Niemiecka myśl szkoleniowa – czy karuzela trenerska ruszy?

            Za nami osiem kolejek Bundesligi. Mniej więcej wiemy jaki styl prezentuje każda z drużyn. Wiadomo również, kto jak wystartował, co klarownie pokazuje tabela. A kto w dużej mierze odpowiada za postawę zawodników? Oczywiście, że trener. Dlatego zdecydowałem się na moją subiektywną ocenę szkoleniowców najwyższej niemieckiej klasy rozgrywkowej. Czy doczekamy się zmiany na ławce trenerskiej już w październiku? Nie wiadomo, ale kandydaci do zwolnienia są.

Każdy ze sterników został przydzielony do jednego z pięciu poziomów określających jego położenie:

– nietykalny – nie ma szans, by się coś u niego zmieniło

– bezpieczny – może bez strachu ustalać plan na najbliższe mecze

– niepewny – nie wiadomo w którą stronę to pójdzie

– zagrożony – ma coraz mniej czasu na poprawę

– gorący stołek – jest na cienkiej granicy – jeden-dwa mecze i może być po nim

W ocenie będzie zawarty ogólny opis drużyny. Chciałbym podkreślić, że jest to moja opinia, która mam nadzieję, że skłoni fanów Bundesligi do dyskusji.

ARMINIA BIELEFELD – FRANK KRAMER

Dla podopiecznych Franka Kramera jest to drugi sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej i widać, że ciężko będzie im o utrzymanie. Jeśliby można było ocenić ich przez pryzmat pierwszych pięciu serii spotkań, to powiedziałbym, że był to klub najbardziej zbliżony do stylu nazywanego antyfutbol. Głównie opierali swoją grę na dośrodkowaniach z bocznych stref boiska i liczyli na świetnego w powietrzu Fabiana Klosa (50 wygranych takich pojedynków – najwięcej w lidze). Z tyłu zaś ratowani byli przez Stefana Ortegę (27 interwencji – 4. miejsce). Jednak ostatnie mecze z Unionem, Bayerem i druga połowa z Augsburgiem nie wyglądały tak źle, jak pokazują wyniki. Gra wygląda coraz lepiej, więcej akcji kombinacyjnych się zdarza. Nie można im odmówić starań – są drużyną, która najwięcej biega (946,9 km) i wygrywa najwięcej główek (221).  Ze statystycznego punktu widzenia warto odnotować również najdłuższy łączny dystans wśród wszystkich zawodników przebyty przez Manuela Prietla – 96,5 km. Tylko co z tego, skoro są jedyną drużyną obok Greuthera, która jeszcze nie zainkasowała kompletu punktów, a zaliczył remisy ze słabym Augsburgiem i fatalnym Greutherem. Widać u Kramera pomysł, ale musi zacząć wygrywać, inaczej władze skończą z nim współpracę szybciej niż to było z Uwe Neuhausem.

Ocena: zagrożony

FC AUGSBURG – MARKUS WEINZIERL

O ile w zeszłym sezonie jeszcze patrzyłem na ten projekt z zaciekawieniem, o tyle teraz nie podoba mi się to, co widzę. Obrona czasami serio daje radę. Zwłaszcza kiedy znajduje się pod przewodnictwem Reece’a Oxforda, ale on nie ma wpływu na to, że wylewu dostaje na przykład Jeffrey Gouweleeuw albo Raphael Framberger. Robert Gumny miewał dobre występy, ale do zapomnienia powinien być mecz z Freiburgiem. Rafał Gikiewicz też miejscami jest niepewny, ale czwarte miejsce wśród bramkarzy z 27 skutecznymi interwencjami zajmuje i tak. Tak więc defensywa jeszcze jest znośna, ale ofensywa… Nic tylko przeżegnać się lewą ręką. Fakt, dobrze wygląda Ruben Vargas. Przebłyski można zauważyć u Daniela Caligiuriego. A reszta? Albo niewidoczna, albo fatalne zachowania. Zdobyli tylko 4 bramki w 8 meczach – najgorzej w lidze razem z Arminią. Już nie mówię o najgorszym środkowym pomocniku w lidze Janie Moravku, którego Weinzierl w pierwszych mieczach wystawiał w podstawowym składzie i to wyglądało, jakby Czech zapomniał, jak się gra w piłkę. Zresztą na potwierdzenie moich słów zaliczył asystę przy straconej bramce przeciwko Arminii. Drużyna ma drugi najgorszy współczynnik celnych podań – 74,7%. Skład ma potencjał dość duży. Na pewno nie na drżenie o utrzymanie, a z takim stylem nic innego im nie prognozuję. Nie mam żadnego przekonania do trenera. Raczej nie zbawi klubu z Bawarii, jak to zrobił, chociażby w sezonie 2014/15 (5. miejsce) czy nawet sezon wcześniej (8. lokata).

Ocena: gorący stołek

BAYER 04 LEVERKUSEN – GERARDO SEOANE

Już miałem uszykowaną przepiękną laurkę dla Szwajcara. Już chciałem chwalić jak to oni znakomicie pressują, tłamszą przeciwników, zmuszają do błędów, a potem momentalnie wyprowadzają śmiertelny atak. Cytując klasyka: już było dobrze! Tymczasem na BayArena grali już z dwoma wielkimi firmami. Efekt? Zero punktów – 3:4 z Borussią Dortmund i aż 1:5 z Bayernem, który przejechał się po nich jakby przeciwko nim grał Greuther nie Bayer. Co to pokazuje? Że nie są jeszcze gotowi na walkę o paterę. Mimo tego można ich bardzo pochwalić. To zupełnie inna drużyna niż ta Petera Bosza. Wiedzą co mają grać, a nie wykonują 1000 podań i nic z nich nie wynika. Co do statystyk: trzecia najlepsza ofensywa ligi (21 goli), trzeci najlepszy procent celnych podań (86,3%), indywidualnie Patrik Schick trzeci w klasyfikacji strzelców z 7 bramkami (Seoane odbudował Czecha – duży plus za to), Florian Wirtz najlepszym asystentem razem z Andrejem Kramariciem (ma ich 6), Lukas Hradecky interweniował najwięcej razy – 37. Dobrze się ich ogląda zarówno w Bundeslidze, jak i Lidze Europy, gdzie zdominowali Szkotów na Celtic Park. Dzięki szerokiej kadrze gra na kilku frontach nie będzie problemem. Z takim składem i grą zagrają w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów.

Ocena: bezpieczny

BAYERN MONACHIUM – JULIAN NAGELSMANN

Nie przekonywały mnie ani pogromy z Bochum i Herthą, ani wygrane w Lidze Mistrzów. W obronie nadal było dużo do poprawy, w szczególności u Dayota Upamecano, któremu czasami włącza się nonszalancja. Nie mieli godnego rywala, byśmy mogli stwierdzić: tak, projekt Nagelsmanna idzie w dobrym kierunku. Z całym szacunkiem do Barcelony, ale w tej formie, jaką miała wtedy, nie mogła zagrozić Niemcom. Ale nadszedł mecz z Bayerem, w którym po 37 minutach było po meczu. Kontrolowali spotkanie od początku do końca. Środek pola to był potwór nie do pokonania ani nawet do porządnego zranienia. Szli jak po swoje i swoje dostali. Najlepsza ofensywa w lidze (29 bramek), najwięcej strzałów (155), najwięcej razy obijali aluminium razem z Hoffenheim i BVB (5), największy współczynnik podań (86,7%), drugie największe średnie posiadanie piłki (58%), druga najlepsza liczba wygranych pojedynków (857), najwięcej sprintów (1979)… No cóż, zdominowali praktycznie wszystkie zespołowe statystyki. Już nie będę sprawdzał indywidualnych liczb, bo to by zajęło naprawdę dużo. Wniosek jest jeden: widoczna jest ręka tego młodego Niemca i to bardzo. Czy jeszcze tęsknią za Hansi Flickiem? Na pewno, ale Julian robi wszystko, by się to jak najszybciej zmieniło.

Ocena: nietykalny

VFL BOCHUM – THOMAS REIS

Dopóki był na boisku Simon Zoller, to mieli wszystko, by się utrzymać. Fenomenalnie wszedł w Bundesligę, czego efektem są 2 gole i 2 asysty w pierwszych czterech kolejkach. Niestety, Niemiec zerwał więzadło krzyżowe i muszą sobie radzić bez niego. No i następne trzy mecze to zupełny brak pomysłu w ofensywie. Jeden punkt i zawstydzający bilans 0:10. Z wielkimi firmami po pierwszej bramce sypały się następne, więc mentalność pozostawiała wiele do życzenia. Mimo stylu gry naprawdę przyjemnego dla oka brakowało tego najważniejszego – goli. Wspomniany Zoller brał udział we wszystkich sytuacjach kończących się piłką w bramce. Zmieniło się to w ostatniej kolejce, kiedy zrobili to, czego nie zrobiła Arminia – VFL wygrał 1:0 w starciu beniaminków po bramce Losilli, chociaż to Greuther przeważał. Ale to Bochum zdobył punkty i wyszedł ze strefy spadkowej. Mimo tego Reis może nie dać gwarancji utrzymania, chociaż ja liczę, że to będzie taki Union z sezonu 2019/20 albo Arminia sprzed roku. Kibicuję im z całej siły.

Ocena: niepewny

BORUSSIA DORTMUND – MARCO ROSE

Oglądanie drużyny Marco Rose jest jak emocjonowanie się meczami reprezentacji Polski w piłce ręcznej za czasów Bogdana Wenty czy Michaela Bieglera – w obu przypadkach kibic jest bliski palpitacji serca. Nowy trener, stary grzech. Jaki? Koncentracja, a raczej jej brak. To się chyba nigdy nie zmieni. Ileż to razy w tym sezonie BVB miało bezpieczny wynik przeciwko słabszemu zespołowi, nagle traciło gola i dawało tym tlen przeciwnikowi? To już się robi nie śmieszne, a irytujące!  Mimo tych sytuacji zajmują drugie miejsce i tracą tylko punkt do Bayernu, jednak z taką koncentracją i nonszalancją nie mają co liczyć na pierwszego mistrza od 10 lat. Zresztą skoro w LM przegrywają 0:4 z Ajaxem, to jak mają ograć Bawarczyków? Niektóre statystyki drużynowe i indywidualne robią wrażenie. Druga najlepsza ofensywa ligi (22 gole), 5 obić słupka lub poprzeczki, 118 strzałów (4. miejsce ex aequo z Koeln), posiadanie piłki średnio wynosi 60% – najlepiej w lidze. Erling Braut Haaland liderem strzelców (9 goli, 3 asysty) i zawodnik z trzecią największą liczbą strzałów (30). Do tego Axel Witsel wykonuje podania ze skutecznością 97,06% – oczywiście najlepiej w Bundeslidze, a Jude Bellingham jest trzeci pod względem wygranych pojedynków (jest ich 106). Jeszcze przed Marco Rose długa droga, by to wszystko ustabilizować. A czas na pewno dostanie, bo władze nie lubią trenerów zmieniać.

Ocena: bezpieczny

BORUSSIA MOENCHENGLADBACH – ADOLF HUETTER

Zaczęli dobrze – remis z Bayernem. Później był taki regres, że po przegranym meczu z Augsburgiem (!) nie dowierzałem w niemoc BMG. Nie dało się ich wtedy oglądać – w ofensywie wyglądali jak dzieci we mgle. Tydzień później nagłe olśnienie – wygrywają z BVB! Następna kolejka, a oni aplikują 3 gole Wolfsburgowi! Czyżby to była oznaka lepszych dni w Gladbach? No nie wiem, bo już po przerwie reprezentacyjnej wpadka. Tym razem remis na Borussia-Park ze zdziesiątkowanym Stuttgartem. Nie wiadomo, co wymyśli następnym razem drużyna Źrebaków. Największy mankament podopiecznych Adiego Huettera? 131 strzałów (tylko Bayern ma więcej), a bramek mają 10 – tyle samo co Hertha, o której parę cierpkich słów niebawem. Co trzynasty strzał trafia do siatki – powiedzieć, że mają problem ze skutecznością, to jak nic nie powiedzieć. Ogólnie pod względem statystyk nie wygląda to aż tak tragicznie. Podania na poziomie 86,1% (czwarte miejsce), posiadanie na poziomie 55% (czwarta lokata), 835 wygranych pojedynków (piąte miejsce). Dobrze wyglądają na pewno Nico Elvedi (druga pozycja w celności podań – 96,11%) i młody Joe Scally (szóste miejsce w łącznej liczbie przebiegniętych kilometrów – 90,2 km). Wiele pracy jeszcze przed byłym trenerem Eintrachtu. Kiedy ustabilizuje tę chwiejną łajbę?

Ocena: niepewny

EINTRACHT FRANKFURT – OLIVER GLASNER

Eintracht bardzo długo czekał na pierwsze zwycięstwo w lidze. No i dopięli swego. Ale kto by pomyślał, że to zrobią przeciwko Bayernowi, do tego na Allianz Arena? To była największa sensacja początku sezonu. Wydawało się, że będzie to pozytywny sygnał dla Orłów. A tu cyk, przegrana na własnym obiekcie z Herthą. Tak, tą Herthą. Zrobili to w tak katastrofalny sposób, że aż oczy krwawiły. Co chwilę obrona miała takie wylewy, że trudno było w to uwierzyć. Tak więc widzimy tu podobną sytuację co w BMG – bardzo chwiejna forma. Do tego mają problemy, chociażby z przedostaniem się w pole karne. Widzimy to w liczbach – 96 strzałów, tyle samo co Freiburg, tylko gdzie oni są w tabeli, a gdzie ekipa Glasnera? Celność podań (77,6%)  gorsza niż ma… Greuther! Z tych bardziej pozytywnych to trzecie miejsce w liczbie wygranych pojedynków (848) oraz drugie w przebiegniętym dystansie (944,2 km), sprintach (1956) i intensywnych biegach (5788). W czołówce nie mogło zabraknąć Filipa Kosticia (najwięcej crossowych podań – 42). Chwalić należy też Evana Ndickę (ustępuje tylko Klosowi w wygranych pojedynkach powietrznych – 40), Djibrila Sowa (trzeci w łącznym dystansie – 93,1 km) i przede wszystkim Kevina Trappa (trzeci w skutecznych interwencjach – 28). Z team spirit we Frankfurcie na bakier, co skutkuje dopiero 14. miejscem i przewagą tylko 2 „oczek” nad strefą barażową. Oj, ciężary Glasnera…

Ocena: niepewny

SC FREIBURG – CHRISTIAN STREICH

Cztery zwycięstwa, cztery remisy, zero porażek – tak wygląda najlepszy start w historii drużyny z Fryburga. Ktoś powie: pewnie mieli łatwy terminarz. A tu zaskoczenie, bo grali już z BVB (wygrana 2:1), ze sprawiającym ogromne problemy rywalom na początku rozgrywek Koeln (1:1), z bardzo groźnym Mainz (0:0) i z nieprzewidywalnym RB Leipzig (1:1). Ogólnie jest to bardzo szczególny sezon dla nich. Oprócz fenomenalnych jak na ten klub wyników dochodzi jeszcze nowy stadion – Europa-Park-Stadion. Nie można jednoznacznie wskazać stylu, jakim grają, gdyż Christian Streich tak miesza taktykę, że analitycy przeciwników mają ból głowy, jak oni w ogóle zagrają. Świetna forma wynika ze szczelnej defensywy, która jest najlepsza w lidze – tylko 6 goli straconych. Co z tego, że strzelili mniej bramek niż na przykład wesoły Stuttgart, który swoją drogą też pokonali na wyjeździe 3:2 – w obronie Freiburg jest murem nie do skruszenia. Jako zespół nie wyróżniają się szczególnie w statystykach – głównie to środek stawki. Indywidualnie zresztą też nie jest to górna półka. Są pojedyncze wyjątki jak Nico Schlotterbeck (105 wygranych pojedynków – 4. miejsce razem z Danilo Soaresem), Lucas Hoeler (97 wygranych – 8. miejsce) czy Philipp Lienhart (91,13% celności podań – 11. miejsce). Ale przede wszystkim wygrywają kolektywem. I to sprawia, że gra Streicha i spółki cieszy oko. Nie ma tutaj mowy o zakończeniu współpracy, broń Boże! Od sezonu 1993/1994 – pierwszego w Bundeslidze Freiburga – trenowało ten klub czterech szkoleniowców. Czterech w ciągu 28 lat! W obecnych czasach to rzadkość, którą kocham

Ocena: nietykalny jak nikt inny

SPVGG GREUTHER FUERTH – STEFAN LEITL

W życiu są pewne trzy rzeczy: śmierć, podatki i ostatnie miejsce w obecnym sezonie Bundesligi klubu z Fuerth. Jeden punkt, a grali już z Bochum, Arminią i Herthą. To jest tak słaba drużyna, że nie wiem, czy się nie pokuszą o pobicie rekordu Tasmanii Berlin (najgorszy klub w historii najwyższej niemieckiej klasy rozgrywkowej) jeżeli chodzi o liczbę „oczek” zdobytych w całym sezonie. Bo nie wiem, gdzie oni mogą zdobyć pozostałe 9? Ja wiem, że to tylko 3 zwycięstwa, ale zrozumcie – jedyny punkt zdobyli z Arminią, z którą grali w przewadze ponad 20 minut! Wynik się nie zmienił w ciągu tego czasu. Zdobyli 5 bramek, z czego 2 po karnych. Próbują grać atakiem pozycyjnym, ale środkowi pomocnicy wyglądają, jakby grali z workiem węgla na plecach. Kontrataki są tak powolne, że sprawdzałem, czy nie puszczam meczu w prędkości 0,5x. Jak dochodzą do sytuacji, to je spektakularnie marnują. Gorszą ofensywę mają tylko Arminia i Augsburg, defensywę – jedynie Hertha. Nie ma sensu patrzeć na szczegółowe statystyki. Nie warto. Ja wiem, że nie powinno się mieć żadnych oczekiwań co do akurat tego beniaminka. Pojawi się i zniknie znowu na jakiś czas. Ale chciałbym, żeby pobyt Greuthera był z czegoś zapamiętany i nie chodzi tutaj o pobicie któregokolwiek niechlubnego rekordu Tasmanii. Nie mam pretensji do Leitla – klei z tego co ma. Tylko punktów brak, o zwycięstwach nie mówiąc.

Ocena: zagrożony

HERTHA BSC – PAL DARDAI

Miał być Big City Club, a do tej pory jest beka z tego, co się tam tworzy. No ok, niby jest 9 punktów, 3 zwycięstwa, no ale ludzie z kim? Beniaminkowie i Eintracht, który nie może znaleźć własnej tożsamości. Do tego ich gra to jest jakiś koszmar! Dobra, z Orłami zagrali najlepiej w sezonie, ale nawet wtedy już próbowali wsadzić sobie kija w szprychy, żeby się wywalić na ostatniej prostej. Tam nie ma drużyny. Albo opierają się na błędach obrony (mecz z Bochum), albo na indywidualnościach. Do tego wypowiedzi samego trenera to jest jakieś kuriozum. On wygląda, jakby tylko czekał na zwolnienie. Zresztą sam mówił, że może pójść do Herthy U19 i nie ma z tym problemu. Można wyobrazić sobie, co może czuć zawodnik stołecznej drużyny, słysząc Węgra. Trudno coś pozytywnego o tej drużynie napisać. Z wielkimi firmami się kompromituje – 0:6 z Lipskiem, 0:5 z Bayernem. Nie umiał na początku sezonu utrzymać prowadzenia – z Koeln (1:3) i Wolfsburgiem (1:2) strzelali pierwsi, ale zostali bez punktów. Pozytywną wiadomością jest to, że coraz więcej minut dostają Krzysztof Piątek i – ku mojemu zaskoczeniu – Dennis Jastrzembski. Wydaj kupę siana i graj Davie’m Selke – no nie mogę z tego!

Ocena: gorący stołek

TSG HOFFENHEIM – SEBASTIAN HOENESS

Ile razy w ciągu tygodnia zmieniała się forma klubu z Sinsheim?  Takich wahań nie ma żadna drużyna w Bundeslidze! Zagrają świetny mecz z BVB, by później u siebie przegrać w słabym stylu z Mainz. Potem tracą punkty z Arminią, potem nagła wygrana z ówczesnym liderem Wolfsburgiem. Czyli od wtedy było lepiej, tak? Nie, bo dali się ograć Stuttgartowi! Po przerwie reprezentacyjnej wychodziło im wszystko w meczu z Koeln (5:0). No to co, teraz Bayern się po nich przejedzie? Mają też trochę pecha, bo już 5 razy trafiali w aluminium, ale w statystykach wyglądają nawet solidnie. Druga drużyna pod względem crossowych podań (111), trzecie miejsce w klasyfikacji sprintów (1843), piąte w intensywnych biegach (5566). Andrej Kramarić jakoś nie może się wstrzelić, ale za to jest znakomitym kreatorem (6 asyst – najwięcej w lidze). Chorwat lubi też sobie pobiegać (trzeci w intensywnych biegach – 614). Fenomenalnie w statystykach wygląda David Raum: drugi w klasyfikacji crossów (40) i w liczbie intensywnych biegów (616), trzeci w sprintach (242) – tak jakby ktoś się zastanawiał, dlaczego Hansi Flick powołuje go do kadry. Pytanie: czy Hoeness wykorzysta potencjał, jaki ma? Bo stabilizacji to brakuje bardzo. A kadrowo szczerze mówiąc, jest to lepszą drużyną niż Union czy Mainz.

Ocena: niepewny

1. FC KOELN – STEFFEN BAUMGART

Klub z Kolonii ma czwartą największą społeczność kibicowską. Ustępują tylko Bayernowi, BVB i Schalke. Nic więc dziwnego, że jak zaczęli grać bardzo widowiskową piłkę, to miasto zaczęło żyć. Wreszcie nie było kojarzone głównie z centrum VAR. Po wielu latach posuchy zaliczyli najlepszy start od sezonu 2016/17. Steffen Baumgart ma wykonawców w formie wręcz życiowej, żeby wprowadzać swoją strategię. Powerfussball był używany również w jego poprzednim miejscu pracy, czyli Paderborn. To on wyciągnął tę drużynę z trzeciej do pierwszej ligi. Wracając do Koziołków – była jedyną drużyną dotychczas, która potrafiła zdominować Bayern (!) na Allianz (!!!). Przegrała ostatecznie 2:3, ale do końca Bawarczycy drżeli o wynik. Grała już z groźnym Freiburgiem (1:1) i Lipskiem (1:1). Duża rana została po ostatniej porażce z Hoffenheim aż 0:5. Wypadek przy pracy? Mam taką nadzieję. Podopieczni Baumgarta zdominowali klasyfikację crossowych podań (133) i intensywnych biegów (5918). Są również trzeci w wygranych pojedynkach powietrznych (208). W dodatku Benno Schmitz z trzema asystami zajmuje trzecie miejsce, a z 29 crossami – czwarte. Również Florian Kainz jest wysoko w tej ostatniej klasyfikacji – szósty i tylko 2 crossy mniej od swojego kolegi z drużyny. Jak tak dalej będą grali, to tak jak kibice kupię sobie kaszkiet, który nosi szkoleniowiec podczas meczów. On sam żyje tym, co się dzieje na boisku.

Ocena: bezpieczny

RB LEIPZIG – JESSE MARSCH

            Oj, źle zaczął swoją przygodę w Niemczech Amerykanin. Lipszczanie nie potrafią grać na wyjazdach! Jako potwierdzenie wyniki: 0:1 z Mainz po wylewie Nordi Mukiele, 0:1 z Wolfsburgiem, 1:1 z Koeln, 1:1 z Freiburgiem. Pozostałe 9 punktów to pogromy ze Stuttgartem, Herthą i Bochum, a jak przychodzi co do czego, to miażdży ich Bayern 1:4. Do tego w 3 meczach zawrotne 0 punktów. Tak, wiem, PSG i City, no ale nawet z Club Brugge przegrać u siebie? Serio? W ogóle mnie ten szkoleniowiec nie przekonuje. Nie potrafi zaskoczyć lepiej ułożonej obrony, Andre Silva wygląda jak obce ciało, dlatego coraz częściej jest wystawiany Poulsen, słyszy się z szatni, że chcą wrócić do stylu Nagelsmanna, bo ten Marscha nie daje rady. Nic się nie układa, jak się ma układać, dlatego już muszą gonić czołówkę. Jest dużo strzałów z ich strony (126 – trzeci wynik), ale w siatce 16. No niby piąta lokata w statystyce goli, ale zostały one nabite w trzech meczach. Z Koeln bohaterem Timo Horn, a Wolfsburg, Freiburg i Mainz zniwelował atuty Byków. Pod względem statystycznym fantastycznie wypada Mohamed Simakan jeżeli chodzi o pojedynki (drugi z wygranymi 112 potyczkami), również te powietrzne (trzeci z 35 starciami). W coraz lepszej formie jest Christopher Nkunku – 4 gole, asysta w Bundeslidze i 4 bramki w Lidze Mistrzów. W klasyfikacji sprintów przegrywa tylko z Alphonso Daviesem – wykonał już 243 takich biegów. Na ten moment to nie jest kandydat nawet na miejsce premiowane Ligą Mistrzów. Co wykombinuje Marsch? Nie wiadomo, a czas i rywale uciekają

Ocena: niepewny

FSV MAINZ – BO SVENSSON

Tutaj mamy do czynienia z ciekawą ekipą i jeszcze ciekawszym trenerem, który grał w tym klubie zarówno za Juergena Kloppa, jak i Thomasa Tuchela. Od razu było wiadomo, że ma zadatki na trenera. A jak sobie radzi? W zeszłym sezonie wyciągnął Mainz z naprawdę głębokiego dołka – grali przecież wtedy tak słabo jak Schalke i to nie jest przesada. Teraz wystartował równie świetnie. Zdarzyła się wpadka z Bochum, ale beniaminek wjechał tam na pełnym entuzjazmie. Ostatnio jednak pojawił się bardzo trudny terminarz, gdzie grali z Bayerem, Unionem i BVB. Nie zdobyli nawet punktu, ale nie warto od razu bić na alarm. Trzeba dać mu spokojnie pracować. Zwłaszcza że dwie następne kolejki to Augsburg i Arminia. Drużynowo wyglądają równie dobrze jak Freiburg. W statystykach lokują się na miejscach 8-10, ale indywidualnie robi się bardzo spektakularnie! Zacznijmy od Jerry’ego St. Juste’a. W meczu z Unionem wykonał sprint o prędkości 36,63 km/h. Jest to nie tyle rekord sezonu, ale i całej historii pomiarów szybkości w Bundeslidze! Następnie Leandro Barreiro, zdecydowanie przewodzi w klasyfikacji intensywnych biegów – ma ich w nogach 668. To jest drużyna, która z Duńczykiem może wiele zdziałać. Kto wie, może nawet w Moguncji zagoszczą puchary? U Svenssona wszystko jest możliwe

Ocena: bezpieczny

VFB STUTTGART – PELLEGRINO MATARAZZO

Oj, chce się oglądać mecze Stuttgartu przed ekranem, bo to gwarancja wielu bramek. Aż w pięciu meczach z ośmiu padało więcej niż 3 gole. Atak ma problem ze skutecznością. Ktoś teraz powie: Ale jak to? Przecież 13 bramek to dobry wynik! To prawda, jak na zespół ze środka tabeli nawet solidny. Ale 6 z nich jest autorstwa… środkowych obrońców! Trzema bramkami może się pochwalić Marc-Oliver Kempf i wypożyczony z Arsenalu Konstantinos Mavropanos. Z defensywą tak na dwoje babka wróżyła, bo znajdą się takie mecze, kiedy chociażby Grek bronił nawet za bramkarza (ostatni mecz z BMG), ale potrafią też porządnie przykasztanić i zapraszać rywali w swoje pole karne. Ta wesołość w graniu idzie w parze z niestabilnością, ale dwie ostatnie kolejki to 4 punkty zdobyte na Hoffenheim i BMG. Może nadchodzą spokojne wody? Na razie mają się czym chwalić, gdyż wygrali jako zespół najwięcej pojedynków (878). W pozostałych kategoriach zadomowiają się w górnych rejonach klasyfikacji. Indywidualnie w pierwszej dziesiątce skutecznych starć widzimy aż trzech przedstawicieli klubu ze Szwabii. Liderem jest Wataru Endo (103), miejsca 9-10 okupują odpowiednio Mavropanos (96) i Kempf (95). Czekamy na dalsze efekty pracy Amerykanina. Obdarzono go dużym zaufaniem, więc spokojnie może te klocki układać

Ocena: bezpieczny

UNION BERLIN – URS FISCHER

Pierwszy sezon w historii Bundesligi – spokojne utrzymanie. W drugim mówię: Na pewno spadną, w końcu uroki drugiego sezonu dadzą się we znaki. No to mnie zaskoczyli siódmym miejscem i awansem do europejskich pucharów. I nadszedł mój typ na ich trzecie rozgrywki. Powiadam: Teraz to ich Liga Konferencji pogrzebie. Trzeźwo prognozuję baraże. I co? Po ostatniej wygranej z Wolfsburgiem awansowali na 5. miejsce! Urs Fischer nie przestaje mnie zaskakiwać. Patrzę na to jak gra Max Kruse i przecieram oczy ze zdumienia. Jak to możliwe, że Niemiec tak dobrze się dogaduje z Taiwo Awoniyim? Szwajcar tchnął w Kruse i Nigeryjczyka chęć do grania. Bardzo skutecznie rotuje składem i tak właśnie się ogrywa Tymoteusz Puchacz. A z tą oceną Polaka to się wstrzymam. Christopher Lenz i Niko Giesselmann też grzali ławę od początku. Poza tym przypominam, że Robert Gumny też od razu nie grał. Spokojnie, Fischer go dopiero wprowadza. Będą z niego jeszcze ludzie tacy, jacy biegają w trykotach berlińskich, a kilometrów nabijają dużo (939,6 km, trzeci wynik w lidze). To jest bardzo ważne u tego trenera, aby umiejętności nadrabiać bieganiem.  Wiodą w tym prym Giesselmann (czwarty wśród wszystkich zawodników – 92,8 km) i Rani Khedira (dziesiąty – 88,1 km). Szkoleniowiec Unionu przestał być postrzegany jako trenerski drwal, tylko widać po zespole, że ma pomysł na każdy mecz.

Ocena: nietykalny

VFL WOLFSBURG – MARK VAN BOMMEL

Holender ma wszystko, żeby z powodzeniem grać na kilku frontach: szeroką kadrę, wartościowych zawodników na każdej pozycji, nikt ważny nie został sprzedany. I wszystko układało się wręcz fenomenalnie! Cztery mecze, komplet zwycięstw, solidna obrona i skuteczny do bólu atak. Jednak coś zaczęło się psuć. Następne cztery kolejki to remis i trzy porażki z rzędu. Brak pomysłu na przeforsowanie ataku rywali. Być może to efekt poważnej kontuzji Xavera Schlagera, a co za tym idzie, nastał brak kreatora w środku pola. Wilki charakteryzują się agresywnością, więc nie dziwi liczba żółtych kartek (19, najwięcej w lidze) i fauli (106, trzecie miejsce). W tym zespole na plus zasługuje Kevin Mbabu (szósty w pojedynkach – 104 wygrane). Szwajcar nie schodzi z pewnego poziomu.  To pierwszy poważniejszy sprawdzian w Niemczech van Bommela. Nie mam zaufania do niego. W moim odczuciu władze zrobiły wszystko dobrze oprócz zatrudnienia porządnego szkoleniowca. Były piłkarz między innymi Bayernu już prowadził PSV z marnym skutkiem. Ale okej, trzeba dać mu czas, niech wyjdzie z kryzysu.

Ocena: niepewny

            I to koniec mojej subiektywnej opinii na temat poszczególnych szkoleniowców. Obserwujmy to, co się będzie działo na ławkach trenerskich, bo coś czuję, że jeszcze w tym roku ktoś straci pracę.

Adrian Malanowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: