Trudny czas „Boys in Green”

Fatalnie rozpoczęły się eliminacje MŚ 2022 w Katarze dla reprezentacji Irlandii. „Boys in Green” po zaledwie dwóch meczach właściwie pogrzebali swoje szanse na udział w tym turnieju. Za dwie porażki, w tym kompromitację z Luksemburgiem, najwięcej obrywa się oczywiście selekcjonerowi Stephenowi Kenny’emu.

Łatwo jest krytykować Kenny’ego, bo prowadził reprezentację już w 11 meczach i jeszcze ani razu nie wygrał. Selekcjoner ma też jednak wielu obrońców, bo zapaść reprezentacji nie jest jedynie wynikiem jego błędnych decyzji. Patrząc szerzej, irlandzki futbol trawi wiele chorób, a Stephen Kenny jest tym, który chce te dolegliwości wyleczyć. Porażka z Luksemburgiem w Dublinie na pewno mu nie pomogła, ale w futbolu porażki się po prostu zdarzają i nie ma co skreślać trenera po porażce z drużyną, w której za strzelanie bramek odpowiada napastnik Dynama Kijów. Stephen Kenny pragnie w reprezentacji Irlandii zbudować coś, czego jeszcze tam nigdy nie było

Reprezentacja niepodległej Irlandii po raz pierwszy zagrała na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 1924 r. i nawet wygrała 1:0 z Bułgarią. Irlandczycy pojawiali się jeszcze czasem na turniejach olimpijskich, ale aż do lat osiemdziesiątych nie zaistnieli w poważnej reprezentacyjnej piłce. Co prawda drużyna trenera Eoina Handa była o jedną bramkę (bądź jedną dobrą decyzję sędziego) od udziału w finałach MŚ 1982, ale wszystko, co dobre dla Irlandii, zaczęło się wraz z przyjściem Jacka Charltona.

Mistrz świata z 1966 r. to być może najbardziej ceniony Anglik w Irlandii (a kto zna historię, to wie, że Irlandczycy nie pałają miłością do Anglików, albo ściślej – do Brytyjczyków). Kluczem do jego sukcesów było eksploatowanie tzw. grannyrule; w skrócie chodziło o to, żeby namówić do gry w zielonej koszulce z koniczyną piłkarzy z Anglii i Szkocji, których przodkowie pochodzili z Irlandii. Wystarczyło, żeby jedno z dziadków pochodziło z Zielonej Wyspy, a dany zawodnik miał otwarte drzwi do reprezentacji Irlandii. Efekt tego był taki, że w składzie Irlandii na MŚ 1990 tylko czterech piłkarzy z 22-osobowej kadry urodziło się na Zielonej Wyspie. A jednocześnie był to turniej, na którym Irlandia odniosła największy sukces w swojej historii, dochodząc do ćwierćfinału.

Analizując „złotą dekadę” Jacka Charltona, trzeba wspomnieć o świetnych występach na Euro 1988 i MŚ 1994 oraz minimalnie przegranych eliminacjach do Euro 1992 i 1996. Niewątpliwie był to najpiękniejszy czas w historii „Boys in Green” i nie mogła dziwić wielka żałoba, jaką okryła się Irlandia po śmierci Jacka Charltona 10 lipca 2020 r. Po jego erze udało się jeszcze zagrać na MŚ 2002 (1/8 finału), Euro 2012 (pamiętne występy irlandzkich fanów w Gdańsku i Poznaniu) i Euro 2016 (1/8 finału). Irlandczycy więc zazwyczaj unikali polskiego scenariusza (mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor), ale też niedane im było odgrywać głównych ról na wielkich turniejach. „Złota dekada” Jacka Charltona wciąż jest tam wspominana z rozrzewnieniem, ale jednocześnie to właśnie ona zrodziła problemy, które dzisiaj trawią irlandzki futbol.

Kompleksy wobec Anglii

Dzięki grannyrule udało się osiągnąć wspaniałe sukcesy, ale jednocześnie irlandzka federacja oraz kibice zupełnie stracili zainteresowanie rodzimą ligą. Sukces napędzony przez importowanych z Anglii i Szkocji zawodników sprawił, że w głowach Irlandczyków powstało błędne przekonanie: sukcesy można osiągnąć tylko i wyłącznie dzięki graczom wychowanym poza Irlandią. Z tego powodu zdolni 15-letni Irlandczycy nie marzą o debiucie w pierwszym składzie swojego klubu w League of Ireland, ale patrzą w stronę akademii wielkich angielskich klubów – miejsce w zespole U19 np. Liverpoolu jest dużo atrakcyjniejsze niż pierwszy skład w Shamrock Rovers. Anglia jawi się być futbolową ziemią obiecaną dla irlandzkich nastolatków. 34-krotny reprezentant kraju John Sheridan całą swoją piłkarską i trenerską karierę spędził w Anglii, a kiedy na chwilę pojawił się w ojczyźnie (był trenerem Waterford FC w drugiej części sezonu 2020), określił irlandzką ekstraklasę mianem „pub league” (liga barowa). Wielu się zbulwersowało tą wypowiedzią, ale to też pokazuje, jak wielu Irlandczyków „poważa” futbol w swoim kraju.

League of Ireland lekceważą irlandzcy piłkarze i trenerzy, ale lekceważą ją także kibice. Mieszkający w Sligo Polak Bartosz Bukowski opowiadał historię, jak wybrał się do sklepu w maseczce z herbem Podbeskidzia Bielsko-Biała. Irlandczycy zapytali go, co to za klub, więc Bartosz wytłumaczył im, że pochodzi z Bielska-Białej i trzyma kciuki za klub ze swojego rodzinnego miasta. On z kolei zapytał o ich ulubione kluby – w odpowiedzi usłyszał o Chelsea, Manchesterze United i Liverpoolu. A przecież Sligo Rovers to naprawdę solidna drużyna, która może powalczyć o mistrzostwo Irlandii w sezonie 2021…

Do tej układanki lekceważących swój rodzimy futbol piłkarzy, trenerów i kibiców trzeba dodać irlandzki związek (Football Association of Ireland, FAI). Lata 2004-2019 to okres rządów niesławnego Johna Delaneya, który odszedł w atmosferze skandalu korupcyjnego. Obecnie wciąż trwa sprzątanie po jego rządach, ale z całą pewnością można powiedzieć, że w ostatnich kilkunastu latach FAI nie był instytucją wprowadzającą dobre reformy w irlandzkiej piłce. W tym całym zamieszaniu światełkiem w tunelu i nadzieją na lepsze czasy wydawała się nominacja Stephena Kenny’ego na selekcjonera narodowej reprezentacji.

Nowa jakość z Dundalk FC

Pamiętacie, jaką furorę Dundalk FC robił w europejskich pucharach w sezonie 2016/2017? „The Lillywhites” wyeliminowali wówczas z walki o Ligę Mistrzów BATE Borysów, postraszyli też Legię Warszawa, a potem udało im się zdobyć cztery punkty w fazie grupowej Ligi Europy. Twórcą tej świetnej drużyny, która na niemal dekadę zdominowała rozgrywki w Irlandii, był właśnie Stephen Kenny (zaczął pracę w Dundalk w 2012 r.). Świetna praca w Dundalk zaowocowała posadą trenera reprezentacji Irlandii U21 (2018-2020), a po Euro 2020 miał zastąpić na stanowisku pierwszego selekcjonera MickaMcCarthy’ego.

Stephen Kenny jest pierwszym selekcjonerem od czasów Briana Kerra (2003-2005), który nie posiada doświadczenia trenerskiego poza Zieloną Wyspą. Irlandzki związek docenił jego pracę w Dundalk oraz chęć gry „na tak”, zerwanie z dominującą od dawna w Irlandii filozofią solidnej gry obronnej i ograniczania się w ofensywie do kontr i stałych fragmentów gry.

Niestety, Kenny’ego prześladuje pech. Miał zacząć „na spokojnie” po Euro 2020, ale wskutek pandemii przełożono baraże o udział w finałach ME i kadencja MickaMcCarthy’ego dobiegła końca. Tym samym Stephen Kenny musiał zacząć pracę z kadrą z miejsca od walki o Euro. Przegrał w karnych ze Słowacją i choć nikt go nie winił za tę porażkę – przy odrobinie szczęścia mogło to się skończyć lepiej. Zwłaszcza że w finale baraży czekała Irlandia Północna…

Potem były mecze towarzyskie i Liga Narodów, skończyło się to czterema remisami i czterema porażkami oraz zaledwie jedną strzeloną bramką – w dodatku w typowo irlandzkim stylu, czyli głową, przez stopera Shane’aDuffy’ego, po rzucie rożnym. Bardziej niż o postawie na boisku media pisały o aferze z antyangielskim motywacyjnym filmem. O co chodzi? 12 listopada 2020 r. na Wembley odbył się towarzyski mecz Anglia vs Irlandia. Skończyło się gładkim zwycięstwem Anglików 3:0, ale do mediów wyciekła informacja, że Stephen Kenny przed meczem pokazał swoim podopiecznym motywacyjne wideo, które miało mieć antyangielski wydźwięk.

Nie wiadomo do końca, co faktycznie było na tym filmie; ponoć jakieś odniesienia do Powstania Wielkanocnego z 1916 roku, kiedy to Irlandczycy zaczęli walczyć z okupującymi ich Brytyjczykami. Nie mam zamiaru tutaj wchodzić w dyskusje, czy np. analogiczne sceny z Powstania Warszawskiego byłyby dobrą motywacją dla Polaków przed meczem z Niemcami, ale sam fakt, że sprawa wyciekła do mediów, nie świadczy dobrze o atmosferze w reprezentacji. Jeszcze więcej pikanterii całej sprawie dodał fakt, że niedługo potem ze sztabem Kenny’ego pożegnali się jego asystent Damien Duff i trener bramkarzy Alan Kelly jr. To nie były z pewnością pozytywne sygnały płynące z ekipy „Boys in Green”.

Mimo tego wszystkiego, 24 marca 2021 r. mecz z Serbią w Belgradzie, pierwszy w eliminacjach MŚ, zaczął się dobrze, od trafienia Alana Browne’a w 18. minucie. Ostatecznie Irlandia przegrała 2:3, ale gra wyglądała niezwykle obiecująco, a za porażkę dostało się głównie bramkarzowi Markowi Traversowi: gdyby zagrał lepiej, byłby co najmniej remis – myśleli kibice i dziennikarze.

Trzy dni później rywalem Irlandii na Aviva Stadium w Dublinie byli Luksemburczycy. W miejsce Traversa do bramki wszedł młody i zdolny debiutant Gavin Bazunu i zagrał bardzo dobrze. Na nieszczęście dla Stephena Kenny’ego był jednym z nielicznych zawodników, którzy nie mogli mieć do siebie pretensji po meczu – gol Gersona Rodriguesa z Dynama Kijów na pięć minut przed końcem zapewnił gościom sensacyjne zwycięstwo 1:0. Po meczu czołowy ekspert irlandzkiej telewizji Richie Sadlier grzmiał, że eliminacje do MŚ już się dla Irlandii skończyły (w grupie jest jeszcze Portugalia i Azerbejdżan). Remis 1:1 w meczu towarzyskim z Katarem trzy dni później niewiele zmienił i rozgorzała wielka dyskusja na temat przyszłości Stephena Kenny’ego.

Co dalej?

Na temat selekcjonera reprezentacji Irlandii wypowiadał się choćby Chris Sutton, angielski napastnik, legenda Blackburn Rovers i Celtiku. Skrytykował on filozofię Kenny’ego, który chce grać bardziej otwartą piłkę i kreować sytuacje bramkowe za pomocą ataku pozycyjnego. Według Suttona Irlandia po prostu nie ma piłkarzy do takiej gry i należy się skupić na tym, co wychodziło najlepiej do tej pory: twardej zmasowanej obronie i wierze, że z przodu „coś tam wpadnie”. 0:0, 0:1, 1:0 – to bardzo częste wyniki w historii reprezentacji Irlandii. Pozwalało to na awans na wielki turniej od czasu do czasu, niekiedy na przejście do kolejnej rundy, ale trudno było myśleć o czymkolwiek więcej.

Stephen Kenny przetrwał burzę po porażce z Luksemburgiem, ale głosy krytyki pojawiają się coraz częściej. Następny mecz (towarzyski) Irlandczycy grają 3 czerwca z Andorą na wyjeździe. Nie będzie lepszej okazji na pierwsze zwycięstwo drużyny Stephena Kenny’ego, czego on sam potrzebuje jak tlenu. Gdyby nie udało się wygrać w Andorze, nawet najwięksi entuzjaści Stephena Kenny’ego mogą zamilknąć.

Ja mu jednak bardzo kibicuję, bo Stephen Kenny to szansa na lepsze czasy dla piłkarskiej Irlandii. Jako pierwszy selekcjoner od 1985 r. dał zagrać w drużynie narodowej przedstawicielowi ligi irlandzkiej (Jack Byrne z Shamrock Rovers, obecnie APOEL Nikozja), nie boi się stawiać na zdolną młodzież (Gavin Bazunu w bramce), mimo słabych wyników stara się grać odważnie, jego zespół kreuje sytuacje. Po raz pierwszy od lat jest szansa na zmianę mentalności Irlandczyków – Stephen Kenny stara się przekonać rodaków, że ich rodzima liga też może być ciekawa i obiecująca, a reprezentacja może grać ciekawie dla oka – nie tylko się bronić i posyłać długie piłki do przodu z nadzieją, że coś tam się uda. Jeśli reprezentacja zacznie grać „na tak”, może to też zapoczątkować przemiany w systemie szkolenia w Irlandii, gdzie główny nacisk jest kładziony na defensywę i fizyczną grę. Maciej Tarnogrodzki (polski trener, którzy przepracował 20 lat w Irlandii) wyraził nawet kiedyś opinię, że 20-letni Andrés Iniesta nie poradziłby sobie w lidze irlandzkiej, ponieważ zwyczajnie nie miałby z kim grać „swojej gry”, a poza tym zostałby stłamszony fizycznie.

Stephen Kenny jest nadzieją na to, że wszystko to może ulec zmianie. Jeśli mu się uda, być może Irlandczycy przestaną patrzeć na Anglię jak na starszego i lepszego piłkarskiego brata, a zaczną pisać swoją własną, piękną historię.

Bartosz Bolesławski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s