Faworyt brazylijskich piłkarzy doprowadził do nieudanego zamachu stanu

Gdy władza w Brazylii miała zostać przekazana w sposób pokojowy nowemu prezydentowi – Luli, to do akcji wkroczyli zapamiętali zwolennicy Jaira Bolsonaro, przegranego. Chcieli wywołać rewoltę czy wręcz pucz. Przypuścili szturm na ważne budynki – parlament, Sąd Najwyższy czy Pałac Prezydencki. Świat patrzył na to z niepokojem, ale gdyby nie radykalna, antagonizująca retoryka Bolsonaro, do takich sytuacji by nie doszło. A tego skrajnego prawicowca popierali naprawdę znani piłkarze.

„Wariant Trumpa” w Brazylii

Zacznijmy może od krótkiego przedstawienia obrotu spraw w Brazylii. Popularność zyskał termin „wariant Trumpa„, czyli – per analogiam – mówi się o szturmie, który przed dwoma laty miał uniemożliwić zatwierdzenie głosowania w Kolegium Elektorów, równoznacznego ze zwycięstwem Joe Bidena. Wtedy zaatakowano Kapitol, siedzibę Kongresu USA, teraz było podobnie, tylko że w Brazylii, ponieważ celem ataku stał się tamtejszy parlament.

– Bolsonaro jest jak uczeń czarnoksiężnika. Wywołał w brazylijskim społeczeństwie moce, nad którymi nie jest już w stanie zapanować – uważa dr Sławomir Klimkiewicz, który tak błyskotliwie i trafnie to ujął w wywiadzie dla portalu interia.pl. To były ambasador RP na Kubie i były chargé d’affaires w Wenezueli. No właśnie, Bolsonaro nakręcał swoich wyznawców, podburzał ich, po czym zaczął umywać ręce, gdy doszło do eskalacji przemocy.

Pochwała tortur i złowróżbna wycinka

Bolsonaro to były wojskowy, który z rozrzewnieniem wypowiadał się o juncie. Po wielokroć wyrażał tęsknotę za mrocznymi czasami dyktatury wojskowej, dojrzawszy w demokracji wiele wad. Nie odpowiada mu obecna kultura polityczna, w której występuje prymat prawa nad wolą przywódców. Swego czasu gloryfikował… tortury. Odpowiada za masową wycinkę Puszczy Amazońskiej, określanej jako płuca ziemi.

Ta wycinka zdaniem ekspertów może przynieść wiele szkód nie tylko Brazylii, ale też światu. Bolsonaro uchodzi za mizogina, szowinistę, gardził ludnością rdzenną. Nazywano go „brazylijskim Trumpem„, bo chociaż impertynent, to jednak uderzał w polityczną poprawność i odrealnione elity polityczne. Miał być antidotum na ich „odklejkę” – tak był postrzegany przez swoich zwolenników.

Brazylijski Kaczyński?

Lula, jego konkurent, to bynajmniej nie jest świętoszek. Rządził już Brazylią w latach 2003-11, a choć istnieje w polskiej publicystyce politycznej uproszczony podział na Lulę – „lewaka” i Bolsonaro – „prawaka”, to lewicowy komentator Rafał Woś nazwał tego pierwszego… brazylijskim Kaczyńskim.

A to dlatego, że Lula jako prezydent wprowadził szeroko zakrojony program reform prospołecznych, które przy zachowaniu kapitalistycznego modelu gospodarczego służyły wyrównywaniu nierówności społecznych. Jego rządy przypadły na czas rozwoju gospodarczego i umożliwiły awans społeczny dużym grupom ludności. Dość powiedzieć, że Lula opuszczał urząd prezydencki z poparciem społecznym na poziomie 80%.

Nadmieńmy, iż Lula przez 19 miesięcy odsiadywał wyrok w więzieniu w Kurytybie na południu Brazylii– dokładnie to 580 dni. W pobliżu zakładu karnego pikietowali jego sympatycy, skandując: „Uwolnić Lulę”. w listopadzie 2019 roku wreszcie się tego doczekali. Gwoli ścisłości przypomnijmy, że, jak pisał Artur Domosławski – Lulę skazano za handel wpływami, korupcję i pranie pieniędzy na niezwykle wątłych poszlakach.

O ile z Bolsonaro wiele razy robiono przyjaciela Putina, to Lula wcale nie był skłonny potępiać kremlowskiego dyktatora. To może wynikać z typowego dla latynoamerykańskiej lewicy postrzegania USA jako wroga, zwłaszcza w czasach zimnej wojny, gdy Waszyngton wspierał junty i zdaniem lewicowców odpowiadał za wyzysk krajów w Ameryce Łacińskiej. Aby zrozumieć tę mentalność, warto sięgnąć do książki Eduardo Galeano „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej„.

Neymar jako gorący zwolennik Bolsonaro

A teraz przypomnijmy działania piłkarzy, którzy wspierali kontrowersyjnego przywódcę, obecnie zaznającego goryczy porażki – Jaira Bolsonaro. Swego czasu Neymar na TikToku zatańczył do utworu przywodzącego na myśl prezydenta Brazylii, bez powodzenia ubiegającego się o reelekcję.

Neymar nie tak dawno zaskakiwał swoją polityczną aktywnością. Podczas kampanii wyborczej, co znamienne, wykonał gest triumfu „V”, a wprawne oko niektórych dostrzegło drugie dno. Piłkarz wszak wyciągnął po dwa palce obu rąk. To nie było dzieło przypadku, zważywszy na fakt, że numerem karty wyborczej Jaira Bolsonaro było… 22. Czytelna sugestia i oczywista aluzja.

Neymar uparcie wspierał Bolsonaro. Przypomnijmy, że kilka dni przed pierwszą turą wyborów gościł Bolsonaro w swoim instytucie w Santosie, co było kolejnym wyrazem poparcia asa PSG dla jeszcze wówczas urzędującego przywódcy.

Neymar zżymał się, że jest krytykowany za popieranie Bolsonaro. Stwierdził, że rzekomi „hejterzy” dużo mówią o demokracji, ale nie potrafią uszanować jego wyboru.

Kaka i Ronaldinho zaskoczyli in minus

Bolsonaro mógł liczyć też na poparcie Gabriela Jesusa, Daniego Alvesa, Claudio Taffarela czy Alissona. Bramkarz Liverpoolu argumentował, że Bolsonaro miał jego głos, bo dawał szansę na podźwignięcie kraju z gospodarczej zapaści. Skazany na gwałt Robinho także należał do entuzjastów szowinisty.

Wiele osób zaskakiwało to, że uchodzący za piłkarza bardzo inteligentnego Kaka, także okazywał wyrazy wsparcia temu populiście. Należy tu wymienić jeszcze Rivaldo, a osobno trzeba napisać parę słów o casusie Ronaldinho.

Myślę, że warto nadmienić, iż kiedy Jair Bolsonaro cztery lata temu wygrał wybory prezydenckie, to Ronaldinho udzielił mu poparcia w kampanii, czym naraził się Barcelonie. Klub z Katalonii przekazał w komunikacie, że wyznaje wartości inne niż Bolsonaro, że jego poglądy nie odpowiadają Blaugranie.

Skutek tego był taki, że Barcelona raptem po roku rozstała się z Ronniem, kończąc z nim współpracę w roli ambasadora klubu.

Mieli głosować w… koszulkach reprezentacji

Jair Bolsonaro już przed pierwszą turą chciał wykorzystać futbol do politycznej propagandy. Wtedy apelował do Brazylijczyków, by oddali swój głos w „kanarkowych” koszulkach. to miała być oznaka patriotyzmu, a przecież każdy patriota musi popierać Bolsonaro. Mówił o prawdziwych Brazylijczykach, mając na myśli piłkarskich kibiców. Jednak to nie był wystarczający myk.

Doszło do podniesienia się napięć w kraju. Koszulka stała się elementem gry politycznej. Sympatyzujący z Bolsonaro nadali koszulce w tych okolicznościach charakter polityczny, natomiast nieprzychylni mu przestali traktować tę koszulkę z rewerencją. Uznali, że została sprofanowana.

Tim Vickery, wypowiadając się o tej gorącej sprawie z koszulką, miał na względzie to, że Neymar nie był jedynym piłkarzem otwarcie deklarującym poparcie dla Bolsonaro, ponieważ w jego zwycięstwo wierzyli też Dani Alves czy Lucas Moura. I wielu innych także podzielało tę wiarę, o czym wcześniej wspomniałem.

A kto sprzeciwiał się Bolsonaro?

Byli też tacy nieliczni ze świata piłki, którzy potępiali działania Jaira Bolsonaro. Najdobitniej swoje racje wykładał Juninho, były piłkarz, mający status legendy Lyonu. Wezwał swoich followersów w social mediach, by przestali go obserwować, jeśli uważają, że Bolsonaro to dobry przywódca. Juninho tłumaczył, że zadowoli się mniejszą grupą niż dotychczasowi liczni fani, bo chce mieć relacje tylko z ludźmi przyzwoitymi. Jedną z osób potępianych przez Juninho siłą rzeczy był Neymar.

„Jestem wdzięczny temu klaunowi, gdyż pokazał nam, kto z osób, zapraszanych przez nas do stołu, jest ukrytym faszystą. Te osoby nie będą już mile widziane w moim domu i życiu” – stwierdził kategorycznie Juninho.

To było normalne, że Rai, czyli brat jednej z ikon brazylijskiej piłki, a także człowieka niestrudzonego w batalii o wolność i demokrację – Socratesa, okazywał sympatię Luli, ostro krytykując Bolsonaro. Przecież jego brat onegdaj, w czasach rządów junty, tworzył struktury demokratyczne w swoim klubie, tzw. demokrację Corinthians i był przeciwnikiem rygorów narzucanych przez armię. Socrates był największym demokratą wśród piłkarzy…

W Brazylii pewnie jeszcze przez dłuższy czas nie będzie spokojnie. Ale kraj nie został zdestabilizowany, co może cieszyć jego obywateli, jak również szeroko pojętą społeczność międzynarodową. Szkoda, że wielu piłkarzy, nie zastanawiając się uprzednio zbytnio, dało się złapać w sidła populizmu i radykalizmu.

Bartek Najtkowski

fot. commons.wikimedia.org

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: