RC Lens – Kto rzuca wyzwanie gigantom?

            Ligue 1 niedzielnemu kibicowi kojarzy się w ostatnich latach z jednym. Paris Saint-Germain. Klub ze stolicy, napakowany katarskimi pieniędzmi, stał się absolutną potęgą zarówno marketingową, jak i sportową. We Francji po prostu nie ma drugiej drużyny o takich zasobach finansowych, z taką liczbą gwiazd i tak dużymi inwestycjami. A jednak PSG nie wygrywa wszystkiego rok w rok. Co jakiś czas, ktoś staję im na drodze, raz było to Monaco, raz Lille, a w krajowych pucharach Rennes, Nantes czy Strasbourg. W tym roku pojawił się nowy kandydat, do zabrania im korony mistrzów. Jest to Racing Club de Lens, zespół, który największe sukcesy odnosił w latach 90tych, niedawno grał w Ligue 2, a największy transfer, przeprowadził za mniej niż 10 milionów euro. Oto kto rzuca wyzwanie gigantom.

Wyboista droga

Czasem mówi się, iż żeby się wznieść, trzeba najpierw spaść. Chciałoby się więc zacząć tę historię od upadku wielkiego Lens z lat 90tych, tylko że wtedy, ten artykuł zmieniłby się w długą i przykrą opowieść. Ekipa „Les Sang et Or” przeszła bowiem drogę od zespołu mistrza Francji, przez zespół goniący czołówkę, do spadku i szybkiego powrotu, a potem ponownego spadku i problemów finansowych. Skupiając się na najnowszej historii, wystarczy wspomnieć, że zespół ten między sezonami 2011/12 a 2019/20 w Ligue 1 spędził tylko jeden rok. Kampanię 2014/15, w czasie której… zdegradowano go karnie. Awans RC Lens z poprzedniego sezonu został anulowany, z powodu nieprawidłowości finansowych, a tym samym zarządzono, iż zostaną oni zdegradowani, nieważne, które miejsce zajmą na koniec sezonu. Problem rozwiązało samo Lens, zajmując ostatnie miejsce w lidze. Kolejnych pięć lat spędzili na zapleczu, ale gdy w sezonie 19/20 awansowali, zrobili to… cóż, znów nietypowo.            

Sezon 2019/20 zaczęli z Philippe Montanierem na ławce trenerskiej. Początkowo wszystko szło dobrze, po 19 kolejkach Lens było liderem tabeli z dwoma punktami przewagi nad trzecim miejscem i w miarę pewnie zmierzało po awans. Wtedy jednak coś się zepsuło. W kolejnych 7 spotkaniach, ekipa Montaniera wygrała tylko raz i po druzgoczącej porażce 1:4 z Caen w 26 kolejce zleciała na trzecie miejsce. Szczęście w nieszczęściu, do dającego bezpośredni awans drugiego miejsca, tracili tylko punkt, ale zarząd zespołu z północy Francji nie zamierzał czekać. Zwolnił menedżera i zastąpił go Franckiem Haise, do tej pory pracującym z rezerwami. Ten wygrał swoje pierwsze dwa spotkania i… wywalczył awans. Sezon przerwano z uwagi na COVID, a Lens, które wskoczyło na drugą pozycję, punkt przed Ajaccio, zostało promowane do Ligue 1.

Krok od szczęścia

Specyficzny awans, po którym nie oczekiwano wiele. Ot, zasłużony klub wraca do ligi po latach, pewnie powalczyć o utrzymanie. Podopieczni Haise zaskoczyli jednak Francję już w pierwszym sezonie, w którym niespodziewanie zajęli 7 miejsce. Awans do europejskich pucharów przegrali o punkt z Rennes, nie podłamali się jednak. W kolejnym roku, gdy wielu spodziewało się syndromu drugiego sezonu i obniżenia lotów, oni poprawili swój wynik punktowy i zajęli… 7 miejsce, znów tracąc do szóstej pozycji punkt. Rozczarowanie mógł złagodzić fakt, że Nantes wygrało Puchar, a to oznaczało, iż gra w Europie zaczynała się od piątej pozycji, do której Lens straciło 4 punkty, ale podopieczni Haise chcieli więcej. Do trzech razy sztuka? Zapowiada się, że jak najbardziej.

W obecnym sezonie Lens przegrało tylko jeden mecz na 17 kolejek. Ulegli oni derbowemu rywalowi, Lille, 0-1 na wyjeździe. Od czwartej kolejki nie wypadli poza pierwszą czwórkę ligi, stracili najmniej bramek (11, PSG straciło 14), a ostatnio pokonali w bezpośrednim meczu liderów tabeli z Paryża, aż 3-1. Ten wynik pozwolił im zbliżyć się do nich na dystans 4 punktów. Europejskie puchary? Ich brak byłby rozczarowaniem. W Lens marzą o Lidze Mistrzów, a może nawet o tytule, bo i czemu nie? Są w świetnej formie i punktują na poziomie mistrzowskiej ekipy, rywali z PSG pokonali w bezpośrednim starciu, a 4 punkty są do nadrobienia, szczególnie gdy drużynie znad Sekwany dojdzie gra w Lidze Mistrzów i konieczność rotacji gwiazdami. Jeśli im się nie uda, to trudno, nikt nie będzie rwał włosów z głowy, ale powalczyć mogą.

Nieoczywiści bohaterowie

Lens nigdy nie wydało na jednego piłkarza 10 milionów euro. Mało tego, w tym i poprzednim sezonie, więcej zarobili na sprzedaży gwiazd, niż wydali na ich następców, a mimo tego są silniejsi. Wydawać się może, że muszą mieć więc wybitny scouting. Jest to po części prawda, potrafią bowiem wyłapywać doskonałe okazje choćby w USA, skąd sprowadzili Polaków, Przemysława Frankowskiego i Adama Buksę, ale też nie każdy ich transfer jest udany. Przestrzelili choćby z Patrickiem Bergiem, wykupionym z norweskiego Bodo. Należy im jednak oddać, że na rynku działają wprost wybitnie. Z Nottingham Forest, wyrwali rewelacyjnego bramkarza, Brice’a Sambe, a atak wzmocnili belgijskim talentem Loisem Opendą i były to dwa strzały w dziesiątkę.

Za ich wybitnymi wynikami stoi jednak w dużej mierze trener, Franck Heise. Ten, po awansie wywalczonym w nietypowych okolicznościach, szybko potwierdził swój warsztat, doskonale rozwijając piłkarzy, których już posiadał. No bo jak inaczej opisać wzlot, jaki zanotował Florian Sotoca, dziś już 32-letni zawodnik, który grywał solidnie w niższych ligach, a za Heise wyrósł na niebywale ważną postać zespołu Ligue 1? Sprzedany za ponad 20 milionów do Crystal Palace, Cheick Doucoure również był wtedy w klubie i to Heise rozwinął talent młodego pomocnika. Również środkowy obrońca, Jonathan Gradit aż do przyjścia Heise był wyrobnikiem z drugiej ligi, z jednym tylko sezonem w Ligue 1 na koncie. Oczywiście, wzmocnienia po awansie były, ale taki Jonathan Clauss, miał 28 lat, zero występów w Ligue 1 na koncie, niezłą grę w 2 Bundeslidze w CV i co? I został reprezentantem Francji oraz przeniósł się do Marsylii.  Z transferów w kolejnych latach należy wspomnieć choćby Kevina Danso, którego skreślono w Augsburgu, odbił się od Southampton, a pod Heise został filarem najlepszej obrony Ligue 1.

Styl gry

Wiemy więc już, że ogromnym atutem trenera Lens jest indywidualne rozwijanie piłkarzy. A jak to wygląda od kwestii taktycznej? Cóż, Lens to zdecydowanie zespół defensywny. Cytując Franck Haise:

„Doskonale wiemy, że nie jesteśmy PSG. Jesteśmy Lens i próbujemy grać jak Lens. Nie zawsze jest to łatwe, ale próbujemy.”

Brzmi to może banalnie, ale jest to szczera prawda. Co ważniejsze jednak, nie oznacza to, że Lens stoi na własnej połowie i modli się o wynik. Haise wie, że jego drużyna ma swoje ograniczenia, ale to nie oznacza, że nie ma w niej wiary w zwycięstwo. Jest to zespół pokorny i ambitny równocześnie i taka też jest ich gra.

Zwykle ustawiają się w formacji będącej wariantem ustawienie z trójką z tyłu. Jest to  3-4-2-1, 3-4-3 lub 3-5-2, mniej lub bardziej wykorzystywane w różnych fragmentach meczu. W tych ustawieniach imponują organizacją gry. Zespół zawsze doskonale wie, jakie ma zadania i co robić, by zniwelować atuty przeciwnika. Stosują oni wysoki pressing, szczególnie po stracie piłki, chcąc jak najszybciej ją odzyskać, by wykorzystać zamieszanie w szeregach rywala. Gdy to się nie uda, tworzą oni zwykle piątkę z tyłu, w której to wahadłowi i jeden środkowy obrońca, krótko pilnują przydzielonych im rywali, podczas gdy pomocnicy i napastnicy, zagęszczają środek, chcąc zepchnąć akcję rywala w boczny sektor. Tam, wykorzystując linię boczną jak dodatkowego obrońcę, intensyfikują pressing, odcinają rywalowi możliwości podania. Dokładając do tego silny i dobrze grający w powietrzu skład, który nie traci wielu bramek po stałych fragmentach gry i zwykle radzi sobie w pojedynkach bark w bark, rywale często są pozbawieni opcji do gry ofensywnej.

Zespół Heise nie ogranicza się jednak do doskonałej struktury defensywnej. W ataku starają się oni utrzymywać piłkę i rozciągać grę. Obrońcy są zachęcani do przetrzymywania piłki i przenoszenia jej wyżej, w czym przoduje Jonathan Gradit. W sezonie 2020/21 przeniósł on piłkę do przodu o prawie 7 kilometrów i był w tym elemencie najlepszy w 5 topowych ligach Europy. W tym samym czasie półboczni środkowi obrońcy ustawiają się bliżej bocznych sektorów, co pozwala wahadłowym zagrać znacznie wyżej. W fazie ofensywnej, wahadłowi, najczęściej Przemysław Frankowski i Deivier Machado stają się niemal skrzydłowymi, sunącymi po linii, by posłać dośrodkowanie pole karne. Co ważniejsze, rozszerzają oni pole gry, wymuszając na przeciwniku szersze rozstawienie własnej obrony i tym samym zrobienie więcej miejsce w środku boiska. Tam uzyskują oni przewagę, nie tylko dzięki napastnikom, ale też przy pomocy atakujących pole karne środkowych pomocników. Pozwala im to tworzyć przewagę w polu karnym rywala i regularnie stwarzać zagrożenie po dośrodkowaniach.

To wszystko może wydawać się proste, ale praca wykonana przez Francka Haise jest godna podziwu. RC Lens, to obecnie jest złocisto-krwista maszyna. Doskonale zorganizowana, znająca swoje zadania i wykonująca je perfekcyjnie. Dokładają do tego waleczność, dobre przygotowanie fizyczne i ogromne wsparcie motywacyjne, słane im przez fanatycznych kibiców na Stade Bollaert-Delelis, w efekcie tworząc zespół, który rzuca wyzwanie wielkim.

Wiktor Morawski

fot, commons.wikimedia.org

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: