Krótka włoska historia w Dundalk FC

Niecały rok (dokładnie 8 miesięcy) spędził w Dundalk FC włoski trener Filippo Giovagnoli. Przyszedł znikąd i przez cały okres pracy w mieście z północy Republiki nawet nie miał odpowiednich uprawnień do prowadzenia drużyny. Odszedł po zaledwie pięciu kolejkach sezonu 2021, ale przez ten krótki czas zdołał napisać naprawdę ciekawą historię.

Liczące 55 tys. mieszkańców Dundalk leży przy granicy z Irlandią Północną. Występujący tam na obiekcie Oriel Park Dundalk FC to 14-krotny mistrz Irlandii i 12-krotny zdobywca Pucharu Irlandii, co czyni go drugim najbardziej utytułowanym klubem na Zielonej Wyspie (po najlepszym Shamrock Rovers FC). Szczególnie imponujący był okres 2014-2020, kiedy to „The Lillywhites” wywalczyli 5 mistrzostw i 3 puchary krajowe. Imponowali też w Europie, co polscy kibice pamiętają, bo Legia Warszawa musiała całkiem sporo się napocić, aby wyeliminować dzielnych Irlandczyków w 4. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów 2016/2017. O tych sukcesach trzeba jednak pisać w czasie przeszłym, bo obecnie ekipa z Dundalk popadła w duże kłopoty i okupuje dolne rejony tabeli irlandzkiej ekstraklasy. Symbolem końca świetnej epoki było odejście włoskiego trenera Filippo Giovagnolego.

Skąd w ogóle w Dundalk wziął się ten włoski anonim? Potęgę Dundalk FC budował w latach 2012-2018 Stephen Kenny, obecny selekcjoner reprezentacji Irlandii (pisałem o nim sporo w poprzednim tekście). Po odejściu do pracy z irlandzką młodzieżówką drużynę przejął jego asystent Vinny Perth. Można więc było mówić o naturalnej kontynuacji, której efektem było kolejne mistrzostwo kraju w 2019 r. Wszystko funkcjonowało pięknie aż do wybuchu pandemii koronawirusa.

W marcu 2020 r. irlandzka ekstraklasa została przerwana po pięciu kolejkach (w Irlandii gra się systemem wiosna-jesień), w których czasie podopieczni Vinny’ego Pertha zdobyli 12 punktów. Przegrali tylko po pasjonującym meczu 2:3 z Shamrock Rovers, a piękny wolej Jordana Floresa (angielski pomocnik Dundalk FC) kandydował pod koniec roku do nagrody im. Ferenca Puskasa. Zapowiadał się więc kolejny świetny sezon w wykonaniu Dundalk FC, jednak nagle trzeba było się udać na przymusową przerwę.

League of Ireland wróciła do gry 31 lipca 2020 r. W trzech kolejnych meczach VinnyPerth nie był w stanie wygrać (dwa remisy i porażka), a czarę goryczy przelała gładka przegrana w 1. rundzie el. Ligi Mistrzów ze słoweńskim NK Celje 0:3. Już bez pierwszego trenera „The Lillywhites” ulegli na koniec pierwszej rundy rozgrywek Sligo Rovers. Nagle gruchnęła wiadomość o nowym szkoleniowcu i 25 sierpnia 2020 r. w całej Irlandii wstukiwano intensywnie w wyszukiwarkę Google hasło „Filippo Giovagnoli”. Zupełnie anonimowy włoski trener został ogłoszony tymczasowym menedżerem mistrza Irlandii, jego zadaniem było dokończyć sezon 2020.

Kim jest Filippo Giovagnoli?

Urodził się 1 grudnia 1970 r. w Città di Castello we Włoszech i w czasie kariery piłkarskiej był obrońcą. Choć może „kariera” to za duże słowo, bo nigdy nie wybił się ponad Serie C. Przygodę z graniem zakończył w 2003 r. i imał się różnych prac szkoleniowych: np. prowadził drużynę U19 Gubbio 1910 (trzeci poziom rozgrywkowy) czy organizował w imieniu AC Milan letnie obozy treningowe dla dzieci i młodzieży. W 2014 r. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie objął posadę trenera młodzieży w akademii Metropolitan Oval w Queen’s. Jak więc gość, który nigdy nie prowadził seniorskiej drużyny i zajmował się szkoleniem młodzieży w Nowym Jorku, wyskoczył niczym królik z kapelusza i został trenerem mistrza Irlandii? Wszystko to wyglądało mało poważnie nawet jak na warunki ligi irlandzkiej, wzbudzając mieszankę oburzenia, niedowierzania i śmiechu.

W tym miejscu słów kilka trzeba poświęcić właścicielom Dundalk FC. Od 2018 r. władzę w Dundalk FC sprawuje amerykańska firma Peak6. Założyli ją w 1997 r. Jenny Just i Matt Hulsizer, a zajmuje się ona innowacyjnymi technologiami. Właściciele inwestują sporo w całej Irlandii, ostatnio dzięki jednemu projektowi stworzyli 160 nowych miejsc pracy w Belfaście. Warto dodać, że Peak6 ma też 25 procent udziałów w angielskim Bournemouth FC. Ojcem Matta Hulsizera jest Bill Hulsizer, który najwidoczniej nudzi się na emeryturze i pod koniec 2019 r. zastąpił na stanowisku prezesa Mike’a Treacy’ego. Dziwnym trafem od tego momentu z Dundalk FC dzieje się stopniowo coraz gorzej.

Do mediów przedostawały się plotki, że Bill Hulsizer lubi się mieszać trenerom do pracy (niczym u nas kiedyś Zbigniew Drzymała). Podobno miał pomysł, żeby bramkarz Gary Rogers wykonywał rzuty rożne, bo ma najlepszy „wykop” w całym zespole. Zalecał także, żeby środkowy obrońca Brian Gartland wyrzucał auty, bo jako licencjonowany trener koszykówki ma najlepsze pojęcie, jak wprowadzać rzutem piłkę do gry…

Vinny Perth raczej nie przystawał na takie pomysły, a skoro w dodatku znacznie pogorszyły się wyniki drużyny, łatwo było się go pozbyć. Zatrudnienie anonimowego Włocha można było więc postrzegać, jako chęć umieszczenia na stanowisku menedżera figuranta, który nie miałby problemów ze wcielaniem w życie szalonych pomysłów prezesa. Oczywiście Filippo Giovagnoli i jego asystent Giuseppe Rossi (też przybył z Nowego Jorku) zaprzeczali, ale jak to było naprawdę, pewnie ciężko będzie dojść.

From the outside, the move for Giovagnoli as head coach is the latest bizarre aspect to a season that appears to be spiralling out of control for the champions – tak komentował na gorąco zatrudnienie Włocha dziennikarz Philip Quinn. Nie będę tłumaczył całego zdania, ale każdy się domyśla, że słowo “bizarre” w tym kontekście raczej nie wyraża aprobaty dla działań właścicieli Dundalk FC.

Nieoczekiwane sukcesy

Irlandczycy przeżywali małe deja vu po przygodzie Giovanniego Trapattoniego z reprezentacją Irlandii. Na pewno Giovagnoli po sześciu latach spędzonych w USA dużo lepiej porozumiewał się po angielsku niż „Trapp”, ale w porównaniu do starszego rodaka był całkowitym no name w świecie futbolu.

Jednak postawa drużyny prowadzonej przez Włocha poprawiła się i Dundalk FC zakończył okrojony o połowę sezon 2020 na trzecim miejscu, zapewniając sobie prawo do gry w europejskich pucharach. Do tego trzeba doliczyć sukces w FAI Cup – w finale „The Lillywhites” pokonali po dogrywce Shamrock Rovers 4:2, zabierając im szansę na dublet. Po raz drugi w historii ekipa z Dundalk awansowała także do fazy grupowej Ligi Europy. Co prawda mieli masę szczęścia w losowaniu i nie zdobyli w grupie choćby punktu, ale Filippo Giovagnoli miał wreszcie co wpisać do swojego dziewiczego CV (przynajmniej w kwestii piłki seniorskiej).

Skutek tego taki, że Giovagnoli z trenera tymczasowego stał się stałym i podpisał kontrakt na sezon 2021. W zimie w klubie pojawił się także nowy dyrektor sportowy Jim Magilton z północnoirlandzkiego związku. Nadchodziło nowe w Dundalk, a unaocznieniem tego było solidne wietrzenie kadry. Zaraz po zwycięskim finale FAI Cup koniec kariery ogłosił 39-letni bramkarz Gary Rogers. Dwóch jego zmienników znalazło sobie inne kluby, więc przez kilka tygodni zespół pozostawał bez choćby jednego golkipera. Giovagnoli wykorzystał swoje włoskie kontakty i sprowadził wychowanego we Włoszech Albańczyka Alessio Abibiego. Na jego zmiennika pozyskano doświadczonego 37-letniego Petera Cherrie’go z Derry City.

W przypadku graczy z pola odeszli doświadczeni i zasłużeni Sean Hoare, Sean Gannon (obydwaj do Shamrock Rovers) czy John Mountney (do St. Patrick’s Athletic FC). Zrobiło się dużo bardziej międzynarodowo, bo klub pozyskał Raivisa Jurkovskisa z Łotwy, Olego Erika Midtskogena z Norwegii, Sonniego Nattestada z Wysp Owczych czy Jesusa „Chino” Pereza z USA. Włoski trener, doświadczony i wykształcony brytyjski dyrektor sportowy, kilku starszych zasłużonych irlandzkich piłkarzy w składzie plus nowy zaciąg z różnych części świata. Wszyscy byli ciekawi, jakie będą efekty tych zmian.

Pierwszy trener nieznany

Pierwsza oznaka bałaganu pojawiła się na początku marca, niecałe dwa tygodnie przed startem ligi. Na dziwnej konferencji prasowej (po raz kolejny padło w mediach słowo „bizarre”) Jim Magilton ogłosił, że pierwszym trenerem będzie Shane Keegan, ale Filippo Giovagnoli pozostanie jednym z członków sztabu szkoleniowego.

Skąd taka nagła zmiana? Odpowiedź jest prosta – Filippo Giovagnoli nie ma licencji UEFA Pro, a Shane Keegan ma. Z powodu shadow coaching Dundalk FC płacił już UEFA 50 tys. euro kary za mecze w fazie grupowej Ligi Europy. Oficjalnie jako menedżer był wpisywany Shane Keegan, ale wszyscy wiedzieli, że za skład i prowadzenie drużyny odpowiada Filippo Giovagnoli. Niestety, włodarze Dundalk FC postanowili kontynuować tę „szopkę” w nowym sezonie, a ogłosili to tuż przed startem ligi, co z PR-owego punktu widzenia było zupełnie nieprzemyślane.

Kilka dni po tej dziwnej konferencji prasowej „The Lillywhites” zaczęli sezon bardzo dobrze, bo od zwycięstwa po karnych nad Shamrock Rovers w meczu o Superpuchar Irlandii (President’s Cup). Bohaterem tego meczu był nowo pozyskany bramkarz Alessio Abibi, który świetnie spisywał się w serii rzutów karnych. Były to jednak miłe złego początki, bo w lidze Abibi zaczął puszczać „klopsa” za „klopsem”, aż zastąpił go Peter Cherrie, mający jedynie dorabiać w Dundalk do emerytury jako „dwójka”. Irlandczyk też już zresztą zdążył puścić bramkę, której puścić nie miał prawa.

W ogóle z zaciągu zimowego 2020/2021 tylko Raivis Jurkovskis spełnia pokładane w nim nadzieje, reszta gra średnio bądź słabo. Na dodatek już w trzeciej kolejce, na początku prestiżowego meczu z Shamrock Rovers, więzadła krzyżowe w kolanie zerwał będący opoką obrony stoper Brian Gartland; w tej chwili ciężko powiedzieć, czy 34-latek jeszcze będzie w stanie wrócić do gry na poziomie League of Ireland.

Keegan ma dość

W sześciu pierwszych kolejkach sezonu 2021 Dundalk FC nie wygrał meczu, notując trzy remisy i trzy porażki. Najpierw „pięścią w stół” uderzył Shane Keegan i ogłosił swoje odejście z klubu.

Nigdy nie byłem, ani nawet nie chciałem być pierwszym trenerem Dundalk FC. Pracowałem jako analityk gry przeciwników i bardzo mi to odpowiadało. Ale w przeciwieństwie do Filippo Giovagnolego, mam UEFA Pro License, więc figurowałem jako menedżer. Bardzo trudno było mi wychodzić po meczu do dziennikarzy i tłumaczyć się ze składu, taktyki i zmian, na które nie miałem żadnego wpływu. Przecież wszyscy wiedzą, że drużynę prowadził Giovagnoli

Mówił niedawno Shane Keegan w podcaście „Off The Ball”.

Zapytany przez prowadzącego, jak wspomina współpracę z Giovagnolim, Keegan odpowiedział:

Trzeba to rozdzielić na sferę prywatną i zawodową. Prywatnie bardzo lubię Filippo, lubiłem z nim rozmawiać, nigdy nie mieliśmy żadnych sporów. Natomiast na niwie zawodowej były problemy, ponieważ musiałem akceptować i tłumaczyć się z jego decyzji, które nie zawsze wydawały mi się najlepsze. W 2020 r. było jasne, że on jest pierwszym trenerem, a ja zajmuję się analizą przeciwników, więc pracowało mi się wspaniale. Natomiast ten rok był bardzo trudny, musiałem np. zajmować się załatwieniem wiz dla sprowadzanych z zagranicy zawodników. Do tego występowanie jako pierwszy trener, którym nie byłem. Było to wszystko bardzo niekomfortowe i dlatego nie ma mnie już w klubie

Kilka dni po jego odejściu z pracy zrezygnował (albo „został zrezygnowany” – szczegóły już nie są tak istotne) Filippo Giovagnoli. Kto jest teraz trenerem Dundalk FC? Dobre pytanie…

Od  24 kwietnia oficjalnie jako trener figuruje Jim Magilton, choć przecież przychodził na stanowisko (i ciągle je piastuje) dyrektora sportowego. Po prostu tylko on ma odpowiednią licencję UEFA Pro. W klubie pozostał asystent Giovagnolego Giuseppe Rossi, do sztabu pierwszej drużyny awansował także Stephen McDonnell, który wcześniej pracował w klubowej akademii. Oni prowadzą treningi i drużynę, oficjalnie natomiast menadżerem jest Jim Magilton i taka dziwna (pewnie Irlandczycy napisaliby „bizarre”) sytuacja trwa już trzeci tydzień. Co ciekawe, wyniki się poprawiły, bo w czterech meczach pod „opieką” Jima Magiltona „The Lillywhites” zanotowali dwa zwycięstwa.

Kiedy piszę te słowa, bałagan w Dundalk wciąż trwa, trenera nie ma, a kibice protestują przeciwko amerykańskim właścicielom. Filippo Giovagnoli tak jak nagle się pojawił znikąd, tak też zniknął i raczej szybko kolejnej pracy w piłce seniorskiej nie znajdzie (musiałby przede wszystkim zdobyć licencję UEFA Pro). Ale tych ośmiu ciekawych miesięcy w Dundalk nie zabierze mu nikt – anonimowy Włoch bez licencji wywalczył dla klubu 12. Puchar Irlandii, zajął miejsce na podium i wprowadził zespół po raz drugi w historii w fazy grupowej Ligi Europy. Był to krótki, ale bardzo ciekawy włoski okres w historii Dundalk FC.

Bartosz Bolesławski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s