Bodø/Glimt w Lidze Konferencji, czyli jak wikingowie znowu najechali Europę

Pierwsza runda eliminacji do Ligi Mistrzów, Legia trafia na Bodø/Glimt – ówczesnego mistrza Norwegii. W Polsce nastroje delikatnie mówiąc słabe, jednak Wojskowi zaskakująco łatwo radzą sobie z przybyszami ze Skandynawii. W poprzednich edycjach europejskich pucharów byłby to koniec przygody Superlaget, jednak nowopowstałe rozgrywki w postaci Ligi Konferencji oraz związane z tym nowe zasady, wiele w tym zakresie zmieniły. Skandynawowie dostają od losu kolejną szansę, której jak się później okazało, bynajmniej nie zmarnowali.

Czytaj dalej „Bodø/Glimt w Lidze Konferencji, czyli jak wikingowie znowu najechali Europę”

Futbol na wygnaniu

Rok 2012 –  Ukraina wraz z Polską z sukcesem organizuje najważniejszą imprezę piłkarską w Europie. W związku z turniejem u naszych wschodnich sąsiadów kwitnie koniunktura, rozwój kraju nabiera dynamiki, Ukrainę odwiedza coraz więcej turystów.

Rok 2014 – wydaje się, że to tylko 2 lata później, jednak okoliczności diametralnie się zmieniają. Ukrainę pochłania konflikt zbrojny, który jest reakcją Rosji na panujące w niej proeuropejskie nastroje, czego symbolem jest aneksja Półwyspu Krymskiego. Sytuacja przez następne miesiące staje się coraz bardziej napięta, w szczególności we wschodniej części Ukrainy. Stan ten drastycznie wpływa na rzeczywistość Ukrainy, jak się okazuje również tę piłkarską.

Rok 2022 – świat ponownie wstrzymuje oddech i z wielkim niepokojem obserwuje sytuacje we wschodniej części Europy. Rosja gromadzi przy granicy z Ukrainą setki tysięcy zmilitaryzowanych jednostek, Ukraina staje w stan gotowości.  

Czytaj dalej „Futbol na wygnaniu”

Podsumowanie roku – najlepsza jedenastka, piłkarz i trener.

Rok 2021 to czas, który obfitował w mnóstwo piłkarskich emocji. Corona-virus tym razem nie pokrzyżował sportowych planów, w związku z czym kalendarz rozgrywek był momentami zapełniony aż nadto. Ligowe rozgrywki hulały pełną parą, europejskie puchary również, a ponadto krajowe reprezentacje miały okazję rywalizować w Mistrzostwach Europy, Copa America, oraz na Igrzyskach Olimpijskich. Działo się!

Końcówka roku to rzecz jasna okres, który jest idealny do wszelakiego rodzaju podsumowań. Futbolowa Rebelia może rangi France Football jeszcze nie ma, ale u nas też znajdzie się miejsce na wyłonienie najlepszej jedenastki i najlepszego piłkarza 2021. Zapraszamy!

Czytaj dalej „Podsumowanie roku – najlepsza jedenastka, piłkarz i trener.”

Wracajcie do gry! Piłkarze, na których powrót czekamy.

Ach te kontuzje! Ileż to piłkarskich karier zostało wstrzymanych, czy nawet totalnie złamanych, przez dramatyczne wydarzenia boiskowe? Ronaldo, Owen, Cazorla? Wymieniać można długo. Poniżej tekst o kilku aktualnie kontuzjowanych zawodnikach, na których powrót czekamy z utęsknieniem. Zapraszamy na kolejny artykuł powstały przy współpracy kilku członków Futbolowej Rebelii! 

Czytaj dalej „Wracajcie do gry! Piłkarze, na których powrót czekamy.”

LesDogues – na podwórku u Mastifów. O francuskiej piłce i nie tylko #3

Salut mes amis. Przyszła pora na trzecią część francuskiego cyklu, który akurat w dzisiejszym wydaniu będzie dotyczył również tematów z Francją niezwiązanych. W ostatnich kilku tygodniach udało mi się zorganizować sobie parę wyjazdów, wobec czego szykuje się spory wywód o doświadczeniach turystycznych. Staram się, jak mogę, by wycisnąć z końcówki roku, a zarazem mojego pobytu za granicą jak najwięcej. A im więcej przeżyć, tym więcej tematów na mastifowe felietony.

Czytaj dalej „LesDogues – na podwórku u Mastifów. O francuskiej piłce i nie tylko #3”

BITWA O EUROPĘ – JAK WYGLĄDA SYTUACJA NA FINISZU ROSYJSKIEJ PREMIER LIGI?

Już w najbliższą niedzielę nadejdzie koniec sezonu w paru europejskich ligach, w tym w Ekstraklasie oraz Rosyjskiej Premier Lidze. Dziś skupię się na sytuacji tych drugich, gdyż aż pięć klubów 16.05 stoczy bój o trzy miejsca premiowane europejskie puchary – w tym dwa zespoły zawalczą o drugą pozycję w tabeli, która umożliwiłaby im zagranie w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Poniżej przedstawię wszystkich kandydatów do miejsc 2-4, wraz z pomocą miłośników piłki rosyjskiej – Karola Bochenka oraz Marka Bowena.

Uwaga: Tekst pisany przed środowym finałem Pucharu Rosji, który Lokomotiw Moskwa wygrał 3:1

SPARTAK MOSKWA

Krótki opis od Marka Bowena:

Poza boiskiem? Wrak klubu. Ciągłe skandale i żenujące wydarzenia przyćmiewają to, co na papierze jest bardzo dobrą grupą zawodników. Do znanych nazwisk, takich jak Quincey Promes i Victor Moses, dołączyli Czech Axel Kral i reprezentanci Rosji: Sobolev, Bakaev i Dzhikiya. Niestety Domenico Tedesco odchodzi, a nowy menedżer oznacza, że moskiewski klub znów będzie nieprzewidywalny.

POZYCJA W TABELI (PUNKTY): 2. (56)

KOLEJNY MECZ: Akhmat Grozny (wyjazd)

NAJLEPSZY STRZELEC: Jordan Larsson (15)

NAJLEPSZY ASYSTENT: Jordan Larsson, Zelimkhan Bakaev (5)

Karol Bochenek: „Spartak Moskwa ma za sobą burzliwy sezon, trochę mniej na boisku, a bardziej w gabinetach. Jak ta niestabilność organizacyjna wpłynęła na zespół? Wynikowo trudno się do czegoś przyczepić, bo potencjał sportowy Spartaka to w najlepszym wypadku miejsce za plecami Zenitu. Z drugiej strony – jeśli trener w trakcie sezonu ogłasza, że po zakończeniu rozgrywek odchodzi z klubu bez względu na wynik, to sens wykonywanej pracy zapewne się zatraca. Piłkarzom Spartaka – mimo kilku absurdalnych wpadek – udało się jednak uzyskać niezły rezultat, drugie miejsce, które może dać miejsce w Lidze Mistrzów, jest na wyciągnięcie ręki i będzie wielkim sukcesem tej drużyny. Pytanie tylko, czy ten sukces uda się spożytkować w przyszłości? W Spartaku zapanowała niezrozumiała sytuacja organizacyjna. Od kilku miesięcy mówi się, że najważniejsze decyzje dotyczące funkcjonowania klubu na wielu poziomach podejmuje Zarema Salichowa, żona właściciela, Leonida Feduna, której przypisuje się, że dawniej była (mówiąc delikatnie) dziewczyną do towarzystwa. Kolejne próby unormowania sytuacji i obsadzenia najważniejszych stanowisk odpowiednimi ludźmi nie przynoszą rezultatu. Przez klub przewijają się kolejni dyrektorzy – sportowi, organizacyjni czy generalni – których wymienia się w iście szalonym tempie. I dlatego Spartak, który od lat ma wielkie ambicje, to organizacyjnie klub-wydmuszka. Po udanym sezonie, ale jednak wydmuszka.” – uważa Bochenek

LOKOMOTIW MOSKWA

Krótki opis od Marka Bowena:

Lokomotiv gra jedną z najatrakcyjniejszych piłek w Rosji, a do momentu spotkania z Zenitem na Gazprom Arenie, Kolejarze mieli passę 11 zwycięskich meczów z rzęd!. Finaliści/zdobywcy Pucharu Rosji (mecz rozgrywany jest dziś wieczorem) są w stanie zmierzyć się z najlepszymi w Europie i nie będą przegrywać, jeśli spotkają się w Lidze Europy/Lidze Mistrzów. Polski pomocnik Grzegorz Krychowiak jest jedną z gwiazd tego sezonu Premier Ligi, a Fedor Smolov to zabójczy napastnik, który odzyskuje formę, dzięki której jeszcze kilka sezonów temu był rozchwytywany w La Liga i Premier League.

POZYCJA W TABELI (PUNKTY): 3. (53)

KOLEJNY MECZ: Ural (dom)

NAJLEPSZY STRZELEC: Grzegorz Krychowiak (9)

NAJLEPSZY ASYSTENT: Anton Miranchuk, Rifat Zhemaletdinov (5)

Karol Bochenek: „Kończący się sezon Lokomotiw może uznać za udany. Marko Nikolić kontynuuje budowę silnej drużyny, która – przy odpowiednich wzmocnieniach – może realnie powalczyć o tytuł w kolejnych rozgrywkach. Bardzo dobra runda wiosenna, na którą cień kładzie jedynie wysoka porażka z Zenitem, na pewno jest solidnym fundamentem, na którym można dalej budować. W ostatniej kolejce Loko powalczy o wicemistrzostwo i miejsce w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, ale ponieważ nie jest w tej kwestii zależne tylko od siebie, to ważniejszym meczem niż ten z Uralem w ostatniej kolejce, będzie finał Pucharu Rosji z Kryljami Sowietów Samara. Jeśli się uda, będzie to trzeci triumf Loko w krajowym pucharze w ciągu pięciu ostatnich lat, a to całkiem imponujące osiągnięcie. Do tego dojdzie zapewne brązowy medal za trzecie miejsce w lidze, co będzie dla moskiewskiego klubu oznaczać czwarty kolejny sezon na ligowym podium.

RUBIN KAZAŃ

Krótki opis od Marka Bowena:

Rubin jest czarnym koniem tego sezonu RPL, a ich sukces można przypisać, według mnie, trzem osobom: Leonid Slutsky, były menadżer CSKA, Rosji i Hull City przekształcił ten często nieosiągający sukcesów klub w prawdziwą maszynkę do wygrywania. Serbski napastnik Djordje Despotović jest jednym z najlepszych i najbardziej spektakularnych strzelców bramek w Europie Wschodniej, a Jurij Dyupin między słupkami wygląda jak następca Igora Akinfeeva w bramce reprezentacji Rosji. Do tego można dodać Khvichę Kvaratskhelia, który jest jednym z najlepszych dryblerów, jakich kiedykolwiek widziałem. Kvaratskhelia przypomina gruzińskich, czarujących za czasów Związku Radzieckiego i z pewnością znajdzie się na celowniku klubów z większych lig.

POZYCJA W TABELI (PUNKTY): 4. (52)

KOLEJNY MECZ: Rotor Volgograd (dom)

NAJLEPSZY STRZELEC: Djordje Despotović (13)

NAJLEPSZY ASYSTENT: Soltmurad Bakaev (5)

Karol Bochenek: „W bieżącym sezonie w Kazaniu zbierają owoce zaufania, jakim w grudniu 2019 roku obdarzono Leonida Słuckiego. Były selekcjoner reprezentacji Rosji miał słabe początki w Rubinie, ale ostatnie miesiące pokazują, że jednak udało mu się zbudować zespół o dużych aspiracjach. Co najważniejsze – nie jest to jeszcze efekt końcowy, a wyniki już są bardzo dobre. W Kazaniu zapewne ostrzą sobie zęby na puchary, ale walczący o utrzymanie Rotor, z którym Rubin zmierzy się w ostatniej kolejce, to gwarancja niebezpieczeństwa. Miejsce niższe niż czwarte z pewnością będzie rozczarowujące, aczkolwiek nikt nie będzie długo rozpaczał. W tym sezonie w Rubinie coś ewidentnie zaskoczyło i to jest dla władz klubu najważniejsza informacja. Czas na wielkie rzeczy jeszcze przyjdzie.

FK SOCHI

Krótki opis od Marka Bowena:

Rosyjska wersja AFC Wimbledon, dawniej historyczne Dynamo St. Petersburg, klub został przeniesiony w momencie, gdy wywalczył awans do rosyjskiej Premier Liga zaledwie dwa lata temu. Zespół osiągający znacznie więcej niż można było się spodziewać i składający się głównie z wypożyczonych (i byłych) graczy Zenitu. Gwiazdą klubu jest Ekwadorczyk Christian Noboa, który jest w niesamowitej formie i przeczy swojej metryce (ma 36 lat!). Sochi gra na spektakularnym Stadionie Rybackim o pojemności 41 000 miejsc, który gościł mecze podczas Mistrzostw Świata w 2018 roku.

POZYCJA W TABELI (PUNKTY): 5. (52)

KOLEJNY MECZ: Khimki (wyjazd)

NAJLEPSZY STRZELEC: Christian Noboa (12)

NAJLEPSZY ASYSTENT: Christian Noboa (7)

Karol Bochenek: „Soczi to największa niespodzianka tego sezonu. W klubie Borisa Rotenberga świetną robotę wykonuje trener Wadimir Fiedotow, który w najbliższych latach może być łakomym kąskiem dla największych graczy z ligi rosyjskiej. Jak skończy się walka Soczi o puchary? Sukces może zagwarantować nawet remis w ostatnim meczu, o ile Lokomotiw zgarnie Puchar Rosji. Jeśli Loko polegnie, to zadanie będzie trochę trudniejsze, ale wciąż realne. W ostatnim meczu zmierzą się z niewalczącymi już o nic Chimkami, które zapewne będą łatwiejszym rywalem niż Rotor, z którym zagra Rubin. Jest więc bardzo prawdopodobne, że niedługo zobaczymy Soczi na arenie międzynarodowej.

CSKA MOSKWA

Krótki opis od Marka Bowena:

CSKA Moskwa nie jest już potęgą, którą było kiedyś i jest w trakcie długotrwałej transformacji. Prowadzone przez niedoświadczonego Ivicę Olicia, byłego gracza CSKA, który niedawno przybył do Rosji, aby objąć swoją pierwszą posadę menedżer. Ma on przed sobą ogromne zadanie. Drużyna z Moskwy ma co prawda w składzie dwóch najlepszych zawodników Rosyjskiej Premier Ligi, w tym byłego gracza Evertonu Nicolę Vlasicia, ale nie wiadomo do kiedy Chorwat pozostanie w klubie. Mario Fernandes, urodzony w Brazylii Rosjanin, jest ich drugim klasowym graczem i jest niezwykle cenny dla CSKA.

POZYCJA W TABELI (PUNKTY): 6. (50)

KOLEJNY MECZ: Dynamo Moskwa (wyjazd)

NAJLEPSZY STRZELEC: Nikola Vlasić (11)

NAJLEPSZY ASYSTENT: Nikola Vlasić (5)

Karol Bochenek: „W CSKA nastał czas zmian, który najpewniej skończy się brakiem awansu do europejskich pucharów. Moskiewski klub jest w tej kwestii zależny od zbyt wielu czynników zewnętrznych, a dodatkowo ma przed sobą trudny mecz derbowy z Dynamem. Ivicia Olić, który od niedawna pracuje w CSKA, musi się więc pogodzić z pierwszym niepowodzeniem w swojej samodzielnej pracy, ale absolutnie nie można go uznać za głównego winowajcę. CSKA w trakcie sezonu doszło do ściany, za co posadą zapłacił Wiktor Gonczarenko, a w klubie muszą wykonać tytaniczną pracę, jeśli chcą wrócić do niedawno utraconej świetności.

Mieszko Pugowski

Gruziński czarodziej – historia Khvichy Kvaratskhelii

28 marca 2021 roku. Gruzja, 89. drużyna z rankingu FIFA, mierzy się u siebie z Hiszpanią, która w tym samym rankingu znajduje się 83 miejsca wyżej. Pozornie, cel dla gospodarzy powinien być jeden – nie dostać lania. Willy Sagnol miał jednak inny plan na ten mecz – Gruzja nie chciała być chłopcem do bicia. Stawiali opór przeciwnikom, a tuż pod koniec pierwszej połowy wprawili w osłupienie (nie tylko swoich) fanów – wyszli na prowadzenie za sprawą gola strzelonego przez Khvichę Kvaratskhelię. Mimo, że Hiszpania finalnie wymęczyła wygraną, gospodarze pozostawili po sobie świetne wrażenie, tak jak Kvicha, o którym zrobiło się (w końcu) głośno w Europie. Czemu „w końcu”? Zapraszam do tekstu!

KLUB

Lewoskrzydłowy pochodzi z Tbilisi, stolicy kraju. Wychował się w akademii najlepszego gruzińskiego klubu, Dinamo Tbilisi. Długo jednak tam nie zabawił i w wieku 17 lat przeniósł się do ówczesnego beniaminka ligi, FC Rustavi. Tam rozegrał niezły sezon, w trakcie którego zdobył trzy bramki. Jego formę zauważył Lokomotiw Moskwa, który zdecydował się na wypożyczenie młodego Gruzina, płacąc za nie 100 tysięcy euro.

Khvicha ie zagrzał jednak zbyt długo miejsca w 3-krotnym mistrzu Rosji. Po czterech miesiącach, 10 występach i jednej bramce wrócił do FC Rustavi, jednak nie zamierzał przedłużać kończącego się w grudniu kontraktu. Fakt ten wykorzystała inna drużyna z Premier Ligi – Rubiń Kazań. Był to jeden z najlepszych transferów tej drużyny w ostatnich latach.

Pierwszy mecz Gruzina w barwach Rubinu to 24 minuty, które otrzymał w niezwykle prestiżowym spotkaniu przeciwko… byłej drużynie piłkarza, Lokomotiw Moskwa. Kvaratskhelia zupełnie się tym nie przejął i w taki niezwykle inteligentny sposób strzelił bramkę, która dała jego drużynie remis: 

Pierwszy sezon Khvicha zakończył z trzema bramkami i dwoma asystami. Nie tak źle jak na skrzydłowego, choć też mogło być lepiej. Jest jednak jedna cecha, która wyróżnia go wśród dosłownie WSZYSTKICH pozostałych piłkarzy Premier Ligi. Drybling. 21-latek jest najlepszym dryblerem w całej lidze (4,1 udanego dryblingu na mecz)! Zresztą, wystarczy spojrzeć na tę kompilację. Nie da się nie cmokać z zachwytu:

Trzeba też przyznać, że mimo zaledwie siedmiu zdobytych bramek na przestrzeni dwóch sezonów, praktycznie każda z nich ma w sobie coś pięknego. Gruzin potrafi nie tylko uderzyć z główki, ale też umie posłać taką rakietę:

REPREZENTACJA

Na sukcesie Khvichy zależy wszystkim fanom gruzińskiej piłki. Kvaratskhelia jest dla nich połączeniem Ronaldo, Messiego i Lewandowskiego. Piłkarzem, który może nieść na swych barkach całą reprezentację, jak robili to kiedyś Shota Arveladze, Levan Kobiashvili czy Kakhaber Kaladze. 20-latek może być piłkarzem tego typu, co pokazał zarówno na szczeblu młodzieżowym (pierwsze miejsce w grupie eliminacji do Mistrzostw Europy U19, trzecie miejsce w eliminacjach ME U17 oraz strzelona bramka Francji w U21), jak i w seniorach, co pokazały dobitnie ostatnie mecze kwalifikacji do Mundialu, gdzie Kvaratskhelia strzelił dwie bramki – jedna dała nadzieję na korzystny wynik z Hiszpanią, a druga sprawiła, że w starciu z Grecją Gruzja zremisowała.

W obecnym sezonie Khvicha Kvaratskhelia zdobył już cztery bramki i cztery asysty. Jest łączony z coraz to większymi markami: Bayern, Milan, Juventus, a lista wkrótce się powiększy. Transfermarkt wycenia jego wartość na 15 mln euro (ponad dwa razy więcej niż drugi najbardziej wartościowy piłkarz Rubinu), a media mówią o cenie oscylującej w okolicach 20-25 mln euro, co byłoby rekordem transferowym drużyny z Kazania. Nie wiadomo jeszcze, gdzie trafi Gruzin, ale trzeba będzie śledzić karierę, bo o 20-latku będzie jeszcze głośno.

MIESZKO PUGOWSKI

Bolesny upadek piłkarskiego Ikara – historia Yoanna Gourcuffa

„Miał być Zidane, a wyszedł ci Gourcuff” rapował Kaz Bałagane w utworze „Fortaleza”. Yoann Gourcuff był najlepszym piłkarzem Ligue 1, tryumfatorem Ligi Mistrzów, uczestnikiem mundialu, a przede wszystkim niedoszłym następcą Zinedine’a Zidane’a w reprezentacji Francji. Wydawało się, że jest piłkarskim Midasem, który zamienia wszystko, czego się dotknie w złoto. Po kilku latach okazało się jednak, że z postaci mitologicznych znacznie bliżej było mu do Ikara…

Yoann Gourcuff urodził się 11 lipca 1986 roku w Ploemeur, niewielkiej miejscowości we wschodniej Francji. Jest synem Christiana Gourcuffa, byłego piłkarza i zawodowego trenera. To właśnie ojciec wprowadził do go świata sportu. Co ciekawe, pokazał on synowi nie tylko zieloną murawę, ale również… kort tenisowy. Yoann wybrał futbol, choć tenisistą był całkiem niezłym. W 1998 roku wystartował nawet w turnieju Super 12 Auray Open, którego zwycięzcą został młody Rafael Nadal.

Praktyka na korcie opłaciła się. W przełomowym momencie kariery każde podanie Yoanna wyglądało jak forehand Rogera Federera, a każdy strzał był mocny i dokładny niczym serwis Johna Isnera. Nie bez przyczyny Gourcuff bardzo szybko przebił się do pierwszej drużyny Rennes. Co prawda drużynę trenował wówczas jego ojciec, ale nikt nie mógł młodemu pomocnikowi zarzucić, że gra tylko za nazwisko. Nie był również wpychany do składu na siłę. Jego rozwój przebiegał stopniowo, w należytym tempie. W pierwszym sezonie w barwach „Les Rouges et Noirs” rozegrał zaledwie 9 ligowych spotkań. Rok później spotkań tych było już 21, a w sezonie 05/06 uzbierał aż 36 występów na boiskach Ligue 1. Ledwie otworzyło się okienko transferowe, a na stole leżały już oferty Ajaksu, czy Arsenalu, ale rywalizację o podpis „nowego Zidane’a” wygrał ostatecznie AC Milan.

W Mediolanie Francuz spędził dwa sezony. Dwa skrajnie różne sezony. Pierwszy był dla niego świetny, drugi natomiast zakończył się klapą. Średnia liczba minut, które spędził na boiskach Serie A, z roku na rok zmniejszyła się aż o połowę. Na osłodę została mu jedynie Liga Mistrzów, zdobyta w poprzednim sezonie w barwach Milanu. Niestety, z nią też wiąże się pewna nieprzyjemna historia. Gourcuff obejrzał finał z trybun, nie znalazł się nawet w 18 meczowej Rossonerich, choć wcześniej rozegrał w ich barwach 21 ligowych spotkań. Najlepszą opcją dla niego wydawało się wypożyczenie, najlepiej do Ligi, w której czuł się zdecydowanie najlepiej, czyli Ligue 1. Ostatecznie trafił do Bordeaux – klubu, dzięki któremu zyskał międzynarodową sławę.

ROK, KTÓRY ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE

Sezon 08/09 w Ligue 1 może nam się kojarzyć z dwiema rzeczami. Po pierwsze, z 14 bramkami Ireneusza Jelenia dla Auxerre, a po drugie z niesamowitym Yoannem Gourcuffem, prowadzącym swoje Bordeaux do tytułu mistrzowskiego. 12 bramek i 11 asyst w jednym sezonie. Po takim wyczynie porównań do Zidane’a było już tylko więcej i więcej. Nie ma się czemu dziwić, Gourcuff naprawdę wyglądał jak legendarny Zizou. Co więcej, czasami mogło się wydawać, że w jakiś nadprzyrodzony sposób potrafił on przejmować jego umiejętności. Tak było między innymi w słynnym starciu z PSG, kiedy to Bordeaux rozgromiło Paryżan aż 4:0.

Gourcuff, raz, dwa, trzy… Gol! Wyjątkowy Yoann Gourcuff! Nowy Zidane! Cudo! Francuscy komentatorzy nie mogli w to uwierzyć. Yoann Gourcuff właśnie trzema magicznymi dotknięciami oszukał defensywę PSG, strzelając gola na 3:0 w meczu 20 kolejki francuskiej Ligue 1. W czasach gdy w Ligue 1 grają tacy magicy jak Mbappe, czy Neymar, trafienie to nadal jest uznawane za jedno z najładniejszych w historii rozgrywek.

RÓWNIA POCHYŁA

13,5 miliona euro zapłaciło Bordeaux za wykup Gourcuffa z Milanu. Drobne, patrząc przez pryzmat sezonu, który Francuz miał za sobą. Miano najlepszego piłkarza we Francji, 20 miejsce w plebiscycie „Złotej Piłki” i debiut w reprezentacji. Piłkarski Ikar jeszcze nigdy nie był aż tak blisko słońca. Niestety, z czasem już tylko tracił wysokość.

Transfer do Lyonu uczynił go najlepiej zarabiającym piłkarzem w Ligue 1. Wprost proporcjonalne do zarobków wzrosły jednak oczekiwania kibiców. Yoann nie spełnił ich nawet w najmniejszym stopniu. Tragiczny występ na mundialu (Francuzi nie wyszli z grupy, a Gourcuff został zapamiętany jedynie z dość wątpliwej czerwonej kartki przeciwko RPA), rozczarowująca forma w barwach Lyonu i rozpoczęcie niefortunnej serii kontuzji, która towarzyszłyła mu już do końca kariery. Jednym słowem, rok 2010 był najgorszy w karierze piłkarza. Przez następną dekadę był już tylko cieniem piłkarza, który doprowadził Bordeaux do mistrzostwa i stopniowo rozmieniał się na drobne w klubach takich jak Rennes, czy Dijon. Posypał się, ale źródła jego problemów należy szukać dużo wcześniej. W 2006 roku (tuż przed transfer do Milanu) otrzymał grzywnę w wysokości 2000 euro za pobicie mężczyzny pod klubem nocnym w niewielkiej miejscowości Hennebont. Już wtedy można było dostrzec pierwsze oznaki jego kruchej psychiki. A to tylko jedno z wielu dziwactw, których się dopuścił podczas trwania kariery.

7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH – GENEZA UPADKU GOURCUFFA

1. SYNDROM ZIDANE’A

Porównania do Zidane’a towarzyszyły mu na każdym kroku. Gdy wybierał się do Włoch, wszyscy upatrywali w tym analogii do przenosin Zizou na Półwysep Apeniński. Gdy wracał do Bordeaux, każdy widział w nim nowego Zidane’a, który również napisał piękny rozdział w historii Żyrondystów. Sam Zidane często studził zapał kibiców oraz dziennikarzy. Nie raz powtarzał, że Gourcuff potrzebuje czasu i spokoju. Nawet gdy chwalił młodego pomocnika, zwracał uwagę, że to wcale nie jest takie proste. Łatkę łatwo bowiem przypiąć, a znacznie trudniej ją później odczepić. Szczególnie gdy została ona przypięta wspólnymi siłami przez większość kibiców we Francji.

2. KRUCHA PSYCHIKA

W reprezentacji trzymał się tylko z Hugo Llorisem, który podobnie jak on jest osobą dość cichą i wyważoną. Jego relacje z nieco bardziej śmiałymi kolegami z zespołu praktycznie nie istniały. Co więcej, selekcjoner reprezentacji Francji – Raymond Domenech twierdził, że gdy tylko Franck Ribery spoglądał w szatni na Gourcuffa, widział w jego oczach nienawiść.

3. PODATNOŚĆ NA KONTUZJE

Futbol zna wiele przypadków dziwnych kontuzji. David James doznał urazu pleców, sięgając po pilot do telewizora, a znany z serii brutalnych fauli Norweg Svein Grondalen musiał opuścić kilka spotkań ze względu na zderzenie z łosiem podczas porannej przebieżki. Najbardziej znanym jest oczywiście przypadek bramkarza reprezentacji Hiszpanii – Santiago Canizaresa, który ominął mundial w 2002 roku przez to, że upuścił butelkę wody po goleniu na stopę. Ich przypadki są jednak niczym przy urazach, jakich potrafił doznać Gourcuff podczas pobytu w Lyonie.

Urazy przychodziły do niego w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Raz doznał kontuzji podczas zbijania piątek po zdobytej bramce, innym razem podczas spaceru z psem. Do najdziwniejszej sytuacji doszło jednak podczas spotkania z Niceą. Miał wejść na ostatnie 15 minut meczu, ale nawet to go przerosło. W pewnym momencie spotkania Francuz zderzył się ze swoim kolegą z zespołu tuż po oddaniu strzału na bramkę rywali. Z pozoru zwykła boiskowa sytuacja, nic nadzwyczajnego. Dla Yoanna był to jednak wystarczający powód, aby opuścić boisko bez zgody trenera. Skarżąc się na ból, zszedł z boiska i udał się do szatni. Ówczesny szkoleniowiec Lyonu – Hubert Fournier, nie mógł w to uwierzyć. Minęło kilka minut, zanim się otrząsnął i poprosił Mohameda Yattarę o wejście na boisko w miejsce rzekomo kontuzjowanego kolegi z zespołu.

4. LENISTWO

„Gourcuff był w błędzie. Jego największym problemem było pozaboiskowe zachowanie. Nie miał ochoty uczyć się włoskiego, prawie w ogóle się nie angażował. Dużo mniej utalentowani zawodnicy zapracowali sobie na szacunek grupy, a on stał się dla nas obcy i musiał opuścić Milan mimo swoich umiejętności” – tymi słowami Paolo Maldini opisał przygodę Gourcuffa z Calcio. Trafił w punkt, chociaż zarówno sam zainteresowany, jak i jego ojciec zaprzeczali słowom wypowiedzianym przez legendę Rossonerich. I tu przechodzimy do kolejnego punktu…

5. NADOPIEKUŃCZOŚĆ

Francuz nie potrafił przyjąć do siebie krytyki. Często tłumaczył go ojciec, a on sam nie widział nic złego w swoim zachowaniu. Co tu dużo mówić, był rozpieszczony. Z biegiem lat stało się to coraz bardziej uciążliwe. Szczególnie gdy dostał się do dorosłej reprezentacji Francji.

6. ODMIENNOŚĆ

Gourcuff nienawidził sławy. Gdy był proszony do pomeczowego wywiadu, rzadko kiedy patrzył dziennikarzom w oczy. Wodził wzrokiem, najczęściej kierując spojrzenia na obuwie reporterów. Jego agent powiedział kiedyś, że Yoann nie trawił otoczki związanej z futbolem. Był zakochany w kopaniu piłki, a nie podpisywaniu autografów.

7. KONFLIKTOWOŚĆ

Jedni mówili, że był pretensjonalny, drudzy nie lubili jego stylu bycia. Jeszcze inni uważali, że zbyt często zrzuca winę na kolegów z zespołu i wynosi do mediów informacje z szatni. Taką wizytówkę wystawił sobie Yoann przez dobrych kilka lat występów dla kadry narodowej. Mało kto go akceptował, a co dopiero lubił. Nic dziwnego, że z czasem między nim a resztą zespołu zaczęło dochodzić do coraz częstszych utarczek słownych. Fani trójkolorowych z pewnością pamiętają jego spór z Franckiem Riberym oraz Nicolasem Anelką. Yoann oskarżył ich o boiskową arogancję i celowe unikanie podań w jego stronę. Mało kto brał tego typu zarzuty na poważnie.

Mieliśmy go zapamiętać jako nowego Zidane’a, tymczasem w pamięci wielu fanów zostały jedynie jego dziwne wybryki. Życie piłkarza bywa przewrotne, czasami karierę można wygrać na boisku, by po chwili przegrać ją w głowie.

MACIEJ SZEŁĘGA

Mistrz Turcji jedną nogą w drugiej lidze. Klub wspierany przez prezydenta kraju może podzielić los Juventusu, Milanu, Manchesteru City, Herfolge i 1. FC Nurnberg.

Co łączy wyżej wymienione kluby? Oprócz podobieństw czysto piłkarskich, czy możliwości sportowych, przynajmniej w przypadku pierwszych trzech, jest jeszcze jedna ważna rzecz. Wszystkie mają w swej historii niechlubne osiągnięcie w postaci spadku do drugiej ligi, będąc aktualnym mistrzem kraju. W przypadku Milanu i Juventusu było to konsekwencją wybuchu afer korupcyjnych i skończyło się karną degradacją o klasę niżej. Herfolge i Nurnberg z kolei okazały się po prostu niewystarczająco silne, notując fatalny w skutkach regres formy sportowej. Do ich grona dołączyć może wkrótce aktualny mistrz Turcji – Istanbul Basaksehir FK. Piłkarze znad Bosforu znajdują się tuż nad strefą spadkową Tureckiej Superligi i do końca sezonu nie mogą być pewni swojej przyszłości.

POWRÓT DO KORZENI, SPRAWIEDLIWOŚĆ I ROZWÓJ W TLE

Instanbul Basaksehir to dosyć młody klub na piłkarskiej mapie Turcji. Pod obecną nazwą funkcjonuje oficjalnie od czwartego czerwca 2014 roku, powstał w wyniku restrukturyzacji właścicielskiej. Korzenie klubu sięgają 1990 roku. To wtedy, po fuzji trzech robotniczych klubów utworzony został przez ówczesnego burmistrza Stambułu Istanbul Buyuksehir Belediyespor. Wielosekcyjny klub finansowany z pieniędzy publicznych. W sezonie 92/93 IBB świętował pierwszy w historii awans na zaplecze Superligi. Dwa sezony później spadł do III ligi, by po roku znów awansować na drugi poziom rozgrywek. W sezonie 06/07 klub uzyskal historyczny awans do tureckiej Superligi.

W pierwszym sezonie Basaksehir zajął bezpieczne, 12. miejsce w tabeli. Swoje mecze klub rozgrywał wówczas na stadionie Ataturka w Stambule. W sezonie 10/11 Istanbul awansował do finału Pucharu Turcji, przegrywając jednak w rzutach karnych z lokalnym rywalem – Besiktasem. W regulaminowym czasie gry padł wynik 2-2. Wiosną 2014 roku klub zerwał wszelkie powiązania z miastem, co łączyło się z daleko idącymi zmianami, jak restrukturyzacja czy przyjęcie nowej oficjalnej nazwy – Istanbul Basaksehir Futbol Kulubu. Już wtedy klub coraz częściej łączony był z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem. Związki z polityką znaleźć można także wśród ludzi bezpośrednio zarządzającymi klubem. Prezes Goksel Gumusdag to członek partii AKP, której nazwę przetłumaczyć można jako Partia Sprawiedliwości i Rozwoju. Barwy klubu również odpowiadają barwom tej organizacji politycznej. Co więcej, prywatnie Gumusdag jest powinowatym żony Prezydenta Turcji.

MEGALOMANIA W POMARAŃCZOWO-NIEBIESKO-BIAŁYCH BARWACH I UPRAGNIONY TYTUŁ

Recep Erdogan od początków istnienia Basaksehiru nie ukrywał czynnego wspierania klubu i stał się niejako symbolem aktualnego mistrza Turcji. W dniu otwarcia nowego stadionu – Fathim Terim Stadyumu – wystąpił nawet w pokazowym meczu jednocześnie strzelając trzy bramki! W meczu tym udział wziął również jego syn Bilal. Erdogan znany jest ze swoich konserwatywnych poglądów i megalomanii. Jego głównym założeniem jest rywalizacja z najbardziej utytułowanymi lokalnymi rywalami z Galatasaray, Fenerbahce i Besiktasu. Klub, w który inwestują firmy takie jak Burger King, DenizBank czy Turkish Airlines wpompował w ostatnich latach setki milionów euro w zagranicznych piłkarzy oraz infrastrukturę. I nie są to bynajmniej piłkarze mało znani. W tureckim klubie w ciągu ostatnich paru lat występowali tacy zawodnicy jak Emre Belozoglu, Robinho, Gael Clichy, Emmanuel Adebayor, Semih Senturk, Eljero Elia, Martin Skrtel czy Pierre Webo. Istanbul Basaksehir to klub wielu kontrastów. Z jednej strony ogromne pieniądze i poważni politycy w tle, z drugiej niewielka liczba kibiców i brak tradycji czysto piłkarskich. Mimo to, klub w poprzednim sezonie po raz pierwszy w historii sięgnął po tytuł mistrza Turcji, na finiszu rozgrywek o cztery punkty wyprzedzając drugi w tabeli Trabzonspor. Za ojca sukcesu uznano Okana Buruka. Były piłkarz m.in. Galatasaray, Interu Mediolan czy Instanbulsporu właśnie po raz pierwszy w karierze jako menedżer mógł świętować tytuł mistrza Turcji. Wcześniej, w sezonie 2017/2018 na stadionie Diyarbakirsporu zdobył Puchar z Akhisarsporem, w finale pokonując Fenerbahce 3-2.

FATALNY POCZĄTEK NOWEGO SEZONU PRZYPUDROWANY HISTORYCZNYM ZWYCIĘSTWEM Z MANCHESTEREM UNITED

Po zdobyciu pierwszego w historii tytułu mistrza Turcji i awansie do Ligii Mistrzów wydawało się, że zespół prowadzony przez Buruka nadal będzie się rozwijał sportowo, a w lidze powalczy przynajmniej o pierwszą piątkę. W Champions League nikt nie dawał im większych szans nawet na zajęcie trzeciego miejsca, upoważniającego do gry w 1/16 Ligii Europy. Basaksehir trafił do grupy śmierci z PSG, Manchesterem United i RB Lipsk. Nawet sam Erdogan nie mógł być optymistą tuż po wylosowaniu rywali w fazie grupowej. Na domiar złego ekipa ze Stambułu zanotowała prawdziwy falstart w rozgrywkach ligowych. W pierwszych trzech kolejkach przegrała wszystkie mecze, nie potrafiła strzelić nawet bramki. Upragnione zwycięstwo w lidze przyszło dopiero 17 października. Na polu bitwy pokonany został ówczesny wicemistrz – Trabzonspor SK. Po pierwszych dziesięciu kolejkach Basaksehir zajmował 8. miejsce w tabeli z bilansem 4-2-4. Nie był to wymarzony początek, ale też nikt nie przypuszczał wtedy, że aktualny mistrz będzie się w tym sezonie bronił przed spadkiem. W międzyczasie udało się przecież sensacyjnie wygrać w Lidze Mistrzów z Manchesterem United. Zwycięstwo szczególnie dobrze smakowało Rafaelowi Da Silvie, który w latach 2007-2015 był zawodnikiem Czerwonych Diabłów. Brazylijczyk był z resztą jednym z najlepszych piłkarzy na boisku tamtego wieczora. Jak się później okazało, było to jedyne zwycięstwo tureckiej drużyny w tegorocznej edycji LM. Po historycznym zwycięstwie nad Anglikami morale w zespole znacząco się podniosło i nic nie wskazywało na tak słaby przebieg reszty sezonu. Tymczasem Basaksehir w okresie od 21 listopada zeszłego roku aż do niedzieli 21 marca wygrał zaledwie 3 mecze ligowe na 22 możliwe! Na domiar złego, nie udało się wygrać żadnego z ligowych meczów derbowych. Jedynym zwycięstwem nad lokalnymi rywalami było lutowe 2-1 nad Fenerbahce w Pucharze Turcji. Tak fatalna postawa i brak punktów w rywalizacji z „wielką trójką” ze Stambułu sprawiły, że z posadą menedżera pożegnać się musiał Okan Buruk. 54-krotny reprezentant Turcji pracę stracił 29 stycznia – kilka dni po domowym podziale punktów w meczu z Rizesporem.

KOMPROMITACJA Z HATYASPOR I BRAK EFEKTU NOWEJ MIOTŁY

Dzień po zwolnieniu Buruka, Basaksehir rozgrywał domowy mecz z Hatyasporem. Na ławce gospodarzy usiadł w roli tymczasowego menedżera Nedim Yigit, zajmujący się w klubie znad Bosforu pracą z młodzieżą. Nie był to jednak najszczęśliwszy dzień w karierze Turka. Basaksehir po przygnębiająco słabej grze poniósł sromotną klęskę. Mecz zakończył się wynikiem 1-5. Był to jedyny jak do tej pory mecz Basaksehir z Yigitem na ławce trenerskiej. Dwa dni po tym blamażu w roli menedżera zatrudniony został Aykut Kocaman. Doświadczony trener pracował wcześniej w Istanbulspor, Malatyaspor, Ankaraspor, dwukrotnie w Konyaspor i w raz w Fenerbahce. Z tym ostatnim zespołem zdobył w 2011 roku tytuł Mistrza Turcji oraz dwa krajowe puchary. Z Konyaspor również sięgał po to trofeum – w sezonie 16/17. Co ciekawe, w finale tamtego meczu Konyaspor wygrał po dogrywce z Basaksehir właśnie.

Początek Kocamana w klubie ze Stambułu daleki jest od ideału. 55-letni Turek przegrał pierwsze cztery spotkania, w tym derbową potyczkę z Galatasaray. Pierwsze zwycięstwo z nowym zespołem odniósł dopiero w siódmej próbie, wygrywając wyjazdowe spotkanie z Genclerbirligi Ankara. Do tej pory (stan na 05.04.21) Kocaman wygrał zaledwie dwa ligowe mecze. To wczorajsze, 3-1 nad Malatyasporem, może mieć kluczowe znaczenie w kontekście walki o utrzymanie. W tym momencie Basaksehir ma tylko punkt przewagi nad 18. w tabeli Kayserispor. W obecnym sezonie Turkish Superleague spadają aż cztery zespoły, a różnice punktowe między miejscem 14 a 19 są naprawdę minimalne.

SŁABE WYNIKI OFENSYWY

Tak słaba forma zespołu może dziwić tym bardziej że ani w letnim, ani w zimowym oknie transferowym nie doszło do masowej wyprzedaży kluczowych zawodników. Z drużyny odeszli co prawda Aziz Behich, Eljero Elia, Gael Clichy i Milos Jojic, ale dla każdego z nich klub szybko znalazł zastępstwo. W zimowym oknie transferowym rozwiązano kontrakt z Martinem Skrtelem. Jego pobyt na Fatih Terim Stadyum był co najwyżej średnio udany, a Słowak inkasował jednocześnie jedną z najwyższych tygodniówek. Transfery do klubu takich piłkarzy jak Rafael, Berkay Ozcan, Nacer Chadli, Giuliano czy Hasan Ali Kaldirim musiały napawać kibiców optymizmem.

Szybko okazało się, że w maszynce, która seriami zdobywała punkty w poprzednim sezonie, coś się zacięło, a nawet zupełnie przestało działać. Tegorocznych porażek nie można zrzucić na karb kontuzji, bo te poważne raczej omijają piłkarzy Basaksehir. Wygląda na to, że ewidentnie coś się wypaliło, a być może jest to pokłosie zachłyśnięcia się nieoczekiwanym sukcesem poprzedniego sezonu. Szczególnie słabo prezentują się ci, którzy powinni stanowić o sile zespołu. Demba Ba w 24 meczach ligowych zdobył tylko 5 bramek, Berkay Ozcan w 25 meczach zanotował tylko jedną asystę, taką samą liczbę meczów ligowych rozegrał Frederik Gulbrandsen, a zaliczył tylko 6 trafień. Indywidualne statystyki Mehmeta Topala, Danijela Aleksicia czy Brazylijczyka Giuliano również nie rzucają na kolana. W 31 meczach tureckiej Superligi Basaksehir zdobył tylko 35 bramek, tracąc jednocześnie aż 49. Brak jakości w ofensywie znacznie przyczynił się do fatalnej pozycji ligowej. Słabo prezentuje się Nacer Chadli, który ma na koncie tylko 10 meczów ligowych, a przecież od zawodników z takim doświadczeniem trzeba oczekiwać znacznie więcej. Na domiar złego, w styczniowym oknie transferowym Basaksehir stracił Irfana Kahveciego. Wszechstronny pomocnik przeszedł w styczniu do Fenerbahce za 7 milionów euro.

Do zakończenia sezonu w tureckiej Superlidze zostało jeszcze 9 kolejek. Basaksehir zmierzy się w nich m.in. z Kayserispor, Erzumunspor i Kasimpasa – bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie. To właśnie w meczach z nimi podopieczni Kocamana powinni szukać kompletu punktów. Tegoroczna gra na trzy fronty ewidentnie nie przysłużyła się tureckiemu klubowi, piłkarze zwyczajnie nie poradzili sobie z napiętym kalendarzem. W przypadku utrzymania na kolejny sezon w Basaksehir muszą zapaść odważne decyzje. Być może trzeba będzie pożegnać się z kilkoma najlepiej opłacanymi zawodnikami. Niepewna pozostaje także przyszłość Aykuta Kocamana.

KAROL KOCZTA

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑