Łzy, wojna i stałe fragmenty gry. Wszystkie walki Sinisy Mihajlovicia

W lipcu 2019 roku, trener FC Bologny, Sinisa Mihajlović zwołał specjalną konferencję prasową, na której poinformował, że w jego organizmie zaszły pewne anomalie, które lekarze zdiagnozowali jako białaczkę. Mówił: – „Całą noc płakałem i nawet teraz mam jeszcze łzy, ale już się nie boję. We wtorek idę do szpitala i zaczynam walczyć o życie. Już powiedziałem piłkarzom, że będę walczył z całych sił o zwycięstwo, dokładnie tak samo, jak ich uczyłem. Jestem przekonany, że wygram. Zrobię to dla rodziny, moich dzieci i wszystkich, którzy mnie kochają.”

Dziś, Sinisa Mihajlović zmarł po kilku latach nadludzkiej walki.

Pół miliona kopnięć piłki w rok!

Obrazek pierwszy. Mały Mihajlović dorasta w jednej z dzielnic Vukovaru. Jego życie zmienia się po tym jak jego ojciec przywozi do domu skórzaną futbolówkę kupioną na bazarze od polskich kupców. Sinisa nie rozstaje się z piłką. Nosi ją wszędzie, a jego obsesją staje się kopanie piłki do celu. Nie widzi świata poza tym zajęciem. W wolnym czasie ustawia się naprzeciw garażu ojca i ćwiczy technikę strzału.

Prawie pół wieku później, schorowany Sinisa leży w łóżku bolońskiego szpitala i rozmyśla nad swoim losem. Kalkuluje – bierze pod uwagę czas w jakim odbijał piłkę, szacowaną ilość powtórzeń – i dochodzi do wniosku, że wykonywał ponad pół miliona kopnięć piłką o ścianę w przeciągu jednego roku. Pół miliona!

Lata później zespół naukowców z Belgradu przyjedzie Wiecznego Miasta, aby zbadać niewiarygodny fenomen skuteczności wykonywanych przez Serba rzutów wolnych. Mihajlović poddaje się badaniom, posłusznie odpowiada na każde postawione pytanie. Mówi: – „Sekretem są tysiące godzin praktyki. Nie ma innej drogi. Przydaje się też odrobina talentu.”

Na wojnie domowej nie ma zwycięzców

Obrazek drugi. Piłkarska kariera Mihajlovicia nabiera rozpędu. Serb trafia do Cerveny Zvezdy,  która później sensacyjnie sięga po Puchar Europy. Sinisa sięga gwiazd, jednak życie szybko się komplikuje. Na początku lat 90. ubiegłego wieku mają miejsce zamieszki w wielu miastach Jugosławii. Zaczyna się horror wojny domowej, bratobójczego konfliktu, który pochłonie setki tysięcy ludzkich istnień.

W jednej chwili świat Sinisy Mihajlovicia legł w gruzach.

Piłkarz dowiaduje się o działaniach wojennych, przebywając na urlopie na jednej ze słonecznych, hiszpańskich wysp. Jest daleko od Vukovaru, w którym zaczyna wrzeć. Do mieszkania rodziców Sinisy przybywa Pipe, przyjaciel piłkarza ze szkolnej ławki. Demoluje dom, jednak nikogo nie zabija. Później wytłumaczy, że musiał dokonać zniszczeń w domostwie rodziców przyjaciela, aby nie zostać posądzonym o zdradę wobec swoich, chorwackich zwierzchników. Jak na razie, nikt nie ucierpiał, jednak sygnał jest jasny: zaczęła się wojna.

Sytuacja jest daleka od komfortowej. Ojciec Sinisy był Serbem, a matka Chorwatką. Wraz z wybuchem bratobójczej wojny musieli rozstać się ze swoim spokojnym, dotychczasowym życiem.

Nie czas i miejsce, aby opisywać tutaj całą historię konfliktu na Bałkanach. W Internecie można znaleźć mnóstwo wartościowych publikacji na ten temat. Na potrzeby tego tekstu, tekstu pożegnalnego dla Sinisy Mihajlovicia, należy uwypuklić jego postawę podczas całej wojennej zawieruchy. Piłkarz Cerveny Zvezdy okazał się być człowiekiem o ogromnym sercu. Kupował karetki dla szpitali, a podczas krwawych działań wojennych, przekształcił swój dom w ośrodek dla poszkodowanych konfliktem. Przyjął dziesiątki, a może nawet setki ludzi pod swój dach. Przyjmował Serbów, ale też innych. Na przykład swojego wuja, chorwackiego generała, który w pierwszych dniach konfliktu zaczął nawoływać do mordów na serbskich cywilach. Gdy został z niczym, udał się do Sinisy, który potrafił mu przebaczyć.

Po zakończonych działaniach wojennych, Sinisa udał się do Vukovaru i w towarzystwie saperów przechadzał się po mieście swojego dorastania. Zastał zgliszcza, zbombardowane budynki i wyludnione dzielnice. W późniejszym czasie wielokrotnie powtarzał, że: – „Na wojnie nie ma zwycięzców. Ludność cywilna zawsze jest ofiarą”.

Bajeczna lewa noga

Obrazek trzeci. Niezwykle częsty w karierze serbskiego wojownika. Mihajlović podbiega do ustawionej na murawie piłki, przybiera dobrze sobie znaną pozycję, uderza, a piłka trafia do siatki. Po zakończeniu kariery, powie: – „Rzuty wolne były jedynym powodem, dla którego grałem w piłkę. Gdyby nie one, wybrałbym pewnie koszykówkę.”

Rzuty wolne były elementem gry, który zapewnił mu bilet do piłkarskiej nieśmiertelności. Swego czasu, trener Lazio Rzym, Sven – Goran Eriksson wręcz piał z zachwytu: – „Jego lewa noga to gwarant tuzina goli w sezonie”. 

Dalsza opowieść nie ma sensu. Obejrzyjcie to video. Czysta magia.

Juninho Pernambucano, Pele, Diego Maradona, Leo Messi, Andrea Pirlo, Ronald Koeman… wykonawcy niezapomnianych rzutów wolnych… a Sinisa Mihajlović wśród nich. Na zawsze. 

Gdzie jest hamulec ręczny?

Kolejny obrazek. Sinisa był wielkim entuzjastą życia. Jedną z jego pasji były samochody. Przy czym często wspominał swoje pierwsze auto – Zastavę Skala 128. Był koniec lat 80. XX wieku. Epoka siermiężnego komunizmu powoli dobiegała końca. Sinisa wchodził w dorosłość, grał w lokalnym trzecioligowym klubie, a jego talent zaczynał być szerzej dostrzegany. Tuż po osiemnastych urodzinach, Mihajlović odebrał prawo jazdy. Egzamin był fikcją. Dokument otrzymał od prezesa klubu, który posiadał potrzebne znajomości. Sinisa nie czuł się gorszy od starszych kolegów, więc na treningi postanowił dojeżdżać autem swojego ojca.

W pierwszą jazdę udaje się po dobrze sobie znanych zakątkach Vukovaru. Parę minut po starcie zauważa, że coś jest nie tak. Silnik okropnie się zaciera, a auto na dobrą sprawę nie może się rozpędzić. Sinisa jedzie z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Jednak najgorsze ma dopiero nastąpić. Podjeżdżając na jeden z miejskich parkingów usiłuje zająć jedno z wolnych miejsc. W ostatniej chwili myli pedał gazu z hamulcem i bez pardonu wjeżdża w stojące naprzeciwko auto. Momentalnie wybucha awantura, którą łagodzi przybycie ojca Sinisy na miejsce zdarzenia.

Niedługo potem, Mihajlović zostanie wytransferowany do Crvenej Zvezdy, a w ramach zapłaty za podpis pod kontraktem zażyczy sobie luksusowe jak na tamte czasy auto – Zastavę Skala 128. W wywiadzie dla włoskiej telewizji Mediaset mówił: – „Dużo bym oddał, by cofnąć się w czasie, przejechać nią ulicami Borova i Vukovaru, z zimnym łokciem, podwiniętymi rękawami kwiecistej koszuli z wielkim kołnierzem, rozpuszczonymi lokami i dziewczyną na miejscu pasażera. To były wspaniałe, beztroskie chwile.”

Skandalista jakich mało

Sinisa przez całe swoje życie nosił na swoich barkach multum kontrowersji i skandali. Nie dawał sobie w kaszę dmuchać. Demonstrował swój charakter.

W wywiadzie dla „La Gazetty dello Sport” mówił: – „W rywalach widziałem wrogów. Polecano mi liczyć do dziesięciu, żeby się uspokoić, ale wytrzymywałem do dwójki. Jako trener docieram już do piątki.” Kilka lat później dodawał: – „Jest coraz lepiej, liczę do sześciu lub siedmiu. Wiem, że mogę nawet osiągnąć ósemkę, ale na więcej nie liczcie.”

Wszystkich kontrowersji związanych z Serbem nie sposób tu opisać. Ale choć parę trzeba. Najlepiej te, które przysporzyły mu najwięcej kłopotów. Mihajlović przez wiele lat przyjaźnił się „Arkanem”, Zelijko Raznatoviciem. Raznatović był dowódcą „Tygrysów” – ochotniej jednostki paramilitarnej, która brała czynny udział w wojnie domowej na Bałkanach. Cały świat uważał „Arkana” za mordercę i zbrodniarza wojennego, ale Sinisy to nie obchodziło. Mówił: – „Zawsze będę pamiętał, co zrobił dla mojej rodziny. Potępiam wszystkie zbrodnie wojenne, ale na wojnie nie ma dobra i zła.”

Innym razem, Serb wściekł się na plebiscyt Złotej Piłki. Dzięki fenomenalnym rzutom wolnym i wyśmienitej grze serbskiej reprezentacji, „Miha” zajął trzynaste miejsce w plebiscycie organizowanym przez „France Football”. Wynikła z tego awantura. – „Nie mogłem wygrać, bo gdyby zwyciężył ktoś z Bałkanów, byłoby to niepoprawne politycznie. Nie można było mnie nagrodzić, kiedy NATO zbombardowało moją ojczyznę. Jesteście rasistami” – grzmiał zaraz po ogłoszeniu werdyktu.

Temat wojny domowej będzie do niego wracał jeszcze wielokrotnie. W eliminacjach na Euro 2000 Jugosławia mierzyła się z kadrą Chorwacji. Po wygranym spotkaniu, Mihajlović stanął przez trybuną pełną chorwackich kibiców i przeżegnał się. Dostrzegł wywieszony transparent z napisem „Vukovar 91”. Później tłumaczył – „Moi rodacy też tam zginęli. Chciałem uczcić ich pamięć”.

Pijcie grappę każdego dnia

Mihajlović to postać z krwi i kości. Bohater dynamiczny.

Po pięciu miesiącach od momentu wykrycia nowotworu, sytuacja zdrowotna Sinisy uspokaja się. Jednocześnie w życiu byłego piłkarza zachodzą zmiany. Podkreśla, że od momentu zachorowania polubił w swoim życiu trzy momenty. Ba! Zaczął je ubóstwiać.

Wczesnym rankiem zaczął wychodzić na dłuższy spacer. Rozglądał się, spacerował, wdychał świeże powietrze. Drugim momentem była lampka grappy przed obiadem. Zawsze pił, myśląc o ojcu, który zmarł na raka. Trzecim momentem stało się poobiednie spalenie cygara. Czas, w którym wychodził na taras i kontemplował panoramę Rzymu. Mówił:

– Znalazłem spokój ducha, a całe życie gnałem, nie znosiłem stanu, w którym nic się nie działo. Jechałem przez życie na pełnej prędkości. Ta przeklęta choroba daje ci paradoksalnie coś pozytywnego. Zmienia twój sposób myślenia i życia. Nagle wszystko wywraca się do góry nogami. Ja odkryłem jakąś nieznaną część mnie. Czułość, którą trzymałem w ukryciu, chowałem za grubym pancerzem. Teraz zdarza mi się wzruszać i płakać. Zacząłem czuć się dobrze, także wtedy, kiedy nic nie robię. Leżę na dywanie, gapię się w sufit i myślę. Polubiłem to. Nie mam wyrzutów sumienia, że marnuję czas. Podziwiam piękno Rzymu, promienie słońca, wdycham zapachy, wszystko wydaje mi się wyjątkowe.*

To odpowiednia puenta dla tego tekstu. Odpoczywaj, wojowniku!

Olgierd Bondara

PS poniżej video z gościnnego występu Sinisy Mihajlovicia i Zlatana Ibrahimovicia na słynnym festiwalu w San Remo. Przednia rozrywka. Warto!

Fot. Facebook

*tłumaczenie Mateusza Święcickiego, dziennikarza Eleven Sports

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: