Dzienniczek Kanoniera (2)

Tydzień temu napisałem, że wygrana z West Ham przed własną publicznością jest dla Arsenalu absolutnym musem. Trzy punkty faktycznie pozostały w północnym Londynie ale czy poza tym, że „Kanonierzy” odnieśli pierwszą wygraną w sezonie może cieszyć coś jeszcze? Moim zdaniem niewiele.

„Młoty” to dla „Armatek” bardzo wygodny rywal. Tak przynajmniej podpowiadały przedmeczowe statystyki. Wystarczy powiedzieć, że w przeciagu ostatniej dekady ulegliśmy im tylko raz ( 9.08.2015r., 0-2). Jako nikogo nie interesującą ciekawostkę dodam tylko, że podobnie było zawsze gdy grałem w Football Managera. Każdy mecz przeciwko West Ham oznaczał łatwe trzy punkty :). Po dającym nadzieję na lepszą przyszłość spotkaniu na Stamford Bridge przed tygodniem, szykowałem się na mecz w którym absolutnie zdominujemy podopiecznych Manuela Pellegriniego. Może nie aż tak jak w pierwszej kolejce uczynił to Liverpool ale sądziłem, że gra będzie się toczyć głównie pod bramką Łukasza Fabiańskiego. W ogóle muszę dodać, że West Ham darzę od zawsze dużym szacunkiem. Obecnie dlatego, że w jego kadrze znajdują się byli „Kanonierzy” w postaci wspomnianego „Fabiana”, Jacka Wilshere’a i Lucasa Pereza. Szczególnie naszego bramkarza darzę olbrzymią sympatią za to jakim jest człowiekiem. Odejście Jacka też było smutne bo to fajny chłopak, ale jako piłkarz bardzo szklany i pewnego poziomu już pewnie nie przeskoczy a w drużynie Emery’ego pełnił by raczej funkcję wartościowego zmiennika. Jego ambicje sięgają pewnie wyżej i wolał grać w zespole w którym będzie pełnił rolę jednego z liderów. Perez, uważam zaś, że nie dostał odpowiedniej szansy w naszym klubie i został potraktowany trochę nie w porządku. Ich obecność w kadrze naszego rywala to nie jedyny powód za który cenię West Ham. Przez wiele lat ciągnęła się za tym zespołem łatka klubu utożsamianego ze światem stadionowych chuliganów. To skojarzenie było chyba nawet silniejsze niż te futbolowe. „Młoty” na przestrzeni swojej ponad 120 letniej historii nie odnosiły znaczących sukcesów. Ot, trzy Puchary Anglii. W lidze najwyżej uplasowali się na trzeciej pozycji. A mówimy o czasach sprzed ponad trzech dekad. W klubie grali też trzej Mistrzowie Świata z 1966 roku. Sir Bobby Moore, Martin Peters i Geoff Hurst (bohater finału). Ich pomnik można było podziwiać przed Upton Park. Wychowankiem West Hamu jest Frank Lampard. Nie można powiedzieć, że bordowo-niebieskiej koszulki nie przywdziewali wielcy gracze. Ja zawsze będę miał najbardziej w pamięci Paolo Di Canio. Po prostu lubię kontrowersyjnych graczy. Ok, wracając do sedna. Mimo tego, że West Ham może pochwalić się wielkimi postaciami, które przewinęły się przez ich drużynę to jednak w wielu miejscach na świecie ta nazwa przywodziła na myśl skojarzenie ze światem stadionowej łobuzerki. Ten stereotyp na pewno był wzmacniany przez kinematografię. W 2005 roku ukazał się w końcu film „Green Street Hooligans”, którego fabuła kręciła się wokół grupy kolegów, którzy spędzali czas na piciu piwa, oglądaniu meczów West Hamu i obijaniu facjat kibicom wrogich drużyn. Hollywoodzka produkcja nijak się miała do prawdziwego świata stadionowej (chociaż bardziej ulicznej) przemocy ale z pewnością przyczyniła się do popularyzacji szeroko pojmowanej kultury kibicowskiej na Wyspach (razem z jej modą, muzyką itp.). Jeśli ktoś jednak wolałby poczytać o czymś bardziej zbliżonym do realiów świata chuliganów to polecam sięgnąć po książki Cass’a Pennat’a. Człowieka, który swego czasu był przywódcą chuligańskiej ekipy West Ham a dziś z ręką na sercu można powiedziec, że jest brytyjskim celebrytą nie ustępującym swoją sławą wielu piłkarzom West Hamu. W Polsce również było dostępnych kilka pozycji czytelniczych stworzonych przez owego jegomościa. Ok, bo mocno odpłynąłem od brzegu. Wystarczyło napisać, że West Ham mieni mi się klubem, który wywarł mocny wpływa na angielską scenę kibicowską i całą jej otoczkę oraz kulturę nazywaną często w naszym kraju „Casual”. Jest dla mnie pewnego rodzaju symbolem.

Wróćmy do tego co miało miejsce w sobotę. Jak już mówiłem, spodziewałem się, że podopieczni Emery’ego przejmą stery od samego początku spotkania. Niestety, nic bardziej mylnego. Nie założyliśmy „Młotom” hokejowego zamka. Nie było fajerwerków, akcje się nie chciały zazębiać. Spotkanie miało dość wyrównany przebieg. Niestety znów daliśmy sobie strzelić bramkę jako pierwsi. Uczynił to Arnautović, który zdecydowanie najlepiej radził sobie w tym meczu jeśli chodzi o graczy ofensywnych naszego przeciwnika. Rozrywanie naszych zasieków obronnych nie sprawiało mu większych trudności. Nadal linia defensywna nie działa jak należy. Piłkarze bordowo-niebieskich często w dość prosty sposób mijali naszych obrońców prostym podaniem gdy ci spóźniali się z interwencją i momentem wyjścia do przeciwnika. Sokratisowi i Mustafiemu daleko na razie do legend pokroju Adamsa, Campbella czy choćby Kolo Toure za najlepszych lat. Boki defensywy zdecydowanie lepiej czują się w momencie gdy mogą podłączyć się do akcji ofensywnych aniżeli wtedy gdy mają bronić. Szczególnie podobał mi się Bellerin, który zaliczył dwie asysty i do przodu grał naprawdę dobrze, wjeżdżając w boczne sektory i wykładając piłkę napastnikom. Nie zapominajmy jednak, że podstawowym celem obrońcy – a takim jest Hector – pozostaje uniemożliwianie graczom rywala zdobycia gola. Na szczęście dziury w defensywie West Hamu są jeszcze większe niż w naszej.  Szkoda mi Fabiańskiego, który, wygląda na to, że znów trafił do zespołu w którym jego partnerzy z lini obronnej zapewnią mu sporo pracy. „Fabian” znów jednak wywiązuje się ze swojej roli znakomicie. No ale nie da się w pojedynkę powstrzymywać nawałnicy rywali. Właściwie tylko on i Arnautović pokazują w zespole Pellegriniego pełnię swoich umiejętności. Chociaż prawdę mówiąc w pierwszej połowie meczu to chyba drużyna naszych rywali stworzyła sobie więcej dogodnych sytuacji. Piachem rzuconym w zębatki ofensywnej maszynerii „Młotów” była kontuzja Arnautovicia, po której musiał opuściuć murawę stadionu Emirates. W naszym zespole na boisku od początku drugiej części spotkania pojawił się Lacazette a chwilę później Lucas Torreira. Zastąpili oni Alexa Iwobiego- co było dla mnie lekkim zaskoczeniem bo Nigeryjczyk spisywał się w pierwszej połowie w miarę przyzwoicie no ale może nasz trener chciał dodać ognia poczynaniom ofensywy- oraz Guendouziego. Młody Francuz znów popełniał dużą ilość błędów. Tym razem to on był słabszym ogniwem w środku pola. Urugwajczyk nadal nie może sobie wywalczyć miejsca w podstawowej „jedenastce”. Po spotkaniu na Stamford podobno było do niego sporo zastrzeżeń i obwiniano go o utratę bramki numer trzy. Być może niedzielny mecz z Cardiff będzie tym w którym w końcu zobaczymy Torreirę od początku? Czyżby kosztem Guendouziego? A może Emery nadal uparcie będzie wrzucał Francuza na głęboką wodę? Do pewnego momentu dość niemrawo było też z przodu. Cały czas optymalnej formy szuka Auba, Michitarjan też może wspiąć sie na wyższy szczebel. Zabrakło Oezila a grający od początku Ramsey grał dość chaotycznie, tracił sporo piłek. Stara się Laca, jego wejścia ożywiają za każdym razem grę z przodu. Może Emery w końcu wymyśli sposób by połączyć grę Auby i Lacazetta od początku? Byłoby miło. To po jego akcji „swojaka” strzelił Diop, który ewidentnie nie miał swojego dnia. Kropkę nad „i” postawił Welbz, który był kompletnie nie pilnowany w polu karnym West Hamu. Być może defensorzy „Młotów” poszli na lody a może stwierdzili, że Welbeck jest na tyle słaby, że zmarnuje tak dogodną sytuację? Danny jednak nie zwykła marnować aż tak dobrych okazji. Arsenal pokonał swoich derbowych rywali 3-1. Mimo wszystko wyciągnąłbym z tego meczu więcej negatywnych wniosków aniżeli pozytywów. Nadal ogrom pracy przed Emerym. Możemy się cieszyć, że West Ham też jest nadal w budowie i na początku sezonu spisuję się naprawdę słabiutko.  W niedzielę Arsenal wybiera się do Walii na mecz z Cardiff. Czas na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s