Hakeem Olajuwon, Stephon Marbury i ich misja. Czyli buty dla ubogich dzieciaków.

Kilka dni temu opublikowałem drugi artykuł z cyklu #LigaChuliganów. Główna postać dzisiejszego tekstu aspirowałaby raczej do miana gentlemana. Hakeem Olajuwon był jednym z najlepszych koszykarzy lat 90. Jego Houston Rockets w pełni wykorzystali lukę pomiędzy panowaniem dwóch dynastii Chicago Bulls w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku. Olajuwon i jego „Rakiety” sięgnęły po mistrzowskie pierścienie w latach 1994-95. Lider drużyny z Teksasu podbijał serca fanów nie tylko swoją wspaniałą grą. Cechował się również wielkim serduchem, co udowadniał wielokrotnie poza parkietami NBA.  Dziś opowiem wam o jednej z jego dobroczynnych akcji. Zapraszam do lektury!

Buty za cenę śmierci

Na samym wstępie sięgnę pamięcią jakieś 15 lat wstecz i cofnę się do czasów mojej młodości. Gdy chodziłem do gimnazjum, wielu z moich kolegów było zafascynowanych koszykówką. Szczególną furorę robiły filmiki z serii AND1, taśmowo piracone i wypalane na płytach CD. Znajdowały się na nich popisy amerykańskich streetballerów. Sztuczki wprost z nowojorskich, betonowych boisk znajdujących się pomiędzy blokowiskami Brooklynu czy Queens. Rafer Alston i jego koledzy dawali show, który zapierał dech w piersiach polskim nastolatkom.  Mixtape, został stworzony w ramach promocji marki obuwia koszykarskiego AND1. To był szczyt popularności tej firmy, która w dużej mierze zawdzięcza go właśnie tym promocyjnym filmikom. Tak jak w latach 90. modę na NBA wzbudziły w polskich dzieciakach transmisje zza oceanu w TVP, komentowane przez duet Szaranowicz-Łabędź, tak w kolejnej dekadzie mocno przyczynił się do tego tzw. skip tape od AND1. Szczytem marzeń polskich nastolatków zajaranych basketem, również w mojej małej miejscowości, było posiadanie butów sygnowanych logiem marki rodem z Pensylwanii. Innym obiektem westchnień były oczywiście popularne „Jordany”, czyli linia obuwia od Nike, reklamowana przez najlepszego koszykarza wszechczasów. Problem w tym, że pozwolić sobie na takie buty mogli tylko ci, którzy mieli bogatych rodziców, potrafili odżałować połowę swojej ówczesnej wypłaty lub przez długi czas odkładali kieszonkowe. Wydanie kilkuset złotych na parę butów godziło te kilkanaście lat temu w prywatny budżet bardziej boleśnie, niż w czasach obecnych. Pamiętam sytuacje, gdy w mojej szkole takie markowe buty zwyczajnie zmieniały właściciela, gdy ich prawowity posiadacz nieopatrznie zostawił je w szatni przed WF-em, by zamienić je chwilowo na trampki z bazaru. Domyślam się, że w większych miastach krojenie takiego markowego obuwia nie było niczym nadzwyczajnym. Tak wyglądało w Polsce. Pomyślcie, jak sytuacja mogła wyglądać w mekce koszykówki, jaką są Stany Zjednoczone. By wam to zobrazować, przytoczę pewne zdarzenie.

qq76wuwwzht6jeniitlm.jpg
Hakeem i jego buty.

Jawaad Jabbar był szesnastolatkiem z Ohio. 20 grudnia 2014 roku postanowił pojechać do Dayton, by kupić mające swoją premierę na rynku limitowane obuwie spod znaku Air Jordan. Niestety, zanim kolejka się skurczyła i Jawaad dostał się w końcu do sklepu, wszystkie sztuki zostały już wyprzedane. Postanowił, że nabędzie je w inny sposób. Zauważył na ulicy chłopców, którzy mieli więcej szczęścia od niego i zdołali zakupić wymarzone buty. Jabbar zdecydował, że ich obrabuje. Wyciągnął zza pazuchy broń i zaczął grozić potencjalnym ofiarom. Na jego nieszczęście, z drapieżnika szybko stał się zwierzyną łowną. Nastolatkowie, których napadł, również mieli spluwy i nie zawahali się ich użyć. Jabbar zmarł na skutek rany postrzałowej.

To tylko jeden z przykładów, najjaskrawszy. Od kiedy Air Jordan miały swoją premierę na rynku w 1985 roku, takie napady można było liczyć w setkach, jeśli nie w tysiącach. Biednych ludzi z getta nie było stać na nabycie wymarzonej pary butów, więc posuwali się do ostateczności. Właśnie naprzeciw temu problemowi w 1995 roku wyszedł „The Dream” Olajuwon.

Obuwie z dyskontu

Hakeem, wraz z firmą Spalding wypuścili linię tanich butów „The Dream”. Ich cena wynosiła 34,99$. Można było je kupić w amerykańskich dyskontach, takich jak Wal-Mart czy K-Mart.

„Jak biedne, pracujące, samotne matki mogą kupić buty, które kosztują 120$? Nie mogą. Dzieci kradną więc te buty ze sklepów i innym dzieciom. Czasami nawet dla nich zabijają. „

Tak komentował całe przedsięwzięcie na łamach prasy, pochodzący z Nigerii koszykarz. Mierzący 213 cm wzrostu center od zawsze był uosobieniem kultury i grzeczności na parkietach, gdzie królowali głównie, niestroniący od trash talku bad boys. On trzymał się z dala od image’u, który przywodził na myśle tatuaże, kolczyki i gangsterski rap. W związku z tym cieszył się popularnością głównie wśród starszych fanów NBA. Być może z tego powodu nie był aż taką atrakcją dla agencji reklamowych.  Przekonała ich dopiero jego świetna gra i poprowadzenie Houston do dwóch mistrzostw z rzędu. Zresztą w czasie finałów w 1994 i 1995 roku został wybrany MVP.

hakeem-mj
„The Dream” i „Jego Powietrzność”. Buty Hakeema były odpowiedzią na drogie obuwie Nike, reklamowane przez MJ-a. Źródło: The Source Magazine.

Na sercu leżały mu też problemy społeczne. Zamiast wybrać drogie kontrakty reklamowe jak: Michael Jordan (Nike), Shaquille O’neal (Reebook) czy Grant Hill (Fila) on wybierał mało popularne marki jak LA Gear czy Etonic. W końcu podpisał długoletni kontrakt ze Spaldingiem. Chciał, by biedniejsze dzieciaki też miały idola, z którym mogłyby się utożsamiać poprzez zakup ich markowych butów.

Buty „The Dream” były zrobione z niższej jakości materiałów, wyglądem zaś przypominały modele firmy Reebook, sygnowane przez Shaqa. Niestety ten eksperyment społeczny nie do końca się udał. Główne sklepy ze sprzętem sportowym, takie jak Foot Locker nie chciały wprowadzić do sprzedaży wspólnego dziecka Hakeema i firmy Spalding, znanej głównie z produkcji piłek do koszykówki. Natomiast dzieciaki, które je kupowały nadal miały piętno biedaków, kupujących obuwie w dyskontach. Cóż, możemy to przenieść na nasz polski grunt i wyobrazić sobie, że małolaci w nowiutkich „Jordanach” wyśmiewają te, które noszą buty za 35 złotych, zakupione w Lidlu czy Biedronce.  Chociażby reklamował je sam Robert Lewandowski.  W dodatku, poza Olajuwonem, do kampanii promocyjnej nie chciał przyłączyć się żaden inny sławny sportowiec. Nawet z drużyn akademickich.

Koszykarz Orlando Magic, Penny Hardaway, stwierdził bez ogródek:

„Spalding nie może konkurować z Nike. Nikt nie chce zakładać tych butów i nigdy nie widziałem nikogo w modelu Hakeema.”

Gwiazdor drużyny z Florydy wypowiedział te słowa przy okazji promocji butów Nike Air Foamposite, w których sam grał na parkietach NBA. Było więc w tym wszystkim sporo marketingu, ale dzieciaki na pewno biorą zdanie swoich idoli do siebie i nie roztrząsają ich głębszego znaczenia.

Kontrakt 12-krotnego uczestnika All-Star Game z firmą Spalding dobiegł końca w 2000 roku. Ich produkt nigdy nie odniósł sukcesu. Dziś stanowi wyłącznie gratkę dla kolekcjonerów obuwia koszykarskiego. W 2014 roku nigeryjski wieżowiec wznowił  wraz z firmą Etonic produkcję butów „1984 Akeem the Dream”. Cena?  120$.

Społeczeństwo dojrzało?

Obecnie można zadać sobie takie pytanie. W 2006 roku Stephon Marbury, znany głównie z występów w Minnesota Timberwolves czy Phoenix Suns, wyszedł z podobną inicjatywą co 11 lat wcześniej Olajuwon. Założył firmę Starbury, która sprzedawała swoje buty już za 14,99$. Stephon twierdził, że jego buty nie odbiegały jakościowo od droższych modeli. Różnica polega na tym, że produkt dwukrotnego all-stara podbił chiński rynek, gdyż Marbury przez osiem lat występował w tamtejszej lidze, trzykrotnie poprowadził swój zespół do mistrzostwa, a obecnie jest w „Państwie Środka” trenerem. W Azji dorobił się takiej marki, że postawiono mu tam nawet pomnik.

23597446_1
Buty Starbury, czyli dar Stephona Marbury dla ubogich dzieciaków. Źródło: iCollector.com

Były koszykarz twierdził, że sam będąc jednym z siódemki dzieci, wychowywanych w swojej rodzinie, nie mógł pozwolić sobie na zakup drogich butów. Najpierw współpracę podjęli właściciele sklepu odzieżowego Steve&Barry’s. Sprawca zamieszania  mocno zaangażował się w promocję swojej marki. Bywał w supermarketach, by zachwalać swój produkt, a nawet wystąpił w programie Oprah Winfrey.  Oprócz butów, na rynku pojawiały się także dresy, spodnie, bluzy i inny asortyment sygnowany logiem Starbury. Na wyprzedażach można było je dostać już w cenie 9,98$. Udało mu się również namówić do współpracy Bena Wallace’a, mistrza NBA z 2004 roku w barwach Detroit Pistons. „Beast” doczekał się nawet swojego modelu butów o nazwie „Big Ben”. Kolegę wspierał również Steve Francis, który w sezonie 2006-2007 wkładał do gry buty ze stajni Marbury’ego, a także streetballer  Luis Da Silva.

„Ruch Starbury to coś więcej niż promocja butów do koszykówki. Chodzi o to, by zmieniać świat na lepsze. Ta kolekcja jest wynikiem wizji Marbury’ego, który chce wyeliminować niewiarygodną presję spadającą na rodziców i ich dzieci i zmuszającą ich do zakupu drogiego obuwia.”

Pomimo niewątpliwego sukcesu, jakim była sprzedaż blisko miliona par w pierwszym półroczu, wkrótce później sklepy Stve&Barry’s  zbankrutowały. Stephenowi udało się jednak reanimować markę. W 2016 roku wznowił ich produkcję.

„Gdy mieszkam w Chinach, dowiedziałem się, że buty kosztujące 150$ nie kosztują naprawdę 150$. Produkcja kosztuje o wiele mniej. To mnie napędza, by znowu promować moją markę na całym świecie. Moja marka przeznaczona jest dla ludzi, których nie stać na zakup drogich butów. Pochodzę z blokowisk, gdzie ludzie nie mogli sobie pozwolić, by tyle wydawać na obuwie. Jako dzieciak chciałem mieć tak drogie buty, ale rodzice nie mogli sobie pozwolić, by mi je kupić. Ważniejsze było, byśmy mieli co jeść.”

Najdroższe modele nie przekraczają ceny 50$. Mają odpinane kołnierze, dzięki czemu samemu można zdecydować, czy chce się grać w butach z wysokimi, czy z niskimi cholewami. Poprzez Wi-Fi można też połączyć je ze smartfonem, dzięki czemu wbudowane w nie żarówki będą pulsować w rytm muzyki. Marbury utrzymuje, że z łatwością mógłby handlować tym obuwiem w cenie 300$. Nie takie jednak jest ich przeznaczenie. Stephon zarzucił swego czasu Jordanowi oraz LeBronowi Jamesowi, że sztucznie zawyżają ceny swoich butów i wyzyskują dzieciaki.

Czy podejście dzieciaków zmieniło się od 1995 roku i czasów gry Olajuwona? Czy Marbury zawdzięcza swój sukces jedynie legendzie, której dorobił się w Chinach i trafieniu na podatny grunt? Ocenę zostawiam wam.

U134P5029T2D467325F28DT20120514154336
Pomnik Marbury’ego w Chinach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s