#GermanDeathCamps

#GermanDeathCamps. Od kilkunastu dni na portalach społecznościowych można się natknąć na powyższy hashtag. Jest on odpowiedzią polskich internautów, na coraz częściej pojawiające się w zagranicznych mediach określenie: „polish death camps”. Czara goryczy przelała się w momencie gdy pan Karol Tendera, były więzień obozu Auschwitz-Birkenau zaskarżył największą niemiecką stację telewizyjną ZDF, domagając się przeprosin za użycie sformułowania „polskie obozy zagłady”. ZDF sprawę przegrał i został zobowiązany do zamieszczenia przeprosin na swojej stronie internetowej. Nie ukazały się one jednak na głównej stronie. Tam umieszczony został jedynie niezbyt rzucający się w oczy odnośnik, przekierowujący do przeprosin. Krótko mówiąc, Niemcy potraktowali całą sprawę po macoszemu. Takiego obrotu sprawy nie wytrzymała jednak polska społeczność internetowa. Wszak nie był to pierwszy raz, gdy obcojęzyczne media szerzyły to niefortunne hasło. I tak jak na siłę potrafię sobie jeszcze wytłumaczyć, że użycie zwrotu o „polskich obozach koncentracyjnych” padające z ust Amerykanów wiąże się z ich ignorancją i nikłą wiedzą historyczną (zwrotu użył nawet swego czasu Barrack Obama), tak nie wierzę w żadną przypadkowość, gdy robią to Niemcy. „Der Spiegel”, „Bild”, „Die Zeit, „Die Welt”, „Focus”. To tylko niektóre niemieckie gazety, mające na sumieniu powielanie tego błędu. Ciężko więc się dziwić, że w Polakach coś w końcu pękło.

Wg. oficjalnych źródeł, w czasie II Wojny Światowej w obozach zagłady śmierć poniosło około 3,5 mln obywateli polskich. W obozach budowanych z inicjatywy Niemców. Niemców, którzy w coraz mniej dyskretny sposób, próbują obarczać winą również nasz kraj. Przez wiele lat „nasz” rząd zachowywał się biernie wobec tego typu zachowań.  W końcu społeczeństwo połączyło siły, przeszło do kontrofensywy i zaczęło przeciwstawiać się spluwaniu na honor naszej ojczyzny oraz odkłamywać te oszczerstwa. A i obecny rząd w akurat tej kwestii wydaje się odważniej zwracać uwagę na to że problem faktycznie istnieje.

Skąd w ogóle wzięło się określenie „polish death camps”? Wg. profesora Grzegorza Kucharczyka, geneza tego określenia sięga końca lat 50-tych ubiegłego wieku i zostało z premedytacją wprowadzone do publicznej dyskusji przez wywiad RFN. Również osoby z nazistowską przeszłością. Tak profesor, zajmujący się badaniem historii Niemiec mówił w wywiadzie dla wPolityce.pl:

„Kłamliwy termin +polskie obozy koncentracyjne+ stworzyli pod koniec lat pięćdziesiątych funkcjonariusze wywiadu Republiki Federalnej Niemiec, którzy w czasie wojny pracowali dla III Rzeszy. To byli ludzie, którzy po kapitulacji Niemiec znaleźli się w strefach okupowanych przez aliantów zachodnich, częściowo zostali przejęci przez Amerykanów, a potem zaczęli robić swoje na polu tak pojętej polityki historycznej. Był to wynik nierozliczenia się państwa niemieckiego ze zbrodniami popełnionymi przez Niemców w czasach II wojny światowej”

Tak więc jak widać, owo określenie może być sposobem naszych zachodnich sąsiadów na leczenie swoich kompleksów, związanych z własną, nieodległą historią. Być może Niemcy, kosztem naszego kraju chcą podleczyć swoje ego. Nasze pokolenie, być może jako już ostatnie ma szansę usłyszeć świadectwo tamtych dni od osób, które przeżyły piekło II WŚ. Niemcy mają nadal widoczne, dość wyraźne plamy na płaszczu swojej historii. Jeżeli jednak ich propaganda będzie działać w ten sposób, a my pozostaniemy bierni na ich działania, to za kilkadziesiąt-kilkaset lat świat będzie się uczył o tym, jak w połowie XX wieku mordowano Żydów w „Polskich obozach zagłady”. Oczywiście pod bacznym okiem polskich strażników. A Niemcy we wrześniu 1939 roku napadli na Polskę by tych Żydów wyzwolić…Gotowy scenariusz na „Nazi matki, nazi ojcowie II”. Science fiction? Na razie tak, ale coraz łatwiej mi uwierzyć w taką możliwość.

Theodore N. Kaufmann, bliski doradca prezydenta F.D. Roosvelta, miał dość brutalną wizję pozbycia się narodu niemieckiego. Chciał doprowadzić do wysterylizowania wszystkich osób narodowości niemieckiej i w ten sposób pozwolić wymrzeć „rasie panów” śmiercią naturalną. Tak pisał o tym w swojej książce „Germany Must Perish”, wydanej w 1940 roku, która robiła furorę na rynku amerykańskim:

„Ta wojna nie jest wojną przeciw Hitlerowi. Nie jest też prowadzona przeciwko nazistom(…) Dla Niemiec istnieje tylko jedna kara: Niemcy trzeba zniszczyć raz na zawsze ! Muszą umrzeć ! I to w rzeczywistości! Nie tylko w wyobraźni ! (…) Nie istnieje żadna droga pośrednia, żaden kompromis, żadne wyrównanie: Niemcy muszą umrzeć, i na zawsze zniknąć z powierzchni ziemi! Ludność Niemiec wynosi 80 milionów, która rozkłada się równo na obie płcie. Żeby wyniszczyć Niemców trzeba około 48 milionów z nich wysterylizować (…) Sterylizacja mężczyzn w oddziałach wojskowych jest stosunkowo łatwa i szybko do przeprowadzenia. Przyjmując że przeznaczymy do tego 20.000 lekarzy i każdy z nich dokona 25 operacji dziennie, będzie to trwać najwyżej jeden miesiąc aby ta sterylizacja w wojsku została zakończona(…) Ponieważ więcej lekarzy stoi do dyspozycji, potrzeba będzie nawet mniej czasu. W ten sposób całą męską populacje cywilów można wysterylizować w trzy miesiące. Sterylizacja kobiet i dzieci zajmie więcej czasu, trzeba przyjąć że wysterylizowanie wszystkich kobiet i dzieci zakończy się w trzech latach. Ponieważ już jedna kropla niemieckiej krwi robi Niemca, jest ta sterylizacja obojga płci konieczna. Przy całkowitej sterylizacji przestanie wzrastać rata urodzeń. Przy normalnej śmiertelności wynoszącej 2% rocznie, zmniejszy się liczba Niemców rocznie o 1,5 miliona. W ten sposób przez dwa pokolenia sprawa się zakończy, co w innym wypadku kosztowało by życie milionów i setki lat pracy : mianowicie wymazanie niemieckości i jego
nosicieli.”

(Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/2640/germany-must-perish-zapomniany-plan-kaufmana)

Troszkę delikatniej, chociaż nadal dość radykalnie, chciał postąpić z III Rzeszą Henry Morgenthau – amerykański sekretarz skarbu. „Plan Morgenthaua” miał na celu stworzyć z kraju naszych zachodnich sąsiadów państwo pastersko-rolnicze, całkowicie ich zdemilitaryzować oraz zlikwidować im przemysł ciężki: (https://pl.wikipedia.org/wiki/Plan_Morgenthaua). Owy plan był nawet początkowo akceptowany przez Roosvelta i Churchilla, jednakże ostatecznie przepadł. W zamian Niemcom pozwolono znów dość szybko stanąć na nogi i rozwinąć się gospodarczo i ekonomicznie do tego poziomu, że znów w krótkim czasie byli liczącym się państwem na arenie europejskiej. Taka kara za wywołanie kolejnej wojny w przeciągu ćwierćwiecza. Nas za to oddano w prezencie Stalinowi. Taka nagroda za bycie pierwszą ofiarą Drugiej Wojny i walkę po stronie Aliantów. Z perspektywy czasu możemy jedynie żałować, że w życie nie wszedł plan Morgenthaua. Przynajmniej jeden, brużdżący nam od wieków, wrogi kraj zostałby zneutralizowany.  Brutalne ale prawdziwe. Mam wrażenie że największą karą dla Niemców pozostał wstyd historyczny. Wstyd, którego konsekwencje ponoszą tak naprawdę po dziś dzień. Piętno narodu, który chciał eksterminować inne nacje, dzielił ludzi na lepszych i gorszych. Teraz to tak na nich ciąży, że chcą być do tego stopnia tolerancyjni iż bezrefleksyjnie ściągają do siebie tabunami imigrantów różnej maści. Doprowadzają do rozkładu własnego społeczeństwa i destabilizacji nastrojów. To w konsekwencji może doprowadzić powtórnie do narastania popularności skrajnych ideologii i koło się zamknie. Ewentualnie, porównując wzrost demograficzny Niemców a napływających do nich przybyszy z krajów islamskich, zmarginalizują się etnicznie we własnym państwie. I nie będzie potrzeba żadnych planów Kaufmana ani Morgenthaua. Science fiction? Jeszcze tak. Ale to akurat nie nasza sprawa.

Naszym problemem jest fakt, że Niemcy próbują z siebie robić w tym wszystkim centralnych moralizatorów Europy, narzucając innym krajom swój tok myślenia. Hmm … 70 lat od wstrząsających wydarzeń II WŚ to jak dla mnie zbyt mały bufor. Dlatego denerwuje mnie robienie z Niemców wzoru cnót i moralnych przywódców Europy. Przepraszam, ale ja nie mam zamiaru podążać drogą wytyczoną mi przez potomków ludzi, którzy przez 1000 lat historii mojej ojczyzny, praktycznie zawsze byli jej antagonistami. Dlaczego tym razem miało by być inaczej?

Odnoszę wrażenie, że jeśli chcę być pełnoprawnym Europejczykiem XXI wieku muszę odrzucić kultywowanie historii. To przecież przeżytek. Może to także wymysł Niemców? Kto by chciał kultywować historię taką jak ich… A tak na serio. W Polsce mamy próbę wprowadzenia „(.N)owoczesności”. Ta próba rodzi osoby pokroju pani posłanki Scheuring-Wielgus. Posłanki twierdzącej, że Polska jest zbyt „malutka” na arenie międzynarodowej i winna się podporządkować woli Niemiec. Jest mi zwyczajnie, po ludzku przykro że ktoś taki decyduje o losach mojego kraju, dzierżąc mandat poselski. Polityka spolegliwości. Polityka ukierunkowana na to, by podporządkować się woli zachodu. Polityka marionetek. A moze to jest przykład ofiary propagandy w stylu „polish death camps”? Osoba z wszczepionym pierwiastkiem wstydu? Wypracowywanym i formowanym w niej przez lata, przez osoby chcące mieć wpływ na bieg historii. Mentalność niewolnika i sługusa, przysłonięta poczuciem bycia „oświeconym członkiem społeczeństwa XXI wieku”. Najgorsze to dać sobie wmówić, że nic nie znaczymy. Pozwolić zmieniać własną tożsamość i dać się wykastrować z własnych ideałów. W imię czego? Bycia akceptowanym przez świat? Przez system? Za cenę tego by podporządkować się tym, którzy sobie tego życzą? Stać się bezkształtną masą? Nie. Działajmy zgodnie zgodnie z własnym sumieniem i zgodnie z prawdą. Próbujmy chociaż częściowo odkłamać ten świat. W imię tego w co wierzymy. Mówmy jak jest. #GermanDeathCamps !

 

Preparations For The 70th Anniversary Of The Liberation Of Auschwitz-Birkenau
OSWIECIM, POLAND – NOVEMBER 15: The infamous German inscription that reads ‚Work Makes Free’ at the main gate of the Auschwitz I extermination camp on November 15, 2014 in Oswiecim, Poland. Ceremonies marking the 70th anniversary of the liberation of the camp by Soviet soldiers are due to take place on January 27, 2015. Auschwitz was a network of concentration camps built and operated in occupied Poland by Nazi Germany during the Second World War. Auschwitz I and nearby Auschwitz II-Birkenau was the extermination camp where an estimated 1.1 million people, mostly Jews from across Europe, were killed in gas chambers or from systematic starvation, forced labour, disease and medical experiments. (Photo by Christopher Furlong/Getty Images)

Witam was w 2017 !

Nowy rok, nowe możliwości jak to się zwykło mawiać na przełomie grudnia i stycznia.  Football Patriot wita was w pierwszym wpisie w roku 2017. 366 dni starego roku za nami.  Każdy zapewne głowę ma pełną noworocznych postanowień i liczy na „nowe otwarcie”. Większość pewnie w połowie stycznia, najdalej na początku lutego odpuści sobie: regularne bieganie, dietę czy siłownię. Chwyci za kieliszek, zapali fajkę lub skonsumuje szamę z Mac’a. No ale po to też jest ta niepowtarzalna, jedyna noc w roku w czasie której zmienia się ostatnia cyferka w kalendarzu, żebyśmy mogli startować w dalszą podróż, zwaną życiem odpowiednio umotywowani.  Po to jest abyśmy mogli zrobić sobie rachunek sumienia. A jaki to był rok jeśli chodzi o futbol? Pod kątem polskiej piłki najlepszy jaki pamiętam. Zresztą podsumowałem już go w dużej mierze po ostatnim meczu naszej kadry w listopadzie. Jak ktoś nie czytał to:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/11/23/2016-czyli-najlepszy-rok-polskiego-futbolu-w-xxi-wieku/

A pod względem piłki światowej? Futbol jest tak rozległym tematem że każdy rok jest magiczny. Każdy rok kryje w sobie tysiące super treści. Magiczne mecze, wzruszające momenty, wielkie transfery, smaczki okołofutbolowe. Co jednak mi utkwiło najbardziej w głowie przez te ostatnie 12 miesięcy?

Największym wydarzeniem z pewnością był w 2016 roku francuski czempionat. Że był on dla mnie i chyba większości polskich kibiców: wspaniały, historyczny, niezapomniany i w ogóle „och i ach” to logiczne. Ćwierćfinał wielkiej imprez. Polska kadra wygrywająca po rzutach karnych, nie przegrywająca żadnego meczu w regulaminowych 90 minutach gry. W styczniu 2016 bralibyśmy to w ciemno. Ale wyłączając świetną grę podopiecznych Nawałki? Był to pierwszy turniej na którym wystąpiły 24 drużyny. Dzięki temu we Francji było na tyle „egzotycznie” że obejrzeliśmy w akcji chociażby kadry Islandii i Albanii. Nikt jakoś szczególnie nie odstawał. Poziomu nie zaniżał, ale może to dlatego że… szczerze? Było to chyba najgorsze Euro jakie pamiętam. Większość meczy pasywna. Bardzo defensywnie ustawione drużyny, nastawione na kontratak. Słaby był już Mundial w Brazylii dwa lata temu a Francuski turniej zdecydowanie go przebił in minus. O żadnej z drużyn nie mogę powiedzieć z czystym serduchem by zasługiwała na wzniesienie pucharu Henri Delanuay’a. Portugalia? Bez wygranego meczu w grupie. Wymęczone awanse w 1/8 i ćwierćfinale. Jedynie półfinał poszedł im dość sprawnie. Mega nudny finał  z Francją był stemplem dla tego wątpliwej jakości turnieju. Grecy ze swoim „murowaniem bramki” w 2004 roku zrobili na mnie lepsze wrażenie niż podopieczni Santosa. Przecież gdyby nadal obowiązywała dotychczasowa 16 drużynowa formuła to CR7 i spółka nawet by nie wyszli z grupy…

Bardziej niż z powodów czysto piłkarskich zapamiętam czerwcowy czempionat z wydarzeń okołofutbolowych. Istna wojna rozgrywała się na ulicach francuskich miast. Głównie za sprawą rosyjskich chuliganów, których agresja skupiła się w największej mierze na fanach z Anglii. Oj, zawiało szalonymi latami 90tymi a nasłuchując kolejnych relacji z ulic chociażby Marsylii miałem wrażenie jakbym czytał wspomnienia Cass’a Pennant’a z książki „Historia armii angielskich chuliganów”. Chociaż akurat w tym wypadku „Dumni synowie Albionu” występowali głównie w roli chłopców do bicia:

https://www.youtube.com/watch?v=5Hi-Dv57d4E

Piosenka tego Euro? Bardziej niż „This one’s for you” Davida Guetty i Zary Larsson utkwi mi w pamięci „Will Grigg’s on fire” w wykonaniu fanów z Irlandii Północnej ;).

https://www.youtube.com/watch?v=Y3YuvPGQ0Cc

Aczkolwiek i oficjalna piosenka imprezy dawała radę i zapadnie w pamięć gdzieś tam obok „Carnival de Paris” Dario G czy „Waka, waka” Shakiry. Tutaj w wersji zrobionej specjalnie dla fanów z Polski:

https://www.youtube.com/watch?v=_S5Ps7dMlw8

Co poza tym? Joachim Loew wkładający paluchy w różne zakamarki swojego ciała, Simone Zaza i jego skip A przy wykonywaniu rzutu karnego, niesamowita ekipa kibicowska Węgrów, Islandczycy czyli „czarny koń” turnieju oraz ich legendarna przyśpiewka:

https://www.youtube.com/watch?v=EnB4MkmA-5Y

To tyle jeśli chodzi o największe wydarzenie 2016 roku.

Najlepszy mecz ostatnich 12 miesięcy? Liverpool vs. Dortmund na Anfield w Lidze Europy, po którym powstał ten tekst:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/04/15/wpis-ktorego-mialo-nie-byc-ale-jest-bo-futbol-to-magia/

Copa America? Przyćmione przez odbywające się w tym samym czasie Euro. Zapamiętam ten turniej najbardziej przez pryzmat sfochowanego Messiego, któremu chwilowo odechciało się grać w barwach „Albicelestes” po kolejnym przegranym finale wielkiej imprezy.

Liga Mistrzów? Druga już w ciągu trzech lat wewnętrzna rozgrywka klubów z Madrytu z której zwycięską ręką wyszła ponownie ekipa prowadzona przez Zinedine Zidane. Zresztą europejskie puchary to w ostatnim czasie totalna dominacja hiszpańskich drużyn. Tak było również w ubiegłym roku. Liga Europy to poletko na którym równych nie ma sobie Sevilla. Ekipa z Andaluzji po raz trzeci z rzędu sięgnęła po to trofeum a w przeciągu ostatniej dekady wznosili ten puchar aż pięć razy. Dziś już bez Unai’a Emery’ego na ławie trenerskiej, którego skusiły paryskie petrodolary i perspektywa prowadzenia klubu, no co by nie było bogatszego i mocniejszego kadrowo niż Sevilla, piłkarze Palanganas nie wywalczą zwycięstwa w Lidze Europy po raz czwarty z rzędu. A to dlatego, że Sevilla wyszła ze swojej grupy w Champion’s League i powalczy w roku 2017 o jej wygranie. Liga Mistrzów zapadnie jednak nam w pamięci z innego powodu. Po raz pierwszy od 20 lat zagrała w niej polska drużyna. Legia Warszawa w najlepszych klubowych rozgrywkach zaliczyła istną huśtawkę nastrojów. Od solidnego lania 0:6 od BVB przez 3:3 z madryckim Realem przy pustych trybunach na Łazienkowskiej, szalonego i rekordowego w liczbie bramek w jednym meczu LM 4:8 na Signal Iduna Park aż po zwycięstwo 1:0 po bardzo dobrym spotkaniu w Warszawie ze Sportingiem, który ostatecznie dał stołecznemu klubowi przepustkę do gry w Lidze Europy na wiosnę tego roku. Tam Legioniści zmierzą się z Ajaxem Amsterdam. Będzie to rewanż za wyeliminowanie ich z gry przez Holendrów 2 lata temu. Wówczas sporą cegiełkę do tego awansu dorzucił Arek Milik, którego w ekipie Ajaxu już nie ma. Warszawianie przystąpią za to do meczu z Miro Radoviciem, którego z kolei w kontrowersyjnych okolicznościach zabrakło w dwumeczu z 2015 roku. Teraz po 2 letniej bezproduktywnej tułaczce wrócił do klubu, którego barwy reprezentował w karierze najdłużej i jest jednym z jego najjaśniejszych punktów. Przy temacie Legii Warszawa warto wymienić jeszcze dwa nazwiska: Magiera i Odjidja-Ofoe. Pierwszy przejął schedę na ławce trenerskiej po jednym z największych parodystów w historii polskiej piłki – Besniku Hasim, który tylko dzięki boskiej opatrzności nie spierdolił CWKS-owi awansu do LM na 100 lecie klubu. Magiera pozbierał kawałki rozbitej Legii i posklejał je w całkiem sensowną całość. Stołeczny klub znów zaczął dominować naszą rodzimą ligę i pokazał lwi pazur w europucharach. Drugi z piłkarzy jest moim zdaniem najlepszym obcokrajowcem w historii ekstraklasy. Technika użytkowa, prostopadłe piłki, jakość podań to ile widzi na boisku… jakim cudem ten piłkarz gra w naszej e-klapie? Co w jego życiu poszło nie tak, że z takim talentem musi grać w kraju nad Wisłą? Nie mam pojęcia. Przypomnę jeszcze tylko że dublet na 100-lecie klubu Legioniści wywalczyli pod wodzą Stanislava Czerczesowa, który po spełnieniu swojej misji przy Łazienkowskiej dostał angaż jako selekcjoner reprezentacji Rosji. Niestety europejskie puchary to tradycyjnie nie jest sam miód w wykonaniu polskich drużyn:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/07/08/eurowpierdol/

Ligi europejskie? W Niemczech bez zmian – Bayern, w Italii też – Juve, Francja to PSG i długo, długo nikt (chociaż po odejściu Ibry sporo się w tej kwestii zmieniło), w Hiszpanii w tamtym roku Barca czyli też nudy. Z rutyny wyrwała nas na szczęście Anglia w której Leicester City napisało w ubiegłej kampanii na nowo bajkę o Kopciuszku. Tak pisałem o tym po końcu sezonu:

„Kojarzycie taki schemat filmu? Mamy drużynę złożoną z nieudaczników, taką z której każdy się śmieje. Każdy z jej członków to fajtłapa mający jakiś defekt. Nagle pojawia się gość, najczęściej też z jakąś niechlubną przeszłością, który bierze tę zgrają pod skrzydła i po jakimś czasie wydobywa z nich ukryty potencjał, robi z nich świetnie współpracujący kolektyw. Takie ckliwe kino familijne puszczane w świąteczne przedpołudnie na jakimś Polsacie. Na pewno taki film kiedyś oglądaliście. „Potężne kaczory,” „Reagge na lodzie”, „Ich własna liga”. Sporo było takich produkcji. W tym sezonie życie napisało identyczny scenariusz w Leicester.  W sezonie 2013/14 „Lisy” wróciły po pięcioletniej banicji do najwyższej klasy rozgrywkowej. W składzie drużyny m.in. reprezentant Polski Marcin Wasilewski. W sezonie 2014/15 drużyna zajmuje 14 miejsce w tabeli. Przed sezonem 2015/16 bukmacherzy są skłonni bardziej uwierzyć w to że Elvis nadal żyje a nawet w fakt, że Kim Kardashian zostanie prezydentem USA aniżeli w wygraną „Lisów” na koniec sezonu.  Dodatkowo z zespołu zostają wyrzuceni: Tom Hooper, Adam Smith i James Pearson, którzy podczas wypadu do Bangkoku nagrali sobie seks-taśmę, na której w dość niewybredny sposób młodzi zawodnicy wyrażali się o trójce młodych Tajek, które ich „obsługiwały”. W taki oto niebanalny sposób zespół rozpoczął przygotowania do nowego sezonu. Należy również nadmienić że James Pearson to syn ówczesnego trenera Leicester – Nigela. W tej sytuacji opiekunowi „The Foxes” nie zostało nic innego jak podać się do dymisji. W jego miejsce pojawia się Claudio Ranieri, włoski trener, który kilka miesięcy wcześniej wsławił się tym, że jako selekcjoner reprezentacji Grecji, przejebał dwukrotnie w eliminacjach do Euro 2016 z Wyspami Owczymi! Nie no, gdyby spojrzeć w jego CV, to trzeba przyznać że kluby, które prowadził w swojej karierze robią wrażenie! Chelsea, Inter Mediolan czy Juventus! Gorzej tylko, że przez prawie 20 lat pracy na stanowisku trenera, jego największe sukcesy to – Puchar Hiszpanii z Valencią, Puchar Włoch z Fiorentiną i Superpuchar Europy również z Valencią. Trzeba przyznać że jak na menadżera, przez tyle lat siedzącego no, było nie było w klubach z piłkarskiego topu, nie jest to dorobek zbyt imponujący. W dodatku gość pod swoimi skrzydłami ma – Kaspera Schmeichela, bramkarza najbardziej znanego z tego że jest synem Petera. Roberta Hutha, gościa znanego z tego że sto lat temu grał, a raczej przewinął się przez Chelsea. Dopóki Ranieri nie wyciągnął go z kapelusza to zapomniałem że gość żyje, równie dobrze mógł sprowadzić Owena Hargreaves’a. Riyada Mahreza, gościa, który jeszcze trzy lat temu, w wieku 22 lat grał w rezerwach francuskiego Le Havre. Kapitanem zespołu jest Wes Morgan – gość gra w reprezentacji Jamajki. Muszę dodawać coś więcej? No i Jamie Vardy, ten to w ogóle jest gagatek. Gość, który pracował przy produkcji szyn medycznych a swego czasu biegał po boiskach w angielskich pipidówach z policyjną obrączką na nodze i musiał być w domu przed 18stą, bo tak orzekł sąd po tym gdy Vardy miał sprawę za bójkę w barze. Poza tym? Kante, Albrighton, Drinkwater, Fuchs. No nie są to nazwiska, które w wakacje 2015 wywoływałyby ciarki na plecach fanów futbolu. Właśnie taka filmowa zbieranina osobliwości pod wodzą gościa z też nie najlepiej zapisaną kartą. I nagle zdarza się cud. Mahrez to najlepszy reżyser gry w lidze, Vardy bije rekord Van Niestelrooya w ilości kolejnych spotkań w których zdobył bramkę a na koniec sezonu zdobywa koronę króla strzelców. Huth to ściana nie do przejścia. Kante wykonuje mrówczą robotę, porusza się po boisku jakby miał teleporter. Kasper Schmeichel to już nie syn Petera, to … Kasper Schmeichel, jeden z najlepszych bramkarzy Premier League. Reszta też gra swój sezon życia, razem tworzą mieszankę wybuchową. Przyznam szczerze, cały sezon czekałem aż się wykoleją, wpadną w kryzys, nie wierzyłem że wytrzymają tempo, że dadzą rade uciekać przed wielkim. Arsenalem, ManC nawet Tottenhamem. A jednak! Zrobili to. Pieprzone Leicester zostało mistrzem Anglii ! Kto nie kocha takich baśniowych historii w futbolu? Ja jako piłkarski romantyk, uwielbiam. Jedyną łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest dla mnie fakt, że tylko symboliczną rolę w tym sukcesie odegrał Marcin Wasilewski. Szkoda, bo „Wasyl” to piłkarz, który jak żaden inny Polak zasługiwał na bycie częścia tej niesamowitej historii.”

Najpiękniejsza bramka zeszłego roku? Wybieram trafienie zapomnianego Kevina Prince Boatenga:

https://www.youtube.com/watch?v=ssoxmXoBll8

Numer dwa? Mesut Oezil z Ludogortsem Razgrad:

https://www.youtube.com/watch?v=Kk1NorxiuaI

Trzy? Shaquiri przeciwko nam na Euro…

https://www.youtube.com/watch?v=qsVODIka6pQ

Ok. Starczy już tych wspominek. Jak napisałem na wstępie – mamy nowy rok i nowe możliwości. Także ja mam pewne postanowienia odnośnie prowadzonego przeze mnie bloga i profilu Football Patriot na FB. Chciałbym zacząć pisać na blogu systematycznie. W związku z tym postaram się wrzucać tutaj coś przynajmniej raz w tygodniu. Takie podsumowanie piłkarskiego tygodnia lub coś w tym stylu. Chciałbym również wprowadzić kilka stałych rubryk na wspomnianym fb -à https://www.facebook.com/FootballPatriot/?fref=ts. M.in. przypominać sylwetki dawnych gwiazd futbolu. Nie zabraknie na pewno też wpisów traktujących o tematyce społecznej oraz kolejnych recenzji książek w rubryczce „Biblioteczka Football Patriot”. Tym razem częściej niż raz na pół roku ;). Dobra. Koniec pisania o postanowieniach a czas brać się do roboty. Chciałbym by grono czytelników tego bloga stale się również powiększało, więc jeśli uważasz że warto poświęcić kilka chwil życia na przejrzenie zawartych w nim treści to poleć go znajomym lub chociaż „polajkuj” treść na FB.

Wszystkim odwiedzającym tą stronkę chciałbym zaś życzyć w Nowym Roku masy motywacji do spełniania swoich wszelakich marzeń. Sky is the limit ! Pamiętajcie. Dopinguję was w dążeniu do wyznaczonych sobie celów! Powodzenia!

Na koniec jak dla mnie najlepsza fotka (no może nie w 100% piłkarska) minionego roku 😉 – autorstwa Piotra Kuczy.

love

Biblioteczka Football Patriot: E. Cherezińska „Legion”.

„Kompania braci”. Jeden z najlepszych seriali jakie było mi w życiu dane oglądać. Oparta na książce Stephena E. Ambrose’a  historia amerykańskiej kompanii E 506 Pułku 101 Dywizji Powietrznodesantowej. Kompanii która walczyła w czasie II Wojny Światowej zaczynając od lądowania na plażach Normandii, poprzez operację „Market Garden”, ofensywę w Ardenach, kończąc na zdobyciu „Orlego Gniazda Hitlera”. Następnie Tom Hanks i Steven Spielberg wzięli się za sfilmowanie tej historii z czego wyszedł istny majstersztyk. Wspominam o tym serialu dlatego że zawsze marzyłem o tym by Polacy mogli stworzyć podobny obraz. A w historii II WŚ na ziemiach polskich znajdowała się również formacja, która napisała tak epicką opowieść, że na jej kanwie można by stworzyć równie pasjonujący serial. Piszę tutaj oczywiście o „Brygadzie Świętokrzyskiej” Narodowych Sił Zbrojnych. I tak jak Ambrose stworzył podkładkę pod „Band of Brothers” tak i w Polsce powstała już przed trzema laty książka, która jest wręcz gotowym scenariuszem dla ewentualnych, przyszłych twórców  rodzimej produkcji.

Czytaj dalej „Biblioteczka Football Patriot: E. Cherezińska „Legion”.” →

2016 czyli najlepszy rok polskiego futbolu w XXI wieku.

Rok 2016 pomału dobiega końca. A jak wiadomo, koniec roku to czas wszelkich podsumowań.  O takowe można pokusić się już w kontekście kadry Adama Nawałki. Ta bowiem zremisowanym meczem ze Słowenią we Wrocławiu zakończyła już tegoroczne zmagania.

Zeszły rok kończyliśmy uradowani, bowiem nasza kadra wywalczyła awans na czerwcowy czempionat we Francji. Zarazem większość Polski głęboko wierzyła że oto mamy wreszcie kadrę, która nie skompromituje się na wielkim turnieju. Niektórzy szli w swoich osądach jeszcze dalej wieszcząc naszym reprezentantom wielkie sukcesy.  Balonik rósł i rósł osiągając przed samym turniejem niebotyczne rozmiary. Ale może po kolei…

Pierwsze mecze kadrowicze rozegrali w marcu. Na szczęście Zbigniew Boniek zakończył erę rozgrywania spotkań towarzyskich poza terminami FIFA dzięki czemu unikamy nie wnoszących nic sparingów rozgrywanych w styczniu gdzieś na Cyprze czy innej Malcie. Zmniejsza to też szansę na to by przeciętniacy z polskiej ekstraklasy  mieli okazję do zakładania trykotu w narodowych barwach. Ta bezcelowa praktyka rozgrywania meczów zimą doprowadziła do tego, że byłymi reprezentantami kraju nazywać siebie mogą chociażby Bartosz Rymaniak czy Piotr Kuklis… Jak dla mnie był to brak szacunku dla koszulki z orzełkiem na piersi. No ale powróćmy do tematu. Zaczęliśmy rok 2016 meczami towarzyskimi z Serbią i Finlandią. Obydwa zakończyliśmy zwycięsko i tak jak mecz z ekipą z Bałkanów, mimo że zakończony wygraną 1-0 mógł być odbierany z pewnymi obawami, gdyż wygrana była sumą również dużej dozy szczęścia tak mecz z ekipą ze Skandynawii to był pokaz możliwości tej kadry w pełnej krasie. Finlandia została rozbita aż 5-0 z dobrej strony pokazali się w tym meczu również piłkarze, którzy mieli stanowić nasze odwody na Euro. Dwie bramki strzelił Wszołek, jedną dołożył Starzyński z dobrej strony pokazał się Salamon a Grosicki silnie zaakcentował fakt, że należy już go rozpatrywać jako jeden z głównych elementów reprezentacyjnej układanki. Ze spokojem mogliśmy więc czekać na ostatnie szlify przed francuską przygodą. A Football Patriot pisał na blogu po tych meczach tak:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/04/09/o-zdjetej-klatwie-internetowych-napinaczach-i-wrozeniu-z-fusow/

Niestety wspomniane ostatnie szlify nie wypadły już tak okazale. Przegraliśmy w Gdańsku z pogrążoną w marazmie reprezentacją Holandii 1-2. No cóż, Holandia mimo wszystko nadal pozostaje Holandią i cały czas należy się z nią liczyć. Jednakże Litwinów nigdy nie można było rozpatrywać zbyt serio w kontekście piłki nożnej. Ci jednak w meczu, który był ostatecznym sprawdzianem przed inaugurującym Mistrzostwa Europy starciem z Irlandią Północną odważyli się zremisować z nami 1-1 po beznadziejnym meczu, który ranił oczy polskich kibiców. Nam pozostało zastanawiać się tylko czy jest to zasłona dymna przed turniejem, wypadkowa ciężkich przygotowań kadry w Arłamowie czy może zwiastun kolejnego beznadziejnego turnieju w wykonaniu „Biało-czerwonych”?

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/07/sflaczaly-balonik-czyli-podsumowanie-ostatnich-sparingow-kadry/

Aż wreszcie nadeszło długo wyczekiwane Euro. Pełne nadziei ale również pełne obaw. Media zwariowały. Momentami miałem wrażenie że najchętniej ktoś zrobiłby reality show śledząc naszą kadrę za pomocą dziesiątek kamer porozmieszczanych kolejno w Arłamowie a potem w La Baule, które było bazą wypadową nasze Repry we Francji.  Szał i namaszczenie tych transmisji niczym za czasów pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Balon z oczekiwaniami w rozmiarze tych, które przykrywają korty tenisowe.  Balon rozpięty nad reprezentacją Nawałki i wystarczy jedna mała szpileczka wbita przez Irlandczyków by zawarte w nim ekskrementy wylały im się na głowę. Strasznie obawiałem się meczu z wyspiarzami. Strasznie dłużyły się dni, godziny, minuty do meczu. Jednak z biegiem czasu jakoś dziwnie się uspokajałem. Szczególnie gdy dowiedziałem się że Michael O’Neill ma zamiar schować się przed naszą kadrą za podwójną gardą wstawiając do składu 10 graczy usposobionych defensywnie. W końcu w czym groźny może być taki zespół? I poniekąd była to prawda bo Irlandczycy nie zagrozili naszej bramce praktycznie ani razu. My jednak też bardzo długo męczyliśmy się z rozbiciem zielonego muru.  Dokonał jednak tego … o przewrotny losie … Arek Milik, który koniec końców i tak był antybohaterem Mistrzostw. Wygranym tamtego spotkania był bez wątpienia Bartek Kapustka, który bez kompleksów biegał po boisku Allianz Riviera jeszcze jako pomocnik Cracovii.  Faza grupowa minęła jak z bicza strzelił i jak burza przeszli ją Polacy (Ciężkim to zadaniem nie było bo z 24 zespołów fazę grupową przechodziły aż 2/3).  Mecz z Niemcami, czyli kolejny w którym z Mistrzami Świata zagraliśmy zupełnie bez kompleksów. Po tym meczu Michał Pazdan z szarego przecinaka, nawet nie do końca pasującego do tego świata futbolu na najwyższym poziomie przeistoczył się jedną z największych gwiazd tej reprezentacji.  Mecz w którym zagrał niczym Fabio Cannavaro na Mundialu w Niemczech. Antybohaterem Milik nie trafiający w piłkę w dogodnych sytuacjach.  Mecz z Ukraińcami przypominał ten z marca z Serbami. Przeciwnik niby miał przewagę, niby nam częściej zagrażał ale ostatecznie dostał bramkę i już się nie podniósł. Domena zespołu Nawałki, czyli sporo szczęścia… a wiadomo komu sprzyja szczęście. Bohaterem Błaszczykowski wbijający Ukraińcom gwoździa łudząco podobnego do tego, którego 4 lata wcześniej zaaplikował Rosjanom. 7 punktów, dwie wygrane i remis, brak straconej bramki po fazie grupowej. W świetnym stylu zrobiliśmy już w tym momencie swoje we Francji. Los przydzielił nam Szwajcarów jako przeciwników w 1/8. Przeciwnik o podobnych skills’ach do naszych. Kolejny mecz, który przejdzie do historii naszej piłki. Najpierw prowadzenie za sprawą Kuby, stającego się symbolem i wzorem piłkarza, który powinien reprezentować barwy narodowe.  Gdy minuty dzieliły nas od wygranej Shaqiri pięknymi nożycami pakuje nam gola, moim zdaniem najładniejszego w całym turnieju. Opadamy z sił. W dogrywce dominują Helweci. Cuda w bramce w tym meczu wyprawia Fabiański, który do Francji przyjechał jako numer dwa i skorzystał na kontuzji Szczęsnego, który mógł mieć deja vu z Euro 2012. Doczłapaliśmy do karnych. Tam pięć wykorzystanych po profesorsku „jedenastek”. Z drugiej strony myli się Xhaka i świętujemy awans do ósemki najlepszych zespołów Starego Kontynentu. Piękny sen trwa. W ćwierćfinale Portugalczycy, którzy przez Euro ślizgają się strasznie. Nie wygrali jeszcze meczu w 90 minut. Z Polakami jak się okazało też nie potrafili. Bramkę ukłuliśmy już po trzech minutach. W końcu przełamuje się Lewy. Nasza kadra miała wielu bohaterów na tym turnieju, ale akurat on był raczej w drugim szeregu (brzmi to w tym momencie absurdalnie, wiem). Niestety pół godziny później Renato Sanches po rykoszecie doprowadza do wyrównania. Mecz walki. Mało sytuacji. Zresztą całe francuskie Euro nie robiło jakiegoś wielkiego wrażenia pod względem prezentowanego na nim poziomu piłkarskiego.  Postronny kibic raczej starciem Polska-Portugalia się wynudził. Ale nas to nie obchodzi. Dla nas ten mecz był niesamowity. Znów gramy jak równy z równym z tymi wielkimi. Znów doprowadzamy do rzutów karnych. Niestety Kuba Błaszczykowski marnuje swoją próbę, Portugalczycy wykorzystują wszystko. Żal, smutek. Nie, nie dlatego że odpadliśmy. Żal tych chłopaków, tak po ludzku, po prostu. Są naszymi bohaterami. Kapustka grający bez kompleksów, Pazdan nie do przejścia dla rywali, Fabian, który popłakał się przed kamerami po karnych z Portugalią czy Kuba, który marnując swój strzał wręcz przysporzył sobie dodatkowej sympatii. Zresztą słusznie bo był na tym Euro najlepszy z naszych. Wytrzymali, już wtedy ten rok mogliśmy obwieścić udanym. Doszli do ćwierćfinału a i tak czuliśmy niedosyt. To mówi wszystko. W półfinale czekała Walia, która była spokojnie do ogrania. Zresztą zrobili to Portugalczycy, a potem ograli Francję i sięgnęli po tytuł.  Ale balon nie pękł. Jechali z olbrzymim bagażem oczekiwań. Myślę że nasycili wszystkich a nawet rozbudzili apetyty na więcej.

Tutaj garść wpisów, które zamieszczałem w czasie trwania turnieju:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/12/polska-irlandia-polnocna-odprawa-przedmeczowa/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/21/witajcie-w-nowej-rzeczywistosci-jestesmy-polska-sila/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/22/o-sukcesie-30lecia-pilkarskiej-tozsamosci-i-o-tym-kto-ma-w-kadrze-cojones/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/30/fuck-calm-die-in-battle/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/07/01/dumni-po-zwyciestwie-wierni-po-porazce-zasluzyliscie-na-valhalle/

I nadeszła jesień. Czyli historia najnowsza. Kampania eliminacyjna do ruskiego Mundialu. Do grupy byliśmy losowani dopiero z trzeciego koszyka ale z biegiem czasu zostaliśmy koronowani na faworytów tej grupy. Duńczyków we Francji nie było wcale, Rumuni byli ale nawet nie wyszli z grupy. Z drugiej jednak strony za przeciwników mamy jeszcze solidną Czarnogórę i niby outsiderów, ale z terenów na których gra się zawsze piekielnie ciężko czyli Kazachów i Ormian. I już pierwszy mecz pokazał że faktycznie, taryfy ulgowej nie będzie.  Co prawda nic tego nie zapowiadało. Na boisku w Astanie po pierwszej połowie pewnie prowadziliśmy 2:0 ale druga połowa skończyła się trzęsieniem ziemi. Już w pierwszym kwadransie drugiej połowy dwukrotnie ukłuł nas odpalony swego czasu z Korony Kielce Siergiej Chiżniczenko. Potem na boisku było więcej zapasów niż futbolu, Kazachowie prowokowali, nasi dawali się wciągać w głupie gry. Kamil Glik leczył rywali niczym Zbyszek Nowak – https://www.youtube.com/watch?v=nYa79Kd-DDQ. Nikt nie myślał już o strzelaniu bramek. W pierwszym meczu po jakże udanym Euro sensacyjne 2:2 na końcu Europy (jakiej k**wa Europy?!).

Przyszedł październik. Dwumecz na narodowym. Najpierw miało być starcie z najgroźniejszymi obok nas w grupie Duńczykami a potem spacerek z Armenią. Plany się jednak trochę popieprzyły. Najpierw było 45 minut spacerku z Duńczykami. Po 50 minutach golimy ich 3:0 a potem powtórka z rozrywki. Dajemy sobie wbić dwa gole. To znaczy jednego sobie sami wbijamy a konkretniej Glik. Następnie Duńczyk o tradycyjnym duńskim imieniu Youssuf i równie tradycyjnej dla tego regionu ciemnej karnacji doprowadza do 3:2. Na szczęście w porównaniu ze spotkaniem w Astanie mamy gola zapasu i dowozimy 3 punkty do mety. Potem następuje mecz jakiego nie pamiętam od czasów Fornalika. No ok, wczesny Nawałka też nie wyglądał najlepiej. Takiego męczenia buły w wykonaniu naszej repry nie widziałem dawno. Oczy po meczu wręcz mi krwawiły. Bicie głową w ścianę, drapanie paznokciami we wieko zasypanej trumny. Gramy 2/3 meczu w przewadze ale Ormianie bronią się jakby od wyniku tej gry zależało ich życie a Polacy są jak dzieci we mgle. Gdy w końcu zdobywamy gola to Armenia natychmiastowo kontruje nas i strzela na 1:1. I gdy już się wydawało że stracimy punkty z kolejnym słabeuszem i to na własnym stadionie do gry znów wszedł on. Święty Robert z Monachium czuwał nad nami swoją opatrznością pozwalając nam w ostatniej minucie wyłuskać trzy punkty. Wcześniej Hat-trick z Duńczykami, teraz zaniesienie nas na własnym garbie w kierunku wygranej. Po słabszym Euro ten facet znowu stanowi dla nas 50% wartości zespołu (a może i więcej?). Jednak prasa nie zostawia na kadrze po tym meczu suchej nitki, a dodatkowo wybucha afera. Teodorczyk zarzygał hotel w czasie zgrupowania, co może tłumaczyć jego beznadziejną dyspozycję w spotkaniu z Ormianami. Kompanem do butelki Boruc. A to tylko dwa nazwiska z ponoć długiej listy piłkarzy melanżujących przed starciem z Ormianami. Tąpnięcie. Do tej pory drużyna, która przez długi czas wydawała się nieskazitelna, nieskalanie czysta, była naszą dumą i chlubą okazuje się niczym nie różnić od poprzednich wcieleń kadry narodowej. Nawałka załatwił to jednak na chłodno, dał wszystkim ostatnie ostrzeżenie i kazał zapomnieć o sprawie, nie było wyciągania winnych za uszy. Jednakże zaufanie u kibiców mogła odbudować tylko na powrót dobra gra piłkarzy z orłem na piersi. I piłkarze zrobili to najlepiej jak tylko mogli. Przekonywujące zwycięstwo nad Rumunami w Bukareszcie, zespół Christopha Dauma kompletnie zdominowany. Jedyne zagrożenie w Rumunii powstawało tylko wtedy gdy z trybun leciały na murawę petardy. Jednak RL9 gra jak natchniony w każdych warunkach i nawet stan wojenny na trybunach i lecące w jego stronę „achtungi” nie wyprowadziły go z równowagi. Do jego dwóch trafień, przepiękny rajd dorzucił Grosicki, który w stylu Maradony minął rumuńską defensywę niczym narciarskie tyczki. Wielka Kadra wróciła w najlepszym stylu i nawet kopanina rodem z polskiej ekstraklasy w meczu towarzyskim ze Słowenią tego nie zmieniła.

Ćwierćfinał Euro. Tylko jedna porażka w 14 meczach w tym roku. Fotel lidera grupy eliminacyjnej po 4 meczach z 10 punktami na koncie. Taki jest obraz polskiej kadry na koniec 2016 roku. Obraz na który możemy patrzeć z optymizmem, być może jeszcze większym niż rok temu. Do tego Lewy kolejny raz nominowany do „Złotej piłki”, „moda” na polskich piłkarzy w czasie okienka transferowego owocująca rekordowymi kwotami płaconymi za Krychowiaka, Milika czy Zielińskiego. Awans polskiego zespołu po 20 latach do Ligi Mistrzów. Coraz pewniejsze pozycje polskich piłkarzy w swoich klubach na zachodzie. Tak, zdarzają się cały czas błędy. Mecze tak beznadziejne jak ten z Armenią … ale klasową drużynę poznaje się po tym że nawet gdy gra kompletny piach to potrafi ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. A Polacy udowodnili niejednokrotnie że tak potrafią. Mówiąc pół żartem, pół serio – Polacy chyba właśnie odebrali moc naszej reprezentacji piłkarzy ręcznych. Cechują ich te same atuty, które były przez wiele lat domeną polskich szczypiornistów. Ci zaś zostali chyba zarażeni wirusem Fornalika i Smudy co niestety pokazują ostatnie wyniki.  Interesuję się piłką od dobrych 20 lat i tak udanego roku polskiej piłki nie pamiętam jak żyję ! Oby było tylko lepiej.

jedza-on-fire

God bless America czyli Trump, Trump, Trump.

Krótko jeszcze na temat wyników wyborów prezydenckich w USA. Przede wszystkim cieszę się że społeczeństwo w kolejnym miejscu na świecie pokazuje, że wbrew temu, co próbują im nakłaść do głowy establishmentowe media, wbrew wszelkim manipulacjom i pokazującym jedyną słuszną drogę „autorytetom moralnym”, potrafi ono dokonać własnego wyboru, popartego samodzielnym myśleniem. Mimo iż głosując przeciwko jedynej, słusznej kandydatce – Hillary Clinton Amerykanie narażali się na to, że zostaną „białymi, rozwścieczonymi wieśniakami” jak sugerował ekonomista Paul Krugman. Mimo iż jak przestrzegał dziennikarz CNN (mocno związany z Newsweek) Fareed Zakaria, Stany po tych wyborach mogą stać się jak: Rosja, Turcja i … Polska (trzeba być kłamcą lub idiotą by równać demokrację w tych trzech krajach). Takie sytuacje napawają nadzieją, że nowe pokolenia są mniej podatne na „pranie mózgów” fundowane przez tych, którzy chcą na świecie trzymać władzę. Naprawdę nie trzeba godzić się na wszystko co nakazują nam demoliberalni rządzący. Jeśli nie będziemy akceptować agresywnego promowania środowisk LGBT, bezdyskusyjnego nakazu brania pod swój dach uchodźców, nie będziemy godzić się z opluwaniem tego w co wierzymy i co wyznajemy to naprawdę nie oznacza że jesteśmy ludźmi gorszego sortu. Bo właśnie takie wypowiedzi jak te Krugsmana czy Zakarii, próbują już nawet nie podświadomie a wręcz bezpośrednio wmówić nam że nie pasujemy do ich wymarzonej wizji świata. Zresztą podobnie działo się w Polsce przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w zeszłym roku. Piewcy demokracji stają się jej ofiarami. A gdy demokracja ich zawodzi to starają nam się wmówić, że Ci, którzy dzięki niej są u władzy, próbują ją niszczyć. Czyli: „Demokracja demokracją, ale racja musi być po naszej stronie.” W myśl tej zasady działa w Polsce KOD a i pod Białym Domem zbierają się już „oszukani” Amerykanie.

Czy Trump będzie dobrym prezydentem? Nie wiem. Na dobrą sprawę nie powinno nas obchodzić co dzieje się w kraju oddalonym o kilkanaście tysięcy kilometrów od nas.Ale z racji tego co napisałem powyżej … jakoś mnie obchodzi. Trump to miliarder, celebryta postać ze świata bardziej show-biznesu aniżeli polityki. Czy to co mówił na wiecach było tylko populistyczną gadaniną czy będzie cały czas reprezentantem świata konserwatywnego … takim nowym Ronaldem Reagan’em? Czas zweryfikuje. Narazie cieszą mnie skonsternowane twarze, które mogłem ujrzeć dziś rano w telewizjach śniadaniowych.

P.S.

Swoją drogą najbardziej zadowolona z wyników wyborów powinna być Madonna. Chociaż czy aby na pewno? 😉

http://wyszlo.com/jezeli-wygra-clinton-madonne-czeka-dosyc-ciekawa-emerytura/

 

trump2

Ręce precz od Milika !Czyli historia absurdalnego hejtu.

A wszystko zaczęło się na niefortunnych Mistrzostwach Europy we Francji…  To znaczy ogólnie dla Reprezentacji Polski jak wiadomo Euro było jak najbardziej fortunne.  Ale z perspektywy Arka Milika? Z jednej strony to po nim nastąpił warty około 30 baniek euro transfer do wicemistrza Włoch. Status najdroższego polskiego piłkarza w historii. Na ile jednak wpływ na ten transfer miała postawa Milika na czerwcowym czempionacie? Tam obraz gry w wykonaniu naszego piłkarza był dość, hmm … powiedzmy sobie dyskusyjny.  Szczególnie z perspektywy kibiców, którzy status znawców futbolu przyjmują raz na dwa lata przy okazji większych turniejów. Szczególnie tych, na których pokazuje się nasza kadra. Znawcy, których wygłaszane mądrości ograniczają się do formułek typu:  „Pewnie znowu przepierdolą”, „Ale ten Milik cienki, ja bym już go nie wystawiał w ogóle” lub „ale że Dudka na mundial nie wzięli?”. W czerwcu mój ulubiony komentarz nazywał się: „Dlaczego Nawałka nie zmienił Fabiana na Boruca przed karnymi?”. To chyba ci co w życiu oglądali jedynie mecz Kostaryka-Holandia na Mistrzostwach Świata w Brazylii, albo fani szczypiorniaka gdzie normalnym manewrem jest zmiana bramkarza na rzut karny. Na Euro rozpoczęła się też inna krucjata internetowych napinaczy, gimbazy i innej maści selekcjonerów sprzed telewizora. Operacja o pseudonimie: „Kto bardziej pojedzie po Miliku”.

Start operacji nastąpił bezpośrednio po meczu z Irlandią Północną. Co prawda Milik strzelił bramkę, która dała nam wygraną z wyspiarzami, ale przy okazji zmarnował dwie stuprocentowe sytuacje. No spoko, więcej batów za ten mecz zebrało się Michałowi Pazdanowi, który na koniec imprezy … co ja właściwie gadam … który już po następnym meczu obwołany został bohaterem narodowym. Cała sytuacja fajnie obrazuje fakt jak szybko kibice przechodzą ze skrajności w skrajność. Po meczu z Irlandią nawet Sylwester Wardęga apelował do internautów o przystopowanie fali hejtu lejącej się w stronę „Pazdka” a 4 dni później szlagierem w internetach stał się utwór „Pazdan Boy” będący peanem pochwalnym na cześć stopera Legii.  I tak jak notowania „Piranii” wystrzeliły w górę po meczu z Niemcami, tak fala krytyki spływającej na ówczesnego snajpera Ajaxu rosła z prędkością zadłużenia narodowego.  Tak, przyznaję się, ja też czułem wściekłość i frustrację oglądając Arka marnującego kolejne „setki”. Facet po tych dwóch meczach mógł zapewnić sobie przedwcześnie tytuł króla strzelców francuskiej imprezy.  W meczu ze Szwajcarami również w pierwszych minutach miał okazję usadzić Helwetów na tyłkach, ale przestrzelił w sytuacji w której przed sobą miał tylko pustą bramkę.  Czempionat dobiegł końca a internauci nadal wylewali swoje uszczypliwości czy to na profilu facebook’owym Milika  czy też w innych miejscach sieci. Wysyp memów, wysyp żenujących żartów pokroju: „Polska reprezentacja wyląduje spóźniona na Okęciu bo Milik na odprawie nie trafił do bramki”. Karol Strasburger lubi to. Na domiar złego przyszedł jeszcze pechowy mecz eliminacyjny z Kazachami, w którym Milik znów mając przed sobą pustą bramkę obił poprzeczkę. No i nagonka nabrała rozpędu na nowo … To nic że w międzyczasie Milik rozgościł się w Neapolu niczym król. Skarcił dwoma golami wielki AC Milan … a przynajmniej to co zostało z wielkiego Milanu. Strzelił dwa gole Dynamo Kijów w Lidze Mistrzów, wchodząc z ławki znów ustrzelił dublet przeciwko Bolonii zapewniając  wygraną Napoli. W ostatnią środę też strzelił w Lidze Mistrzów z karnego Benfice. Neapol oszalał na jego punkcie a Polska hejtuje.  W Neapolu prawie zapomnieli o sprzedanym latem Higuainie a w Polsce zastanawiają się czy w październikowym meczu z Danią nie wystawić lepiej do ataku Glika, który ostatnio strzelał na potęgę.

Do napisania tego tekstu nakłonił mnie wpis, który ujrzałem ostatnio na facebook’owym koncie Kuby Błaszczykowskiego.  „Każde powołanie do reprezentowania kraju to wielkie wyróżnienie, motywacja i duma!” Taka była treść wpisu Błaszczykowskiego lub najpewniej ghostwritera zajmującego się jego profilem. Tak zaś brzmiał jeden z najpopularniejszych komentarzy pod owym wpisem, uwaga , cytuję: „weź to Milikowi powiedz”. To poruszyło już mnie na maksa.  Wpis wywołał ogólną wesołość i komentarze zwrotno-pochwalne dla jego autora w stylu „och, ach jaki jesteś zabawny, ten Milik to przecież taka oferma, w Napoli strzela a Polskę ma w dupie”. Teraz pozwolę sobie zakląć ….Nosz kurwa jego mać !!! Debilizm bijący z treści tego komentarza jest porażający. Rozumiem że jego autor miał zapewne 13 lat, chciał błysnąć a kluczem do uzbierania góry „okejek” jest komentarz uderzający w coś co teraz jest w modzie … w tym wypadku – „dopierdol się do Milika” i bez znaczenia jest to czy komentarz będzie miał jakikolwiek sens. Czyli co? Nieskuteczność Milika nie wynika z pecha czy blokady. Nie, ona wynika z tego że Milik ma w dupie grę z orzełkiem na piersi. Eureka! No genialne! Tego się nie spodziewałem…  Internet w niektórych przypadkach naprawdę powinien być dostępny dopiero po ukończeniu 18 lat. Chociaż czasami i to by nie pomogło.

Wspominałem wcześniej o wpisie Wardęgi, który po meczu z Irlandią apelował by dać spokój Michałowi Pazdanowi. Nie wiem czy obaj panowie znają się osobiście. Być może. Być może nasz jutuber wiedział o tym że „Pazdek” swój profil śledzi i ciąży mu ilość negatywnych komentarzy. Mamy XXI wiek. Żyjemy w globalnej wiosce. Kontakt z drugą osobą jest o wiele prostszy niż kiedyś. Nawet jeśli jest ona gwiazdą piłki nożnej.  Kontakt z fanami jest o wiele prostszy. A to nie zawsze jest dobre. To że Milik śledzi swoje media społecznościowe można było wywnioskować w czasie Euro. Treść wpisów zamieszczanych przez niego w czasie rozgrywania turnieju  niby miała świadczyć o jego wyluzowaniu i dystansie ale mam wrażenie że działało to odwrotnie. Czuć w nich było raczej spięcie, luz był na siłę. Nawet wtedy gdy Russell Crowe wbił Arkowi szpilkę na twitterze. Każdy jest tylko człowiekiem. Jedni mają wszystko w dupie jakby mieli wyjęty układ nerwowy, inni przejmują się każdą drobnostką. Mało kto z nas może sobie wyobrazić jaka presja ciąży na piłkarzu grającym na wielkim turnieju. Zresztą, jak wy czulibyście się, gdybyście pewnego dnia weszli na swojego „fejsa” a w skrzynce znaleźlibyście 1500 wiadomości z krytyką skierowaną pod waszym adresem? Pod każdą fotką 1500 komentarzy w których nieznajomi obrażaliby was na 1500 różnych sposobów? Udźwignęlibyście? Są piłkarzami i taki jest ich zawód i część ryzyka, która z tym się wiąże. Kiedyś zjechać mógł cię co najwyżej dziennikarz w gazecie i to w sposób kulturalny. Teraz może po Tobie pojechać Seba z 3b z gimnazjum w Siemiatyczach. Seba, który cię nie lubi bo kolega Karol strzelił mu tobą hat-tricka w Fifa 16.

Lubimy znajdować sobie kozła ofiarnego. Za czasów Fornalika i Smudy był to Robert Lewandowski. „W Bayernie chuju strzelasz a dla kadry nie chcesz”.  Za Nawałki „Lewy” się odblokował i uzyskał status świętego. „Och jak on cudownie ściąga na siebie uwagę obrońców robiąc miejsce innym kolegom z ataku”. Tak brzmiało usprawiedliwienie słabego meczu RL9 gdy dostawał podwójne krycie i chuja mógł zrobić w czasie gry. Taaa, zawsze musi być ktoś kogo ubóstwiamy i kozioł ofiarny. Tymi dwoma rolami podzielili się teraz nasi napastnicy. Do statusu świętego awansował ostatnio też Kuba Błaszczykowski. Był naszym najlepszym graczem na Euro, zgadzam się z tym. Co było jednak stemplem pieczętującym nietykalność Kuby? Spieprzony karny z Portugalią, który wyrzucił nas poza turniej. Przypomnę tylko że Milik wykorzystał obydwa „wapna” we Francji.  Kuba był pocieszany z każdej strony. Gdyby strzelił a ostatniego karnego spudłowałby Krychowiak, to strzelam w ciemno że to „Krycha” zostałby najbardziej komplementowanym graczem. Jak czasami człowiek na chłodno pomyśli o tym jak działa „serce kibica”, to nie ma w tym momentami żadnego racjonalizmu.

Tak swoją drogą, chyba najbardziej legendarnym kozłem ofiarnym polskich kibiców był Grzegorz Rasiak. Grzegorz Rasiak, który był swego czasu synonimem słowa oferma. Gość, który na boiskach w lidze angielskiej strzelił ponad 60 goli. Głównie w Championship, która zżuła i wypluła już wielu polskich graczy. Rasiak w jednym sezonie potrafił tam załadować 18 bramek. W kadrze zagrał 37 razy, 8 razy wpisując się na listę strzelców. W dziesiątkach jak nie setkach mogę liczyć polskich graczy, którzy takiej kariery Rasiakowi mogą tylko pozazdrościć a którzy z pewnością mają od niego lepszą reputację w kraju. Przypomnę tylko że zagranica zweryfikowała takich graczy jak choćby Tomek Frankowski czy Paweł Brożek. Kozaków, ale tylko na własnym podwórku. Mam wrażenie że jeszcze chwila a Milik może doczekać się statusu nowego Rasiaka.

A tak na koniec tym wszystkim psycholom, którzy odsądzają Milika od czci i wiary i tego że ma grę w kadrze w dupie (chociaż wierzę że takich kretynów jest niewielu) tylko przypomnę. 22 lata, najdroższy piłkarz w historii polskiego futbolu, 32 gry w pierwszej reprezentacji i 11 bramek dla niej zdobytych (nie wspomnę o bilansie w reprezentacjach juniorskich). W tym: gol napoczynający Niemców w historycznym meczu wygranym 2:0 na Narodowym, gol wyrównujący w meczu ze Szkotami na Narodowym, gol napoczynający Gruzinów w meczu na Narodowym. To wszystko w kampanii eliminacyjnej do francuskiego Euro. Bramka dająca historyczne, pierwsze zwycięstwo na Mistrzostwach Europy w meczu z Irlandią Północną, przepuszczenie piłki dzięki któremu Błaszczykowski w meczu ze Szwajcarią znalazł się sam na sam z Sommerem i mógł go zapytać w który róg mu strzelić. Dwa wykorzystane karne w konkursach jedenastek.  To na Euro za które był opluwany.  Większe brawa zebrał za Euro Kapustka, który popisał się ładnym, ale ostatecznie obronionym przez McGoverna strzałem w pierwszym meczu. I to właściwie był jego największy przebłysk na tym turnieju. To tylko tak by jeszcze raz pokazać jak nieracjonalnie się czasami kierujemy w swoich osądach… Jeśli następnym razem będziesz mieć ochotę zjechać kogoś anonimowo w internecie, to naprawdę pomyśl dwa razy!

 

arkadiusz-milik_25830964

Cała Polska niech usłyszy, Liga Mistrzów dla stolicy ! (?)

Rok 2016 może się okazać przełomowym w najnowszej historii polskiej piłki kopanej. Najpierw nasza Reprezentacja dotarła na francuskim Euro do ćwierćfinału tej imprezy a teraz jesteśmy o krok od przełomu w rodzimym futbolu w wydaniu klubowym. Po 20 latach przerwy do fazy grupowej Ligi Mistrzów awansuje Mistrz Polski. Bo tego już się schrzanić nie da, prawda?

Przed dwoma dniami piłkarze warszawskiej Legii ograli na Aviva Stadium w Dublinie zespół Dundalk wynikiem 0:2. Żeby wyeliminować „Wojskowych” sympatyczni Irlandczycy musieliby we wtorkowy wieczór zlać podopiecznych Hasiego różnicą trzech bramek. Jesteśmy narodem piłkarskich pesymistów, szczególnie jeżeli chodzi o rozgrywki klubowe. Fakt faktem, nasze zespoły dawały nam wielokrotnie mocne argumenty do tego by ten pesymizm w sobie trzymać. 20 lat posuchy w czasie której do bram najbardziej prestiżowych rozgrywek zdarzyło nam się zbliżyć dwukrotnie. W roku 2006 gdy Wisła Kraków po dogrywce musiała w dwumeczu rundy play-off uznać wyższość Panathinaikosu (A gdyby nie błąd sędziego, który nie uznał prawidłowo zdobytej bramki Penksy Wiślacy w LM by zagrali) oraz w roku 2011 kiedy to również Wiślacy decydującą o awansie bramkę stracili dopiero 3 minuty przed końcem meczu. Chociaż, nie oszukujmy się, w rewanżowym meczu APOEL podopiecznych Maaskanta dosłownie miażdżył. Reszta batalii kończyła się bardziej lub mnie spektakularnymi wpierdolami, w czasie których przeciwnicy nie dawali polskim zespołom cienia nadzieji. Zrozumiałe było to jeszcze do czasu reformy Platiniego, kiedy to na drodze Mistrza Polski stawały zazwyczaj zespoły pokroju Realu czy Barcelony. Od czasu do czasu los zsyłał kogoś kto jeszcze w momencie losowania dawał nadzieję na to że w jakiś sposób uda nam się prześlizgnąć do elity, ale w ostatecznym rozrachunku nawet Szachtar czy Anderlecht okazywały się dla Polaków progami zdecydowanie zbyt wysokimi. Przełomem miała być wspomniana reforma, która w sytuacji uprzywilejowanej stawiała kluby piłkarsko słabsze, stwarzając im łatwiejszą ścieżkę awansu do fazy grupowej. Mimo to, przez ostatnie 7 sezonów Mistrz Polski nie potrafił skutecznie powalczyć o to by móc wysłuchać z perspektywy murawy hymnu Champions League. Eliminowały nas kolejno: Levadia Tallin, Sparta Praga, wspomniany APOEL, Helsingborg, Steaua, Marta Ostrowska do spółki z Bereszyńskim i FC Basel. Nastał jednak rok pański 2016 i okazał się dla polskiej piłki niezmiernie szczęśliwy. Ułożył Legionistom ścieżkę awansu tak prostą że naprawdę do awansu potrzebne było minimum przyzwoitości. Nie jestem fanem Legii. Zdarzało mi się lżyć Legionistów z wysokości trybun tak jak to robi większość Polski. Jestem jednak zdania że CWKS jest jedynym zespołem, który był w stanie ten awans wywalczyć. Myślę że mimo tej śmiesznej ścieżki: Zrinskij, Trencin, Dundalk wyłożyłoby się na niej 15 pozostałych zespołów naszej ekstraklasy. Zresztą czy wiele większy potencjał od tej trójki posiada Shkendija Tetovo lub SonderjyskE, które eliminowały Craxę i Zagłębie? Może wyższy poziom ma IFK Goeteborg ale akurat Szwedzi nie dali Piastunkom nawet podskoczyć. Wiele zespołów naszej ligi wyłożyło by się już na Mostarze a Zagłębie, Lech w takiej formie jak teraz czy Lechia, możecie mnie zlinczować, ale dostałyby w pysk od Trencina, który pod względem umiejętności czysto piłkarskich prezentował się bardzo fajnie. Legia Hasiego jest słaba. Legia Hasiego nie ma stylu. Widać że ten zespół jest w przebudowie aczkolwiek mam wątpliwości co do tego czy Warszawiacy pod wodzą Albańczyka w ogóle odpalą. Obym się mylił bo jednak miło by było gdyby CWKS w tej Lidze Mistrzów nie stanowił zupełnego tła. Zresztą co do sceptycznego podejścia do legijnej wizji Hasiego jeszcze wrócę. Na czym skończyłem? Legia Hasiego nie ma stylu. Los zechciał jednak że w momencie kiedy Legia wchodzi w ligę tak słabo a dodatkowo wykłada się w Pucharze Polski już na pierwszej przeszkodzie, to paradoksalnie w tej samej chwili może awansować do tej wymarzonej Ligi Mistrzów, która przez ostatnie dwie dekady była tylko mokrym snem polskich kibiców. Uważam że jest to efekt doświadczenia Legii, która już 4 sezon z rzędu zagra w europejskich pucharach całą jesień. Czwarty sezon z rzędu pogra w fazie grupowej europejskich rozgrywek. Na ten poziom nie udało się wskoczyć ani Lechowi, ani żadnemu innemu klubowi z Polski. Dzięki temu również że „Wojskowi” notorycznie grają w Europie los przyznał im w momencie kiedy nie są w najwyższej dyspozycji szczęśliwą kartę. To dzięki temu uzyskali taki współczynnik, który zapewnił im rozstawienie w ostatniej rundzie eliminacji. Nie jest tak że Legia ma fuksa, jak chcieliby powiedzieć wszyscy jej przeciwnicy, Legia na tego fuksa zapracowała w taki sposób, że nie kompromitowała rokrocznie swojego kraju w europejskich rozgrywkach a zapracowała na status przeciętnego, europejskiego klubu – status, który dla reszty peletonu polskich drużyn jest w tym momencie poza zasięgiem. Śmiać mi się chce też gdy ktoś wysuwa argument pod tytułem „gdyby mój klub dysponował takim budżetem jak Legia to już dawno by awansował do LM”. A czyją winą jest że poszczególne kluby nie potrafią wspiąć się na taki poziom finansowy jaki prezentuje Legia? Kto zabrania Jagielloni, Cracovii czy innej Pogoni tak zarządzać klubem, by osiągnąć wyższy poziom wizerunkowo-marketingowy? Tak, Legia z racji wielkości i statusu miasta być może ma łatwiej ale czy mają za to przepraszać? Lech był już na ostatniej prostej by Warszawiaków doścignąć ale jak widać spaprał sprawę. Bogusława Leśnodorskiego można lubić lub nie, ale uważam że żaden klub w naszym kraju od dawna nie miał tak efektywnego, reprezentatywnego i dobrze spełniającego swoją rolę prezesa. Nie przemawia również do mnie argument, mówiący o tym że zastrzyk gotówki, który spłynie do Legii w nagrodę za awans może zabić rywalizację w lidze. Legia będzie miała monopol na wygrywanie ekstraklasy? Nie wiem, być może. Ale jeżeli ta kasa sprawi że Legia jeszcze podniesie swój poziom a to zaowocuje jeszcze lepszą grą w pucharach i równaniem do takich klubów jak np. Basel czy Ajax to mnie to absolutnie nie martwi. Legia ma być słabsza i biedniejsza w imię tego by rywalizacja na rodzimym podwórku była ciekawsza? Bezsensu. Staram się patrzeć na to przez pryzmat kibica polskiej piłki, odstawić na bok dylematy sympatii klubowych. Jeśli polski klub ma szansę zaistnieć w Europie to będę mu kibicował bez względu czy to Pogoń, Zagłębie, Lech czy Legia. Na europejskim podwórku wychodzę z założenia że w pierwszej kolejności klub reprezentuje swój kraj. Gdy Astana wchodziła rok temu do LM to zazdrościłem Kazachstanowi drużyny, gdy wchodził APOEL to Cypryjczykom. Skoro kibic piłki w europie może zobaczyć że Legia jest w Lidze Mistrzów i pomyśleć: „Ooo, zagrali w ćwierćfinale Euro, teraz mają klub w Champions League, może tam faktycznie po boiskach nie biegają białe niedźwiedzie?” to dla mnie ekstra. 

Jak wspomniałem wcześniej, awans będzie efektem: po pierwsze łutu szczęścia, po drugie doświadczenia Legii w grze w europejskich pucharach. Po prostu, Legioniści zarówno z Mostarem jak i Trencinem wygrywali obyciem i umiejętnością planowania i rozkładania sił w poszczególnych meczach, poszczególnych ich fragmentach. Można się z tego śmiać, ale porównajmy doświadczenie Michała Kucharczyka przez pryzmat pucharów a porównajmy np. Cetnarskiego czy Arka Woźniaka, którzy odpadli ze swoimi teamami wcześniej. Niby jakiejś super różnicy pod względem piłkarskim nie ma ale w tej kwestii? Właśnie. Czysto piłkarsko? Miałem wrażenie że zarówno Bośniacy jak i Słowacy górowali pod względem technicznym. Kultura gry to zresztą to co w polskiej piłce kuleje moim zdaniem najbardziej. Niestety to co starczyło na zespół z Bałkanów, naszych południowych sąsiadów i wyspiarzy to jak wiemy na fazę grupową już zdecydowanie za mało. Nie ma wątpliwości że jeśli Legia chce się pokazać w klubowej elicie od dobrej strony to pomysł Hasiego na tą ekipę musi w końcu zacząć być zauważalny. Jak narazie widzimy jakieś pojedyncze, udane fragmenty gry w wykonaniu zespołu ze stolicy. W przeważającej jednak większości gra Legii przyprawia o ból zębów. Odnoszę jednak wrażenie że Hasi chciałby wprowadzić w Legii właśnie większą kulturę, grać piłkę techniczną. W tym celu sprowadził zawodników, których kojarzył z czasów pracy w Belgii (Jak takie ściąganie znajomków skończyło się w Wiśle za czasów Maaskanta to już osobna kwestia). Nie dam sobie ręki uciąć że próba zaadaptowania takiego stylu gry w Legii przyniesie w końcu pożądany skutek. Byłbym skłonny bardziej przychylić się do opinii że optymalnym sposobem gry Legionistów było takie wybieganie, wysoki pressing, dobre przygotowanie motoryczne i mówiąc wprost – jeżdżenie na dupach jakie miało miejsce za czasów Czerczesowa. Materiał którym dysponuje Hasi jest zbyt toporny by zacząć grać piłkę efektowną dla oka a te pojedyncze jednostki, sprowadzone przez albańskiego trenera i predysponowane do takiej gry mogą zginąć w zderzeniu z drwalską i przaśną ekstraklasą. 

Jeżeli potwierdzą się też pogłoski mówiące o tym, że Legię po awansie opuści Nikolić i Pazdan, to zespół będzie trzeba dodatkowo wzmocnić. Właśnie przeczytałem że bułgarskie media spekulują iż zaawansowane rozmowy ze stołecznym zespołem prowadzi Dimitar Berbatov. Marketingowo i na warunki gry w lidze polskiej – strzał w 10tkę. Ale ile w tym prawdy? Narazie traktuję to jako plotkę. Wszak Berbatov ostatnimi czasy obniżył loty, ale nie jest piłkarzem wypalonym jak Krasić trafiający do Lechii a i od Daniela Ljuboji Bułgar jest o klasę lepszy. Legioniści musieliby sięgnąć głębiej do portfela. 

No cóż. Jak na razie trzeba zadowolić się tym że będzie nam dane po 20 latach oglądać polski zespół w europucharach a następnie trzeba się „martwić” co dalej. Bo spytam raz jeszcze … tego nie da się spieprzyć, prawda Legio?

 

legia

#eurowpierdol

Eurowpierdol. Określenie wymyślone przez dziennikarzy tworzących portal weszlo.com a odnoszące się do wakacyjnych batalii polskich drużyn w europejskich pucharach. Wakacyjnych, bo zazwyczaj tylko wówczas możemy śledzić polskie drużyny w komplecie w rozgrywkach międzynarodowych. Gdy kończą się kanikuły i dzieci muszą wracać do szkół, zazwyczaj na placu boju pozostaje … no maksymalnie jeden zespół z Polski. Najczęściej jest to Legia, grająca w rozgrywkach grupowych Ligi Europy, po wcześniejszym przepierdoleniu szansy na grę w Lidze Mistrzów. Sporadycznie jest to też Lech, który jednak też dość często lubi się skompromitować w dwumeczu z jakimiś ogórami (Żalgiris, Stjarnan). Szczególnie za czasów pracy Mariusza Rumaka Lechici lubili odebrać lekcję futbolu od jakichś kelnerów czy innych taksówkarzy. Dobra, dobra. Czasem zdarzało się że mieliśmy dwie drużyny w rozgrywkach grupowych LE. Ale zdecydowanie częściej jakiś klub udowadniał, że polska ekstraklasa prezentuje bananowy (albo raczej buraczany) poziom i zasługuje na miana piłkarskich pajaców. Matko przenajświętsza ! Kto już nie kompromitował naszych klubików! Levadia Talin, Cementarnica Skopje, Irtysz Pawłodar, Szachtior Soligorsk, Fylkir Reyjkjavik, Vetra Wilno czy wspomniane Żalgiris Wilno i islandzkie Stjarnen. Trzeba przyznać że są to raczej nazwy niewiele mówiące przeciętnemu kibicowi. Chyba że jakiemuś piłkarskiemu hipsterowi lub fanatykowi Football Managera. Wczoraj do tego zacnego grona dołączył kolejny klub. I to w jakim stylu! Proszę państwa, przed państwem Shkendija Tetovo !

A klubem, który okazał się być tak kompletnymi matołami futbolu, by zebrać oklep od grupy Macedończyków, którzy po skończonym wypasie owiec zbierają się by pokopać piłkę, okazała się – Cracovia Kraków, tadaaaam !! I to nie żeby przegrać po walce, nie że jakieś wyrównane zawody. Zasłużone 0:2 w Macedonii i wczoraj 1:2 przy Kałuży.  Równa forma podopiecznych Zielińskiego. A teraz kurwa hit. No oczywiście jeśli ktoś tego jeszcze nie widział. Tak Shkendija strzeliła gola nr. 2:

http://meczelive.tv/skroty/liga_europejska/cracovia-krakow-shkendija-12-19107.html

Jak wrażenia? Można? Można! Jak mieliście kiedyś 11 lat to przychodzili na pobliskie boisko starsze chłopaki i zabierali wam piłkę dla zgrywy? A potem robili z was sobie jaja i podpuszczali w stylu „no, okiwaj mnie młody to oddam ci gałę” a wy zupełnie nie mieliście na to ochoty bo i tak nie było na to szans i i tak piłki pewnie by wam tak szybko nie oddali? I snuliście się zrezygnowani za nimi udając że chcecie im piłę zabrać i straszyliście że przyjdziecie ze starszym bratem a w oczach chciały wam się pojawić łzy? Tak wyglądało zaangażowanie Craxy przy tej akcji, tak kurwa wyglądał pressing w ich wykonaniu.

Bartku Kapustko, błagam, spierdalaj z tego klubu jak najszybciej żeby nie zarazić się tym nieudacznictwem !!

Pocieszny Janusz Filipiak, od lat żyjący w swoim świecie zapowiadał przed rozpoczęcie LE, że jego zespół powalczy o awans do fazy grupowej. Trener Zieliński za to zapowiedział że traktuje ten dwumecz jako przetarcie przed ligą. Dwie dość odległe od siebie wizje poprowadzenia zespołu w europejskich pucharach… Jednak treneiro Zieliński dopiął swego. Baaa, gracze spod Wawelu nie potraktowali tego jak gry sparingowej. Potraktowali jak wakacyjną potyczkę na plaży. Taką gdzie głównie myślisz żeby iść się napić browara w przerwie, albo kopnąć piłkę jak najbliżej dupy w bikini, wysmarowanej olejkiem do opalania. Tak swoją drogą. Skoro trener Zieliński w dupie miał grę w pucharach, w których było nie było, jego zespół reprezentuje jednak białego orła i w świat idzie raczej przekaz że polski zespół a nie Cracovia dostał wpierdol, to szanowny trener Zieliński mógł poprosić o wycofanie zespołu z gry w eliminacjach Ligi Europy. Zwyczajnie zrezygnować. Po cholerę kompromitować klub a co najgorsze kraj? Skoro nie mieliście ochoty grać, bo puchary pokrzyżują wam plany przygotowań do rozgrywek ligowych to trzeba się było najzwyczajniej w świecie wycofać. Nie wiem co na to dokładnie regulamin ale chyba jest taka możliwość. Zagrała by Lechia Gdańsk i może miała by ochotę zaangażować się w grę z pasterzami. I przeszła by rundę dalej i zebrała oklep już nie od amatorów a chociaż jakiejś Omonii czy AIK Sztokholm. Porażki z takimi zespołami, europejskimi przeciętniakami już przecież nikogo w Polsce nie dziwią i nie byłoby mowy o kompromitacji i wstydzie. Niestety Cracovii nie było stać na minimum przyzwoitości. Zagłębie Lubin po wtopie w pierwszym meczu wczoraj obroniło honor i przeszło dalej. Teraz zagrają z Partizanem Belgrad, prawdopodobnie odpadną ale nikt z nich się już śmiać nie będzie. Każdy już jest przyzwyczajony do zbierania w papę od takich klubów. Piast miał więcej szczęścia bo rozgrywki zacznie od rundy drugiej i z miejsca dostaje IFK Goteborg z którym mogą sobie w spokoju przegrać.

A wiecie co jest kurwa najstraszniejsze? Że te ogóry z Krakowa były lepsze w zeszłym sezonie w lidze od 12 innych zespołów i dlatego miały okazję do pokazania Europie jakimi są frajerami… Więc jak to świadczy o ekstraklasie? Zresztą co ja mówię, jakiego pokazania Europie? … Piłkarska Europa ma w dupie co się dzieje na kompletnej prowincji futbolu na której Macedończycy eliminują Polaków w rundzie przedprzedprzedprzedwstępnej do poważnego grania. Piłkarska Europa nie skończyła jeszcze sezonu 2015/16 i szykuje się do finału Euro. Za to Cracovia już skończyła grać na poziomie międzynarodowym w sezonie 2016/17. To się nazywa zagięcie czasoprzestrzeni… Zasłużyliście kurwa na statuetkę Marty’ego McFly’a.

Dobra, koniec. Nie wypada się śmiać z osób upośledzonych. Szkoda tylko że niepełnosprawni sportowcy raczej tyle nie zarabiają co „panowie piłkarze” z Cracovii. Sorry, pooglądajcie sobie mecze polskich amp futbolistów i oceńcie czy nie zasługują o wiele bardziej na takie wynagrodzenia jak panowie Cetnarski czy inny Sandomierski. Kurwa … a Cetnarskiego niektórzy na Euro wypychali …

Sorry Cracovio, ale będę trzymał kciuki za twój spadek, bo jeśli osiągniecie jakiś sukces w tym sezonie, to będzie tylko kolejne potwierdzenie teorii o pizdowatości tej ligi.

 

702_image_17

 

 

 

Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce !! Zasłużyliście na Valhallę !!

Jakże się wkurwiłem po tych karnych !! Jakże wkurwił mnie niewykorzystany karny Kuby !! Nie sądziłem że tak to przeżyję … Nie, nie byłem wkurwiony jako kibic. Jako kibic, po ostatnim karnym Quaresmy wstałem z podniesioną głową, dumny z mojej kadry. Nie byłem wkurwiony na Kubę … musiałbym być chyba pojebany, żeby wkurwiać się na ikonę tej drużyny. Byłem wkurwiony na to, jak niesprawiedliwy jest futbol. Było mi żal biało-czerwonych, bo bez wątpienia zasłużyli na ten półfinał. Byłem wkurwiony że psim swądem znów prześlizgują się podopieczni Santosa. Chociaż powiedzieć że byliśmy od nich w tym meczu lepsi akurat nie jest do końca zgodne z prawdą. Gdyby Ronaldo wczoraj był sobą pewnie wyrzuciłby nas z turnieju, bo miał ku temu 100% okazję po wrzutce Mouthino. Ale zasłużyliśmy bardziej na awans w przekroju całego turnieju. Zasłużyliśmy za lepszą grę w fazie grupowej. Oni w 90 minutach nie pokonali nikogo. Trzy remisy w fazie grupowej, wygrana w 118 minucie z Chorwatami i wygrana po karnych z nami. I ta drużyna jest w półfinale. Widocznie wczoraj Matka Boska Fatimska czuwała bardziej od Częstochowskiej, bo modlili się jedni jak i drudzy…W dodatku karnego marnuje nam piłkarz, który absolutnie nie zasłużył na taki cios. Zdaniem wielu, nasz najlepszy zawodnik na tym turnieju. Bardzo ważne ogniwo szatni. Futbol to zimna suka …

Wielki szacunek dla Fabiana i Kuby za udzielone po meczu wywiady. Łukasz nie jest specjalistą od karnych. Nie był bliski obronienia żadnej z 10 jedenastek, które zostały strzelone na naszą bramkę. Nawet przy spudłowanym strzale Xhaki rzucił się w przeciwnym kierunku. Wiele osób uważa że Nawałka powinien był wczoraj zastosować manewr podobny do tego, który wykorzystał Van Gaal dwa lata temu podczas Mundialu w Brazylii, zmieniając w ostatniej minucie dogrywki Cillessena na Tima Krula, który jest lepszym specjalistą od obrony karnych.Ostatecznie roszada LVG przyniosła skutek i Holendrzy pokonali wówczas Kostarykę awansując do półfinału. Czy wprowadzenie wczoraj na boisko Boruca lub Szczęsnego przyniosłoby podobny efekt? Możemy sobie gdybać … Ale na miłość boską. Łukasz w meczu ze Szwajcarią wybronił nam życie, zapewnił przejście do ćwierćfinału. Taki manewr byłby jednak nie wporządku wobec niego. Nie obronił? Trudno. Na chuj teraz drążyć temat. Sam wie że mógł zrobić więcej. Powiedział o tym we wczorajszym wywiadzie dla Polsatu. Wywiadzie który wzruszył kibiców bardziej niż saga „Zmierzch” nastoletnie fanki. Kuba również z wypiętą klatą postanowił stanąć przed kamerą. Wziął ciężar na swoje barki. Bo Ci chłopcy to zawodowcy. Poprostu…

Ta kadra ma inne DNA niż każda poprzednia … chyba do czasów Piechniczka. Ale ery Piechniczka w latach 80tych a nie tej nie udanej, dekadę później. Ta kadra nie wychodzi na murawę ze spętanymi nogami. Ta kadra nie boi się porażek. Ta kadra wierzy w swoje umiejętności. Ta kadra wierzy w zwycięstwo z każdym rywalem. Ta kadra ma ambicje. Ta kadra ma nieprzeciętne piłkarskie skille. Ta kadra potrafi czasem włączyć sobie katalońskie DNA, jak wczoraj w akcji z 22 minuty gdy rozklepali portugalską defensywę kilkoma szybkimi podaniami w trójkącie, w ich polu karnym. Ta kadra nie zaspokaja się resztkami. Ta kadra chce dostawać najlepsze kąski. Ta kadra pokaże nam jeszcze nie raz to za co ją kochamy: serducho, ambicję i dobrą grę.

Prosiłem was wczoraj przed meczem tylko o to byście polegli jak wojownicy, jeśli macie przegrać. To co zrobiliście przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Życie jest niesprawiedliwe skoro nie możecie grać dalej… Jesteście wojownikami, jesteście berserkerami, jesteście prawdziwą biało-czerwoną husarią. Już nie mogę się doczekać waszej kampanii eliminacyjnej do kacapskiego mundialu !!  Selekcjonerze dziękuję ci że z tych pojedynczych wojowników stworzyłeś armię !!

Oczywiście. Nasza gra nie jest doskonała. Gdyby taka była, właśnie szykowalibyśmy się do ogolenia kolejnego przeciwnika w półfinale. Ale ja przez swoje całe życie doznałem tylu piłkarskich upokorzeń, musiałem patrzeć tyle razy na przestraszonych, zahukanych piłkarzy z orzełkiem na piersi, którzy dali się ogrywać jakimś ogórom z Ekwadoru, Korei czy innych Mołdawii… A teraz przed meczem z Portugalią wcale nie jestem pewny że to oni są faworytami. Baaa, gdybyśmy mieli teraz mierzyć się z Brazylią, którą widziałem na Copa America, tą prowadzoną przez Dungę, to uważam że byśmy ich ogolili. Dziękuję, dziękuję panowie za to że nie boję się kolejnych starć. Przed wrześniowym meczem w Kazachstanie jestem pewny że ich opierdolimy !! Bo my jesteśmy Reprezentacja Polski, ze swoim stylem, czarnym koniem Europy. A oni ogórkami z postradzieckich stepów. Miesiąc temu moje myślenie byłoby inne i powiedziałbym że już nie ma słabych drużyn, że to będzie trudny mecz…

Szkoda jednak że trafiają się jeszcze ludzie, którzy mimo to plują na tą kadrę. Szkoda że chociaż w ograniczonej już formie, ale nadal zdarzają się osoby hejtujące tą drużynę. Ciekaw jestem ilu z nich w swoim życiu osiągnęło chociaż ułamek takiego sukcesu jak nasi reprezentanci. Szkoda że nie każdy potrafi odnaleźć w swoim życiu radość z takich rzeczy jak dobra gra kadry. Że dla niektórych największą orgią jest móc napisać, oczywiście anonimowo, na jakimś forum że:”Nawałka to chuj, bo złe zmiany, Lewy to pedał bo nie strzela, Milik niech spierdala na drzewo a Fabian nie umie bronić…”. Szkoda że tak wielu ludzi nadal choruje na tą zjebaną przypadłość zwaną malkontenctwem. Dobrze że tendencja jest spadkowa… Trudno. Niech pierdolną sobie nad łóżkiem plakat ich nowej przywódczyni – Maryli Rodowicz.

Mam tylko nadzieję że gdy ta kadra przeminie to już nigdy nie powrócimy do poziomu podrzędnej europejskiej reprezentacji, dostającej smary w eliminacjach od noł-nejmów. Że jest to początek, narodziny kadry z pazurem. Tak jak kilka lat temu miało to miejsce ze szczypiornistami. Nie wracajmy już do czasów Smudów i Fornalików! Błagam! Zachowajmy to nasze unikatowe DNA, które nadał nam Nawałka. Niecha nawet gdy przeminie pokolenie Lewego, Kuby i Piszczka w ich miejsce przyjdą kolejni piłkarscy gladiatorzy, zrodzeni w kraju nad Wisłą.

 

P.S.

I tylko gdzieś tam z tyłu głowy, kuje bolesna myśl, że oto nasze ogórkowo-gówniane klubiki, z naszej ogórkowo-gównianej ligi, rozpoczęły sezon przyjmowania smarów od parodystów z krajów pokroju: Bułgaria i Macedonia. Oj, sprowadza to trochę na ziemię. Euro przemija i już nie długo możemy wrócić do szarego świata zgrzytania zębami i oglądania starć dobrze opłaconych amatorów z ligi polskiej. Panowie z Cracovii i Zagłębia, trochę wstyd że w takiej chwili pokazujecie jakimi potraficie być paralitykami…

 

56e7c7e85be5e1_79255040

 

 

Fuck Calm & Die In Battle !!!

Już tylko kilka godzin! Już tylko chwile dzielą nas od najważniejszego meczu naszej kadry narodowej od … hmm … myślę że od 34 lat. Od meczu z Francją o 3 miejsce na Mundialu w Hiszpanii w 1982 roku. Od tamtego momentu polska kadra nie grała meczu o większą stawkę !

Tak jak pisałem wcześniej, ta kadra jak dla mnie zrobiła już swoje na francuskim czempionacie. Dziś mogą położyć się na murawie Stade Velodrome i przeleżeć tak 90 minut a i tak będę ich witał w kraju jako moich bohaterów. Jakiś wewnętrzny głos podpowiada mi jednak, że to nie koniec emocji. Ta kadra niczym Pudzian: „Tanio skóry nie sprzeda”. Tylko że to nie będą śmieszne frazesy jak w przypadku polskiego strongmana. Dziś w Marsylii będzie wojna! Wojna którą pragniemy zwyciężyć !! A jeśli dziś mamy zginąć, to zgińmy jako wojownicy !!! Zgińmy w bitwie !!! Niech na boisku pojawi się 11 mitycznych berserkerów !!! Zresztą … nie wątpię że tak będzie. Nie wątpię że jutro obudzimy się albo jako mieszkańcy jednego z czterech krajów, najlepiej grających w piłkę na kontynencie europejskim albo po prostu jako ludzie, którzy mogą być dumni ze swoich piłkarzy. Nareszcie !!! Po latach upokorzeń ! To już jest w zasadzie przesądzone …

Ale właściwie dlaczego mamy przegrać? W czym na tych mistrzostwach Portugalczycy są lepsi od nas? Ich kadra nie pokazała jak do tej pory niczego co byłoby godne uwagi. No … może poza przebłyskami geniuszu Ronaldo w meczu z Węgrami. To będzie piąty mecz przeciwko reprezentacji Portugalii, który dane mi będzie obejrzeć w moim życiu. Było pamiętne 0:4 w koreańskim Jeonju na Mundialu w 2002 roku. Ale to była Portugalia z Pauletą, Rui Costą, Figo, Couto, Joao Pinto czy Nuno Gomesem. Potem pamiętne mecze w eliminacjach do Euro 2008. Wygrana na Stadionie Śląskim 2:1 po dwóch bramkach Ebiego Smolarka. Jeden z najlepszych meczy polskiej kadry narodowej ostatniego XXV-lecia a na pewno najlepszy za kadencji Leo Benhakkera. W rewanżu remis w Lizbonie wyszarpany w samej końcówce za sprawą strzału rozpaczy Jacka Krzynówka, który zdążył się jeszcze odbić od pleców interweniującego Ricardo. Na koniec dość bezbarwny mecz na otwarcie Stadionu Narodowego, zakończony wynikiem 0:0. Śmiem twierdzić że w każdym z tych czterech poprzednich meczy byliśmy kadrowo słabsi niż teraz, za to Portugalczycy mocniejsi. Mimo wszystko (poza meczem w Korei) potrafiliśmy z Portugalczykami zagrać jak równy z równym (a i klęska w Korei w pierwszej połowie wyglądała przyzwoicie). Na dzień dzisiejszy uważam, że mamy porównywalną siłę rażenia pierwszej 11stki co drużyna z Półwyspu Iberyjskiego. Brzmi niedorzecznie, ale …. Mają CR7 … a poza nim? Niespełniony supertalent Quaresma. Renato Sanches, kolejny supertalent, który znowu w wielkiej piłce nie zdążył jeszcze pokazać nic, mimo że Bayern wyścielił za niego 35 baniek. Powszechnie znienawidzony Pepe, bardziej słynący z boiskowego chamstwa aniżeli z umiejętności stricte piłkarskich. Powiedzcie, które z tych nazwisk elektryzuje fanów młodego pokolenia? Kto z obecnego składu, nie licząc Krystyny, jest gwiazdą, już nie wielkiego formatu, ale chociaż umiarkowanego formatu? Pepe z racji gry w Realu? Może. Ale to stoper. Poza tym? Emeryci: wspomniany Quaresma, Joao Moutinho, Ricardo Carvalho. Albo nieopierzona młodzież. Nie ma wielkich nazwisk jak: Figo, Nuno Gomes czy Rui Costa. Wiadomo. Mimo wszystko to Portugalia i musimy podejść z należytym szacunkiem. Ale z szacunkiem, piłkarskim respektem. Nie ze strachem. Z takim samym szacunkiem z jakim oni powinni podejść do nas. Ale najlepiej niech nas zlekceważą, niech sobie myślą że są już w półfinale a o 23:00 niech płaczą i chowają swoje nażelowane łby między kolanami. Szwajcarzy mieli Xhakę, Shaquiriego w obronie Lichtsteinera. Naprawdę, sprawa kolejny raz rozbija się o Ronaldo, gdyby go wyjąć z tej kadry to potencjałem nie różnili by się za bardzo od naszych poprzednich rywali.

Przed każdym meczem na tym turnieju miałem tylko jedno życzenie. Zagrajmy z serduchem, jeździjmy na dupie. Dziś już nie muszę go mieć. Wiem że tak będzie. A skoro będzie zaangażowanie i ambicja, to jestem spokojny. Wiem że będę z was dziś dumny … nawet jeśli przegracie tą bitwę. Po meczu futbolowe Walkirie bez cienia wątpliwości będą mogły was zabrać do Valhalli.

P.S.

Osobiście stawiam na remis 1-1 i kolejne emocje w doliczonym czasie gry. Ostatecznie oczywiście ogolimy ich. Tym razem przejdziemy po dogrywce 😉

P.S. 2

Ku pokrzepieniu serc 😉 :

 

 

 

perun

Zacznij bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑