Dzienniczek Kanoniera (6)

Za nami kolejny tydzień w czasie którego Arsenal rozegrał dwa spotkania. W ostatnich dniach mogliśmy się emocjonować ligowym starciem z Watford i meczem w ramach Carabao Cup z grającym na zapleczu Premier League Brentford. Obydwa mecze zakończyły się zwycięstwami Arsenalu, dzięki czemu przedłużyliśmy passę ligowych zwycięstw do pięciu a licząc pozostałem rozgrywki to była to kolejno szósta i siódma wygrana „Armatek”. Postawa „Kanonierów” cieszy coraz bardziej i mimo wielu niedociągnięć w grze zespołu, mamy podstawy by się cieszyć i być optymistami. 

Rozgrywki Carabao Cup kryją pod swoją tajemniczą nazwą nic innego jak stary, poczciwy Puchar Ligi. Jak wiadomo są to rozgrywki, które przez większość czołowych klubów traktowane są po macoszemu i służą bardziej jako poligon doświadczalny dla graczy z drugiego garnituru. Mało która drużyna traktuje te rozgrywki priorytetowo. W czasach terminarza przeładowanego meczami do granic możliwości jest on raczej dokuczliwym obowiązkiem aniżeli szansą na odniesienie sukcesu. Oczywiście trofeum to trofeum  i lepiej je mieć w gablocie niż nie mieć ale ewentualny brak triumfu w Carabao Cup nikomu nie spędzi snu z powiek. Większą wagę kluby będą do niego przywiązywać w końcowej fazie – szczególnie te, które już w połowie sezonu zmniejszą swoje szanse na sięgnięcie po jakiś poważniejszy puchar. Nam na pierwszy ogień rzucono wspomniany wyżej Brentford. Popularne „Pszczoły” nieźle radzą sobie na początku sezonu w Championship. W tym momencie zajmują 6 pozycję w ligowej tabeli.  W ich składzie ciężko jednak poszukać jakieś bardziej znane nazwisko. Największą gwiazdą jest chyba obrońca Henrik Dalsgaard, który latem razem z reprezetacją Danii walczył na rosyjskim Mundialu. Kibicom „Kanonierów” w oczy mogło się także rzucić nazwisko Yennaris. Posiadający chińskie korzenie 25 latek jest wychowankiem akademii Arsenalu. Nasz zespół reprezentował do 2014 roku ale zaliczył tylko jeden ligowy występ. Szczerze mówiąc doskonale go pamiętam, bo Arsene Wenger postanowił go desygnować do gry w starciu z Manchesterem United. Zmienił wówczas kontuzjowanego Johana Djourou. Przegraliśmy wówczas 2-1 a było to w styczniu 2012 roku. Poza tym wystąpił w kilku meczach FA Cup i Pucharu Ligi. Wróćmy jednak do starcia z Brentford. Wszystko rozpoczęło się zgodnie z planem i już w 5 minucie prowadziliśmy 1-0 za sprawą Danny’ego Welbecka.  Pierwsza połowa była strasznie monotonna i nudna. Działo się nie wiele. Gdyby nie wspomniany Welbz to można powiedzieć, że spotkanie mogłoby służyć za doskonały środek nasenny. Danny pod koniec pierwszej połowy podwyższył wynik na 2-0 po dobrej akcji Iwobiego i Monreala. Hiszpan wystawił reprezentantowi Anglii piłkę do pustaka. Wydawało się, że w tym meczu nie wydarzy się już nic ciekawego i Arsenal najmniejszym nakładem sił przebrnie przez trzecią rundę. Znów w bramce nudził sie jak mops Bernd Leno. Ale do czasu. Zawodnicy Brentford uznali chyba w przerwie meczu, że i tak nie mają już nic do stracenia a odważne ataki od początku drugiej połowy mogą zaskoczyć grający na pół gwizdka Arsenal. Bardzo aktywny w szeregach gości był Irlandczyk Alan Judge, który przejawiał największą ochotę do gry. To właśnie on zdobył w 58 minucie gry bramkę kontaktową. Doskonale przymierzył z rzutu wolnego i pokonał Bernda Leno strzałem z około 20 metrów. Nie jestem pewien czy Niemiec nie mógł się ustawić troszeczkę lepiej przy tym uderzeniu. Ale nie zrzucałbym całej winy na jego karb, bo trzeba oddać Judge’owi, że przymierzył doskonale. W szeregach Arsenalu nastąpił pewna konsternacja a „Pszczoły” zwęszyły szansę na ugranie niezłego wyniku na Emirates. Kilka razy kotłowało się pod bramką gospodarzy, chociaż nie można powiedzieć by Brentford stworzyło sobie jakąś stuprocentową okazję. Arsenal za to nie potrafił sklecić żadnej konkretnej akcji. Znów sporo chaosu było w szeregach obronnych „Armatek” ale to już się chyba nie zmieni, póki nie wzmocnimy tej formacji jakimś konkretnym transferem. Chodzi szczególnie o środek. Mustafi i Holding popełniają masę błędów a nasz najlepszy stoper – Sokratis – nabawił się urazu. Strach pomyśleć jeśli … tfu, tfu … kontuzję złapałby jeszcze Niemiec. Kim wówczas załatamy tą dziurę? Magazynierem? Sprzątaczką? Na rynku jest z kartą na ręku Gary Cahill, ale jemu najbliżej do West Bromu. Uważam, że były reprezentant Anglii byłby dobrą opcja tymczasową. Taką na załatanie dziury na terez, do zimy i ewentualne zabezpieczenie się. Brentford na szczęście nie potrafił wykorzystać chaosu panującego w tyłach Arsenalu. Leno miał na pewno więcej pracy niż w spotkaniu z Worskłą i ogólnie „Pszczoły” zaprezentowały się z lepszej strony niż zespół z Ukrainy. A może to „Kanonierzy” zagrali gorzej? Na szczęście w końcówce meczu nerwy ukoił wprowadzony chwilę wcześniej Lacazette, podwyższając na 3:1. Dla mnie jednak najlepiej w naszych szeregach zaprezentował się Welbeck. Welbz prezentuje się na początku sezonu wyśmienicie i stanowi świetną alternatywę dla Lacazette i grającego słabo Auby. Jest takim trochę Danielem Sturridgem z Liverpoolu. Niby dopiero opcja nr. 3 ale potrafiąca wnieść sporo dobrego. Idealny facet na rozbijanie defensyw w LE i Carabao Cup, gdzie warto oszczędzać siły tych najlepszych. Chociaż patrząc na dyspozycję Auby i Welbza to zaczynam się zastanawiać, który z nich to ten lepszy.

Mecz z Watford był pierwszym w tym sezonie, którego nie udało mi się obejrzeć w całości. Pierwszą połowę spędziłem oglądając mecz mojego lokalnego LKS Dąb Barcin w A-klasie. Futbol lokalny zawsze znaczył dla mnie wiele w myśl zasady „Support your local football team”. Lokalny patriotyzm to podstawa :). Zdążyłem na drugą połowę, którą też obejrzałem tylko obszernymi fragmentami bo musiałem skakać po kanałach, gdyż mój ojciec, fanatyk Ekstraklasy musiał wiedzieć co się dzieje w meczu Piasta Gliwice i Górnika Zabrze :). Opieram więc swą wiedzę w dużej mierze na przeczytanych relacjach i obejrzeniu fragmentów w internecie. Nie będę zatem się jakoś szczególnie wymądrzał. Nie chcę być tutaj chamski ale kontuzja Petra Cecha nie do końca mnie martwi. Tzn. nie zrozumcie mnie źle. Oczywiście każdy uraz „Kanoniera” jest dla mnie zmartwieniem i życzę jak najszybszego dojścia do pełni zdrowia ale nadarza się doskonała okazja by Bernd Leno wykorzystał swoje 5 minut i wskoczył pomiędzy słupki na stałe. Jak wiecie nie jestem wielkim entuzjastą występów Czecha. Był wspaniałym golkiperem, jednym z najlepszych na świecie ale jego 5 minut już chyba minęło. Poza tym jeśli Emery chce nadal opierać swoją grę na wykorzystywaniu bramkarza, który musi dobrze operować w grze nogami, no to sorry ale nie Peter. Dodatkowo Leno został jednym z bohaterów meczu z Watford. Meczu piekielnie ciężkiego, co pokazują nawet statystyki i większa ilość strzałów oddanych przez „Szerszenie”. Zresztą kto widział ten wie. Mogliśmy przerżnąć z kretesem. Szybcy gracze ofensywni Watford z łatwością potrafili się urwać naszym defensorom. Mieliśmy sporo szczęścia, że nie wykorzystali żadnej z okazji, które sobie wypracowali. Szczęścia pod bramką Bena Fostera nie miał też Lacazette. Ta piłkarska fortuna uśmiecha się jednak szeroko do graczy Emery’ego na początku sezonu. Tego co nie wykorzystał Francuz pomógł mu odzyskać Craig Cathcart, który pechowo skierował piłkę do swojej bramki. Chwilę później na 2-0 podwyższył Oezil i było pozamiatane. Arsenal momentami męczy swoją grą. Męczy zarówno siebie jak i oko kibca ale potrafi w ciągu 90 minut zagrać łącznie 5 dobrych minut i wykorzystać je do maksimum. Mamy sporo szczęścia. Słabą obronę, luki w składzie, krótką ławkę. Ale Emery wyciska póki co potencjał „Kanonierów” na 110%. Naprawdę, póki co możemy być mega zadowoleni z wyników.

Na koniec mała prośba do wszystkich tych kibiców, którzy narzekają na brzydką grę i w ogóle są mega nizadowoleni z postawy Arsenalu. Zrozumcie, Emery nie jest cudotwórcą. Nie będziemy Barceloną po dwóch tygodniach (zresztą obecną Barceloną wcale bym nie chciał być). Potrzeba czasu by to wszystko się zazębiło a jak narazie osiągamy super wyniki w porównaniu do naszego potencjału i stylu gry. Przegraliśmy tylko z City, które znów zamiata ligę i pechowo na Stamford a Chelsea pod wodzą Sarriego też gra świetnie. Zastanówcie się nad tym i dajcie czas oraz wsparcie zespołowi. Wszystko będzie dobrze. Cierpliwości 🙂

Zachęcam do przeczytania mojego najnowszego tekst o kultowym serialu animowanym „Kapitan Tsubasa” na rfbl.pl

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s