Pasja z podwórek – fundament silnej piłki.

Narodowy model gry, wzorce szkoleniowe wprost z Holandii/Chorwacji/Belgii, nowoczesne systemy szkolenia, akademie piłkarskie z prawdziwego zdarzenia, boiska pod balonem, odpowiednia dieta, praca z psychologiem bla, bla, bla, bla, bla… Często słyszymy dyskusje o złotym środku, który ma uzdrowić rodzimy futbol.  Piłkarscy eksperci prześcigają się w pomysłach, które powinniśmy zastosować, by poziom naszej ligi wzrósł chociaż odrobinę.  Jak śpiewały Elektryczne Gitary: „Wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest”.  Chcecie wiedzieć co moim zdaniem, powinno być źródłem  silnej piłki na poziomie seniorskim? Dzieciaki grające na podwórku pod blokiem. Profesjonalizacja, każdego aspektu szkolenia młodego piłkarza jest ważna. Żeby wyszkolić dobrego zawodnika potrzebny jest odpowiedni sztab ludzi, którzy znają się na rzeczy. Potrzebne są te wszystkie wizje, uczenie młodego najdrobniejszych elementów jak: dieta, odpowiednie prowadzenie się itp. Moim skromnym zdaniem potrzebne jest jednak coś jeszcze. Silny korzeń, który nie pozwoli, by całe drzewo przewróciło się przy pierwszej lepszej wichurze.  Pasja powinna pochodzić z podwórek. Podstawą sukcesu, jest zaszczepienie mody na futbol na ulicach. Młodzi powinni ją kopać dla przyjemności na podwórku, rywalizować w turniejach „dzikich drużyn”. Skoro piłka nożna to wg. wielu osób nasza dyscyplina narodowa, powinniśmy postarać się, by każdy od maleńkiego miał zaszczepiony pierwiastek futbolu.  Żeby kształtować piłkarza, powinniśmy najpierw stworzyć odpowiedni narybek, by mieć z czego łowić. Żeby mieć z czego łowić, to powinniśmy promować piłkę tak, by dzieciak zamiast pada i konsoli oraz idiotycznych filmików na YT wybrał boisko. Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Jesteśmy siatkarskimi mistrzami świata. Drugi raz z rzędu. W piłce nożnej nigdy nie będziemy mistrzami dwa razy z rzędu. Wątpię, byśmy nimi zostali chociaż raz. Jesteśmy siatkarską potęgą. Ale… Z całym szacunkiem dla Bartka Kurka, Michała Kubiaka czy Pawła Zatorskiego – ich sukces nigdy nie będzie we mnie wzbudzał tylu emocji co mecze piłkarzy. W czerwcu, gdy Polska mierzyła się z Senegalem na mistrzostwach świata w Rosji, to przed meczem byłem tak zdenerwowany, że nie mogłem się skupić na niczym innym. Stresowałem się, jakbym miał jakiś ważny egzamin. Przed niedzielnym finałem z Brazylią pasjonowałem się i czekałem na niego z niecierpliwością, ale nie dam sobie ręki uciąć czy wzbudził we mnie większe emocja niż wrześniowy mecz Włochy-Polska w Lidze Narodów. Sorry, ale tak jest. Można się na to oburzać. Rozmaici dziennikarze mogą teraz wylewać na piłkarzy wiadro pomyj i grzać się w cieple sukcesu siatkarzy. Za dwa lata zagramy jednak na EURO i uwierzcie mi, proszę, ten mecz wzbudzi w nas o wiele większe emocje niż siatkarski mundial. Choćby naszym rywalem miał być Cypr. Mnie „wyczyny” naszych kopaczy też niejednokrotnie doprowadzają do szewskiej pasji. Gdy widzę „popisy” naszych drużyn w europucharach, to owinąłbym najchętniej polskie stadiony biało-czerwoną taśmą, jak miejsce zbrodni a piłkarzy powsadzał do gułagu za znieważenie najpiękniejszego sportu na świecie. Ale wiecie, dlaczego bym to zrobił? Wiecie, dlaczego wszyscy tak bardzo denerwujemy się na piłkarzy? Bo futbol jest dla nas tak bardzo ważny. Na kompromitację piłkarzy ręcznych czy koszykarzy machnęlibyśmy ręką. A kolejne wpadki piłkarzy bolą jak cholera. Awanse kopaczy na wielkie imprezy pewnie bardziej nas cieszą niż medale na wszelakich mistrzostwach w innych sportach drużynowych. Michale Kubiaku, Konradzie Bukowiecki, Adamie Kszczocie i reszto przedstawicieli innych dyscyplin, którzy oburzacie się na piłkarzy i Polaków, za to, że interesują się daną dyscypliną bardziej niż waszą – przepraszamy ale to się nie zmieni. Futbol jest najważniejszy dla największej rzeszy fanów. I tak już zostanie.  Doceniam pasję, serducho i ogrom pracy, jaki wkładacie, w to co robicie. Czuję dumę gdy zdobywacie laury na imprezach mistrzowskich. Gdy mogę wysłuchać „Mazurka Dąbrowskiego”. Jestem wam za to wdzięczny. Nie starajcie się jednak rywalizować z piłkarzami. Róbcie po prostu swoje.

Wracając jeszcze na moment do siatkówki, to zastanawiałem się ostatnio skąd bierze się fenomen tego sportu w naszym kraju. Szkółki siatkarskie raczej nam nie wyrastają na każdym rogu, nie kładziemy na ten sport jakiegoś większego nacisku na lekcjach W-F i raczej nie mijamy co sto metrów dzieciaków odbijających piłkę nad trzepakiem. Mamy jednak bardzo silną kadrę. Dlaczego? Skąd wziął się ten fenomen? Wiem, że w siatkówce jest mniejsza konkurencja niż w futbolu ale jednak jest kilkanaście państw, które umieją w nią grać. Inna sprawa, że w siatę nie pogra byle kto z ulicy. Trzeba mieć odpowiednie warunki fizyczne. Atakującym nie będzie gość, który ma 180 cm wzrostu. W piłce ma to mniejsze znaczenie.

No nic. Siatkarzom gratuluję sukcesów, ale czekam jednocześnie na zdobycie medalu olimpijskiego. Na igrzyskach nie wywalczyliśmy krążka w sporcie drużynowym od 1992 roku. Liczę, że w 2020 roku się to zmieni.

Wróćmy jednak do futbolu. Ostatnio oglądałem na platformie Netflix, dokument o nazwie „Uliczna piłka”. Opowiadał on o tym, jak ważny we Francji, jest futbol uprawiany przez dzieciaki na ulicach. Ilu graczy wywodzi się z biednych przedmieść Paryża, gdzie spędzali czas, kopiąc piłę od rana do nocy i grając w turniejach „street soccera”, których jest tam bez liku. W filmie mogliśmy zobaczyć m.in.: Riyada Mahreza, Serga Auriera czy Yacine Brahimiego. Wszyscy ci gracze swoje umiejętności szlifowali na betonowych boiskach, pomiędzy wieżowcami w biednych dzielnicach Paryża.

Większość z tych zawodników to imigranci, którzy przybyli do Francji z byłych kolonii. Tak sobie pomyślałem, że jedynym plusem tworzenia takich multikulturowych tygli w Europie Zachodniej, jest właśnie ten dopływ świeżej krwi dla tamtejszej piłki. Potwierdzają to Francja i Belgia, czyli mistrz i brązowy medalista ostatniego Mundialu, którzy swój skład w większości opierali na graczach mających obce korzenie. Silni, dobrze wyszkoleni technicznie chłopacy wpadają w tryb obróbki francuskiej maszyny szkoleniowej i wychodzą diamenciki. Na „Czarnym lądzie” nie mieliby takiej możliwości. Absolutnie nie mam zamiaru w tym momencie przekonywać, że przyjmowanie masy imigrantów jest ok i powinniśmy szeroko otworzyć swoje granice przed przybyszami z Afryki. Pomijam już fakt, że oni, z różnych względów, wcale by tutaj przyjeżdżać nie chcieli. Chce jednak zwrócić uwagę na pewien fakt. Rekrutacja kandydatów na przyszłe gwiazdy piłki odbywa się na ulicach i podwórkach.

Tak jak siła amerykańskiej koszykówki bierze się z gett Nowego Jorku czy Los Angeles i ich betonowych boisk, tak siła rażenia Mistrzów Świata w piłce nożnej to w dużej mierze zasługa czarnoskórych imigrantów, kopiących piłę w paryskich slumsach. Skąd najczęściej biorą się gwiazdy piłki w Brazylii czy Argentynie? Wszystko jest zasługą odpowiedniej kadry trenerskiej, niesamowitej infrastruktury lub systemu szkolenia opracowanego przez profesorów z Harvardu? Nie. Olbrzymia ilość latynoskich gwiazd wywodzi się z ubogich faweli, w których kopali piłkę o ściany ozdobione dziurami po ołowianych kulach. Pierwszym etapem piłkarskiej obróbki jest ulica. Kopanie piłki o mur, granie na szutrowych boiskach, hartowanie charakterów w meczach bez reguł, gdzie często zamiast gwizdka sędziego, problemy rozstrzygają pięści. Bieda w wielu przypadkach sprzyja rozwojowi dobrych zawodników. Kształtuje siłę woli. Oczywiście nie zawsze tak jest. Wiele talentów zmarnowało swój dar, wybierając ciemną stronę mocy. Z wielu, jak np.  Brazylijczyk Adriano, uliczne życie nigdy nie wyszło. Przybysze z Afryki nie zawsze gwarantują sukces i harmonię w drużynie – spytajcie Raymonda Domenecha. Jednakże uważam, że łatwiej wyłowić diament w dzielnicy cieszącej się złą sławą, niż na strzeżonym osiedlu willowym.

W Polsce wielu tatusiów i mamuś chce, by ich pociechy były drugim Lewandowskim. Problem w tym, że chcą to osiągnąć, odbierając i zawożąc dziecko na treningi trzy razy w tygodniu. Tam dzieciak trenuje po półtora godziny i prosto z boiska zasuwa do maminego samochodu. Byle by się nie przeziębić. Oczywiście takie czynniki jak kaszelek i deszcz stanowią absolutne usprawiedliwienie dla nieobecności dziecka na treningu. Poza treningami dzieciak kopie piłkę jedynie za pomocą pada na ekranie telewizora. Potem mamy ligę, w której piłkarze skarżą się, że muszą grać w niedzielę. Co najgorsze, skarży się na to gość, który wyróżnia się charakterem na tle pozostałych ligowych kopaczy.

Dzieciaki wolą spędzać czas przed konsolami, grając w Fortnite lub Minecrafta albo co gorsza oglądając idiotyczne filmiki na YT. Sorry, ale jak zobaczyłem ostatnio gościa, który nakręcił film o tym „jak przygotować kąpiel dla dziewicy”, a licznik wybił blisko 2 miliony wyświetleń, to zwariowałem. Wolą oglądać patola z Torunia, który strimuje życie swojej niedostosowanej społecznie rodziny. Ale dzieciaki pochłonięte przez elektroniczne gadżety, to problem nie tylko naszego kraju, więc słabej kondycji polskiego futbolu nie zrzucałbym akurat na jego karb. Chociaż… Znów ten czynnik. Biedne dzieciaki, których nie stać na kupno nowego smartfona czy oryginalnej Fify 19 nie będą pochłonięte przez elektroniczny nałóg do tego stopnia co ich bogaci rówieśnicy. Nie mam zamiaru hołdować biedzie. Dobrze, że poziom życia się poprawia, a technologia rozwija, chociaż czasem bywa zgubna (Ted Kaczynski to ja 😉 ). Ale zauważcie, Francja czy Belgia w dużym stopniu rekrutuje piłkarza z biednych rodzin imigranckich. Raper i producent muzyczny Red, który ma chorwackie korzenie i jest blisko tamtejszej piłki, twierdził w jednym ze swoich podcastów „Czerwona kartka”, że sukces „Vatreni” na Mundialu to zasługa m.in. tego, że dzieciaki z biednych rejonów jego ojczyzny, spędzają dużo czasu na boiskach, bo nie stać ich na zabawy najnowszymi gadżetami. Biedniejszy malec z automatu spędza więcej czasu na świeżym powietrzu – by zabić nudę.

Tak jak wspomniałem. We Francji panuje kult piłki, który objawia się na ulicach. Fascynację tym sportem widać, chociażby w mocno związanym z ulicą rapie. Nowa, francuska szkoła hip hop, popyla wielokrotnie w swoich teledyskach w koszulkach PSG a ich muzyka pełna jest odniesień do postaci ze świata futbolu.

Dzieciaki grają w piłę, starając się polepszać swoje umiejętności, szlifować technikę, bo największą radość sprawia im, nawet nie bramka, a założenie siatki rywalowi. Ośmieszenie go. To jest podstawa. Piłkarski elementarz. Taktyki nauczą Cię trenerzy, motorykę i siłę można wypracować ze specjalistą od przygotowania fizycznego, ale umiejętności techniczne trzeba nabywać w pierwszej kolejności, poprzez częstą grę i zabawę piłką. Dzieciak się tego nie nauczy, przychodząc na trening dwa-trzy razy w tygodniu. To musi być pasja od małego. To jest też poniekąd grzech polskiego systemu szkolenia. Trenerzy młodzieżowi często stawiają na wyrośniętych, silnych piłkarzy, którzy w grupach juniorskich wygrywają mecze swoimi warunkami fizycznymi. W dorosłym futbolu jednak przepadają, bo przewaga fizyczna się zaciera, a na zdobycie umiejętności technicznych jest już za późno.  Dzieciak musi dostać szansę, by móc podryblować, pobawić się i nie powinien być za to ganiony.

Pisałem ostatnio, że jedną (jedyną?) z udanych inwestycji PO było utworzenie orlików. Nie są to boiska doskonałe. Sztuczna nawierzchnia sprawia niestety, że łatwiej sobie poniszczyć stawy. Ale czy boiska szutrowe, kamieniste itp., które były w latach 90. nie były gorsze do nauki piłkarskiego rzemiosła? Orliki są estetyczniejsze i uważam, że wbrew obiegowej opinii, spędza na nich czas duża rzesza dzieciaków. Mamy warunki do tworzenia turniejów młodzieżowych, zawodów „dzikich drużyn”. Róbmy ich jak najwięcej. Kiedyś było Coca-Cola Cup. Nie wiem czy ten turniej jeszcze się odbywa. Jest Puchar Tymbarku. Ale powinno być tego jeszcze więcej. W stopniu lokalnym. Nie zrzeszone drużyny, tylko zawody, gdzie można zapisać drużynę złożoną z paczki kumpli z osiedla i zlać tyłki kolegom z bloku obok. Promujmy futbol oddolnie. Podstawą jest zachęcić dzieciaki, by wyszły z domów i kopały piłkę jak najczęściej. Dopiero potem musimy się zastanowić jak z nich tworzyć piłkarzy zawodowych.

W naszym kraju mamy niestety pewne pomieszanie priorytetów. Gdy idziesz na boisko A-klasowe, to widzisz na murawie feerię kolorów niczym na palecie malarza. Ja wiem, że to nie są lata 80. i na sklepowych półkach nie leżą już tylko korkotrampki Stomilu, ale śmiesznie wygląda scenka, gdy gość w nowiutkich adasiach „meteora-superstar-headshotkick-2018-supernova” oddaje strzał, który ląduje na polu kukurydzy. Potrzeba też pewnej pokory ze strony młodych zawodników. Nażelowany irokez i obcisłe, pstrokate dresy nie czynią jeszcze z ciebie piłkarza. W pierwszej kolejności czyni go z ciebie umiejętność prostego kopania piłki. Na tym się w piewszej kolejności skup młody piłkarzu, bo wzorowanie się na Pogbie czy Ronaldo, to nie układnie sobie włosów na ich wzór – to ciężka praca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s