nadawała się do ekranizacji. Na jej podstawie spokojnie mógłby powstać trzymający w napięciu film sensacyjny. Jego ojciec był piłkarzem (kopał w drugiej lidze), imię dostał po legendarnym piosenkarzu, a sam chciał zostać koszykarzem. Marzenia o NBA porzucił jednak dość szybko. Po kilku latach trenowania koszykówki zdał sobie sprawę, że w jego przypadku dużo łatwiej będzie pójść w ślady ojca. Łatwiej było jednak tylko teoretycznie. Jackson na treningi chodził boso, a swoje umiejętności doskonalił kopiąc puszki i kamienie przed domem.

Pomimo biedy, w jakiej się wychował, jego talent został zauważony dosyć wcześnie. Już w wieku 12 lat interesowało się nim kilka amatorskich klubów, a wkrótce został zauważony przez skautów Independiente Medellín – jednej z największych drużyn w Kolumbii. Złapał Boga za nogi. Z klubem tym wygrał mistrzostwo, a nawet wystąpił w Copa Libertadores. Nie zawsze było jednak tak kolorowo. Pedro Sarmiento, były szkoleniowiec Independiente zdradził, że gdy dał Martinezowi szansę na debiut, został przez kibiców ostro zwyzywany. Powodem była sylwetka napastnika, który ważył zdecydowanie za mało jak na sportowca.

ZASTĄPIĆ FALCAO

Martinez trafił do Europy dopiero w wieku 25 lat, a nadal uznawany był za jeden z największych talentów kolumbijskiego futbolu (obok Jamesa Rodrigueza, czy Luisa Muriela). Nie bez powodu. Jego zadaniem było zastąpienie swojego rodaka – Radamela Falcao, który opuścił drużynę „Smoków” na rzecz Atletico Madryt. Martinez w jego buty wszedł błyskawicznie. W lidze portugalskiej spędził trzy niezwykle udane sezony. W każdym z nich zostawał królem strzelców. Ostatecznie koszulkę FC Porto założył w 136 oficjalnych występach, zdobywając w nich 92 bramki, czyli o 20 więcej od Radamela Falcao. Wkrótce miał go zastąpić po raz kolejny…

CHOLISMO DLA OPORNYCH

Nauka stylu gry preferowanego przez Diego Simone wymaga czasu (o czym przekonał się znakomity w tym sezonie Joao Felix). Argentyńczyk oczekuje od swoich graczy tego, z czego sam był znany, grając w barwach Lazio, Interu, czy właśnie Atletico. Jak sam kiedyś powiedział „Atleti to praca, wysiłek, kontratak i rywalizacja”. Pomimo tak wymagającego stylu gry, większość zawodników trafiających pod jego skrzydła sprawdza się. Większość, ale nie Jackson Martinez. „Nie ma wątpliwości, że kiedy zawodnik nie gra dobrze – ja za to odpowiadam. Jackson nie pokazał swojej najlepszej formy i czuję się za to odpowiedzialny.” Simeone obwiniał się za niepowodzenia Martineza, choć trzeba mu przyznać, że konsekwentnie stawiał na kolumbijczyka mimo kolejnych bezbarwnych występów.

Problem był jednak dużo bardziej złożony. Wieloletni zawodnik Atletico – Gabi przyznał, że tak naprawdę „Martinez nigdy nie pasował do stylu gry preferowanego przez Simeone”. Trudno się z tym nie zgodzić. Z klubu odszedł zaledwie pół roku po podpisaniu kontraktu. Miał już 29 lat, nie można było wiecznie czekać, aż wypali.

KIERUNEK AZJA

Zimą 2016 roku ligę chińską zasiliło kilka gwiazd, w tym nowy zawodnik Guangzhou Evergrande – Jackson Martinez, sprowadzony z Atletico za 42 miliony Euro. Los Colchoneros oddali napastnika bez wyrzutów sumienia, na papierze zarabiając na transferze około 7 milionów Euro (do Atletico sprowadzony został za 35 milionów). Oprócz niego do Chin trafili, chociażby Renato Augusto, Ramires, Alex Teixeira, Fredy Guarin, Burak Yilmaz, czy Gervinho. Każdy z nich mógł chociaż przez chwilę poczuć się jak Marco Polo, odkrywający przed laty Azję.

Mieli szansę, aby zostać pionierami, wznoszącymi Azjatycki futbol na zupełnie nowy poziom. Jak dobrze jednak wiemy, wcale się tak nie stało. Chińskie kluby przeszacowały swoje możliwości finansowe, co odbiło się na kieszeniach wielu graczy, którym oferowano przecież góry złota. Wracając jednak do samego Martineza, pobyt w Chinach zostanie przez niego zapamiętany jako okres pełen bólu, który jak sam mówi „codziennie o 3-4 w nocy budzi go ze snu”.

POCZĄTEK KOŃCA

O tym, jak wielki ból wiąże się z kontuzją kostki, doskonale wie Marco van Basten. Kontuzja ta zrujnowała karierę Holendra jeszcze przed trzydziestką, choć oficjalnie przygodę z piłką zakończył w wieku niespełna 31 lat. Po latach przyznał, że ból w nodze stawał się tak nieznośny, że podejrzewał u siebie nowotwór kości. Niestety podobna historia dotyczy Jacksona Martineza. Problemy ze zdrowiem Kolumbijczyka rozpoczęły się jeszcze za czasów gry dla Atletico, a konkretnie podczas zgrupowania reprezentacji Kolumbii. Prawdziwy koszmar rozpoczął się jednak w Chinach. To właśnie tam jego kontuzja się odnowiła. Tym razem potrzebna była jednak operacja, a po niej mozolna rehabilitacja. Trudno w to uwierzyć, ale podczas jego nieobecności Guangzhou Evergrande zdążyło wygrać mistrzostwo, puchar oraz dwa superpuchary Chin. Dziś trofea te przypominają mu jedynie czas spędzony w szpitalu.

Martinez swoje ostatnie kroki w futbolu stawiał w portugalskim Portimonense, do którego przeszedł po rozwiązaniu kontraktu z chińskim zespołem. Niestety jego drugi epizod w Portugalii nie był tak udany, jak pierwszy i przypominał raczej próbę nieudolnego przedłużenia kariery.


BEZ STRACHU

Instagramowy post Kolumbijczyka wieńczy cytat z Biblii, a dokładnie listu do Rzymian Świętego Pawła: „A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani.” Nic dziwnego, Kolumbijczyk jest osobą bardzo religijną. Co więcej, to właśnie z religią łączy swoją przyszłość. Jak sam mówi, od jakiegoś czasu jest „raperem głoszącym Słowo Boże”. Ma za sobą nawet wydanie pierwszego albumu. Nosi on tytuł „Ne Temere”, czyli „Bez strachu”. Jego muzyka nie cieszy się jednak zbytnią popularnością.

Karierę Jacksona najbardziej dobitnie skomentował Oliver Torres, który grał u boku Kolumbijczyka zarówno w FC Porto, jak i Atletico Madryt. „Jackson uwierzył w Boga bardziej niż w siebie samego. Odizolował się od reszty zawodników, rozmawialiśmy z nim praktycznie raz w tygodniu. Każdy chciał mu pomóc, ale nikt nie wiedział, co siedzi mu w głowie” – opowiedział w wywiadzie dla dziennika „Marca”. Czy miał rację? Pewnie tak, choć z drugiej strony Martinez tłumaczy, że to właśnie dzięki Bogu osiągnął prawdziwe szczęście.

Historia Martineza pokazuje, jak trudnym w dzisiejszej piłce jest utrzymanie się na szczycie. Do mainstreamu coraz częściej przebijają się przecież sezonowcy, którzy są niczym spadające gwiazdy, które świat pamięta jedynie przez krótki moment, aby później bezlitośnie pogrążyć je w zapomnieniu.

MACIEJ SZEŁĘGA

Luźne rozmowy. Występy ukraińskich drużyn w europejskich pucharach 20/21.

Czas na podsumowanie występów ukraińskich drużyn w europejskich pucharach w ramach nowego cyklu Luźne rozmowy. Na pierwszy ogień Paweł Ożóg oraz Buckaroo Banzai podsumowali występy ukraińskich drużyn w europejskich pucharach.

Paweł: Pięć drużyn z Ukrainy miało prawo występu w europejskich pucharach. Trzy drużyny dostały się do fazy grupowej. Szachtar i Dynamo do Ligi Mistrzów a Zoria do Ligi Europy. Na początku 2021 Szachtar i Dynamo pozostaną w grze o tytuł w rozgrywkach LE. Która z ukraińskich ekip była twoim zdaniem najlepszym ambasadorem ukraińskiej piłki jesienią 2020?

Buckaroo: Zdecydowanie Szachtar. Ten rok jest w miarę dobry dla drużyn z Ukraińskiej Premier Ligi, ale bez wielkich sukcesów. Kolos i Desna odpadły już w eliminacjach. Ci pierwsi mieli pecha, bo po wygraniu z Arisem na wyjeździe, przegrali po dogrywce z Rijeką, na co wpływ miały warunki atmosferyczne.

Warto dodać, że Dynamo i Szachtar to kluby z najniższą średnią wieku wystawianych jedenastek. Młodzi dali radę, choć kilku z nich dopiero debiutowało jesienią w dorosłej piłce.

Mnie również najbardziej zaimponował Szachtar. Przyjechali do Madrytu bez 13 piłkarzy, a i tak zdołali zaskoczyć królewskich, wyprowadzając trzy ciosy w pierwszej połowie. Antybohaterami spotkania stali się Courtois i Varane, ale piłkarze Szachtara bardzo im w tym pomogli.

Pojechali praktycznie bez podstawowych graczy do Madrytu i zdobyli 3 punkty, demolując Madryt w pierwszej połowie. Debiutowali Kornijenko z piękną asystą. Trubin ze świetnymi interwencjami. Salomon i Tete również dobrze pokazali się Europie. Chyba żaden kibic Szachtara się tego nie spodziewał. Potem powtórka w Kijowie, gdzie każdy spodziewał się srogiego rewanżu na górnikach. A klub z Doniecka pokazał, że świetna forma w Europie to nie przypadek.

Jednak wyniki w spotkaniach z Borussią były szokujące. Ciężko przejść do porządku dziennego po tym, jak pokonujesz Real. Jesteś w stanie zremisować z Interem, który w Serie A pokazuje swoją siłę, a nagle ponosisz dwie wysokie porażki z BMG (0:6 i 4:0). Zastanawiam się, w jaki sposób można je najprościej wytłumaczyć. Może wynikało to ze stylu niemieckiej drużyny, która odważniej niż Real czy Inter próbowała zdominować rywala?

Z Interem w Kijowie Szachtar zagrał raczej słabo. Dużo komentatorów zwracało uwagę, że mecz został zremisowany dzięki szczęściu i przewidywano problemy z Niemcami. Jednak nie na taką skalę. Spodziewam się zera punktów, bo Borussia to ofensywna drużyna, która nie zlekceważy nikogo w LM. Do tego widziałem męczącego się w lidze Szachtara. Czapki z głów jednak za podniesienie się po takim ciosie. Wiele osób krytykowało ich za postawę z Borussią, mówiło się o zwolnieniu Castro. A ten równie szybko uciszył wszystkich krytyków, zapewniając Szachtarowi grę w LE na wiosnę.

Mimo wszystko bojaźń przed Interem w pierwszym spotkaniu jestem w stanie w pełni zrozumieć. Pamiętamy 5:0 w zeszłorocznej edycji LE. Możliwe, że tamto niepowodzenie zostawiło swój ślad i bali się powtórki.

Tak, ale w drugim meczu między tymi drużynami Szachtar pokazał klasę. Inter miał szanse, ale Górnicy zagrali z werwą, dobrze w defensywie a Taras Stepanenko powinien zostać wybrany zawodnikiem meczu. Szkoda, że zabrakło go w XI szóstej kolejki, bo na to zasłużył. Zresztą brawa dla całej drużyny. Mimo, że Inter miał sporo okazji, to ta gra w porównaniu do meczu z Kijowa była zupełnie inna.

O Szachtarze już trochę pogadaliśmy, więc czas na Dynamo. W eliminacjach pokonali AZ i Gent Trafili do grupy z Barceloną, Juventusem i Ferencvarosem, w której wywalczyli 4 punkty. 

Dynamo wykonało swój plan minimum, jednak bardzo ważny dla spraw klubowych. Wiele osób, w tym Ukraińców, tego nie docenia, bo 4 punkty zdobyte jedynie z mistrzem Węgier to żaden wyczyn, ale już sam awans nim był. Dynamo boryka się z problemami finansowymi. Nie ma tragedii, ale aby utrzymać klub na obecnym poziomie, to 32 miliony z fazy grupowej LM były konieczne. To się udało, do tego kolejne 4 mln euro za poczynania boiskowe i gwarancja gry na wiosnę. Przed sezonem każdy byłby wdzięczny za taki wynik. A że słabo wyglądało to na boisku, to już inna sprawa. Dynamo według Wyscouta zajmowało pozycje 28-32 w prawie każdym aspekcie. 

Myślisz, że po pierwszym meczu z Barceloną piłkarze Dynama nadal czują niedosyt? Barca tego dnia nie wyglądała najlepiej.

Myślę, że już o tym zapomnieli. W przeciwieństwie do Szachtara zagrali tylko jeden bardzo dobry mecz. I pewnie, gdyby mieli zamienić awans do LE na wygraną na Camp Nou, zostaliby z tym, co mają. Dobra gra w Barcelonie to taki dodatek do tej kampanii w LM.

Supriadze tamtego dnia piłka wyjątkowo nie siedziała na nodze.

I nie siedzi niestety przez cały sezon. Lucescu postawił na niego i to miał być sezon wychowanka Dnipro. Zaczął dobrze. Rumun nie chciał nawet patrzeć w kierunku reszty napastników (Rusin, Kleyton). Miał dobry start w lidze. Dwa gole w pierwszych trzech meczach i to wszystko, na co było go stać. Plus ważne trafienie w play-offach z Gentem. Potem zastój trwający do teraz. Lucescu stara się ratować sytuację dając grać na pozycji napastnika skrzydłowemu Verbiciowi.

A jak oceniasz występy Tomka Kędziory? Pojawiały się głosy mówiące, że w tej edycji Ligi Mistrzów skupił się wyłącznie na bronieniu, a w ostatnim meczu Kędziora dał nawet asystę na wagę możliwości występów w LE. Doskonale rozumiem to, że Kędziora skupiał się głównie na tyłach, ponieważ w starciach z mocnymi rywalami miał mnóstwo pracy, ale i tak zdarzały mu się ofensywne wypady. Choćby w pierwszym starciu z Barceloną.

Znowu posłużę się statystykami od Wyscout. Tomasz rzeczywiście grał głównie w obronie, wygrywał mało pojedynków w ataku, ale ogólnie grał przyzwoicie, a mecz w Budapeszcie to jego popis. Dostawałem wiadomości od znajomych i dziennikarzy z Ukrainy w stylu „dziękujemy za Kędziorę!”. Dziennikarze  uznali go za gracza meczu.

Zastanawia mnie przyszłość Rusłana Neszczereta. Wyważył drzwi do dorosłej piłki, ale też przytrafiły mu się poważne błędy.

Debiutował z Dnipro. Nie miał wiele do pokazania poza dwoma ważnymi interwencjami. Potem genialny mecz na notę dziesięć na Camp Nou. Następnie szlagier z Szachtarem i złe wyjście do piłki, łatwy gol Moraesa. Potem wrócił Bushchan i Neszczeret przestał grać. W meczu z Mariupolem Lucescu chciał dać mu szansę pożegnać się godnie z 2020 rokiem. Młody bramkarz jednak dostał czerwień pod koniec pierwszej połowy i tak kończy się dla niego ta runda. 

Czasami tak już jest, że trzeba swoje zepsuć, żeby móc coś naprawić.

Tę rundę ciężko jednoznacznie określić. Z nieba do piekła? Chyba tak będzie najtrafniej. 

Myślisz, że w niedalekiej przyszłości będzie dostawał swoje szanse?

Ciężko powiedzieć, bo to jednak gracz drużyny młodzieżowej Kijowian, przez co nie warto  go za bardzo krytykować. Niech zapamięta mecz z Barcą i nauczy się na błędach z UPL

Została nam do omówienia Zoria. Zespół Skrypnika rozpoczął od trzech porażek, które ustawiły sytuację w ich grupie, ale potem zdołali wygrać z AEK i Leicester. Myślisz, że ta drużyna może w przyszłym sezonie wykonać kolejny krok? Większość polskich kibiców kojarzy Zorię z ich potyczek z Legią przed kilkoma laty.

Niestety. Mieli ogromne problemy finansowe i dla nich te 4 mln z fazy grupowej są na wagę nawet nie złota, a przeżycia. Wśród dziennikarzy panuje przekonanie, że Zoria może mieć problemy z utrzymaniem kadry w drugiej części sezonu. Opóźnienia w pensjach sięgają 4 miesięcy. Natomiast jak na razie radzą sobie średnio. 

Słaby początek spowodowany zamieszaniem z trenerem i utratą ważnych ogniw. Teraz wzięli się w garść, wygląda to lepiej i w lidze i w LE. Moim zdaniem może być jednak problem w przyszłym sezonie. Były dyrektor sportowy wieszczy klubowi ciężką przyszłość twierdząc, że nawet miliony z LE nic nie pomogą. Wygrywając w Atenach i z Leicester pokazali, że nie są chłopcami do bicia, nikt nie oczekiwał od nich awansu, choć wyniki po pierwszych trzech kolejkach były bardzo słabe.

Kontynuując temat Zorii, dzięki sprzedaży, których piłkarzy Zoria może poprawić swoją sytuację finansową? Może Yurchenki? Stopniowo buduje swoją pozycję strzelając bramki i dokładając asysty, choć w przeszłości zachodu nie zawojował.

Kolejkę do transferu widzę tak: Kochergin, Abu Hana i Ivanisyenia. To najciekawsze nazwiska. Szczególnie ten pierwszy. Nim interesował się Śląsk, Wolfsburg i kilka innych drużyn, ale nie miał żadnej konkretnej oferty. Teraz podobno zgłasza się po niego Dynamo. Tylko przez dziwne decyzje Szewczenki nie dostał powołania. Gwiazda ligi. Cała drużyna Zorii to potencjalny transfer i grosz dla klubu, ale wymieniona trójka będzie kosztować pewnie ponad milion euro.

Lech Poznań jako jedyny polski zespół dostał się do fazy grupowej europejskich pucharów i punktował praktycznie jak Zoria. Tymczasem występ Lecha raczej powinniśmy odbierać pozytywnie.

Zoria pokazała się ze średniej strony. Wygrana z Leicester odbiła się echem w Europie, ale 6 punktów to bardzo średni wynik. Wpływ na to z pewnością miał ciężki początek sezonu, drużyna weszła i w puchary, i w ligę w złej formie. Na szczęście wyszła z tego z twarzą. 


Nasze oceny końcowe przy zachowaniu wszelkich proporcji:
Szachtar 8/10
Dynamo 6/10
Zoria 5/10
Kolos 5/10
Desna 4/10

PS Jeżeli chcielibyście, żeby jakiś konkretny temat został przez nas poruszony w następnych luźnych rozmowach, to zostawcie komentarz na FB lub Twitterze. Wasza opinia jest dla nas ważna i chętnie zrobimy coś ekstra 😀

PAWEŁ OŻÓG & BUCKAROO BANZAI

Zapowiedź 11. kolejki.

Za nami pasjonująca kolejka nr 10 na włoskich boiskach. W ubiegły weekend obejrzeliśmy derby Turynu, które zamroziły krew w żyłach kibicom Juve. Pogoń zwieńczona zwycięstwem nad Torino smakuje jeszcze lepiej. Podobna sytuacja miała miejsce w sezonie 2014/15, kiedy po niemrawym początku sezonu, drużyna pod skrzydłami ówczesnego trenera Massimiliano Allegrego odbudowała się po zwycięstwie nad Toro 2:1.

Zawiódł nas mecz kolejki między Romą, a Sassuolo. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a występ obu drużyn można opisać jako mizerny. Prawdziwym gwoździem do trumny okazał się mecz Crotone – Napoli. Drużyna Giovanniego Stroppy odstaje poziomem od reszty stawki i została zmieciona z planszy przez Neapolitańczyków 0:4. Po raz kolejny najpiękniejszą bramką kolejki popisał się Lorenzo Insigne. Włoch potwierdził tym uderzeniem, że jest groźnym zawodnikiem zza pola karnego, a swoje 3 grosze dołożył Piotr Zieliński, który zanotował piękną asystę do popularnego Lolo.

Piłkarzem kolejki został wybrany Juan Cuadrado. Kolumbijczyk popisał się dwoma kluczowymi podaniami, które pomogły Juventusowi wygrać derbowe spotkanie. Ucierpiała przez to pozycja w drużynie kolejki Achrafa Hakimiego, który przeciwko Bolonii zagrał koncert. Ogromnym minusem ubiegłej kolejki okazała się potężna ulewa nad Dacia Arena, która uniemożliwiła piłkarzom rozegranie spotkania. Komisja ligi ma problem na znalezienie nowego terminu na to spotkanie. Odsłona 11 Serie A zapowiada się równie pasjonująco i zachęcająco, żeby odpalić kanały Eleven i wejść w świat Calcio.

AC MILAN – PARMA


Jakby dziś spisywała się Parma, gdyby Inter nie spóźnił się z transferem Gervinho? Iworyjczyk jest najważniejszą postacią crociatich, to od niego zaczyna się ustalanie składu. Każda ofensywna akcja musi przejść przez nogi Gervinho i to on najczęściej bierze na swoje barki grę Parmy. Fabio Liverani, miał wprowadzić koloryt ofensywny w drużynę, taki sam, jaki był w Lecce, ale na ten moment tego nie widzimy. Defensywa też spisuje się dużo gorzej niż w ubiegłym sezonie, a wiek Bruno Alvesa, mózgu defensywy, bierze górę i nie jest w stanie grać we wszystkich spotkaniach.

Parma gra brzydką, defensywną piłkę. Są na tyle cofnięci, że przeciwnicy często biją głową w mur. Trudne zadanie przed Milanem. Brak Zlatana Ibrahimovica jest ogromną stratą. Trener Stefano Pioli wrócił w ubiegłym tygodniu na ławkę trenerską po zakażeniu koronawirusem. Pech nie opuszcza Milanu, gdyż przez kontuzje opuszczą spotkanie Ismael Bennacer, Simon Kjaer i wcześniej wspomniany Ibra. Rossoneri muszą uciekać w tabeli od goniącego peletonu, a to spotkanie należy do tych „wygrać i zapomnieć”.

Historia rywalizacji przemawia za Milanem. Ekipa Parmy czeka na zwycięstwo już 6 lat. Czy się doczeka? Ciężko to stwierdzić. Mecz odbędzie się w niedziele o 20:45, więc powinno przyciągnąć przed telewizory sporą grupę widzów, nawet niezwiązanych na co dzień z Calcio.

LAZIO – HELLAS


W środku tygodnia biancocelesti awansowali do fazy pucharowej Ligi Mistrzów po 20 lat. Zremisowali na własnym stadionie we wtorek z Clubem Brugge 2:2 grającym w osłabieniu. Kibice Lazio będą mieli jeszcze przez długi czas uderzenie rywali w 90 minucie w poprzeczkę. Trudy spotkania w środku tygodnia mogą być widoczne w zbliżającym się spotkaniu. Trener Simone Inzaghi nie może dać najlepszym zawodnikom wolnego, bo wie, jak groźnym rywalem jest Hellas. Świetną formę prezentuje od początku sezonu Ciro Immobile i wracający po koronawirusie Sergej Milinković-Savić, który przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się w spotkaniu ze Spezią. Nie można być obojętnym, jeśli chodzi o Francesco Acerbiego. To prawdziwy diament w defensywie, na ten moment czołowy stoper świata. Prawdziwa skała, która nie dosyć, że świetnie potrafi bronić, to jeszcze w swoim repertuarze ma na tyle dobrze ułożoną lewą stopę, że jest w stanie posyłać „na nos” crossowe długie podania.

Armia Ivana Jurica wychodzi na każde spotkanie jak na wojnę. Po ostatnim remisie z Cagliari będą chcieli zamazać plamę i urwać kolejne punkty czołowej drużynie ligi. Dobrymi występami ostatnio przekonuje do siebie Chorwackiego trenera Paweł Dawidowicz. Centralna postać środka obrony wywiązuje się ze swoich zadań bez zarzutu i jest chwalony przez Włoskie media. Warto zwrócić uwagę na dwóch piłkarzy giallobu. Pierwszym jest bramkarz Marco Silvestri, który już od kilku sezonów pokazuje, że jest jednym z lepszych goalkeeperów Serie A. Nie zawodzi, nie schodzi poniżej pewnego sezonu, nie popełnia błędów i ciągle gra swoje, co mecz popisując się świetnymi interwencjami. Drugim takim piłkarzem jest zawodnik ofensywny Mattia Zaccagni. Kilka tygodni wstecz mogliśmy przeczytać w prasie na Półwyspie Apenińskim, że w swoim składzie widzi go zarówno Antonio Conte, jak i Andrea Pirlo. Piłkarzem interesują się wielkie marki i jak tak dalej będzie się prezentował, to nawet zimą zgłosi się po niego lepszy klub. Będzie to 49. spotkanie w całej historii między oboma zespołami.

Statystyka przemawia za Lazio. Miejmy nadzieję, że w sobotę o 20:45 obejrzymy bardziej wyrównane spotkanie, niż te z ubiegłego sezonu, kiedy drużyna Inzaghiego rozgromiła na Stadio Marcantonio Bentegodi Hellas 1:5.

ATALANTA – FIORENTINA


Przez cały tydzień dochodziły do nas różne plotki, jakoby Gian Piero Gasperini starł się na jednym z treningów z kapitanem Alejandro Gomezem. Włoski trener podobno złożył już nawet dymisję, ale została ona odrzucona przez zarząd La Dei. Mówiło się nawet o małej bijatyce w ośrodku treningowym, niby Papu uderzył Gaspa. Takie doniesienia martwiły kibiców, bo przed nimi był najważniejszy mecz w tegorocznej Lidze Mistrzów przeciwko Ajaxowi. Na całe szczęście drużyna z Bergamo wygrała na wyjeździe, a kapitan Gomez swoim wpisem na instagramie rozwiał wszystkie plotki. Atalanta ma się dobrze i mimo ostatnio słabej formy, pięknie zaprezentowała się w spotkaniu z Ajaxem.

Na Fiorentinę brakuje ostatnio słów. Tragiczne występy przeplatają z beznadziejnymi. Remis uratowany w ostatniej minucie przeciwko Genoi ma być punktem zwrotnym. Drużynę kilka tygodni temu objął stary-dobry Cesare Prandelli i widać już powoli efekty jego pracy. Zmiana ustawienia, zmiana formacji i zmiana podejścia do gry, ma być lekiem na bolączki Violi. Drużyna Florencji ma ogromny problem z pozycją napastnika. Dusan Vlahović jest podstawowym zawodnikiem, ale każdy mecz kończy z koszmarną notą. Christian Kouame jeszcze nie doszedł do pełnej sprawności po kontuzji, a Patrick Cutrone zapowiedział odejście z drużyny, przez narodzony konflikt z szefostwem i innymi piłkarzami. Jedni i drudzy mają swoje problemy, a to spotkanie może być kierunkowskazem na prostą dla zwycięzcy. Już w niedziele o 15:00 będziemy mogli obejrzeć na antenach Eleven Sports te ciekawe starcie.

POZOSTAŁE

Drużyna Napoli rozegra swoje drugie spotkanie na stadionie o nazwie Diego Armando Maradony. W czwartek zremisowali na własnym terenie z Realem Sociedad, a pierwszą historyczną bramkę przepięknej urody na stadionie Maradony zdobył Piotr Zieliński. Drużyna Gattuso prezentuje się ostatnio wspaniale, nie jest widoczny nawet brak kontuzjowanego Victora Osimhena. Sampdoria w ostatnim spotkaniu przegrała z Milanem 1:2. Postawa w tym meczu drużyny z Genoi była męcząca oczy. Ostatnio wyglądają jakby, tylko mieli przeszkadzać rywalowi. Bezradność Fabio Quagliarelli jest wymazana na twarzy. Napastnik znany ze swojej bramkostrzelności musi teraz więcej pracować w defensywie. Mecz odbędzie się już w niedzielę o 15:00.

Już w piątek będzie można obejrzeć starcie inaugurujące 11 kolejkę włoskiej Serie A. O 20:45 zmierzy się Sassuolo z Benevento. Roberto De Zerbi na każdym kroku zbiera pochwały, a sam Prince Boateng stwierdził, że jest najlepszym trenerem, z jakim kiedykolwiek pracował. Neroverdi wyglądają ostatnio gorzej, gdyż wychodzą na spotkania bez nominalnego napastnika. Blisko powrotu do zdrowia są Ciccio Caputo i Gregoire Defrel, ale w tym spotkaniu nie będą jeszcze gotowi do łaski trenera. W ostatnim meczu ligowym z opaską kapitańską w drużynie Benevento poprowadził Kamil Glik. Sam nominalny kapitan drużyny Luca Caldirola stwierdził, że to Polak jest prawdziwym liderem w szatni i na boisku. W meczu z Parmą wielokrotnie Glik motywował swoich piłkarzy do ciężkiej pracy i widzieliśmy efekty pracy nowego kapitana. Do tej pory obie drużyny między sobą rozegrały tylko 2 spotkania. Czy drużyna Benevento odniesie pierwsze historyczne zwycięstwo nad Sassuolo? Dowiemy się tego dziś wieczorem.

Ekipa Eusebio Di Francesco znacząco poprawia się z tygodnia na tydzień. Po zakażeniu covidem do zespołu wraca Nahitan Nandez, Gaston Pereiro oraz sam szkoleniowiec. Na własnym stadionie są zawsze groźni. Inter zawiódł w środę, kibice nerrazurich są załamani, a ich drużyna nawet nie wystąpi w Lidze Europy. Mecz z Szachtarem będzie na pewno siedział z tyłu głowy piłkarzom, więc to doskonała szansa dla drużyny Sebastiana Walukiewicz, aby sprawić niespodziankę.

Po każdej kolejce wybierana jest najlepsza drużyna oraz największe badziewie weekendu. Możecie swój głos również oddać na bramkę kolejki i najlepszego piłkarza. Zachęcamy do głosowania!

KACPER KARPOWICZ

Piłka zawodowa otwiera się na pasjonatów

Od sezonu 2021/2022 nie trzeba będzie posiadać licencji UEFA PRO, aby prowadzić zespół na szczeblu centralnym. Polski Związek Piłki Nożnej poinformował, że licencja UEFA A pozwoli pracować jako pierwszy trener od drugiej ligi w dół. “Dotychczas szkoleniowcy nie mieli takiej możliwości, ale chcemy tym najzdolniejszym trenerom ułatwić dostęp do pracy w piłce na wyższym szczeblu.” – powiedział prezes PZPN Zbigniew Boniek

Dopuszczenie trenerów bez najwyższej europejskiej licencji pozwoli dużej grupie pasjonatów tego zawodu wykonać wymarzony krok w kierunku zawodowstwa. Dla większości kandydatów dostanie się na kurs UEFA PRO, było rzeczą nieosiągalną z kilku względów. Od teraz do pracy na trzecim szczeblu rozgrywkowym w Polsce nie są konieczne takie same uprawnienia jak do bycia selekcjonerem dowolnej reprezentacji na świecie.

DLACZEGO TAK TRUDNO SIĘ DOSTAĆ?


Zgodnie ze statutem Europejskiej Unii Piłkarskiej każdy jej członek może rocznie przyjąć na kurs UEFA PRO jedynie 24 kandydatów. W Polsce przez to zakwalifikuje się jedynie co trzeci chętny. Weryfikacją kandydatów jest egzamin wstępny odbywający się co roku w Szkole Trenerów PZPN w Białej Podlaskiej. Wydawać może się, że kurs odbędą najlepsi z najlepszych. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy taki egzamin rzeczywiście jest odpowiednim weryfikatorem umiejętności trenera? Czy nie cenimy bardziej przelewania wiedzy na papier niż sukcesu sportowego?

Kolejną zaporą jest aspekt finansowy. Koszt kursu UEFA PRO wynosi 14 tysięcy złotych + VAT. Jeżeli doliczymy koszty związane z dojazdem do Białej Podlaskiej na piętnaście trzydniowych sesji, nocleg i staż zagraniczny. Łącznie wyrobienie licencji UEFA PRO kosztuje od 20 do 25 tysięcy złotych. Jest to inwestycja bardzo ryzykowna. Nikt nie zagwarantuje przecież, że po takim kursie trener z miejsca dostanie pracę w klubie ze szczebla centralnego. Żeby opłacić kurs drugoligowy, trener musiałby przeznaczyć pensje z klubu za okres połowy roku. Na poziomie trzeciej ligi większość zarówno trenerów, jak i piłkarzy łączy sport z pracą zawodową, aby zapewnić byt swojej rodzinie. Kiedy taki trener dzięki swojej ciężkiej pracy zdobywał awans poziom wyżej, stawał przed ścianą. Wybór pomiędzy wzięciem kredytu, aby móc kontynuować pracę, a zmianą klubu na taki z niższego szczebla rozgrywkowego, nie był najwspanialszą nagrodą jaką mógł sobie wymarzyć.

DLACZEGO TA ZMIANA MA SENS


Zarówno w piłce nożnej, jak i w codziennym życiu najlepszym weryfikatorem umiejętności jest rynek pracy. Konkurencja podnosi ogólny poziom grupy zawodowej, a najlepsi w swoim fachu zajmują najbardziej lukratywne stanowiska. O umiejętnościach nie stanowi jednak posiadany dyplom, a osiągane wyniki. Selekcjoner, który wywalczył awans na EURO czy Mundial powinien móc poprowadzić drużynę na turnieju. Tak samo trener awansujący na szczebel centralny powinien móc sprawdzić się w danej lidze. Nawet w przypadku, gdy nie da sobie rady, prezesi klubów mają o wiele szersze pole manewru w szukaniu następcy. Małe kluby nie będą musiały szukać szkoleniowców na drugim końcu Polski. Szanse dostaną ci, którzy działają w swoim regionie. Prawdziwi pasjonaci tego zawodu, dla których piłka jest całym życiem.

Finalne efekty będziemy mogli ocenić dopiero za kilka lat. Mimo wszystko już teraz rzuca się pewna analogia do przepisu o obowiązkowym młodzieżowcu na boisku. Poziomu rozgrywek na pewno nie zaniży, a może wypromuje parę nazwisk, o których w przyszłości będzie głośno.

PRZEMYSŁAW OLSZEWIK

Zapowiedź 10. kolejki Serie A.

Za nami już 9 odsłon spektaklu o nazwie Serie A. W drodze do scudetto lideruje Milan, trzymając za plecami najgroźniejszych rywali. W poprzedniej kolejce mieliśmy kilka ogromnych niespodzianek. Sassuolo po znakomitym początku sezonu daje sobie wbić 4 bramki z Interem, który jest w ogromnym dołku. Lazio przegrywa z Udinese, będąc na własnym boisku kilka klas gorszym. Juventus remisuje z beniaminkiem na własnym stadionie, Atalanta przegrywa z Hellasem, a drużyna Romy doznaje bolesnej porażki na stadionie imienia Diego Armando Maradony. Warto odnotować, że po raz pierwszy od 41 spotkań czyste konto zanotował Łukasz Skorupski. W „11” kolejki znalazł się nasz zapomniany reprezentant Paweł Dawidowicz, który rozegrał perfekcyjne spotkanie z drużyną Gian Piero Gasperiniego. Piłkarzem kolejki wybrany został Franck Kessie, zaś najpiękniejszym golem popisał się Lorenzo Insigne, który po bramce oddał hołd zmarłemu Diego Maradonie. Przed nami naprawdę interesujący weekend na włoskich boiskach. Możemy zacierać ręce przed zbliżającą się kolejką.

JUVENTUS – TORINO

Derby Turynu od kilku lat nie są tym spotkaniem, na które zwrócone są oczy piłkarskiego świata. Przepaść między drużynami od kilkunastu lat jest aż nadto widoczna. Będzie to 161 oficjalne spotkanie między zespołami. Statystyka przemawia oczywiście dla bianconerich, a drużyna granaty czeka na zwycięstwo już 5 lat. Obie drużyny są pod kreską na początku sezonu, podopieczni Pirlo, jak i Giampaolo zawodzą. Jednak z meczu na mecz można zobaczyć postępy u jednych i drugich. Gdyby drużyna Torino nie wypuszczała prowadzenia z rąk, to dziś byłaby za plecami Milanu, końcówki spotkań w ich wykonaniu są najłagodniej mówiąc tragiczne. Juventus mierzy się z ogromnymi problemami kadrowymi, przez co nowy szkoleniowiec ma problem z wprowadzeniem nowej taktyki w życie. Nie można jednak mieć zastrzeżeń do ofensywy i defensywy bianconerich, ale styl gry pozostawia wiele do życzenia. Zapowiada się wspaniały pojedynek Alvaro Moraty z Andrea Belottim. Kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko? Sobota, godzina 18:00, Eleven Sports i warto obejrzeć.

AS ROMA – SASSUOLO


Dwie drużyny, które mogą podobać się od samego początku sezonu i dwie drużyny, które w ostatniej kolejce przyjęły 4 bramki na klatę. Obie ekipy chcą jak najszybciej zamazać plamę po ostatnim meczu ligowym. Po części Romie udało się to, gdyż w czwartek pokonali Young Boys w Lidze Europy 3:1. Paulo Fonseca będzie mógł skorzystać w tym spotkaniu z Jordana Veretout (uraz z Napoli okazał się niegroźny) i Marasha Kumbulli (powrót po koronawirusie), natomiast Roberto De Zerbi musi sobie radzić dalej bez swojego bombera Francesca Caputo. Drużyny zajmują odpowiednio 6 i 3 miejsce w tabeli, a dzieli je zaledwie jeden punkt. W ostatnich 5 spotkaniach z udziałem Romy w lidze padło aż 19 bramek, natomiast jeśli chodzi o neroverdich to padło 17. Te statystyki mówią wiele, czeka nas wielkie strzelanie i ostra gra na Stadio Olimpico. Już w niedzielę o godzinie 15:00 przekonamy się, kto odrobił lekcję, a który szkoleniowiec nie trafił z taktyką.

HELLAS – CAGLIARI


Może się wydawać, że to spotkanie dla prawdziwych „calcioświrów”, ale nie musi tak być. Drużyna Ivana Jurica to prawdziwe złoto, w którym można się zakochać, jeśli jesteś fanem mądrego zarządzania i odpowiedniej taktyki pod daną drużyną. Każde spotkanie z drużyną Hellasu wygląda inaczej, są gotowi pod każdego przeciwnika i potrafią zaskoczyć najlepszych tak jak w ostatniej kolejce z Atalantą. Cagliari ma swoje problemy, ważnych piłkarzy dotknęła pandemia koronawirusa i trener Di Francesco musi rotować składem. Możemy być pewni, że w tym spotkaniu zobaczymy Sebastiana Walukiewicza, który przedłużył kontrakt o 4 lata z drużyną rossoblu. W całej historii drużyny rozegrały tylko 35 spotkań. Więcej razy zwycięsko ze starć wychodziła drużyna z Wenecji. Na zachętę, spotkanie odbędzie się o magicznej porze 12:30. Niedzielne mecze o tej godzinie nie są słabe. Zapraszamy!

Inne spotkania
Massimo Ferrero zapowiedział, że jego drużyna pokona Milan 2:0 i zanotuje odrodzenie. Czy tak się stanie? W ostatnim spotkaniu między tymi zespołami padł wynik 0:0, a debiut w nowym Milanie zanotował Zlatan Ibrahimović. Jak spisze się drużyna Ranierego, który w tygodniu znalazł się na dywaniku u prezesa Ferrero? Czy Stefano Pioli po wyleczeniu Covida zanotuje piękny powrót na ławkę trenerską? Niedziela, godzina 20:45 i będziemy mieli wszystko wyjaśnione.
Drużyna Udinese w poprzedniej kolejce pokonała w pięknym stylu na Stadio Olimpico drużynę ze stolicy Italii Lazio. Teraz czeka ich trudne zadanie, mierzyć się będą z Atalantą, która już w środę zagra najważniejsze spotkanie w tegorocznej Lidze Mistrzów. Czy Gasperini odpuści sobie mecz ligowy? Jaki wpływ na drużynę po zakażeniu koronawirusem ma asystent Luci Gottiego Gabriele Cioffi? Warto zerknąć w niedzielę o 15:00 na to spotkanie.
Nie warto kopać leżącego, ale poniedziałkowe starcie Fiorentiny, z Genoą nie zapowiada się najciekawiej. Jedni i drudzy mają swoje wielkie problemy. Viola gra poniżej oczekiwań, a na domiar złego nowy trener Cesare Prandelli jest zakażony koronawirusem. Genoa to drużyna, która jest spisywana na spadek już od kilku sezonów, a ten rok niczego nam nie zmienił. Kto przełamie się w tym spotkaniu? 20:45, poniedziałek i przekonamy się, w jakiej dyspozycji są jedni i drudzy.

Po każdej kolejce wybierany jest skład kolejki oraz zawodnicy, którzy najbardziej zawiedli. Zapraszamy też do oddania głosu jak co kolejkę na najlepszego piłkarza i najpiękniejszą bramkę.

KACPER KARPOWICZ

Kolejka w cieniu Maradony.

Cały piłkarski świat opłakuje argentyńską legendę piłki nożnej, która pokazywała swój kunszt również na boiskach Serie A. Diego Maradona przez lata był zawodnikiem Napoli, jednak stał się legendą nie tylko klubu, ale i całego miasta. Każde spotkanie 9. kolejki zostanie poprzedzone minutą ciszy jako hołd dla Argentyńczyka.

Poprzednia kolejka nie dostarczyła dużego ładunku emocjonalnego, ale niektóre trafienia mogą zostać na długo zapamiętane. Najpiękniejszą bramką 8. kolejki zostało wybrane uderzenie z woleja Henrikha Mkhitaryana w starciu z Parmą. Najlepszym piłkarzem został wybrany Zlatan Ibrahimović, który trafił do bramki rywali dwukrotnie, ale mecz dokończył z wysokości ławki – odniósł uraz mięśnia. Ibry zabraknie w zbliżającej się kolejce podobnie jak Cristiano Ronaldo, który otrzymał wolne od trenera Pirlo. Do gry po koronawirusie wracają Edin Dzeko, Sergej Milinković-Savić czy Marcelo Brozović. 

SASSUOLO – INTER


Ubiegłoroczne spotkanie na Mapei Stadium zakończyło się wynikiem 4:3 dla gości. Przed pierwszym gwizdkiem oglądający to spotkanie byli świadkami niecodziennej sytuacji, gdyż na środku boiska wylądował spadochroniarz. Kibice będący na stadionie nagrodzili spadochroniarza gromkimi brawami. 

Sassuolo jest w gazie. Zajmują wysokie, drugie miejsce w tabeli i dzielnie dotrzymują kroku liderującemu Milanowi. Inter w środku tygodnia poniósł porażkę w Lidze Mistrzów na własnym stadionie z Realem Madryt (0:2). Drużyna De Zerbiego imponuje formą. Do doskonałej formy małymi kroczkami wraca Jeremie Boga, który w meczu Hellasem popisał się piękną bramką. W zbliżającym się spotkaniu w barwach neroverdich zabraknie Francesco Caputo, który leczy uraz. Inter jest w dołku i trzeba to jasno powiedzieć, więcej o nerrazurich rozpisałem się w środku tygodnia i dogłębnie opisałem ich problemy.

ATALANTA – HELLAS VERONA


Oj Atalanto, Atalanto, co mamy o Tobie myśleć? W ubiegły weekend wielkie męczarnie ze Spezią, a w środę imponujące zwycięstwo w Lidze Mistrzów przeciwko Liverpoolowi na Anfield. Piłkarze The Reds nie oddali na bramkę Golliniego nawet celnego strzału. Czy piłkarze Gasperiniego odzyskali formę? Trudno powiedzieć. La Dea ma swoje problemy, zawodnicy są przemęczeni natłokiem meczów przez swój dynamiczny i szybki styl gry. Armia Ivana Jurica w środku tygodnia rozegrała spotkanie w ramach Coppa Italia przeciwko Cagliari. W doliczonym czasie gry stracili bramkę, przegrali 2:1 i musieli pożegnać się z Pucharem Włoch. Najważniejsi zawodnicy otrzymali mały urlop od chorwackiego trenera, więc na spotkanie z Atalantą będą gotowi już w 100%.

Mecz będzie miał swój smaczek na ławce trenerskiej. Ivan Jurić był asystentem Gian Piero Gasperiniego w Interze i Palermo, a sam trener Hellasu wzoruje się na starszym koledze i chce wprowadzić w swój zespół taki sam koloryt i piękno gry. Będzie to spotkanie numer 50 w całej historii obu klubów. Liczba zwycięstw przemawia za Atalantą, która wygrała do tej pory 21 spotkań. W ostatnich 5 spotkaniach między tymi zespołami padło 18 bramek, więc zapowiada nam się prawdziwe meczycho, które rozpocznie się w sobotę o 20:45.

NAPOLI – ROMA


Obie ekipy mają za sobą spotkanie z Milanem i oba zespoły w starciu z liderem straciły 3 bramki. Jednak to piłkarze Romy zdołali wyszarpać remis. Drużyna Napoli pogrążona w żałobie po śmierci legendy Diego Maradony. W ciągu kilku dni burmistrz miasta dopełni formalności i stadion w Neapolu będzie nosił nazwę jego nazwę. Ekipa Fonseci w czwartek pokonała w wyjazdowym spotkaniu Cluj (0:2). Różnica pomiędzy zespołami w tabeli wynosi 3 pkt na korzyść giallorossich, ale jest mała przepaść w stylu gry obu ekip. Drużyna Gattuso po wygranym spotkaniu z Atalantą (4:1) zdecydowanie obniżyła loty, a sam Rino zagroził odejściem z drużyny, jeśli zawodnicy nie będą przykładali się do treningów i nie będą walczyli na boisku w 110%. Roma imponuje formą od początku sezonu, a styl jaki prezentują na murawie, przyprawia kibiców w samo zachwyt. Henrikh Mkhitaryan w 8 kolejkach miał udział przy 9 zdobytych bramkach (5 goli i 4 asysty). Pomocnicy wywiązują się ze swojej roli doskonale, a nikt nie spodziewał się po obrońcach Romy, że potrafią wskoczyć na tak wysoki poziom. Spotkanie powinno przyciągnąć wielu kibiców niezaznajomionych z Calcio. Pierwszy gwizdek już w niedzielę o 20:45.

POZOSTAŁE

Mecz Lazio – Udinese rozpocznie się o godzinie 12:45 w niedzielę. Drużyna Inzaghiego odniosła we wtorek imponujące zwycięstwo nad Zenitem, a ekipa Luci Gottiego na własne życzenie pożegnała się z Coppa Italia, przegrywając po dogrywce z Fiorentiną 1:0. Magiczna godzina powinna zachęcić do rzucenia okiem na to spotkanie.


Myślisz Milan – Fiorentina, masz przed oczami mecz z ubiegłego sezonu, kiedy koncert na San Siro zagrał Franck Ribery, a drużyna Violi pokonała rossonerich 4:1. Sprawy nabrały obrotu i dziś Milan jest na szczycie, a drużyna z Florencji błąka się w dolnej części tabeli. W jakiej dyspozycji będą piłkarze Stefano Piolego po remisie czwartkowym z Lille? Co wniósł już w szeregi drużyny nowy-stary trener Cesare Prandelli? Przekonamy się w niedzielę o 15:00.


Dopiero po raz czwarty zmierzą się ze sobą Cagliari i Spezia. Obie drużyny nie zajmują wysokiej lokaty w tabeli, ale ich styl gry przyciąga kibiców przed ekrany. Eusebio Di Francesco i Vincenzo Italiano mają swoje małe problemy kadrowe. Kto wyjdzie zwycięsko z tego pierwszego starcia na szczeblu Serie A? Niedziela godzina 18:00 i wszystkiego się dowiemy.

Po każdej kolejce będziecie mogli wybrać najlepszego piłkarza danej kolejki i najpiękniejszą bramkę. Ankiety przeprowadza Kacper Karpowicz, a głosować będzie można także na naszym profilu. Warto śledzić, gdyż będziemy wybierać najlepszy skład kolejki i największe badziewie. Zapraszamy!

KACPER KARPOWICZ

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑