Złota Piłka. Kto tym razem?

Stało się! Ubiegłej niedzieli zakończyło się głosowanie dotyczące wyników Złotej Piłki. Oznacza to tyle, że wszystko, co wydarzy się na piłkarskich boiskach po 24 listopada, nie ma żadnego znaczenia w kontekście tej nagrody. Tak więc jest to chyba najwłaściwszy moment, by odpowiedzieć sobie na pytanie, komu należy się Ballon d’Or za rok 2021?

Na wstępnie chciałbym zaznaczyć, że nie zamierzam się tutaj rozwodzić nad sensem tego plebiscytu, narzekać na to, że głosują w nim ludzie często niekompetentni i że jest to tak naprawdę nagroda przyznawana prędzej za popularność, niż za piłkarską klasę. Bo przecież możemy marudzić do woli, a koniec końców i tak trudno kłócić się ze stwierdzeniem, że ten „le cabaret” tak naprawdę grzeje nas wszystkich. Nie ważne jak bardzo chcielibyśmy z tym uczuciem walczyć.

Trofea w gablocie 

Pośród zainteresowanych często dochodzi do sporu dotyczącego tego, kto tak naprawdę tę Złotą Piłkę miałby otrzymywać? Czy musi to być koniecznie najbardziej utytułowany piłkarz, lub chociaż taki, który ma na koncie co najmniej jeden duży, zespołowy sukces? Czy raczej powinno być to praktycznie nieistotne, bo przecież jest to nagroda indywidualna? Mnie zdecydowanie bliżej do stwierdzenia numer dwa, w związku z czym już teraz mogę śmiało powiedzieć – Złota Piłka nie dla Jorginho! Owszem, nie sposób nie docenić Włocha o brazylijskich korzeniach, który był bardzo istotnym elementem zarówno w szeregach triumfatora Ligi Mistrzów – Chelsea, jak i w zespole świeżo upieczonych Mistrzów Europy, a więc w reprezentacji Włoch. Czy jednak możemy uznać, że był on zdecydowanie piłkarzem numer jeden, w którymś z tych zespołów? Raczej nie. W poprzedniej edycji Champions League w barwach The Blues brylował głównie Kante, a i Bonucci czy Donnarumma wydają się zawodnikami, którzy mieli większy udział w sukcesie Włochów, niż wyżej wspomniany pomocnik. Tak więc nagrodą za zespołowe sukcesy Jorginho niech pozostaną złote medale na szyi, oraz możliwość potrzymania pucharu podczas ceremonii. I owszem, owe osiągi nie są czymś, czego nie należałoby brać pod uwagę zupełnie. Powinien to być jednak tylko dodatek do ogólnej postawy zawodnika, a ta w tym wypadku nie była chyba aż tak wybitna, by Włoch mógł zasługiwać na triumf w plebiscycie France Football. Najlepszego piłkarza 2021 należy moim zdaniem szukać gdzie indziej.

Walory ofensywne

Nie jest tajemnicą, że Złota Piłka to formuła, która mocno promuje piłkarzy bramkostrzelnych, kosztem tych, którzy bronią dostępu do własnej bramki. Szczerze mówiąc, nie mam z tym problemu. Nie zamierzam tutaj umniejszać umiejętnościom takich zawodników jak wyżej wspomniani Bonucci, czy Kante, a także triumfującemu przed laty Cannavaro, ale trudno mi oprzeć się wrażeniu, że to jednak strzelanie goli, zaliczanie asyst i efektowne dryblingi, są solą piłki. Ba! By opanować powyższe elementy, należy posiadać chyba większy, czysto piłkarski kunszt, niż w wypadku, w którym w owych działaniach chcemy przeszkadzać. Oczywiście, świat się nie zawali jeśli raz na jakiś czas uhonorujmy nagrodą piłkarza defensywnego, ale jeśli ma do tego dojść, to raczej w momencie, w którym żaden z ofensywnych magików nie da nam wystarczających argumentów, by po Złotą Piłkę sięgnąć. I tutaj pojawia się Salah, Benzema, Lewandowski i Messi, a więc czterech najlepszych – w moim odczuciu – napastników (nieco upraszczając) w kończącym się roku. Jeśli mielibyśmy sugerować się obecną formą, to nagroda trafiłaby pewnie do Egipcjanina, lub Francuza. Ale liczy się blisko dwanaście miesięcy, a poprzedni sezon był w wykonaniu obu bardzo dobry, ale już raczej nie aż tak wybitny. 

Faworyci i ich gole

Tym sposobem dochodzimy do dwóch zawodników, pomiędzy którymi powinna rozegrać się ostateczna batalia. Lewandowski to Król Strzelców Bundesligi w sezonie 2020/2021. Messi dokonał tego samego, tyle że na boiskach Hiszpańskich. Jeśli chodzi o minioną edycję Ligi Mistrzów, to obaj panowie zakończyli ją z 5 trafieniami na koncie i zapisali się w tabeli snajperów daleko za Haalandem (10 goli). Oczywiście, powyższe wyliczenia to suma bramek strzelanych zarówno w roku 2020 jak i 2021, ale roboczo przyjmuje, że skoro korona Króla Strzelców trafia na głowę snajpera w roku 2021, to należy wziąć ją pod uwagę jako sukces bieżący. A co z początkiem obecnej kampanii? Tutaj należy wyróżnić Polaka, który w trzech meczach Ligi Mistrzów trafiał aż pięciokrotnie, przy trzech golach Messiego. Jeśli chodzi o rozgrywki ligowe to mamy 10:0 dla Lewandowskiego. Oczywiście, sprowadzanie nagrody Ballon d’Or do samych goli to błąd. Zwolennicy Messiego zawsze będą mieli argument w postaci asyst, czy skutecznych dryblingów Argentyńczyka, który w tym elemencie wyraźnie wyprzedza naszego rodaka. Ale przecież i fani Roberta są w stanie znaleźć kilka elementów, w których jest on lepszy od swojego konkurenta (choćby gra tyłem do bramki, czy zachowanie w samym polu karnym). Tych piłkarzy po prostu nie sposób porównać w skali 1:1. Tak czy inaczej, jeśli zliczyć wszystkie trafienia od 1 stycznia do 24 listopada, zarówno piłkarza Bayernu, jak i tego, który od niedawna reprezentuje barwy PSG, to otrzymamy wynik 53 do 40 na korzyść tego pierwszego.

Inspiracja dla zespołu 

A co owa forma dała drużynie? Lewandowski pomógł Bayernowi w zdobyciu Mistrzostwa Niemiec. Messiemu po prymat w Hiszpanii sięgnąć się nie udało. Na arenie reprezentacyjnej sprawa ma się jednak odwrotnie. Były piłkarz Barcelony to triumfator i MVP tegorocznego Copa America i trzeba przyznać, że to spory argument na korzyść Argentyńczyka. Smutną normą staje się fakt, że kapitan polskiej reprezentacji nie jest w stanie pociągnąć jej do przyzwoitego wyniku. Trudno jednak przeoczyć, że w przeciwieństwie do Messiego, nie ma on wsparcia od piłkarzy pokroju Lautaro Martineza, czy Angela Di Marii, a i turniej Euro wydaje się być bardziej wymagający niż Copa America. Czy jednak koniecznym jest szukanie takich wymówek dla Lewandowskiego? W końcu – tak jak wcześniej ustaliliśmy – w kontekście Złotej Piłki liczą się występy indywidualne. A tu trudno mieć do Lewego pretensje, gdyż trzy gole w trzech meczach Mistrzostw Europy, to wynik bardzo dobry. Kapitan Polski ten turniej udźwignął, tyle że to nie wystarczyło, by cały zespół osiągnął sukces. Messiemu tym razem się to udało.

„Efekt wow” i obecny sezon

Ten wyczyn był zresztą najbardziej spektakularnym osiągnięciem tamtego sezonu jeśli chodzi o Argentyńczyka, i z tego głównie go zapamiętamy, jeśli chodzi o rok 2021. Oczywiście, nie biorąc pod uwagę transferowej sagi z jego udziałem, która jednak w wiadomym kontekście, jest pozbawiona znaczenia. A ten jeden „moment” Lewego? Rzecz jasna pobicie blisko 50-letniego rekordu Gerda Muellera. 41 ligowych goli w zaledwie 29 meczach. Czterdzieści jeden! Tym wynikiem Polak zapewnił sobie nieśmiertelność. Ten fakt oczywiście nie może umknąć głosującym i szczerze mówiąc, to wydaje się robić jeszcze większe wrażenie niż wyczyn Messiego. Tym bardziej że w tym sezonie napastnik Bayernu nie zwalnia tempa. Dziesięć goli w dziewięciu ligowych meczach, oraz wspomniane pięć trafień w Lidze Mistrzów. Jeśli zaś wziąć pod lupę piłkarza PSG, to tutaj już aż tak kolorowo nie jest. Przeprowadzka Messiego do Paryża, to póki co tylko krótkie chwile. Jeśli by policzyć jego naprawdę dobre mecze w kampanii 2021/2022, to doliczylibyśmy się dwóch, może trzech takich spotkań. I możliwe, że właśnie tu tli się nadzieja dla naszego rodaka.

Tak po ludzku…

Odbiegając od wszystkich tegorocznych sukcesów, rekordów, czy statystyk, w głosowaniu nie bez znaczenia może być fakt, że Lewandowskiemu Złota Piłka się po prostu należy. Nawet jeśli nie za 2021 rok, to za ten wcześniejszy już na pewno tak. Najlepszy piłkarz w plebiscycie FIFA 2020 nie miał wówczas konkurencji i gdyby organizatorzy Ballon d’Or w kuriozalny sposób nie pokrzyżowali planów naszego mistrza, to już wówczas stałby się on pierwszym Polakiem w historii, który triumfowałby w owym głosowaniu. I oczywiście, niesprawiedliwość jaka dotknęła Lewego, dziś nie powinna mieć żadnego znaczenia. Mówimy w końcu o innym okresie gry w piłkę. Nie zmienia to faktu, że choć wiem, że w ten sposób do sprawy podchodzić się nie powinno, to z łatwością mogę wyobrazić sobie scenariusz, w którym niejeden z głosujących zakreśla nazwisko Lewandowskiego, mając na uwadze jego wyczyny, nie z jednego roku, a z pełnych dwóch lat. Zresztą, piłkarz Manchesteru City, Kevin de Bruyne zwracał już na to uwagę, mówiąc:

„Myślę, że gdybym ja oddawał głos na zwycięzcę Złotej Piłki, to brałbym pod uwagę również to, co miało miejsce w 2020 roku. Gdyby to ode mnie zależało, to chciałbym, aby wygrał Lewandowski. Zasłużył na tę nagrodę za to, co zrobił. Zdobył mnóstwo bramek i wygrał wiele trofeów z Bayernem.” (RMC Sport)

Cóż, nie mielibyśmy nic przeciwko.

Więc w końcu kto?

Podsumowując zarówno Lewandowski jak i Messi mają za sobą udany rok, i patrząc całościowo, uważam, że któryś z tej dwójki zasługuje na triumf w plebiscycie bardziej niż choćby Jorginho, Benzema, czy Salah. 

Jeśli chodzi o postawę w piłce klubowej mamy mimo wszystko wyraźną przewagę Lewandowskiego, który nie dość, że grał jak natchniony, to jeszcze wygrał z Bayernem mistrzostwo Niemiec. Na polu reprezentacyjnym wajcha przesuwa się już jednak w stronę Argentyńczyka. Triumf w Copa America i tytuł MVP turnieju to duża rzecz i gdyby przyznawać Złotą Piłkę zaraz po finałowym meczu Messiego z Brazylią, to całkiem słusznie powędrowałby ona w jego ręce. No ale Ballon d’Or to nagroda za cały (niemal) rok. I choć uważam, że jest to bezsens, gdyż pełnym „okresem rozliczeniowym” dla piłkarza powinien być w moim odczuciu jednak konkretny sezon, to zasady France Football są, jakie są. I tutaj pojawia się szansa dla Lewandowskiego, który w ostatnich miesiącach wyraźnie dominuje nad Argentyńczykiem, który – jak już wcześniej wspomniałem – ma dość skomplikowany okres w Paryżu. Ten właśnie argument przechyla moim zdaniem szalę na korzyść Lewandowskiego i jest dość mocnym powodem, dla którego to właśnie Polak powinien sięgnąć po prestiżową nagrodę. 

Oczywiście, znając historię tegoż plebiscytu, nie mamy prawa się łudzić, że każdy z głosujących podejdzie z pełną rzetelnością do wątku Messi vs Lewandowskim. Pozostaje trzymać kciuki i liczyć, że do tematu przyłoży się, chociaż część z nich. A pozostali? Może niech po prostu pójdą za głosem Kevina de Bruyne?

Michał Bakanowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: