Biblioteczka Futbolowej Rebelii: A. Onyszko, I. Koprowiak: „Fucking Polak. Nowe życie.”

Napiszę to po raz kolejny. Lubię książki o piłkarskich wykolejeńcach ! Lubię książki o futbolowych utracjuszach ! Lubię poczytać o boiskowych bad boyach ! Co ciekawego mogłoby być w lekturze autobiografii Cristiano Ronaldo, Leo Messiego i Roberta Lewandowskiego? Przepisy na bezglutenowe sałatki? Opowieść o tym jak chodzą spać o 22? Zostawanie po treningu na dodatkowych ćwiczeniach by być jeszcze lepszym? Nuda! Brutalna prawda jest taka, że najlepiej czyta się lektury o postaciach, które utopiły swoje kariery w wódzie, zamiast treningów wybierały wyrywanie kolejnych panienek w ekskluzywnym klubie i nie gryzły się w język przy wywiadach. 

Muszę na początku zaznaczyć. Arek Onyszko nie jest Janczykiem czy Iwanem. Nie jest nawet Kowalczykiem. Nigdy nie miał poważnych problemów z używkami. Jest trochę innym typem boiskowego wariata. Jemu nie były potrzebne „dopalacze”, wystarczył jego cięty język. Życie komplikował sobie tylko tym, że w wywiadach potrafił powiedzieć o kilka słów za dużo. Zwłaszcza, że mieszkał przez wiele lat w Danii. Kraju, który słynie z politycznej poprawności. Nie kończył przedwcześnie kariery, nie zmarnował raczej talentu. Grał do 36 roku życia, cały czas znajdował się w dobrej dyspozycji i pewnie bronił by dłużej, gdyby nie choroba nerek. W Polsce przez wiele lat był niedoceniany. Pewnie dlatego, że grał w lidze duńskiej, która jawi się przeciętnemu polskiemu kibicowi jako pewnego rodzaju egzotyka. A przynajmniej było tak 10 lat temu. Obecnie jako egzotyka nie może nam się mienić nawet Luksemburg. Ale to temat na osobny artykuł. Onyszko wyrobił sobie w Danii bardzo dobrą opinię – jako bramkarz – był wybierany najlepszym golkiperem tej ligi. W kraju nad Wisłą częściej mówiono o nim z powodu skandali jakie wywoływał za granicą. Kulminacją tej historii był moment w którym Onyszko wydał w kraju Hamleta swoją autobiografię. Nazwał ją „Fucking Polak”. Książka z miejsca stała się bestsellerem. Jednakże samemu bramkarzowi przysporzyła więcej problemów aniżeli powodów do zadowolenia. Powód? Jak zawsze ten sam – kontrowersyjne wypowiedzi golkipera. Onyszko negatywnie wypowiedział się na temat homoseksualistów, nazwał duńskie dziennikarki sportowe „głupimi blondynkami”, powiedział, że słynni duńscy sportowycy – Peter Schmeichel i Caroline Wozniacki mają polskie korzenie i Duńczycy nie powinni przywłaszczać sobie ich sukcesów a także wypowiedział się pozytywnie na temat gangu motocyklowego „Hell’s Angels”. Te wypowiedzi były skutecznym wabikiem by przyciągnąć czytelników. Niestety okazały się także powodem wyrzucenia Onyszki z FC Midtjylland. W Danii przyklejono mu łatkę homofoba (bo oczywiście wypowiedź na temat gejów okazała sie dla Duńczyków najbardziej kontrowersyjna). Rok 2009 w ogóle nie był zbyt udany (mówiąc eufemistycznie) dla Polaka. Kilka miesięcy wcześniej został skazany za pobicie swojej byłej żony. Była to też przyczyna z powodu której, Onyszko w końcu zaistniał w naszym kraju. Lata dobrej gry nie wystarczyły. Trzeba było pobić żonę i obrazić kilka osób.

„Fucking Polak” przez dłuższy czas była dostępna jedynie w Danii. Dopiero dwa lata temu, przy udziale dziennikarki „Przeglądu Sportowego” – Izy Koprowiak – pozycja ukazała się także na polskim rynku. Wiedziałem, że ta książka może okazać się magnetyzującą lekturą.  Mimo to, mnogość książek, które czekały w kolejce do przeczytania, sprawiła, że sięgnąłem po autobiografię Arka dopiero jakiś czas temu. Czy zaspokoiła moją potrzebę nasycenia się kulisami szatni, skandalizującymi wypowiedziami i mocnymi historyjkami? W pewnym sensie tak. Nie jest to mdła opowiastka ugrzecznionej gwiazdeczki, która poprzez wydanie książki chciała wzbogacić się PR-owo. Nie jest to jednak jakiś mega sztos, który rzucił mnie na kolana. Czytałem pozycje ciekawsze, bardziej wstrząsające. Rozumiem, że w Danii, która hoduje społeczeństwo odpowiadające standardom zachodniej Europy ta książka mogła wywołać skandal. Na polskie warunki? Eeee… jest średnio. Daleko tej książce do pozycji pisanych przez Krzysztofa Stanowskiego. Nie jest tak wstrząsająca jak – będący dla mnie pozycją kultową – „Spalony” Andrzeja Iwana. Nie ma tam tylu ciekawostek i anegdot jak w książce Grzegorza Szamotulskiego. Nie przytłacza jak „Zasypany”. Myślę, że można było wyciągnąć z niej więcej. Oczywiście skłamałbym, mówiąc, że nie da się z niej wyłowić wielu interesujących fragmentów  ale… po tym, jak ta książka została owiana legendą gdy zszokowała całą Danię, liczyłem na prawdziwą bombę. Mamy co najwyżej solidną petardę.

Przede wszystkim, jeśli Onyszko chciał ocieplić tą pozycją swój wizerunek, to wyszło mu to naprawdę przeciętnie. Moje subiektywne odczucia po lekturze? Tak gdybym miał oceniać Arka jako człowieka na podstawie jedynie tego, co wyciągnąłem z „Fucking Polak. Nowe życie”? No nie kupił mnie. Po raz pierwszy opisał sprawę pobicia swojej żony, przyznał, że ją spoliczkował. Powód? Żona była na całonocnej imprezie. Byli wówczas w separacji. Onyszko tłumaczy się, że zrobił to z tego powodu, że zostawiła dzieci na noc same w domu. Synowie państwa Onyszko mieli jednak wówczas … 16 i 11 lat? Jakoś w tych okolicach. No nie były to w każdym bądź razie małe dzieci. Nie wydaje mi się, by był to powód do bicia kobiety. O ile istnieje jakikolwiek powód, który może sprowokować faceta do tak haniebnego czynu. Oczywiście bramkarz kaja się w książce za to co zrobił, ale zawsze musi dodać jakieś usprawiedliwienie. W ogóle książka pokazuje Arka, jako osobę bardzo impulsywną. Częste sprzeczki z kolegami z drużyny, wszczynanie kłótni chociażby z powodu niedostatecznego przykładania się do treningów przez kumpli z klubu (oczywiście w odczuciu golkipera). Kłótni, które często przechodziły w rękoczyny. Jednocześnie każdy rozdział poprzedzony jest fotosami Arka. Na kilu z nich golkiper pozuje z różańcem w ręku. Na ramieniu Arka widnieje tatuaż, przedstawiający postać Matki Boskiej, która ukazała się w wizji Św. Katarzynie Laboure. W ogóle temat głębokiej wiary piłkarza przewija się przez książkę kilkukrotnie. W moim subiektywnym odczuciu, gryzie się to niesamowicie z wybuchowym charakterem Onyszki, skorym do bijatyk i wyjaśniania problemów za pomocą argumentu siły. Idealny przykład człowieka, który może posłużyć za wzór katolika-hipokryty, wszelkim lewicowym postaciom, które lubia wyciągać takie przykłady. Głęboko wierzący katolik, który bije byłą żonę i non-stop popada w konflikty z innymi ludźmi. Taki obraz wyłania się z kart tej autobiografii.

Wypowiedzi o gejach akurat mnie w żaden sposób nie gryzą. Każdy ma prawo do wypowiedzenia własnego zdania. Tutaj dziwnym by było, gdyby katolik akceptował te zaburzenia. Bardziej można oburzać się na zachowanie Duńczyków – narodu, który chce mienić się tolerancyjnym a mści się na człowieku, który wyraża jedynie swój pogląd. No ale w dzisiejszych czasach takie praktyki nie dziwią. Wiadomo, że jest tylko jedna, akceptowalna droga dla mainstreamu. Możesz wyrażać swoje ideały o ile zgadzają się one z tym, co pozwalamy głosić. Onyszko w ogóle przedstawia Danię jako kraj, który ma do granic możliwości rozpasany socjal, wysokie podatki, ludzie nie są tam zbyt pracowici, kobiety w większości mają głowy wyprane feministycznymi głupotami a weekend to czas wszechobecnej alkoholizacji i rozpasania obyczajowego. Czy tak jest? Nie wiem, nigdy nie byłem w Danii. W każdej historii zapewne znajduje się ziarenko prawdy. Aczkolwiek nie dziwi mnie niechęć Duńczyków do Onyszki, jeżeli ten przedstawia w takim świetle państwo, które przez wiele lat dawało mu zarobić na chleb. Nie wiem czy w pierwotnej wersji tej książki, Onyszko równie otwarcie krytykował kraj Hamleta, jeśli tak to Duńczycy mieli pełne prawo nie polubić golkipera i mieć mu kilka wypowiedzi za złe.

Zarabianie na chleb. System podatkowy w Danii podobno jest tak skonstruowany, że ciężko byłoby odłożyć na godziwą starość. Tak utrzymuje nasz bohater. Przyznaje jednak przy tym, że nigdy nie kalkulował i kupował zawsze to na co miał ochotę. Drogi zegarek z certyfikatem? No problem. Gdy w końcu Arka dopadł dramat w postaci niewydolności nerek, która zakończyła jego karierę, ten po jakimś czasie zmagał się z problemami finansowymi. Sądzę mimo wszystko, że prawie 20 lat profesjonalnej kariery, powinno pozwolić na odłożenie godziwej sumy na koncie. Gdyby nie przykra choroba to ile czasu zostałoby Onyszce? Miał 37 lat, gdy zmianiał Odrę Wodzisław na Polonię Warszawa. Ile by jeszcze pobronił? 2-3 sezony? Mimo wszystko koniec kariery byłby momentem, gdzie trzebaby było rozejrzeć się za nowym źródłem zarobku. Wiele pieniędzy pochłonęła choroba, procesy sądowe z byłą żoną. Arek nie był jednak wzorem piłkarza jeśli chodzi o prowadzenie swoich finansów.

Ostatecznie choroba Onyszki miała swój happy end – o ile możemy w tym przypadku mówić o jakimkolwiek happy endzie – znalazł się dawca, nie trzeba było spędzać połowy życia na dializach. Arek jest czasami zapraszany do studia tv jako ekspert, zrobił uprawnienia trenerskie. Pordził sobie samemu ze swoim skomplikowanym życiem. Nie skończył gdzieś na bruku jak wielu jego kolegów po fachu. Nasuwa się jednak pytanie. Na ile silny charakter Onyszki pozwolił mu wyjść na prostą a na ile wpędził go w wiele prblemów życiowych? Z lektury „Fucking Polak. Nowe życie” wyłania mi się obraz gościa, którego nie złamie byle kryzys, nie złamie ciężka choroba ale też gościa, który większość swoich życiowych problemów generuje sam. Nie liczę choroby. Cenię go za silny charakter, wiarę w ideały i swoje zdanie, którego nic nie zmieni. Z drugiej strony razi mnie łatwość denerwowania się, która potrafi go pchnąć do tak haniebnych czynów jak przemoc wobec kobiety. Sytuacja ta spowodowała brak kontaktów z synami, którzy stanęli po stronie matki. Onyszko jest prostym facetem, który wali prosto z mostu. Jego poglądy z pewnością nie spodobają się wielu osobom. Kontrowersje wokół jego osby, jego religijność. Potrafi skrytykować także Polaków i zarzucić im brak stylu, jeśli chodzi o modę. Nie jest postacią, którą pokochają wszyscy dookoła. Trzeba wyrobić sobie własne zdanie. Moje nie jest do końca pozytywne. Zaznaczam jednak, że Onyszki nie znam osobiście i kieruję się jedynie tym, co podsuwa mi książka.

Sama książka podzielona jest na 37, krótkich rozdziałów. Ma trochę ponad 300 stron. Myślę, że da się ją bez problemu skończyć w góra 2-3 wieczory. Wydało ją wydawnictwo SQN. Tak jak napisałem wcześniej – uważam, że można było z niej wycisnąć więcej. Mogła być czymś w rodzaju opowieści Andrzeja Iwana. Połączeniem naprawdę pokręconego życiorysu, który wiele razy chwyta za serce z masą weselszych anegdot, przedstawiających kulisy szatni. Z całą moją sympatią dla pani Izy Koprowiak, stwierdzam, że gdyby współautorem był tutaj Krzysztof Stanowski to ta książka miałaby szansę stać się jeszcze lepsza. A tak? Pozostaj bardzo solidna.

Moja ocena: 6,5/10

Inne moje „recenzje”:

Biblioteczk Futbolowej Rebelii 

Odwiedź moje Social Media:

Facebook,
Twitter,
Twitter – konto prywatne,
Instagram

Publikuję również dla rfbl.pl:

Moje artykuły dla Retro Futbol

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s