„Boski Kucyk” w La Scali futbolu, czyli Roberto Baggio w Interze

W chwili, gdy w finale Mistrzostw Świata z 1994 roku przestrzelał rzut karny przesądzający o ostatecznym rezultacie finałowego spotkania, Roberto Baggio bezpowrotnie wszedł na karty piłkarskiej historii. Wszedł tam jako męczennik, przegrany, który rozbudził litość gorących, kibicowskich serc. Il Divin Codino, piłkarz o niewyobrażalnych zdolnościach, myląc się, ukazał swoje ludzkie oblicze.

Przez następnych dziesięć lat, dopóki nie zawiesi butów na kołku, dopóty będzie grać napędzany żądzą zwycięstwa na wielkim turnieju. W 1997 roku przejdzie do FC Bologny, specjalnie, żeby lepiej przygotować się do mundialu rozgrywanego we Francji. Jednak i to na niewiele się zda – Włochy zakończą turniej w fazie ćwierćfinałów, a Baggio – ścigany traumą sprzed czterech lat – podejmie jeszcze jedno wyzwanie. Latem 1998 roku przemieści się na północ Włoch, do stolicy mody, gdzie zostanie zaprezentowany jako nowy nabytek Interu Mediolan.  

Il Divin Codino. Czy bóg futbolu nosi kucyk?

Ustawmy się teraz w środku pola, gdzie przed laty reżyser był królem.

Spośród wszystkich fantastich, których dorobił się europejski futbol lat 90. ubiegłego wieku, Roby Baggio był prawdopodobnie największym. Wyprzedzał swoją epokę o krok. Wniósł do gry pierwiastek polotu i magii. W 1993 roku zwyciężył w plebiscycie „France Football” i zgarnął Złotą Piłkę. Rację miał poczciwy Aldo Agroppi, trener, który utrzymywał, że: „w jego nogach śpiewają aniołowie”.

Przeszkodą na drodze do jeszcze większych sukcesów stały się kontuzje. Baggio cierpiał odkąd w wieku siedemnastu lat po raz pierwszy zerwał więzadło krzyżowe przednie w prawym kolanie. Przez następne lata parokrotnie wracał na salę operacyjną i do gabinetu rehabilitanta. Wspominał: „Ludzie wciąż nazywali mnie fenomenem, wieszczyli mi niebotyczną karierę. A tu co? Źle postawiona noga i ból, jakiego nigdy wcześniej nie przeżyłem. Sprowadziło mnie to na ziemię. Skłamałbym mówiąc, że nie chciałem wtedy skończyć kariery. Pojawiały się czarne myśli. Powtarzałem sobie jednak, że to wszystko jest tylko kolejnym wyzwaniem. Musiałem udowodnić, że moje marzenia są silniejsze od mojego pecha. Piłka jest moją największą pasją.”

Blask chwały i gorycz porażki

Latem 1998 roku, Roberto Baggio trafił do ekipy pełnej mistrzów. Bramki strzegł Gianluca Pagliuca, w obronie rządził wieloletni kapitan zespołu, Giuseppe Bergomi wraz z młodymi –  Javierem Zanettim i Taribo Westem. Formacja pomocy – być może najsilniejsza personalnie aż do czasów mitycznej ekipy Mourinho – składała się z Arona Wintera, Diego Simeone, Paulo Sousy i wchodzącego, nieznanego szerzej młodego Andrei Pirlo. W ataku najmocniej świeciły latynoskie gwiazdy, czyli Ivan Zamorano i brazylijski Ronaldo, Il Fenomeno, z kolanami jeszcze nietkniętymi przez operacyjny skalpel. Baggio – doświadczony, ale mający jeszcze wiele do udowodnienia – miał być fundamentalnym wzmocnieniem, przewodnikiem w drodze po upragnione mistrzostwo kraju.

fot. pinterest. at

Ostatecznie żaden sukces się nie ziścił, a nad niebiesko – czarną stroną Mediolanu zebrały się ciemne chmury. Największe gwiazdy zespołu, na czele z Ronaldo Nazario, łapały drobne urazy nie pozwalające wskoczyć na odpowiedni, mistrzowski poziom. Po nieudanym początku sezonu, Nerrazurri zaczęli dryfować w okolicach środka tabeli. Wzburzony Massimo Moratti, prezydent klubu, w ciągu następnych miesięcy trzykrotnie zmieniał trenera. Luigiego Simoniego zastąpił Mircea Lucescu, który podał się do dymisji po czterech miesiącach wdrażania swojej ofensywnej strategii. O stabilizacji nie mogło być mowy. Luciano Castelliniego zastąpił Roy Hodgson, który mimo szczerych chęci nie uporządkował mediolańskiej stajni Augiasza. Inter finiszował na ósmym miejscu w ligowej tabeli, bolesnym tym bardziej, że scudetto zgarnęli Rossonerii – rywale zza miedzy. 

Godnym odnotowania epizodem tamtego sezonu ligowego stał się mecz trzydziestej kolejki rozgrywany na monumentalnym Stadio Olimpico w Rzymie. Podczas kampanii 1998/98 obie ekipy – AS Roma i Internazionale FC – rozczarowały i nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań. Mimo, to tamto spotkanie przeszło do historii. Grad bramek. Na ławkach trenerskich Zdenek Zeman i Roy Hodgson. Pierluigi Collina jako arbiter. Trzy asysty znakomitego Roberto Baggio. Klimat tamtych czasów.

***

Odkupienie miało przyjść wraz z Marcelo Lippim, którego Moratti zakontraktował przed rozpoczęciem kolejnego sezonu ligi włoskiej. Były trener Juventusu miał przynieść spokój i zapewnić miejsce w Lidze Mistrzów. Pech chciał, że Lippi nie przepadał za Baggio i vice versa. Panowie poróżnili się podczas wspólnej pracy w Turynie. Baggio, który w 1994 roku był u szczytu swojej kariery, wskutek kontuzji wypadł na trzy miesiące. Kiedy wrócił okazało się, że przyjęta przez Lippiego, taktyka, nie zakłada jego obecności na boisku. Rozgoryczony Baggio uciekł w samotność, a potem do AC Milanu, gdzie został powitany i uczczony ze wszelkimi należnymi honorami.

Podczas pracy Marcelo Lippiego w Mediolanie nie było lepiej. Mimo obiecującego początku, Baggio częściej niż na boisku, przebywał na ławce rezerwowych lub na trybunach. Jedna z anegdot donosi, że zaraz po ogłoszeniu Lippiego w roli trenera Interu, obaj panowie pogodzili się. Ale kiedy Lippi złożył zawodnikowi propozycję bycia swoistym informatorem w drużynowej szatni, Baggio oburzył się i odmówił. Za żadne skarby nie chciał być kapusiem, nie chciał donosić do trenera na swoich kolegów z drużyny. Il Divin Codino po latach wspomni z goryczą, że pojawiał się na boisku tylko wtedy kiedy drużynę dotykała fala kontuzji i absencji. Ostatecznie szkoleniowiec Nerazurrich miał z kogo korzystać: Ronaldo, Zamorano, Cordoba, przybyły przed sezonem „bombardier”, Christian Vieri…

Dopiero pod koniec sezonu, „boski Kucyk” okaże się być przydatnym członkiem zespołu. W meczu eliminacji do Ligi Mistrzów, przeciwko Parmie, Roby dał swój wielki koncert. Zdobył dwie piękne bramki. Jednak czas na ewentualne przeprosiny i zażegnanie konfliktu minął. To był ostatni występ „boskiego Kucyka” w niebiesko – czarnych barwach. Jeden z nielicznych, które „La Gazetta dello Sport” oceniła jako perfekcyjny.

Massimo Moratti, legendarny prezydent Nerrazurich, człowiek, który powtórnie ściągnął Baggio na San Siro, po latach nie miał żadnych złudzeń:

– Czy miałem wątpliwości, ściągając Baggio do Interu? Żadnych. Nie można odrzucić szansy na zatrudnienie takiego zawodnika. Roby był radością dla oczu. Artystą innym niż wszyscy. Oddał Interowi tak wiele, jak tylko mógł.

***

„Boski Kucyk”, występując w Interze miewał swoje momenty chwały. 25 listopada 1998 roku, w Mediolanie, Inter podejmował Real Madryt. W 68 minucie, przy stanie remisowym 1 – 1, Il Divin Codino zameldował się na boisku. Jego występ nie był idealny, ale jakże symboliczny.

Na pięć minut przed końcem, Baggio dopada piłki na skraju pola karnego i bez większego zastanowienia strzela na bramkę  strzeżoną przez bramkarza Królewskich. Futbolówka rykoszetuje i wpada do siatki. Liczy się instynkt „boskiego Kucyka”, który w złotych kolczykach i bez koszulki, którą zdjął chwilę wcześniej, pędzi w kierunku narożnika boiska. San Siro wpada w ekstazę. W końcówce spotkania strzela kolejną, drugą bramkę. Przykłada dłoń do ucha i słucha tumultu, hałasu niosącego się po pierścieniach ogromnego stadionu. Czysta, piłkarska magia!

Futbolowi poświęciłem wszystko…

Latem 2000 roku Roby Baggio odszedł z Interu. Spekulowano o zainteresowaniu gigantów z wyspiarskiej Premier League i FC Barcelony. Il Divin Codino – świadomy swoich fizycznych ograniczeń – wybrał prowincjonalną Brescię. Z miejsca uzyskał status gwiazdy i spokój z dala od zgiełku metropolii. Mimo trzydziestu trzech lat, licznych kontuzji rujnujących jego karierę, wciąż miał swoje cele – zamierzał wziąć udział w Mistrzostwach Świata (2002) i odkupić grzechy z przeszłości. Ostatecznie na mundial nie pojechał. Na jesieni 2001 roku ponownie zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. Baggio nie poddał się – w niewyobrażalnie szybkim tempie pokonał wszystkie etapy rehabilitacji – i wrócił do grania jeszcze na wiosnę 2002. Giovanni Trapattoni, selekcjoner Squadra Azurra, nie docenił poświęcenia gracza Brescii i nie wziął go pod uwagę, ustalając kadrę na mundial. Oczywiście, ku oburzeniu włoskiej opinii publicznej.  

fot. These Football Times

Mimo tego gorzkiego epilogu, ostatnie lata gry „Boskiego kucyka” były pokazem jego talentu i dojrzałej osobowości. Valerio Nicastro, włoski dziennikarz sportowy, zanotował nawet: „Najbardziej symboliczną fazą kariery Roberto Baggio była z pewnością ta ostatnia, podczas której daliśmy się wszyscy ponieść marzeniom i gnaliśmy wraz z nim w tej kolejnej, wspaniałej podróży. Wyświęcono go wówczas na bohatera ludowego i to chyba najbardziej trafne określenie dla piłkarza takiego jak Baggio. Bohater ludowy.”

Na prowincji Roby Baggio wciąż potrafił zachwycać, czego dowodem liczne gole i asysty, które przez cztery długie lata zapewniały Brescii spokojny ligowy byt. Karierę skończył dopiero 16 maja 2004 roku, żegnany owacją na stojąco przez wypełnione po brzegi San Siro. Po latach podsumowywał: „Ból, czysto fizyczny ból, był prawdziwą torturą, która towarzyszyła mi przez całą moją piłkarską karierę. W końcu stało się to tak nieznośne, że nie potrafiłem sobie z tym uczuciem poradzić. W Brescii miałem kłopoty z poruszaniem się przez dwa dni po każdym meczu. Dojeżdżałem samochodem pod dom, ale gdy mięśnie ostygły, nie potrafiłem już z niego wysiąść. Zdarzało mi się czołgać do drzwi wejściowych. A w kolejną niedzielę znowu grałem. Naładowany środkami przeciwbólowymi. Ale miałem przecież swój cel. Futbolowi poświęciłem wszystko. Kiedy schodziłem z boiska po raz ostatni – trochę paradoksalnie – poczułem się jednak spełniony. Więcej nie mogłem osiągnąć. Reakcja kibiców wtedy, w Mediolanie, gdy żegnałem się z futbolem… Wszystko mi wynagrodziła.”

Olgierd Bondara

Korzystałem z książki „Roberto Baggio. Włoski bóg futbolu” oraz wspomnień i artykułów:

https://weszlo.com/2020/01/12/ostatnia-podroz-boskiego-kucyka-czyli-roberto-baggio-brescii/

https://klasykafutbolu.pl/inter-real-rowno-dwadziescia-dwa-lata-temu-to-byl-wieczor-ronaldo-i-roberto-baggio/

https://intermediolan.com/news/101/fenomen-roberto-baggio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: