Gotowi! Do startu! Start! Klopp vs Guardiola? A może ktoś inny?


Premier League za pasem! Już jutro będziemy mogli emocjonować się startem najlepszej ligi świata.
Kto tym razem sięgnie po tytuł?

Dwa ostatnie sezony to istne starcie duetu tytanów, dla których reszta zespołów była zaledwie
wyblakłym tłem.

Rozgrywki 2018/2019 zakończyły się triumfem Manchesteru City oraz drugim miejscem Liverpoolu.
Oba zespoły zbliżyły się do magicznej granicy 100 punktów (kolejno 98 i 97 oczek). Jeśli weźmiemy
pod uwagę, że trzecia Chelsea, na finiszu rozgrywek traciła aż 25 punktów do Wicemistrza Anglii, to
mamy jasny obraz totalnej dominacji The Citizens i The Reds.

Sezon później sytuacja była inna. Ale tylko trochę. Tym razem Liverpool mógł cieszyć się z tytułu. City
skończyło za nim. I choć tylko pierwszy z zespołów znów zakręcił się w okolicy 100 punktów
(dokładnie 99), to dość szybko stało się jasnym, że jedynie zespół Guardioli może dotrzymać kroku
ekipie Kloppa. To znów był wyścig dwóch prędkości. Tyle że akurat w tym wypadku jeden z bolidów,
w którymś momencie wypadł z toru. A reszta? Nawet nie próbowała zbliżyć się do narzuconego
tempa.

Czy w tym sezonie będziemy mieli powtórkę z rozrywki? Śmiem wątpić. Obserwując działania
„Obywateli” i „Czerwonych” mam wrażenie, że mamy tu do czynienia z pewnym nasyceniem i
samozadowoleniem. Zarówno jeden, jak i drugi zespół, nie zrobił, póki co nic, co mogłoby sprawić, że
będziemy uważali go za silniejszy niż dotychczas.

I tak Manchester City wciąż nie znalazł następcy Kompany’ego, przez co ich skład jawi się jako kolos
na glinianych nogach. Liverpool zaś, nie wzmocnił się nikim, kto z miejsca podniósłby jakość zespołu.
Oczywiście, obie drużyny to wciąż giganci, którzy mają na wielu pozycjach piłkarzy klasy światowej.
Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że największe problemy tych zespołów, na razie nie zostały
rozwiązane.

To, że drużyna Guardioli traci zbyt dużo głupich bramek to oczywistość. Czy sprowadzony za 50
milionów funtów Nathan Ake to ktoś, kto może zmienić ten trend? Nie sądzę. Po pierwsze Holender
nie jest obrońcą w typie lidera, a takiego właśnie na Etihad zdaje się brakować. Po drugie, to piłkarz
lewonożny, podobnie jak obecnie najlepszy defensor City – Aymeric Laporte. Czy Hiszpan będzie w
stanie stawiać na obu równocześnie i czy może poprawić to grę całego bloku obronnego? Biorąc pod
uwagę grę czwórką z tyłu, wydaje się to mało realne.

Jeśli zaś chodzi o Liverpool, to już w sezonie 2018/2019 dało się zauważyć, że w drugiej linii brakuje
piłkarza, który potrafiłby wznieść zespół na wyższy poziom. Oczywiście, za liczby w tym klubie
odpowiada głównie ofensywne trio (Salah-Firmino-Mane) oraz boczni obrońcy (Alexander Arnold i
Robertson), ale na przestrzeni dwóch ostatnich sezonów mieliśmy sporo momentów, w których
zespołowi Kloppa brakowało kreatywności w drugiej linii. Receptą ma być Thiago Alcantara i
kierunek ten wydaje się być dobry. Póki co Hiszpan wciąż jest jednak zawodnikiem Bayernu. Saga z
Wernerem pokazała, że transfery na Anfield wiążą się ze sporymi trudnościami, więc kto wie jak
będzie w tym wypadku?

Po drugiej stronie mamy:
Chelsea, która po trudnym sezonie bez transferów, zdążyła już sprowadzić do klubu Ziyecha,
Havertza, Thiago Silvę, Chilwella oraz wyżej wspomnianego Wernera. Lampard po ustabilizowaniu
sytuacji klubu wybrał się wraz z Abramowiczem na zakupy, dzięki czemu jego zespół wygląda teraz na
twór niemal kompletny. Fani The Blues zacierają ręce.

Manchester United, który odżył po przyjściu Bruno Fernandesa, zakupił Donny’ego van de Beeka i
może liczyć na jeszcze lepszy sezon takich piłkarzy jak będący na fali wznoszącej Rashford, Martial czy
Greenwood. Na Old Trafford wreszcie widzimy namacalny kierunek, który może sprawić, że zespół
prędzej czy później nawiąże do – nie tak dawnych – tradycji.

Arsenal, który harmonijnie rozwija się pod okiem Artety i udowodnił już, że jest w stanie wygrywać z
najlepszymi (półfinał FA Cup z City, oraz Tarcza Wspólnoty z Liverpoolem). Kiedy patrzę na grę The
Gunners, zastanawiam się, czy nie jest to najlepiej poukładana taktycznie drużyna w Anglii. A może
być tylko lepiej.

Tottenham, który sezon przejściowy zdaje się mieć za sobą i który również nie próżnuje na
transferowym rynku (zakup Doherty’ego). A przecież stojący u sterów Mourinho to trener, który
zawsze musi wrzucić coś do gabloty. O triumf w PL go nie podejrzewam, ale o stawienia czoła
najlepszym w pojedynczych spotkaniach już tak.

Nie wolno nam też zapomnieć o grupie ambitnych i wciąż robiących progres zespołów jak Leicester,
Southampton, Wolves czy Everton
.

Tak więc wydaje mi się, że tym razem liga będzie silniejsza jako całość, a sezon ciekawszy.
Konkurencja nie śpi, a chwilowa drzemka potentatów może zamienić się w noc pełną koszmarów. A
może zdążą się z niej w porę wybudzić?

Oczywiście, Liverpool i City to wciąż faworyci w walce o tytuł. Tym razem jednak droga będzie
zdecydowanie bardziej kręta. A co więcej, ich rywale mają szansę poruszać się po niej z równie
zawrotną prędkością, co wyżej wspomniani pretendenci.

MICHAŁ BAKANOWICZ

Nowe oblicze Valencii

Sezon 2020/21 to jedna wielka niewiadoma i na ten moment Javi Gracia ma do dyspozycji jeden wielki plac budowy. Jakie transfery poczynili? Jaki pomysł na drużynę ma Gracia? Jak przebiegały sparingi? Co sądzą kibice Valencii?

Javi Gracia podjął się trudnej misji zbudowania silnej Valencii w mocno okrojonym składzie. Anil Murphy zapytany o to, czy ktoś jeszcze zawita na Mestalla przed startem ligi, odpowiedział tylko, że ma taką nadzieję. Nie powiało optymizmem, więc Gracii pozostaje sprawdzenie graczy, którzy wrócili z wypożyczeń. W sparingach nieźle prezentował się Jason, grając na jednej stronie z Danielem Wassem. Kilka lat temu piłkarz pochodzący z Hiszpanii zapowiadał się na świetnego gracza, ale jego kariera nigdy nie przyspieszyła. Ostatni rok spędził na wypożyczeniu w Getafe, pojawiając się na boiskach LaLiga w 20 spotkaniach, w których zdobył jedną bramkę i dołożył 4 asysty.

Niestety większość przygotowań stracił Carlos Soler, który jest piłkarzem dość uniwersalnym i w zależności od systemu może zagrać zarówno w środku pola, jak i na boku pomocy. Javi Gracia mocno wierzy w Kang-Ina, którego gwiazda w Valencii nadal nie rozbłysła pełnym blaskiem. Choć już kilka razy pokazał, że musi pracować nad swoim charakterem, to pod względem umiejętności należy upatrywać w nim przyszłą gwiazdę. Nowy trener Valencii podczas spotkań przedsezonowych szukał dla niego właściwej pozycji. Testował go między innymi w ustawieniu tuż za Maxim Gomezem. Gracia stara się dać do zrozumienia Koreańczykowi, że bardzo na niego liczy. Kang-In w spotkaniu przeciwko Levante założył opaskę kapitana, ale trzeba mieć na uwadze, to że Valencia przystąpiła do tego meczu z jedenastką, której średnia wieku nieznacznie przekraczała 20 lat.

TRANSFERY? GŁÓWNIE WYCHODZĄCE

Od dłuższego czasu w Valencia jest symbolem nieudolnego zarządzania, które sprawia, że klub popada w przeciętność. Alvaro Negredo – były piłkarz Valencii – w programie El Transistor przyznał wprost, że problemy klubu wynikają z niewłaściwego zarządzania klubem. Podobnego zdania jest Rodrigo, który przed meczem reprezentacji Hiszpanii stwierdził, że choć jest wdzięczny Valencii, to wieczne zmiany, które miały miejsce w tym klubie męczą zawodników.

Anil Murphy przyznał, że najlepiej byłoby pozyskać nowych zawodników tak szybko, jak to możliwe, ale w czasach niepewnej sytuacji ekonomicznej nie jest to łatwe. Tradycyjnie poprosił kibiców Valencii o cierpliwość – od dłuższego czasu ulubione słowo tego działacza – oraz podkreślił, że na rynku transferowym wciąż jest wielu piłkarzy w zasięgu klubu, którzy są zainteresowani grą na Mestalla.

O tym, że w klubie nie ma już Parejo i Ferrana Torresa nie ma sensu się rozpisywać. Obaj skonfliktowani ze sobą gracze opuścili klub, a to dowodzi temu, że ktoś długo zamiatał sprawę pod dywan, a potem sytuacja wymknęła się spod kontroli.

ŚRODKOWY POMOCNIK OD ZARAZ

Klub opuścił również Francis Coquelin, ale coraz częściej przewijają się informacje o możliwym odejściu Geoffreya Kondogbii, które oznaczałoby całkowity demontaż środka pola Valencii.

Klub z Mestalla był bliski wypożyczenia Yangela Herrery z Manchesteru City. Piłkarz zaliczył niezły sezon w Granadzie, a wielkim entuzjastą talentu Herrery jest jego były klubowy kolega David Villa – razem występowali w MLS – bardzo chwalił Wenezuelczyka i uważa, że może stać się graczem topowym. Negocjacje trwały bardzo długo, a krzyż na transferze postawiły kwestie formalne. W kadrze Valencii znajduje się już trójka graczy spoza UE – Gabriel (nadal czeka na hiszpańskie obywatelstwo), Maxi Gomez i Kang-In Lee. Podobno nadal możliwe jest wypożyczenie Matteo Guendouziego, ale czy ostatecznie do niego dojdzie?

POTRZEBA DOŚWIADCZONEGO STOPERA

Jedynym pewniakiem na ten moment wydaje się Gabriel Paulista, który był najsolidniejszym piłkarzem bloku obronnego Los Ches w poprzednim sezonie. Choć Eliaquim Mangala zdaniem wielu był już jedną nogą poza klubem, to Gracia postanowił dać mu szansę i dziś jego sytuacja wydaje się zdecydowanie lepsza, choć nie popisał się przy straconej bramce w sparingu przeciwko Villarreal. A co z Hugo Guilamonem? Nadal brakuje mu doświadczenia i wciąż nie wiadomo, co dalej z młodym obrońcą, ponieważ zdaniem hiszpańskich mediów trener oczekuje transferu Germana Pezzelli z Fiorentiny, który nie tak dawno występował na boiskach LaLiga w barwach Realu Betis. Pezzella jest obecnie kapitanem zespołu z Florencji, a jego klub oczekuje ofert na poziomie 15-20 milionów euro.

Przez moment Valencia była zainteresowana Diogo Leite z FC Porto, ale takiemu ruchowi sprzeciwił się Javi Gracia, ponieważ nie chce kolejnego niedoświadczonego piłkarza. Wszystko sprowadza się do tego, że w przypadku pojawienia się w klubie Pezzelli lub innego doświadczonego gracza, Valencia prawdopodobnie wypożyczy Hugo Guilamona do innego zespołu. Swoją drogą kilka miesięcy temu rozbawiły mnie doniesienia mówiące, że Guilamon prawdopodobnie zostanie odstrzelony z powodu niskiego wzrostu. Cóż. Chyba pion sportowy Valencii nigdy nie widział w akcji Roberto Ayali, który pomimo 176 cm wzrostu przez pewien czas należał do ścisłej czołówki defensorów.

PRZYDA SIĘ NASTĘPCA RODRIGO

Kolejny trudny do ugryzienia temat zważywszy na podejście władz Valencii, którym nie w smak płacenia za nowych zawodników. Chęć gry na Mestalla wyraził Borja Mayoral, ale Real Madryt nie ma zamiaru przyjmować ofert niższych niż 15 milionów euro. Nie można dziwić się drużynie mistrza Hiszpanii, ponieważ Lazio oraz Marsylia są gotowe sprostać ich oczekiwaniom. Mayoral ostatnie dwa sezony spędził w innym klubie z Walencji – Levante – i bardzo spodobało mu się życie w tym mieście. Poprzedni sezon był na ten moment jego najlepszym, ponieważ strzelił 8 bramek w LaLiga, ale nadal nie jest to wynik imponujący.

JAK MA GRAĆ DRUŻYNA GRACII?

Wyniki sparingów

Valencia 1:0 Castellon
Manu Vallejo

Valencia 2:1 Villarreal
Maxi Gomez x2 – Samu Chukwueze

Levante 0:0 Valencia

Valencia 3:1 Cartagena
Kang-In x2 oraz Jason – Gil

Jednym ze słów najczęściej powtarzanych przez piłkarzy oraz trenera Valencii jest intensywność. Takie podejście odpowiada szczególnie Danielowi Wassowi, który świetnie odnajduje się w drużynach, w których należy ciężko harować dla dobra zespołu.

Ponadto w wywiadzie dla klubowych pochwalił trenera za jego metody treningowe:

„Ma dobre pomysły, chce, żebyśmy grali z wielką intensywnością i to jest dla nas dobre. Tak właśnie trenujemy i bardzo mi to odpowiada (…) Trenowaliśmy od ponad dwóch tygodni z nowym sztabem trenerskim i czuję się bardzo dobrze, wszyscy są bardzo zadowoleni z treningów”.

Powracający z wypożyczenia do Osasuny, Toni Lato dodał, że piłkarze szybko polubili trenera i dadzą z siebie wszystko od samego początku. Kondogbia wspomniał o tym, że trener stara się dawać piłkarzom wiele prostych instrukcji, które szybko i łatwo mogą wcielić w życie. Nadal ciężko powiedzieć, w jakim ustawieniu wyjdzie Valencia na pierwsze spotkanie. W sparingach testowano m.in. systemy 4-4-2, 3-5-2 oraz 4-2-3-1.

STRAJK KIBICÓW

Manos LIMpias, czyli czyste ręce. Tak mianowano strajk kibiców Nietoperzy. Musicie przyznać, że jest to świetna gra słów. Zasadniczo wszystko sprowadza się do pogonienia z klubu właściciela, który delikatnie rzecz ujmując, ma w nosie zdanie fanów Los Ches. Z pewnością w poprawie PR-u nie pomogła Limowi jego córka, zamieszczając kilka miesięcy temu wpis o następującej treści:

„Niektórzy kibice tego klubu obrażają i przeklinają moją rodzinę. Czego oni nie rozumieją? To nasz klub i będziemy robić, co tylko chcemy i nikt nie ma prawa nic powiedzieć”.

Jak sami widzicie Lim i jego otoczenie, zamiast szukać kompromisu, cały czas dolewa benzyny do pożaru, który sam wznieca. Nie dziwi zatem, że fani stale bojkotują właściciela i powoli normą staje się stawianie zniczy w okolicach stadionu, co ma symbolizować powolną śmierć klubu wynikającą z postępowania właściciela.

Temat stadionu jest kolejną kością niezgody, ale już nie tylko pomiędzy kibicami a właścicielem, ale również władzami miasta. Lim zobowiązał się do ukończenia budowy Nou Mestalla, którego szkielet od kilku lat niszczeje. By doszło do remontu i oddania nowego stadionu, Lim musi sprzedać grunty, na których znajduje się obecny stadion Valencii, ale odrzuca każdą ofertę, uważając, że znacząco odbiegają od rzeczywistej wartości gruntów. Maksymalny termin oddania Nou Mestalla wyznaczony przez Radę Miasta w ramach Strategii Rozwoju Regionalnego przypada na 2025. Bez pieniędzy ze sprzedaży gruntów obecnego stadionu nie zostanie dokończony nowy, bo na jego remont potrzeba ok. 115 milionów euro.

Nadchodzący sezon będzie bardzo wymagający zwłaszcza dla fanów Los Ches. Klub znajduje się w podobnej kondycji do nowego stadionu. Za każdym razem, gdy może nam się wydawać, że w klub zaczyna zmierzać w dobrą stronę, to za moment przekonujemy się, że to tylko fałszywy alarm, bo przed nadal widnieje tylko betonowy szkielet. Moim zdaniem w obecnym kształcie sukcesem Valencii będzie znalezienie się w pierwszej szóstce na koniec sezonu 2020/21. Nie mam przekonania, że to już końcówka kłopotów tego zasłużonego klubu, ale bardzo bym chciał, by nietoperze nawiązali do sukcesów, które odnosił na Mestalla Rafa Benitez.

PAWEŁ OŻÓG

Bochniewicz w Heerenveen? Zapytaliśmy Mariusza Mońskiego o opinię.

Zdaniem dziennikarza „Super Expressu” Piotra Koźmińskiego transfer Pawła Bochniewicza do Heerenveen jest już na ostatniej prostej. Klub z Holandii zapłaci za piłkarza lidera Ekstraklasy ok. 1,3 mln euro. Nasz redakcyjny kolega Paweł Ożóg postanowił zapytać Mariusza Mońskiego, świetnie znającego realia holenderskiej piłki o opinię na temat transferu środkowego obrońcy.

Czytaj dalej „Bochniewicz w Heerenveen? Zapytaliśmy Mariusza Mońskiego o opinię.”

Co słychać w Realu Madryt?

Zwykle przed startem sezonu LaLiga na Estadio Santiago Bernabeu aż wrze. Tym razem jest znacznie spokojniej, ale nie znaczy to, że nie ma kwestii wartych poruszenia, które w natłoku informacji mogły przejść niezauważone. Dlaczego odwołano sparing? Kto opuścił Real? Co dalej z Ramosem? Jak było z van de Beekiem?

MADRYCKIE PORZĄDKI

Real przyzwyczaił do tego, że przed startem sezonu dokonuje kilku wzmocnień, a dopiero w dalszej kolejności pozbywa się zawodników niepasujących do koncepcji budowania zespołu. Tym razem Real zdecydował się na gromadzenie oszczędności, sprzedając niepotrzebnych lub mniej znaczących graczy za 150 milionów euro. Spora część tej kwoty została już zapewniona dzięki porozumieniom z innymi zespołami.

Z Realu odeszli:
James (25 mln euro do Evertonu),
Hakimi (40 mln euro do Interu),
Oscar (15 mln euro do Sevilli – 75% praw),
Javi Sáncheza (2,5 miliona do Valladolid),
De Frutos (2,5 miliona do Levante – 50% praw),
Dani Gómez (2,5 miliona do Levante – 50% praw).

Pozostaje do rozwiązania kwestia przyszłości czterech innych zawodników.

  1. Jak bumerang powraca temat Garetha Bale’a. Jak wiadomo, jego zarobki są astronomiczne w stosunku do tego, co pokazuje na boisku, a właściwie już nawet nie pokazuje. Dodajmy do tego fakt, że Walijczyk ostatnią bramkę dla Los Blancos zdobył rok temu, a jego podejście odbiega znacząco od reżimu, do którego przyzwyczaił Cristiano Ronaldo. Prawdopodobnie jutro dojdzie do spotkania Walijczyka z Zizou.
  2. Skomplikowana wydaje się kwestia Borjy Mayorala, który ostatnie dwa lata spędził na wypożyczeniu w Levante. Władze Realu były blisko porozumienia z Lazio, ale sam zawodnik widziałby siebie w Valencii, którą kilka dni temu opuścił Rodrigo Moreno.
  3. W nieco innym położeniu jest Sergio Reguilón, który rozegrał sezon życia, ale Zinedine Zidane nigdy nie był wielkim entuzjastą jego talentu. Władze klubu dostrzegają w lewym obrońcy olbrzymi potencjał, ale zainteresowanie graczem ze strony innych zespołów jest ogromne. Szczerze mówiąc, jestem wielkim fanem talentu Reguilona i chciałbym zobaczyć go w zespole, w którym nie będzie żadnego znaku zapytania przy jego nazwisku.
  4. Ostatnim zawodnikiem, o którym należy wspomnieć jest Mariano. Zidane nie widzi dla niego miejsca w składzie, a sam klub chętnie pozbył się z listy płac pensji byłego gracza OL (4,5 miliona euro rocznie + kontrakt do 2023). Real doszedł już nawet do porozumienia z Benficą, ale sam gracz stwierdził, że nie zamierza odchodzić z klubu. Na ten moment nie ma podstaw, by sądzić, że Mariano będzie dostawał swoje szanse, choć on sam jest na tyle pewny swoich umiejętności, że chce podjąć walkę o miejsce w składzie. Karim Benzema będzie nadal pierwszym wyborem trenera, a rolę rezerwowego napastnika w układance Zizou ma pełnić Luka Jovic, więc sytuacja Mariano nie będzie najciekawsza.

OPÓŹNIONY START SEZONU

Już w ten weekend rusza LaLiga, ale Real Madryt rozpocznie rozgrywki ligowe tydzień później, podejmując na Anoeta Real Sociedad (20 września, godz. 21). LaLiga zrobiła ukłon w stronę klubów, które po zakończeniu ligi mierzyły się w europejskich pucharach i każdy z tych zespołów rozpocznie zmagania od drugiej kolejki, a spotkania pierwszej serii spotkań rozegrają w terminie późniejszym. Spotkanie Realu Madryt z Getafe zostało przełożone na 2021.

Wczoraj Królewscy mieli rozegrać sparing z Rayo Vallecano, ale ostatecznie do niego nie doszło. Marca przekazała informacje o tym, że prawdopodobnie jeden z piłkarzy „Vallecas” mógł zostać zarażony koronawirusem i wciąż nie otrzymał wyniku testu. Kluby doszły stwierdziły, że w takich okolicznościach nie ma sensu podejmować ryzyka.

W związku z zamieszaniem Zidane dał graczom dwa dni wolnego, a najbliższy mecz towarzyski Real rozegra 15 września. Rywalem będzie Getafe.

Ze względu na powołania wielu piłkarzy dopiero powróci do Valdebebas. Są to między innymi: Sergio Ramos, Carvajal, Asensio, Reguilón, Courtois, Hazard, Kroos, Bale, Jovic, Varane, Mendy i Lunin.

SERGIO RAMOS USPOKAJA

Real Madryt od jakiegoś czasu prowadzi bardzo zachowawczą politykę przedłużania umów z piłkarzami po trzydziestce. Władze Realu w kilku ostatnich okienkach zabezpieczały przyszłość Los Blancos, sprowadzając młodych piłkarzy, którzy w perspektywie czasu będą stanowić o sile klubu.

Zwykle starsi zawodnicy otrzymują propozycję przedłużenia kontraktu o zaledwie rok. Jednak są piłkarze będący symbolami klubu, którzy zasługują na specjalne traktowanie i otrzymanie preferencyjnych warunków.

Wielu fanów Realu niepokoił fakt, że umowa Sergio Ramosa kończy się w czerwcu 2021. Piłkarz nie krył się z tym, że oczekiwał przynajmniej dwuletniej umowy, zważywszy na swój dorobek i olbrzymi wpływ na zespół. Klub nieco mniej entuzjastycznie podchodził do tematu, ale wszystko wskazuje na to, że obie strony dojdą do porozumienia.

„Jestem w Realu Madryt od wielu lat i nigdy nie myślałem o opuszczeniu zespołu. Jeśli będziemy musieli dojść do porozumienia, nie będzie problemu, teraz skupiam się na grze i chcę mieć dobry sezon z moim klubem i drużyną narodową” – stwierdził sam zainteresowany.

PRZYSZŁOŚĆ LUKI MODRICIA

Luka Modrić, który dziś świętuje 35 urodziny, odniósł się do swojej przyszłości na Estadio Santiago Bernabeu:

„W moim wieku nie masz już wielkich planów. Został mi jeden sezon i chcę dać z siebie wszystko, żeby coś wygrać. Byłoby wspaniale zakończyć karierę w Realu Madryt, ale to nie moja decyzja, tylko Realu Madryt (…) Chcę pokazać, że potrafię nadal grać na wysokim poziomie i jeśli nie będę mógł grać w Madrycie, przyjrzę się innym opcjom”.

Dopytywano go również o jego przyszłość w reprezentacji i udział w nadchodzących wielkich turniejach:

„Nie mogę jeszcze nic powiedzieć o mundialu. Mistrzostwa Europy tak, ale Katar? Zobaczymy”.

SAGA Z VAN DE BEEKIEM WYJAŚNIONA

W poprzednim roku pojawiało się mnóstwo informacji odnoszących się do niedoszłego transferu van de Beeka i wszystko wskazuję na to, że do podpisania umowy zabrakło niewiele. W tej sprawie głos zabrał sam piłkarz:

„Wszystko zostało uzgodnione z Realem Madryt i kluby również się dogadały, ale z jakiegoś powodu transfer nie doszedł do skutku. Zawodnicy, którzy mieli opuścić drużynę, zostali, a Real Madryt się wycofał”.

Powyższa wypowiedź pochodzi De Telegraaf. Nie mając wiedzy insiderskiej, ciężko stwierdzić jednoznacznie, co zadecydowało o fiasko negocjacji. W tym okresie hiszpańska prasa sugerowała, że Zidanowi bardzo zależało na sprowadzeniu swojego rodaka Paula Pogby, ale Francuz ostatecznie pozostał na Old Trafford, a w międzyczasie z bardzo dobrej strony pokazał się Fede Valverde.

ZIDANE DOCENIONY PRZEZ SWOICH GRACZY

Nie każdy w Polsce zdaję sobie sprawę, że w Hiszpanii każde najdrobniejsze niepowodzenie Francuza daje pożywkę do deprecjonowania jego warsztatu trenerskiego. Doświadczeni piłkarze Realu w ostatnim czasie zadbali o ocieplenie wizerunku Zinedine’a Zidane’a.

Luka Modric:

„Doskonale rozumie zawodników i jest jednym z najlepszych trenerów, to na pewno. Niektórzy wciąż mówią, że ma szczęście… To, co z nim osiągnęliśmy, było niewyobrażalne. Nie otrzymuje uznania, na jakie zasługuje, ale tego nie potrzebuje. Jego wyniki mówią za niego ”.

Toni Kroos:

„Pomaga to, że sam był świetnym graczem. Dokładnie wie, co motywuje i co to znaczy być graczem Realu Madryt. Doskonale wykorzystuje tę wiedzę (…) Jest niesamowicie dobry w zarządzaniu grupą gwiazd. Stale obserwuje graczy, angażuje ich i ma wszystko wokół Realu pod kontrolą. Ma bardzo dobry trenerski warsztat. To najlepszy trener, o jakiego można prosić”.

*

Jak sami widzicie w Realu jest dość spokojnie. Ma na to wpływ również fakt, że FC Barcelona przeżywa swoje problemy i nie wywiera znaczącego nacisku na Królewskich. Gdyby nagle Barcelona dokonała kilku wzmocnień z prawdziwego zdarzenia możliwe, że Real również otworzyłby sejf i zdecydował się na gwałtowne ruchy. Sytuacja na świecie sprawia, że kluby funkcjonują w nowej dla siebie rzeczywistości, w czasach niepewności, w których ryzyko nie jest wskazane. Florentino Perez, uzupełniając skład o wielkie talenty, zadbał o to, by klub nie miał stałej potrzeby porywania się na transfery o wartości powyżej 80 milionów euro.

PAWEŁ OŻÓG

Na Ukrainie wskrzeszają kolejny zasłużony klub.

Na Ukrainie trwa wskrzeszanie starych, zasłużonych klubów. Po Metaliście przyszedł czas na opowieść o Krywbasie Krzywy Róg. Komu zależy na tym klubie? Jaki plan na powrót do żywych mają władze zespołu? Czemu ostatni mecz był opóźniony o godzinę, choć wszyscy byli gotowi, a pogoda była idealna do gry? Zapraszam na opowieść o reanimacji dwukrotnego brązowego medalisty UPL.

Krywbas nigdy nie był potężnym klubem. Nie zdołał zdobyć mistrzostwa za czasów Związku Radzieckiego, nie zdobył go także w czasach wolnej Ukrainy. W gablocie z trofeami nie ma nawet pucharu krajowego. Są jedynie medale za ligi amatorskie i mistrzostwo drugiej ligi. Jednak Krzywy Róg – prawie 700-tysięczne miasto – zawsze żyło meczami swojego zespołu. Mecze z Parmą z 1999 roku wspomina się tam do dziś. Stadion kiedyś porządny, zawsze wypełniony kibicami, teraz jest w fatalnym stanie. Klub popadł w długi i w 2013 roku ogłosił bankructwo. Od tego czasu piłki w mieście nie było, więc stadion oraz baza niszczeją.

Jedną z osób chodzących w czasach świetności na mecze Krywbasa był obecny prezydent kraju, Wolodymyr Zelensky. To on obiecał powrót czerwono-białych do żywych. Jego partia przegłosowała dotację 600 milionów hrywien na odbudowę stadionu Metalurg, jednak już wiadomo, że pieniądze te nie wystarczą. Czas nie był łaskawy dla prawie trzydziestotysięcznego obiektu (tu dałbym link do tweeta).

Baza stała się osiedlem narkomanów. Dlatego wszystko trzeba zaczynać od nowa. Jednak jak to w polityce bywa, wszystko robione jest na szybko i na pokaz. Stary klub miał 4 miliony dolarów długu. Co się z nim stało, czy został spłacony?

Herb i marka klubu znalazły się w 2015 roku w rękach Siergieja Mazura, legendy Kryvbasa. Zespół grał tylko w rozgrywkach amatorskich. Na zlecenie Sługi Narodu postanowiono więc przemianować Horniaka Krzywy Róg (II liga, ostatnia profesjonalna) na Krywbasa – odkupiono licencję od byłego piłkarza i zmieniono barwy. Niby nazwa ta sama, ale nie jest to powrót starego klubu. Przemalowano drugoligowy zespół na czerwono białe barwy. Nawet herb, choć podobny do pierwowzoru, ma wpisany 2020 rok (Krywbas powstał w 1959). Kierownictwo, administracja i piłkarze Horniaka zostają w klubie.

Domem przez pewien czas będzie stadion Horniaka, a w starą bazę nie warto inwestować – finansowana będzie rozbudowana „baza” Horniaka (na razie są to pełnowymiarowe boisko, oraz małe, kryte ze sztuczną. W przyszłości dojdą dwa duże oraz trzy małe). Kibice pytani o taki rozwój rzeczy nie są przychylnie nastawieni.

Prezydent nowego Krywbasa (miesiąc temu to samo stanowisko piastował w Horniaku), Konstantin Karamanic, mówi wprost „to nie jest stary Kryvbas”. Dlaczego więc przedstawia się ten nowy twór, jako powrót do legendarnego klubu? „Horniak i Kryvbas są teraz połączone. Na razie Horniak z nazwy i historii przestaje istnieć na korzyść tego drugiego, ale za parę lat oba te kluby ponownie będą osobnymi bytami” mówi Karamanic.

Ile w tym prawdy, ciężko powiedzieć. Czy to się komuś podoba, czy nie klamka zapadła i nowy Krywbas rozpoczął nową erę od meczu w Pucharze Ukrainy, który został opóźniony o godzinę, bo gościem specjalnym rozpoczynającym spotkanie miał być Zelensky. Ten się pojawił, ale kazał na siebie czekać kibicom i sędziemu 60 minut.

Krywbas ma też za sobą udany start w II lidze. Pokonał na wyjeździe Real Farmę 0-1.

Jaka będzie przyszłość i czy Krywbas kiedyś w pełni wróci na mapę piłkarską Ukrainy? Nikt nie ma wiedzy, by na te pytania odpowiedzieć. Wszystko wydaje się mgliste, nic nie jest oczywiste. Tym tekstem chciałem naświetlić temat, który jest mi dobrze znany, a zdaję sobie sprawę, że w Polsce nadal niewiele mówi się o klubach z Ukrainy. Jeżeli macie jakieś pytania chętnie na nie odpowiem.

BUCKAROOBANZAI

Stracony czas. Felieton Football Info.

Dzisiaj dość krótko. Wybaczcie, ale nie chcę mi się rozwodzić nad naszą reprezentacją. Powód chyba każdy zna.

Od początku kadencji Brzęczka uważałem, że krytyka, która go dotyka jest mocno przesadzona. We wszelkich sporach i dyskusjach stałem po jego stronie. W końcu wygrał eliminacje (tak, one same się nie wygrały, jak wielu sądzi) na 2 mecze przed końcem, zaczął wprowadzać młodzież do składu, a plan na grę zaczął jako tako wyglądać. Po ostatniej, listopadowej przerwie na reprezentację naprawdę byłem optymistą przed EURO.

Dziś, bogatszy o 2 mecze Ligi Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną nadal uważam, że selekcjonerowi obrywa się za mocno (choć wypowiedziami w mediach sam się o to prosi), ale minusy zaczynają przesłaniać plusy. Umówmy się, Liga Narodów to głównie okazja, aby przetestować różne warianty, ustawienia i zawodników, do wyników większej uwagi się nie przywiązuje. A na jakie pytania po tych dwóch meczach poznaliśmy odpowiedzi?

No dużo ich nie ma. Wiemy na pewno, że lepiej jest mieć lewonożnego obrońcę na lewej stronie, ale aby zdobyć taką wiedzę, nie trzeba zdać kursu UEFA PRO, wie to każdy przeciętny zjadacz chleba. Co jeszcze? Przede wszystkim Jacek Góralski. Choć wiedzieliśmy, że ustawienie „Górala” na „szóstce” i Krychowiaka na „ósemce” to jeden z możliwych wariantów to w meczu z Bośnią były piłkarz Jagiellonii był naszym najlepszym playmakerem. Podejrzewam, że w meczu z mocniejszym rywalem podobne rzeczy mogą jednak nie przejść. Góralski to typowy przecinak i wolałbym zobaczyć go w meczu z Holandią, gdzie byliśmy nastawieni tylko i wyłącznie na destrukcję.

Linetty, Moder, Karbownik, Walukiewicz – ci zawodnicy powinni zostać przetestowani, a niestety selekcjoner ich pominął. Największy żal mam przede wszystkim o tego pierwszego. Karol zagrał kolejny bardzo dobry sezon w Serie A, był jednym z najlepszych zawodników Sampdorii, a na 180 możliwych minut gra 5. To już nawet nie policzek w jego stronę, a mocny prawy prosty wymierzony między oczy. Gdyby Karol miał nieco bardziej porywczy charakter, nie zdziwiłbym się, gdyby grzecznie podziękował Brzęczkowi za grę w kadrze. Jest poważnym kandydatem do pierwszego składu, a na zgrupowaniu, które ma służyć głównie testom dostaje 5 minut. Za dużo to on nie mógł pokazać. Co do pozostałej trójki, zwłaszcza Walukiewicza i Modera – skoro nie zagrali ani minuty to nie rozumiem, dlaczego dostają powołanie. Młodzieżówka gra dziś ważny mecz o awans z Rosją i ich brak może odbić się czkawką kadrze U-21.

Fajnie, że w końcu wygraliśmy mecz w Lidze Narodów (Niemcom nawet ta sztuka się jeszcze nie udała), ale każdy przyzna, że gra zespołu pozostawia wiele do życzenia. Wiadomo, kadra bez Roberta Lewandowskiego traci dużo na jakości, jednak pomysł na grę cały czas się nie zmienia. Przerzut Krychowiaka na skrzydło i próba ataku bocznymi strefami. Gramy wolno, przewidywalnie, wśród ofensywy jest za mało ruchu.

Nie jest winą Brzęczką, że reprezentacja ma mało zawodników kreatywnych, stworzonych do kombinacyjnej gry. Selekcjoner obrywa rykoszetem za zaniedbanie od lat szkolenia przez PZPN. Zmuszeni do gry w ataku pozycyjnym, mamy ogromne problemy. Naszą wizytówką zawsze była gra z kontry, a za kadencji Brzęczka wygląda to średnio. Z Holandią po przejęciu piłki kompletnie nie mieliśmy pomysłu, co z nią zrobić. Dwa, trzy podania i strata. Jeśli chcemy zaistnieć na EURO to przede wszystkim ten element trzeba dopracować.

FOOTBALL INFO

Wykop z piątki #15. Ale brama! Gole, które zapamiętamy na zawsze.

Co najbardziej kochamy w piłce? Gole! Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Możesz uwielbiać dryblingi, techniczne sztuczki, czy nowinki taktyczne, ale to wszystko nic w porównaniu z momentem, kiedy piłka trzepocze w siatce. Historia zna przypadki bramek, których nie sposób zapomnieć. Poniżej pięć przykładów tych, które na zawsze zostaną w naszej pamięci.

Czytaj dalej „Wykop z piątki #15. Ale brama! Gole, które zapamiętamy na zawsze.”

Piazza del Calcio #13 Wielki Milan?

„To, czego nie udało się osiągnąć w tym roku, musimy osiągnąć w przyszłym. Szóste miejsce to nie będzie nasz cel.” – tak przed ostatnim meczem sezonu 2019/20 wypowiadał się Stefano Pioli. Milan wchodzi w siódmy kolejny sezon, będąc poza Ligą Mistrzów. Ostatni raz taka banicja przytrafiła się włoskiemu klubowi w latach 80’, kiedy to przez osiem sezonów dryfował nawet między Serie A i B. Czy nadszedł moment, w którym ta seria może zostać przełamana?


Ostatnie spotkanie Milanu w Lidze Mistrzów może wydawać się nie aż tak odległym wspomnieniem (mecze z Atletico w 2014 roku), ale klub z Mediolanu już wtedy znajdował się w gigantycznym kryzysie. Hiszpanie pokonali Włochów w dwumeczu aż 5-1, a Rossoneri skończyli sezon ligowy na ósmym miejscu, które wykluczało klub z udziału, chociażby w Lidze Europy. Wszystko, co złe zaczęło się dziać już w 2012 roku. W telegraficznym skrócie:


– już w 2011 roku holding Fininvest, czyli spółka Berlusconich, został przez włoski sąd zobowiązany do zapłaty 564 milionów euro odszkodowania firmie CIR. Przyczyną takiej decyzji było nielegalne przejęcie przez Berlusconich jednego z większych włoskich wydawnictw w latach 90’,


– problemy finansowe właściciela doprowadziły do radykalnych zmian w kadrze Milanu, na które złożyła się też nie najlepsza polityka kadrowa (bardzo duża ilość doświadczonych graczy). W trakcie jednego okienka odeszli m.in. Thiago Silva, Ibrahimović, Nesta, Van Bommel, Gattuso, Seedorf, Pato, Zambrotta czy Inzaghi.


W następnym sezonie Massimiliano Allegri zdołał jeszcze jakimś cudem ugrać 3. miejsce w tabeli i zapewnić klubowi udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Potem była już tylko równia pochyła. Okres największej smuty co prawda już minął. Rossoneri nie błąkają się już w środku ligowej tabeli, od czterech sezonów meldują się TOP6 Serie A. Dlaczego to akurat sezon 2020/21 miałby być tym przełomowym, który pozwoli zakwalifikować się drużynie z Mediolanu do LM?


Po pierwsze: stabilizacja. Przede wszystkim, Milan nie zmienił trenera w przerwie między sezonami. Stefano Pioli pozostał na swoim stanowisku, mimo że Ivan Gazidis przez ponad pół roku prowadził zaawansowane negocjacje z Ralfem Rangnickiem. Od czasów Allegriego taka sytuacja miała miejsce dwa razy, ale wówczas w dyrektorskich gabinetach dochodziło do gigantycznego zamieszania.  Vincenzo Montella został zatrudniony przez Berlusconiego Gallianiego, a latem 2017 roku, po awansie do Ligi Europy, kontrakt z nim przedłużali już Fassone i Mirabelli, czyli ludzie z chińskiego nadania w Milanie. Analogiczna sytuacja miała miejsce rok później, kiedy to latem 2018 roku trenerem zespołu był Gennaro Gattuso, a Milan został przejęty przez amerykański fundusz Elliott i doszło do kolejnej wymiany ludzi zarządzających klubem.


Teraz trener jest ten sam i właściciel jest ten sam, chociaż co jakiś czas powracają plotki o przejęciu klubu przez właściciela marki LVMH, Bernarda Arnaulta.


Po drugie: Zlatan. Chyba nikt nie spodziewał się jaki wpływ na zespół wywrze Szwed. Nie można było mieć gigantycznych oczekiwań wobec 38-latka, który oczywiście strzelał masę bramek w barwach LA Galaxy w MLS (dokładnie 53 gole w 58 spotkaniach), ale był już po poważnej kontuzji i dołączał do absolutnie rozbitej drużyny. Jego powrót do klubu w zimowym okienku transferowym traktowany był bardziej jako prezent dla kibiców po hańbiącej porażce 0-5 z Atalantą. Ibrahimović dla kibiców Milanu jest uosobieniem mentalności, za którą tęsknią: „Zespół musi mieć mentalność zwycięzców. Nawet wtedy, kiedy sprawy przybierają zły obrót, nastawienie mentalne jest ważne, bo z dobrym nastawieniem możesz osiągnąć swoje cele.” – tak mówił Zlatan już po przedłużaniu umowy na kolejny sezon. Po zwycięskim boju z Juventusem, kiedy to Milan odwrócił wynik meczu z 0-2 na 4-2, w swoim stylu stwierdził, że gdyby był piłkarzem Milanu od początku sezonu, klub walczyłby o mistrzostwo. Ibra stał się grającym asystentem Piolego, z którym utrzymuje bardzo dobre relacje. Włoski szkoleniowiec wynegocjowanie nowego kontraktu dla Szweda uznał za warunek konieczny dalszej pracy dla Milanu. Do tego samo podejście Zlatana może sugerować, że chce on wziąć na siebie bardzo dużą odpowiedzialność za wyniki i funkcjonowanie zespołu. W pierwszym sparingu przedsezonowym założył opaskę kapitana, co w czasie pierwszego pobytu na San Siro raczej nigdy mu się nie zdarzyło (co oczywiste, gdyż wówczas w klubie znajdowali Seedorf, Gattuso, Ambrosini czy Nesta).


Po trzecie: styl. Milan po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa prezentował się zjawiskowo. Nie wiem, kiedy ostatnio przez tak długi okres, Rossoneri grali tak efektownie i ofensywnie. Przez dwa miesiące, Milan zdobył więcej bramek niż przez resztę sezonu (przypomnijmy, że przed przerwaniem ligi, podopieczni Piolego zagrali 26 spotkań) i najwięcej punktów spośród wszystkich drużyn (ex aequo z Atalantą). Ten czas może i powinien posłużyć za fundament pod budowę zespołu pewnego swoich umiejętności i klasy. I pomyśleć jak cała saga z Rangnickiem i Piolim mogłaby się potoczyć, gdyby sezon Serie A nie został wznowiony i na podstawie algorytmu przygotowanego przez włoską federację Milan skończył sezon dopiero na dziewiątym miejscu.


Po czwarte i ostatnie: transfery. Do tego punktu trzeba podejść jednak z największym dystansem. Milan w sezonach 2015/16 – 2019/20 wydał na transfery aż 618 mln euro (dane z Transfermarkt), co klasyfikuje klub na 11. miejscu wśród najwięcej wydających klubów Europy za ten okres. Do tego budżet płacowy Milanu w tym okresie zazwyczaj plasował go na 3. miejscu w Serie A. Efekty? Mierne. Wiele ruchów wydawało się logicznych na papierze, ale boisko zazwyczaj weryfikowało piłkarzy negatywnie. Czemu teraz miałoby być inaczej? Wydaje się, że Paolo Maldini i Frederic Massara wyciągnęli wnioski z poprzednich lat i bardzo ostrożnie podchodzą do ruchów na rynku transferowym. Okienko dopiero co się zaczęło, dlatego nie można wyciągać daleko idących wniosków, ale opierając się na plotkach medialnych, Milan przede wszystkim będzie chciał wypożyczać graczy z opcją wykupu, a nie obowiązkiem (TonaliBrahim Diaz czy Bakayoko). Powinno to ograniczyć ryzyko przy każdym z tych ruchów.


Wszystkie te punkty prowadzą do jednego wniosku: jeśli nie teraz, to kiedy? A jeśli i tym razem się nie uda wrócić na salony, to wolę na razie nie zastanawiać się nad dalszą przyszłością Milanu.

VukoOUT? VukoIN? Felieton Football Info.

Słaby start sezonu Legii Warszawa podzielił sympatyków stołecznego klubu na 2 obozy: VukoOUT i VukoIN. Ja, jako niezależny obserwator, jestem przeciwko zwalnianiu serbskiego szkoleniowca. Dlaczego? O tym w dzisiejszym tekście.

Oczywiście, wejście w nową kampanię Legia ma bardzo kiepskie. Męczarnie na własnym stadionie z Linfield, szczęśliwa wygrana w Bełchatowie z Rakowem głównie dzięki grze w przewadze przez całą drugą połowę i seria dwóch porażek przy Łazienkowskiej: najpierw z Omonią w drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, a następnie z Jagiellonią. Gra jest daleka od ideału. Podopieczni Vukovicia, zmuszeni do gry w ataku pozycyjnym, rzadko mają pomysł, jak sforsować obronę rywala. Grają za wolno, schematycznie, w poprzek boiska, bazując na dośrodkowaniach na głowę Tomasa Pekharta. Jedynym piłkarzem, który łamie schemat jest Luquinhas. Ale to głównie przez umiejętności dryblingu i wygrywania pojedynków. Kombinacyjnych zespołowych akcji jest jak na lekarstwo.

Czy można mieć o to zarzut do trenera Legii? Oczywiście, nawet uważam, że trzeba. Aco Vukovic miał wystarczająco dużo czasu, aby nauczyć swój zespół gry przeciwko głęboko ustawionemu rywalowi. Nawet jeśli nie preferuje takiego stylu gry, to musi wziąć pod uwagę, że ze względu na siłę kadrową Wojskowi często będą zmuszeni konstruować ataki pozycyjne. W poprzednim sezonie Legia potrafiła zamknąć przeciwnika na własnej połowie i nie pozwalać mu z niego wyjść. Agresywnie doskakiwała i szybko odbierała piłkę, a gole wpadały dość gładko. Główną siłą stołecznej ekipy była ataki skrzydłami. Boczni obrońcy – Marko Vesovic i Michał Karbownik – byli nieocenieni. Swoimi ofensywnymi wypadami tworzyli przewagę w bocznych strefach boiska i siali zamęt w obronie rywali. Krótko mówiąc, w grze Legii było widać rękę trenera.

Dziś Vesovic jest kontuzjowany, a Karbownik został przesunięty na prawą obronę, gdzie na razie nie pokazuje swoich najlepszych walorów. Jednakże to nie w tym szukałbym głównej przyczyny gorszych wyników Legii, wszak Filip Mladenovic jest jedną z barwniejszych postaci kiepskiego startu sezonu. Tak więc, gdzie leży problem? Przede wszystkim – kontuzje. Lubię wracać do wypowiedzi z konferencji prasowej tuż po przypieczętowaniu tytułu Aleksandara Vukovicia, na której mówił, że oprócz Mladenovicia potrzebują jeszcze 5-6 wzmocnień, aby być gotowym na walkę na dwóch frontach – krajowym i europejskim. Nowe nabytki przyszły, ale kadrę Legii zdziesiątkowały kontuzje. Na mecz z Omonią zabrakło Vesovicia, Wszołka (koronawirus), Cholewiaka, Rafy Lopesa i Sanogo, a ponadto na pełne 90 minut nie byli gotowi Kapustka oraz Kante. Vukovic, zwłaszcza w ofensywie, miał mocno zawężone pole manewru, ale to i tak nie usprawiedliwia porażki z Omonią Nikozja. Ten mecz po prostu trzeba było wygrać.

Aco Vukovic popełnił ten sam błąd, co jego poprzednicy – nie trafił z formą zespołu na eliminacje do europejskich pucharów. Zawodnicy sprawiają wrażenie ociężałych i są źle przygotowani fizycznie oraz kondycyjnie. Szkoleniowiec Legii nie wyciąga wniosków. Nie dość, że rok temu było podobnie, to przecież wcześniej, jeszcze jako asystent, również obserwował, jak najpierw Jacek Magiera, a potem Dean Klafuric popełniają ten sam błąd. Jeśli Vukovic utrzyma posadę, to podejrzewam, że wraz z rozwojem sezonu nowe nabytki dobrze wkomponują się w zespół, Legia nabierze rozpędu, a wszyscy będą ją zasłużenie chwalić. Powtórzy się dobrze nam znany scenariusz z tego sezonu. Vukovic znów będzie trenerem przez duże T, dopóki po raz kolejny nie przyjdzie mu stawić czoła Europie.

Kolejny uzasadniony zarzut w stronę Vukovicia to obecny styl gry. Za dużo długich piłek i unikania ryzyka, a za mało prób małej, kombinacyjnej gry. Pekhart, mimo nosa do strzelania bramek, nieco ogranicza taktykę. Jest to typowy napastnik starej daty – mało ruchliwy, czekający głównie na piłkę w polu karnym. Z braku innych opcji na „dziewiątce” serbski szkoleniowiec zmuszony był wystawiać go w składzie i większość akcji wyprowadzanych od bramki to dalekie zagranie w stronę Pekharta na walkę w powietrzu. Wychodziło to dość słabo. Ubiegły sezon pokazał, że z Jose Kante w ataku gra Legii wygląda o wiele płynniej i dynamiczniej.

Jak widzicie, trochę kamyczków w ogródku Vukovicia da się znaleźć. Ale czy w tym momencie jest sens zwalniać Serba i skreślić to, co wybudował przy Łazienkowskiej z powodu złego startu sezonu? Nie bardzo. Pochwały, które na Legię sypały się z każdej strony od początku rundy wiosennej, nie były przypadkowe. Vuko scementował szatnię i wypracował jednolitą wizję budowy zespołu razem z zarządem, czego potwierdzenie mieliśmy tego lata. Legia wreszcie, po kilku latach, wygląda mi na zdrowo zarządzany klub. Pierwszy kryzys nie powinien być powodem do zmiany filozofii. Prędzej przyczyną do słynnego wyciągnięcia wniosków. Poza tym Wojskowi ciągle są w grze o Ligę Europy, czyli cel, który przed sezonem został postawiony przed Aco Vukoviciem.

Teraz załóżmy, że Dariusz Mioduski nie wytrzyma presji i jednak zwolni Vuko. Myślicie, że Legia będzie już miała przygotowanego nowego kandydata, czy znów będzie szukała na chybił-trafił? Ja sądzę, że raczej to drugie. Przy takim obrocie spraw jest spore prawdopodobieństwo, że na Łazienkowską znów przyjdzie trener pokroju Romeo Jozaka, czy Ricardo Sa Pinto i wywróci cały klub do góry nogami. Okienko transferowe jest jeszcze otwarte, więc zdąży sprowadzić swoich znajomych i wyrzucić kilku piłkarzy, którzy nie będą mu pasowali. W praktyce będzie oznaczało to kolejne rozpoczęcie wszystkiego od zera. I to niekoniecznie na zdrowych zasadach. A to dla Legii byłby najgorszy możliwy scenariusz.

FOOTBALL INFO

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑