Liga chuliganów #2. Keith Moon-król perkusji, cesarz destrukcji.

Gdy przed rokiem zaczynałem pisać cykl „Liga chuliganów” i przedstawiłem wam sylwetkę boksera Stanleya Ketchela, nie sądziłem, że następny artykuł z tej serii napiszę niemal rok później. No cóż. Z wrodzonym lenistwem należy walczyć, a jeśli jest na świecie jakiś wariat, który lubi czytać moją grafomanię, to zawsze może znaleźć moje artykuły dotyczące historii futbolu na rfbl.pl.  Tam staram się publikować regularnie. W końcu jednak „nadejszła wiekopomna chwiła” i mogę wam zaprezentować drugi artykuł, przedstawiają barwne postacie ze świata sportu, muzyki, showbiznesu czy historii, które można by określić mianem „bad boyów”.

Na swoim blogu piszę zazwyczaj o piłce nożnej lub ogólnie o sporcie. Czasem wchodzę w tematykę polityczno-społeczną, by pojątrzyć, jak na tym świecie jest nam źle. Dziś wkroczę na dziewicze dla mnie obszary i opowiem wam o jednej z najbardziej destrukcyjnych gwiazd w historii rocka. A perkusista brytyjskiej grupy The Who, Keith Moon, był bardziej destrukcyjną bestią, niż jesteście sobie w stanie wyobrazić. Siał spustoszenie zarówno wokół siebie jak i w swojej duszy i ciele.  To on był inspiracją dla powstania muppeta „Zwierzaka”. Szalony rockman i serial z lalkami teatralnymi w roli głównej? Jeśli jesteście z pokolenia, które nie miało okazji podziwiać mupetów w telewizji, to poznajcie Zwierzaka:

Wypisz-wymaluj Moon. On również najbardziej na świecie kochał grać na perkusji i niszczyć różne przedmioty. Zazwyczaj wyrzucając je z okna w hotelowym pokoju, wrzucając do basenu lub wkładając w nie i odpalając ulubione petardy  „cherry bomb”. Zainteresowani? Zapraszam do lektury.

Początki

Keith urodził się w londyńskiej dzielnicy Wembley 23 sierpnia 1947 roku. Miał dwie młodsze siostry. Jego ojciec Alfred pracował jako mechanik. Przyszłym perkusistą zajmowała się głównie mama Kathleen. O dziwo w wieku szkolnym Moon nie przejawiał tak szalonych i lekkomyślnych pomysłów jak wtedy, gdy był już gwiazdą rocka. Nie oznacza to, że był aniołkiem. Co to, to nie. Był nadpobudliwy. Dziś lekarze uznaliby pewnie, że jest dotknięty ADHD. Gdy był trochę starszy, zapisał się do „Sea cadets”, organizacji będącej czymś w połowie drogi pomiędzy harcerstwem a organizacją paramilitarną. Wielu jej członków w przyszłości wybierało karierę wojskową.  Jak miał pokazać czas, Moon nie nauczył się tam kompletnie żadnej dyscypliny. Coraz bardziej ciągnęło go za to w stronę muzyki, coraz mniej w stronę nauki, z którą zawsze był na bakier. Pierwszym instrumentem, który przykuł jego uwagę była trąbka. Grał pobudki na obozach „Sea Cadets”.  Z edukacją pożegnał się w wieku czternastu lat. Zaczął pracować jako sprzedawca. W międzyczasie narodziła się jego miłość do perkusji. Pierwsze szlify zbierał, grając na zestawie należącym do jego przyjaciela, nim ojciec kupił mu pierwszy sprzęt warty wówczas około 50 dolarów. Jego znajomy, Gerry Evans, tak skomentował muzyczne początki swojego przyjaciela:

„Po prostu uderzał we wszystko, co znajdowało się w jego zasięgu, tworząc przy tym niesamowity hałas. Wówczas nie było mowy, żeby ten gość był profesjonalnym perkusistą. To było niemożliwe. On nie miał o tym pojęcia, był najgorszy na świecie.”

Pierwsze lekcje gry zaczął pobierać u faceta nazywającego się Carlo Little, członka lokalnej grupy rockowej i miejscowego wiraszki. Po jakimś czasie zaczął grać w „garażowych” bandach, dla których poświęcał się, kradnąc wzmacniacze czy magnetofony. Wszystko po to, by grupa brzmiała możliwie najlepiej. Czasami próbował nawet swoich sił jako wokalista. Żaden z zespołów nie spełniał jednak oczekiwań Moona. Keith cały czas poszukiwał własnego brzmienia. Swoje przeznaczenie napotkał, przechodząc pewnego dnia koło jednego z londyńskich pubów. W środku grali: Roger Deltrey, Pete Townshend i John Entwistle. Tworzyli oni zespół o nazwie „The Detours”. Ich styl oczarował początkującego perkusistę. Poprosił ich o to, by dali mu zagrać jeden lub dwa numery wspólnie z nimi. Legenda głosi, że przyszłych kolegów z kapeli urzekła ekspresja Moona i występ zwieńczony…zniszczeniem pierwszej z setek perkusji, które miały nieprzyjemność napotkać na swojej drodze Mooniego.  Muzycy wspólnie orzekli, że oto i on. Ich nowy perkusista. Formalnie nigdy nie dali młodzianowi do zrozumienia, że biorą go na stałe. Miał stanowić jedynie zastępstwo.  Gdy wiele lat później Ringo Starr pytał go, skąd wziął się w The Who, odpowiedział:

„Od 15 lat zastępuję ich byłego perkusistę.”

Wkrótce muzycy zmienili też nazwę zespołu z The Detours na The Who. Ich czas zbliżał się wielkimi krokami.

Lunatyk pogrążony w chaosie

Wkrótce zmienił się też image zespołu. Zamiast w schludnych i dobrze ubranych modsów, zespół zaczął celować w gusta mających bardziej niechlujny styl rockersów. Obie subkultury toczyły ze sobą walki na koncertach, ulicach i w pubach całego Zjednoczonego Królestwa. Mimo wszystko The Who do dziś pozostaje kanonem muzycznym, kojarzonym z modsami. Utwory zespołu znalazły się na ścieżce muzycznej do filmu „Quadrophenia”, będącego obrazem kultowym dla tej subkultury. Moonowi zdecydowanie bliżej było do rockersów. Zresztą zmianę stylu wziął chyba za bardzo do siebie, bo postanowił, że ekspresję i element szaleństwa podrasuje na tyle, by zgodnie z jego nazwiskiem znalazły się na księżycu.

Wydany pod koniec 1965 roku album „My generation” okazał się wielkim sukcesem i zapewnił kapeli sporą popularność.  Tytułowy singiel stał się swoistym hymnem zbuntowanej młodzieży, dorastającej jako pierwsze pokolenie nieskażone wirusem wojny, jednak żyjącym w jej ciągłym zagrożeniu.

Za wielką sławą kroczą zazwyczaj wielkie pieniądze. Keith Moon uwielbiał trwonić je na drogie samochody, które traktował jak produkty jednorazowego użytku, bawiąc się nimi niczym dzieciak samochodzikami „Burago” w piaskownicy.  Jego trudny charakter doprowadzał do częstych konfliktów z resztą członków zespołu. Pewnego razu powiedział na temat swoich kolegów:

„Oprócz muzyki nie łączy nas kompletnie nic!”

Jedynymi momentami, gdy spędzał czas z resztą kapeli, były trasy koncertowe. Granie na żywo to była jedyna rzecz, która zapewniała spokój jego duszy. Bez tego czuł się jak zwierzę w klatce. Ogarniał go chaos. Znajomi przezwali go „lunatykiem”. Niespokojny i chaotyczny był również styl jego gry. Aczkolwiek to właśnie dzięki niemu, było w nim coś wyjątkowego, niekonwencjonalnego.  Deltrey twierdził, że Moon grał instynktownie i w taki sposób, jaki innym ludziom nigdy nie przyszedłby do głowy. Jednocześnie Moonie nienawidził grać solówek. Uważał, że solówki perkusyjne są nudne. Wciąż ciągnęło go do śpiewanie, lecz reszta zespołu rzadko dawała mu okazję do tego.

keith-moon.jpg
Mistrz w akcji. Źródło: variety.com

Człowiek demolka

Nikt nie zna liczby zniszczonych przez Moona perkusji. Większość koncertów z jego udziałem kończyła się kopaniem bębnów po scenie, czasem rzucaniem ich w kierunku publiczności. Niekiedy dołączał do niego Pete Towshend, który niszczył swoją gitarę. Prawdziwy popis bycia człowiekiem-destruktorem dawał jednak poza sceną. Można powiedzieć, że całe jego życie to był jeden, wielki żart wycinany otaczającym go ludziom. Standardem było wyrzucanie różnych przedmiotów z hotelowych okien. Do dziś można się zastanawiać, czy Moon the Loon unicestwił więcej perkusji, czy hotelowych telewizorów. Zresztą nie tylko odbiorniki TV rozbijały się z hukiem o ziemię. Zagrożony był cały pokojowy asortyment.

Jego wyobraźnia była nieograniczona. Gdy wymyślał żart, nie miał zamiaru brać jeńców. Jak wtedy, kiedy przebrany za oficera SS paradował po żydowskiej dzielnicy, w której żyli głównie ludzie, uciekający w latach 30. z nazistowskich Niemiec na Wyspy Brytyjskie.

Gdy w 1967 roku The Who zostali zaproszeni do amerykańskiej telewizji, żeby na żywo zagrać swój hit „My generation”, Moonie postanowił mocno ubarwić program The Smothers Brothers Comedy Hour. Do swojej perkusji załadował podwójną ilość materiałów wybuchowych. Oczywiście nikogo o tym nie powiadomił. Na skutek wybuchu, który uwieńczył występ, zespół niemal zleciał ze sceny, kamery na moment „oślepły”, gospodarz show chwilowo ogłuchł, a będąca gościem programu aktorka Bette Davis zemdlała.

W swoim Bentleyu zamontował głośniki i jeżdżąc po osiedlach, udawał księdza lub polityka ubiegającego się o głosy wyborców. Wystawiał też za okno plastikowe nogi manekina, ubrane w kobiece rajtuzy i piskliwym głosem udawał porwaną dziewczynę.

keith-viv-nazi-heil-reich.jpg
Keith Moon i Viv Stanshall w nazistowskich mundurach. Źródło: aural-innovations.com

Koledzy z zespołu potrafili się obudzić w łóżku, mając obok siebie odcięty świński łeb, lub atrapy pająków. Jego przyjaciel i reżyser filmowy Oliver Reed został obrzucony ciastem cytrynowym, przez wynajętego łobuza, gdy znajdował się na czerwonym dywanie, prowadzącym na premierę filmu.

Basista John Entwistle mówił, że napisał utwór „Dr Jekyll & Mr. Hyde” myśląc o Moonie, gdyż bardzo przypominał bohaterów noweli Roberta Louisa Stevensona.  Z czasem nie było sieci hoteli, z której zespół nie zostawał wyrzucony. Petardy spuszczane w toalecie, wjeżdżanie samochodem do basenu czy przez oszklone drzwi do recepcji, to tylko ułamek z repertuaru jego pranków. Płacił taksówkarzom, by blokowali dojazd do pensjonatów, żeby mógł w spokoju powyrzucać sprzęt przez okno. Holiday Inn i Sheraton nałożyły na niego dożywotni zakaz wstępu do ich hoteli.

Rozbił też setki samochodów, chociaż nigdy w życiu nie miał prawa jazdy. Moon w pewnym momencie zaczął nawet podejrzewać, że jest opętany. Inni zastanawiali się, czy nie był przypadkiem schizofrenikiem. Reszta zrzucała jego wariacje na karb spożywanych w ilościach hurtowych używek.

Traumatyczny wypadek

Zwichrowana osobowość muzyka uległa znacznemu pogorszeniu, gdy przydarzył mu się nieszczęśliwy wypadek. Miał on miejsce 4 stycznia 1970 roku. Tego dnia Moon wraz z grupą przyjaciół oraz swoją małżonką Kim Kerrigan brali udział w otwarciu pubu „Red Lion” w Hatfield. W czasie imprezy Moon wszedł w konflikt z grupą skinheadów, którzy również gościli tego dnia w „Czerwonym lwie”. Chłopcom z klasy robotniczej nie spodobało się nadmierne obnoszenie Moona ze swoim bogactwem. Drogi samochód? Picie brandy zamiast piwa? Burżuazja! Skini nie omieszkali tego wytknąć perkusiście, a ten nie pozostawał im dłużny. Gdy Moon the loon udał się do swojego bentleya, łysi chłopcy otoczyli auto i zaczęli nim kołysać. „Negocjować” z agresorami udał się Neil Boland, ochroniarz i przyjaciel Keitha. Napruty Moonie chciał wywieźć resztę pasażerów w bezpieczne miejsce, jednak gdy ruszył, stojący przed maską Boland został przez niego staranowany. Tej samej nocy w wyniku obrażeń zmarł w szpitalu. Chociaż Moon został następnie oczyszczony z zarzutów o spowodowanie śmierci Bolanada, piętno odciśnięte na jego psychice było nieodwracalne. W późniejszych latach protoplasta Zwierzaka niejednokrotnie budził się zlany potem na skutek sennych koszmarów, które wizualizowały w jego głowie tamten feralny dzień.

To-the-moon-702010
Keith, Kim i ich córka Mandy. Źródło: express.co.uk

Wspominałem o małżonce Moona, Kim Kerrigan. Istniała teoria, która mówiła o tym, że to właśnie ona siedziała tamtego wieczora za kierownicą bentleya. Muzyk poślubił Kerrigan w wieku dwudziestu lat. Jego małżonka nie była wówczas nawet pełnoletnia, a dodatkowo była z nim w ciąży. Para długo ukrywała fakt narodzin dziecka.  Jak łatwo się domyślić, bycie w związku z kimś takim jak Moonie, to wyjątkowo trudna sprawa. W związku z tym ich małżeństwo było bardzo burzliwe. Jeśli ktoś w historii muzyki mógł być uosobieniem zwrotu być jak gwiazda rocka, to Keith zdecydowanie aspiruje do bycia takim symbolem. Zdrady małżeńskie w czasie tras koncertowych były chlebem powszednim. Do tego dochodziła przemoc domowa. Lunatyk kilkukrotnie łamał swojej żonie nos. Perkusista potrafił gonić swoją małżonkę po domu z nożem, aż ta barykadowała się w końcu przed nim w łazience. Był też straszliwie zaborczy. Nalegał by zakończyła karierę modelki, tylko dlatego, że był zazdrosny. Potrafił ją uderzyć za to, że przyjęła z czystej kurtuazji wizytówkę od agenta. Mimo wszystko zarzekał się, że kocha ją nad życie. Gdy ta w 1973 roku w końcu nie wytrzymała i go zostawiła, był to kolejny potworny cios, który zagubiony artysta musiał przetrawić. Robiła już tak wielokrotnie, jednak gdy Moon the Loon trzeźwiał potrafił ubłagać jej powrót.  Tym razem nie było kolejnej szansy. Klamka zapadła na zawsze.

Moonie związał się później ze szwedzką modelką Anette Walter-Lax, jednak w głębi duszy, jego jedyną miłością na zawsze pozostała Kim. Gdy znalazła sobie nowego faceta, Moon zapłacił wynajętemu oprychowi 250 funtów, by połamał mu palce. Sytuację uratował Pete Towshend, który poświęcił kolejne 250 funtów by bandyta jednak tego nie robił.

Droga do samozagłady

Chociaż Anette twierdziła, że gdy Keith nie pije, to jest najsłodszym facetem na świecie, to okazji do oglądania go w stanie innym niż upojenie alkoholowe, nie miała zbyt wielu. Dwie butelki szampana i dwie butelki brandy dziennie. Taka była średnia norma spożycia Mooniego. Gdy lekarze dowiedzieli się o jego zwyczajach stwierdzili, że jakakolwiek terapia odwykowa i leczenie nie ma najmniejszego sensu. Do tego dochodziły narkotyki, które Lunatyk uwielbiał przyjmować w każdej formie. Raz niemal przedawkował heroinę na imprezie u gitarzysty Lesliego Westa, znanego z występów w zespole Mountain. Wówczas lekarzom udało się go jeszcze odratować. Spędził następnie osiem dni w zakładzie psychiatrycznym na Florydzie.

Moon starał się odstawić alkohol i kokainę na własną rękę. Dostawał jednak ataków padaczkowych. Zaczął wówczas brać lek uspokajający o nazwie klometiazol.  Pewnego razu oboje z Anette zostali zaproszeni na przyjęcie organizowane przez Paula McCartneya.  Moonie pomimo przyjmowanego leku nie wylewał tego dnia za kołnierz. Wcześniej nabył również od swojego dostawcy działkę kokainy. Uczestnicy imprezy wspominają, że Lunatyk był tego wieczora mocno rozchwiany emocjonalnie. W jednym momencie czuł się świetnie i planował wziąć ślub z Annette, by za chwilę płakać z bliżej nieokreślonego powodu.

Gdy wrócili do domu zjadł kolację i poszedł spać. Przed snem zażył garść tabletek, które popił wodą. Obudził się nad ranem w złym humorze, zdążył pokłócić się ze swoją dziewczyną, łyknął kolejną porcję pigułek i znów zasnął. Tym razem na zawsze. W jego organizmie odnaleziono 32 tabletki klometiazolu. Strawionych zostało zaledwie sześć z nich. Miał w chwili śmierci 32 lata.

jncKMxrxSrLVQoxyXLdPHK.jpg
Keith i Annette w noc poprzedzającą śmierć Mooniego. Źródło: loudersound.com

Roger Deltrey wyznał, że nawet na pogrzebie spodziewał się, iż Moon wyskoczy z trumny a jego śmierć jest kolejnym szokującym żartem.

Tak skończył geniusz perkusji z wrodzonym talentem i niespożytą ekspresją, którą zazwyczaj nakierowywał na nieodpowiednie tory. Jest to kolejna brytyjska legenda o samodestrukcyjnym talencie. Nie przypomina wam to historii piłkarzy George Besta czy Robina Fridaya? Lub kierowcy Formuły 1  Jamesa Hunta? Kapitalna opowieść o buntowniku wymykającym się poza ramy norm społecznych, mająca jednak gorzkie zakończenie.

Smutna historia The Who

Cóż, gdy przyjrzymy się bliżej losom tego kultowego, brytyjskiego zespołu, to stwierdzenie zawarte w podtytule przestanie się niektórym osobom wydawać tezą na wyrost. Historię Keitha Moona poznaliście przed chwilą.

Gitarzysta Pete Towshend przeżył piekło, mieszkając przez dwa lata u swojej babci, gdy jego rodzice byli w separacji. Określał ją jako despotyczną, krzykliwą i żyjącą na skraju szaleństwa kobietę. Na karb traumatycznych przeżyć z dzieciństwa zrzucał swój chłodny i odizolowany image.

8c18a16c-4a54-11e9-bde6-79eaea5acb64
Pete Towshend i Roger Deltrey. Źródło: finnacial times

Basista John Entwistle został znaleziony martwy w 2002 roku w hotelu w Las Vegas. Przyczyną zgonu był zawał serca, którego artysta dostał na skutek przedawkowania kokainy.

Kim Kerrigan, która w późniejszych latach była znana jako Kim McLagan, gdyż miesiąc po śmierci Moona poślubiła niejakiego Iana McLagana, zginęła w 2006 roku w wypadku samochodowym.

W roku 1979 podczas koncertu grupy The Who w Cincinnati zginęło 11 osób. Przyczyna? Panika i napierający tłum, który zaczął przepychać się w kierunku zamkniętych drzwi wejściowych Riverfront Coliseum w którym miał się odbyć feralny koncert.

Choć grupa dała wiele radości milionom fanów ich muzyki, to tło egzystencji jej członków nie mieni się w tęczowych barwach. Może nie była to seria niefortunnych zdarzeń na miarę rodziny Kennedych, ale film fabularny traktujący o losach grupy z pewnością mógłby zostać sklasyfikowany jako dramat. Okraszony genialną muzyką dramat…

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s