Piłkarski sąd nad Dembele

Ostatnimi czasy palącą sprawą w gabinetach władz FC Barcelony jest temat upływającego z końcem obecnego sezonu kontraktu Ousmane Dembele. Oferta ze strony klubu leży na stole od dłuższego czasu (chociaż da się usłyszeć, że klub również stracił już cierpliwość), jednak zawodnik wspomagany przez swojego agenta uważa, że jest ona nieadekwatna do jego talentu i pozycji w zespole. Zważając na zaistniałą sytuację, chciałbym wcielić się w rolę antycznego władcy rzymskiego i dokonać osobistego kibicowskiego „werdyktu” nad czekającym na „piłkarski wyrok” Francuzem i zweryfikować, czy rzeczywiście Dembele powinien pozostać za taką cenę w słonecznej Hiszpanii.

Wielkie nadzieje

Do stolicy Katalonii skrzydłowy przychodził w jednym celu – miał zastąpić Neymara. Zadanie to było o tyle trudne, gdyż oprócz tego, że niewątpliwie Brazylijczyk, parafrazując klasyka – „wybitnym piłkarzem jest”, tak jego odejście dodatkowo rozbijało genialny tercet MSN.

W tamtym momencie jednak, pomimo oczywistych wątpliwości, Dembele opromieniony genialnym sezonem w BVB, wydawał się być najlepszym kandydatem do wskoczenia w buty cracka z Brazylii. Wspomniany sezon 16/17, wtedy 20-latek skończył z dorobkiem 10 bramek i 21 asyst we wszystkich rozgrywkach, zaliczając w nich kilka spektakularnych spotkań, a boczni obrońcy w Bundeslidze potrafili wyglądać przy nim jak zawodnicy grający na co dzień w „Sunday League”.

Młody, perspektywiczny, przebojowy, niesamowicie szybki, obunożny, z bardzo dobrym strzałem z dystansu, zweryfikowany pozytywnie w dwóch mocnych ligach oraz z występami w reprezentacji Francji. Zważając na ten obraz, Barcelona wzbogacona o 222 mln euro za długo się nie wahała i zdecydowała się wykupić Francuza za 140 mln euro, bijąc przy tym swój rekord transferowy i oferując zawodnikowi 5-letni kontrakt. Wydawałoby się, że jest to związek idealny, „a match made in heaven”. Życie jednak, jak to ono ma w zwyczaju, miało co do tej pary zupełnie inne plany.

Od razu zaznaczę, w momencie dokonywania tego transferu (a tak przecież powinno się je oceniać według dyrektorów sportowych), byłem wielkim zwolennikiem tego ruchu, pomyślałem sobie, że wolę mieć wschodzącą gwiazdę futbolu niż zmanierowaną gwiazdę, która wszczyna bójki na treningach, a do tego w czasie najważniejszych meczów Ligii Mistrzów lata sobie na urodziny siostry, bo przecież strata jakości wcale nie będzie taka duża. Jakże bardzo byłem wtedy naiwny…

Niespełniony talent

Tak, naiwny, żeby nie powiedzieć głupi. Faktem jest, że Dembele posiada wszystkie opisane wyżej zalety piłkarskie, jednak można go chyba określić piłkarzem, który jest najlepszym dowodem na potwierdzenie tezy, że najważniejszym mięśniem zawodnika powinien być jego mózg i bynajmniej nie jest to przykład pozytywny.

Całe otoczenie zawodnika, na czele z agentem, przy negocjacjach nowego kontraktu oczekuje bajońskich zarobków, wysnuwając argumenty wielkiego kalibru. Za takie bowiem uznać należy, słowa typu: Ousmane jest najlepszym zawodnikiem Barcelony, przyszłym zdobywcą złotej piłki czy w końcu, że jest lepszy od Kyliana Mbappe (to ostatnie akurat powiedział Laporta, ale do dziś nie wiem, co mu strzeliło do głowy). Zatem mając do czynienia z takim fenomenem, nie można się dziwić wymaganiom finansowym, przecież tutaj nawet nie ma o czym rozmawiać! Płacić ile wołają i się nie zastanawiać! No nie do końca…

Na chaos

Całość kariery Dembele w Dumie Katalonii to wieczne oczekiwanie, oczekiwanie aż się wyleczy, aż ogarnie problemy dyscyplinarne, aż zacznie być skuteczniejszy, aż weźmie grę na swoje barki i można tak wyliczać w nieskończoność. Rzeczywistość dla Francuza jest jednak brutalna. Przez pięć lat piłkarz wśród kibiców zdecydowanie bardziej zaznaczył swoją obecność ciągłym obleganiem klubowych gabinetów medycznych, a w momentach kiedy akurat się zdarzyło, że nie był kontuzjowany, głośniej było o jego spóźnieniach na trening i zarywaniu nocy na grę w Fortnite, niż jego popisach na boisku.

A jeżeli już o boisku mowa, to trzeba przyznać, że rzeczywiście potencjał skrzydłowego wydaje się być usytuowany wysoko i momentami potrafi on to pokazać, jednak jest to tak incydentalne, że w żadnym stopniu nie zakrywa jego wad. Najbardziej brutalny przy weryfikacji Dembele jest tzw. „test gołego oka”. Patrząc bowiem na jego grę w Barcelonie, Francuz jawi się jako piłkarz skrajnie chaotyczny. Nieodpowiedzialny zarówno poza jak i na boisku, niepodlegający kontroli taktycznej oraz niewytrzymujący presji. W meczach, a już szczególnie tych o stawkę, piłkarz regularnie znika, a jeżeli stać go już na jakieś przebłyski, najczęściej kończą się one absurdalnymi decyzjami o strzałach z nieprzygotowanych pozycji albo niebywałymi pudłami. W skrócie –  dużo szumu, a konkretów jak na lekarstwo.

Niby jest nieprzewidywalny, równie dobrze gra obiema nogami, jest niesamowicie szybki, przez co naprawdę trudno go upilnować na boisku, ale co z tego jeżeli jak nieprzewidywalny jest dla swoich przeciwników, tak samo, a może i bardziej, nieprzewidywalny jest również dla swoich kolegów z drużyny. Wydaje się, że dla Dembele sam fakt posiadania piłki pod nogami jest już wystarczająco skomplikowany, a co dopiero myśleć o logicznej i konstruktywnej grze kombinacyjnej. Ten fakt, mając na uwadze styl Barcy, tym bardziej dyskwalifikuje go z gry dla Blaugrany

Słowem podsumowania

Francuz rzeczywiście momentami ujawniał swój niewątpliwy potencjał, na skutek czego zdobył kilka spektakularnych bramek, jednak bardziej w pamięć kibicom zapadło choćby jego fatalne pudło w meczu z Liverpoolem w sytuacji na 4:0, niż np. genialna bramka z Tottenhamem w tej samej edycji Ligii Mistrzów. I tak jest z całą resztą zdarzeń związanych z Francuzem, minusy zawsze przysłaniały plusy.

Zważając na to wszystko, mój werdykt musi być jednoznaczny – „pollice verso”. Dembele musi odejść. Należy mu podziękować za te pięć lat i pozbyć się bardzo wysokiej pensji. Jako kibic jestem zmęczony ciągłym łudzeniem się, że akurat w tym sezonie uda się rozwiązać jego problemy zdrowotne i nagle sportowo odpali. Jestem mu naprawdę wdzięczny za kilka bardzo dobrych momentów, kiedy rozbudzał nadzieję fanów, jednak zawsze kończyło się w ten sam sposób.

W tej całej sytuacji bardzo nie w smak również jest mi jego roszczeniowe podejście (a być może bardziej jego środowiska). Nie wierzę, że ci ludzie nie mają świadomości, że od początku kariery w Hiszpanii Dembele częściej leczy się niż gra, a mimo to nie przeszkadza im to żądać horrendalnie wysokich pieniędzy, zupełnie nieadekwatnych do realnego wpływu Francuza na zespół. Podobno angielskie kluby są chętne do zapłacenia piłkarzowi takich pieniędzy, jakich oczekuje, zatem nie widzę problemu, żeby od następnego sezonu (a najlepiej już obecnego) Francuz zmienił kliniki katalońskie na te na Wyspach Brytyjskich, bo na boiskach i tak pojawiać się będzie sporadycznie.

Także dziękuję Ousmane i adios! A raczej au revoir, bo w sumie nadal nikt nie ma pewności, że nauczyłeś się przez te wszystkie lata hiszpańskiego, o czym nie omieszkali wspomnieć twoi koledzy, kiedy dostałeś czerwoną kartkę za dyskusję z sędzią.

Dawid Batko

Przeczytaj też nasze inne artykuły:

Dynamit w nogach i głowie – ciekawy przypadek Pione Sisto

Gruziński czarodziej – historia Khvichy Kvaratskhelii

Piazza del Calcio #8. Massimo Bonini, czyli „Płuca Platiniego”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Start a Blog at WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: