Klękajcie przed wielkim Streichem! O seriach trwających i przerwanych w Bundeslidze.

            To już trzecia seria rozgrywek z rzędu, gdzie nie było rezultatu bezbramkowego. Zawodnicy strzelają aż miło, a pewna drużyna została już bez trenera. Karuzela trenerska jednak ruszyła szybciej, niż się spodziewałem. Jak poszło poszczególnym drużynom w weekend? Zapraszam na kolejne podsumowanie kolejki Bundesligi!

            Wszystko zaczęło się w Moguncji, gdzie przyjechał słaby w tym sezonie Augsburg i tę formę było widać również w tym spotkaniu. Koszmar gości rozpoczął się już w 10. minucie. Z prawej strony poszła piłka od Silvana Widmera. Gdy już wydawało się, że nie dojdzie ona do Karima Onisiwo, to sprawy w swoje ręce wziął Robert Gumny, który… nie trafił w futbolówkę. To skrzętnie wykorzystał wspomniany Austriak. Następnie gospodarze zagrali bardzo dobrą akcję kombinacyjną, którą wykończył kapitan Stefan Bell. Jak się znalazł środkowy obrońca w polu karnym przeciwnika? Nie wiem, ale po tej akcji widać, że klub z Moguncji czuje się dobrze mimo wcześniejszych trzech porażek z rzędu. Nie minęło pół godziny gry i już było 3:0! Świetne dośrodkowanie Onisiwo wykorzystał rozgrywający znakomite zawody Jonathan Burkardt, który wygrał pojedynek powietrzny z Gumnym. Ta połowa bardzo przypominała tę z Dreisamstadion, gdzie Freiburg również walnęła trzy gongi do przerwy. Na Opel Arena inna była druga odsłona, bo wtedy jednak padły jakieś bramki – po jednej u każdej ze stron. Najpierw Andi Zeqiri pokonał Robina Zentnera po dobrym dograniu Andre Hahna, ale krótko po wznowieniu gry duet Onisiwo-Burkardt ustalił wynik spotkania, a z dubletem skończył to spotkanie młodzieżowy reprezentant Niemiec, którego obserwował Hansi Flick. Czyżby powołanie na listopad? Życzę mu tego. Bo Svensson wreszcie zatriumfował, a Markus Weinzierl… cóż, zdziwię się, jak nie zostanie zwolniony podczas przerwy reprezentacyjnej. Albo i wcześniej.

            Sobotni przegląd zacznijmy od wizyty na Allianz Arena, gdzie spotkały się drużyny, które w zeszłym tygodniu zaaplikowały swoim przeciwnikom pięciu bramek – Bayern i Hoffenheim. I jak można się było spodziewać, wyczyn ten próbowali powtórzyć gospodarze. I tak po nieco ponad kwadransie po znakomitej akcji gola na 1:0 strzelił Serge Gnabry. To już szósta bramka w Bundeslidze Niemca. Ogólnie Bawarczycy grają, jakby jechali na automatycznej skrzyni biegów – kontroluje tempo gry kiedy i gdzie chcą. Trochę przycisnęli pedał gazu i było 2:0. Kontra dwójkowa Robert Lewandowski-Thomas Mueller, a ten pierwszy popisał się świetnym strzałem zza pola karnego. Polak zrobił to, co trzeba – powiększył swój dorobek do 10 goli, ale w tym meczu nie trafiał z o wiele bardziej dogodnych sytuacjach niż ta bramkowa. Powinien ten mecz skończyć co najmniej z hattrickiem. Po przerwie nie działo się zbyt dużo. Goście zbyt późno zorientowali się, że monachijczycy chcą po prostu ten mecz dograć i pod koniec przycisnęli. Bramki jednak padały po drugiej stronie barykady. Przyczynili się do tego rezerwowi – Eric-Maxim Choupo-Moting oraz Kingsley Coman, którzy strzelili po bramce i ustalili wynik spotkania na 4:0. Kolejne 3 punkty wpisane, ekipa Juliana Nagelsmanna może iść dalej. A Wieśniaki muszą się dobrze przygotować na siermiężny styl Pala Dardaia.

            W tym samym czasie na SchuecoArena grał wicelider z Dortmundu i raczej nie było wątpliwości, kto ma większe szanse na wygraną. Liczba zwycięstw Arminii od początku sezonu się nie zmienia – okrągłe zero w tej statystyce. Od razu goście ruszyli do ataku i wysokiego pressingu, ale mało brakowało, by Marin Pongracić skrzywdził swoich kolegów, bo po jego stracie poszła kontra gospodarzy, ale ani Janni Serra, ani Robin Hach nie pokonali Gregora Kobela. Za to błąd obrony wykorzystał Emre Can, skutecznie wykonując rzut karny po faulu Cedrica Brunnera na Donyellu Malenie. Jeszcze przed przerwą po złym wybiciu piłki przez obrońców podopiecznych Franka Kramera świetnym strzałem z linii pola karnego popisał się Mats Hummels i na tablicy wyników widniał rezultat 0:2. W drugiej odsłonie BVB kontrolowało sytuację na boisku. Z racji tego, że 2:0 to niebezpieczny wynik, to klub z Bielefeldu śmielej doskakiwał do rywali, ale bramek to nie dało. Za to ostatecznie fenomenalnym rajdem popisał się Jude Bellingham i delikatnym lobem zaskoczył Stefana Ortegę. Obrońcy wybijali jeszcze piłkę, ale wcześniej przekroczyła ona linię bramkową. Myśleliście, że Borussia zachowa czyste konto? Nic z tych rzeczy, bo Hummels postanowił sfaulować w polu karnym Patricka Wimmera, a z jedenastki strzelił Fabian Klos. I wynikiem 1:3 zakończył się ten mecz. Żółto-czarni nadal depczą po piętach Bayernu, mając tylko punkt straty do nich. A Arminia przedostatnia i brak perspektyw na pierwszą wygraną, bo z Mainz i Stuttgartem trudno będzie choćby o punkt.

            Nie zatrzymujemy się i meldujemy relację z meczu Wolsburg-Freiburg. Gospodarze chcieli się odkuć za trzy porażki z rzędu w lidze, do tego doszła porażka z Salzburgiem w ramach Ligi Mistrzów. Trafili jednak na dokonującą wielkich rzeczy – patrząc z perspektywy gości – ekipę Christiana Streicha. I to właśnie oni zaatakowali bramkę Koena Casteelsa, czego efektem w pierwszej połowie było objęcie prowadzenia. Z rzutu wolnego dośrodkował Vincenzo Grifo, a z najbliższej odległości „na raty” trafił Philipp Lienhart. Początkowo odgwizdano spalonego, ale po analizie VAR bramkę uznano. Szczerze mówiąc, ten mecz od początku rozgrywany był na wysokiej intensywności. Piłka szła z jednego pola karnego do drugiego, obie drużyny stwarzały sobie okazje. Jednak strzelał tylko jeden klub, a Wilki co najwyżej obijały aluminium (w poprzeczkę trafił Lukas Nmecha). Po przerwie Christian Guenter posłał futbolówkę po ziemi do Lukasa Hoelera, a ten z pierwszej piłki ustalił wynik na 2:0. Z każdą minutą podopieczni Marka van Bommela grali coraz gorzej i ostatecznie ponieśli czwartą porażkę z rzędu. Fatalna dyspozycja piłkarzy spod szyldu Volkswagena, a nie widać perspektyw na poprawę swojej sytuacji, dlatego postanowiono zwolnić Holendra z funkcji trenera. Natomiast Freiburg zaskakuje wszystkich ekspertów swoją grą i formą – nadal są niepokonani!

            Z meczów sobotnich rozgrywanych o 15:30 został ten Lipska z Greutherem. Goście chcieliby zacząć wreszcie punktować i wyszli na Byki zaskakująco wysoko. Przeważali w pierwszej odsłonie, zagrażali bramce Petera Gulacsiego, w dodatku wywalczyli rzut karny! Faulował Nordi Mukiele Jeremy’ego Dudziaka. Branimir Hrgota pokonał bramkarza i do przerwy mieliśmy sensacyjne prowadzenie beniaminka przy katastrofalnej grze gospodarzy. Druga połowa zaczęła się od błyskawicznego wyrównania stanu rywalizacji. Andre Silva dograł w pole karne, niedokładnie wybili obrońcy, Yussuf Poulsen strzelał i po rykoszecie piłka znalazła się w siatce. Nie minęło 10 minut z drugich 45, a lipszczanie prowadzili. Przewrócił się Poulsen w obrębie „szesnastki” po kontakcie z Marco Meyerhoeferem, a Emil Forsberg zamienił „wapno” na bramkę. Trzeba wspomnieć, że Duńczyk wszedł w drugiej połowie, a strzelił gola i wywalczył „jedenastkę”, więc zaliczył wejście smoka. Jesse Marsch dał fenomenalne zmiany. Pokazały to kolejne bramki, które strzelili Dominik Szoboszlai i debiutujący w Bundeslidze Hugo Novoa po asyście Węgra. Mimo fatalnej pierwszej połowy klub spod szyldu Red Bulla może spać spokojnie. Nie można tego powiedzieć o Koniczynkach, bo znajdują się w beznadziejnej sytuacji. Jeden punkt, do baraży strata pięciu. Czarno to widzę.

            Sobotę kończyliśmy na Olympiastadion, gdzie Hertha mierzyła się z Borussią Moenchengladbach. Wiadomo, faworytem byli goście, ale stołeczny klub chciał wygrać znowu drugi mecz z rzędu – w tym sezonie takie coś już się zdarzyło, ale rywale, których pokonali, nie byli z najwyższej półki – Bochum i Greuther w kolejno 4. i 5. kolejce. Goście wysoko wyszli na swoich przeciwników, a Stara Dama gubiła się w rozgrywaniu akcji od tyłu. Wreszcie po 40 minutach doczekaliśmy się gola, tyle że to gospodarze objęli prowadzenie, na co nic się nie zapowiadało. Marvin Plattenhardt wrzucił z autu w pole karne, przedłużył piłkę Marco Richter i trafiła ona do Krzysztofa Piątka. Jego strzał został zablokowany tak niefortunnie, że Richter pozwolił sobie na strzał w dość ekwilibrystyczny sposób. Futbolówka po koźle przelobowała Yanna Sommera i ugrzęzła w siatce. Źrebaki odpowiedziały na to… niczym. Zupełnie nie mieli pomysłu na przeforsowanie defensywy Herthy, dla której było to pierwsze czyste konto w tym sezonie. Tak właśnie berlińczycy grający delikatnie rzecz ujmując nie najlepszą piłkę w kraju, przeskakują w tabeli BMG. Takiego obrotu spraw nie brałem w ogóle pod uwagę, a tak się stało dlatego, że Adi Huetter nie potrafi odpowiednio ułożyć drużyny pod słabszego przeciwnika – pokonali go Augsburg i Hertha! To zakrawa na absurd.

            Było spotkanie drużyn, które strzeliły 5 bramek w zeszłym roku (Bayern-Hoffenheim), a teraz czas na ich ofiary – na RheinEnergieStadion Koeln gościło Bayer. No i po 20 minutach to klub z Leverkusen prowadził już 2:0. Najpierw fantastycznym prostopadłym podaniem popisał się Robert Andrich, Moussa Diaby jeszcze dograł do Patrika Schicka, a ten dziobnął piłkę obok Timo Horna. Następnie Florian Wirtz obsłużył Andricha, który kilka razy był blokowany, ostatecznie dopadł do futbolówki Karim Bellarabi i zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie Bundesligi. Podopieczni Gerardo Seoane chcieli zamknąć mecz już przed przerwą, ale nie wykorzystali swoich szans, między innymi Jeremy Frimpong zachował się egoistycznie i obił tylko poprzeczkę. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do Koziołków. Nie udokumentowali tego golem. Na szczęście nie zaprzestali tylko na tym zrywie i druga odsłona również zaczęła się od ataków gospodarzy. Wreszcie złapali kontakt. Jonas Hector posłał piłkę w pole karne z wręcz chirurgiczną precyzją do Anthony’ego Modeste. Źle obliczył tor lotu piłki Jonathan Tah, więc Francuz ze spokojem pokonał Lukasa Hradecky’ego. Nie poprzestali tylko na tym i Modeste znowu dał o sobie znać w końcowych 10 minutach spotkania. Kingsley Schindler wyrzucił z autu w pole karne, tam był Sebastian Andersson, który przedłużył do wspomnianego Modeste i tak owy napastnik zaliczył dublet. Znakomity comeback Kolonii! A chcieli jeszcze więcej, walczyli o komplet i gdyby mecz trwał jeszcze 5-10 minut, to gola na 3:2 by strzelili, ale myślę, że i tak Steffen Baumgart może być z nich dumny. Również z siebie, bo wykonał bardzo ważne zmiany dające wartość dodaną do zespołu. A Bayer sam sobie jest winny. Powinien ten mecz zamknąć dużo wcześniej.

            Ledwo jedne emocje się skończyły, a już rozpoczął się kolejny spektakl. Tym razem w Stuttgarcie, gdzie przyjechał będący w świetnej formie Union. Tradycyjnie poza kadrą meczową Tymoteusz Puchacz i Paweł Wszołek. Od pierwszej minuty było widać, kto bardziej chce zgarnąć komplet. Podopieczni Ursa Fischera objęli prowadzenie w 31. minucie po dobrej akcji wracającego po kontuzji Sheraldo Beckera, a jego podanie na gola zamienił niesamowicie bramkostrzelny Taiwo Awoniyi. W lidze Nigeryjczyk ma na koncie już 7 bramek, dzięki czemu plasuje się na 4. miejscu w klasyfikacji strzelców. Ustępuje tylko Lewandowskiemu, Erlingowi Brautowi Haalandowi i Schickowi. Po tej akcji wydawało się, że wszystko układa się po myśli berlińczyków. Gospodarze byli anemiczni w akcjach ofensywnych. Zwłaszcza że niesamowitą ujemną inteligencją popisał się Atakan Karazor. Niemiec postanowił w ciągu kilkudziesięciu sekund złapać dwie żółte kartki, przez co przedwcześnie mógł wziąć prysznic w szatni. Nic nie dały zmiany przeprowadzone przez Pellegrino Matarazzo oprócz… gola. Tak, ta nic niegrająca w ataku drużyna w ostatniej akcji meczu zdołała wyrównać dzięki Wahidowi Faghirowi. On przy tej bramce miał bardzo dużo szczęścia, gdyż piłka poszła po rykoszecie od Timo Baumgartla. Pech Unionu. Gdyby nie on, awansowaliby na 4. miejsce w tabeli i przedłużyliby klubowy rekord ligowej serii zwycięstw. Niestety, gospodarze grali do końca. A Stuttgart znowu wyrównuje w osłabieniu jak z Eintrachtem po błędzie Martina Hintereggera.

            A jak już wspomniałem o ekipie Olivera Glasnera, to czas na mecz zamykający 9. serię spotkań. Orły przyleciały do Zagłębia Ruhry, by skrzyżować rękawice z Bochum. 3 dni wcześniej zagrali bardzo dobrze, pokonując Olympiakos 3:1 i objęli prowadzenie w swojej grupie w Lidze Europy. W Bundeslidze niestety grali z sąsiadem w tabeli. I to nie dlatego, że Bochum fantastycznie wystartowało, tylko Orły gubiły punkty. Ledwo zabrzmiał gwizdek, rozpoczynający spotkanie to już  leżeli na deskach. Takuma Asano idealnie podał do Danny’ego Bluma, a ten pokonał Kevina Trappa. Wydawało się, że goście szybko odpowiedzą, bo został podyktowany rzut karny po zagraniu ręką Sebastiana Poltera. Gonzalo Paciencia jednak strzelił fatalnie, Manuel Riemann wyczuł intencję i złapał piłkę. Wyglądało to tak, jakby ta sytuacja załamała szeregi Eintrachtu. Nie mogli się po tym podnieść, a gospodarze raz po raz zagrażali bramce Trappa. Najwięcej okazji stworzyli sobie pod koniec meczu, kiedy na boisku zameldował się Gerrit Holtmann. Nagminnie było to wszystko marnowane i na stadionie bali się, że stracą prowadzenie. Zwłaszcza że Daichi Kamada bardzo poważnie zagroził Bochum, trafiając w poprzeczkę. Na szczęście w doliczonym czasie gry Polter wykorzystał swoją szansę i przypieczętował drugie zwycięstwo z rzędu. Po tym spotkaniu beniaminek przeskoczył w tabeli swoich niedzielnych rywali.

            Jak widać, emocji nie brakowało. W tabeli lekkie zmiany: zamiana miejsc Freiburga i Bayeru, Lipsk powoli pnie się w niej w górę, a na dnie nadal Eintracht, Augsburg, Arminia i Greuther – tylko one nie osiągnęły 10 punktów. Fantastyczna kolejka szykuje się w ten weekend: Union-Bayern, BVB-Koeln, Bayer-Wolfsburg, Eintracht-Lipsk… Oj, dzieje się w Niemczech!

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: