2016 czyli najlepszy rok polskiego futbolu w XXI wieku.

Rok 2016 pomału dobiega końca. A jak wiadomo, koniec roku to czas wszelkich podsumowań.  O takowe można pokusić się już w kontekście kadry Adama Nawałki. Ta bowiem zremisowanym meczem ze Słowenią we Wrocławiu zakończyła już tegoroczne zmagania.

Zeszły rok kończyliśmy uradowani, bowiem nasza kadra wywalczyła awans na czerwcowy czempionat we Francji. Zarazem większość Polski głęboko wierzyła że oto mamy wreszcie kadrę, która nie skompromituje się na wielkim turnieju. Niektórzy szli w swoich osądach jeszcze dalej wieszcząc naszym reprezentantom wielkie sukcesy.  Balonik rósł i rósł osiągając przed samym turniejem niebotyczne rozmiary. Ale może po kolei…

Pierwsze mecze kadrowicze rozegrali w marcu. Na szczęście Zbigniew Boniek zakończył erę rozgrywania spotkań towarzyskich poza terminami FIFA dzięki czemu unikamy nie wnoszących nic sparingów rozgrywanych w styczniu gdzieś na Cyprze czy innej Malcie. Zmniejsza to też szansę na to by przeciętniacy z polskiej ekstraklasy  mieli okazję do zakładania trykotu w narodowych barwach. Ta bezcelowa praktyka rozgrywania meczów zimą doprowadziła do tego, że byłymi reprezentantami kraju nazywać siebie mogą chociażby Bartosz Rymaniak czy Piotr Kuklis… Jak dla mnie był to brak szacunku dla koszulki z orzełkiem na piersi. No ale powróćmy do tematu. Zaczęliśmy rok 2016 meczami towarzyskimi z Serbią i Finlandią. Obydwa zakończyliśmy zwycięsko i tak jak mecz z ekipą z Bałkanów, mimo że zakończony wygraną 1-0 mógł być odbierany z pewnymi obawami, gdyż wygrana była sumą również dużej dozy szczęścia tak mecz z ekipą ze Skandynawii to był pokaz możliwości tej kadry w pełnej krasie. Finlandia została rozbita aż 5-0 z dobrej strony pokazali się w tym meczu również piłkarze, którzy mieli stanowić nasze odwody na Euro. Dwie bramki strzelił Wszołek, jedną dołożył Starzyński z dobrej strony pokazał się Salamon a Grosicki silnie zaakcentował fakt, że należy już go rozpatrywać jako jeden z głównych elementów reprezentacyjnej układanki. Ze spokojem mogliśmy więc czekać na ostatnie szlify przed francuską przygodą. A Football Patriot pisał na blogu po tych meczach tak:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/04/09/o-zdjetej-klatwie-internetowych-napinaczach-i-wrozeniu-z-fusow/

Niestety wspomniane ostatnie szlify nie wypadły już tak okazale. Przegraliśmy w Gdańsku z pogrążoną w marazmie reprezentacją Holandii 1-2. No cóż, Holandia mimo wszystko nadal pozostaje Holandią i cały czas należy się z nią liczyć. Jednakże Litwinów nigdy nie można było rozpatrywać zbyt serio w kontekście piłki nożnej. Ci jednak w meczu, który był ostatecznym sprawdzianem przed inaugurującym Mistrzostwa Europy starciem z Irlandią Północną odważyli się zremisować z nami 1-1 po beznadziejnym meczu, który ranił oczy polskich kibiców. Nam pozostało zastanawiać się tylko czy jest to zasłona dymna przed turniejem, wypadkowa ciężkich przygotowań kadry w Arłamowie czy może zwiastun kolejnego beznadziejnego turnieju w wykonaniu „Biało-czerwonych”?

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/07/sflaczaly-balonik-czyli-podsumowanie-ostatnich-sparingow-kadry/

Aż wreszcie nadeszło długo wyczekiwane Euro. Pełne nadziei ale również pełne obaw. Media zwariowały. Momentami miałem wrażenie że najchętniej ktoś zrobiłby reality show śledząc naszą kadrę za pomocą dziesiątek kamer porozmieszczanych kolejno w Arłamowie a potem w La Baule, które było bazą wypadową nasze Repry we Francji.  Szał i namaszczenie tych transmisji niczym za czasów pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Balon z oczekiwaniami w rozmiarze tych, które przykrywają korty tenisowe.  Balon rozpięty nad reprezentacją Nawałki i wystarczy jedna mała szpileczka wbita przez Irlandczyków by zawarte w nim ekskrementy wylały im się na głowę. Strasznie obawiałem się meczu z wyspiarzami. Strasznie dłużyły się dni, godziny, minuty do meczu. Jednak z biegiem czasu jakoś dziwnie się uspokajałem. Szczególnie gdy dowiedziałem się że Michael O’Neill ma zamiar schować się przed naszą kadrą za podwójną gardą wstawiając do składu 10 graczy usposobionych defensywnie. W końcu w czym groźny może być taki zespół? I poniekąd była to prawda bo Irlandczycy nie zagrozili naszej bramce praktycznie ani razu. My jednak też bardzo długo męczyliśmy się z rozbiciem zielonego muru.  Dokonał jednak tego … o przewrotny losie … Arek Milik, który koniec końców i tak był antybohaterem Mistrzostw. Wygranym tamtego spotkania był bez wątpienia Bartek Kapustka, który bez kompleksów biegał po boisku Allianz Riviera jeszcze jako pomocnik Cracovii.  Faza grupowa minęła jak z bicza strzelił i jak burza przeszli ją Polacy (Ciężkim to zadaniem nie było bo z 24 zespołów fazę grupową przechodziły aż 2/3).  Mecz z Niemcami, czyli kolejny w którym z Mistrzami Świata zagraliśmy zupełnie bez kompleksów. Po tym meczu Michał Pazdan z szarego przecinaka, nawet nie do końca pasującego do tego świata futbolu na najwyższym poziomie przeistoczył się jedną z największych gwiazd tej reprezentacji.  Mecz w którym zagrał niczym Fabio Cannavaro na Mundialu w Niemczech. Antybohaterem Milik nie trafiający w piłkę w dogodnych sytuacjach.  Mecz z Ukraińcami przypominał ten z marca z Serbami. Przeciwnik niby miał przewagę, niby nam częściej zagrażał ale ostatecznie dostał bramkę i już się nie podniósł. Domena zespołu Nawałki, czyli sporo szczęścia… a wiadomo komu sprzyja szczęście. Bohaterem Błaszczykowski wbijający Ukraińcom gwoździa łudząco podobnego do tego, którego 4 lata wcześniej zaaplikował Rosjanom. 7 punktów, dwie wygrane i remis, brak straconej bramki po fazie grupowej. W świetnym stylu zrobiliśmy już w tym momencie swoje we Francji. Los przydzielił nam Szwajcarów jako przeciwników w 1/8. Przeciwnik o podobnych skills’ach do naszych. Kolejny mecz, który przejdzie do historii naszej piłki. Najpierw prowadzenie za sprawą Kuby, stającego się symbolem i wzorem piłkarza, który powinien reprezentować barwy narodowe.  Gdy minuty dzieliły nas od wygranej Shaqiri pięknymi nożycami pakuje nam gola, moim zdaniem najładniejszego w całym turnieju. Opadamy z sił. W dogrywce dominują Helweci. Cuda w bramce w tym meczu wyprawia Fabiański, który do Francji przyjechał jako numer dwa i skorzystał na kontuzji Szczęsnego, który mógł mieć deja vu z Euro 2012. Doczłapaliśmy do karnych. Tam pięć wykorzystanych po profesorsku „jedenastek”. Z drugiej strony myli się Xhaka i świętujemy awans do ósemki najlepszych zespołów Starego Kontynentu. Piękny sen trwa. W ćwierćfinale Portugalczycy, którzy przez Euro ślizgają się strasznie. Nie wygrali jeszcze meczu w 90 minut. Z Polakami jak się okazało też nie potrafili. Bramkę ukłuliśmy już po trzech minutach. W końcu przełamuje się Lewy. Nasza kadra miała wielu bohaterów na tym turnieju, ale akurat on był raczej w drugim szeregu (brzmi to w tym momencie absurdalnie, wiem). Niestety pół godziny później Renato Sanches po rykoszecie doprowadza do wyrównania. Mecz walki. Mało sytuacji. Zresztą całe francuskie Euro nie robiło jakiegoś wielkiego wrażenia pod względem prezentowanego na nim poziomu piłkarskiego.  Postronny kibic raczej starciem Polska-Portugalia się wynudził. Ale nas to nie obchodzi. Dla nas ten mecz był niesamowity. Znów gramy jak równy z równym z tymi wielkimi. Znów doprowadzamy do rzutów karnych. Niestety Kuba Błaszczykowski marnuje swoją próbę, Portugalczycy wykorzystują wszystko. Żal, smutek. Nie, nie dlatego że odpadliśmy. Żal tych chłopaków, tak po ludzku, po prostu. Są naszymi bohaterami. Kapustka grający bez kompleksów, Pazdan nie do przejścia dla rywali, Fabian, który popłakał się przed kamerami po karnych z Portugalią czy Kuba, który marnując swój strzał wręcz przysporzył sobie dodatkowej sympatii. Zresztą słusznie bo był na tym Euro najlepszy z naszych. Wytrzymali, już wtedy ten rok mogliśmy obwieścić udanym. Doszli do ćwierćfinału a i tak czuliśmy niedosyt. To mówi wszystko. W półfinale czekała Walia, która była spokojnie do ogrania. Zresztą zrobili to Portugalczycy, a potem ograli Francję i sięgnęli po tytuł.  Ale balon nie pękł. Jechali z olbrzymim bagażem oczekiwań. Myślę że nasycili wszystkich a nawet rozbudzili apetyty na więcej.

Tutaj garść wpisów, które zamieszczałem w czasie trwania turnieju:

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/12/polska-irlandia-polnocna-odprawa-przedmeczowa/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/21/witajcie-w-nowej-rzeczywistosci-jestesmy-polska-sila/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/22/o-sukcesie-30lecia-pilkarskiej-tozsamosci-i-o-tym-kto-ma-w-kadrze-cojones/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/06/30/fuck-calm-die-in-battle/

https://futbolowarebelia.wordpress.com/2016/07/01/dumni-po-zwyciestwie-wierni-po-porazce-zasluzyliscie-na-valhalle/

I nadeszła jesień. Czyli historia najnowsza. Kampania eliminacyjna do ruskiego Mundialu. Do grupy byliśmy losowani dopiero z trzeciego koszyka ale z biegiem czasu zostaliśmy koronowani na faworytów tej grupy. Duńczyków we Francji nie było wcale, Rumuni byli ale nawet nie wyszli z grupy. Z drugiej jednak strony za przeciwników mamy jeszcze solidną Czarnogórę i niby outsiderów, ale z terenów na których gra się zawsze piekielnie ciężko czyli Kazachów i Ormian. I już pierwszy mecz pokazał że faktycznie, taryfy ulgowej nie będzie.  Co prawda nic tego nie zapowiadało. Na boisku w Astanie po pierwszej połowie pewnie prowadziliśmy 2:0 ale druga połowa skończyła się trzęsieniem ziemi. Już w pierwszym kwadransie drugiej połowy dwukrotnie ukłuł nas odpalony swego czasu z Korony Kielce Siergiej Chiżniczenko. Potem na boisku było więcej zapasów niż futbolu, Kazachowie prowokowali, nasi dawali się wciągać w głupie gry. Kamil Glik leczył rywali niczym Zbyszek Nowak – https://www.youtube.com/watch?v=nYa79Kd-DDQ. Nikt nie myślał już o strzelaniu bramek. W pierwszym meczu po jakże udanym Euro sensacyjne 2:2 na końcu Europy (jakiej k**wa Europy?!).

Przyszedł październik. Dwumecz na narodowym. Najpierw miało być starcie z najgroźniejszymi obok nas w grupie Duńczykami a potem spacerek z Armenią. Plany się jednak trochę popieprzyły. Najpierw było 45 minut spacerku z Duńczykami. Po 50 minutach golimy ich 3:0 a potem powtórka z rozrywki. Dajemy sobie wbić dwa gole. To znaczy jednego sobie sami wbijamy a konkretniej Glik. Następnie Duńczyk o tradycyjnym duńskim imieniu Youssuf i równie tradycyjnej dla tego regionu ciemnej karnacji doprowadza do 3:2. Na szczęście w porównaniu ze spotkaniem w Astanie mamy gola zapasu i dowozimy 3 punkty do mety. Potem następuje mecz jakiego nie pamiętam od czasów Fornalika. No ok, wczesny Nawałka też nie wyglądał najlepiej. Takiego męczenia buły w wykonaniu naszej repry nie widziałem dawno. Oczy po meczu wręcz mi krwawiły. Bicie głową w ścianę, drapanie paznokciami we wieko zasypanej trumny. Gramy 2/3 meczu w przewadze ale Ormianie bronią się jakby od wyniku tej gry zależało ich życie a Polacy są jak dzieci we mgle. Gdy w końcu zdobywamy gola to Armenia natychmiastowo kontruje nas i strzela na 1:1. I gdy już się wydawało że stracimy punkty z kolejnym słabeuszem i to na własnym stadionie do gry znów wszedł on. Święty Robert z Monachium czuwał nad nami swoją opatrznością pozwalając nam w ostatniej minucie wyłuskać trzy punkty. Wcześniej Hat-trick z Duńczykami, teraz zaniesienie nas na własnym garbie w kierunku wygranej. Po słabszym Euro ten facet znowu stanowi dla nas 50% wartości zespołu (a może i więcej?). Jednak prasa nie zostawia na kadrze po tym meczu suchej nitki, a dodatkowo wybucha afera. Teodorczyk zarzygał hotel w czasie zgrupowania, co może tłumaczyć jego beznadziejną dyspozycję w spotkaniu z Ormianami. Kompanem do butelki Boruc. A to tylko dwa nazwiska z ponoć długiej listy piłkarzy melanżujących przed starciem z Ormianami. Tąpnięcie. Do tej pory drużyna, która przez długi czas wydawała się nieskazitelna, nieskalanie czysta, była naszą dumą i chlubą okazuje się niczym nie różnić od poprzednich wcieleń kadry narodowej. Nawałka załatwił to jednak na chłodno, dał wszystkim ostatnie ostrzeżenie i kazał zapomnieć o sprawie, nie było wyciągania winnych za uszy. Jednakże zaufanie u kibiców mogła odbudować tylko na powrót dobra gra piłkarzy z orłem na piersi. I piłkarze zrobili to najlepiej jak tylko mogli. Przekonywujące zwycięstwo nad Rumunami w Bukareszcie, zespół Christopha Dauma kompletnie zdominowany. Jedyne zagrożenie w Rumunii powstawało tylko wtedy gdy z trybun leciały na murawę petardy. Jednak RL9 gra jak natchniony w każdych warunkach i nawet stan wojenny na trybunach i lecące w jego stronę „achtungi” nie wyprowadziły go z równowagi. Do jego dwóch trafień, przepiękny rajd dorzucił Grosicki, który w stylu Maradony minął rumuńską defensywę niczym narciarskie tyczki. Wielka Kadra wróciła w najlepszym stylu i nawet kopanina rodem z polskiej ekstraklasy w meczu towarzyskim ze Słowenią tego nie zmieniła.

Ćwierćfinał Euro. Tylko jedna porażka w 14 meczach w tym roku. Fotel lidera grupy eliminacyjnej po 4 meczach z 10 punktami na koncie. Taki jest obraz polskiej kadry na koniec 2016 roku. Obraz na który możemy patrzeć z optymizmem, być może jeszcze większym niż rok temu. Do tego Lewy kolejny raz nominowany do „Złotej piłki”, „moda” na polskich piłkarzy w czasie okienka transferowego owocująca rekordowymi kwotami płaconymi za Krychowiaka, Milika czy Zielińskiego. Awans polskiego zespołu po 20 latach do Ligi Mistrzów. Coraz pewniejsze pozycje polskich piłkarzy w swoich klubach na zachodzie. Tak, zdarzają się cały czas błędy. Mecze tak beznadziejne jak ten z Armenią … ale klasową drużynę poznaje się po tym że nawet gdy gra kompletny piach to potrafi ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. A Polacy udowodnili niejednokrotnie że tak potrafią. Mówiąc pół żartem, pół serio – Polacy chyba właśnie odebrali moc naszej reprezentacji piłkarzy ręcznych. Cechują ich te same atuty, które były przez wiele lat domeną polskich szczypiornistów. Ci zaś zostali chyba zarażeni wirusem Fornalika i Smudy co niestety pokazują ostatnie wyniki.  Interesuję się piłką od dobrych 20 lat i tak udanego roku polskiej piłki nie pamiętam jak żyję ! Oby było tylko lepiej.

jedza-on-fire

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s