Nowe rozdanie w Aston Villi. Początek przygody.

Stało się! Ubiegłej soboty Steven Gerrard wygrał swoje pierwsze spotkanie w Premier League, jako klubowy menadżer. I to już w debiucie! Tak więc fani Aston Villi nie musieli długo czekać na pierwszy wybuch radości pod wodzą nowego szkoleniowca. Oczywiście, jeden mecz to zbyt wcześnie, by wyciągać jakiekolwiek wnioski, ale w Birmingham pojawił się pierwszy promyk nadziei, na to, że ten plan po prostu ma prawo wypalić.

Czytaj dalej „Nowe rozdanie w Aston Villi. Początek przygody.”

Polska-Węgry 1:2, pomeczowe noty.

Czy to było najbardziej frajerskie spotkanie naszej reprezentacji pod wodzą Sousy? Bezdyskusyjnie. A przecież poprzeczka nie była zawieszona wcale tak nisko. Szczerze mówiąc po porażce ze Słowacją, w naszym pierwszym meczu na Euro, nie spodziewałem się, że da się to przebić. A jednak! Portugalski selekcjoner niebywale zamieszał w naszym składzie, a jego wybrańcy totalnie nie poradzili sobie z zadaniami, które zostały im przydzielone. Kto skompromitował się najmniej? Kto o tym meczu powinien jak najszybciej zapomnieć? Odpowiedź w poniższych notach.

Czytaj dalej „Polska-Węgry 1:2, pomeczowe noty.”

Andora-Polska 1:4, pomeczowe noty

Jak można było z góry zakładać, mieliśmy do czynienia ze spotkaniem bez większej historii. Choć oczywiście gol strzelony przez gospodarzy na pewno będzie jednym z niewielu miłych wspomnień sympatyków tej reprezentacji. Tego typu wydarzenia nie zdarzają się Andorczykom zbyt często. Mimo wszystko budowanie negatywnej narracji w stosunku do naszej reprezentacji z tego powodu byłoby też przesadą. Zagraliśmy wystarczająco dobrze by pewnie wygrać, doliczyć trzy punkty, oraz zakończyć mecz bez niepotrzebnych kontuzji. Dzięki powyższemu wynikowi i porażce Albanii w meczu z Anglią, nasz udział w barażach Mistrzostw Świata jest już przesądzony. Tak więc piątkowy wieczór powinien kojarzyć się naszym reprezentantom raczej pozytywnie, choć chyba mimo wszystko nie każdy zagrał tak dobrze, jak można by było od niego oczekiwać. Poniżej pomeczowe noty.

Czytaj dalej „Andora-Polska 1:4, pomeczowe noty”

Aston Villo, robisz to dobrze! Czyli plan na zastąpienie Jacka Grealisha.

Czy ligowy średniak, który aspiruje do tego, by stać się dla ligi kimś więcej, może poradzić sobie z utratą swojej największej gwiazdy? Włodarze Aston Villi zrobili w tym – wciąż trwającym – oknie transferowym wszystko, by na jego finiszu móc powiedzieć, że tak. Jak wszystkim doskonale wiadomo, Birmingham nie jest już aktualnym adresem zamieszkania Jacka Grealisha. Anglik wypłynął na szerokie wody, przenosząc się do City, a wynikające z jego sprzedaży 100 milionów funtów, trafiło do kasy jego macierzystego zespołu. Przed zarządem The Villans pojawiło się więc wyzwanie, co zrobić byśmy nie musieli płakać po Jacku? Na ten moment, może się wydawać, że znaleźli odpowiedź na to wcale niełatwe pytanie.

Czytaj dalej „Aston Villo, robisz to dobrze! Czyli plan na zastąpienie Jacka Grealisha.”

Za takie pieniądze?! Awantura o White’a.

Trwające wciąż okno transferowe jest w tym momencie tylko tłem, dla tego co wydarzyło się na linii Barcelona-Paryż. Trudno się dziwić, w końcu Leo Messi opuścił klub, z którym – jak mogło się wydawać – miał być związany po wsze czasy. To oczywiście temat numer jeden jeśli chodzi o letnie przeprowadzki. Gdzieś na dalszym planie przebija się głośny transfer Lukaku, wcześniejsze transakcje z Varanem i Sancho w rolach głównych, czy też wciąż aktualny temat Kane’a. No i rzecz jasna Grealish! Ja jednak w poniższym tekście chciałbym wrócić do dość gorącego zakupu, ale raczej będącego źródłem szyderstw, niż uznania dla klubu, który bohatera owego tekstu postanowił pozyskać. A mowa tu o blisko 60-milionowym transferze 23-letniego Bena White’a. Jest to transakcja, która w moim odczuciu jest nie tylko do wybronienia, ale już teraz można uznać ją za istotne wzmocnienie Kanonierów. I tak, wiem. Jest to niepopularna opinia. 

60 milionów za piłkarza Brighton?

Choćby dlatego, że na wyobraźnię może podziałać kwota transferu. Trudno mi jednak zrozumieć to, że dla wielu w obecnych czasach, jest to wydatek aż tak szokujący. Jasne, coronawirusowe perypetie pokomplikowały pewne sprawy, ale patrząc na poczynania piłkarskich mocarstw, to chyba jednak nie wszystkim. A już na pewno nie aż tak jak się początkowo spodziewano. Piłkarze kosztowali, kosztują i będą kosztować ogromne pieniądze. Pukanie się po czołach nic tutaj nie da. Andrzej Twarowski pisał kiedyś, że 75 milionów to można dać za Van Gogha, a nie za Virgila Van Dijka, ale po pewnym czasie sam przyznał, że był to jeden z tych tweetów, których żałuje najmocniej. Nie wiem czy podobny los spotka tych szydzących z zakupu Bena White’a, ale po dłuższym zastanowieniu ta transakcja ma sens, a jej kwota – biorąc pod uwagę obecne standardy – nie jest wcale wzięta z kosmosu.

Sprawdzony w lidze

Przede wszystkim Arsenal nie kupuje kota w worku, a zawodnika, który rozegrał już 36 spotkań na poziomie Premier League. Kluby z Anglii wielokrotnie sprowadzały za duże pieniądze zagranicznych defensorów, którzy na pierwszy rzut oka mieli wszystko by podbić ligę. Kończyło się to różnie. Tak na szybko można w tym gronie wymienić Mangalę (Porto-City 45 mln euro), Otamendiego (Valencia-City  45 mln euro) czy, skoro o Arsenalu mowa, Mustafiego (Valencia-Arsenal 40 mln euro). Czasem brakowało, umiejętności, innym razem nie pomogło zdrowie, a w innych wypadkach problemy związane ze zmianą kulturową, okazywały się nie do przeskoczenia. Tutaj o ostatnim z przypadków mowy być nie może, a to bardzo mocno zmniejsza ryzyko tego – bądź co bądź – wielomilionowego transferu.

Żołnierz Bielsy i Pottera 

Skoro jednak napomknąłem między wierszami o kwestiach zdrowotnych, to należy wspomnieć, że White wygląda pod tym względem wybitnie. Wystarczy powiedzieć, że piłkarz ten rozegrał na przestrzeni ostatnich dwóch sezonów aż 77 spotkań ligowych. 41 z nich przypada na grę w Leeds na poziomie Championship w kampanii 19/20. Wówczas nie opuścił on żadnego meczu, grając w każdym z nich w pełnym wymiarze czasowym! Ten okres zresztą przełożył się na nagrodę dla Najlepszego Młodego Piłkarza Sezonu oraz miejsce w Najlepszej Jedenastce rozgrywek. Pozostała liczba to wspomniane wyżej mecze w Premier League, w ramach sezonu 20/21. Regularna gra pod wodzą, najpierw Bielsy, a później Pottera, oraz jego harmonijny przeskok z zaplecza angielskich rozgrywek na ich najwyższy poziom, świadczą o dwóch rzeczach. Po pierwsze, mamy do czynienia z zawodnikiem, który może pochwalić się końskim zdrowiem. Po drugie, mówimy o chłopaku, który rozwija się więcej niż prawidłowo. I oczywiście, kontuzja może przydarzyć się zawsze. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli podzielić piłkarzy na tych podatnych na urazy oraz tych, którzy nie łapią ich niemal wcale, to White zdecydowanie należy do zbioru numer dwa. A to spora wartość.

Wymarzony piłkarz dla Artety

Wyżej wymienione nazwiska Bielsy i Pottera nie padają też tutaj przypadkowo. Zarówno Argentyńczyk, Anglik, jak i obecny przełożony White’a – Arteta, mają ze sobą wiele wspólnego jeśli chodzi o podejście do futbolu. Mianowicie, każdy z nich lubuje się w „grze piłką” i stawia na wysoką kulturę. Jeśli jesteś piłkarzem topornym, mającym problemy z podstawowymi aspektami technicznymi, to raczej nie masz szans na zaistnienie u któregokolwiek z tych szkoleniowców. A przecież zarówno trener Leeds, jak i ten z Brighton, eksploatowali White’a do granic możliwości. Ogromne znaczenie ma tutaj fakt, że Anglik to defensor dobrze operujący futbolówką. I to na tyle, że kilkukrotnie zdarzyło mu się zagrać w środku pola. Ważne są tu też kwestie mentalnościowe. Bielsa mówił o swoim byłym piłkarzu:

„Ma on w sobie wiele cech do zaoferowania, ale najważniejszą z nich jest to, że odpowiednio reaguje na swoje wpadki. Na przykład gdy spojrzymy na bramkarzy, to gdy wejdą oni źle w mecz, mogą myśleć o swojej pomyłce do samego jego końca, przez co grają coraz gorzej i gorzej. Kiedy przełożymy to na środkowych obrońców, to ich reakcja na błędy jest również bardzo istotną informacją. To kluczowe by umieć utrzymać regularność nawet jeśli zmagasz się z problemami.”

Tak więc mówimy o zawodniku o wysokich umiejętnościach technicznych i odpowiednim charakterze. A to dla Artety bardzo ważne cechy. Oczywistym jest, że hiszpański menedżer kładzie bardzo duży nacisk na skrupulatne wyprowadzenie futbolówki ze strefy obronnej i umiejętną grę pod wysokim pressingiem rywala. A piłkarska jakość i wiara we własne umiejętności prezentowane przez White’a są do tego niezbędne.

Pasujące do siebie puzzle

Podsumowując, Arsenal wydał na defensora Brighton blisko 60 milionów euro. I jasne, są to spore pieniądze. Mówimy jednak o wciąż młodym, ale ogranym już na angielskich boiskach piłkarzu, którego styl gry idealnie pasuje do koncepcji menadżera Kanonierów. Ponadto White wciąż wydaje się zawodnikiem, który ma w sobie spore rezerwy, oraz odznacza się mentalnością, która może zaprowadzić go naprawdę wysoko. Zresztą, jego dobra forma i spory potencjał zostały dostrzeżone przez selekcjonera reprezentacji Anglii, Garetha Southgate’a, który powołał obrońcę na czerwcowe, towarzyskie mecze z Austrią oraz Rumunią, i pozwolił mu zadebiutować już w pierwszym z tych spotkań. I oczywiście, na rynku być może znalazłoby się kilka potencjalnie lepszych opcji transferowych, ale ilu z tych piłkarzy chciałoby zasilić Arsenal? Zespół Kanonierów jest w miejscu w takim, w jakim jest i może tylko z zazdrością patrzeć na choćby Manchester United, który jest w stanie przekonać do siebie Varane’a. Lata posuchy zmuszają włodarzy The Gunners do wyszukiwania nieoczywistych opcji. Transfer Bena White’a właśnie takim rozwiązaniem jest, ale w moim odczuciu jest to ruch bardzo sensowny. Mimo, że wielu sądzi inaczej.

Michał Bakanowicz

Podsumowanie Euro 2020. Część II.

W pierwszej części tekstu mieliście okazję poznać moją Drużynę Turnieju, Najlepszego Zawodnika, a także Najlepszego Trenera. Dziś mniej oczywiste, ale na pewno nie mniej ciekawe kategorie. Będzie trochę klasycznych, po turniejowych przemyśleń, typu Najlepszy Młody Piłkarz, czy też Odkrycie Turnieju, ale znajdą się też kategorie mniej typowe, jak choćby Największy Pechowiec. Zapraszam!

Młody piłkarz turnieju: Pedri

Mój największy wyrzut sumienia w kontekście Drużyny Turnieju. Do teraz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że bez hiszpańskiego pomocnika jest ona niepełna. Ale ktoś odpaść musiał. Nie zmienia to faktu, że na Euro 2020, nie było drugiego, tak znakomitego młodziaka. 18-letni piłkarz Barcelony to jeden z najjaśniejszych punktów La Furia Roja. Niespożyte siły, które przejawiają się 3 wynikiem pod względem przebiegniętych kilometrów (76,1 km), a także świetna dystrybucja piłki (91% skuteczności podań), to jego znaki rozpoznawcze. Luis Enrique nie mógł się nachwalić swojego podopiecznego, komplementując go w słowach:


„Uważam, że Pedri zrobił coś, czego na dużym turnieju nie zrobił nigdy, żaden inny 18-latek. I nieważne czy bierzemy tu pod uwagę Euro, Mundial czy Igrzyska Olimpijskie. (…) Jego występy, to jak czyta grę, jak znajduje przestrzeń, jego jakość, osobowość. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego, nawet u Iniesty. To całkowicie niemożliwe do wyjaśnienia”.

Uuufff, mocny przekaz. Pedriego doceniła także komisja UEFA, która – podobnie jak ja – uznała go najlepszym młodym Piłkarzem Euro.

Odkrycie turnieju: Mikkel Damsgaard

W jego miejscu być może mógłby być ktoś z dwójki Dumfries/Maehle, ale mam pewien problem z tytułowaniem w ten sposób piłkarzy, którzy są przecież grubo po 20. Również mający za sobą sezon w Barcelonie Pedri, nie pasował mi do tego obrazka. Odkrycie to diamencik, i to taki, którego blask oślepia nas z zaskoczenia. Młody Duńczyk moim zdaniem idealnie pasuje do powyższego opisu. Zresztą, mniej lub bardziej poważne media sugerują, że dalszą obróbką jego talentu zainteresowana jest wymieniana wyżej Blaugrana. Ale teraz już zapłacić trzeba sporo. I nic dziwnego! Mówimy o piłkarzu, którego każdy kontakt z piłką, to obietnica czegoś nieoczekiwanego. Damsgaard inteligentnie reguluje tempo gry, chętnie wchodzi w drybling, ma jakość i odwagę. Jego postawa przełożyła się na dwa piękne gole i do prawdy trudno stwierdzić, który z nich okraszony jest większym efektem „wow!”. Tak na marginesie, ten drugi, to jedyna bramka na Euro, strzelona bezpośrednio z rzutu wolnego. Ale nie tylko o gole tu chodzi. Zawodnik Sampdorii to ktoś, kto dobrze równoważy grę w ofensywie (2 trafienia, 1 asysta i 1.2 kluczowego podania na mecz, 1.0 udanego dryblingu na mecz) z grą w obronie (1.6 przechwytu na mecz, 1.2 odbioru na mecz). Tak więc być może za jakiś czas, będziemy mówić o nim – piłkarz kompletny. Mamy tu do czynienia z wielkim talentem.

Rewelacja turnieju (drużynowo): Dania

Trochę już o nich powiedziane zostało, prawda? Nie ma w tym jednak nic dziwnego, bo podopieczni Hjulmanda zasłużyli na prawdziwą owację na stojąco. O szkoleniowcu Duńskiego Dynamitu, już kilka ciepłych słów zdążyłem napisać, ale warto też wspomnieć to, że oprócz świetnego prowadzenia zespołu na turnieju, jest on kimś, kto podłożył podwaliny pod jego styl. Tak, tak! To właśnie Hjulmand jest jednym z tych trenerów, którzy rozpoczęli rewolucję w duńskiej piłce, sięgającą kilkanaście lat wstecz. Jej nazwa to „Nowa Droga”. To właśnie dzięki temu programowi mogliśmy oglądać na tym Euro zespół, który chętnie atakuje rywala, dobrze czuje się w różnych wariantach taktycznych i ma świetnie wyszkolonych piłkarzy, którzy nie boją się gry 1 vs 1. Jego podstawowymi założeniami była zmiana wymogów licencyjnych w duńskiej piłce, a także pozwolenie dzieciakom na czerpanie radości z gry. Brak klasyfikacji końcowej i liczenia wyników, a także zadbanie o to, by młodzi piłkarze nie wędrowali po największych klubach, a spokojnie trenowali w lokalnych akademiach. To oczywiście tylko podstawowe przykłady duńskiego podejścia do szkolenia. Ważne jest jednak, że się opłaciły. Duńczycy na tym turnieju przeszli wiele. Od dramatu ich kapitana i dwóch porażek na starcie, po spektakularne zwycięstwo z Rosją i świetną postawę w kolejnych meczach. By zagrać o złoto, zabrakło sił i szczęścia, ale i tak była to piękna historia.

Rozczarowanie turnieju (indywidualne): Bruno Fernandes

Według wielu głosów na to wątpliwe wyróżnienie zasłużył Kylian Mbappe. I oczywiście, po Francuzie spodziewaliśmy się znacznie więcej, ale kilku efektownych akcji odmówić mu nie możemy. W przypadku Fernandesa sytuacja ma się zgoła inaczej. Szukając w pamięci, nie jestem w stanie przypomnieć sobie czegokolwiek, za co moglibyśmy Portugalczyka pochwalić. Bez bramki, bez asysty, z zaledwie jedną stworzoną okazją. A przecież mówimy o murowanym kandydacie do Jedenastki Sezonu po kampanii klubowej. No właśnie! Być może to jest źródłem problemu. Zawodnik Manchesteru to ktoś, kto ma za sobą bardzo ciężkie rozgrywki. Ole Gunnar Solskjaer nie szczędził sił swojego najlepszego piłkarza, a Czerwone Diabły grały na najwyższych obrotach do samego końca sezonu (udział w finale Ligi Europy). Nie zmienia to faktu, że Bruno Fernandes był w przeciągu całego Euro piłkarzem całkowicie anonimowym i ostatecznie nie pomógł zbytnio swojej reprezentacji.

Rozczarowanie turnieju (drużynowe): Francja

Znajdą się tacy, którzy w pierwszym rzędzie wymieniliby tutaj reprezentację Turcji, która przed turniejem uchodziła za pretendenta do bycia Czarnym Koniem, a skończyła jako najgorsza drużyna Euro. Mimo wszystko skala oczekiwań też była tutaj znacznie mniejsza, niż w przypadku Francuzów. I to właśnie dlatego podopieczni Deschampsa są moim typem. Szczególnie że po fazie grupowej nic nie wskazywało na ich przedwczesne odpadnięcie z turnieju. Do teraz mam w głowie słowa dziennikarza „Weszło”, Leszka Milewskiego, który po jednym z grupowych starć Trójkolorowych uznał, że to zespół, który trzeba oglądać, bo być może mamy do czynienia z piłkarskim odpowiednikiem Chicago Bulls. Oczywiście, nie tylko on uległ temu urokowi. Jaki był jednak finał tej historii, wiemy doskonale. I tutaj nie chodzi nawet o sam fakt odpadnięcia z zespołem Szwajcarii. Kluczowe są raczej okoliczności, w jakich do tego doszło. Kiedy Ricardo Rodriguez zmarnował karnego, który mógł dać Helwetom dwubramkowe prowadzenie, a Francja odpowiedziała trzema trafieniami, Tricolores szykowali się już na ćwierćfinał. I ta pewność ich zgubiła. Dwie głupio stracone bramki, dogrywka i porażka w karnych. A to wszystko przy zbyt dużym luzie Pogby (kluczowa strata na 3:3), nieskuteczności Mbappe i ogólnym chaosie. Mistrzom Świata nie przystoi tak nonszalancka gra, za którą spotkała ich zasłużona kara.

Mecz turnieju: Włochy-Belgia

Na Euro 2020 mieliśmy mnóstwo spektakli na najwyższym poziomie. Opisany powyżej mecz Szwajcaria-Francja, dramatyczna potyczka Chorwacji z Hiszpanią, czy popis Duńczyków w meczu z Rosją, to wszystko świetne kandydatury do tytułu Meczu Turnieju. Ja jednak stawiam na jakość w najwyższym wydaniu. Mam oczywiście świadomość, że konfrontacji Włochów z Belgami, nie towarzyszyły aż tak ogromne emocje i dramaturgia, jak w przypadku tamtych spotkań, ale tutaj mieliśmy za to do czynienia z kunsztem najwyższych lotów. I tak jak wyżej wspomniana Chorwacja-Hiszpania, może kojarzyć nam się z kinem akcji, pełnym fabularnych twistów, tak starcie ekipy Manciniego, z zespołem Martineza, to Ojciec Chrzestny wśród piłkarskich spotkań. Arcydzieło, w którym wszystko ma swoje miejsce i uzasadnienie. Dawno nie widziałem meczu na takim poziomie, gdzie praktycznie każde podanie jest w punkt, każde przyjęcie ma swój kierunek, a dyscyplina taktyczna znajduje się na niewyobrażalnym wręcz pułapie. Tutaj w zasadzie nic nie odbywało się przypadkiem. Każde posunięcie miało sens i wykonywane było z najwyższą precyzją. Fenomenalne interwencje Donnarummy, inteligencja Lukaku, kluczowe zagrania De Bruyne (do dziś nie rozumiem krytyki), magiczna interwencja Spinazzoli i ten fantastyczny gol Insigne. Starcie najwyższych lotów, które zrodziło przyszłych Mistrzów Europy.

Gol turnieju: Patrick Shick vs Szkocja

Zobaczył! On to zobaczył! On to widział od początku! Patrick Shiiiick! (…) To jest maestria, to jest inteligencja połączona z techniką i z tą zabójczą nutą, którą musi mieć w sobie rasowy napastnik.

Ten komentarz Rafała Wolskiego zostanie z nami na lata. Podobnie jak opisywana przez niego bramka. Chciałem o niej napisać kilka słów, ale nie jestem w stanie zrobić tego lepiej niż wyżej wymieniony – moim zdaniem – wybitny komentator. Tak więc może po prostu popatrzmy.

Pechowiec turnieju: Leonardo Spinazzola

Grasz turniej życia. Już w pierwszym spotkaniu rozgrywek rzucasz na kolana piłkarską Europę, będąc jednym z najlepszych piłkarzy w spotkaniu, które inauguruje Euro 2020. Potwierdzasz swą formę w kolejnym meczu. W tym numer trzy nie grasz, gdyż twój zespół jest pewien awansu, więc dostajesz czas na odpoczynek. Nie przeszkadza to ekspertom w tym, by umieszczać Cię w typowanych przez siebie najlepszych Drużynach Fazy Grupowej. Wszyscy doskonale wiedzą, że jesteś na pułapie, na którym nigdy dotąd nie byłeś. Wiesz to również Ty i twój trener, który korzysta z Ciebie w kolejnym meczu. Tam znów grasz świetnie, zaliczasz asystę, która pomaga twojemu zespołowi w awansie. Są tacy, którzy  zastanawiają się, czy przypadkiem nie jesteś jednym z kandydatów do tytułu MVP turnieju. I wtedy przychodzi 80 minuta ćwierćfinałowego meczu z Belgią, w której twój sen o wielkości rozpada się na drobne kawałki. Padasz na murawę, zalewasz się łzami, bo już wiesz, że kontuzja odbiera Ci szansę na granie w piłkę, na najbliższe kilkanaście miesięcy. Euro 2020 właśnie się dla Ciebie skończyło.

Tak w skrócie wygląda turniejowa historia Leonardo Spinazzoli. Prawy obrońcy Reprezentacji Włoch, który do feralnego momentu grał fenomenalnie. Zaliczył on wcześniej wspomnianą asystę, wykazał się statystyką 2.0 kluczowych podań, oraz 1.8 udanego dryblingu na mecz, a do tego świetnie bronił.
Niestety, jego koledzy musieli poradzić sobie bez niego, zarówno w półfinale, jak i meczu zamykającym turniej. I dali radę! Dzięki temu Spinazzola mógł pojawić się na ceremonii wręczenia pucharu Mistrzostw Europy i zawiesić złoty medal na szyi. Na podest wdrapał się o kulach, ale jednak!

Czy więc można nazwać świeżo upieczonego, złotego medalistę pechowcem turnieju?

Odpowiedź na to pytanie pozostawiam już wam.

Tym słodko-gorzkim akcentem zbliżyliśmy się do końca mojego podsumowania. Emocje związane z Euro 2020, od niespełna tygodnia są już za nami. Teraz czas powrócić do ligowej szarzyzny i z utęsknieniem czekać na Mundial w Katarze. Podobnie jak zakończone już Mistrzostwa Europy, jest to turniej, który może budzić nasze wątpliwości. Pozostaje trzymać kciuki, że futbol wygra i tym razem.

Michał Bakanowicz

Źródło statystyk: SofaScore, WhoScored

To już za nami! Podsumowanie Euro 2020. Część I.

Cóż to był za turniej! Pisząc to kilka dni po jego zakończeniu, już raczej na chłodno, nie mam żadnych oporów przed użyciem stwierdzenia, że były to jak dotąd najlepsze mistrzostwa w XXI wieku. Żadne Euro czy Copa America, ani żaden Mundial, oglądany przeze mnie w ciągu dwóch ostatnich dekad, nie dostarczyły mi tyle piłkarskiego kunsztu i tylu emocji, co świeżo zakończone rozgrywki. Tutaj nie brakowało absolutnie niczego!

Grad goli? Był. Piękne akcje? Oczywiście. Bramki, które zostaną z nami na lata? Jeszcze jak! Oprócz tego dramaturgia, zwroty akcji i ogrom niespodzianek. To, co jednak najbardziej istotne z mojej perspektywy, to fakt, że ten turniej był wręcz przesycony czystą, piłkarską jakością i intensywnością gry. Przed startem Euro 2020 mogliśmy obawiać się o poziom rozgrywek. Narzekaliśmy na rozbicie Mistrzostw na kilka krajów, zastanawialiśmy się, czy szalony „covidowy” sezon nie da się we znaki piłkarzom i generalnie mieliśmy prawo podchodzić do sprawy dość sceptycznie. Nic bardziej mylnego! Futbol zagrał nam na nosie, w najlepszy możliwy sposób, przynosząc nam rozgrywki idealne, do tego, by pokochać piłkę, lub zadurzyć się w niej zupełnie na nowo.

Tym bardziej więc warto pochylić się jeszcze raz nad tym, czego byliśmy świadkami w ostatnich tygodniach. Zapraszam na poniższe podsumowanie, w którym zaprezentuję swoją najlepszą jedenastkę, zastanowię się nad tym komu należy się tytuł MVP, czy też wytypuję najpiękniejszego moim zdaniem gola. A to tylko część kategorii!

Drużyna, Piłkarz i trener Turnieju

Zanim przejdę do wytypowania 11 najlepszych i 7 wyróżnionych poprzez obecność na ławce, muszę przyznać, że chyba nigdy nie miałem tak dużych problemów z podjęciem ostatecznej decyzji. Euro 2020 to turniej, w którym masa piłkarzy osiągnęła niebotyczny poziom. Po pierwsze, kilku oczywistych bohaterów jak Kane, Ronaldo, czy Lukaku stanęło na wysokości zadnia. Po drugie, z cienia wyszła grupa piłkarzy obszerna jak nigdy wcześniej. Któż nie zachwycał się w czasie turnieju takimi zawodnikami jak Kjaer, Pedri czy Maehle? Niestety, miejsca w kadrze nie wystarczyło dla wszystkich.

Bramkarz: Gianluigi Donnarumma

Owszem, włoski goalkeeper zachował w przeciągu całego turnieju tylko trzy czyste konta i wypadł pod tym względem zdecydowanie gorzej niż Pickford (5 CK), ale ta statystyka nie mówi przecież wszystkiego. Wychowanek Milanu był prawdziwą ostoją włoskiej defensywy i kimś, kto rozegrał perfekcyjny turniej. Chyba najlepszym tego przykładem jest spotkanie z Belgią, kiedy to popularny Gigi wykazał się dwiema superinterwencjami, po strzałach De Bruyne i Lukaku. Szczególnie uderzenie pierwszego z nich wydawało się piłką nie do obrony. Ale dla Donnarummy nie było rzeczy niemożliwych. No i te rzuty karne! Włoch wyszedł z nich zwycięsko zarówno w półfinałowym starciu z Hiszpanią, jak i w finale z Anglią. Po zwycięstwie nad Synami Albionu otrzymał zresztą statuetkę MVP turnieju. Ja aż tak daleko z tą oceną bym nie poszedł, ale jeśli chodzi o bramkarski fach, to Gigi nie miał sobie równych.

Środkowy obrońca: Leonardo Bonucci- PIŁKARZ TURNIEJU

Skora już mowa o najlepszym zawodniku, świeżo zakończonego Euro, to mój głos wędruje do defensora Juventusu. I tu nie chodzi nawet o to, że uległem urokowi strzelonej przez niego bramki w finale. Bo oczywiście, nie jest to coś, obok czego można przejść obojętnie, ale to w zasadzie tylko wisienka na trocie. Bonucci w tym turnieju był po prostu nieskazitelny, a pod nieobecność Chielliniego, doskonale sprawdzał się w roli lidera bloku obronnego swojego zespołu. To, co jednak od dawna wiemy o Włochu, to fakt, że potrafi on nie tylko świetnie rozbijać ataki rywala, ale też, że doskonale operuje piłką. Defensor z Turynu potwierdził to w trakcie Mistrzostw. Jego 6.7 celnego, długiego podania na mecz to trzeci wynik w całych rozgrywkach i coś, co notorycznie pomagało Włochom w budowaniu kolejnych akcji. Tak więc, gdy mówisz Bonucci myślisz: perfekcyjny z tyłu, przydatny w konstruowaniu ataków i taki, który potrafi strzelić gola w kluczowym momencie. Po prostu MVP.

Środkowy obrońca: Giorgio Chiellini

Jego klubowy kolega być może zaimponował mi bardziej, ale w tej jedenastce musi być też miejsce dla kapitana Squadra Azzurra. Włoch co prawda opuścił z powodu urazu dwa mecze, ale kiedy grał, to prezentował najwyższy poziom. Zdecydowany, agresywny, umiejętnie kierujący blokiem obronnym. Po prostu stary, dobry Chiellini. Co ciekawe, pomimo łatki oldskulowego obrońcy, całkiem dobrze radził on sobie z piłką przy nodze. Jego 91% skuteczności podań, to wynik bardzo przyzwoity, nawet jeśli większość tych zagrań obarczana była niskim ryzykiem. Tak czy inaczej, Giorgio ma za sobą świetny turniej. Czy to był jego last dance? Jeśli tak, to pozamiatał cały parkiet.

Środkowy obrońca: Harry Maguire

Do momentu finału można było się zastanawiać, czy to aby nie najlepszy defensor turnieju. Stanęło chyba jednak na Bonuccim, ale to w niczym nie umniejsza Anglikowi. Maguire, który rozpoczął Euro od spotkania numer trzy, wielokrotnie pokazywał wysoki poziom. Zespół z nim w składzie zachował 3 czyste konta. Nieustępliwy w defensywie i bardzo groźny pod bramką rywala. Jego naturalna umiejętność do znajdowania się w sytuacji strzeleckiej, pozwoliła mu na zdobycie bramki w meczu z Ukrainą, a także na oddanie trzech groźnych strzałów w starciu z Danią. Swój świetny turniej przypieczętował doskonale wykonanym rzutem karnym, w finałowym konkursie jedenastek. Pozostaje żałować, że koledzy nie poszli za jego przykładem.

Lewy wahadłowy: Joakim Maehle

Ta strona defensywy to chyba najlepiej obsadzona pozycja na całym Euro. W moim zestawieniu padło na Duńczyka, ale raczej nikt by się nie obraził, gdyby w jego miejscu był Shaw (więcej w dalszej części tekstu), czy Spinazzola. Tak czy inaczej, Maehle ma za sobą wielki turniej. 2 gole i asysta, a także solidne statystyki defensywne (1.3 przechwytu na mecz, 1.7 odbioru na mecz) potwierdzają świetną dyspozycję piłkarza Atalanty. Co ciekawe, lewe wahadło nie jest jego nominalną pozycją. Prawonożny Duńczyk, gra na ogół po przeciwnej stronie, ale w czasie Mistrzostw nie dał tego po sobie poznać. Mało tego, jego zejścia na prawą nogę siały popłoch w szeregach obronnych rywali, a dośrodkowanie, które wykonał tzw. zewniakiem, zamienione na bramkę przez Dolberga, to prawdopodobnie asysta turnieju. Jeden z najlepszych zawodników nie tylko na swojej pozycji, ale i na całym Euro.

Środkowy pomocnik: Marco Verratti

O miejsce w najlepszej jedenastce rywalizował z Jorginho. Wygrał je po wygryzieniu się w statystyki. Bo piłkarz PSG to nie tylko 2 asysty, ale też 77.6 celnych podań na mecz – 93% skuteczności (4 wynik na turnieju), 2.8 kluczowego podania na mecz (3 wynik) i 3.6 odbioru na mecz (3 wynik). Pomocnik kompletny, idealnie równoważący walory ofensywne z grą w defensywie. Verratti co prawda opuścił dwa pierwsze mecze z powodów zdrowotnych, ale o jego wartości dla zespołu niech świadczy fakt, że zaraz po wygranej walce z urazem, posadził na ławce rewelacyjnego Locatelliego. Włoch to po prostu jeden z najlepszych środkowych pomocników na świecie, a zakończony czempionat, tylko ten fakt potwierdził.

Środkowy pomocnik: Pierre-Emile Hojbjerg

Duńczyk to postać doskonale znana wszystkim fanom Premier League. Zawodnik Tottenhamu ma przecież za sobą bardzo udany sezon ligowy. Mimo wszystko Hojbjerg zaskoczył na turnieju nawet tych, którzy obserwują go na co dzień. Wszystko dlatego, że piłkarz ten kojarzy nam się raczej z poczynaniami defensywnymi. Ten turniej zmusił jednak zawodnika Spurs, do przedefiniowania swojej boiskowej roli. A to wszystko przez doskonale znaną nam sytuację z Eriksenem. To rozgrywający Interu miał być tym, który będzie trzymał kierownicę w duńskiej maszynie. Jego nieobecność sprawiła jednak, że ktoś musiał wejść w jego buty. Zrobił to Hojbjerg. 3 asysty, 1.8 kluczowego podania na mecz, a także 1.7 udanego dryblingu na mecz, to liczby, których nie powstydziłby się niejeden wirtuoz środka pola. I to właśnie ta przemiana jest czymś, co karze nam postawić na Duńczyka. Szczególnie że przy tym wszystkim nie zapomniał on o zachowaniach defensywnych (1.2 przechwytu na mecz, 1.8 odbioru na mecz). Prawdziwy lider drugiej linii swojego zespołu.

Prawy wahadłowy: Denzel Dumfries

Jedyny piłkarz w jedenastce, który zakończył rywalizację zaraz po fazie grupowej. Trochę z braku konkurencji, trochę z chęci docenienia go za fantastyczne ofensywne wejścia i solidną grę w obronie. Rewelacyjny w fazie grupowej, w której to z łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich, czego wynikiem są 2 gole, a także bardzo dobry – w ostatecznie przegranym – meczu z Czechami. Holender to jedna z jaśniejszych postaci w zespole Oranje i ktoś dla kogo Euro 2020, może okazać się fantastyczną promocją. W końcu kto nie chciałby mieć wahadłowego z takim ciągiem na bramkę?

Skrzydłowy: Federico Chiesa

Ten facet to dynamit! Czysta brawura i eksplozywność, która spędza sen z powiek defensorom drużyny przeciwnej. Bez wątpienia najjaśniejszy punkt meczu finałowego. Kiedy ten włoski skrzydłowy dostaje piłkę, w twojej głowie automatycznie pojawia się myśl „oho, będzie się działo!”. Piłkarz absolutnie unikatowy, który łączy siłę i szybkość, z ogromnymi umiejętnościami czysto piłkarskimi. Chiesa strzelił na turnieju 2 bramki, ale zarówno ta zdobyta z Austrią, jak i Hiszpanią, wymagały prawdziwego kunsztu i zimnej krwi. Zawodnik Juventusu o dziwo zaczynał w roli rezerwowego, ale okazał się piłkarzem turniejowym, który najlepsze zostawia na koniec. Nie mam żadnych wątpliwości, że to ktoś, kto będzie znaczył w światowym futbolu bardzo wiele.

Środkowy napastnik: Harry Kane

Angielski snajper rozkręcał się powoli, ale gdy turniej wszedł w decydującą fazę, pokazał wszystko, co ma najlepsze. Skuteczność pod bramką, która zaowocowała łączenie 4 golami, ale także umiejętność rozegrania piłki z głębi pola. To właśnie on napędził bramkową akcję Anglii w finałowej potyczce. Prawdziwy lider zespołu, który mimo początkowej krytyki, stanął ostatecznie na wysokości zadania i w moim odczuciu był najlepszym napastnikiem turnieju. Choć konkurencja w postaci Schicka, czy Lukaku, też miała swoją jakość.

Skrzydłowy: Raheem Sterling

Wszyscy będą mu wypominać padalino z meczu z Danią. I słusznie, bo piłkarskich oszustów nie lubimy! Ale też nie wolno nam przy tym popadać w skrajność. Prawda jest taka, że Anglik ma za sobą fantastyczny turniej. Każde z jego 3 trafień, które na nim zaliczył, dawało zespołowi coś ekstra. Jedyna bramka w wygranym 1:0 meczu z Chorwacją, identyczna sytuacja w spotkaniu z Czechami, a także „napoczęcie” Niemców trafieniem w potyczce zakończonej ostatecznie wynikiem 2:0. Czysty konkret! Przy Sterlingu warto również wspomnieć o jednej asyście, a także liczbie 2.9 udanych dryblingów na mecz (3 wynik w turnieju). Tak więc skrzydłowego City można lubić, bądź nie, ale gdyby w finale powiodło się Anglikom, to kto wie, czy to nie on, zostałby najlepszym piłkarzem całego turnieju.

REZERWOWI

Yann Sommer

Podobnie jak w przypadku Donnarummy, jest to bramkarz, za którym nie stoją czyste konta. Ale ilość wykonanej pracy już tak! Sommer w całym turnieju zaliczył aż 21 interwencji, co daje mu najlepszy wynik na Euro. W przeliczeniu na mecz oznacza, to 4.2 takiego zagrania i plasuje go na pozycji numer 5. No i te rzuty karne! Bohater jedenastek z Francją, oraz dogrywki z Hiszpanią, po której też był o włos od triumfu. Zresztą, o jego klasie świadczy fakt, że MVP drugiego z tych spotkań, Unai Simon, przyznał, że nagroda ta należała się bramkarzowi Szwajcarii.

Simon Kjaer

Piłkarz, który w przeciągu całego turnieju zyskał chyba największą sympatię kibiców. Odkładając na bok – te tak mało przecież istotne – argumenty sportowe, był to największy bohater turnieju. Jego postawa w trakcie toczącego się na naszych oczach dramatu Eriksena, to coś, co wykracza poza ramy piłkarskiego turnieju. I za to wielki szacunek! Ale na boisku też było bardzo dobrze. Lider defensywnego bloku Danii to absolutnie kluczowa postać w układance selekcjonera Duńskiego Dynamitu i jeden z głównych powodów, przez które ten zespół wyglądał aż tak dobrze.

Luke Shaw

Że też nie załapał się do podstawowego składu! Była to dla mnie chyba najtrudniejsza z decyzji, ale ostatecznie padło na Maehle. Nie zmienia to faktu, że Anglik zasługiwał na to miejsce równie mocno. Gol strzelony w finale, 3 asysty, 1.7 kluczowego podania na mecz, a także solidna postawa w defensywie (3 czyste konta z nim w składzie). Po takim turnieju nie sposób go nie wyróżnić.

Jorginho

O krok od najlepsze jedenastki. Lider drugiej linii Reprezentacji Włoch i facet, który osiągnął najwyższy wynik przebytych kilometrów (86,6) w całym turnieju. Oprócz tego nie sposób nie wspomnieć o liczbie jego przechwytów, gdyż 3.6 takiego zagrania na mecz plasuje go na pierwszej pozycji również pod tym względem. A ten decydujący karny w meczu z Hiszpanią? Z Anglią już tak wspaniale nie było, ale to w niczym nie umniejsza Włochowi o brazylijskich korzeniach.

Emil Forsberg

O tym jak kapitalnym jest piłkarzem, przekonaliśmy się w naszym ostatnim meczu na tym turnieju. Forsberg strzelił nam dwie bramki, a wcześniej zaliczył trafienie ze Słowacją. Cały rozgrywki zakończył z 4 golami, zdobytymi w 4 meczach, a oprócz tego świetnie kreował grę i zdobywał przestrzeń dryblingami (2.5 na mecz – 77% skuteczności, 6 wynik na turnieju). W trakcie oglądania meczu Szwecji z Ukrainą przeszło mi nawet przez myśl, czy to nie kandydat na najlepszego piłkarza turnieju. Niestety, koledzy nie dotrzymali mu kroku i jego udział w nim zakończył się przedwcześnie.

Cristiano Ronaldo

Zdobywca 5 bramek w zaledwie 4 meczach. Równie dużo nastrzelał tylko Patrick Shick, do którego zresztą przejdziemy za chwilę. Co ciekawe, to właśnie Portugalczyk został mianowany samodzielnym Królem Strzelców imprezy. A powodem tego jest…jedna asysta. Tak! Regulamin turnieju mówi, że w przypadku identycznej liczby goli u dwóch, lub więcej zawodników, bierzemy pod uwagę podania, które pozwoliły strzelić bramkę kolegom z zespołu. Na tym polu lepszy okazał się Ronaldo. Niezależnie od tego z jak kuriozalnym przepisem mamy do czynienia, faktem jest, że pod względem indywidualnym był to udany turniej dla piłkarza Juventusu. Jego reprezentacji poszło już gorzej, ale winy należy szukać gdzie indziej, niż u samego snajpera. Tak, mam świadomość, że w zdobyciu 5 trafień pomogły mu aż 3 rzuty karne, ale ten turniej pokazał jak żaden inny, że z 11 metru mogą pomylić się nawet najlepsi. Jemu to się nie zdarzyło.

Patrick Shick

Kilka słów poświęciłem mu w powyższym akapicie. Zdecydowanie najlepszy piłkarz Czechów i prawdziwy lider zespołu. I nie chodzi tu nawet o same gole. Shick pokazał się na tym turnieju jako zawodnik niezwykle inteligentny. Taki, który potrafi zejść do rozegrania, świetnie reguluje tempo i zawsze podejmuje właściwe decyzje. Strzelenie 5 bramek dla niesłynącej z ofensywnej gry Reprezentacji Czech, to duże osiągniecie. Snajper potrafił pomóc szczęściu, gdyż obok wyżej wspomnianego Ronaldo, najczęściej celnie uderzał na bramkę rywala (1.8 na mecz). No i to trafienie w meczu ze Szkocją! Palce lizać!

Trener turnieju: Kasper Hjulmand

Skłamałbym, mówiąc, że miałem przy tym wyborze duży dylemat. Jasne, Włosi Manciniego nie mogli mi nie imponować, Southgate świetnie poukładał Anglię, a Luis Enrique, mimo początkowego chaosu, ostatecznie obronił się swoimi wyborami i stworzył naprawdę mocny zespół. No a przecież i tacy szkoleniowcy jak Silhavy, czy Petkovic, osiągnęli wyniki ponad stan. To wszystko nieważne. Hjumland prowadził swą kadrę tak, że ręce same składały się do braw, radząc sobie po drodze z kolejnymi przeszkodami. Istotna jest tutaj zmiana w podejściu Duńczyków do piłki. Solidny skandynawski zespół, który kojarzył się nam raczej z pragmatyzmem, na tym turnieju grał być może najatrakcyjniejszy futbol. Dynamika, intensywność, parcie na rywala. Po prostu ogień! Więcej bramek od nich strzelili tylko Włosi i Hiszpanie (po 13 goli, przy 12 trafieniach Duńczyków), ale przecież ci pierwsi rozegrali  o jeden mecz więcej. Kiedy spojrzymy na celne strzały to 6.5 uderzenia na mecz, plasuje ich na miejscu numer dwa (też za Hiszpanią). Jeśli zaś chodzi o posiadanie piłki, to również wypadło to całkiem przyzwoicie, bo 53,5%, pozwala im na zajęcie miejsca numer 7. A to wynik lepszy niż choćby ten osiągnięty przez Anglików czy Francuzów. Tak więc mamy selekcjonera, który mimo wcale nie najsilniejszej pod względem personaliów kadry, zaprowadził ją niemal na sam szczyt, sycąc przy tym oko fanów spragnionych futbolu na tak. Duży wyczyn!

Michał Bakanowicz

To tyle jeśli chodzi o część pierwszą. Wkrótce pojawi się druga, a w niej między innymi Młody Piłkarz Turnieju, Odkrycie i jeszcze kilka innych kategorii.

Źródło statystyk: SofaScore, WhoScored

Szwecja-Polska 3:2. Pomeczowe noty.

To Euro się dla nas skończyło. Pomimo rozbudzonych nadziei po meczu z Hiszpanią, nie sprostaliśmy Szwecji. Owszem, widowisko było emocjonujące, ale indywidualne błędy popełnione w obronie, całkowicie odebrały nam szansę na godny występ na tych mistrzostwach. Od porażki ze Szwecją trochę upłynęło, więc to czas by spojrzeć na ten mecz na chłodno. Poniżej noty za spotkanie. (skala 1-10)

podstawowy skład

Wojciech Szczęsny

Przy straconych bramkach szans nie miał, ale też zabrakło z jego strony jakichś interwencji, które pomogłyby nam w tym meczu. Trudno go jednoznacznie winić za to spotkanie, ale tlenu też w nim nam nie podał. 5/10

Jan Bednarek

Patrząc na jego liczby, takie jak 4 interwencje, 3 przechwyty, 3 odbiory czy 7/9 wygranych pojedynków, można by uznać, że to nie był zły mecz w jego wykonaniu. Mimo wszystko sporo brakowało mu do występu choćby takiego, jak w meczu z Hiszpanią. W 50′ zabrakło mu zdecydowania, kiedy to na naszą bramkę uderzał Quaison, 8 minut później zachował się podobnie i z łatwością pozwolił wejść Kulusevskiemu w nasze pole karne, co skończyło się drugą bramką dla Szwedów. 4/10

Kamil Glik

Najpewniejszy w naszym bloku obronnym. Miał słabszy moment w 14′ kiedy to poszedł na raz i z łatwością dał się ograć rywalowi, ale jeśli chodzi o większe wpadki, to w zasadzie tyle. Wygrał 3/6 pojedynków na ziemi. Za to w powietrzu nie miał sobie równych, wykazując się w tym elemencie 100% skutecznością (12/12 wygranych pojedynków). Mimo wszystko mówimy o szefie defensywy, która straciła aż 3 gole. 5/10

Bartosz Bereszyński

Podobnie jak w przypadku pozostałych kolegów z linii obrony, liczby się zgadzają, 7/9 wygranych pojedynków wygląda ok. Ale skoro na papierze jest tak dobrze, to czemu w rzeczywistości wyglądało to tak źle? Bereszyński ustawiony jako półprawy/środkowy obrońca wygląda strasznie chaotycznie. Każdy jego mecz zdaje się być szarpany. Tak też było i tym razem. 4/10

Tymoteusz Puchacz

Przy pierwszy golu dla Szwedów, dał im łatwo poklepać na swojej stronie. W ofensywie natomiast nie dał nam nic. Jego seria niedokładnych i niechlujnych podań mogła doprowadzić do szału. Widział to też Sousa, który zmienił go już po 45 minutach. 3/10

Mateusz Klich

Anonimowy występ piłkarza Leeds. Trudno mi przypomnieć sobie choć jedno jego zagranie, które cokolwiek wniosłoby do naszej gry. Bez strzału, bez udanego dryblingu, bez kluczowej piłki i z mizernym procentem dokładności podań na poziomie 74%. Jeśli chodzi o defensywę to w rubryce przechwytów i odbiorów również zera. 3/10

Grzegorz Krychowiak

Pierwsze skojarzenie dotyczące jego występu, to bardzo dobry strzał z 52′, za który na pewno należy go pochwalić. Oprócz tego wyglądał raczej solidnie. Owszem, można mieć do niego małe pretensje za zablokowane przez Szwedów uderzenie z 58′, po którym poszła bramkowa kontra. Ale to byłoby chyba przesadą, gdyż później mieliśmy ze 2-3 okazje, na przerwanie tej akcji. W defensywie zaliczył 3 interwencje, 2 przechwyty i 2 odbiory. Tak więc na kolana nie rzucił, ale większych pretensji też do niego mieć nie należy. 5/10

Kamil Jóźwiak

Jego kiks z 2 minuty spotkania to coś podcięło nam skrzyła na samym starcie. Były piłkarz Lecha udowodnił po raz kolejny, że własne pole karne i jego okolice, to nie jest miejsce, w którym czuje się komfortowo. Problem w tym, że podobnie prezentował się również w ofensywie. Ani jednego udanego dryblingu, brak strzałów na bramkę rywala i w zasadzie bez dobrego dośrodkowania. Przerósł go ten mecz totalnie. 2/10

Piotr Zieliński

Takiego Ziela chcemy oglądać w Reprezentacji. Dwa bardo groźne strzały z dystansu, plus trzeci zablokowany przez rywala. Oprócz tego aktywny, chętnie biorący grę na siebie. No i z 4 kluczowymi podaniami, z których jedno możemy zapisać mu jako asystę, przy pierwszym golu Lewandowskiego. Szkoda, że szwankowało dośrodkowanie (poza jednym, na głowę Lewego), ale i tak zapisujemy ten mecz Zielińskiemu na plus. 7/10

Karol Świderski

Nie był to może wielki występ, ale trudno odmówić mu przydatności dla zespołu. 1 udany drybling, 2 kluczowe podania i co ciekawe 6/6 wygranych pojedynków w powietrzu. No i przede wszystkim kluczowe zachowanie przy naszym golu numer dwa, kiedy to inteligentnym ruchem odciągnął rywali od Lewandowskiego. Kto wie czy nie jest to piłkarz, który na tym turnieju najmocniej poprawił swoją pozycję w kadrze. 6/10

Robert Lewandowski

Za sytuację z 17′ należy mu się bura, bo Lewy, którego znamy, strzela z tego dwa gole. To co działo się jednak później skutecznie zamazuje ten niekorzystny obraz. Jego bramka numer jeden, to w zasadzie coś, co wyszarpał sobie sam. Druga to już typowy dla niego spryt i zimna krew. Oprócz tego dwoił się i troił by pociągnąć zespół do sukcesu. Nie udało się, ale to był w jego wykonaniu mecz pełen jakości i determinacji. Smutna historia naszego kapitana. 8/10

Rezerwowi

Przemysław Frankowski (od 46′)

Jego piłkarskie ograniczenia mogą irytować i tak też było w tym meczu. Zaliczył co prawda asystę prze bramce Lewego, ale większa w tym zasługa omawianego wyżej Świderskiego, niż samego Frankowskiego. No i ta sytuacja z Kulusevskim. Nie można dać się tak przepchnąć! 4/10

Jakbu Świerczok (od 61′)

Przez ponad pół godziny nie udało mu się oddać celnego strzału. Raz skierował piłkę do siatki, ale był na spalonym. W innej sytuacji strzelał głową, lecz został zablokowany. Nic wielkiego nam nie dał, choć za 6/6 celnych podań i 1 udany drybling można go lekko pochwalić. 4/10

Kacper Kozłowski (od 73′)

Anonimowy występ. Nie pamiętam w zasadzie ani jednego zagrania nastolatka z Pogoni. Gamechangerem nie był na pewno. 4/10

Przemysław Płacheta (od 78′)

To nie było udane wejście. Komiczny strzał z 80′, plus brak powrotu i wyłączenie się z akcji, w momencie, w którym traciliśmy gola na 3:2. Wydawał się jakby myślami był gdzie indziej. 3/10

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑