Biblioteczka futbolowej rebelii: R. Enke, R. Reng „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk.”

Podobno 60% Polaków nie czyta. W ogóle. Żadnej książki przez cały rok. Wielu nie widzi w tym problemu i zaczyna śmieszkować z tego w social mediach, a wręcz naigrawać się z regularnego czytania. Cóż, być może to znak czasów. Może wkrótce zamiast #52bookchallange, będziemy mieli hashtagi typu „#1000filmikówzkotamikonsumującymimakarnonajutubiechallange”. W szkołach zamiast lektur będą omawiane filmiki Lorda Kruszwila (tfu!), a wzorem emancypacji będzie Godlewska z Martą Linkiewicz (tfu! tfu!). Na szczęście takich czasów jeszcze nie dożyliśmy, a zanim one nastąpią, jest nadzieję, że będziemy gryźć piach. Na razie chciałbym nadal kontynuować moje wpisy dotyczące lektur, po które warto sięgnąć i posilić umysł czymś bardziej wartościowym niż konferencja Fame MMA 3. 

Po tym śmieszno-gorzkim wstępniaku, chciałbym przejść do meritum wpisu. Na tapet wezmę dziś lekturę, która w żaden sposób być zabawna nie może. Jeśli dodam, że bohaterem omawianej biografii jest Robert Enke, wszyscy chyba zrozumieją dlaczego. Chociaż w samej książce zdarzają się fragmenty, dzięki którym można się uśmiechnąć, to każdy kibic piłki nożnej wie, jaka jest puenta tej historii.

W listopadzie 2009 roku świat sportu obiegła druzgocąca informacja. 32-letni bramkarz Hannoveru 96 popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg. Enke był w tamtym czasie mocnym kandydatem do bycia numerem jeden w niemieckiej bramce, podczas Mundialu w RPA, który miał odbyć się za siedem miesięcy. Był też podstawowym filarem i jedną z największych gwiazd w swoim klubie. Cóż mogło sprawić, że sportowiec, którego kariera rozwija się prawidłowo, decyduje się na tak niezrozumiały ruch? Wówczas jeszcze mało kto wiedział, że Enke chorował na depresję. Tak, chorował. Bo depresja jest chorobą.

W momencie, w którym bramkarz zdecydował się na samobójstwo, niemiecki dziennikarz Ronald Reng od kilku lat spisywał jego wspomnienia i w odpowiednim czasie miał je opublikować. Z pewnością nie spodziewał się, że ten czas nadejdzie po śmierci Enkego. Chociaż opinia publiczna była tym wydarzeniem zszokowana, to jego najbliższe otoczenie od dawna odbierało sygnały, że może wydarzyć się najgorsze. Enke  miał problemy już od kilku lat i mimo tego, że długimi okresami wszystko było w porządku, to choroba nawracała.

Reng kapitalnie opisał całą historię. Książka nie przypominała w moim odczuciu typowej biografii. W pewnych chwilach miałem wrażenie, jakbym czytał powieść. Złożył się na to kapitalny warsztat autora i przejmująca historia głównego bohatera. Historia podana od kuchni. Historia, która próbowała nam pokazać, co czuł Enke, a czego nie mogli zobaczyć kibice obserwujący go jedynie na boisku. Problemy, z którymi się zmagał jako człowiek bardzo wrażliwy. A wrażliwość to cecha, która niekoniecznie jest pożądaną u golkiperów. Ile wymagała od niego głupia przeprowadzka z miejsca na miejsce. Niepewność i zwątpienie, które nim często szargały. Sytuacje, gdy już jako młody chłopak prosił trenera Carl-Zeiss Jeny, by ściągnął go po pierwszej połowie z boiska, gdyż bał się grać dalej po popełnionym błędzie. Strach przed przeprowadzką do obcego kraju, gdy odchodził do Benfiki. Książka świetnie też ukazuje, że transfer do wielkiego klubu (w tym przypadku FC Barcelony) nie zawsze jest wspaniałą okazją i przygodą życia. Presja związana z występami w takim klubie potrafi wyrządzić olbrzymie szkody w psychice. Szczególnie gdy kapitan drużyny postanawia zrzucić na ciebie winę za porażkę zespołu. Niekoniecznie słusznie. A gdy rany chcesz leczyć w Turcji, to możesz trafić z deszczu pod rynnę. Zwariowani działacze i fanatyczna publiczność to absolutnie nie jest odpowiednie miejsce do rehabilitacji.

Kolejnym ciosem dla Enke, była śmierć dwuletniej córeczki, która od urodzenia zmagała się z poważną chorobą. Gdy odebrał sobie życie, wraz z żoną Teresą byli krótko po adopcji kilkumiesięcznego dziecka. À propos Teresy. Świetnie ukazane jest, ile poświęcenia musieli włożyć najbliżsi w to, by Robert mógł żyć w miarę normalnie. Nie tylko żona, ale także jego agent oraz przyjaciele. Te wysiłki zdały się na nic. Być może przyczyniły się tylko do przedłużenia życia bramkarza.

Książka stała się bestsellerem i została obsypana nagrodami. Kompletnie mnie to nie dziwi. Dla mnie również jest pozycją, którą każdy kibic futbolu powinien przeczytać. Nie znajdziecie tam „wikipediowych” suchych faktów i skupienia na karierze piłkarskiej. Znajdziecie drogę przez życie piłkarza, która naznaczona była piętnem walki z depresją. Historię człowieka, któremu codzienne życie sprawiał wielokrotnie więcej problemów niż przeciętnej osobie. Znajdziecie opowieść, która wyzwoli w was spory ładunek emocjonalny i zmusi do myślenia i zadawania sobie pytań. Nie ma sensu strzępić klawiatury, po prostu przeczytajcie !

Ocena: 10/10

P.S.

Zachęcam oczywiście do czytania, kto nie czyta ten głupi ! 🙂 Dwa dni temu mieliśmy drugą rocznicę śmierci Pawła Zarzecznego. Postać to była kontrowersyjna, ale człowiek niebywale inteligentny. Zawsze powtarzał, że trzeba czytać, czytać i jeszcze raz czytać. I zapamiętywać co się czyta :). Czytajcie klasyków, oglądajcie filmy (najlepiej z listy 100 najlepszych wg. BBC), a wtedy może doszlusujecie do górnych 3% społeczeństwa, o których mówił „Pawka” ;). Aha i zjedzcie golonkę popitą Warką za spokój jego duszy !

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s