Biblioteczka Futbolowej Rebelii: S. Kuper, S. Szymański: „Futbonomia”

Polski rynek książek sportowych składa się w 2/3 z biografii (nie znam dokładnych danych, strzelam). Dlatego każda pozycja, nie będąca historią znanego sportowca, tudzież nie opisująca historii jakiegoś klubu/reprezentacji, jest miłą odmianą. Z wielką ciekawością sięgnąłem więc po dzieło Stefana Szymańskiego i Simona Kupera. Miało ono stanowić książkową wersję filmu „Moneyball”, tylko lepszą, bo traktującą o ukochanej piłce nożnej, a nie o jakimś egzotycznym basseballu. Miało być wypełnione mnóstwem odkrywczych tez i ciekawostek. Czy faktycznie tak było? No niekoniecznie.

Patrząc na to, kto jest autorem „Futbonomii”, można było się wiele spodziewać. Simon Kuper to holenderski dziennikarz, żydowskiego pochodzenia. Prawdziwy kosmopolita, który urodził się w Ugandzie, zaś w swoim życiu mieszkał w USA, Szwecji, Anglii, RPA i na Jamajce. W wieku 25 lat zdobył prestiżową nagrodę im. Williama Hilla, za książkę „Football against the enemy”. Pisał dla The Gurdian” i „The Observer”, miał także swoją stałą rubrykę w „Financial Times”. W 2003 roku ukazała się jego kolejna książka, która odbiła się głośnym echem: „Futbol w cieniu holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna”. Ta ostatnia pozycja, została wydana również w języku polskim.

Szymański to pochodzący z polski wykładowca akademicki. Pracuje na Uniwersytecie Michigan i zajmuje się zarządzaniem w sporcie. Od niemal 30 lat bada biznesowe i ekonomiczne aspekty futbolu. Opublikował masę artykułów na ten temat. Wydał sześć książek. Zatrudniano go jako konsultanta wielu instytucji sportowych, a nawet doradzał rządom państw.

Co by nie było, dwóch świetnych fachowców. Można się zatem spodziewać dobrej lektury. Z takim też nastawieniem chwyciłem w swoje ręcę „Futbonomię”. Pierwszy plus przyznałem już, za ładnie komponującą się kolorystycznie i miłą dla oka okładkę. Ale nie ocenia się książki po okładce. W tym wypadku dosłownie.

Dzieło Szymańskiego i Kupera, jest podzielone na trzy części: „Kluby”, „Fani” i „Kraje”. Nie trudno więc się domyśleć o czym traktują poszczególne segmenty. No dobra, przejdźmy do meritum. Jak się prezentuje zawartość tej ponad 500 stronnicowej pozycji? Moim zdaniem przeciętnie. Wprawdzie znajdziemy tam kilka fajnych ciekawostek, jak historia rzutów karnych, w finale Ligi Mistrzów w Moskwie, gdy Chelsea miała rozpracowane jedenastki United, dzięki pomocy baskijskiego ekonoma. W większość, książka opiera się jednak na rozbieraniu futbolu, od strony ekonomicznej oraz taktycznej. Uważam jednak, że wnioski do których dochodzą autorzy, to w wielu przypadkach banały, których jesteśmy świadomi od dawna. Czy zaskoczy was fakt, że budowa stadionu nie przynosi najczęściej korzyści finansowych? Albo, że organizacja dużej imprezy piłkarskiej wiąże się z ujemnym bilansem w zeszycie księgowej? Panowie wiele razy obalają mity, z którymi rozprawiono się już dawno. To może wzorem bohaterów „Moneyball”, dowiemy się, jak dobrać piłkarzy, by stworzyć drużynę skazaną na sukces? No też nie. Zresztą człowiek, który był inspiracją dla postaci granej przez Brada Pitt’a – Billy Beane – po rozbiciu basseballowego banku, za pomocą wyliczeń i statystyk, próbował ugryźć futbol w ten sam sposób. Okazało się jednak, że piłka nożna to gra o wiele bardziej dynamiczna, niż stateczne odbijanie piłeczki, za pomocą kija. Składa się na nią o wiele więcej czynników, których nie da się przewidzieć. Magiczny wzór na futbol nie został jeszcze wynaleziony. Zresztą jaki magiczny? To futbol jest magią ! A rozpracowanie go za pomocą matematycznych formułek, w dużej mierze obdarło by go z tej magii. Piłkarski alchemik jeszcze się nie znalazł, chociaż próbowało wielu. Duńczycy z FC Midtjylland najlepszym tego przykładem. Póki co, nie udało im się nawet zdominować kraju Hamleta. Z „Futbonomii” dowiemy się jednak, że innowacyjne metody rodem z USA, próbował już także przeszczepić Everton, za czasów Davida Moyesa, a transfer Jordana Hendersona do Liverpool’u był w dużej mierze oparty na wyliczeniach. Autorom muszę przyznać, że każda ich teza, poparta jest mocnymi argumentami i często skomplikowanymi obliczeniami. W książce nie znajdziecie żadnych fotosów, za to wiele tabelek i wykresów. Panowie postarają wam się udowodnić jaka nacja uchodzi za najbardziej wysportowaną i kochającą futbol (myślę, że wynik może was mocno zaskoczyć). W fajny sposób rozprawiają się także, z mitem o wielkiej reprezentacji Anglii. Udowadniają, że każdy występ „Synów Albionu” na wielkiej imprezie, przebiega w podobny sposób, według określonego schematu. Zarówno na płycie boiska, jak i wśród kibiców z Wielkiej Brytanii (swoją drogą, pierwsze wydanie książki nosiło tytuł „Dlaczego Anglia przegrywa?”, ale tytuł nie zachęcał Anglików do kupna :)). Wszystkie te ciekawe fragmenty, są jednak zatopione w sosie banałów i nudy.

Po raz kolejny przekonałem się też, że książki tłumaczone z języka obcego odstają zazwyczaj poziomem od rodzimych pozycji. Broń Boże, nie twierdzę, że Polacy są tak wspaniałymi autorami a obcokrajowcy kompletnie nie umieją pisać. Zrzucałbym to bardziej na karb słabego tłumaczenia tych książek na język polski. Wszak już śp. Tomasz Beksiński, psioczył 20 lat temu na poziom polskich tłumaczeń zagranicznych filmów (polecam jego felieton dla pisma „Tylko rock” — > ten). Myślę, że w kwestii literatury też miałby wiele do powiedzenia. Chociaż minęło 20 lat.

Reasumując, jeśli jesteście fanami piłki, a zarazem matematycznymi świrami, to ta pozycja może wam przypaść do gustu. Jeśli jednak, podobnie jak ja, wolicie romantyczne historie o biednych Brazylijczykach z faweli, kopiących szmacianki na ulicach Rio, lub o brytyjskich dokerach, wychylających kolejne piwo, przed meczem ukochanej drużyny, to raczej dajcie sobie spokój. W tej książce nie ma nic romantycznego. Jest zimna ekonomia i do bólu realistyczna matematyka. Moim zdaniem nie do końca odkrywcza. Chociaż, jak mawiał klasyk – momenty były.

Moja ocena: 6/10

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s