VukoOUT? VukoIN? Felieton Football Info.

Słaby start sezonu Legii Warszawa podzielił sympatyków stołecznego klubu na 2 obozy: VukoOUT i VukoIN. Ja, jako niezależny obserwator, jestem przeciwko zwalnianiu serbskiego szkoleniowca. Dlaczego? O tym w dzisiejszym tekście.

Oczywiście, wejście w nową kampanię Legia ma bardzo kiepskie. Męczarnie na własnym stadionie z Linfield, szczęśliwa wygrana w Bełchatowie z Rakowem głównie dzięki grze w przewadze przez całą drugą połowę i seria dwóch porażek przy Łazienkowskiej: najpierw z Omonią w drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, a następnie z Jagiellonią. Gra jest daleka od ideału. Podopieczni Vukovicia, zmuszeni do gry w ataku pozycyjnym, rzadko mają pomysł, jak sforsować obronę rywala. Grają za wolno, schematycznie, w poprzek boiska, bazując na dośrodkowaniach na głowę Tomasa Pekharta. Jedynym piłkarzem, który łamie schemat jest Luquinhas. Ale to głównie przez umiejętności dryblingu i wygrywania pojedynków. Kombinacyjnych zespołowych akcji jest jak na lekarstwo.

Czy można mieć o to zarzut do trenera Legii? Oczywiście, nawet uważam, że trzeba. Aco Vukovic miał wystarczająco dużo czasu, aby nauczyć swój zespół gry przeciwko głęboko ustawionemu rywalowi. Nawet jeśli nie preferuje takiego stylu gry, to musi wziąć pod uwagę, że ze względu na siłę kadrową Wojskowi często będą zmuszeni konstruować ataki pozycyjne. W poprzednim sezonie Legia potrafiła zamknąć przeciwnika na własnej połowie i nie pozwalać mu z niego wyjść. Agresywnie doskakiwała i szybko odbierała piłkę, a gole wpadały dość gładko. Główną siłą stołecznej ekipy była ataki skrzydłami. Boczni obrońcy – Marko Vesovic i Michał Karbownik – byli nieocenieni. Swoimi ofensywnymi wypadami tworzyli przewagę w bocznych strefach boiska i siali zamęt w obronie rywali. Krótko mówiąc, w grze Legii było widać rękę trenera.

Dziś Vesovic jest kontuzjowany, a Karbownik został przesunięty na prawą obronę, gdzie na razie nie pokazuje swoich najlepszych walorów. Jednakże to nie w tym szukałbym głównej przyczyny gorszych wyników Legii, wszak Filip Mladenovic jest jedną z barwniejszych postaci kiepskiego startu sezonu. Tak więc, gdzie leży problem? Przede wszystkim – kontuzje. Lubię wracać do wypowiedzi z konferencji prasowej tuż po przypieczętowaniu tytułu Aleksandara Vukovicia, na której mówił, że oprócz Mladenovicia potrzebują jeszcze 5-6 wzmocnień, aby być gotowym na walkę na dwóch frontach – krajowym i europejskim. Nowe nabytki przyszły, ale kadrę Legii zdziesiątkowały kontuzje. Na mecz z Omonią zabrakło Vesovicia, Wszołka (koronawirus), Cholewiaka, Rafy Lopesa i Sanogo, a ponadto na pełne 90 minut nie byli gotowi Kapustka oraz Kante. Vukovic, zwłaszcza w ofensywie, miał mocno zawężone pole manewru, ale to i tak nie usprawiedliwia porażki z Omonią Nikozja. Ten mecz po prostu trzeba było wygrać.

Aco Vukovic popełnił ten sam błąd, co jego poprzednicy – nie trafił z formą zespołu na eliminacje do europejskich pucharów. Zawodnicy sprawiają wrażenie ociężałych i są źle przygotowani fizycznie oraz kondycyjnie. Szkoleniowiec Legii nie wyciąga wniosków. Nie dość, że rok temu było podobnie, to przecież wcześniej, jeszcze jako asystent, również obserwował, jak najpierw Jacek Magiera, a potem Dean Klafuric popełniają ten sam błąd. Jeśli Vukovic utrzyma posadę, to podejrzewam, że wraz z rozwojem sezonu nowe nabytki dobrze wkomponują się w zespół, Legia nabierze rozpędu, a wszyscy będą ją zasłużenie chwalić. Powtórzy się dobrze nam znany scenariusz z tego sezonu. Vukovic znów będzie trenerem przez duże T, dopóki po raz kolejny nie przyjdzie mu stawić czoła Europie.

Kolejny uzasadniony zarzut w stronę Vukovicia to obecny styl gry. Za dużo długich piłek i unikania ryzyka, a za mało prób małej, kombinacyjnej gry. Pekhart, mimo nosa do strzelania bramek, nieco ogranicza taktykę. Jest to typowy napastnik starej daty – mało ruchliwy, czekający głównie na piłkę w polu karnym. Z braku innych opcji na „dziewiątce” serbski szkoleniowiec zmuszony był wystawiać go w składzie i większość akcji wyprowadzanych od bramki to dalekie zagranie w stronę Pekharta na walkę w powietrzu. Wychodziło to dość słabo. Ubiegły sezon pokazał, że z Jose Kante w ataku gra Legii wygląda o wiele płynniej i dynamiczniej.

Jak widzicie, trochę kamyczków w ogródku Vukovicia da się znaleźć. Ale czy w tym momencie jest sens zwalniać Serba i skreślić to, co wybudował przy Łazienkowskiej z powodu złego startu sezonu? Nie bardzo. Pochwały, które na Legię sypały się z każdej strony od początku rundy wiosennej, nie były przypadkowe. Vuko scementował szatnię i wypracował jednolitą wizję budowy zespołu razem z zarządem, czego potwierdzenie mieliśmy tego lata. Legia wreszcie, po kilku latach, wygląda mi na zdrowo zarządzany klub. Pierwszy kryzys nie powinien być powodem do zmiany filozofii. Prędzej przyczyną do słynnego wyciągnięcia wniosków. Poza tym Wojskowi ciągle są w grze o Ligę Europy, czyli cel, który przed sezonem został postawiony przed Aco Vukoviciem.

Teraz załóżmy, że Dariusz Mioduski nie wytrzyma presji i jednak zwolni Vuko. Myślicie, że Legia będzie już miała przygotowanego nowego kandydata, czy znów będzie szukała na chybił-trafił? Ja sądzę, że raczej to drugie. Przy takim obrocie spraw jest spore prawdopodobieństwo, że na Łazienkowską znów przyjdzie trener pokroju Romeo Jozaka, czy Ricardo Sa Pinto i wywróci cały klub do góry nogami. Okienko transferowe jest jeszcze otwarte, więc zdąży sprowadzić swoich znajomych i wyrzucić kilku piłkarzy, którzy nie będą mu pasowali. W praktyce będzie oznaczało to kolejne rozpoczęcie wszystkiego od zera. I to niekoniecznie na zdrowych zasadach. A to dla Legii byłby najgorszy możliwy scenariusz.

FOOTBALL INFO

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s