Gokartem po mistrzostwo świata, czyli moment odkupienia Oliviera Giroud

W piłce nożnej popularne jest stwierdzenie, że suma szczęścia i pecha równa jest zeru. Bardzo często zdarza się, że futbol oddaje drużynom i piłkarzom, to co im zabrał. Swoje momenty odkupienia miało wielu zawodników. Obecne mistrzostwa świata są momentem odkupienia dla Oliviera Giroud. Francuz przed czterema laty został mistrzem świata, nie zdobywając ani jednego gola. Wielu podważało jego udział w sukcesie Trójkolorowych. Tuż po nich jego rola w drużynie narodowej została zmarginalizowana ze względu na powrót do drużyny narodowej Karima Benzemy.

Debata nad tym, czy lepszą opcją dla Francji jest wspomniany Giroud, czy Benzema trwa od lat. Jednoznacznej odpowiedzi z pewnością nikt nie znajdzie. Pewną wskazówką może być Euro 2020, gdy do kadry wrócił przez lata pomijany Benzema. Wówczas Francja zaliczyła rozczarowujący występ, odpadając już w drugiej rundzie turnieju ze Szwajcarią.

Gokart vs bolid F1

Końcem marca 2020 roku, gdy Stary Kontynent ogarnął wszechobecny lockdown, Benzema uciął sobie instagramową pogawędkę, odpowiadając na pytania fanów. Pojawiło się również jedno o swojego – jeszcze – byłego reprezentacyjnego kolegę Olivera Giroud. – Nie można mylić bolidu Formuły 1 z gokartem. Jestem dla niego miły, ale ja jestem w F1. Dobrze sobie radzi w reprezentacji, ponieważ ma u boku wielkich piłkarzy, jak Griezmann czy Mbappe. Nie wiem, czy wszystkim podoba się jego gra – wypalił, podkreślając przy tym, jak ważną rolę dla drużyny spełnia.

Na odpowiedź Giroud nie trzeba było długo czekać. – Może i jestem gokartem, ale jestem też mistrzem świata. Całkiem nieźle jak na gokarta – mówił dla portalu BeFoot. Można było wyczuć, że niesmak pozostał. Po powrocie Benzemy do kadry na wspomnianym Euro temat wspólnych relacji obu zawodników powrócił. DidierDeschamps, by załagodzić sytuację, posadził ich podczas wspólnych posiłków przy jednym stole. To poskutkowało, choć nie na długo. Po kilku miesiącach pojawiła się wypowiedź rzeczonego „gokarta”, ale o tym później.

Dziś, w obliczu tajemniczej kontuzji Karima Benzemy możemy obserwować najlepszy turniej w karierze Oliviera Giroud. Karierze, w której wszystko przychodziło napastnikowi później niż reprezentacyjnemu koledze, bowiem nie tylko na turniej życia czekał bardzo długo, ale również na to, by jego kariera nabrała rozpędu. W Ligue 1 debiutował dopiero w 2010 roku, mając niespełna 24 lata w barwach Montpellier. Dwa lata później poprowadził swój klub do historycznego mistrzostwa Francji, zostając przy tym królem strzelców.

To zaowocowało transferem do Arsenalu, gdzie wiązano z nim spore nadzieje. Choć początek wydawał się obiecujący, to później Giroud, jak i Kanonierzy ogółem, głównie rozczarowywali. Niemal po sześciu latach Oliver odszedł do lokalnego rywala Arsenalu – Chelsea. To właśnie wtedy jego kariera po raz kolejny nabrała rozpędu pod względem zdobywania trofeów, ale nie indywidualnych popisów. To właśnie z klubem ze Stamford Bridge święcił największe klubowe triumfy w karierze w postaci zwycięstwa w Lidze Europy, a następnie Lidze Mistrzów. Jego rola nie była wówczas pierwszoplanowa, ale pozwoliła mu stać się na poziomie klubowym piłkarzem – w pewnym sensie – spełnionym.

Piłkarz drugoplanowy

Jednak to, co najważniejsze w karierze Oliviera Giroud stanowią występy w kadrze, w której debiutował w 2011 roku, mając 25 lat. Dobra gra w Montpellier skłoniła ówczesnego selekcjonera Laurenta Blanca do zabrania rosłego napastnika na Euro 2012. Tam nie odegrał on jednak istotnej roli. Dopiero dwa lata później na mistrzostwach świata w Brazylii zdołał zdobyć pierwszego gola na wielkim turnieju. Wówczas był tylko rezerwowym, ustępując miejsca Karimowi Benzemie.

Późniejsze pozaboiskowe zawiłości z udziałem Benzemy wyniosły bohatera tego tekstu na pierwszy plan. Podczas mistrzostw Europy we Francji w 2016 roku zagrał w każdym spotkaniu, notując trzy gole i dwie asysty, co przełożyło się jednak tylko na rozczarowujący srebrny medal. To, co najlepsze miało dopiero nadejść dwa lata później w Rosji. To tam na dobre Oliver zaczął budować swoją legendę. Pomimo tego, że jako napastnik kończył turniej z zerowym dorobkiem bramkowym i brakiem choćby jednego celnego strzału na bramkę, okazał się kluczową postacią w układance Didiera Deschampsa. Wystąpił w każdym z meczów, nosząc przysłowiowy fortepian bardziej utalentowanym kolegom – Kylianowi Mbappe oraz Antoine’owi Griezmannowi. To oni należeli do kluczowych zawodników we francuskiej ofensywie na tym turnieju. Giroud natomiast wcielił się w drugoplanową – choć wcale nie mniej ważną – rolę.

Jego obecność absorbowała uwagę obrońców, którzy musieli pozostać wyżej ustawieni, przez co więcej miejsca na napędzenie akcji miało trio Pogba – Griezmann – Mbappe. Pragmatyczna Francja na tym turnieju nie miała wielu momentów, w których zachwycała swoją grą. W fazie grupowej zdołała zdobyć zaledwie trzy bramki. Lepiej było w dalszej części turnieju, ale Francuzi po prostu głównie polegali na szybkich kontratakach. Giroud w tej grze odnajdywał się rewelacyjnie.

W kadrze był zaprzeczeniem tego, za co krytykowano go w piłce klubowej. W Anglii powszechna była opinia, że nękany kontuzjami napastnik jest nieskuteczny, a do tego ma braki w motoryce. Reprezentacyjna forma dała mu wreszcie długo wyczekiwany międzynarodowy szacunek. Stało się jasne, że dla Deschampsa jest on prawdziwym żołnierzem, który wykona każdą pracę dla dobra drużyny. Choć selekcjoner głównie widział go w pierwszym składzie, to ten nigdy nie marudził, gdy plan na dane spotkanie wymagał, by usiadł na ławce.

Rozczarowujący powrót

Taką próbą był powrót wspomnianego bolidu F1 do drużyny narodowej. Powrotem Benzemy do Trójkolorowych cieszyli się nie tylko Francuzi, ale również i cały świat. Każdy chciał oglądać jednego z najlepszych piłkarzy świata na tak wielkiej imprezie. Dla Giroud oznaczało to jedno – ławkę rezerwowych. Patrząc na statystyki, można powiedzieć, że Benzema na turnieju błyszczał, zdobywając cztery gole w czterech meczach. Nie dało się tego natomiast powiedzieć o drużynie, która zdołała wygrać tylko jedno spotkanie z Niemcami i to po samobójczym trafieniu Matsa Hummelsa.

Dla Francuzów był to rozczarowujący turniej. Nagły powrót do kadry Benzemy nie pomógł drużynie. Pojawiły się również głosy wśród weteranów w kadrze, że ci powinni zostać uprzedzeni przez selekcjonera, gdy ten podjął decyzję o przywróceniu banity do składu. Rola zasłużonego już wtedy Giroud została zmarginalizowana. Na Euro 2020 zaliczył zaledwie dwa mecze, wchodząc z ławki. Napastnik po raz kolejny zachował się wzorowo, nie grymasząc na decyzje trenera. Wspomniane łagodzenie sytuacji między dwoma napastnikami poskutkowało, choć po turnieju Giroud nie odmówił sobie przyjemności wbicia szpileczki Benzemie. – Nie mam nic przeciwko Karimowi. Jego powrót do kadry pozbawił nas pewnego rodzaju balansu w grze. To uległo poprawie w Lidze Narodów, ale wymagało dostosowania taktyki. Karim szybko zmienił sposób naszej gry, który był ustabilizowany od dobrych pięciu lat. Takiej zmiany nie da się przeprowadzić szybko, a zwłaszcza przed takim turniejem jak mistrzostwa Europy – komentował na łamach L’Equipe.

Po czasie Trójkolorowi rzeczywiście zaczęli lepiej wyglądać z Benzemą w składzie. Przerodziło się to w triumf w Lidze Narodów w 2021 roku. Problem polegał jednak na tym, że Francja nie była już tak groźną drużyną, z którą trudno było wygrać. W eliminacjach do mistrzostw świata traciła punkty z Bośnią i Hercegowiną oraz Ukrainą. Rozczarowaniem okazała się również ostatnia edycja Ligi Narodów, w której Trójkolorowi wygrali tylko jeden z sześciu meczów. Wymowny jest fakt, że był to tylko jeden z dwóch meczów, w których zagrał Olivier Giroud.

Rolę Francuza w drużynie narodowej docenili również koledzy, a przede wszystkim Mbappe, który po wygranym meczu z Austrią jasno dał selekcjonerowi do zrozumienia, z kim lepiej mu się gra. – Miałem wiele swobody. Trener wie, że są tacy napastnicy, jak Olivier, którzy ściągają na siebie obrońców, angażując ich w fizyczną walkę. Był wysoko ustawiony, a my przez to nie byliśmy odcięci od podań – mówił po meczu. Od dłuższego czasu nie brakowało opinii, że gra Giroud bardziej odpowiada zespołowi, bo skrzydłowi mają więcej swobody i są zwolnieni z pracy na rzecz Benzemy.

Gdy tegoroczny zdobywca Złotej Piłki doznał tajemniczej kontuzji przed mistrzostwami świata w Katarze, nikt nie rozpaczał. W zespole wiedzieli, że jest ktoś, kto doskonale wywiąże się ze swojej pracy na rzecz zespołu. Nieśmiało mówi się nawet, że młodsi zawodnicy są zadowoleni, bo wolą grać właśnie z Giroud. Na katarskich boiskach Francuz rozgrywa wreszcie turniej na miarę legendy francuskiej piłki. Zresztą, to właśnie na tych mistrzostwach świata Giroud wreszcie trafia do siatki. Cztery gole, które zdobył na tym turnieju, pozwoliły mu stać się najlepszym strzelcem w trójkolorowych barwach w historii. W meczu z Polską zdobył swoją 53 bramkę w drużynie narodowej, prześcigając w ten sposób Thierry’ego Henry.

Gokart skorzystał na awarii, której doznał bolid F1 i pisze swoją legendę. Legendę, której zazdrościć może mu reprezentacyjny kolega – Benzema. Zawodnik Realu Madryt miał cel, by zdobyć wreszcie upragniony triumf na mistrzostwach świata. Medal co prawda dostanie, ale będzie miał on słodko-gorzki smak, bowiem – czy tego chce, czy nie – w dużej części będzie on zasługą wyśmiewanego przez niego gokarta. Giroud z kolei wykorzystuje swój moment, będąc kluczową postacią reprezentacji Francji i mając szansę nawet na koronę króla strzelców turnieju.

Damian Głodzik

fot: commons.wikimedia.org

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: